Drogi Henryku!
Z oczyma mojemi tak źle, że zaledwie mogę Ci kilka słów napisać.
Lud nie jest ojcobójcą, gdyż rzuca się na coś, co mu obce. Czy lud ma przeszłość, czy ma przodków? O nie, a więc nie jest ojcobójcą. My byśmy byli ojcobójcami, gdybyśmy podali rękę ludowi.
Przeczucie, że oślepnę, wzrasta we mnie. Ale powiedz mi, czy z moim charakterem mogę być niewidomym? Czy dusza moja może się zadawalać mrokiem? Zresztą, niech losy się spełnią. Żegnaj, drogi Henryku! Najserdeczniejsze ukłony Paulinie.
Zyg. Kras.
71. Do Henryka Reeve’a
6 stycznia 1833 r., Petersburg
Drogi Henryku!
Jestem ciekaw odpowiedzi tego osobnika. Jakim głosem przemówi przyszłość do przeszłości, która zwraca się do niej z zapytaniem i chce wiedzieć, czem ona jest? Otóż ja, lepiej niż ktokolwiek, wiem, że przyszłość być musi. Rozumiem pochód tryumfalny tej przyszłości: widziałem go nieraz w moich rozmyślaniach i powtarzam jak Hugo, mówiąc o Antychryście: „Przyjdzie”. Wiem, że miniemy wszyscy jak garść prochu, nigdy nic rzeczywistego nie podziwiając, ani kochając, a wiele nienawidząc. A jeśli coś kochamy, to wyłącznie przyszłość, ten świat marzeń i nicości. Jeśli rozpatruję rzeczy, jako filozof, widzę w nich jedynie wieczny porządek, godny podziwu; lecz jeśli rozpatruję je, jako człowiek o sercu i uczuciach ludzkich, związany z tą ziemią, mający długi rząd przodków, w hełmach i pancerzach śpiących w trumnach swoich, i przeszłość wielką, pełną czynów i imion braci swoich, widzę w tem tylko brak ładu. A wtedy mówię sobie: „W imię Jezusa będziemy cierpieli, walczyli nawet, jeśli nas zmuszą do tego, a w chwili walki przyjdzie nam na pomoc siła barbarzyńcy lub rycerza, który był naszym praojcem”. A gdy zginiemy, niech porządkują ziemię na swój sposób — nikt im przeszkadzać nie będzie. Ale sądzę, że nadejdzie dzień, w którym miłość znów weźmie górę. Gdyż Bóg jest sprawiedliwością i pięknością, wszechświat jest harmonijny, a ja nieśmiertelny. Gdy mówisz o wiekach wieków, padam na kolana i ubóstwiam, podziwiam, kocham. Jeśli mówisz o teraźniejszości, podnoszę się z klęczek i zobaczysz, że na ustach moich pojawi się uśmiech sceptycyzmu. Błogosławmy Bogu za to, że nas pobłogosławił błogością przyjaźni! A teraz zaklinam Cię, przerwij wszelkie stosunki z P.! Spotykamy niekiedy istoty, które działają na wyobraźnię, a nie przemawiają do serca: unikaj ich od pierwszej chwili, lub gorzko tego później żałować będziesz, gdyż, mojem zdaniem, wyobraźnia bez serca równa się szatanowi samemu. Wierz człowiekowi, który kilkakrotnie nabył w tej mierze smutnego doświadczenia!
Zobaczymy się na wiosnę. Znowu będziemy mieli sobie do powiedzenia tysiące słów, wszystkie zawarte w jednem, które nazywa się „przyjaźnią”. Żegnaj, mój drogi Henryku! Jestem ciągle chory; stan moich oczu się pogarsza. Pokłoń się ode mnie moim przyjaciołom genewskim!