Moment Ci jeden duszy mej rozpowiadam, smutny bardzo, ale nic więcej, moment tylko. To mistycyzm ma do siebie, że duszę upaja, ale nie uspokaja — on wstrząsa, obala o ziemię lub porywa w niebieskie lazury, ale nie koi! Nie koi!

Jednak jest, jednak żyje, istnieje. Kto mu zaprzeczy? Jest! — Smutno mi.

Widok takiego boju między potęgami dwiema mistycznemi — jakby na ziemi, duchów bój nieziemskich!

[...] Wielu z nas nie ujrzy, chyba z zaziemskich przestrzeni, dnia tryumfu! Iluż to poginie jeszcze wprzód po lochach, twierdzach, Sybirach — ilu na polu rzezi, na polu bitew! Bo wszystkiego tego pod dostatkiem będzie. Będą po pewnych miejscowościach rzezie, w innych bitwy wielkie. Ah, co ofiar, mąk, prób, łez, krwi, nim wola boża zwycięży ludzką zszatańszczoną wolę.

Ja z tych, którzy nie wejdą do ziemi obiecanej.

284. Do Delfiny Potockiej

Rzym, 27 lutego, 1848 r.

[...] Dziwnie, dziwnie wszystko tu się odbywa. Wiesz, pan Adam, gdy tu przybył, dziewięć pawłów558 wszystkiego mu pozostało w kieszeni. Jednak nikomu ani słówka nie mówił — w wierze najsilniej stał, że Bóg mu przyszle. Dowiedziałem się o tem wczoraj z boku.

Ktoś mu zadawał to pytanie: „Ale jakże? Toż trzeba było powiedzieć; jakże dalej by było poszło?”

„Alboż to pierwszy raz? Tak zawsze się dzieje. Ileż to już razy w domu ani grosza, i ani kawałka chleba. Dzieci wołają jeść, a nie ma za co im dać. Lecz ja się nigdy nie troszczę o to. Pan Bóg zawsze nadeszle”.