20. Do Henryka Reeve’a
23 czerwca 1831, Genewa
Mój kochany Henryku!
Przed dwoma dniami pisałem do Ciebie w sprawie H. Dziś odpowiadam na Twój list z d. 17 czerwca49.
O tak! Masz potężną wyobraźnię i ona będzie się z coraz większą siłą wznosiła, aż do chwili, w której będziesz musiał użyć całej mocy, by ją powstrzymać w jej nieokiełzanym locie. Wtedy dojdziesz do najwyższego szczytu, który może osiągnąć poezja u Ciebie. W fragmencie, który mi przysłałeś, nie znajduję nic, co byś zawdzięczał mnie lub wicehrabiemu. Jest to bogaty obraz poetycki, może nieco przeładowany, lecz to nic nie szkodzi, skoro rozpocząłeś od wschodu; zabarwienie wschodnie i dla reszty jest odpowiednie. Doskonale rozumiem całość alegorii. Kobieta, to rewolucja, ale kto to „Ten śmielszy mąż, a później jego towarzysz (za wyniosły, by modlić się modlitwą chrześcijańską)”? (To przypomina templariusza). Ale to symbol. Później dziwne narzędzia. Co to takiego? Potem nie podoba mi się „sztandar na wojnie i symbol wszędzie”. Byłbyś lepiej zrobił, gdybyś był użył zamiast „wszędzie”, czegoś bardziej określonego, skoro już są trzy rzeczy określone: wyłom, cela, wojna. Zresztą zabarwienie tego fragmentu jest dobre, pozostawia w duszy wrażenie cierpienia, a to było Twoim celem. Ciemne zabarwienie całości jest złagodzone przez dwa ostatnie wiersze (jak feniks), gdyż jest w nich jakaś pociecha. „Znak tego, czem było życie” jest doskonałe.
Co do broszury o Polsce, to myślę, że tak dla Ciebie, jak i dla tych, którzy Cię będą czytali, lepiej, byś dwa wiersze zamiast jednej broszury napisał, choćby miała być tak dobra, jak wicehrabiego i Sismondiego. „Tu spoczywa naród” oto broszura o Polsce. Jesteś poetą. Pozostaw broszury dziennikarzom i prozaikom. Żądano od Ciebie informacji o Polsce, a więc broszura jest pisana na zamówienie. Będzie licha. Piszesz ją nie dla siebie, tylko dla innych: będzie licha. — Trzeba w nią włożyć i historię, i trochę wyrachowania, trochę rozumowania, a mało natchnienia: będzie licha. Napisz w swoim poemacie dziesięć wierszy o mojej ojczyźnie, a zaręczam Ci, że wejdą prosto do serc ludzkich. Twoja broszura wejdzie prosto między lepkie szczęki robaków. Zaufaj w tym względzie przyjacielowi, który Cię zna. Gdy się jest poetą, nie pisuje się broszur, a jeśli się je pisuje, są liche. Potem zwrócę Ci uwagę, żeś nie powinien się spieszyć z zakończeniem swojego poematu. Czekaj teraz, z dnia na dzień, aż życie stanie Ci się ciężarem, a w stosunku do ciężaru siły Twoje wzrosną. Tysiąc nowych uczuć w duszy Twojej się rozwinie i tysiąc nowych sytuacyj otoczy Cię wężowemi skrętami. Będziesz się wyrywał, Laokoonie, a z walki tej wytrysną iskry, chcę powiedzieć, myśli, nieznane wzloty, coraz potężniejsze, wyolbrzymione, bo otoczony będziesz brzydotą i nikczemnością. Wtedy cała Twoja piękna dusza rozwinie się, w ekstazie rozkoszować się będzie kilku chwilami światła, zatrzęsie się ze zgrozy na widok nizin życia, które często są zbrodnią, zatrzepoce skrzydłami, by dym przebić, unosić się będzie w słońcu, znów we mgłę zapadnie, znów się wzniesie, i znów upadnie, i wzniesie z powrotem. Przejścia od dnia do nocy, od ciemności do światła szybsze i straszniejsze będą, niż dotąd. Dotychczas, Henryku, póki chodziłeś w kółku rodzinnem, byłeś mężem tylko w chwilach poezji. Ale teraz, gdy koło Twoje się rozszerza, gdy jesteś człowiekiem pośród ludzi w ciągłej walce, będziesz ponad ludźmi w swojej poezji. Gdyż być poetą znaczy przesunąć obecną rzeczywistość w przeszłość lub przyszłość, aż do granic ostatecznych możliwości, z tej strony ziemi ku niebu, z tamtej ku piekłu.
Czekaj więc, aż będziesz mógł myśli swe i uczucia nagromadzić w swym poemacie, abyś nie żałował gorzko, żeś o czemś zapomniał, żeś wiele widział, a wyraził mało. Poczekaj, a piramida ta wzniesie się ponad różnicę. Na dnie będą kości i pył starego świata, zrodzone z goryczy Twojej walki, na szczycie lśnić będą barwy jutrzenki i promień, który wymknął się z wieczności, zrodzone z wewnętrznego zwycięstwa oraz Twoich nadziei jako poety i chrześcijanina. Skończyłem, przejdźmy do czego innego.
Moja metafora o suchem sianie jest zła (diablo zła); wymówką moją, że mówi ją obłąkany. Zła wymówka, ale to pozostanie. W chwili, gdy ją rzucałem na papier, rozumiałem ją, dziś już jej nie rozumiem. Mam nadzieję, że cholera nie przyjdzie do Londynu, a jeśli przyjdzie, będziesz przyglądał się, jak umierają bankierzy i maszyniści. Nad Tobą nie będzie miała mocy, gdyż albo się mylę, albo szlachetny cel masz do spełnienia. Skoro go wypełnisz, po wielu latach, wtedy nie tylko cholera, ale nawet brzęczenie muchy w wieczór letni może Cię powalić. — Co do mnie, myślę, że tego lub przyszłego roku na cholerę umrę. Dziwne to przeczucie; jeśli się sprawdzi, przyznasz mi zaszczytny dar widzenia przyszłości i po mojej śmierci możesz mię uczynić członkiem duchowym szanownego bractwa górali szkockich. Co się tyczy stu pobożnych w Londynie, to w istnienie ich bardzo wątpię. Na miejscach, opuszczonych przez Baala i Odyna, wzniesione są maszyny parowe. Wyobraź sobie jezioro Leman jako bożka i Romura jako najwyższego kapłana (Pontifex maximus). Styl Twojego listu zmroził mi serce, nie wiem dlaczego: jest w nim coś błyskotliwego, lecz to prędzej odblask lodu, niż płomienia. C. jest ciągle w Bourdigny. Mamy iść tam w tych dniach z Duchesne’em. On złoży wizytę, a ja tymczasem będę rwał kwiaty. Odebrałem list od Leacha; wybiera się do Londynu. Dałem mu Twój adres. Oto kilka urywków bez związku z manuskryptu Adama50.
Widziałem Chateaubrianda u Sismondi’ego. Z tyłu wygląda jak stary dandys, amator obiadów i przechadzek, zgięty, z laseczką w ręku, którą bije się po butach. Gdy się obróci, widać twarz piękną, nos orli, oczy wyraziste; głowa wspaniała na nędznem ciele, w butonierce biała róża. W tej jednej róży, noszonej przez starca, schroniły się wszystkie fałdy białych chorągwi i wszystkie liście lilij, które przed rokiem pokrywały Francję. Chateaubriand jest — krótko mówiąc — jednym z tych starych poetów, z których wygląda trufla i pudrowana peruka. Nie, to nie Byron; nie jest to urodzony poeta, lecz poeta z wyglądu, ponieważ trzeba być poetą, tak, jak trzeba być krawcem, szewcem, tokarzem itd. Mówiłem wiele o Tobie z p. Smith. Utrzymuje ona, że będziesz bardzo udręczony przez swą rodzinę w Anglii. Czy tajemnica Twoich stryjów w dalszym ciągu jest tajemnicą? Lecz brak mi papieru. Żegnaj, przyjacielu! Obyś mógł znaleźć chwil kilka spokoju wśród burzy życia, by móc lepiej rozpamiętywać chmury niknące i stawić czoło zbliżającym się.
Twój na zawsze