Dzięki Ci, Auguście, dzięki, że tak dbasz o mnie, że tak mnie kochasz, że tak truchlejesz, bym się nie skaził. Ah, Auguście, myślę, że się nie skażę, ale i to myślę, żem zabity, żem bezsilny, żem gruz! Auguście mój drogi, nie uwierzysz, jak mózg mój napadany osłabieniem dziwnem i ciągłą drżączką. Wszelka moc twórcza wyszła zeń. Ale dajmy pokój! Mówić o sobie mi jest zgubą i martwicą!

Wiesz, przez te dni wszystkie ostatnie, w których patrzałem na walkę adamową, na tego ducha rozpad i rozdarcie, a z drugiej strony na zachody jełowiczczane i tryumfy, nieraz przyszło mi na myśl Twoje dalsze życie wszystkie, Twoja przyszłość. Lękam się o Ciebie, Auguście. Niezawodnie potęgi, a srogie, napotkasz i z niemi przyjdzie Ci do boju. Nie wymieniam, kto, co, jak. Nie wiem, ale wiem, że dni Twe pełne będą może niebezpieczeństw i klęsk. Więc, pamiętaj, jedna tylko rada na to: czystym bądź wewnątrz siebie i świętym jako cel, jako zamiar, jako miłość do Boga i ludzi! To Cię wyniesie przed Tobą samym ze wszelkiej otchłani, bo nie mówię już o cytadelach, mówię o własnych, wewnętrznych przepaściach. Od tych albowiem ni Cię uchronić, ni też nie mogę dzielić ich z Tobą, a tamte mogę. Dlatego raczej o pierwszych wspominam. Jednak czuję, że i drugie Ci grożą. Nie uwierzysz, Auguście, jak instynkt ludzi (jak np. Tomasze Lubieńscy, a takich krocie), nie lubi Cię — jak ten instynkt czuje, choć nie wie, że coś jest w Tobie, co im przeciwne, co ich rządy mogłoby skruszyć, gdyby wystąpiło. Auguście najdroższy! Gotuj się i wiedz: masz wielu nieprzyjaciół! Niczem więc nie dawaj im usprawiedliwienia! Strzeż się pewnych drobnostek! Drobnostki stają przeciwko Tobie nieraz, i świadczą przeciwko. Wytrać tę broń z ręki niepoczciwej wrogów! Nie dawaj się drobnostkom! Ty jesteś cały, jak twarz..., jużci piękna zupełnie, ale na nosie i jagodach brodawek dwie i to ledwie dojrzalnych; otóż, kto wróg, ten brodawki widzi — ja, np. zawsze je widzę u...! Rozumiesz Ty mnie? A wierz, że kocham i że z miłości mówię, ah, ze serdecznej, z wielkiej, z ogromnej, bo kocham Cię, kocham i bardzo, mój drogi Auguście i chciałbym, byś zawsze błyszczał paryjsko! Dopókim chmur nad Tobą nie spostrzegał gromadzących się, nie ostrzegałem; ale widzę chmury, widzę niechęć ludzką, więc mówię: „Pilność i baczność!” A teraz Ty wiedz: co Tobie się zdarzy złego kiedy bądź, toć i mnie, drogi! Przekonasz się!

Ściskam Cię, mój drogi! Proszę Cię raz jeszcze: Sorrenta niczem a niczem nie rań! Ran pełna, a dobra i kochana. Ściskam Cię.

Pisz!

Twój Furiis

więcej niż kiedy.

287. Do Delfiny Potockiej

Rzym, 17 marca 1848 r.

[...] Co do towiańczyków, myślę, że podobnie radykalnych ludzi świat nie znał dotąd — nie myśl ich jest radykalną, bo myśli nie mają i gardzą wszelką, ale ich wiara, ich chuć jest radykalną i to w najwyższem znaczeniu. Lubią każdemu wróżyć nieszczęście, chorobę, nędzę. Gdy co się gdzie stanie, choćby olbrzymiego, nigdy im nie dosyć; zawsze dalej ducha pchać chcą i natychmiast; — gdy co harmonijnego się odbywa, to ich dręczy i korci. Harmonii cierpieć nie mogą, chcieliby od razu wszystko obalić. Koniecznie chcieliby powtórzyć małpiarsko dzieje barbarzyńskich chwil, które państwo rzymskie rozbiły i kilką wiekami zamętu zaćmiły rozwój ducha ludzkiego. Marzą o takowym stanie rzeczy z lubością. Tęsknią do barbarzyństwa, jakby do sielanki. Improwizacja z Dziadów, wykonywana pedancko i co do joty — to ich ideał! Gdyby się im udało, zawróciliby świat wstecz, miasto go naprzód posunąć.

Nie lękaj się o mnie, by mnie usidlili — raczej się lękaj, by mnie kiedy nie zgubili, nie osądzili za to, żem nie chłop i nie głupi dość, i nie wymazali na takiej zasadzie z rzędu żyjących. Do tego wszystkie u nich wady towarzystw tajnych, pod blechtrem prostoty: zła wiara, i kłamstwo dozwolone i uświęcone, byleby podkopać przeciwnika i obalić. Zmysł święty Makryny się nie myli, gdy czuje piekielność w samym Mistrzu! To wszystko dla siebie zachowaj... i nikomu nie mów, bo powtórzą zaraz nasi i zawróci to do uszów p. Adama i śmiertelnego wroga sobie nabędę. Hr. Henryk Pankracego swego dostanie natychmiast! — W istocie oni dotąd tylko na stanowisku Pankracego stoją, nie wyżej — i wiele zburzą rzeczy, nie postawią nic.