(Dyktowane)
Zostań przynajmniej do maja w Niemczech i przyjedź do Wiednia, by spędzić ze mną dni kilka! Pójdziemy razem do katedry św. Szczepana. Jakże piękna i jedyna była myśl chrześcijańska, która wzniosła katedry średniowieczne! Któż ją dziś rozumie?
Nie pisuj już do mnie do Petersburga, lecz do Warszawy, gdzie spędzę dwa tygodnie, zanim pojadę do Wiednia. Zabieram ze sobą człowieka, o którym Ci często mówiłem i z którym zapoznać Cię pragnę. Miał niegdyś wielką przyszłość przed sobą. Dziś nieszczęścia, od niego niezależne i marzenia, od niego zależne, razem złączone, przyszłość tę złamały. Dużo ma do mnie podobieństwa, żadnego prawie do Ciebie. Żegnaj, mój drogi, niech Bóg Ci błogosławi! Często myślę o Tobie.
Zyg. Krasiński
73. Do Henryka Reeve’a
25 stycznia 1833 r., Petersburg
Drogi Henryku!
Znowu niesmak, apatia i niepewność przechodzą przez Twoją duszę. Chciałbyś być małem dziecięciem, żeby skryć się na łonie matki. Żałujesz, że nie możesz kochać. Z tem wszystkiem trzeba skończyć, mój przyjacielu; należy znosić z poddaniem życie i cierpienia, nawet gdy nie możemy przykładać balsamu złudzeń na nasze rany. Niegdyś pragnęliśmy zostać istotami poetycznemi, dziś stać się musimy istotami moralnemi i żyć w rzeczywistości, to znaczy toczyć ciągłą walkę, która z wolna nas spala, walkę, wywiązującą się między pojęciami naszemi a faktami i powodującą zmianę naszych pojęć i ustępstwa, czynione z musu przez naszą duszę, tak bezwzględną i wspaniałą przed laty, na rzecz świata materii, czynu i korzyści itd. Jednak i w tem jeszcze tkwi ogrom poezji. To już nie miłość, sława, potrzeba pieśni i opowiadań, lecz przeciwnie, uczucie, że wypełniamy nasze obowiązki w cieniu, nieznani, zapomniani, niedocenieni, że pracujemy w pocie czoła, nie myśląc o żadnej nagrodzie ludzkiej, ani o spojrzeniu piękności, ani o wieńcu laurowym i zadawalniając się własnem przeświadczeniem, tem poczuciem wewnętrznem a głębokiem własnej godności, bez starania się o okazanie tego innym, gdyż to byłoby próżnością, podłością i stratą czasu: ludzie nigdy nie rozumieją człowieka. W tem wyrzeczeniu się, w tej pełnej miłości dumie, w której nie ma nic z gorzkiej pogardy, okazywanej ludzkości przez niektórych geniuszów, spostrzegam ogrom poezji i ku niej wyciągnę ramiona. Gdyż ja całe życie zostanę poetą: rolnikiem, mnichem, żołnierzem, bogaczem, nędzarzem, rzemieślnikiem będąc, zawsze zostanę poetą. Urodziłem się poetą i nie dbam, czy mię kto podziwia lub rozumie, prócz Ciebie. W tych kilku słowach wypowiedziałem obszerną teorię; zastanów się nad nią przez chwil kilka, Henryku!
Dlaczego uciekasz przede mną, przyjacielu, gdy ja kieruję się ku Tobie? Nie jedź tak prędko do Paryża, udaj się do Wiednia! Być może, że zetknięcie się naszych dwu dusz więcej da nam obydwom korzyści, niż wiele innych widowisk lub książek. Skończyłem właśnie i uzupełniłem poemat, z którego Ci czytałem ułamki w Wenecji, i z którego Ci przetłumaczyłem jedną scenę w którymś z mych listów — scenę wywoływania duchów. Nazwa jego: Widzenie. Usiany jest wspomnieniami H., a na pierwszej stronicy widnieją słowa:
Ukochanej powiedziane i teraz i na zawsze.