Zyg. Kras.
72. Do Henryka Reeve’a
20 stycznia 1833 r., Petersburg
Kochany Henryku!
W tym samym czasie doszliśmy do tych samych wniosków. Początek roku 1833 zastał nas obydwóch dość znudzonych marzeniami i miłością, a może złudzenie to jest jeszcze marzeniem. Spędziłem wieczór sylwestrowy w towarzystwie dwu dzieciaków: Stachelberga i Drwala, którzy miauczeli jak koty i wyśpiewywali głupstwa. Możesz sobie wyobrazić, jakie to na mnie zrobiło wrażenie. Ale w tej samej chwili, w której mówiłeś z Marią Eichberger, ojciec mój wszedł do pokoju i przycisnął mię do łona; była to dla minie chwila uroczysta, występująca wyraźnie na płaskiem tle całego tego wieczoru. Zresztą ogarnęła mię również głęboka gorycz. Nie są to już młodzieńcze napady melancholii, które zawsze mają w sobie coś orzeźwiającego, nie są to też owe przekleństwa i porywy wściekłości, które podkopywały moje zdrowie i stworzyły w zakresie szaleńczej poezji Adama. Jest to raczej smutek męski, bez uroku, bez szału, dość spokojny, a silniejszy i bardziej stały, niż jakakolwiek radość, którą sobie przypomnieć mogę. Czytałem tej zimy Ballanche’a, Damirona, Quineta. Później czytałem Biblię i pomyślałem, że filozofia warta jest tyle, co miłość: można być Werterem w obu kierunkach. Następnie napisałem rzecz, która podobna jest do czegoś, co było we mnie, to znaczy do zamętu i do kilku myśli, dość głębokich. Nazwa dość dziwaczna: Irydion Amfilochides. Jest to Grek w Rzymie. I, umierając, wspomina słodkie Argos.
(Ręką Z. Krasińskiego): Pierwsza to moja próba dramatyczna. Całość jest na wpół dramatem, na wpół opisem i opowiadaniem.
(Dyktowane)
Powiesz mi, że zamierzasz wrócić do Anglii. Sądzę, że źle czynisz. Powinieneś jeszcze trochę rozmyślać, uczyć się i widzieć. Zanim rzucisz się w przepaść, Kurcjuszu, wyszukaj sobie najpiękniejszego rumaka, przywdziej najpiękniejszą zbroję, żeby przynajmniej lud podziwiał Cię, gdy przejeżdżać będziesz; później znikniesz.
Biedna Anglio, którą kocham przez miłość dla dwojga istot, z których jedna jest rzeczywistością, a druga widmem! Jeszcze tylko lat kilka, a wszystko się spełni.
(Ręką Z. Krasińskiego). „I anioł olbrzymi wziął kamień, jak wielkie koło młyńskie, i cisnął go w morze, mówiąc: — Tak obalony będzie siłą wielki gród Babilon i nigdy więcej znaleziony nie będzie”.