Złote jutrzenki — jakby Twe ramiona,

Spieszą już na dół od nieba po ziemię,

By zdjąć nam z czoła wiekowych klęsk brzemię. —

Wszystko gotowe — wschód rozpromieniony —

Anioły patrzą — a tam, z drugiej strony,

Ciemność pod spadem bezgłębnym wybrzeża!

I pnie się — wzdyma — rośnie ku nam — zmierza —

Przepaść — śmierć wieczna — w której nie ma Ciebie —

Co od początku złych i pysznych grzebie,

A sama pychą i złością, i swarem,