22 lutego. [...] Wczoraj p. Adam przyszedł do Makryny. Na jego widok wstała ku niemu i nic mu zrazu powiedzieć nie mogła, tylko westchnęła ogromnie. To westchnienie tyle prawdziwej boleści w sobie wyrażało, że p. Adam mówi, iż jak nożem serce mu przeszyło. Potem, jak w epopejach, wymieniali sobie swoje nazwiska: „Ja jestem Adam Mickiewicz, wygnaniec z Litwy”. — „A ja jestem ona mniszka, przerzucona przez świat cały z Litwy na tę ziemię włoską”. — To bardzo śliczne! Jakby chronika lub poema średniowieczne! Trzy godzin siedział Adam. Co mówiła mu, nie wiadomo, ani co on jej; bo ona mówi, że w natchnieniu wszystko mówiła i zapomniała. Dość na tem, że się z krzesła obalił pan Adam, spłynął do nóg jej, płakać, szlochać zaczął okrutnie i wołać: „Wszystko uczynię, co każesz, wskaż drogę, a tylko duszę moją zbaw, zbaw duszę moją, bo bardziej skołatana i zmęczona, niż ciało tułacze!”.

I kląkł obok niej — i ona modliła się z nim — a wśród modlitwy wyrzekła, na to, by on powtórzył za nią: „Wyrzekam się Towiańskiego”, a on powtórzył, może mimo woli. Wczoraj w wieczór poszedłem doń, alem zastał u niego Norwida; więc wyszedłem. Później Norwid mnie dognał na Piazza di Spagna i, nie wiedząc o tem, co się było stało z rana, opowiadał mi, że zastał p. Adama jakby rażonego jakimś nadzwyczajnym wypadkiem i często monologującego z sobą samym: „Strach, strach, jaka to mniszka. Spojrzeć tylko na nią — strach!”, a to mówiąc, garbił się i pochylał ciało całe. Dziś o 6.30 z rana był na mszy u niej i siedział z nią do 10-ej; płakał, w piersi się tłukł — mówił jej, że go wszyscy ścigali, prześladowali, słowa dobrego nie dali, że on był bardzo biedny, że tylko u niej miłość znalazł, że wszystko, co każe, uczyni.

Więc odgadłem, że na tem polu ona tylko jedna z nadzieją jakiejś wygranej przeciwko niemu wystąpić mogła, a raczej przeciwko jarzmu niewoli tej olbrzymiej, nałożonemu jego duchowi przez mistrza. Doskonale się jej udało wprzód jeszcze o towiańszczykach: „Ci ludzie psują język polski. Mistrz po polsku to kat”.

Pamiętasz, ilekroć w tym samym Rzymie mówiłaś do mnie: „Ah, żeby Chrystus był za dni naszych gdzie — jakżebym poszła do nóg Mu się rzucić”. I nie Ty jedna tak czuła — świat podobno wszystek tak czuł. Gdy jakie czucie w świecie powszechne, zawsze się zdarza, że pojedynczy jakiś człowiek to czucie na siebie jednego przemieni i wystąpi krystalizacją tego czucia. Wielu nawet pojedynczych ludzi o to się kusi i stara — i wielu przepada w tem kuszeniu się o wyrażenie sobą powszechnej żądzy ludzkiej. Jednym z takich zapewne Towiański. Ale musiał do wysokiego stopnia doprowadzić panowanie sobie, moc ducha, potęgę skupienia się w sobie.

Niebezpieczna to droga, straszna, reprezentować Boga na planecie, kiedy już tak trudno powiat jeden na sejmie, naród jeden w Europie!

Bądź co bądź, to sobie zachowaj w pamięci, że twierdzę, iż w tym człowieku niesłychana jest siła! Myślę zaś przy tem, że niezupełnie czysta. Na Mahometa wygląda.

283. Do Delfiny Potockiej

Rzym, 25 lutego 1848 r.

[...] Wczoraj wieczorem byłem u Adama. Czytał mi list Aleksandra Chodźki, pisan do Mikołaja554, a dyktowan przez Towiańskiego, z dymisją, posłaną przez Chodźkę, który był w Persji konsulem. O ten to list, zaniesion do ambasady moskiewskiej w Paryżu, Kamiński wystąpił555 i oskarżył ich o dążenie panslawistyczne. Oczywiście Kamiński inaczej tego listu nie potrafił pojąć i żaden z Polaków, niewysubtilizowanych wielu myślami i nieprzywykłych do gimnastyki umysłowej wieku naszego, nie zdołałby inaczej go pojąć. Trzeba mi było, gdym słuchał jego czytania, wszystkiej siły subtelnej mojego umysłu, by usprawiedliwiać co chwila nadarzające się w nim frazesa. Po prostu myśl główna, pokusa niebieska, którą kuszon przez Towiańskiego w tym liście Mikołaj, taka, żeby, zrozumiawszy Chrystusa, który dotąd jeden tylko na ziemi umiał i zdołał być Panem i Mistrzem — stał się na czele szczepu słowiańskiego, w którym jedynie się zachowała iskra Chrystusa, Panem wszechwładnym świata, a zamiłośniona wtedy w nim ludzkość odda mu rządy nad sobą. Pojmujesz? Pojmij, jak oni pojmują: wyzew posłany sumienia do Mikołaja, do potęgi ogromnej w świecie, by pierwsza śród wszystkich przechrystusowała się, a wtedy w istocie stała się tryumfem chrystusowym, ogarniającym planetę, rządzącym planetą.

Oczewiście rząd moskiewski żąda tego samego, ale ku temu zdąża piekielnemi sposoby; — oni556 mu powiadają: „Piekielnemi nie potrafisz, ale anielskie przybierz, a stanie się prawdą sen twój”. Taki sens główny całego listu. Nad szczegółami się nie rozwodzą; dają do zrozumienia, że, jeśli chcesz zostać wszech-carem świata, to się z nami zapoznaj, my ci damy tę władzę, ale ty nas słuchaj, bo człowiek, który ci ten wyzew posyła, jest organem Słowa, kiedy Chrystus był Słowem samem.