Z mostu ku jasnym zorzom odwróciła lica,

Jak bym tem licem zorzy przeciwić się chciała.

I idzie pod rzęd olszyn, kędy droga biała,

Do boru jodłowego rozwita jak wstęga,

Staje najwyżej, okiem jak najdalej sięga;

Ale nie widać wozu z jodłowego boru.

Jdą z siejby rolnicy do białego dworu;

Tętnią od paszy na most zapędzony stada,

Z chwalbą Chrystusa mija z pańskiego gromada;

Aż się zdała od drogi długi cień rozwija,