wiersz o końcu lata

Mieszka obok ciebie

nie musisz iść na nią do kina.

Raz się zachowuje jak banda, a raz

ociąga jak dziecko posłane do łóżka.

Miałeś z nią twardy romans

jak głosi notesik. Wcześniej

nazywałeś kobiety „historiami”,

teraz chcesz mieć ją pod ręką.

Odkąd wiesz, że smakuje

słoną wodą z Palaikastro, krwią

z wargi rozbitej na szlaku

czarnym nad rzeką Obrą

w pobliżu Empiku.

Czasem chciałbyś ją podpiąć do prądu

pobujać na chama lub zamknąć w kołysce

rdzy, zakleić ją cieniem do powiek,

odmówić rui i kazać podziwiać

jak idziesz na całość z jej szminką.

I nigdy tak całkiem nie wiesz, czy się

tym razem nad wami zlituje kultura

czy geografia. A może ten łzawy anioł

co tam przychodzi nocami i pyta: już?