Wszystko to bardzo pięknie, lecz jednem słowem: są w Warszawie, Polska upadła, a ja jestem w Genewie. Henryku, jestem nieszczęśliwy, a siły moje nie są na jednym poziomie z mojem przeznaczeniem.

Żegnaj, żegnaj!

Zyg. Kr.

Jeśli August zginął, dusza jego jest tam, dokąd moja może nigdy się nie dostanie. Co mówi H.?

35. Do Henryka Reeve’a

29 września 1831. Genewa

Mój drogi Henryku!

Tyleż w tem ze Schlegla, co z Kosmy Medyceusza lub Wawrzyńca Quasimodo? U diabła, nie wiem, z jakiego powodu mnie nie pojmujesz. Po pierwsze, źle rzecz zrozumiałeś, sądząc, że chciałem dać ramy dla każdego poematu. Bynajmniej; powiedziałem, że każdy poemat, którego bohaterem jest człowiek, każdy poemat w rodzaju Childe Harolda, powinien być walką człowieka z Przeznaczeniem, nad którem stoi Opatrzność. Przez Przeznaczenie rozumiem wolę ludzi. Wola ludzi w całej swej masie zwraca się przeciwko mnie, przeciwko jednostce, a ponieważ Bóg obdarzył duszę ludzką wolną wolą, z tego wynika, że wola ludzka jest potęgą, i to potęgą twórczą. A więc skupiona wola wielu ludzi może wytworzyć przeznaczenie jednostki, a to przeznaczenie woli ludzkiej, wytworzone (po większej części przynajmniej) bezwiednie, jest twarde, okrutne, nieubłagane. Są to okoliczności życia, wszystkie warunki stosunków naszych z ludźmi, słowem wszystko, co z ludzi na nas przechodzi. Tem jest Przeznaczenie. Lecz nie Fatum to greckie, gdyż ono jest wieczne, a nie zmienne. Straszne wprawdzie, lecz podległe potędze wyższej, długo trwające, jeśli mówimy o ziemi, jest tylko łańcuchem chwilowym, gdy mówimy o wieczności. I czasami w rzeczywistości (w poezji tak zawsze być powinno) na tym świecie jeszcze jutrzenka Opatrzności przełamuje zimne i ciemne sklepienie Przeznaczenia, nad głowami naszemi rozpostarte.

Wyobraź sobie ocean chmur, widziany ze szczytów alpejskich, wyobraź sobie, że czarna ta mgła, zasłaniająca dolinę, styka się z dwu stron z widnokręgiem i wisi nad czołami ludzi. To Przeznaczenie. A teraz spójrz na promienie słońca, rozbiegające się we wszystkie strony, na tęcze, ślizgające się po grzbietach obłoków, starające się swemi złotemi, srebrnemi, lazurowemi skrzydłami znieść te pełne smutku opary. To Opatrzność. Wreszcie, gdy w południowej godzinie słońce wzbije się wysoko, patrz, jak sklepienie to, szare i ponure, rozchodzi się we wszystkie strony, zabiera ze sobą piorun, znika, i jak pod niem zielone równiny uśmiechają się do błękitu w górze; to połączenie człowieka z Opatrznością, zwycięstwo ostateczne Opatrzności nad Przeznaczeniem. Wierz mi, dużo więcej w przyrodzie symboli, niż ludzie sądzą, więcej życia, niż przypuszczają, i więcej podniosłości, niż czują. Przyroda jest parabolą świata duchów.

Ale teraz zmagać się z Tobą będę w arenie, póki Cię nie powalę na ziemię. Skąd wziąłeś to dziwne powiedzenie, że Przeznaczenie to słabość? Co do mnie, utrzymuję, że słabość jest tam, gdzie nie ma walki. Wszędzie, gdzie jest walka, znajdzie się, mojem zdaniem, siła i szlachetność. A przeciw Przeznaczeniu jako takiemu należy koniecznie walczyć, choćby narażając się na rozbicie, walczyć, ciągle się z niem zderzając, ciągle urażając, ale nigdy nie słabnąc. Gdyby nie było Przeznaczenia, gdyby sama Opatrzność rządziła, wszystko byłoby spokojne, słodkie, łagodne. Ale zbrodnie i namiętności ludzkie wywołały Przeznaczenie z przepastnej głębi ich dusz, a ono rozwinęło radośnie skrzydła bólu ponad rodem ludzkim. Czyż nazwiesz słabością walkę jednostki z tłumami, wojnę jednego z wieloma? Czyż nazwiesz słabością ten stan, gdy dusza pełna jest udręczeń i goryczy, a jednak nie chce poniżyć się do bezsilności? Gdyż przez bezsilność, letarg, apatię, głupotę, bezmyślność i przez długie wieczory, spędzone w salonach, przez obiady i kolacje, przez karty i dysputy, przez głupie zabawy i pijaństwo można uchronić się przed Przeznaczeniem, nie przed jego ostatecznym wpływem, ale przed jego zdwojonemi ciosami. Czyż nazwiesz słabym tego, który nie szuka zapomnienia i, otoczony wrogami i przykrościami, nie traci męstwa, tego, który wiedząc, że wszystko jest na zawsze stracone, nie przestaje pokładać nadziei w życiu i nie myśli o samobójstwie, ani o czarze biesiadnej? Czyż nazwiesz słabym tego, który sam śmie wyciągnąć ramiona, by odepchnąć nieszczęście, choć wie dobrze, że ramiona jego zostaną złamane, zmiażdżone pod kołami losu, tego, który nie odwraca oczu od gotujących się katuszy, lecz wpatruje się w nie, jak orzeł, i walczy z niemi, jak lew? Cóż go podtrzymuje, mój przyjacielu, w tej walce straszliwej? To godzina, w której słońce rozprasza mgły doliny, to przeczucie Opatrzności, która jest jakby gwiazdą, widzianą przez więźnia poprzez kraty żelazne na lazurze nieba, to wiara w Boga Zbawiciela, jedną ręką błogosławiącego serce, które nie doznało strachu w czasie burzy, a drugą rzucającego zemstę na skrzydło burzy, na czoła tych, którzy ją rozpętali dla zguby i zniszczenia. A więc, mojem zdaniem, bez Przeznaczenia nie ma energii, bez Przeznaczenia nie ma walki. W godzinie, która poprzedziła nieposłuszeństwo Ewy, nie było jeszcze Przeznaczenia. Zrodziło się, gdy jabłko zostało zerwane z gałęzi. Opatrzność pozostała z wiadomością dobrego, a Przeznaczenie pozostało z wiadomością złego. Od tego czasu nie przestało istnieć, działać, rzucać tłumów na jednostki. To smok rozkuty, wychodzący z otchłani, o którym mówią sny z Patmos. Jeśli napotyka istoty drżące, słabe, bez męstwa, przechodzi po nich, depce ich czoła, a następnie siada i śmieje się do rozpuku. Lecz jeśli ramię człowieka zatrzyma go w drodze, by z niem walczyć, musi wpierw tchu nabrać, nim zdolne będzie go powalić, zlane krwawym potem, musi gwałtownie poruszać skrzydłami i jeszcze raz nań uderzyć. A kto wie, czy według praw stworzenia ma jeszcze władzę nad tym człowiekiem, póki on sam tej władzy nie przyzna, schylając czoło i zginając, strachem zdjęty, kolana. Bo, widzisz, nie ma pana, gdzie nie ma niewolnika. Dla mnie walka człowieka przeciwko Przeznaczeniu jest walką wolności przeciwko despotyzmowi; wcześniej lub później Opatrzność przybywa na pomoc wolności. Jeśli Ci to wydaje się ciemne, winien temu mój styl, a nie myśl, gdyż myśl moja prawdę w sobie zawiera. Zastanów się nad nią!