Mój drogi Stanisławie! Wczoraj list Twój odebrałem. A więc i Ty jak ja! Rozwiązujem się oba. Potęga po potędze wychodzi nam z duszy — gdzież zapadamy? Czy to nie przeczucie chwili stanowczej, uroczystej, bliskiej, a nie pieśnianej już, lecz innej, twardej? Może tracim władze, służące do myślenia i rozumienia, bo tu trzeba będzie nam czego innego? Tak Cię pocieszam, o drogi mój, sam niepocieszony, sam pożerany wciąż głębokim jadem, nagromadzonym przez wszystkie boleści i zawody żywota. Czasami sam już nie wiem, co się ze mną dzieje — schylę skroń nad papier, a pod skronią tak myśl się plącze i gmatwa, że aż komicznie, jak gdyby mózg z siadłego w płynny się przemienił i ciekł już, a nie siedział w czaszce. Módlmy się i prośmy Boga o ratunek! — Pytasz się o Ad. i Władysł. — Adam545, mojem zdaniem, dostał się w najsroższą niewolę. Spotkał się z ogromną potęgą, zawartą w człowieku indywidualnym. Ta go opanowała, i opanowała tak, jak karność wojskowa opanowuje żołnierzy. Duch jego wzięty w kamasze, kajdanami skuty — i on te kajdany trzęsie nad głowami innych i zowie to najwolniejszą wolnością. Nigdym takiego niewolnika nie oglądał, nigdy też i takiego despoty. Żeby nie ten pierwiastek niewoli, wszystko, co mówi byłoby pięknem i prawdziwem, przynajmniej większa część, jeśli nie wszystko. Lecz przyczepione jarzmo, lecz przypięty bicz, bat, knut moralny do każdej idei, do każdego słowa, gwałt w ruchu każdym, a osobliwie przekonanie najgłębsze, że ten gwałt jest obrządkiem wiar onych, wstępujących w świat, przemienia je w tyranią srogą, nieużytą, w fanatyzm arabski. Najwyższe idee, gdy się do takich środków udają, tracą z rodzimej bieli, Boga się córkami narodziwszy w niebie, odcórkiwują się Jemu na ziemi i, wdziawszy szaty poplamione niewiast ulicznych i włos rozczochrany ich, i zazdrość, i zawiść, i gniew, stają się nie zbawicielkami świata, lecz jednych nałożnicami, a drugich Herodiadami, żądającemi, by im na talerzach głowy świętych Janów noszono. Zdaje się, że wszelka idea takie momenta przebywa, czyli, że dla wszelkiej idei znajdują się tacy posługacze. Smutek zdejmuje, a często i bunt, widza i słuchacza — lecz, co pewnego, to to, że niesłychanie potężny duch z Towiańskiego samego i że tak ich wszystkich okajdanił, że albo Duch Boży ich odkajdani sam, albo już w jasyrze tym pozostaną na wieki — w sferze duchowych reform i wskrzeszeń i zmartwychwstań z siebie koniecznych, to samo, co niegdyś na polu wolności politycznej konwencja i Comité du Salut public546. Fatalna wiara, że dobro i światło można duchom ludzkim wgnieść w piersi, wgwoździć w skroń, wwiercić w serce — że można, tratując po nieśmiertelnej duszy, ją unieśmiertelnić, do niebios przyszłości i do niebios wszech-życia zagnać, tak jak Furie zaganiają do Erebu! Dałem Ci wyobrażenie metody — co do dogmatów, nie udzielają mi ich, ani pragnę ich udziału, bo ni zdradzać nikogo, ni też nikomu wprząc się w jarzmo nie chcę — a u nich tak rzeczy stoją, że byłby zdrajcą, kto by, w jarzmo głowy i karku nie oddawszy, dogmata posiadł! Mimo to, Ad. zawszeż kolosalnym michał-aniołowym duchem; nieskończona żądza, z rozpaczy wynikła a gotowa do wszystkiego, byleby sprawiedliwość zajaśniała światu, wpędziła go w tę jednostronność. Męczennik to sprawy, która tylu męczenników liczy! Ma się w tych dniach widzieć z Ojcem św. Ojciec św. jeden warunek położył, by przy świadku jednym. Makryna jedna mogłaby, mojem zdaniem, silny wpływ wywrzeć nań, bo dąży jego duch sztucznie do wszystkich supernaturalizmów547 — które jej duch posiadł naturalnie — tak, naturalnie i logicznie — gdyż zasługa i męczeństwo drogami są logicznemi do krainy cudów i widzeń. Broń, której się jemu chce, ona ma już w ręku — nią by mogła może wyleczyć ranę jego serca wieczną.
Co do Wład.548, dopełnia obowiązku, który sam na się włożył, pilnie — stara się wszelkim sposobem, gdzie tylko luka się zrobi, ją zaludnić, zapełnić swojemi, a nie mówię „swojemi” w znaczeniu partii, jedno w szerszem daleko. Przeciwko niemu nic nie powiem. Jest coś bohaterskiego w tej naturze, także rozwiązującej się już, ale i upartej i walecznej aż po ostatnią chwilę. Co do orlikowego oka norwidowego, nie lękaj się. Spadł wzrok jego w pracowni Castelbianca na leżące broszurki — wziął w palce, koniuszkiem palców samych kilka kartek przewrócił a oczyma w sufit patrzał, potem nazad położył i wyszedł. Nader uprzejma natura, bez namiętności żadnej, bez stronniczości. Brat jego się stowianił i tu przyjeżdża w tych dniach. Vado549 przybywa też, bo 15-go wyruszył z Paryża. Konstanty wciąż się dopytuje, kiedy każesz sobie odesłać to, co on Ci winien. Nie wiem, jak uspokoić jego sumienie, pod tym względem niespokojne...
Może przyjść do tego, że za winę jednego wielu wisieć będzie — bo u ludzi wręcz przeciwnie jak u Boga — u Boga albowiem jeden niewinny wielu winnych zbawia! Plączą się myśli — w sercu ból — pióro z rąk wypada. Co się tu dzieje, wiesz z gazet. Jakby wylew Ducha św[ięt]ego nieznany dotąd, na polityczne obszary — w zgodzie i bezgwałcie dotąd. Harmonii przykład pierwszy w dziejach, pierwszy po konstytucji 3-go maja. Pisz do mnie, drogi mój — i mnie potrzeba głosu Twego współsmętnego — pisz, proszę Cię — módlmy się — a z daleka błogosławię Ci całym duchem moim, kochającym Cię.
Twój Heidelberski
282. Do Delfiny Potockiej
Rzym, 20 lutego 1848 r.
[...] Wczoraj w wieczór poszedłem do księży. Jełowicki i blady Hube mnie przyjęli — o potędze piekielnej Towiańskiego mówili. Jam im twierdził, że nie wiem, czy piekielna, że wiem to tylko, że potęgą jest niechybnie, niezawodnie i że przeciwko niej tylko jedną znam do postawienia, jeśli chodzi im o rozkucie więzów Adama, a tą jest potęga Makryny, nabyta zasługą męczeńską550... Pan Adam więc musi ukłon oddać w niej swojej własnej zasadzie, a jeśli ona wtedy, natchniona, powie mu, że służy potędze złej, toć go to wzruszyć powinno.
Tak mówiłem księżom. Dziękowali za radę. Zresztą-m o żadnym szczególe rozmowy z p. Adamem żadnej mojej ani wspomniał. Ale wiesz? To dziwnem: Makryna nie może się modlić o niego. Skoro zacznie, powiada, że w kamień się język jej obraca, że wszelka tkliwość ducha w kamień, wszelkie natchnienie w kamień. O Towiańskim zaś samym mówi, że ogromna, niesłychana potęga, ale zła — i że wielu ludzi zwiedzie, wielu księży nawet przeciągnie do siebie. Adam żądał posłuchania od papieża; przystał papież, ale pod warunkiem, by przynajmniej jeden świadek był przytomny. Adam zaś żądał, by nikt. Jużci, że to wszystko dziwne, to pewno. Osobliwe to kamienienie duszy w Makrynie, to niepodobieństwo pomodlenia się za człowiekiem, o którym sama mówi, że go kocha za to wszystko, czem się narodowi przysłużył.
Od księży poszedłem do pana Adama, który zaraz obok mieszka. Jemu, naturalnie, anim wspomniał o księżach. Rozmawialiśmy do pierwszej w nocy. Nie wprowadzał na scenę mistrza. Gadał o rządzie francuskim — o eks-profesorach551, o królu, wybornie, malowniczo i głęboko... O Sandowej552 się zgadało. Ja mówię: „Wszystko zanegowała, jest tylko krytyką samą i burzeniem. Lecz iskry bożej żywota harmonizującego i stawiającego coś na miejscu gruzów poczynionych — nie ma!” — „Wielki duch — powiada on, — ale nie umie tak żyć, jak pisze”. — „O, tak — odpowiadam — wszędzie w pismach ideał miłości stawia, a sama rozpustnicą obrzydliwą”. — „To nie to — odpowiada — mnie nic do tego; ale wszędzie głosi, że się z ouvrierami553 trzeba łączyć, a czemuż córki za robotnika nie wydała? — Albo nie pisz, albo tak czyń, jak piszesz; albo nie stawaj wodzem w bitwie, albo giń i gub się z wojskiem, które prowadzisz”.
Tak pojął u Sandowej nieurzeczywistnienie ideału!