85. Gdyś mi pisał list, na który odpowiadam — list z dn. 20 listopada 1831. Mowa o następującym jego ustępie: „Mój drogi przyjacielu! To pewne, że silnie przeceniasz to, co zrobiłem, to, co mogłem zrobić dla Ciebie. Widziałem Henrykę, zgoda, napisałem do niej, zgoda. Mówiłem jej o Tobie, zgoda. Lecz, niestety, grałem jej na fujarce, a nie tańczyła, żałośnie się jej skarżyłem, a nie płakała. Nie ufa mi, czułem to w Tunbridge i czuję jeszcze. Jakżeby mogło być inaczej? A więc wcale nie jestem zdziwiony, że nie odpowiedziała na mój list; prawdopodobnie bardzo się tem zmartwisz. Lepiej bym zrobił, gdybym jeszcze raz zażądał od niej Spowiedzi, co by ją zmusiło do napisania do mnie. Wczoraj odwiedził mię Walerian. Powiedział mi, że właśnie pisał do Ciebie, by Cię zachęcić do przyjazdu do Anglii; na to zapytałem go czy przeszkody, na które natrafiłeś przed rokiem, już nie istnieją. Zrozumiał, że mówię o H. Zadał mi tysiąc pytań o niej; wypowiedziałem wspaniałą pochwałę na jej cześć. Wreszcie rzekł: »Czemu, u diabła, nie miałby tu przyjechać i ożenić się? Jest majątkowo niezależny, w ciągu lat kilku nie może wracać do Polski, a jeśli jest ładna, rozumna i dobrze urodzona, cóż by Wincenty mógł mieć przeciwko ich związkowi, tem bardziej, że według tego, co wiem, zależy mu na tem, by syn jego ożenił się młodo?«. Oto piękna sytuacja, w jakiej się znajdujesz. Twój najpokorniejszy sługa i pełnomocnik oczekuje tylko Twoich rozkazów, by udać się do starego Willana i prosić o rękę pięknej Henriety. Stary Willan natychmiast zacznie śpiewać: Ceremonia odbędzie się w Tunbridge Wells, naprzód w kościele anglikańskim, a następnie w kaplicy katolickiej. Przebacz mi, przyjacielu, jeśli styl mój razi Cię swoją swawolnością i jeśli robię dobre, a raczej złe dowcipy, roztrząsając temat tak poważny. Lecz zaprawdę, projekt ten tak mi się uśmiecha, że nie mogę powstrzymać się od uśmiechu. Stawka jest znaczna; albo stracisz kochankę, albo zyskasz małżonkę, a wreszcie kości nie są rzucone, mamy czas zrobić albo nie zrobić. Trzeba, żeby się to stało, zobaczymy się wówczas znowu i w wolnych chwilach przeczytamy razem nasze listy i wydamy je, dając im jako rozwiązanie małżeństwo waszej ekscelencji. Jeśli chcesz, Leach i ja będziemy twymi drużbami, albo Leach da Ci ślub jako duchowny; wszystko jedno, ułożymy to później. Jeśli idzie o małżeństwo, przede wszystkiem należy znaleźć żonę. (...) Daj mi znać, czy Ninetta Lombard jest jeszcze w Lugdunie. Boję się okropnie, czy nie znalazła się w Lugdunie podczas tych trzech dni. Lugduńczycy zrozumieli nareszcie, co to polityka. Nie podnoszą już okrzyku: »Śmierć lub wolność«, który nie ma żadnego sensu, lecz krzyczą: »Śmierć lub chleba«. Każdy rozumie, że lud, który nie jadł od roku, jest głodny. Głodny i spragniony krwi. Żegnaj. H. R.”. [przypis redakcyjny]
86. mój poemat polski — tj. powieść historyczna Agaj-Han. [przypis edytorski]
87. p. de Roche — dr Jan de Roche, lekarz, kolega i przyjaciel ojca Reeve’a, uproszony przez niego w testamencie, aby się wdową i synem jego opiekował. [przypis redakcyjny]
88. Drogi Henryku! — jest to odpowiedź na następujący ustęp listu Reeve’a z dn. 6 lutego 1832 r.: „Co do H., więcej Ci przynoszę niż słowo, niż westchnienie, niż drżenie powieki: napisała do mnie list wspaniały. Odpisałem jej jak najlepiej. — Chciałem zakończyć swą tajemniczą korespondencję i pół wyrażone zamiary przez list zarazem mocny, szczery i godny i Ciebie, i tej, do której był zwrócony. Nic lepszego w życiu swojem nie napisałem. Zachowałem odpis; nie posyłam Ci go, chcę, byśmy go razem przeczytali. Wszystko między nią a Tobą skończone; pozostanie Wam obojgu li tylko ogromne wspomnienie. Kocha Cię teraz tak właśnie, jakeś Ty ją kochać powinien. Ks. Czartoryski i Niemcewicz każą Cię po tysiąc razy pozdrowić. Z jednym i drugim wiele o Tobie rozmawiałem. Książę dał mi Matkę Polkę Mickiewicza. Przełożyłem ją i będzie drukowana. Z dnia na dzień oczekują tu rewolucji. Nieszczęsna Europa krwawi, a któż będzie mógł rany jej zagoić? Twój na zawsze H. R.”. [przypis redakcyjny]
89. era fajkowa — K. Gaszyński tak to słowo wyjaśnia: „Zygmunt Krasiński w młodym bardzo wieku zaczął palić tytoń, a gdy ojciec surowo mu to zakazywał, palenie odbywało się potajemnie, w ogrodzie, godzinami wieczornemi. Ojciec to wyśledził, a przekonawszy się, że namiętność do palenia silniejsza jest nad zakaz jego, pozwolenie swe udzielił. Tegoż dnia Gaszyński, wchodząc wieczorem do Zygmunta, zastał go siedzącego przy kominku i palącego fajkę na długim cybuchu. Zdziwiony, pyta: — »Jak to? Nie boisz się ojca?« — »Nie boję się, ojciec pozwolił« odpowiedział Zygmunt. Wtedy Gaszyński w uniesieniu porwał kawałek węgla i napisał na kominku: »Żyj, ero fajkowa!«. Stąd na listach do Gaszyńskiego podpis zwykły jest: »Twój Erofajkowy« albo »Ero«”. [przypis redakcyjny]
90. A wtenczas znowu radośni, weseli (...) — z sonetu Gaszyńskiego Pożegnanie, napisanego w roku 1829 przy wyjeździe Krasińskiego z Warszawy. [przypis redakcyjny]
91. by stać się „szpiegiem” Coopera — mowa o sławnej powieści pisarza amerykańskiego J. F. Coopera (1879–1851) pt. The Spy, wydanej w r. 1821, a przedstawiającej niemal nieprawdopodobne poświecenie się dla ojczyzny. [przypis redakcyjny]
92. miasto (daw.) — tu: zamiast. [przypis edytorski]
93. zawdy (daw.) — zawsze. [przypis edytorski]
94. Posłałem Ci (...) „Hermana” — powieść swą pt. Władysław Herman i jego dwór. [przypis redakcyjny]