Co do Wilsona64, nie miałem zamiaru zrobienia Ci złośliwego komplementu. Odtąd, Henryku, nie będzie między nami ani złośliwości, ani pochlebstw, będzie wyłącznie przywiązanie, miłość i prawda. Ale już życzyłem Ci szaleństwa lub elegancji z jego strony, sądząc, że w obu wypadkach byłby czemś bardziej wzniosłym, niż księgarzem, a przeto lepiej zrozumiał Wędrowca. Gdyż nikt mię nie przekona, że bankier lub księgarz w swoim codziennym, przyrodzonym stanie zdoła zrozumieć poezję. Spytaj się Murray’a, jakiego jest mniemania o Byronie, odpowie Ci: „Panie, Parisina przyniosła 1 000 funtów szterlingów. Lara, 2 000; Korsarz 4 000 etc.”, ale nie będzie umiał Ci powiedzieć, co to Parisina, Lara albo Korsarz. To Couteau, który wyrysował Bourdigny na moje żądanie, nie wiedząc ani poco, ani dla kogo.
By wrócić do poprzedniego, Szekspir jest właśnie wielkim poetą Przeznaczenia. Opatrzność rzadko przejawia się u niego. Czyż Desdemona nie padła ofiarą Przeznaczenia, wynikłego z połączonej woli kilku ludzi? Jeszcze raz powtarzam, nie posłałem Ci szczegółów poematu, lecz ducha poematu, nie wariacje, lecz temat, nie tysiące kamieni, tworzących sklepienie, lecz zwornik, nie niezliczone koła, które marszczą powierzchnię wody, lecz środkowy wir, skąd koła te wyszły. Czy rozumiesz teraz?
Polska jeszcze nie zginęła. Zbyt silnie żyła w ostatnich czasach, by móc skonać tak prędko. Co do mnie, mam nadzieję i utrzymuję, że łańcuchy, które jej chciano nałożyć, nałożone na nią nie będą. Zobaczysz; Skrzynecki ją uratuje.
Podzielam Twoje zdanie o strofie Wędrowca. Ale co znajduję subtelne, zachwycające, dające obraz, jaki rzadko spotykałem, to: „zaklaskał rękoma z radości”. Te dwa wiersze mają wdzięk niewymowny. Ku środkowi znajduję, że się nadto powtarzasz, rozwałkowujesz swoje myśli, a właśnie, im bardziej się rozwałkowuje myśl, tem więcej traci ona na mocy. Czytuj i odczytuj Byrona!
Górowski jest człowiekiem, który miał trzydzieści pojedynków z powodu spraw teatralnych, stłuczonych szklanek, kłótni, spodni, restauracji. Wytwórz sobie z tego zdanie o nim!
Te dwa wiersze: „to w domu znowu” i „przywrócony do spokoju” dobre są na końcu. Robią wrażenie usypiającego spokoju po burzach życia. Również dobry jest kontrast między „labiryntem trudu” i „motylem”.
Jestem Twego zdania o życiu w XIX w. Wiek ten w stosunku do starej Europy odgrywa tę samą rolę, co wiek przeszły w stosunku do Francji. Społeczeństwo pełne przesytu, zepsucie, zbytek, nędza, mało wierzeń, dużo szału, kilka zasad, oderwanych od swego niewzruszonego źródła i rzuconych do potoku, który nas unosi, mimo narażania ich na zatonięcie lub zmianę, oto nasze położenie. Jasnem jest, że znajdujemy się na linii granicznej, ściśnięci z jednej strony przez przeszłość, z drugiej przez przyszłość, i jakże ciężką jest walka tych dwu potęg w naszej duszy. Dla naszych wnuków nie będzie może już przeszłości i żyć będą spokojnie, o ile istoty ludzkie spokojnie żyć mogą w pośród swej już ustalonej teraźniejszości, przez którą przyszłość nasza stała się niepewna i chwiejna. To pewne, że dziś jeszcze u wielu z nas wspomnienie ma przewagę nad nadzieją, idee czasów przeszłych nad ideami, zrodzonemi obecnie; gdyż są to szlachetne wspomnienia i wielkie idee, choć już dokonane i jakby martwe, według zdania wielu. Co do mnie, nie wierzę, żeby idea kiedykolwiek zginąć mogła. Powtarzam: są to podniosłe wspomnienia, sięgają one wyżyn Golgoty, stamtąd unoszą się nad szczytami hełmów tylu bohaterów, wkoło czystych skroni tylu piękności, po czem dążą do połączenia się ze Wschodem, z tym Wschodem spokojnym, marzycielskim, olśniewającym w swojej niedbałości, tak podniosłym przez swe lenistwo. Nie, drogi, nie będziemy tem, czem byli nasi przodkowie, ni tem, czem będą nasi potomkowie. Chcę powiedzieć, że dla nas są drogi kręte, dla nas wzburzone fale, dla nas niewygodne skróty, pełne cierni ścieżki i wreszcie korona cierniowa. Teraźniejszość naszą zatruje zawsze żal za tem, czego już nie ma, lub nigdy niezaspokojona miłość do tego, co będzie, co przeczuwamy, a czego nigdy nie zobaczymy.
I ty się dziwisz jeszcze, że dusza niekiedy zamyka się sama w sobie, przestaje wierzyć w przyszłość i zapada cała w przeszłość? Przeszłość stoi blisko nas; znała nas, jesteśmy dziećmi jej starości, kołysała nas na swych kolanach, pierwsze nasze słowa do niej były zwrócone. A teraz, gdy widzimy, jak się od nas oddala, płaczemy niekiedy. Z drugiej strony przyszłość też stoi blisko nas, wyciągając ku nam ramiona. Lecz wkoło niej widzimy drgające ofiary, które zawierzyły przyszłości, wieszały się u jej ramion, u jej skrzydeł i spadły w dół, jak żółw, który wyślizgnął się ze szponów orła. Stąd pochodzi, że nie należymy do żadnego wieku, do żadnego należeć nie możemy, gdyż chaos jest domem naszym, otoczeniem, wszystkiem. Ludzie, z woli bożej w takich zrodzeni epokach, mieć muszą więcej siły, więcej odwagi, więcej rezygnacji, niż ludzie innych czasów, gdyż wszystko jest nam bólem, a nie radością, gdyż wszystko jest nam zaporą, a nic pomocą, gdyż, jeśli tylko mamy serce i duszę, będziemy zawsze miotani na wszystkie strony, pchani od jednego systematu do drugiego, od jednego wierzenia do drugiego, z jednej fali na drugą, to płacząc nad przeszłością, to znowu zapalając się do przyszłości, a ciągle wołając, jak chory Cezar w Hiszpanii: „Daj mi pić, Tytyniuszu!”. Jedynym środkiem na to aby nie paść przedwcześnie, jest wierzyć w słowo boże i wiedzieć, że trzeba walczyć z ludźmi, a nigdy nie użyczyć sobie spoczynku. Inaczej jesteśmy zgubieni na zawsze, jak ja może jestem.
Żegnaj, mój przyjacielu!
Zyg. Kras.