Wielbłąd

Żółw się zaśmiał: — Ale heca!

Na wielbłąda wielkich plecach

jakieś dwie wyrosły góry!

Toż to wybryk jest natury!

Jeśli ja bym był garbusem,

to bym przykrył grzbiet obrusem!

Albo namiot bym w trymiga

uszył i na plecach dźwigał,

zamiast biegać jak ten dziwak!

Na to wielbłąd się odzywa:

— Niech pan skończy, drogi panie,

nierozsądne swe gadanie.

Dla wielbłąda bowiem garby

to są najprawdziwsze skarby!

Gdyby zamiast tego nosił

pióra oraz puchu stosik

albo łuski — jak u ryb —

to dopiero byłby wstyd!

Wielbłąd z oburzenia sapnął,

prychnął, zębiskami kłapnął...

O!

Kopytkiem teraz tupie!

A gdzie żółwik?

Znikł w skorupie...