75. Vae victis (łac.) — Biada zwyciężonym. [przypis redakcyjny]

76. Przede wszystkiem odpowiadam na to, co jest w związku z Effinghamem Wilsonem — jest to odpowiedź na następujący ustęp listu Reeve’a z dn. 3 października: „Wczoraj zostałem przedstawiony znakomitemu Effinghamowi Wilson. Niestety, nie był szalonym, ni eleganckim. Tak, jak to przepowiadałem, wyraził cały podziw, który mój poemat w nim wzbudził, ale, czy to reforma, czy to cholera, czy też złe usposobienie publiczności dla literatury, czy też tysiąc innych rzeczy, dość, że nie czuł w sobie odwagi, by zaryzykować wydanie. Gdybym jednak zechciał podjąć się połowy kosztów tej spekulacji, chętnie przyjąłby na siebie drugą połowę. Jak widzisz więc, muszę zaślubić tego osła księgarza, by mi zrobił dziecko i trzeba jeszcze, bym miał znaczny posag, od 600–800 franków. Znalazłem z łatwością te pieniądze, lecz chcę naprzód wyrachować, czy sława i reputacja, przez nie nabyte, przedstawiają wartość tej sumy. Czy radzisz mi dać Wędrowca do przeczytania jakiemuś wybitnemu poecie, Campbellowi np., by mi wyraził swoje zdanie? Chętnie posłałbym go Southey’owi. Napisz mi, co o tem myślisz”. [przypis redakcyjny]

77. Tomasz Campbell (1777–1844) — głośny poeta angielski, organizator i rektor uniwersytetu londyńskiego. [przypis redakcyjny]

78. Robert Southey (1774–1843) — „poeta uwieńczony”, autor eposów z życia Wschodu. [przypis redakcyjny]

79. John Keats (1795–1821) — jeden z najświetniejszych poetów angielskich; był ofiarą nie krytyków, lecz gruźlicy. [przypis redakcyjny]

80. napis, który znasz dobrze — brzmi on: „Tu spoczywa ten, którego imię napisane było na fali”. [przypis redakcyjny]

81. Keatsu — dziś popr. forma: w Keatsie. [przypis edytorski]

82. Mój kochany Henryku! — jest to odpowiedź na następujący ustęp listu Reeve’a z dnia 10 października 1831 r.: „Czytam w liście, który mam przed sobą: »Posiada on niezmiernie wiele wiadomości, wielkie zdolności umysłowe, lecz nie ma pojęcia o tem, czem jest ofiara, wyrzeczenie się siebie, obowiązek, powolne, straszne i nieznane cierpienie, poświęcenie dla rodu ludzkiego«. Zaprawdę, mój kochany, gdybym Cię znał tylko z tego listu, gdybym nie był czytał z dzieł Twoich nic prócz tych wierszy i gdybym w Tobie nic innego prócz tych myśli o zemście nie umiał znaleźć i nic w Tobie nie pojął prócz Twoich nieubłaganych i krwiożerczych namiętności, miałbym ochotę powiedzieć surowemi słowy proroka: Jesteś człowiekiem. Od pierwszych czasów naszej przyjaźni, gdy ona była jeszcze zwykłą znajomością, podczas przechadzek naszych w Passy, podczas palenia tytoniu u Ciebie, a później podczas przechadzek naszych poprzez góry, widziałem z najgłębszą boleścią siłę Twojej nienawiści, moc Twojego charakteru, szał Twoich namiętności, zwracających się w całości przeciwko człowiekowi, który Ci raz stanął na drodze, a którego zaszczycasz nazwą wroga. Później przyszło cierpienie, złagodziło surowość Twojego charakteru, dało Ci poznać tkliwość uczucia i piękno przyjaźni, lecz niestety, nie nauczyło Cię odczuwać, jak wiele sprzecznego z chrześcijaństwem pierwiastku jest w nienawiści. Pięć godzin rozmowy z człowiekiem, który, szczerze czy udanie, był w każdym razie skłonnym do zgody, a gniew Twój, jak olbrzym z podania, że tak powiem, ledwie tknął ziemi, już odzyskał cały swój ogień i cały zapał. Jak drugiemu Herkulesowi, pozostaje Ci jedynie zdusić go w ramionach. Ten duch zemsty, silny sam w sobie, stanowi słabość Twojego charakteru, a przez szczególną przewrotność Twojej duszy upierasz się, by go uważać za broń dozwoloną i użyteczną. Mówisz mi o przeznaczeniu. A więc przeznaczenie to jest w Tobie, inaczej mówiąc: pierwiastek złego, który kochasz, jak gdyby był pierwiastkiem dobrego, »groszek dziki, rosnący w życie«. Chcesz zło złem zwalczać, zdaje Ci się, że jesteś skrzywdzony; jesteś nim istotnie i odrzucasz od siebie daleko i sprawiedliwość, i wyrzeczenie się siebie, i ducha poświęcenia. Poświęcenie! Chcesz poświęcić drugiego, złożyć ofiarę z ciała i krwi dla namiętności śmiertelnej i ziemskiej. Powiedziane jest w liście Twoim: »Będzie moim przeciwnikiem i złamie mię, o ile się go nie pozbędę w śmiertelnym pojedynku«. Zbir włoski powiedziałby: »O ile go nie każę zamordować na rogu ulicy«; Teodor, rozbójnik korsykański, powiedziałby: »O ile jeden z moich kamratów nie wypali do niego z karabinu«; lecz jedynie szlachcic polski, chrześcijanin, poeta i człowiek uczuciowy, posiadający kochankę we wspomnieniu i przyjaciela w rzeczywistości, zdobył się na chęć zostania katem, opowiadając o poświęceniu, i na chęć zanurzenia rąk we krwi mówiąc o wyrzeczeniu się siebie. Przerwijmy tę sprzeczkę, lecz zaklinam Cię na wszystko, co Ci święte, na imię matki i ojczyzny, których już nie ma, na wspomnienie przeszłości, na Słowo obłoków[Słowo obłoków — Cytat z Apokalipsy; przyp. red.] zastanów się, módl się za siebie, a nie o karę dla niego, módl się, by pokój niebieski zstąpił do Twojego serca i by zgasił nieczyste płomienie, które Cię pożerają. Co do niego, jeśli zechce Cię oszukać, jesteś na to przygotowany. Opuść szablę — cios ugodził w ciebie!”. [przypis redakcyjny]

83. Chiarini, Alojzy Ludwik (1789–1832) — prof. teologii, kanonik kapituły płockiej; urodzony we Włoszech, w Toskanii jako syn cieśli; ukończył uniwersytet w Pizie; od 1819 r. w Polsce; wykładał historię kościoła i „języki orientalne” (hebrajski i grecki) na Uniwersytecie Warszawskim oraz prowadził prywatnie kursy starożytności hebrajskiej; wydał słownik i gramatykę języka hebrajskiego po łacinie; pracował nad przekładem Talmudu na język fr.; był członkiem Komitetu Cenzury ksiąg i pism hebrajskich (od 1822), członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk (od 1827); zmarł w 1832 w pałacu Wincentego Krasińskiego, ojca Zygmunta, który pełnił rolę jego protektora. [przypis edytorski]

84. Miłość i sarkazm przemawiały na próżno — mowa o następującym ustępie listu Reeve’a z dn. 25 października: „Pamiętaj, kochany, że dzieci nieszczęścia powinny być ze sobą w zgodzie, że niezgoda nie powinna mieszać się do marzeń żołnierzy Polski. Cierp i bądź wyrozumiały! Lepiej, abyś był sam na środku pustyni Sahary, niż wśród braci Twoich, jeśli szablę trzymasz w ręku, a nienawiść masz w sercu. Piszesz, że nienawiść w Twem sercu żyje, a jednak ruchliwe sceny kłótni Twoich odgrywają się z dala ode mnie. Czyżby się serce Twoje oddaliło od mojego? A może przypadkiem nie znałem go nigdy? Powinieneś pogodzić się z Łubieńskim i bez wahania uwierzyć w to, co Ci mówił. »I rzekł do niego Piotr: Po ileż razy prześladowcom moim mam przebaczyć, czy siedem razy? — Zaprawdę, i siedem razy po siedem — odpowiedział Jezus«. Gdy mi napiszesz, żeś powiedział człowiekowi temu: przebaczam, podniesiesz się w mojem mniemaniu. Zygmuncie, Zygmuncie! W liście, na który odpowiedziałeś, nie chciałem deklamować. Cóż mię to obchodzi, że styl jest dobry i do Twojego przemawia serca, gdy myśli nie są Twojemi myślami, ani zasady nie są Twojemi zasadami. Twarde mam serce, nie współczuję z ludzkiemi cierpieniami, litości nie rozumiem; z trudnością poddaję się sympatiom, lecz, Bogu dzięki, nigdy nie pozwoliłem oddalić się ode mnie człowiekowi, gdy głosem łkającym daremnie prosił o przebaczenie. Nigdy nie uścisnąłem z lekka ręki wroga, który mi się do nóg rzucał. Piszesz mi o tajemnicach barbarzyńców. Zaprawdę, znajdują się one w liście Twoim, jeśli pod barbarzyńcą mam rozumieć Zygmunta Krasińskiego. A więc ten barbarzyńca oznajmia mi, że przebaczenie jest dla niego bezbożnością, że Bóg, dla wykonywania najwyższych wyroków nieskończonej sprawiedliwości podzielił świat na katów i przestępców, i że przeznaczenie dało mu za kolebkę salę fechtunkową. Piszę w tonie sarkastycznym, a jednak miłość tylko okazać Ci chciałem. Czyż miłość i sarkazm zarówno przemawiać będą daremnie?”. [przypis redakcyjny]