35. Good bye, my dear, and answer as soon as possible (ang.) — Bądź zdrów, mój drogi, a odpowiedz jak możesz najrychlej. [przypis redakcyjny]
36. Leach — krewny Reeve’a, wspólny przyjaciel i towarzysz genewski. [przypis redakcyjny]
37. transtewerańczycy (z wł.) — mieszkańcy obszarów „za Tybrem”. [przypis redakcyjny]
38. Twój ostatni list jest okrutny — mowa o następujących ustępach listu Reeve’a z dnia 5-go lutego 1831 r.: „Cierpieć dla opinii i dla sławy, to znaczy drogo kupować towar mało użyteczny. Lecz tu dotykam zasadniczej różnicy między nami. Chcę tylko dodać, że, jak mi się zdaje, więcej dobrego uczyniłbyś ojczyźnie i ludzkości, gdybyś chciał mniej dobrego czynić samemu sobie. Jest mi trudno napisać Ci szczegółowo, co sadzę, żeś uczynić powinien. Lecz nie trać z oczu swego prawdziwego celu, Polski. Zbliż się do niej na tyle, na ile tylko będziesz mógł. Jeśli Ci mam radzić, radziłbym Włochy opuścić, skoro tylko będziesz mógł. Zbyt mało dałem Ci szczegółów o Zamoyskim w liście wczorajszym: wiemy teraz, że podróżował z Walewskim, jako jego służący, że uwięziono ich we Frankfurcie i może odesłano do Berlina. Nie wiem, co uczyni. Nie jest wykluczone, że tu powróci, jeżeli nie znajdzie możliwości przejazdu. Przypuszczam, że uważa się za wyzwolonego spod władzy ojcowskiej, zważywszy, że ojciec jego schronił się do Petersburga, a synowie pozostali, żeby podtrzymać imię i sławę imienia Zamoyskich...”. [przypis redakcyjny]
39. Jack — Jakubowski. [przypis redakcyjny]
40. wizykatoria właśc. wezykatoria — plaster sporządzony z kantarydyny (toksycznej wydzieliny chrząszczy z rodziny oleicowatych), wywołujący pęcherze na skórze, używany daw. jako środek leczniczy, ze względu na działanie pobudzające na zakończenia nerwowe; kantydrynę stosowano także jako afrodyzjak, środek na pobudzenie erekcji. [przypis edytorski]
41. Jan Binet — genewianin, kolega Krasińskiego i Reeve’a na uniwersytecie genewskim. [przypis redakcyjny]
42. Give me thy hand, my friend (...) Till the full streamlet of thy heart grew dry (ang.) — Daj mi swą rękę, przyjacielu (...) Aż strumyk twego serca wysechł, a twoje czoło (dosł.: brew) poczęło drżeć. [przypis redakcyjny]
43. zatopiłeś mi sztylet prosto, prosto w serce — mowa o liście z dnia 25 maja, w którym Reeve pisał m.in.: „W Genewie nie jesteś jeszcze Polakiem; trzeba, byś coś poświęcił. Jeśli nie możesz wyjechać bez narażenia się na uwięzienie, daj się zaaresztować, 200 fr. wystarczy Ci, by, przeszedłszy granicę pieszo w nocy, przyjechać do Paryża, a gdy raz przedostaniesz się za Morez, już o paszporty nie pytają. Co do mnie, mój drogi, złym jestem przyjacielem i człowiekiem o dziwnej słabości. Uległem energii Jakubowskiego, uprzejmości starego Lombarda, a przede wszystkiem niezdecydowaniu Mickiewicza wtedy, gdy trzeba było jedynie iść za własnym rozumem i radzić się tylko swego sumienia. Powinienem był zabrać Cię ze sobą za wszelką cenę. Wielki błąd. Jednak mimo że, według wyrażenia Morawskiego, każdy upływający dzień jest dla Ciebie straconą wiecznością, nie wszystko jeszcze stracone, jeszcze nie jest za późno; bramy zbawienia tylko powoli się zamykają, przejdziesz przez nie jeszcze. Już od dawna było wiadomo, że ojciec Twój bawi w Petersburgu, lecz pułkownik powiedział mi wczoraj, że według wiadomości, otrzymanych od jednego Rosjanina, jest on w zupełnej rozpaczy, z nikim się już nie widuje i płacze całemi dniami. To nie akademicy napadli na niego podczas rewolucji, przeciwnie, bronili go oni przed tłumem, który go zwlókł z konia. To nie ma dla Ciebie znaczenia, za to się płaci zapomnieniem. Z pewnością, kochany, Twoje przybycie jest jedynym sposobem, by błąd naprawić. Synowie Haukego stanęli w rzędzie liberałów w kwadrans po śmierci swego ojca. Ty nie jesteś w tem położeniu. Ojciec Zamojskich jest w Petersburgu, a pięciu jego synów gdzież jest? Kocham Cię, jak nigdy żadnego nie kochałem człowieka i jak nigdy żadnego kochać nie będę. Dlatego Cię popycham, jak gdybym chciał Cię ukarać. — Działaj, a nie będziesz osamotnionym!”. Powiedziałem Morawskiemu, żeś chory. „Jeśli nie jest umierający”, odpowiedział — „może ruszyć w drogę, a jeśli jest umierający, niech się każe zanieść, żeby umrzeć na ziemi wolnej Polski”. [przypis redakcyjny]
44. Zaprawdę, daleką była ironia od mego serca, gdym Cię prosił... — mowa o następujących uwagach Reeve’a z dnia 6 czerwca 1831: „Nie ma wstydu, nie ma hańby. Znamy je tylko tu, na ziemi. Tak, ból, cierpienie są związane z ziemską gliną, oto wszystko. W tej chwili właśnie przeczytałem Twój list. Nie miałem zamiaru dzisiaj do Ciebie pisać, wobec tego, że mam list do Bineta już zupełnie gotowy. Lecz tego już zanadto; jesteś nieszczęśliwy, a ja mogę tylko pisać listy do Ciebie. — Wybrałeś. Wybór jest straszny, ale koniecznie trzeba było go uczynić. Teraz, gdy się zdecydowałeś być tylko synem, módl się, cierp i kochaj tych, którzy Ci pozostali. I ja do nich należę, i mnie także bardzo trzeba Twojej miłości. Nie masz słuszności, utrzymując, że nie powinienem więcej Cię bronić. To co piszesz, jest ironią uczucia albo stylu. Ironia nie przystoi cierpiącemu, tem mniej przystoi cierpiącemu chrześcijaninowi. — Ja, choć nie jestem ani zawadiaką, ani rębaczem zawodowym, wygłaszać będę wszędzie zdanie moje o Tobie swobodnie i uczciwie. Wypowiedziałem je w Paryżu, powiem i tu wszystkim, którzy Cię znają lub mogą poznać. Mało jest ludzi tak zuchwałych, by mi zaprzeczyli, gdy mówię o Tobie. Zresztą cóż by na tem zyskali? Zysk jest dla nich wszystkiem, dla nas niczem. Przyjaźń jest tutaj towarzystwem dla fabrykacji maszyn parowych, albo też dróg o żelaznych szynach. Nasza przyjaźń jest dla nas bardziej odpowiednia”. [przypis redakcyjny]