Damy i huzary
Komedia w trzech aktach, prozą
Pochlebstwo ma w sobie osobliwy przysmak, chociaż je kto rzekomo odrzuca, przecież ono smakuje.
And. Max. Fredro.1
OSOBY:
- MAJOR pułku huzarów2, na urlopie
- ROTMISTRZ pułku huzarów, na urlopie
- EDMUND, PORUCZNIK pułku huzarów, na urlopie
- KAPELAN pułku huzarów, na urlopie
- PANI ORGONOWA, siostra Majora, jedna starsza i grubsza od drugiej
- PANI DYNDALSKA, siostra Majora, jedna starsza i grubsza od drugiej
- PANNA ANIELA, siostra Majora, jedna starsza i grubsza od drugiej
- ZOFIA, córka Pani Orgonowej
- JÓZIA, służąca
- ZUZIA, służąca
- FRUZIA, służąca
- GRZEGORZ, stary huzar
- REMBO, stary huzar
Scena w domu MAJORA, na wsi.
AKT I
Duży pokój. Czworo drzwi bocznych, dwoje w głębi. Na środku stół z mapami; stolik po prawej stronie, na którym gra w szachy, przy nim w głębi krzesła. W głębi broń różna; dzidy, cel3, głowy tureckie do karuzelu4 służące, itd.
SCENA I
Major, Rotmistrz, Kapelan, Porucznik, Rembo.
Major na środku, ogląda strzelbę. Po lewej Porucznik nabija. Po prawej Rotmistrz, oparty na strzelbie, patrzy na szachy. Przy nim siedzi kapelan zatrudniony5 strzelbą; W głębi Rembo. Wszyscy w spencerach6, ubrani na polowanie, w wojskowych czapeczkach.
MAJOR
Czy tylko pewnie7? Bo to czasem...
REMBO
Nie śmiałbym przecie zwodzić pana Majora. Niech zaraz zginę, jeślim nie widział na własne oczy kozła i dwóch saren. Wszystkie trzy wyszły razem do bydła, w ciemną dolinę, jak ten kąt, ta struga... Oto jak ta wielka łoza8, gdzie ksiądz Kapelan prześlepił9 zająca... Aż tu obces10 kundys11 jeden i drugi: „Huf, huf!”. Ech, panie! Jak nie pójdą sarny moje! Strach, aż się ziemia trzęsła! Przez Garb, Wielką Banię, ponad Bartkowy potok...
MAJOR
Ho, ho, ho! Sarny dotychczas na drugim końcu świata.
REMBO
Zlękły bo się fur idących gościńcem i hajże12 łąkami nazad w jasieninę13.
MAJOR
Nam więc drogę od kopców zastąpić wypada.
REMBO
Ja z dębniaków14 cicho psy podpuszczę, a każda na strzelbę jak na rożen wpadnie.
MAJOR
Dalej panowie! I na urlopie nie dam wam próżnować.
KAPELAN
Zaraz, zaraz.
PORUCZNIK
Ja dogonię.
MAJOR
Biorąc lulkę15 ze środkowego stołu i kiwając głową, do Remba.
Zawołaj Grzesia.
Rembo odchodzi.
ROTMISTRZ
Do Kapelana, patrząc na szachy.
Wygram, jeśli wieżę cofnę.
KAPELAN
Wątpię.
ROTMISTRZ
Załóż się.
KAPELAN
Dobrze.
ROTMISTRZ
Nikt tu nam nie ruszy, za powrotem16 przekonam i talarka schowam.
SCENA II
Ciż sami i Grzegorz, stary huzar z ogromnymi wąsami.
MAJOR
Tylem razy, mój Grzesiu, już cię o to prosił, abyś kładł wszystko na swoim miejscu. Po co tu na mapach lulkę zostawiasz? Tam w szafce ma swój numer. Nienawidzę nieporządku. Oddaje lulkę i zdmuchuje mapę.. Otóż, otóż, nie mówiłem? Plama... I ta baszta... À propos17, a klucznica18?
GRZEGORZ
Kłusem wywieziona.
Odchodzi.
KAPELAN
Bogu dzięki.
ROTMISTRZ
Ostatnia więc białogłowa19 usunięta z naszego domu. Będzie raz przecie cicho i spokojnie.
MAJOR
Okropnie gadała.
PORUCZNIK
Bo stara, bo stara.
MAJOR
O ho, ho, panie Poruczniku, wiem, na co pan zakrawasz20, ale nic z tego. Wolę huk moździerzy niż kobiece świergotanie. Nic z tego. I pokażę, że i żołnierz potrafi domem rządzić bez kobiety.
PORUCZNIK
Piękny rząd!
KAPELAN
Dobry, dobry.
ROTMISTRZ
Wyśmienity.
MAJOR
Wyśmienity.
PORUCZNIK
Czy zawszeście go panowie wyśmienitym znajdowali? Czy zawsze przykre było kobiece świergotanie?
Długie milczenie.
MAJOR
Chodźmy na polowanie.
REMBO
Wbiegając.
Goście jadą!
MAJOR
Któryś z kolegów.
REMBO
Gdzie tam! Kilka pojazdów! Największa parada21.
Odchodzi, oficerowie jeden po drugim zbliżają się powoli do okna.
MAJOR
Dla Boga! Landara22.
PORUCZNIK
I kocz23.
ROTMISTRZ
I bryka24.
PORUCZNIK
Z ukontentowaniem25.
Ach! Damy!
MAJOR, ROTMISTRZ
Odskakując na środek pokoju.
Damy!
PORUCZNIK
Rachując.
Jedna, dwie, trzy...
MAJOR, ROTMISTRZ
Z żałością spoglądają na siebie.
Trzy!
PORUCZNIK
Cztery, pięć...
MAJOR
Jak wprzódy26.
Pięć!
ROTMISTRZ
Podobnież.
Pięć!
PORUCZNIK
Jeszcze jedna...
MAJOR, ROTMISTRZ
Razem.
Sześć!
PORUCZNIK
Jeszcze jedna.
MAJOR, ROTMISTRZ
Razem.
Siedem! Siedem!
KAPELAN
Wstając.
Siedem!
Zatykając uszy, znowu siada i tak, oparty o stół, do końca sceny zostaje.
PORUCZNIK
Co widzę!
Wybiega.
ROTMISTRZ
Zbliżając się nieśmiało do okna.
Cóż to za baby! Co za gmachy! Co za graty!
MAJOR
Zbliżając się do okna.
Ach, to siostry moje.
ROTMISTRZ
Przepraszam cię...
MAJOR
Nie masz za co, znam ja je dobrze. Chodzi po pokoju coraz prędzej. Siostry, damy, przyjąć je wypada... Grzesiu, mundur! Mój mundur, Grzesiu! Czy diabli nadali... Grzesiu, mundur! Grzegorz z mundurem chodzi za nim. Rad im być muszę... Mój mundur, Grzesiu! Mój mundur! Cieszyć się trzeba czy diabli nadali!
GRZEGORZ
Niech pan mundur włoży.
Po lewej stronie sceny Major wdziewa mundur przez zapomnienie na swój ubiór. Postrzegłszy się, chce zdjąć, i ściąga razem rękaw spencera. Nie może ręki wyrwać, gdy wchodzi Pani Dyndalska z dwoma pieskami na ręku, za nią Józia, kosz w ręku ze szczeniętami i kilka pudełek. Przy Majorze dalej w głębi stoi Rotmistrz, za nim Kapelan. Grzegorz z mundurem wychodzi.
SCENA III
Major, Rotmistrz, Kapelan.
Następnie.
Pani Dyndalska, Józia, Panna Aniela, Zuzia, Pani Orgonowa, Zofia, Fruzia, Porucznik, Rembo.
DYNDALSKA
Jak się masz, panie bracie? Do Józi. Ostrożnie, gawronie! Nie upuść szczeniąt.
MAJOR
Zmieszany.
Witam, witam.
DYNDALSKA
Do Józi.
Czegóż trzymasz? Połóż!
Do Majora.
Jakże się miewasz?
Do Józi.
Czemuż nie na stole? Jakież to głupie dziewczę!
Józia kładzie wszystko na szachach i wychodzi. Dyndalska siada. Aniela wchodzi, za nią Zuzia z dwiema klatkami — w jednej sroka, w drugiej wiewiórka — i z różnymi gratami.
ANIELA
Wieki już, braciszku, jakeśmy się widzieli.
Do Zuzi.
Postawże klatki, czego będziesz stała?
MAJOR
Witam, witam.
ANIELA
Do Zuzi.
Gdzie, gdzie, gdzie! Ślepa! Cóż to, stołu nie masz?
Zuzia stawia klatki na mapach i odchodzi. Poruszenie Majora. Rotmistrz go za suknię wstrzymuje.
MAJOR
Cicho do Rotmistrza.
Mapy.
ROTMISTRZ
Do Majora.
Pst!
Major stara się pokryć nieukontentowanie i spogląda czasem na mapy. Słychać hałas i krzyk kobiet za sceną.
REMBO
Za sceną.
Nie rusz; a harap27! A fe! A zasię28!
ORGONOWA
Tyłem wchodząc i trzepiąc rękoma.
Zasię! Zasię, bo zemdleję. Rembo za nią wchodzi, trzymając kota nad głową, którego we drzwiach Orgonowa odbiera. Biedny Filunio! Moja duszka droga! Jak się trzęsie! Biedny Filunio! Jak też możesz, panie bracie, trzymać takie obrzydłe psiska? Jakimiś kajdankami podcięły mi nogi i tylko co nie rozdarły lubego Filunia.
REMBO
To na sforze29 Zagraj z Pisklą jak kota zwietrzyły, hajże po kocie! Obces na jejmość! A Grzmocisz i Popraw...
Wychodzi na znak Majora.
ORGONOWA
Fi, co za nazwiska! Przebrzydłe kundysy... Ledwie dyszę... Całam w pocie.
Siada przy Dyndalskiej i Anieli. Za Orgonową weszła Zofia z Porucznikiem, niosącym klatkę z kanarkiem, którą zawieszają w głębi, rozmawiając po cichu. W ciągu tej sceny dziewczęta powynosiły kota i pieski.
SCENA IV
Orgonowa, Dyndalska, Aniela. Siedzą w rzędzie po prawej. Po lewej stronie, naprzeciwko, stoją Major, Rotmistrz i Kapelan. W głębi Zofia i Porucznik.
MAJOR
Witam, witam panie siostry w moim domu i bardzo przepraszam kota za niegościnność Piskli i niecnoty Zagraja.
ORGONOWA
Patrz, panie bracie, moja córka. Zofia się zbliża i kłania. Owa Zosiunia mała... Ani byś ją poznał pewnie... Wyrosła, wyładniała, nieprawdaż? Za jej wychowanie nie powstydzę się także. W pierwszej stolicy świata mogłaby bezpiecznie rozmawiać i to nie jednym językiem.
KAPELAN
Na stronie.
Nie jednym! Okropnie!
ORGONOWA
Miała i guwernantkę, madame30 znakomitą, i na wyższych naukach w mieście pół roku strawiła.
ANIELA
Talenta gdy rozwinie...
DYNDALSKA
Ach, Anielko luba, co też nie wygadujesz! Już je rozwinęła. Czyliż nie śpiewa całego Rossiniego31 tak, że każdy słuchać musi? Czyż nie tańcuje tak, że nigdy taktu nie chybi? Czyż nie maluje tak, że jej kwiatek wszystkich zwodził i że pan sędzia, chcąc powąchać, nosem go zmazał?
ANIELA
To pan referendarz32.
DYNDALSKA
Ależ pan sędzia, mój aniołku!
ORGONOWA
Cicho, cicho Dyndalsiu. Nie trzeba jej w oczy chwalić, ona sama pokaże, co umie.
ANIELA
Do Majora.
Jakże ci się podoba?
DYNDALSKA
Szturchając ją łokciem.
Coż to za pytanie!
ANIELA
Nie dasz mi mówić, kochana siostruniu.
DYNDALSKA
Bo mówisz bez sensu, moja duszko.
ORGONOWA
Cicho, cicho siostruniu. Do Majora. Któż są ci panowie?
MAJOR
Rotmistrz Sławomir. W szkołach jeszcze przyjaźń nas złączyła. Razem wdzieliśmy mundur, razem go nosili i razem może w jednej złożym go mogile. Nasz poczciwy Kapelan, także dawny towarzysz, prawdziwy przyjaciel ludzi — wiele robi, mało mówi, naśladować go należy. To mój Edmund, już wam po części znany z mojego listu. W jednej nieszczęsnej utarczce, kiedy każdy o sobie tylko myślał, a ja raniony pod ubitym leżałem koniem, on mnie szukał, postrzegł, zebrał kilku walecznych, natarł na nieprzyjaciół i osłonił własnymi piersiami. Cofał się, nacierał, znowu się cofał i znowu nacierał, aż póki naszych wzrastająca liczba zwycięstwa nam nie wróciła. Tam to mnie, mnie broniąc, odebrał tę kresę33 przez skronie, która więcej warta niż dziesięć wieńców.
Ściska go z rozczuleniem.
ZOFIA
Mimowolnie.
Ach, to pięknie być odważnym!
Spuszcza oczy na bystre spojrzenie matki i ciotek.
ORGONOWA
Dobrze, dość tego, teraz do interesu. Chcę pomówić z tobą, panie bracie, zatem pozwolą panowie...
Oficerowie odchodzą i Zofia wychodzi do swego pokoju na znak Orgonowej.
SCENA V
Orgonowa, Dyndalska, Aniela, Major.
ORGONOWA
W jednym zwięzłym słowie wszystko ci opowiem. Nie lubię niepotrzebnej przemowy, bo kto ma rozum, ławo pojmie i zrozumie, gdy mu jasno rzecz przełożę34. Zatem bez przemowy; lepiej w krótkości powiedzieć, o co chodzi, a potem dać przyczyny i dowody. Nareszcie, takem mocno oczytana, tylem żyła w wielkim świecie, tyle mam roztropności i przenikliwości, że się w zdaniu nigdy nie mylę i chyba szalona głowa sprzeciwić mi się może. Przystępując więc do rzeczy, powiem, że powziąwszy wiadomość, żeś na urlopie i żeś do wsi swojej przyjechał, zaraz zgadłam, że wojskową służbą znudzony, chcesz ją porzucić i na wsi osiąść. Myśl chwalebna, ale do tego potrzeba...
DYNDALSKA
Prędko.
Pozwól, kochana siostruniu, niech ci przerwę. Gdy się kogo chce przekonać, nie zawsze najkrótsza mowa najlepszą mową bywa. Trzeba najprzód35 dać przyczyny, co do czego nas nakłania, potem rzecz wyłuszczyć, a na końcu dać dowody na poparcie swego zdania. Lecz nim do zamiaru przystąpię, wypada uczynić rzut oka na poprzednicze36 zdarzenia i obecne położenie. A że to rzecz wielkiej wagi, na rozdziały ją podzielę, w których panu bratu dowiodę Licząc na palcach., że dotychczas źle miał w głowie, że ponosi wielkie straty, że wojskowość nic niewarta, że na wsi osiąść rzecz najlepsza, że rozumnie radzę...
ANIELA
Lepiej, duszko moja, napisz dzieło o tym, a teraz pozwól, niech najprostszą drogą zbliżę się do celu.
ORGONOWA
Gadajcie, o! Gadajcie, gdy tak bardzo gadać lubicie. Gadajcie, bardzo proszę. Ja nic nie powiem, ja nic nie wiem. Ja nic nie umiem. Gadajcie, łaskę mi zrobicie.
DYNDALSKA
O, i owszem, ja będę milczała. Niech kochana siostra rozprawia, gdy jej tak przykra chwila milczenia. Albo ją może wyręczy wymowna Anielka.
ANIELA
Ach, gdzieżbym ja się śmiała porównać w wymowie z kochanymi siostrzyczkami. Słuchać będę rozdziałów lub drugiej przemowy bez przemowy.
ORGONOWA
Proszę mówić, bardzo proszę.
DYNDALSKA
Bez ceremonii, bardzo proszę.
ANIELA
Mówcie, mówcie, bardzo proszę.
ORGONOWA, DYNDALSKA, ANIELA
Bardzo proszę.
ORGONOWA
Idąc ku drzwiom.
Nie przeszkadzam.
DYNDALSKA
Podobnież.
Zostawiam.
ANIELA
Podobnież.
Odchodzę.
ORGONOWA, DYNDALSKA, ANIELA
Kłaniając się po kilka razy od drzwi.
Mówcie, mówcie, proszę, bardzo proszę...
Wychodzą.
SCENA VI
Major, Rotmistrz, Kapelan, Porucznik.
Następnie wchodzą zamyśleni i stają przy Majorze, który od początku przeszłej sceny nieporuszenie na środku stoi. Rotmistrz i Porucznik w mundurach, Kapelan w surducie.
ROTMISTRZ
Po krótkim milczeniu.
Cóż tam słychać?
KAPELAN
Zaprzęgać nie każą?
PORUCZNIK
Jakimże rozkazem zaszczyciły nas damy?
MAJOR
Ra ra ra ra ra ra, rozumiecie?
ROTMISTRZ
Któż to zrozumie?
MAJOR
I ja nie zrozumiałem, w uszach mi tylko dzwoni.
ROTMISTRZ
Jednak...
MAJOR
Nic nie wiem.
PORUCZNIK
Przecie...
MAJOR
Nic, nic u kata! Gdy jedna mówi, druga jej zazdrości, jedna od drugiej mędrszą się mniema. Tak, chociaż wszystko zawsze w jednym słowie, gadaninie końca nie ma, a o co rzecz idzie, mądry, kto zgadnie. Jednak, czy się dowiemy czy nie, wypada przyjąć je godnie. Połączmy nasze starania. Nieszczęście tylko, że nikogo nie mamy takiego w domu, co by umiał damy przyjąć.
PORUCZNIK
Aha: źle, kobiet nie ma.
KAPELAN
Nie ma gderać komu.
ROTMISTRZ
Szkoda w samej rzeczy, żeśmy się ostatniej pozbyli.
MAJOR
Hej! Grzesiu! Rembo! Zaraz wszystko będzie.
Rembo i Grzegorz wchodzą.
Do Remba.
Niech Kutasiński na łysego wsiądzie i dalej w pogoń za klucznicą. A jak ją dojdzie, niech baba nie trzepie, nie rozprawia i czym prędzej na łysego wsiada.
KAPELAN
Nie uchodzi, nie uchodzi.
PORUCZNIK
Śmiejąc się, do Remba.
I niech tęgim kłusem wraca.
KAPELAN
Ale nie uchodzi.
MAJOR
Ale czemu? Czyż nie kłusują nasze markietanki37? Do Remba. Zresztą jak zechce, niech zrobi. Byle mi Patrząc na zegarek. na jedenastą klucznicę przystawił. Marsz! Jedno już jest.
Rembo odchodzi.
ROTMISTRZ
Wszystko to jeszcze fraszka, ale obiad, obiad to sęk. Bo nie zwódźmy się umiejętnością Kordesza. Słynie on wprawdzie w obozie jako najlepszy kucharz, ale cóż umie dobrze zrobić, mówiąc między nami: huzarską pieczeń i pieczeń huzarską.
KAPELAN
Nie uchodzi, nie uchodzi.
ROTMISTRZ
Dla dam innych przysmaczków, innych łakoci potrzeba. Trzeba jakiejś na stół ozdoby, coś pięknego, coś lekkiego.
MAJOR
Wiem, wiem, czego trzeba. Wszystko to Grześ zrobi. Bywał po różnych miastach, po różnych dworach, widział różne kuchnie. Grześ, Grześ zrobi ciasta.
GRZEGORZ
Ale...
MAJOR
A ty, mój Edmundzie, zatrudnisz się, z łaski swojej, szykiem38 potraw. Bo to, słyszę, teraz rzecz wielkiej wagi: czy ryba po mięsie czy mięso po rybie. A Grześ, chłopak nie w ciemię bity, zrobi, choć czego nie umie.
GRZEGORZ
Ale...
MAJOR
Ale zrobisz ciasta.
GRZEGORZ
Ale ja, panie Majorze, dalibóg nie umiem.
MAJOR
Zrobisz; ja każę i basta. Jest więc i drugie. Dobrze nam się wiedzie.
ROTMISTRZ
Trzeba by jeszcze przy stole jakiej rozrywki damom.
MAJOR
Muzyczki? Co mówicie?
ROTMISTRZ
Zapewne, czego by trzeba! Ale skąd?
MAJOR
Skąd? Grześ i Rembo trąbią doskonale.
KAPELAN
Nie uchodzi, nie uchodzi.
MAJOR
O, daj no pokój, Kapelanie. Wszystko nie uchodzi.
PORUCZNIK
Ale zmiłuj się, Majorze, wszystkie do jednej wystraszysz z własnego domu.
MAJOR
Czym, czym u diabła? Nie trąbią że walca doskonale? Niech im tylko czasem Kapelan w takt głową kiwnie, a zobaczycie, jak wytrąbią gładko. Ale co za myśl nagle mi przychodzi! Wybornie, przedziwnie! Ty, ty, Rotmistrzu, musisz się tym zająć. Każ postawić pod oknami jadalnego pokoju... Postawić... Wiesz co? Zgadnij! Moździerzyk nabity... Jak krzykną: „Wiwat damy!”, rym z moździerza!
KAPELAN
O, na honor, nie uchodzi.
Wstaje.
PORUCZNIK
Wstając.
To żadnym sposobem być nie może. To nie z żołnierzami sprawa.
MAJOR
Wstając.
Ale już proszę...
PORUCZNIK
Uważ39 przecie, że to kobiety.
MAJOR
Jest i kaznodzieja! Brawo, brawo, kobiety... Nie wiedziałem. Co to u diabła, że ci panowie młodzi myślą, że starzy nigdy młodymi nie byli. Jak wy teraz żyjecie, myśmy żyli dawniej... A może i lepiej, i tężej, kiedy o to chodzi. Proszę! Hm! Oni tylko wiedzą, jak się z damami obchodzić. I jam całe życie nie rąbał40, i jam się bawił z damami i zawszem dogodził! Zatem gadaj nie gadaj, ja z moździerza wystrzelę.
ROTMISTRZ
Można bezpiecznie, bo choć się trochę popłoszą, to zapewne z przestrachu złych skutków nie będzie!
MAJOR
Tak jest, złych skutków nie będzie!
ROTMISTRZ
A zabawić trzeba.
MAJOR
A zabawić trzeba. Do Grzegorza. Moździerz pod oknem postawić. Marsz! Ale, ale, proszę cię, mój Grzesiu, jak będziesz trąbił, nie dmij też tak mocno, zwłaszcza w drugiej części. Na tej odbitej nucie zawsze tak ci w trąbie wrzaśnie, że aż słuchać niemiło. Lekko... A patrzeć na Kapelana.
Grzegorz odchodzi. Fruzia wchodzi, dygając na obie strony; tylko Porucznik jej się odkłonił. Kapelan odwraca się i odchodzi.
SCENA VII
Major, Rotmistrz, Porucznik, Fruzia.
FRUZIA
Moja pani się kłania Dygając. i prosi pana do siebie.
MAJOR
Kogo? Porucznika?
FRUZIA
Nie, pana Majora.
Dygając.
MAJOR
Czemuż na niego patrzysz, kiedy mówisz do mnie? Po krókim milczeniu. Idź, powiedz twojej pani, że wieczorem służyć jej będę moimi uszami. Tylko proszę, abyśmy sam na sam byli. Teraz nie mam czasu.
Fruzia dyga i odchodzi.
SCENA VIII
Major, Rotmistrz, Porucznik.
ROTMISTRZ
Na co odwlekać? Wcześniej, później trochę, zawsze cię to czeka.
MAJOR
Ach, mój kochany, dobrze i dzień cały.
ROTMISTRZ
Ale taką rzeczą41 ich odjazd nieprędko nastąpi.
MAJOR
Prawda i to. Odbyć potrzeba tę nieszczęsną rozmowę. Ach, wy sobie nie wystawiacie42, co to za rzecz straszna.
SCENA IX
Ciż sami, Fruzia.
Fruzia
Dygając.
Moja pani teraz, nie wieczorem, chce mówić z panem i zaraz tu przyjdzie.
MAJOR
Twoja pani, jak widzę, nie lubi powtarzać rozkazów.
FRUZIA
O, i bardzo nie lubi!
ROTMISTRZ
Do Porucznika.
Dla nas tu, widzę, dzisiaj miejsca nie ma. Chodźmy przejść się trochę albo jedźmy konno...
MAJOR
Nie zostawiajcie że mnie samego! Idźcie do ogrodu, bądźcie w odwodzie.
Odchodzą. Krótka scena niema. Major nie chce uważać43 Fruzi, która wdzięczy się z trzpiotostwa44. Odwraca się, pokręca wąsy, nuci. Jednak mimowolnie jak spojrzy, zaraz się odwraca, spotkawszy jej oczy. Nareszcie Fruzia na znak wchodzącej Orgonowej wychodzi.
SCENA X
Major, Orgonowa.
ORGONOWA
Jesteśmy sami.
MAJOR
Tak, jesteśmy sami.
ORGONOWA
W czterech słowach rzecz skończę.
MAJOR
Tego mi trzeba.
ORGONOWA
Sama mówić będę.
MAJOR
Tak, sama jedna.
ORGONOWA
Usiądźmy. Siadają. Z początku zaczynając...
MAJOR
A od końca nie można by zacząć?
ORGONOWA
Cóż to za myśl dzika.
MAJOR
Bardzo roztropna, bo pamiętam, com się dowiedział z przeszłej rozmowy, i jeśli teraz podobnie...
ORGONOWA
Jakim ty się, braciszku, z wiekiem gadułą zrobiłeś.
MAJOR
Milczę.
ORGONOWA
Do słowa przyjść nie mogę.
MAJOR
Słucham.
ORGONOWA
Ponieważ chcesz służbę porzucić...
MAJOR
Ale ja nie chcę służby porzucać.
ORGONOWA
Na co to kryć?
MAJOR
Szczerze mówię.
ORGONOWA
Na wsi chcesz osiąść.
MAJOR
Ani myślę.
ORGONOWA
Tylko nie sprzeczaj się ze mną, bo nigdy nie skończę.
MAJOR
Słucham więc.
ORGONOWA
Bardzo robisz rozumnie, ale trzeba... Trzeba, trzeba, krótko mówiąc, abyś się ożenił.
Major
Zrywając się.
Czyś waćpani szalona?
ORGONOWA
Grzecznie, nie ma co mówić.
MAJOR
Siadając.
Chciałem powiedzieć: „Chyba byłbym szalony!”.
ORGONOWA
Dlaczego?
MAJOR
Spojrzyj na mnie, a masz odpowiedź. Mnie, w tym wieku, brać młodą żonę? Co za myśl! Co za myśl! Nigdy małżeństwa nie byłem przyjacielem, a tym bardziej teraz. W obozie posiwiały, szabla i koń to moje były kochanki. A jeślim czasem pokochał, to po huzarsku: póki dobrze, póty miłość. I ja teraz mam się w amory45 wdawać? Byłbym szalony, a jeszcze szaleńsza ta, co by się za mnie wybrała46.
ORGONOWA
Ja więc dziś mówić nie będę.
MAJOR
Gadaj sobie waćpani na wszystkie cztery wiatry, gadaj do sądnego dnia, ale nie o moim ożenieniu.
ORGONOWA
Chwilę tylko cierpliwości; ożenienie ożenieniu nierówne.
MAJOR
Na stronie.
Zawsze diabła warte.
ORGONOWA
Nie wiesz, kogo ci za żonę przeznaczam.
MAJOR
Nie ciekawym.
ORGONOWA
Moją Zosię.
MAJOR
To dziecię?
ORGONOWA
Ma lat osiemnaście.
MAJOR
A ja pięćdziesiąt sześć; cztery lata starszy od waćpani.
ORGONOWA
Bez rachuby, bardzo proszę.
MAJOR
Nawet podobno waćpani pięćdziesiąty trzeci.
ORGONOWA
Same, widzę, obelgi odnoszę47 za moje dobre chęci.
MAJOR
Za dobre chęci dziękuję, a układu nie przyjmuję.
ORGONOWA
Zastanów się tylko, uparty Majorze. Dziewczyna na wsi bogobojnie wychowana, cały swój los zawdzięczać ci będzie. Będzie kochała, szanowała, więcej jak ojca niż męża. A ty, otoczony dziećmi...
MAJOR
Trudno, trudno.
ORGONOWA
Będziesz błogosławił chwilę, w której zostałeś powolny48 moim zamiarom. Nie gardź, proszę cię, szczęściem, które ci się zdarza.
MAJOR
Szczęściem nie gardzę, ale szczęścia nie widzę: zatruć czyją młodość dolegliwościami wieku starego i wystawić się na pośmiewisko całego pułku huzarów.
ORGONOWA
Co za troska! Niech no się trafi któremukolwiek z tego całego pułku huzarów młoda, ładna, dobra dziewczyna, a zobaczysz, że co innego drugiemu radzić, a co innego samemu działać. Dlatego proszę pana brata zaprzestać wszelkich narad z tym swoim Rotmistrzem, z tym swoim Kapelanem i z tym swoim wysmukłym Porucznisiem. Każdy odradzać ci będzie, a sam, gdyby mógł, ożeniłby się trzy razy. Namyśl się więc, ale sam, bardzo proszę.
Odchodzi.
SCENA XI
MAJOR
Krótkie namyślenie, bardzo krótkie. Mam rozum, Bogu dzięki. Woła przez okno. Chodźcie no, koledzy! Powiem im, czemu nie mam powiedzieć? Będą się śmieli wraz ze mną. Mnie się żenić? Mnie! Dreszcz mnie przechodzi. Młoda żona! Ha, ha, ha, piękną zacząłbym kampanię.
SCENA XII
Major, Rotmistrz, Kapelan, Porucznik.
MAJOR
Siadajcie Siadają wkoło stołu. Dowiedziałem się nareszcie o co chodzi. Fraszka! Co powiecie... Chcą mnie ożenić.
WSZYSCY
Ożenić?
MAJOR
Śmiejąc się.
Tylko ożenić.
PORUCZNIK
Z kim?
MAJOR
Z Zosią, moją siostrzenicą.
KAPELAN
Nie uchodzi, nie uchodzi.
PORUCZNIK
Na stronie.
Co słyszę! Do Majora. A Major?
MAJOR
I możesz się pytać.
ROTMISTRZ
Nie chce oczywiście.
MAJOR
Chybabym oszalał.
KAPELAN
Brawo.
MAJOR
Ale miarkuję49, że moje panie siostry nie tak łatwo odstąpią od zamiaru.
PORUCZNIK
Przymusić, nie przymuszą.
MAJOR
Zapewne. Ale chciałbym jak najmniej o tym słyszeć.
ROTMISTRZ
Niech gadają, a my nie słuchajmy.
MAJOR
Nie sposób nie słuchać.
ROTMISTRZ
Uprzykrzy im się nareszcie.
MAJOR
Co? Gadanie? Żartujesz, panie kolego.
PORUCZNIK
Trzeba to rozważyć.
MAJOR
Bylem się nie żenił.
KAPELAN
Nie uchodzi.
ROTMISTRZ
I ja tak myślę.
PORUCZNIK
I ja także. Ale cóż Zosia na to?
MAJOR
Jeszcze nie wiem.
ROTMISTRZ
Moje więc zdanie...
SCENA XIII
Ciż sami, Orgonowa, Zofia.
ORGONOWA
Cóż to? Rada wojenna.
Wszyscy wstają, milczenie.
MAJOR
Cicho do Rotmistrza przy nim stojącego.
Rotmistrzu, powiedz, proszę, że to być nie może.
ROTMISTRZ
Podobnież do Kapelana.
Kapelanie, powiedz jej, co myślisz.
KAPELAN
Do Rotmistrza.
Nie uchodzi, niech Major mówi.
ROTMISTRZ
Do Majora.
Powiedz, że nie chcesz.
MAJOR
Uradziliśmy...
ORGONOWA
Pewnie nic dobrego. Milczenie. Biorąc na stronę Majora. Zostańmy się sami.
MAJOR
Dziękuję, tego nie potrzeba.
ORGONOWA
Panowie pozwolą... Kłania się, oficerowie odchodzą. No Majorze, teraz możesz z Zosią...
MAJOR
Ależ, pani siostro...
ORGONOWA
Zostawiam was sam na sam.
MAJOR
Ale... Zatrzymaj się... Później...
ORGONOWA
Trzeba skończyć. Zosiu, słuchaj...
MAJOR
Idąc ku drzwiom.
Pozwól... Zaraz... Krew z nosa...
ORGONOWA
Ale wrócisz?
MAJOR
Wrócę, wrócę.
Odchodzi.
SCENA XIV
Orgonowa, Zofia.
ORGONOWA
Proszę sobie z głowy wybić wszystkie romanse, jakieś tylko kiedykolwiek słyszała albo może przypadkiem i czytała. Dla losu, nie dla miłości idzie się za mąż. Twój wuj jest człowiek uczciwy, ma dobrą wieś, która pewnie w inne wpadnie ręce, jeśli się z tobą nie ożeni.
ZOFIA
Ależ, kochana matko, mam nadto dobre o nim mniemanie, abym mogła myśleć, że mnie zechce mimo mojej woli.
ORGONOWA
Jak to: „mimo woli”? Czyż masz waćpanna inną jak matki wolę?
ZOFIA
Wypełnić ją mogę, ale mieć tę samą trudno sercu rozkazać.
ORGONOWA
Tylko nic o sercu.
ZOFIA
Nareszcie, może on nie zechce dla siebie samego.
ORGONOWA
Zechce, jak ty zechcesz. Znam go dobrze, nieraz mi już ustąpił dlatego tylko, aby się nie sprzeczać.
ZOFIA
Dlaczegoż, kochana matko, koniecznie pragniesz tego małżeństwa?
ORGONOWA
Dla twojego szczęścia.
ZOFIA
Ale jeśli to będzie moim nieszczęściem?
ORGONOWA
Nadtoś jeszcze młoda, byś to nadal50 rozpoznać mogła. Matka za córkę stanowić powinna.
ZOFIA
Jestem jednak w stanie poznać, że jego wiek z moim wcale niestosowny.
ORGONOWA
Jak się ząbki przecierają! Kto by się spodziewał... Wiek niestosowny! Młodzik jaki, trzpiot, byłby waćpannie dogodniejszy?
ZOFIA
Ten, co by mi się podobał, byłby najdogodniejszy.
ORGONOWA
Dość tego... Więcej ani słowa... Nie pójdziesz za Majora, to wiesz, co cię czeka.
ZOFIA
Ach, kochana matko, cóż ja ci przewiniłam.
Płacze.
ORGONOWA
Słuchaj, Zosiu, ja cię kocham, szczerze twego szczęścia pragnę. Nie bądź więc dzieckiem, nie opuszczaj losu, który ci się zdarza. Mój brat jest charakteru łagodnego, ulegającego, żona z nim zrobi, co zechce. Tylko nie trzeba tracić odwagi, jeśli zrazu znajdą się trudności. Każdy mąż z początku o tym tylko myśli, aby nie dać się zawojować. Sroży się, puszy, rozkazuje, wszystko na swoim postawić musi, pan, pan samowładny, pierwszych tygodni. Ale tylko cierpliwości, tylko cierpliwości. Zmorduje go, sprzykrzy mu się ciągła walka i ciągła straż siebie samego. A żona rozumna co sobie raz ułoży, nigdy odstąpić nie powinna. I jedną zawsze drogą, krok po kroku stawiając, powoli, powoli, ale niechybnie dojdzie do celu, a tym jest: być panią w domu Z pokorą, a pana uznawać. Zostawiam cię; bądź rozsądna, bądź posłuszna matce, a dobrze wyjdziesz. Major tu zaraz będzie, staraj mu się podobać Głaszcząc ją pod brodą i pamiętaj, że na tym twoim zamęściu polega szczęście twojej matki.
Odchodzi.
SCENA XV
Zofia, później Porucznik.
ZOFIA
Po krótkim myśleniu.
Myślę, myślę i pewnie nic dobrego nie wymyślę. Matce oprzeć się trudno; szczęścia wyrzec się trzeba. Ach, Edmundzie! Edmundzie! Nic nie będzie z naszej miłości.
PORUCZNIK
Który się był zatrzymał w głębi.
Skądże ta smutna wróżba?
ZOFIA
Dobrze, żeś nadszedł. Radź czym prędzej... Zmiłuj się... Radź, co robić, bo zginiemy oboje.
PORUCZNIK
Zginiemy? A to dlaczego?
ZOFIA
Czyż nie wiesz, że jest wolą mojej matki, abym poszła za Majora?
PORUCZNIK
I cóż stąd?
ZOFIA
Edmundzie, cóż to za pytanie? Miałożby twoje oświadczenie przed chwilą nie być szczere? Miałożby mnie zawieść serce moje?
PORUCZNIK
Ani jedno, ani drugie. Matka chce wydać cię za Majora, a ja właśnie z jego oświadczeniem przychodzę, że bardzo cię kocha i właśnie dlatego, że kocha, żenić się z tobą nie myśli i nie chce.
ZOFIA
To jeszcze nie koniec.
PORUCZNIK
Droga Zofio! Miejmy nadzieję, chciejmy ją mieć. Od chwili jak cię tu zoczyłem51, jakieś niewymowne przeczucie szczęścia duszę moją napełnia. Ciebie tu spotykam, ciebie, którą od tak dawna na próżno szukałem.
ZOFIA
I mego ojca wszystkie starania były daremne. Nie mógł się nawet dowiedzieć, z którego pułku byli żołnierze, na których czele wyrwałeś go śmierci, a mnie najokropniejszemu nieszczęściu. W ostatniej życia godzinie wspominał cię z wdzięcznością i mnie ją przekazał w jedynej spuściźnie.
PORUCZNIK
Więcej niż wdzięczność, zyskałem miłość twoją.
ZOFIA
Najszczerszą i najświętszą, bo uprawnioną ostatnią wolą ojca.
PORUCZNIK
Innych praw nie roszczę.
ZOFIA
A mogęż zapomnieć...
PORUCZNIK
Kochana Zofio! Wierz mi... Moja czynność wychodzącym z niebezpieczeństwa zdała się dziełem anioła. Ale, w rzeczy, ledwie warto ją wspomnieć. Żałowałem tylko, że zbliżający się nieprzyjaciel nie dozwolił mi zabezpieczyć dalszej waszej podróży i że w tym zamieszaniu żadnej a żadnej, nawet o waszym nazwisku, nie powziąłem wiadomości.
ZOFIA
Mój ojciec w podróży został przymuszony nagłą słabością zatrzymać się dni kilka w domku jednego leśniczego. W trzy dni po przechodzie52 naszego wojska stanęło we wsi kilkuset różnej broni żołnierzy. Rabunek zaczął się wkrótce i do tego stopnia doszedł wściekłości, że podpalano domy bez żadnej przyczyny. Odciągnięta od ojca, widziałam już zajmujący się dach, gdy głos twój słuch mój uderzył. Zdało mi się zaraz wtenczas, że słyszę głos znajomy. I potem, ile razy cię wspominałam, zawsze jak dawną znajomość. Serce moje twoim było, nim się jeszcze zbliżyłeś do niego.
PORUCZNIK
Jak ja, tak i każdy oficer byłby cię ojcu powrócił i kazał pożar ugasić. Szczęście więc tylko moje, że mnie się to trafiło. Patrz, Zofio, wstążka, którą upuściłaś. Od tego czasu nie zeszła z serca mego; nie wiedząc gdzie, kto jesteś, jej wierny byłem.
ZOFIA
Z osobna, widzę, Bóg przyjął przysięgi nasze. Ale, Edmundzie, moja matka nic o tym nie wie. Nieszczęściem rodzice moi nie żyli z sobą od lat dziesięciu i dość byłoby powiedzieć, że to było wolą męża, aby ją nieprzebłaganą na zawsze uczynić.
PORUCZNIK
Nic więc jej jeszcze o tym nie mówmy.
ZOFIA
Zwierz się Majorowi, wezwijmy jego pomocy.
PORUCZNIK
Mógłbym ufać jego pomocy, gdyby tylko nie w tej mierze53. Jest niezwyciężonym nieprzyjacielem małżeństwa i choćby mi nie przeszkadzał, straciłbym pewnie jego przyjaźń, może i szacunek.
ZOFIA
Nieszczęsne uprzedzenia!
PORUCZNIK
Z drugiej strony jestem pewny, że moim rywalem nie będzie. Raz, że się mniej boi całego szwadronu54 nieprzyjacielskiego niż jednej żony. A po wtóre, że nadto szlachetnie myśli, aby chciał być sprawcą czyjegokolwiek nieszczęścia.
ZOFIA
Ale wiedz jeszcze o tym, że jeżeli nie pójdę za niego, Smętosz, obrzydły człowiek, głupi, brudny, stary lichwiarz, moją rękę ma otrzymać.
PORUCZNIK
Czy podobne, aby matka...
ZOFIA
Podług niej, majątek szczęściem, a do tego, mówiąc między nami, jest trochę uparta.
PORUCZNIK
To źle, bardzo źle.
Myśli.
ZOFIA
Jednak kochających, mówią, Bóg nie opuszcza. Może matka zmiękczy się prośbami naszymi.
PORUCZNIK
Po krótkim milczeniu.
Nie, na niepewne losu nie stawiajmy.
ZOFIA
Cóż robić?
PORUCZNIK
Po krótkim milczeniu.
Przykra rzecz udawać, zwłaszcza z przyjaciółmi. Ale ich uprzedzenia, często nierozsądne, uprawniają poniekąd niewinne oszukaństwo. Trzeba więc, abyś oświadczyła Majorowi, że chcesz pójść za niego.
ZOFIA
Dla Boga! To pójdę.
PORUCZNIK
Tego się nie lękaj, ja ręczę. Twoja matka, widząc cię przychylną zamiarowi swojemu, nie straci nadziei przywieść go do skutku i odpowie Smętoszowi, a Major, coraz bardziej przynaglony, przyjmie łatwo ostrożnie podsuniętą myśl: mną wyręczyć siebie.
ZOFIA
Ach, to by dobrze było.
PORUCZNIK
Staraj mu się jednak podobać. Bo zakochać się nie zakocha, a dobrze będzie, jak pojmie, dlaczego ja kocham.
ZOFIA
Mam więc...
PORUCZNIK
Być matce powolna i Majorowi przyjazna.
ZOFIA
Jesteś jednak pewny, że nie zechce...
PORUCZNIK
Ach, tak pewny jestem jak ty mojej, a ja twojej miłości.
ZOFIA
Jakikolwiek skutek otrzymamy, Edmundzie, serce Zofii twoim do śmierci.
PORUCZNIK
Całując ją w rękę.
Już samo to zapewnienie jest moim szczęściem. Ale idź, uwiadom55 matkę o odpowiedzi Majora i postępuj sobie stosownie do naszego układu. Miłość i nadzieja niech naszym hasłem będzie.
ZOFIA
Do zgonu.
AKT II
Ten sam pokój. Zamiast broni pootwierane pudełka ze stroikami, zamiast szachów — zwierciadło. Na tureckiej głowie czepeczek, na celu suknia. Mapy i klatki sprzątnięte. Słychać za sceną trąbienie, a potem mocny wystrzał.
SCENA I
Fruzia, potem Józia, Zuzia.
FRUZIA
Wybiegając.
Józiu, Józiu! Zuziu! Józiu, Zuziu!
JÓZIA
Wbiegając.
Czego?
ZUZIA
Wbiegając.
Cóż tam?
FRUZIA
Biegając po pokoju.
Panie się zlękły, panie chcą zemdleć.
ZUZIA
Ku drzwiom biegnąc.
Dla Boga!
JÓZIA
Ku drzwiom.
Może zemdlały?
FRUZIA
Wybiegając.
Nie ma gdzie! Nie ma gdzie!
SCENA II
Major prowadzi Panią Orgonową, całkiem na nim wspartą, powoli do jej pokoju. Przy niej Zosia, za nią Fruzia. Poczekawszy, Rotmistrz prowadzi podobnież Panią Dyndalską z Józią. Przechodzą do swojego pokoju. Poczekawszy, Porucznik podobnież pannę Anielę. Grzegorz z drugiej strony, trąba w ręku, i przy drzwiach zostaje. Kapelan na końcu wchodzi z zawiązaną serwetą, staje w środku na przodzie sceny i tak nieporuszenie stoi do jej końca.
Słychać w pokojach.
Wody! Wody! Wody!
Grzegorz wybiega i wkrótce wraca; w jednej ręce trąba, w drugiej konewka ogrodowa.
FRUZIA
We drzwiach.
Wody!
Grzegorz ku niej biegnie.
JÓZIA
We drzwiach.
Wody!
Grzegorz ku niej biegnie.
ZUZIA
We drzwiach.
Wody! Prędzej!
Grzegorz wybiega za nią.
Dziewczęta i Porucznik przebiegają scenę w różnym kierunku z flaszeczkami, szklankami itd.
SCENA III
Major, Rotmistrz, Kapelan, Grzegorz.
Kapelan zawsze w swoim miejscu z założonymi rękoma. Grzegorz, zadyszany, w głębi.
MAJOR
Ocierając czoło.
Kto by się spodziewał!
ROTMISTRZ
Podobnież.
Któż to mógł przewidzieć!
MAJOR
Nie trzeba było stawiać pod samym oknem.
ROTMISTRZ
Wystrzał był za mocny.
MAJOR
W samej rzeczy, że mocny. Któż nabijał?
ROTMISTRZ
Grześ.
MAJOR
Pewnie dałeś więcej prochu?
GRZEGORZ
Troszeczkę, troszeczkę tylko, panie Majorze.
MAJOR
Chodząc.
Troszeczkę! U niego to nic nie znaczy! Troszeczkę! Otóż masz, co to troszeczkę narobiło.
ROTMISTRZ
Chodząc.
Nie byłyby się tak polękły56.
MAJOR
Chodząc.
Tak, nareszcie57 może byłaby jedna zemdlała.
ROTMISTRZ
Chodząc.
Tak, jedna, a niech i dwie.
MAJOR
Chodząc.
Tak, niech i dwie. Ale trzy!
ROTMISTRZ
Trzy od razu!
MAJOR
Trzy, trzy od razu!
KAPELAN
Posłać po doktora... Krew im puścić.
ROTMISTRZ
Nim przyjedzie...
MAJOR
Lepiej niech im Grześ krew puści.
KAPELAN
Nie uchodzi, nie uchodzi.
GRZEGORZ
Stojąc prosto przed Majorem.
Panie Majorze, podejmuję się.
KAPELAN
Nie można.
MAJOR
Ale kiedy umie... Sam widziałem... Puszczał raz mojemu trębaczowi, jak go koń uderzył... Prawda, że nie do razu, ale jednak...
SCENA IV
Ciż sami i Porucznik.
PORUCZNIK
Przecie nasze damy przyszły do siebie. Pani Orgonowa ma jeszcze tylko spazmatyczne ziewanie... Pani Dyndalska lekką kolkę... A panna Aniela cokolwiek dreszczy.
GRZEGORZ
Pan Major nie każe?
MAJOR
Już nie potrzeba.
Grzegorz odchodzi.
PORUCZNIK
Wszystko ustanie po chwili spoczynku.
MAJOR
Bogu dzięki.
ROTMISTRZ
Chodźmy na obiad.
FRUZIA
Wchodzi, dygając przed Majorem.
Moja pani prosi pana, abyś pan kazał, aby konie w stajni nie hałasowały. Bardzo tupią i kichają, a to szkodzi nerwom mojej pani.
Odchodzi.
Oficerowie spoglądają na siebie w milczeniu.
ROTMISTRSZ
Nerwom szkodzi.
MAJOR
Koniom kazać, aby nie hałasowały. Grzesiu! Grzegorz wchodzi, Rotmistrz i Major chodzą. Konie ze stajni wyprowadzić.
GRZEGORZ
Dokąd?
MAJOR
Dokąd chcesz... Niech koczują.
Grzegorz odchodzi, Józia wchodzi.
JÓZIA
Dygając przed Majorem.
Moja pani prosi, aby pan kazał powynosić z domu wszystkie armaty, fuzje58 i pałasze59, bo się lęka nowego przypadku i spać nie może.
Józia odchodzi, chwila milczenia.
ROTMISTRZ
Armaty powynosić.
MAJOR
I pałasze. Grzesiu! Grzegorz wchodzi. Broń zebrać i na strych wynieść.
Grzegorz odchodzi, Zuzia wchodzi.
ZUZIA
Dygając przed Majorem.
Moja pani prosi, abyś pan kazał zakadzić pod oknami, bo proch bardzo śmierdzi, z czego dreszcz się powiększa.
Odchodzi, chwila milczenia.
MAJOR
Grzesiu!
ROTMISTRZ
Czegoż chcesz?
Grzegorz wchodzi.
MAJOR
Kazać zakadzić.
ROTMISTRZ
Na dworze?
KAPELAN
Bądźcie zdrowi.
MAJOR
Dokąd?
KAPELAN
Jadę.
ROTMISTRZ
Odstępujesz nas?
KAPELAN
Nie wytrzymam.
ROTMISTRZ
A, to i ja pojadę.
MAJOR
A, to weźcież i mnie z sobą.
PORUCZNIK
Ale, moi panowie, jakże chcecie same damy zostawić?
MAJOR
One sobie tu poradzą.
PORUCZNIK
Ale one was nie puszczą.
MAJOR
Cicho! Ciszej. Trzeba w sekrecie odjechać.
ROTMISTRZ
Cicho.
Trzeba uciec w sekrecie.
KAPELAN
Uciekajmy.
MAJOR
Do Grzegorza cicho.
Kulbaczcie60 konie.
PORUCZNIK
Majorze, Rotmistrzu!
MAJOR
Pst... Zbierzmy się...
ROTMISTRZ
I w nogi.
Odchodzą na palcach do swoich pokojów.
PORUCZNIK
Sam.
A to pięknie! Jechać nie mogę... Sam nie zostanę... Co tu robić? Trzeba przeszkodzić tej ucieczce. Gdybym mógł...
Idzie ku drzwiom Zofii, powoli otwiera. Na jego znak Zofia wychodzi.
SCENA V
Porucznik, Zofia.
PORUCZNIK
Zofio, źle się dzieje.
ZOFIA
Cóż takiego?
PORUCZNIK
Major, Rotmistrz i Kapelan, przestraszeni tym, co się stało, a bojąc się jeszcze bardziej, co ich nadal czeka, ułożyli ucieczkę.
ZOFIA
Jak to? Chcą odjechać?
PORUCZNIK
Tak jest, tajemnie. Idź, powiedz to matce. Tylko nie mów, że wiesz ode mnie. Ja także z nimi muszę się wybierać.
ZOFIA
Cóż pomoże moja matka?
PORUCZNIK
Już ona sobie poradzi, tylko idź i powiedz.
Odchodzą w przeciwne strony.
Major, Rotmistrz i Kapelan wychodzą bardzo ostrożnie i na palcach powoli postępują; mantelzaczki61 pod pachą, przy pałaszach. Dają sobie znak, aby być cicho, a zszedłszy się na środku, wychodzą, oglądając się i powoli.
Fruzia, a potem Józia i Zuzia przebiegają ze drzwi do drzwi jak w scenie drugiej.
SCENA VI
Orgonowa, Dyndalska, Aniela, Fruzia, Józia, Zuzia.
Wybiegają ze swoich pokojów; za każdą służąca, kończąca ją ubierać. Stają bez tchu na przodzie sceny w koło, tuż koło siebie. Żadna przemówić nie może.
Chwila milczenia.
DYNDALSKA
Odetchnąwszy.
Chcą uciekać!
ANIELA
Uciekać!
ORGONOWA
...ciekać!
DYNDALSKA
Nie puszczać!
ORGONOWA
Biegaj, Dyndalsiu!
DYNDALSKA
Skocz, Anielko!
ANIELA
Do dziewcząt.
Biegajcie!
ORGONOWA
Czekajcie!... Proście... Major niech tu przyjdzie... Nie odstępujcie go i kroku62... Biegajcie!
SCENA VII
Orgonowa, Dyndalska, Aniela.
Siadają.
ORGONOWA
Rzecz niesłychana!
ANIELA
Nie do uwierzenia.
DYNDALSKA
Sprawka panów doradców.
ORGONOWA
Nie inaczej, sam by nie śmiał.
DYNDALSKA
Panu Rotmistrzowi wszystko nie na rękę.
ORGONOWA
I Kapelanowi.
ANIELA
Albo i Porucznikowi.
ORGONOWA
Ten nic nie znaczy.
ANIELA
Nie wierz temu, siostruniu.
ORGONOWA
Już ja ci ręczę. On ani pomoże, ani zaszkodzi. Jest czy go nie ma, wszystko jedno. Ale ci starzy, ci starzy, jak zaczną ruszać wąsiskami, to by w ogień wlazł jeden za drugim.
DYNDALSKA
Póki będą ze sobą, póty próżne nasze starania. My gadamy, gadamy, a pan kolega kiwnie głową i jużci po wszystkim.
ORGONOWA
Rotmistrz najstraszniejszy.
ANIELA
Kiedy tak... Poświęcę się dla waszego dobra: pójdę za niego.
DYNDALSKA
Ależ on ma rozum, kochany aniołku.
ANIELA
A dowcip waćpani.
ORGONOWA
Niech się stara mu podobać... Albo go podbije, albo go wystraszy. Zatem zawsze dobrze.
ANIELA
Chcę wam służyć mimo waszych urągań i zobaczycie, że swego dokażę.
ORGONOWA
Majora rozczulać.
DYNDALSKA
Nie dać mu odetchnąć.
ORGONOWA
Ani momentu. Jak go zmęczymy, to na wszystko przystanie. Ja go znam dobrze.
DYNDALSKA
Kapelana z obydwoma poróżnić.
ORGONOWA
Ile możności mu dokuczać.
DYNDALSKA
Zręcznie słówko wsunięte najlepszych często poróżni przyjaciół.
ORGONOWA
Już ja to biorę na siebie. Na waszym świadectwie polegam.
ANIELA
Otóż i Major.
SCENA VIII
Orgonowa, Dyndalska, Aniela, Major i dziewczęta.
Fruzia wchodzi poważnie, za nią Major, za nim Józia i Zuzia; stają przy drzwiach, chichotając się między sobą. Chwila milczenia. Na znak Orgonowej dziewczęta odchodzą.
ORGONOWA
Witamy z podróży.
Major się kłania.
DYNDALSKA
Po krótkim milczeniu.
Gdzież się pan brat wybierał?
MAJOR
Chciałem konia przejechać.
ORGONOWA
Konia przejechać?
MAJOR
Konia przejechać.
ORGONOWA
Tak, mały spacer zrobić?
MAJOR
Mały spacer zrobić.
ORGONOWA
I wrócić?
MAJOR
Z westchnieniem.
I wrócić.
ORGONOWA
Prędko?
MAJOR
Tak... To jest... Nie wiem... Bo to...
ORGONOWA
Na co to udawać? Lepiej prawdę powiedzieć.
MAJOR
Dobrze waćpani mówisz. Nie umiem i nie chcę udawać.
Wstają.
ORGONOWA
Chciałeś od nas więc odjechać?
MAJOR
Chciałem.
ORGONOWA
Same zostawić?
MAJOR
Same zostawić.
ORGONOWA
Tajemnie?
MAJOR
Bez pożegnania.
ORGONOWA
Do tego stopnia posunąłeś niegrzeczność.
MAJOR
Mylisz się waćpani, to nie była niegrzeczność.
ORGONOWA
Tylko uprzejmość.
MAJOR
Nie inaczej.
ORGONOWA
W nowym wcale63 sposobie: od gości w domu odjeżdżać.
MAJOR
Myślałem, że im beze mnie lepiej będzie. Nie umiem, przyznam się, dam przyjmować, i przy najlepszej chęci mógłbym nabroić z niewiadomości64 wiele złego. Już raz z mojej winy dostałyście mdłości. Któż ręczy, że nie pomrzecie, jak was jeszcze lepiej uczcić zechcę? Mógłżem zgadnąć, że konie powiększają spazmy, proch dreszcz, a pałasze kolki? I mogęż wiedzieć, czego wam trzeba, a czego nie trzeba?
ORGONOWA
Wszystko byś wiedział, gdybyś był kontent65 z naszego przybycia. Ale, niestety! Siostry kochające cię... Siostry dawno cię niewidzące...
DYNDALSKA
Utęsknione brata uściskać...
ORGONOWA
Mimo wszelkich trudności, wybierają się do ciebie...
DYNDALSKA
W najniegodziwszą drogę...
ANIELA
Ugrzęzłyśmy dwa razy.
MAJOR
Z westchnieniem na stronie.
Ach, któż was wyciągnął na moją biedę?
ORGONOWA
Przyjeżdżają zająć się twoim szczęściem...
DYNDALSKA
Troskliwe o twoje dobro...
ORGONOWA
I tak je przyjmujesz?
ANIELA
Chcesz porzucać.
ORGONOWA
Uciekasz od nich.
DYNDALSKA
Bez względu na ich słabe zdrowie...
ORGONOWA
Nerwy nadwerężone.
DYNDALSKA
Takaż to miłość braterska!
ORGONOWA
Taka wdzięczność! Ach, to boli!
Zaczyna płakać.
MAJOR
Ale, moja pani siostro...
DYNDALSKA
Niewdzięczność. I od brata!
Zaczyna płakać.
MAJOR
Do Dyndalskiej.
Ale, pani siostro...
ANIELA
Odpycha serca nasze!
Zaczyna płakać.
MAJOR
Ale, moja panno siostro...
ORGONOWA
Bądźże tu uczynna. Ach! Ach!
DYNDALSKA
Ach! Ach!
ANIELA
Ach! Ach!
DYNDALSKA
Rzucając się na krzesło.
Kolki!
ANIELA
Podobnież.
Słabo mi.
ORGONOWA
Podobnież.
Spazmy!
MAJOR
Tylko nie mdlejcie, dla Boga! Milczenie. Mdleją, co tu robić? Hej! Jest tam kto? Wody! Wódki! Octu! Czy pogłuchli... Grzesiu! Grzesiu! Wracając się ku nim. Mdleją, co robić? Grzesiu, wystrzel z moździerza!
Zrywają się wszystkie.
ORGONOWA
Nie wystrzel, nie wystrzel!
DYNDALSKA
Dla Boga! Nie wystrzel.
ANIELA
Już mi trochę lepiej.
MAJOR
Moje panie siostry, gadajcie, róbcie co chcecie, tylko nie mdlejcie. Bo do wszystkich diabłów...
ANIELA
Ach, fi! Co za brzydkie słowo!
MAJOR
Widzisz waćpanna, że ani dam przyjmować, ani z nimi umiem rozmawiać. Jednak co każecie, wypełnię, prócz jednego: ożenienia. Tym służyć nie mogę.
Dyndalska i Aniela, którym Orgonowa szepnęła, wychodzą do jej pokoju.
SCENA IX
Orgonowa, Major.
ORGONOWA
Któż waćpana do ożenienia zmusić może? Kto waćpana ciągnie do ołtarza? Wszak wszystko od twojej woli zależy i tylko uprzejmości trochę od ciebie żądamy. Bądź z nami dni kilka. Wierz, że szczerze radzimy. Nie słuchaj kolegów i staraj się poznać Zosię.
MAJOR
Na co to się wszystko przyda?
ORGONOWA
Przynajmniej jedno słowo przemów do niej. Dlaczegoż tak niemiłosiernie gardzisz tym biednym dziecięciem! Płaczu biedaczka utulić nie może.
MAJOR
Znowu płacz. A to wszyscy...
ORGONOWA
Otóż i ona... Zofia przychodzi. Zostawiam was sam na sam. Spodziewam się, że się sobie podobacie. Do Majora na stronie. Miej wzgląd na jej młodość. Do Zofii na stronie. Bądź rozsądna, o twój los idzie.
SCENA X
Major, Zofia.
Chwila milczenia.
MAJOR
Mościa panno...
ZOFIA
Kochany wuju.
MAJOR
Łagodniej.
Moja panienko.
ZOFIA
Co każesz?
MAJOR
Łagodniej.
Moja Zosiu.
ZOFIA
Słucham.
MAJOR
Na stronie.
Diabli nadali taką sprawę! Do Zofii. Zapewne... Bez wątpienia... Oczywiście... Wiesz to... Ten... To jest, zamiar twojej matki względem... Względem...
ZOFIA
Wiem.
MAJOR
Cóż ty na to?
ZOFIA
Ja, nic.
MAJOR
Mów szczerze.
ZOFIA
Szczerze mówię. Na stronie. Pierwsze kłamstwo.
MAJOR
Więc nic?
ZOFIA
Nic.
MAJOR
Na stronie.
Rzecz dziwna! Do Zofii. Jednak cię to trochę martwi?
ZOFIA
Bynajmniej.
MAJOR
Widzę z oczów.
ZOFIA
Mylisz się waćpan dobrodziej.
MAJOR
Mylę się? Na stronie. Rzecz dziwna! Jak to tej biedaczce powiedzieć: „Ja ciebie nie chcę”? Czy diabli nadali! Do Zofii po krótkim myśleniu. Moja panienko, chciałbym, abyśmy się mogli zrozumieć.
ZOFIA
I ja tego jedynie pragnę.
MAJOR
Dla dobra nas obojga.
ZOFIA
Na stronie.
Ach, Edmundzie, Edmundzie, jakże trudną mi dałeś rolę!
MAJOR
Twój los szczerze mnie zajmuje.
ZOFIA
Na stronie.
I ja go muszę zwodzić!
MAJOR
Powiedz mi więc: chcesz iść za mąż?
ZOFIA
Tak jest.
MAJOR
Za mnie?
ZOFIA
Po krótkim wahaniu się, cicho.
Tak jest.
MAJOR
To niedobrze.
ZOFIA
Dlaczego?
MAJOR
Dlaczego?
ZOFIA
Tak jest, dlaczego niedobrze?
MAJOR
Zdaje mi się, że waćpanna możesz to łatwo zmiarkować.
ZOFIA
Wcale nie.
MAJOR
Przynajmniej dobrego nic nie widzisz?
ZOFIA
I owszem.
MAJOR
I owszem? Na stronie. Rzecz dziwna! Do Zofii. Mnie się zdaje, że nie byłabyś szczęśliwa.
ZOFIA
Od niego66 to zależeć będzie.
MAJOR
Ach, nie tylko od mojej woli zależeć będzie, ale i od wielu, wielu okoliczności.
ZOFIA
Te trudno przewidzieć.
MAJOR
Po części, moja panienko, po części. Nigdy nie zgłębiałem, co stanowi istotne szczęście w małżeństwie. Mniemam jednak, że dwie osoby dobierać się powinny jak para koni: równy chód, równy zwrot, równy ogień. Wtedy dobrze się jedzie, a mniej się morduje. Ale kiedy jeden bystry, a drugi leniwy, ten miękki, tamten twardousty67, ten ciągnie, tamten skacze, to diabła warto! Prawda, panienko? Powiedzże mi teraz waćpanna, jakbyśmy się pobrali, do której pary koni będziemy podobni? Do pierwszej czy do drugiej? Podobność68 do drugiej: waćpanna byś biegła, ja się już potykam; waćpanna byś skakała, ja już pokaszluję. Śmiej się, śmiej. Lepiej śmiać się, niż głupstwo zrobić.
ZOFIA
Nie myśl, ale porównanie rozśmieszyło mnie trochę.
MAJOR
Więc bez porównania. Waćpanna młoda, lubisz bawić się. I dobrze, że lubisz, bo to na to pora. Potrzebujesz zatem męża, co by się także lubił bawić; co by cię woził na spacery, uczty, bale, do teatrów, co by po nocy na piszczałce przygrywał gdzieś tam nad strumykiem, gdzieś tam przy księżycu, jak to tam w waszych romansach opisują. A ja, moja panienko, nie do tego. W dzień służbą zajęty, wieczór fajkę palę, a w nocy chrapię, aż się okna trzęsą.
ZOFIA
Czyliż tylko uciech i rozrywek w małżeństwie upatrywać trzeba? Jestże młodość wieczna, abyśmy zapominali o późniejszym wieku? Za nic że liczyć uczciwość, łagodność, stałość charakteru tego, z którym mamy przebyć jak wiosnę, tak i zimę życia naszego? Męskimi tylko cnotami mężczyźni zyskać mogą nasze serca. Dobra sława męża jest także sławą żony, a jednostajna spokojność jest podług mnie istotnym szczęściem.
MAJOR
Bardzo rozsądnie. Bardzo, bardzo rozsądnie. Z tym wszystkim mój wiek...
ZOFIA
Wiek doświadczenia.
MAJOR
Niektóre dolegliwości...
ZOFIA
Któż bez nich?
MAJOR
Moje wady...
ZOFIA
Któż ich nie ma?
MAJOR
Ja sam czuję, że można być grzeczniejszym, przyjemniejszym w towarzystwie. Trudno mi się będzie odmienić, nie umiem w bawełnę owijać.
ZOFIA
Dowodzi otwartości.
MAJOR
Przykra czasem bywa ta żołnierska otwartość.
ZOFIA
I owszem.
MAJOR
I owszem? Na stronie Rzecz dziwna! Dziewczyna młoda, ładna a rozsądna... Rzecz dziwna! Do Zofii. Ale, moja panienko, nie mówiąc o tobie, wiele bardzo idzie za mąż dla zyskania wolności... Wolności... Rozumiesz waćpanna, jak ja to rozumiem? Jeślim więc na męża nie stworzony, to tym więcej nie na takiego, co by cierpiał pewne figle.
ZOFIA
Zbytecznej wolności, wolności bez granic nie pragnę, ale i niewoli w małżeństwie nie spodziewam się znaleźć. Wzajemne we wszystkim obowiązki rządzić powinny.
MAJOR
Bardzo rozsądnie. Na stronie. I chce pójść za mnie... Rzecz dziwna! Do Zofii. Z tym wszystkim... Ja myślę... Że potrzeba by...
ZOFIA
Śmiejąc się.
Wyraźnie, wyraźnie, kochany wuju.
MAJOR
Na stronie.
Rozsądna!... Chce pójść za mnie, żal mi ją zmartwić. Do Zofii. Bo widzisz moja Zosiu, że...
ZOFIA
Na co przyczyn szukać? Nie znasz mnie jeszcze waćpan dobrodziej... To dosyć... Ale mnie poznać możesz... Zostawmy więc czasowi, a mam nadzieję zyskać na tym.
MAJOR
Nietrudno ci to będzie, moja Zosiu.
ZOFIA
Czy tak?
MAJOR
Zbliżając się.
Z tymi oczkami.
ZOFIA
O! Nie o tym mowa.
MAJOR
Z tą buzią.
ZOFIA
O, bardzo proszę.
MAJOR
Biorąc ją za rękę.
Z tą rączką.
ZOFIA
Panie Majorze!
MAJOR
Obejmując ją.
Z tym kształtem, z tymi...
ZOFIA
Dla Boga, co to jest?
MAJOR
Ja się sam dziwię.
ZOFIA
Spodziewam się.
MAJOR
Wszystkiego się spodziewaj.
ZOFIA
Wyrywając się.
Ach, tego nadto!
MAJOR
Jeszcze mało!
Zofia wybiega do swojego pokoju.
SCENA XI
MAJOR
Prostując się.
Ech! Ech, że mi teraz uszła! Chodzi, prostując się. Odmłodniałem, odmłodniałem... Dalibóg czuję, że odmłodniałem... I nie dziw; luba dziewczyna, ładna dziewczyna, rozsądna, gwałtem chce iść za mnie! Gdybym się ożenił? Niech się, co chce, dzieje... Nie, to nie, niech się nie dzieje, co chce... Ale ja... Tylko, że to... Bo znowu, z drugiej strony... Ale jednak... Nareszcie w przypadku... A diabła tam, źle! Co tu robić?
SCENA XII
Major, Dyndalska.
DYNDALSKA
No, panie bracie, jakże stoją interesa69?
MAJOR
Różnie, różnie.
DYNDALSKA
Zosia zmieszana, waćpan zamyślony. Dobry znak.
MAJOR
Znak nie zły, to prawda.
DYNDALSKA
Jakże ci się podobała?
MAJOR
Ładna dziewczyna, nie ma co mówić.
DYNDALSKA
A widzisz.
MAJOR
Miła.
DYNDALSKA
A widzisz.
MAJOR
Dobra.
DYNDALSKA
A widzisz.
MAJOR
Rozsądna.
DYNDALSKA
Nie mówiłam?
MAJOR
Bardzo rozsądna.
DYNDALSKA
To wszyscy wiedzą.
MAJOR
Gwałtem chce iść za mnie.
DYNDALSKA
Gwałtem.
MAJOR
To nie źle.
DYNDALSKA
Bardzo dobrze.
MAJOR
Ale z drugiej strony...
DYNDALSKA
Nie ma drugiej strony... Podobała ci się?
MAJOR
Podobać się, podobała.
DYNDALSKA
Więc się żeń.
MAJOR
Żeń się. Łatwo mówić.
DYNDALSKA
Cóż ci przeszkadza?
MAJOR
Co przeszkadza?
DYNDALSKA
Na przykład?
MAJOR
Zgadnij waćpani.
DYNDALSKA
Nie chcę zgadywać.
MAJOR
Lat pięćdziesiąt sześć.
DYNDALSKA
Fraszki.
MAJOR
Jej lat osiemnaście.
DYNDALSKA
Fraszki.
MAJOR
Złe stąd skutki.
DYNDALSKA
Fraszki.
MAJOR
A, diabła tam fraszki!
DYNDALSKA
Kobiety prędko się starzeją.
MAJOR
No, to prawda.
DYNDALSKA
Zosia ma lat osiemnaście?
MAJOR
Osiemnaście.
DYNDALSKA
Za dziesięć lat będzie miała dwadzieścia osiem.
MAJOR
To prawda.
DYNDALSKA
Za piętnaście: trzydzieści trzy.
MAJOR
Prawda.
DYNDALSKA
I już po młodości.
MAJOR
I to prawda.
DYNDALSKA
Cóż za wielka różnica między wami?
MAJOR
A jużci!
DYNDALSKA
Żadnej.
MAJOR
Jest, jest, nie ma co mówić.
DYNDALSKA
Bardzo mało. A potem70 waćpan nie masz pięćdziesięciu sześciu lat.
MAJOR
A mam, mam.
DYNDALSKA
Ale nie masz.
MAJOR
Przecież muszę wiedzieć.
DYNDALSKA
Ale ja mówię, że nie masz.
MAJOR
Mylisz się, mylisz.
DYNDALSKA
Ale nie mylę.
MAJOR
Mam metrykę.
DYNDALSKA
Nic nie znaczy. Aniela ma czterdziesty, a ja czterdziesty drugi skończę. Pani Orgonowa zacznie czterdziesty szósty, a waćpan o cztery lata starszy, więc masz rok pięćdziesiąty. Rzecz jasna.
MAJOR
Chyba myłka71 w metryce.
DYNDALSKA
Pewnie.
MAJOR
No, pięćdziesiąt to co innego.
DYNDALSKA
A potem72 powiedz mi, czy nigdy ci się nie trafiało widzieć szczęśliwego małżeństwa, a nierównego wieku.
MAJOR
I owszem. Właśnie niedawno pan prezes Rodosław ożenił się z młodą osobą.
DYNDALSKA
I kontent?
MAJOR
Kontent.
DYNDALSKA
Szczęśliwy?
MAJOR
Szczęśliwy... Tylko mówią, że jego własny sekretarz...
DYNDALSKA
Sekretarz, sekretarz... Ale ty nie masz sekretarza.
MAJOR
I to prawda. A! A! Pan Fontaziński od trzech lat z młodziuchną żoneczką...
DYNDALSKA
Żyje dobrze?
MAJOR
Dobrze... A diabła tam! Zapomniałem, przeszłego roku musiał się rozwieść i jeszcze za rozwód zapłacić.
DYNDALSKA
Ależ bo wyszukujesz przykłady...
MAJOR
Młody Radost, co to się dla dożywocia73 ożenił...
DYNDALSKA
Żyje szczęśliwie.
MAJOR
Żył dosyć szczęśliwie, tylko że wkrótce zwariował i zamknąć go musiano.
DYNDALSKA
Na cóż szukać daleko? Wiesz, w jakim wieku był nieboszczyk Dyndalski, kiedym szła za niego. Jednak, Bóg widzi, nie miał przyczyny narzekać na mnie.
MAJOR
To prawda. Ale też nieboszczyk był zawsze jak nieboszczyk. Waćpani robiłaś, coś chciała.
DYNDALSKA
Poczciwa dusza! Wreszcie, on tak chciał. A waćpan, jak zechcesz, to żona będzie robiła, co jemu się podoba; wszystko zależy od układu.
MAJOR
I to prawda... Nie ma co mówić... Wszystko od układu zależy.
DYNDALSKA
Pójdę więc...
MAJOR
Ale czekaj no...
DYNDALSKA
Spuść się na74 mnie.
MAJOR
Ale bo...
DYNDALSKA
Bądź spokojny.
MAJOR
Nareszcie...
DYNDALSKA
Rzecz skończona.
MAJOR
Tylko niech to jeszcze między nami zostanie. Muszę wprzódy...
DYNDALSKA
Z koleżkami się naradzić.
MAJOR
Oczywiście.
DYNDALSKA
Niepotrzebnie.
MAJOR
O, proszę...
DYNDALSKA
Niech i tak będzie. Na stronie. Nie traćmy czasu.
Odchodzi.
SCENA XIII
MAJOR
Sam.
No, kiedy mi kto co do rozumu powie, to i ja umiem ustąpić, nie jestem uparty. Nie utrzymuję złego dlatego, aby nie przyznać, że się dotąd błądziło... Luba dziewczyna! Ale ci co powiedzą? Hm, hm, hm... Miła dziewczyna! Otóż i oni; trochę natrętni, prawdę mówiąc.
SCENA XIV
Major, Rotmistrz, Kapelan, Porucznik.
MAJOR
Z przymuszonym uśmiechem.
Chcą mnie gwałtem ożenić, ale to powiadam wam, gwałtem.
ROTMISTRZ
One myślą, że trafiły na swego, z którym zrobią co zechcą, którego za nos będą wodzić, gdzie im się podoba.
Major marsa stawia75.
PORUCZNIK
Niech sobie daremnie głowy nie łamią. Ale zabawić tu z nami mogą.
MAJOR
Mam lat pięćdziesiąt.
ROTMISTRZ
Odpowiadając Porucznikowi.
Pewnie, że mogą, bo je trudno minami wysadzić.
MAJOR
Rozsądna wcale76 dziewczyna.
PORUCZNIK
Odpowiadając Rotmistrzowi.
Nawet nie należy im zupełnie odejmować nadziei dopięcia zamiaru. Niech się same powoli domyślą.
MAJOR
Z przymuszonym śmiechem.
Koniecznie chce iść za mnie.
ROTMISTRZ
Nie dowodzi wielkiego rozsądku.
MAJOR
Mam lat pięćdziesiąt.
PORUCZNIK
Odpowiadając Rotmistrzowi.
Kto wie, co ją zmusza. Może rozkaz matki... Może chęć stania się jej pomocną...
MAJOR
Gwałtem chcą mnie ożenić.
KAPELAN
Nie uchodzi, nie uchodzi.
ROTMISTRZ
Ale to każdy wie.
MAJOR
Bardzo rozsądna.
ROTMISTRZ
Co tam rozsądna, rozsądna... Jakby tu szło tylko o rozsądek.
MAJOR
No, prawdę mówiąc, rozsądek rzecz niemała.
ROTMISTRZ
Chcesz więc się żenić?
MAJOR
Tego jeszcze nie mówię.
ROTMISTRZ
Jeszcze? Ale z czasem...
MAJOR
Należy wszystko rozważyć... Wszystko od układu zależy... Mam lat pięćdziesiąt.
PORUCZNIK
Na stronie.
Cóż to za odmiana? Truchleję, to być nie może! Do Majora. Nie żartuj sobie z nas, Majorze. Znamy cię dobrze. Rotmistrz zapala się daremnie, ja gardło moje stawię, że nigdy nie zrobisz takiego szaleństwa.
MAJOR
Co to szaleństwa! Szaleństwa! Proszę być grzeczniejszym, panie Poruczniku! Szaleństwa!
KAPELAN
Porucznik dobrze mówi. Mój Majorze, mój Majorze...
MAJOR
Mój Kapelanie, mój Kapelanie, gadaj prędzej albo nie gadaj wcale.
ROTMISTRZ
Żenisz się więc?
MAJOR
Żenię czy nie żenię, a szaleństwem mojej czynności nikt nazwać nie ma prawa. I kwita.
KAPELAN
Ale kiedy nie uchodzi...
MAJOR
Co mnie kto ma uczyć, co uchodzi albo nie uchodzi.
KAPELAN
Rób, co chcesz.
Odchodzi.
PORUCZNIK
Do Kapelana.
Zaczekaj, pójdziemy razem. Jeszcze słowo. Do Majora. I szczerze to mówisz? Bez żartów?...
MAJOR
Nie mam potrzeby sprawiać się77 przed nikim. Porucznik odchodzi z Kapelanem. Hm! Szaleństwo! Szaleństwo! Jaki do rady!
SCENA XV
Major, Rotmistrz.
ROTMISTRZ
Nie masz się czego gniewać. Chciałeś rady, bierzże taką, jaką dają.
MAJOR
Co innego rada, co innego nagana. Jeślim dotychczas miał fałszywe wyobrażenie o małżeństwie, nie widzę konieczności, abym je do śmierci zachował. Piękna to rzecz stan wojskowy, ale sprzykrzyć się z czasem może. Wolność, wolność głosim, a zawsześmy pod rozkazami. I na końcu staremu, choremu, nie ma komu i poduszki pod głowę położyć. I cóż to tak strasznego mieć miłą, lubą, dobrą, młodą osobę zawsze koło siebie, co o nas pamięta, co nas głaszcze, cacka78, pieści. Cóż to tak strasznego? I dlatego, żem nie uparty, mam być szalony! Szalony? Szalony, kto inaczej myśli. Prawda?
ROTMISTRZ
Nieprawda.
MAJOR
Nieprawda?
ROTMISTRZ
Nieprawda.
MAJOR
Bądź zdrów.
ROTMISTRZ
Najniższy79.
Major odchodzi.
SCENA XVI
ROTMISTRZ
Przyjechało ich trzy jak jedna; z kotami, mopsami, srokami, małpami... I jak zaczęły, tyr tyr tyr, tur tur tur, tyr tyr tyr... Z rozumnego człowieka głupiec. Jemu się żenić i żenić z dzieckiem! Kiedy już tak zachciał koniecznie, niechby sobie był poszukał co dojrzalszego... Tylko że to... Hm hm hm...
Siada.
SCENA XVII
Rotmistrz, Aniela.
ANIELA
Dobrze, że tu zastaję pana. Jak też możesz być tak spokojny, będąc przyjacielem Majora? Jak możesz zezwalać na jego ożenienie?
ROTMISTRZ
Po krótkim milczeniu, zadziwiony.
Nie zezwalam.
ANIELA
Ale nie starasz się odwieść od tego szalonego zamiaru.
ROTMISTRZ
Zabronić nie mogę.
ANIELA
Potrzeba jemu odmiany losu? Niech mi kto powie.
ROTMISTRZ
Zapewne, że nie.
ANIELA
Cóż przyjemniejszego nad stan wojskowy.
ROTMISTRZ
Zapewne.
ANIELA
Używa obecności80, o przyszłość się nie troszczy.
ROTMISTRZ
Zapewne.
ANIELA
Podległy tylko swemu obowiązkowi.
ROTMISTRZ
Zasługa jawna, ta za mną mówi, nie potrzebuję łaski niczyjej.
ANIELA
Nigdy sam, nigdy opuszczony.
ROTMISTRZ
Zawsze w towarzystwie...
ANIELA
Przyjaciół doświadczonych. Bo gdzież lepiej poznać człowieka jak w trudach, biedzie, niebezpieczeństwie?
ROTMISTRZ
To prawda.
ANIELA
Tam nie popłacają wykształcone słówka.
ROTMISTRZ
Ho, ho!
ANIELA
Tam działać potrzeba.
ROTMISTRZ
Jak na męża przystoi.
ANIELA
I na dobrego żołnierza. Źle albo dobrze, ale otwarcie.
ROTMISTRZ
Prostą drogą i śmiało.
ANIELA
Nigdy się nie bać.
ROTMISTRZ
I samego diabła!
ANIELA
Ach! Pomiarkowawszy się81. O tak, tak... Szczęśliwy, szczęśliwy, kto ten stan obrał. Ach, gdybym nie była kobietą, byłabym żołnierzem całe moje życie.
ROTMISTRZ
Proszę! Na stronie. Do rzeczy kobieta.
ANIELA
Raz nawet myśl mi przychodziła, ale to dawniej, ukryć płeć moją, przywdziać mundur i stanąć w szeregu huzarów.
ROTMISTRZ
W szeregu huzarów i ukryć... Na stronie. Rzadka kobieta.
ANIELA
Ale tylko w kawalerii chciałabym służyć.
ROTMISTRZ
W kawalerii?
ANIELA
Tak konie lubię.
ROTMISTRZ
Konie pani lubisz?
ANIELA
Szalenie.
ROTMISTRZ
To rozumu dowodzi.
ANIELA
Sama nawet konno jeżdżę.
ROTMISTRZ
Konno jeździsz? Na stronie. Co to za kobieta!
ANIELA
Co to za uciecha dobrego dosiąść rumaka, a jeszcze młodego, trochę dzikiego.
ROTMISTRZ
Z wzrastającym zapałem.
Uczyć go prawie chodzić.
ANIELA
Powoli.
ROTMISTRZ
Cierpliwie jak z dzieckiem.
ANIELA
Potem żwawiej.
ROTMISTRZ
A ostrożnie.
ANIELA
Kłusować.
ROTMISTRZ
Niech się wyciąga.
ANIELA
Galopować.
ROTMISTRZ
W koło, w prawo, w lewo.
ANIELA
Spiąć ostrogą.
ROTMISTRZ
A to na co?
ANIELA
Czasem, czasem.
ROTMISTRZ
Ale na co?
ANIELA
Tak... Ale...
ROTMISTRZ
Chyba, że uparty. I to...
ANIELA
Tak. Tak, kiedy uparty. I to...
ROTMISTRZ
Ostrożnie.
ANIELA
O, ostrożnie.
ROTMISTRZ
Bo można znarowić82.
ANIELA
O, można znarowić. Cały dzień siedziałabym w stajni. Tego, to tamtego, to znowu tego kazałabym przejeżdżać lub sama przejeżdżała. Co to za rozkosz!
ROTMISTRZ
Na stronie.
Na honor, rzadka kobieta.
ANIELA
A potem wieczorem fajeczkę zapalić.
ROTMISTRZ
Ten smak trudno damom pojąć.
ANIELA
Ja kto? Alboż jedna, ja pierwsza, tytoń lubię?
ROTMISTRZ
Lubisz pani?
ANIELA
Sama palę.
ROTMISTRZ
Sama tytoń pali! Na stronie. Co to za kobieta! Co to za kobieta!
ANIELA
Tak mam odrębne gusta od całej płci mojej, żem dotąd za mąż pójść nie chciała. Ci miejscy panicze pragną, aby żona tylko się stroiła, bawiła, kręciła, trzpiotała83. Nie mogą pojąć kobiety, co by lubiła życie obozowe.
ROTMISTRZ
Szalone głowy.
ANIELA
Marsze, koczowania, ruch, pracę...
ROTMISTRZ
Lecz czemuż pani wojskowego rączką swoją nie zaszczyciła?
ANIELA
Sama płocha młodzież trafiała mi się tylko.
ROTMISTRZ
Sama płocha młodzież?
ANIELA
Nikt w wieku rozsądnym.
ROTMISTRZ
Nikt w wieku rozsądnym?
ANIELA
Co by cenił mój sposób myślenia.
ROTMISTRZ
Być nie może!
ANIELA
Dotykając jego ręki.
Serca żołnierzy z kamieni.
ROTMISTRZ
Całując w rękę.
Nie zawsze.
ANIELA
Niewzruszone, twarde.
ROTMISTRZ
I lód twardy, a przecie się topi od słońca.
Całuje w rękę.
ANIELA
Niby wyrywając rękę.
Fi, Rotmistrzu.
ROTMISTRZ
Nic złego.
ANIELA
Ach, jak mi gorąco.
ROTMISTRZ
Do siebie.
Co to za kobieta!
ANIELA
Chodźmy do ogrodu, tam chłodniej.
ROTMISTRZ
Może do stajni?
ANIELA
O, potem, później.
ROTMISTRZ
Może fajeczkę?
ANIELA
Później, później.
ROTMISTRZ
Idę gdzie każesz. Do siebie. Co to za kobieta! Co to za kobieta!
AKT III
Tenże sam pokój, kwiatami ozdobiony.
SCENA I
Fruzia, Józia, Zuzia.
Fruzia prasuje, Józia szyje, Zuzia przystraja czepeczek na tureckiej głowie.
FRUZIA
Cóż ty, Józiu, na to?
JÓZIA
Na co?
FRUZIA
Na tych naszych panów. Jakeśmy przyjechały, jak to się patrzało, jak to się srożyło!
JÓZIA
Jak gdyby nas połknąć chcieli.
ZUZIA
Żaden dobrego słowa nie przemówił.
FRUZIA
A teraz jak baranki.
JÓZIA
Na jedwabiu możnaby prowadzić każdego.
FRUZIA
Dobrze moja matka mawiała, że kobiety rządzić stworzone.
JÓZIA
Ale czemu nie rządzą?
FRUZIA
Jakie ty dziecko! Alboż to jedno zło na tym świecie?
ZUZIA
Już ja bym tu i rządzić nie chciała.
JÓZIA
O, i ja nie. Mnie strach bierze, jak spotkam którego. A zwłaszcza Majora.
FRUZIA
Mnie się zdaje, że gdybym była najodważniejszym żołnierzem, to bym zaraz uciekła, jakbym go tylko zobaczyła. Co to za wąsy! Dla Boga!
JÓZIA
A Rotmistrz jeszcze straszniejszy ze swoimi miotłami.
Pokazując.
Jak jedna idzie do góry, to druga na dół. To znowu tamta na dół, a ta do góry. Aż dreszcz przechodzi.
FRUZIA
To prawda, że tu, między tymi wąsiskami, człowiek jak w lesie.
ZUZIA
Obrzydłe huzary!
FRUZIA
A, daj no pokój, Zuziu. Porucznik...
ZUZIA
A, Porucznik.
JÓZIA
A, Porucznik. Ten wart być pułkownikiem.
FRUZIA
A jaki swawolny, fe!
JÓZIA
Mnie się o to pytaj.
ZUZIA
Jakie wy szczęśliwe. Do mnie i nie zagadał.
JÓZIA
Ale za to pan Grzegorz...
ZUZIA
Śmiejąc się.
To mój kochanek.
FRUZIA
Śmiejąc się.
I mój także.
JÓZIA
Śmiejąc się.
Muszę go wam odebrać.
FRUZIA
Pst!
SCENA II
Fruzia, Józia, Zuzia, Grzegorz.
Po krótkim milczeniu.
FRUZIA
Czemuż pan Grzegorz tak smutny?
GRZEGORZ
Ach!
FRUZIA
I wzdycha.
JÓZIA
Pewnie się kocha.
GRZEGORZ
Ach!
ZUZIA
Szczęśliwa ta, co się podobać umiała.
GRZEGORZ
Na stronie.
Która tu ładniejsza?
FRUZIA
Kochasz się więc waćpan?
GRZEGORZ
Kocham, dalibóg, kocham.
FRUZIA
Czemuż się nie żenisz?
GRZEGORZ
Myślę, dalibóg, myślę.
JÓZIA
Czy jeszcze co przeszkadza?
GRZEGORZ
Nie wiem, czy mnie zechcą.
FRUZIA
Któraż by nie chciała!
JÓZIA
Tylko że z waćpana wielki trzpiot być musi.
GRZEGORZ
Nie, nie, wierz mi waćpanna, że nie.
FRUZIA
Motylek płochy, nie ma i wątpienia.
GRZEGORZ
Na stronie.
Nie rozumiem.
FRUZIA
Kiwając głową.
Jaki by to był los biednej żony.
GRZEGORZ
Dlaczego biednej? Mojej żony los byłby najprzyjemniejszy.
FRUZIA, JÓZIA, ZUZIA
Otaczając go, ironicznie przez całą scenę.
Najprzyjemniejszy.
GRZEGORZ
Zaraz po ślubie wróciwszy do pułku, kupiłbym jej ładnego... konika.
FRUZIA, JÓZIA, ZUZIA
Klaszcząc w ręce.
Konika, ach, konika!
GRZEGORZ
Potem porządną, mocną... Baryłeczkę.
FRUZIA, JÓZIA, ZUZIA
Jak wprzódy.
Baryłeczkę, ach, baryłeczkę!
GRZEGORZ
I piękny, z przykrywką, zamykany... Koszyk.
FRUZIA, JÓZIA, ZUZIA
Koszyk, koszyk! Ach to pięknie! To ślicznie!
GRZEGORZ
Miałaby trunki84 i żywność. A że jestem dobrze znany panom oficerom, moja żona by im tylko dostarczała.
JÓZIA, ZUZIA
Ach, to pięknie! To ślicznie!
FRUZIA
Ale, panie Grzegorzu, a w czasie wojny jak będzie?
GRZEGORZ
Właśnie wtenczas najlepiej.
FRUZIA
Ale strach!
GRZEGORZ
Gdzie tam strach. To jest, co może być najpiękniejszego. Proszę widzieć, kiedy szwadron huzarów na harc85 wyjedzie.
FRUZIA
Na harc, słyszycie?
GRZEGORZ
Pif paf, pif paf!
FRUZIA, JÓZIA, ZUZIA
Pif paf!
GRZEGORZ
Dalej piechota: brr... Brr.
FRUZIA, JÓZIA, ZUZIA
Brr... Brr..
GRZEGORZ
Tu znowu armaty: bom... Bom...
FRUZIA, JÓZIA, ZUZIA
Bom... Bom... Biegając i skacząc wkoło niego. Pif paf... Brr... Brr... Bom... Bom...
GRZEGORZ
Kręcąc się wkoło i patrząc za nimi.
Lube, lube dziewczęta! Teraz żałuję, że nie jestem Turkiem.
FRUZIA
A fe, Turek.
GRZEGORZ
Ja wiem, że fe! Ale tą razą86 dobrze by mi było, bo mógłbym się z wami trzema naraz ożenić.
JÓZIA
Chyba, że tak.
DYNDALSKA
Zza sceny.
Józiu!
JÓZIA
Słucham, zaraz idę.
GRZEGORZ
Zatrzymując ją.
Zaczekaj.
JÓZIA
Nie mogę.
GRZEGORZ
Trochę.
JÓZIA
Pani woła
Odchodzi.
ANIELA
Zza sceny.
Zuziu!
ZUZIA
Idę...
GRZEGORZ
Zatrzymując.
Nie chodź.
ZUZIA
Muszę. Do zobaczenia.
Odchodzi.
SCENA III
Fruzia, Grzegorz.
GRZEGORZ
Ach, panno Fruziu! Kochasz mnie waćpanna?
FRUZIA
Jakże kochać, kiedyś jeszcze między nami nie wybrał.
GRZEGORZ
Ciebie wybieram, sroczko moja.
FRUZIA
Pewnie?
GRZEGORZ
Dziś się ożenię, jeśli zechcesz.
FRUZIA
O, na to dość jeszcze czasu.
GRZEGORZ
Ale moja niecierpliwość...
FRUZIA
Tak mnie mocno kochasz?
GRZEGORZ
Więcej niż własnego mego konia. Jednak muszę ci wyznać, żem ci twój przyszły los ze mną tylko z pięknej strony wystawił87. Są i niektóre...
ORGONOWA
Zza sceny.
Fruziu!
FRUZIA
Zaraz, zaraz.
GRZEGORZ
Zatrzymując ją.
Jakże będzie?
FRUZIA
Wszystko dobrze.
GRZEGORZ
Ach, Fruziu!
FRUZIA
Ach, Grzesiu!
Wybiega.
GRZEGORZ
Sam.
Mam, którą zechcę. Najlepiej zawsze z miejsca nacieraj! Co to myśleć, nikt jeszcze samą myślą nic nie zrobił. I Józia ładna... I Zuzia ładna... I Fruzia ładna... Najładniejsza... Ta będzie moja.
SCENA IV
Rotmistrz, Grzegorz.
Rotmistrz wchodzi, troskliwiej88 ubrany, nalewając perfumy z flaszeczki na chustkę.
GRZEGORZ
Nie widząc Rotmistrza.
Luba dziewczyna!
ROTMISTRZ
Nie widząc Grzegorza.
Rzadka kobieta!
GRZEGORZ
Usłyszawszy.
Pan Rotmistrz ją widział?
ROTMISTRZ
Z uśmiechem.
Widziałem.
GRZEGORZ
Prawda, Panie Rotmistrzu, że jak sarenka.
ROTMISTRZ
Jak sarenka? Hm... Tego nie znajduję.
GRZEGORZ
Ciągle skacze.
ROTMISTRZ
Skacze? Hm... Tego nie widziałem.
GRZEGORZ
Nigdy stępa, zawsze kłusem.
ROTMISTRZ
Kłusem... Hm... A tak, chcesz powiedzieć, że konno jeździ kłusem.
GRZEGORZ
Konno jeździ?
ROTMISTRZ
Jeździ, jeździ.
GRZEGORZ
A do diabła, za pozwoleniem, w to mi graj. To się każdemu podoba, prawda, panie Rotmistrzu?
ROTMISTRZ
Z uśmiechem.
Grześ ma rozum.
GRZEGORZ
Z taką się żenić.
ROTMISTRZ
Jaki pochlebniś.
GRZEGORZ
Dziś się jeszcze z nią ożenię.
Rotmistrz, odskoczywszy, wpatruje się w niego. Milczenie.
ROTMISTRZ
Ty?
GRZEGORZ
Ja.
ROTMISTRZ
Ty, ty?
GRZEGORZ
Jużci nie pan Rotmistrz.
ROTMISTRZ
W złości.
Co ty gadasz?
GRZEGORZ
Ja... Ja... Ja...
ROTMISTRZ
Z kim ty śmiesz się żenić?
GRZEGORZ
Z Fruzią, za pozwoleniem.
ROTMISTRZ
Z Fruzią? Stary gaduła! Idź precz!
Grzegorz odchodzi.
ROTMISTRZ
Sam.
Oszalał, jemu się żenić... W tym wieku! Co on sobie dobrego obiecywać może? Ale cóż się panna Aniela tak spóźnia? Może już w ogrodzie... Patrzy przez okno. Nie widać.
Podsłuchuje pod jej drzwiami. Usłyszawszy nadchodzącego, odskakuje na środek pokoju.
SCENA V
Rotmistrz, Porucznik.
PORUCZNIK
Mówiłeś z Majorem?
ROTMISTRZ
Mówiłem... Ale...
Wzrusza ramionami.
PORUCZNIK
Uparty.
ROTMISTRZ
Uparty, jeśli to uporem nazwać można.
PORUCZNIK
Kto by się był spodziewał.
ROTMISTRZ
Rozsądny człowiek, mój kochany, wszystkiego się spodziewa.
Coraz bardziej roztargniony, patrzy często przez okno, odpowiadając od niechcenia.
PORUCZNIK
Żadnej więc nadziei, aby od zamysłu odstąpił.
ROTMISTRZ
Żadnej, zapewne żadnej.
PORUCZNIK
Wiem, wiem dobrze i jeszcze się pytam. Wprawdzie nie mogę mu radzić, ale i odradzać nie mogę.
ROTMISTRZ
Najlepiej.
PORUCZNIK
Będzie z nią szczęśliwy.
ROTMISTRZ
Będzie, będzie.
PORUCZNIK
Ja odjeżdżam... Ale wprzód wymagam od twojej przyjaźni jednej usługi. Słuchaj mnie. Przeszłej wojny... Rotmistrz, spojrzawszy w okno, nagle wybiega. Cóż to znaczy?... Nie rozumiem... Nie odkryję mu więc smutnej tajemnicy... I lepiej... Bo czymże by mógł mój nagły odjazd uniewinnić przed Majorem. Przyjaźń potępiać mnie będzie, kiedy ja dla niej wszystko poświęcam, wszystkiego się wyrzekam.
SCENA VI
Porucznik, Zofia.
PORUCZNIK
Ach, Zofio!
ZOFIA
Edmundzie, cośmy zrobili! Żadnej że już nie ma nadziei?
PORUCZNIK
Żadnej.
ZOFIA
Rozłączyć się musimy?
PORUCZNIK
Na zawsze.
ZOFIA
Odkryj mu miłość naszą.
PORUCZNIK
Nie mogę. Cóż za cel? Major odstąpiłby pewnie, ale będziesz że przez to moja?
ZOFIA
Może matka...
PORUCZNIK
Nie zwódźmy się, nigdy nie zezwoli. W czasie i pomocy przyjaciela pokładałem nadzieję. Wszystko mnie zawiodło. Mamże cię za sobą w nieszczęście pociągać? Różnić89 z rodziną? Nareszcie90 nie Majora, to Smętosza zostaniesz żoną.
ZOFIA
Okropnie.
PORUCZNIK
Odjeżdżam.
ZOFIA
Kiedy?
PORUCZNIK
W tej godzinie.
ZOFIA
Już, już tak prędko.
PORUCZNIK
Mamże być świadkiem...
ZOFIA
Nie kończ, nie kończ. Jedź, uchodź, Edmundzie!
PORUCZNIK
Nasza tajemnica wiecznie nią zostać dla Majora powinna. Kapelan wie tylko i ten jedzie wraz ze mną. Ten uczciwy człowiek wsparł mój chwiejący się zamiar i ustalił91 w drodze, której honor trzymać się każe.
ZOFIA
Sama więc zostanę. Znikąd ulgi, znikąd pocieszenia!
PORUCZNIK
Wiele, wiele cierpieć mamy!
ZOFIA
Może nad siły.
PORUCZNIK
Nie, Zofio. Siły muszą wystarczyć, gdy czyste jest źródło nieszczęścia.
ZOFIA
Ciebie kochając, drugiemu miłość przysięgać!
PORUCZNIK
Kochając mnie, i jego jak ojca kochać będziesz. Poznasz najlepszego, najszlachetniejszego człowieka. Jedyna, jedyna moja ulga, jedyne pocieszenie, że to dla niego szczęścia się wyrzekam, że on je z tobą znajdzie niezawodnie. Ach, pamiętaj, Zofio, że to ja powierzam tobie los, szczęście, spokój dni jego. Upiększaj mu każdą chwilę, a przez to i moje życie osładzać będziesz.
ZOFIA
Ocierając łzy.
Ach, czemuż cię coraz więcej kochać muszę!
PORUCZNIK
Serca nasze razem zostaną.
ZOFIA
Na zawsze.
PORUCZNIK
Rozłączeni, oddaleni, myśli nasze szukać, spotykać się będą. Uspokój się, są jeszcze dla nas pociechy... Czyste... Lube...
ZOFIA
Jak uśmiech konających.
Krótkie milczenie.
PORUCZNIK
Raz ostatni pewnie cię widzę. Jak już upłynie czasu wiele, jak już o mnie słyszeć nie będziecie, wspominaj mu czasem o mnie. On mnie także kochał. Powiedz mu, że dla niego wyrzekłem się więcej niż życia, bom się wyrzekł ciebie. Zofia siada, zakrywając oczy. Albo nie, nie. Nie mąć swojej i jego spokojności... Klękając i biorąc ją za rękę. Zofio, tym uściśnieniem tracę prawo do twojego serca. Zapomnij o mnie.
ZOFIA
Nigdy.
PORUCZNIK
Bądź szczęśliwa.
ZOFIA
Bez ciebie.
PORUCZNIK
Dla mnie.
ZOFIA
Płacząc.
O Boże!
PORUCZNIK
Całując ją w rękę.
Raz więc ostatni.
ZOFIA
Edmundzie! Raz ostatni...
Skłania się w jego objęcie.
Tu wchodzi Aniela. Postrzega, wznosi ręce do góry i wybiega do swego pokoju. Po czym Porucznik i Zofia w przeciwne strony nagle odchodzą.
SCENA VII
Dziewczęta w różnym kierunku przebiegają scenę, potem wychodzą spiesznie.
Orgonowa, Dyndalska, Aniela, dziewczęta.
W głębi.
ORGONOWA
Cóż takiego?
DYNDALSKA
O co idzie?
ANIELA
Między nimi.
O co idzie? Co takiego? Będziecie wiedzieć.
ORGONOWA
Słuchamy.
ANIELA
Rzecz straszna!
DYNDALSKA
No, dalej.
ANIELA
Rzecz okropna!
ORGONOWA
Gadajże.
ANIELA
Niespodziewana!
ORGONOWA
Cóż takiego?
ANIELA
Co?
DYNDALSKA
Co? Słuchajmy.
ANIELA
Porucznik...
ORGONOWA
Cóż Porucznik?
ANIELA
Porucznik... Kocha się... W Zofii.
ORGONOWA
Ha, ha, ha, ha!
DYNDALSKA
Zbytnia przenikliwość.
ANIELA
Kiedy „przenikliwość”, kiedy „ha ha ha”, nie powiem, com widziała.
ORGONOWA
Coś widziała?
ANIELA
Na własne oczy.
DYNDALSKA
Cóżeś widziała?
ANIELA
To tylko przenikliwość.
ORGONOWA
Powiedz, aniołeczku. Ty, taka dobra, ty się nigdy nie gniewasz. Mój aniołeczku, prędzej.
ANIELA
Więc słuchajcie.
DYNDALSKA
Słuchamy.
ANIELA
Porucznik...
ORGONOWA
Cóż?
ANIELA
Porucznik... Zofię... W rękę całował.
ORGONOWA, DYNDALSKA
W rękę całował?
ANIELA
W rękę.
ORGONOWA
Czy być może!
ANIELA
To jeszcze nic.
ORGONOWA
Cóż takiego?
DYNDALSKA
Mówże prędzej.
ANIELA
Porucznik...
ORGONOWA
Cóż Porucznik?
ANIELA
Porucznik... Klęczał przed nią.
ORGONOWA, DYNDALSKA
Klęczał przed nią?
ANIELA
Klęczał przed nią... Tu... W tym miejscu.
DYNDALSKA
Co za zgroza!
ANIELA
To jeszcze nic.
ORGONOWA
Dla Boga, cóż jeszcze?
ANIELA
Porucznik...
DYNDALSKA
No, no...
ANIELA
Porucznik... Trzymał ją... W objęciu.
DYNDALSKA
Ach!
ORGONOWA
A Zosia?
ANIELA
Zosia?
ORGONOWA
Zosia, Zosia.
ANIELA
Zosia... Była... W jego objęciu.
ORGONOWA
Rzecz straszna!
DYNDALSKA
Niesłychana!
Chodzą obydwie dużym krokiem, stając przy każdym zapytaniu koło Anieli, która stoi z założonymi rękoma.
ORGONOWA
Kocha się.
ANIELA
Kocha.
DYNDALSKA
W rękę całował?
ANIELA
Całował.
ORGONOWA
Klęczał przed nią?
ANIELA
Klęczał.
DYNDALSKA
Trzymał ją w obięciu.
ANIELA
Trzymał.
ORGONOWA
Fruziu! Wołaj Zosię. Nie, czekaj... Józiu! Biegaj... Czekaj... Wołajcie prędko.
DYNDALSKA
Józiu! Porucznika, Porucznika!
ORGONOWA
Nie, nie, czekaj, biegaj, biegaj, szukaj. Biegajcie, a prędko. No, jeszcze tu?
FRUZIA
Razem.
Gdzie?
JÓZIA
Co?
ZUZIA
Kogo?
ORGONOWA
Majora, gawrony, Majora. Dziewczęta wybiegają. Rzecz straszna! Obie rzucają się zmordowane na krzesła. A ja mówiłam, ja mówiłam, że ten Porucznik niebezpieczny. Ja wiem, co to Porucznik! Ale co ja mówię, to zawsze źle... Mnie nie ma co słuchać... Mnie i gęby otworzyć nie wolno. Otóż teraz pokazało się, że ja gadać muszę. Teraz nikt mnie nie przekona. Zawsze, zawsze gadać będę.
SCENA VIII
Orgonowa, Dyndalska, Aniela, Major.
ORGONOWA
Panie bracie, panie bracie! Dla Boga, chodźże prędzej! Nic nie wiesz, co się dzieje. Wszystko spoczywa na naszych głowach.
MAJOR
Cóż się stało?
ORGONOWA
I jeszcze się pyta!
MAJOR
Ale kiedy nie wiem, muszę się spytać.
ORGONOWA
Ów wysmukły Poruczniś, ów przyjaciel, ów towarzysz, ów już nie wiem co...
MAJOR
Cóż zrobił?
ORGONOWA
Chciał Zosię... Słów mi nie staje.
MAJOR
Chciał?
ORGONOWA
Wykraść ją chciał, wykraść.
MAJOR
To być nie może.
DYNDALSKA
Spytaj się Anielki.
ORGONOWA
Na własne oczy widziała.
MAJOR
Co widziała?
DYNDALSKA
Że ją kocha, że ją w rękę całował, że klęczał przed nią, że...
MAJOR
To wszystko być nie może. Aniela źle widziała.
ANIELA
Gdybyś sam widział, może byś także nie wierzył? To człowiek na męża!
MAJOR
Ale jak, gdzie, kiedy?
ANIELA
Jak? Tak jak wszyscy. Gdzie? Tu, w tym miejscu. Kiedy? Przed kwadransem.
MAJOR
Po krókim myśleniu.
Tegom się nie spodziewał. I Zosia także go kocha?
ORGONOWA
Zosia? Co za myśl. Gdyby kochała, już by z nim o kilka mil była.
MAJOR
Edmund! Edmund! Mój Edmund! Mnie zwodzić? Wolał byłby strzelić92 do mnie, ranić, nie tyle by bolało.
ORGONOWA
Taka to rada panów kolegów.
DYNDALSKA
Niczyja sprawka, tylko Kapelana. Gwałtem stara się przeszkodzić twemu zamiarowi.
ORGONOWA
Starał się nas o różnych rzeczach przekonać i wcale93 nieładnie wyrażał się względem ciebie.
MAJOR
Kapelan? Cóż mówił?
ORGONOWA
Prawdziwie, wstydzę się powtórzyć.
DYNDALSKA
Wcale94 nieobyczajnie się wyrażał. Niech Anielka powie.
ANIELA
Ja słyszałam, ale nie zrozumiałam. Wszystkiego jeszcze zrozumieć nie mogę.
MAJOR
Co, jak on może wiedzieć? Co jemu do tego? Jak on może zapewnić? Ale Edmund, Edmund!
ORGONOWA
Jeśli nam nie wierzysz, spytaj się Rotmistrza; to godny człowiek.
DYNDALSKA
Ten zawsze jednego zdania będzie z nami.
MAJOR
Bardzo wątpię.
DYNDALSKA
Nie masz co wątpić. Kocha się w Anieli.
MAJOR
Nieprawda.
DYNDALSKA
Grzecznie.
MAJOR
Chciałem powiedzieć, że to być nie może.
ANIELA
Ślub nasz przekona.
MAJOR
Co? Chce się żenić?
ANIELA
Nie inaczej.
MAJOR
Z waćpanną?
ANIELA
Ze mną.
MAJOR
Czy oszalał stary!
ANIELA
Tak jak i waćpan.
DYNDALSKA
Na stronie do Anieli.
Zmiłuj się, ostrożnie.
MAJOR
Ale Edmund, Edmund! Zostawcie mnie, proszę. Grzesiu!
ORGONOWA
Do sióstr, na stronie.
Idę strzec Zosi.
ANIELA
Podobnież.
Ja Rotmistrza.
DYNDALSKA
Podobnież.
Ja podsłuchiwać będę...
ORGONOWA
Podobnież.
Albo nie, chodźmy się naradzić. Będziemy same.
Wchodzą do pokoju Dyndalskiej.
MAJOR
Do Grzegorza.
Proś do mnie pana Porucznika.
Grzegorz odchodzi.
SCENA IX
MAJOR
Sam.
Żeby był do mnie przyszedł i powiedział: „Majorze, i mnie się ta dziewczyna podobała”. Działajmy przeciw sobie, ale działajmy otwarcie. Otwarcie, jak ludzie honoru; ale nie jak węże, do stu paraliżów, jak węże! Komuż, komuż teraz wierzyć? Tak go kochałem! Chciałem podzielić się majątkiem, życiem byłbym się podzielił. Ach, to boli, boli! Ale kwita95 z przyjaźni, kwita, paniczu. Adiutanta mi nie trzeba.
SCENA X
Major, Kapelan.
MAJOR
Dobrze że i waćpan przyszedłeś.
KAPELAN
Szukam cię także.
MAJOR
Coś to waćpan przed kobietami na mnie nagadał? Domyślam się co... Ale to potwarz96... I co tobie w to się mieszać? Powiedziałeś dwa tysiące razy: „Nie uchodzi, nie uchodzi” i zrobiłeś swoją powinność. A ja powiadam: „Uchodzi, uchodzi i uchodzi”. I zrobię, co mi się dobre zdawać będzie. Ale tajemnie wdawać się z kobietami, plotki na mnie robić... Tego się prawdziwie nie spodziewałem...
KAPELAN
Ale Majorze, Majorze, co ty mówisz, co ty mówisz?
MAJOR
Siebie się spytaj: co ja mówił, co ja mówił? Namowy z Porucznikiem, spiski, wykradzenie... Przystoi to w stanie waćpana? Fe! Wstydź się. Gdyby dawny towarzysz mnie to powiedział, co ja teraz mówię waćpanu, to bym się na pierwszym drzewie obwiesił. Rozumiesz waćpan, obwiesiłbym się, do stu paraliżów!
Odchodzi.
KAPELAN
Co się dzieje! Co się dzieje!
SCENA XI
Kapelan, Orgonowa.
ORGONOWA
Nie kładź palca między drzwi, palca nie przyskrzynią. Kto radę powtarza, natręt z doradcy. Złe oczy wszystko krzywo widzą. Pająk szuka jadu, ale pszczoła miodu, rozumiesz waćpan? Milczenia rzadko kto żałował, a mówności97 często. Proszę to pamiętać. Sługa uniżona.
KAPELAN
Ukłoniwszy się nisko i tak ją oczami odprowadziwszy.
Ja mam mówności żałować. Co się dzieje! Co się dzieje!
SCENA XII
Kapelan, Aniela.
ANIELA
Jednego razu byłam w domu mojej przyjaciółki. Dawałam jej rady. Rady, prawdę mówiąc, które więcej moje niż jej dobro miały na celu. Poznała się w końcu na tym. Powiedziała mi, że rad nie potrzebuje i że się jej staję natrętną. Na to oświadczenie... Wiesz waćpan, com zrobiła? Kazałam zaprząc i wyjechałam... I wyjechałam.
Odchodzi za Orgonową.
KAPELAN
Jak wprzódy.
Jakie rady? Co zrobiłem? Co się dzieje!
SCENA XIII
Kapelan, Dyndalska.
DYNDALSKA
Cóż to, mości panie! Jakież to jego postępki? Któż to uprawnił waćpana w cudze sprawy się mieszać? Pókiż98 tych plotek, tych namów, tych spisków będzie? Taki to z waćpana przyjaciel? Taki doradca? Zamiast skłaniać do zgody, pokój ustalać, wzniecasz niesnaski, kłócisz brata z siostrą, siostrę z siostrą, córkę z matką, przyjaciela z przyjacielem. Waćpan tu niezgodę utrzymujesz, waćpan spiski knowasz99, waćpan zdrady snujesz, waćpan pragniesz sprzeczki, kłótni, klęsk i mordów!
Odchodzi.
KAPELAN
Najniżej ukłoniwszy się, patrząc za nią, potem ocierając czoło.
Mój dobry Boże! „Klęsk i mordów”! Co ja przewiniłem? Co ja przewiniłem?
SCENA XIV
Kapelan, Rotmistrz.
ROTMISTRZ
Wchodząc prędko.
Gdzie jest Major?
KAPELAN
Nie wiem.
ROTMISTRZ
Szalonym mnie nazywać! Szalonym, że się chcę żenić!
KAPELAN
Ubolewając.
Jak to? I ty także?
ROTMISTRZ
Nie o tym mowa. Major mi uchybił... Boleśnie obraził... Przed panną Anielą nazwał starym, szalonym.
KAPELAN
Ale od przyjaciela...
ROTMISTRZ
Uraza nie zna przyjaciela. Gdzie jest Major?
KAPELAN
Nie wiem.
ROTMISTRZ
Ja wiem, że wiesz.
KAPELAN
Ale nie wiem.
ROTMISTRZ
Nie chcesz powiedzieć.
KAPELAN
Dalibóg, nie wiem.
ROTMISTRZ
Byleś przeszkodził... Byleś się sprzeciwił... Hm? Wszystko ci szkodzi, nasze szczęście solą w oku.
KAPELAN
Piękne szczęście!
ROTMISTRZ
Wiem, wiem, mówiła mi panna Aniela, coś przed nią nagadał. Ale nie dbam o to. Rady nie potrzebuję... I na złość się ożenię... Rozumiesz mnie waćpan?
KAPELAN
Dla Boga, słuchaj tylko...
ROTMISTRZ
Nic słyszeć nie potrzebuję.
KAPELAN
Tobie się żenić?
ROTMISTRZ
Mnie, mnie, mnie i tego nie zabronisz.
KAPELAN
Ale...
ROTMISTRZ
Ale sam się żenić nie możesz, to chcesz, aby nigdzie małżeństwa nie było.
KAPELAN
Broń Boże. Ale twój wiek.
ROTMISTRZ
W złości.
Mości panie! Lat moich mi nie rachuj. Ja wiem to dosyć... Nie rachuj! To ci powiadam, do stu piorunów!
Odchodzi.
KAPELAN
Co się dzieje! Dla Boga, co się dzieje! Mnie się zdaje, że oni poszaleli.
SCENA XV
Kapelan, Grzegorz.
GRZEGORZ
Upraszałbym jednej łaski.
KAPELAN
Cóż tam, poczciwy Grzegorzu?
GRZEGORZ
Niech się Pan za mną wstawi.
KAPELAN
Do kogo?
GRZEGORZ
Do pana Majora.
KAPELAN
I owszem. Względem czego100?
GRZEGORZ
Chcę się żenić. Kapelan odskakuje od niego. Milczenie. Z Fruzią, pokojówką pani Orgonowej. Milczenie. Ładna dziewczyna. Milczenie. Kocha mnie tęgo. Milczenie. Prosiłbym więc...
KAPELAN
Chcesz się żenić?
GRZEGORZ
Choćby i dzisiaj.
KAPELAN
A, tego już nie mogę... Odchodząc. Niech was Bóg ma w swojej opiece. Wychodząc. Co się dzieje! Co się dzieje!
GRZEGORZ
Sam.
Hm, hm, hm, nie w swoim humorze. No, odłożone niestracone... Kilka dni tu zabawią, mam dość czasu. Śmiejąc się. To się koledzy zadziwią... Nie wiedzą, co ich czeka!
SCENA XVI
Grzegorz, Rembo.
REMBO
Winszuję, winszuję, panie Grzegorzu!
GRZEGORZ
Czego?
REMBO
O! Niby nie wiesz! Czegóż bym winszował, jeśli nie ładnej oblubienicy.
GRZEGORZ
A tak... Dziękuję ci.
REMBO
Jak się ożenisz, będę ci winszował w imieniu całego pułku.
GRZEGORZ
Nie rozumiem. Bardzo mądrze gadasz. Widać, żeś syn organisty.
REMBO
Wszyscy cieszyć się będą.
GRZEGORZ
To dobrze.
REMBO
Co to przyjaciół będzie miał pan Grzegorz!
GRZEGORZ
Tyle co i teraz.
REMBO
Wszyscy kochać go będą.
GRZEGORZ
Doprawdy?
REMBO
Za to ręczę... A nie Grzegorza, to Grzegorzową.
GRZEGORZ
O, tego wcale nie chcę!
REMBO
Chcesz czy nie chcesz, to tak będzie.
GRZEGORZ
Daj no mi pokój... Nie lubię takich żartów.
REMBO
Przyzwyczajaj się po trochu.
GRZEGORZ
Szalony! Jakby to być musiało.
REMBO
Będzie niezawodnie.
GRZEGORZ
Proszę cię, dajże mi pokój.
REMBO
Nie dam, bo mi cię żal, że takie robisz głupstwo.
GRZEGORZ
Tobie zazdrość.
REMBO
Ale stary, stary!
GRZEGORZ
Przedrzeźniając.
Ale młodziku, młodziku!
REMBO
Pomiarkuj...
GRZEGORZ
Idź do diabła!
REMBO
Żeń się, kiedy chcesz. Ale potem nie gniewaj się, gdy cię palcem wytykać będą.
GRZEGORZ
Nikt mnie wytykać nie będzie.
REMBO
Ja pierwszy.
GRZEGORZ
Kto mnie wytykać będzie, temu przytnę wąsa.
REMBO
Chcąc przyciąć, trzeba swego nadstawić.
GRZEGORZ
Choć nadstawię, bezpieczny od ciebie.
REMBO
Ciszej! Bo ci pokażę, że nie jest bezpieczny!
GRZEGORZ
Pokażesz? Chodź, chodź! Pokaż, pokaż!
REMBO
Jednak...
GRZEGORZ
Aha! Boisz się.
REMBO
Co? Ja się boję? Chodź! Weźmiem pałasze!
GRZEGORZ
Chodź, chodź!
Odchodzą do pokoju Majora.
SCENA XVII
Major, Rotmistrz.
ROTMISTRZ
Jeszcze raz powtarzam, wszystko przyjmę od ciebie między swoimi, którzy wiedzą, jak sobie życzymy. Ale nic przed panną Anielą. Tego znieść nie mogę i trzeba, abyś mnie przy niej przeprosił...
MAJOR
Tu cię przepraszam, a przy niej nie warto...
ROTMISTRZ
Majorze, z większym uszanowaniem.
MAJOR
Moja siostra, ale tobie lepiej życzę i powiadam, że ten stary grat do niczego.
ROTMISTRZ
Majorze, do stu piorunów!
Grzegorz i Rembo wchodzą z pałaszami w ręku.
SCENA XVIII
Major, Rotmistrz, Grzegorz, Rembo.
GRZEGORZ
Chodź, chodź, ja ci zaraz pokażę!
REMBO
Do ogrodu, do ogrodu!
MAJOR
A to co? Co to znaczy? Rembo, gadaj zaraz, co to znaczy?
REMBO
Kiedy pan Major każe, to powiem, jak się ma rzecz cała. Oto Grzegorz, taki jak go tu widzimy, zakochał się we Fruzi... W takim wieku... To, proszę pana Majora, trzeba być głupim.
MAJOR
No, no, cóż dalej?
REMBO
I chce się z nią żenić. Na starość żenić się... To, proszę pana Majora, trzeba być szalonym.
MAJOR
No, no, cóż dalej?
REMBO
Chciałem mu wystawić, jakiego kłopotu nabędzie. Chciałem mu powiedzieć, aby sobie przypomniał, że ile razy mąż stary, żona młoda, albo stara żona, a mąż młody, tyle razy niezgodne małżeństwo. Bo, proszę pana Majora, co młode to młode, co stare to stare; ogień pali, woda gasi. Chciałem mu powiedzieć, że jemu tak będzie, jak wszystkim dotąd było w podobnym razie. Bo on, proszę pana Majora, myśli, że dla niego inna kobieta urodziła się na żonę i że on inaczej stary jak wszyscy, co już długo żyją. Otóż zacząłem mu o tym mówić. On mnie nie chciał słuchać. Przymówiliśmy101 sobie i stąd przyszło do kłótni.
GRZEGORZ
Nie mogłem ścierpieć, jak mi powiedział, że mnie koledzy palcem wytykać będą, jak moja żona, jak... To jest... Jak...
MAJOR
Rozumiem.
GRZEGORZ
A ja wiem, żem w równym wiekiem z panem Majorem. I kiedy...
MAJOR
Ciszej! Zgoda!
ROTMISTRZ
Dlaczegoż gwałtem mu radzisz, kiedy on nie chce twojej rady?
REMBO
Bo mi go żal, panie Rotmistrzu; na honor, żal mi go. I wiem, że sam będzie żałował, wkrótce będzie żałował. Bo kto miał rozum do tego wieku, na długo stracić go nie może. Dotychczas był dobry żołnierz, rozsądny człowiek, każdy go lubił, szanował, a teraz takie głupstwo chce zrobić, taką śmieszność na siwą głowę ściągnąć. Mnie to przykro; raz, że mój przyjaciel, a potem102, co mam stać w szeregu obok jelenia!
MAJOR
Ciszej! Zgoda!
REMBO
Niech mu pan Major także powie z łaski swojej, że kto za młodu się nie ożenił, niech się na starość nie żeni. A jeśli się żeni, to niech sobie każe głowę ogolić...
MAJOR
Precz! Dość tego! Zgoda! Marsz!
SCENA XIX
Major, Rotmistrz.
Chodzą czas długi, gwiżdżąc i nucąc. Potem stają, patrzą na siebie i parsknąwszy śmiechem, ściskają się wzajemnie.
ROTMISTRZ
Chcieliśmy podobne głupstwo zrobić!
MAJOR
I mnie się tak zdaje.
ROTMISTRZ
Wielkie głupstwo.
MAJOR
Nie ma co mówić, wielkie głupstwo!
ROTMISTRZ
Niech go Bóg kocha, jak nam ostro prawdę wypowiedział.
MAJOR
Po huzarsku.
ROTMISTRZ
Dawnom sie tak nie czerwienił.
MAJOR
Pot ciekł ze mnie.
ROTMISTRZ
„Na długo nie może stracić rozumu”.
MAJOR
I prawda.
ROTMISTRZ
Śmiejąc się.
„Jeleń w szeregu”.
MAJOR
Śmiejąc się.
Cóż dopiero przed frontem!
ROTMISTRZ
Co te kobiety z nas nie zrobiły!
MAJOR
W jednym dniu.
ROTMISTRZ
Przewróciły dom cały.
MAJOR
I głowy nasze.
ROTMISTRZ
Chcieliśmy się żenić!
MAJOR
Na co? Po co?
ROTMISTRZ
Kłóciliśmy się ze sobą.
MAJOR
To nie na długo...
Podając mu rękę.
ROTMISTRZ
Tego byłyby nadal nie dokazały Ściskając się. Jakże ciebie czuć szałwią.
MAJOR
A ciebie piżmem.
ROTMISTRZ
Panna Aniela tak mnie obdarowała.
Stawia flaszeczkę.
MAJOR
Mnie Dyndalska pokropiła.
SCENA XX
Major, Rotmistrz, Kapelan.
KAPELAN
Moi panowie, nie wiem, co się tu dzieje... Nie chcę wiedzieć... Nie chcę i dłużej bawić. Bądźcie zdrowi... Szczęścia życzę... Bardzo życzę.
MAJOR
Kochany Józefie! Przebacz, zapomnij, co się działo... Zostań... Zostań... Wszystko już do porządku wróciło.
ROTMISTRZ
Ty, stary, i na mnie się gniewasz?
KAPELAN
Na żadnego, na żadnego. I cóż się tu dzieje?
MAJOR
Przyszliśmy do rozumu.
KAPELAN
Brawo.
Kładzie kapelusz.
MAJOR
Kochaliśmy się, chcieliśmy się żenić.
KAPELAN
Nie uchodzi, nie uchodzi.
MAJOR
Teraz się nie kochamy i nie żenimy.
KAPELAN
Mądrze, mądrze.
MAJOR
Ale wiecie, przyjaciele, nie to, żem zbłądził na chwilę, nie to mnie boli; bo któż nie potknie się czasem. Ale czynność Edmunda, ta mi na sercu jak kamień.
KAPELAN
Jaka czynność?
MAJOR
Wiedząc, że mi się Zosia podoba, chciał ją zbałamucić, chciał ją wykraść.
ROTMISTRZ
To być nie może!
KAPELAN
Majorze, Majorze, co ty mówisz?
MAJOR
Tak jest, niezawodnie.
ROTMISTRZ
To być nie może.
KAPELAN
Któż ci to powiedział?
MAJOR
Moje siostry.
KAPELAN
I tyś uwierzył jak temu, żem z nimi o tobie rozmawiał.
ROTMISTRZ
Ja niczemu nie wierzę; na raz sztuka.
MAJOR
Klęczał przed nią.
KAPELAN
Prawda, przy pożegnaniu, polecając jej szczęście twoje.
MAJOR
Nie rozumiem.
KAPELAN
Edmund i Zofia kochali się od dawna. Zofia pewna, że jej ręki nie przyjmiesz, ulegając na pozór woli matki, chciała czas zyskać i oddalić jakiegoś znienawidzonego zalotnika. Ale jak rzeczy inny obrót wzięły, Edmund postanowił odjechać, wyrzec się miłości, nigdy już Zofii nie widzieć i, abyś nie miał na sercu jego nieszczęścia, wiecznie ci to ukrywać. Poświęcił ci więcej niż życie...
MAJOR
Tak, tak Edmund myślał? Ściskając gwałtownie Kapelana. Edmundzie! Kochany Edmundzie!
Wybiega.
SCENA XXI
Rotmistrz, Kapelan. Następnie Orgonowa, Dyndalska, Aniela.
ORGONOWA
Cóż tu za wiwaty?
ROTMISTRZ
Obchodzimy powrót rozumu.
DYNDALSKA
Do Kapelana.
Waćpan tu jeszcze?
KAPELAN
Kłaniając się.
Tu jeszcze.
ANIELA
Rotmistrzu płochy, czekałam na ciebie.
ROTMISTRZ
Prawdziwie, bardzo żałuję, ale rozważywszy wszystko, widzę że... Że jednak... To jest... Że pomimo..
MAJOR
Za sceną.
Zosiu, Zosiu! Wchodząc i prowadząc Porucznika. Zosiu!
Zofia wchodzi.
SCENA XXII
Orgonowa, Dyndalska, Aniela, Rotmistrz, Kapelan, Major, Zofia, Porucznik.
MAJOR
Do Zofii.
Mój zastępca... Twój mąż.
DYNDALSKA
Cóż to jest?
ANIELA
Cóż to znaczy?
ORGONOWA
Panie bracie?
MAJOR
Wraz z moim majątkiem, który mu już oddawna przeznaczyłem, zastąpi mnie przy Zofii. Kapelanie, uchodzi?
KAPELAN
Uchodzi, uchodzi i pobłogosławię.
PORUCZNIK
Nie mówiłem ci, Zofio, że jak ojca będziesz go kochać musiała?
ZOFIA
Przyjemny obowiązek, tak zgodny z sercem.
ORGONOWA
Miło mi dostać zięcia, który już zyskał mój szacunek. Bądźcie szczęśliwi.
DYNDALSKA
I pamiętajcie o ciotkach.
ANIELA
Do Rotmistrza.
Jakże będzie?
ROTMISTRZ
Trudno, aby co było.
ANIELA
Przyrzekłeś.
ROTMISTRZ
Nie mogę służyć.
ANIELA
Zdrajca!
MAJOR
Cicho, cicho. Niech wam dość będzie, moje damy, żeście huzarów zwyciężyły... Że musieli kapitulować i jednego oddać wam w niewolę... I to przyznajcie... Najlepszego.
Przypisy:
1. Fredro, Andrzej Maksymilian (1620–1679) — kasztelan lwowski, wojewoda podolski, poseł, senator, autor łacińskich traktatów politycznych, historycznych i wojskowych oraz napisanego po polsku zbioru Przysłowia mów potocznych (1658); Aleksander Fredro uważał się za jego potomka i swoje komedie opatrywał mottami zaczerpniętymi z jego zbioru. [przypis edytorski]
2. huzar — dawniej żołnierz lekkiej jazdy. [przypis edytorski]
3. cel — tu: tarcza, do której mierzy się z broni palnej. [przypis edytorski]
4. karuzel (daw.) — karuzela; dawna konna zabawa rycerska. [przypis edytorski]
5. zatrudnić — tu: zająć. [przypis edytorski]
6. spencer (daw.) — rodzaj krótkiej męskiej kurtki. [przypis edytorski]
7. pewnie — tu: na pewno. [przypis edytorski]
8. łoza — wierzba. [przypis edytorski]
9. prześlepić (pot.) — przegapić, nie zauważyć. [przypis edytorski]
10. obces (daw.) — obcesowo, gwałtownie, natarczywie. [przypis edytorski]
11. kundys (daw.) — kundel. [przypis edytorski]
12. hajże (daw.) — dalej. [przypis edytorski]
13. jasienina (daw.) — las jesionowy. [przypis edytorski]
14. dębniak — tu: las dębowy. [przypis edytorski]
15. lulka (daw.) — fajka. [przypis edytorski]
16. za powrotem (daw.) — po powrocie. [przypis edytorski]
17. à propos (fr.) — w odniesieniu do. [przypis edytorski]
18. klucznica — dawniej ochmistrzyni zarządzająca gospodarstwem domowym. [przypis edytorski]
19. białogłowa (daw.) — kobieta. [przypis edytorski]
20. zakrawać na — tu: zmierzać do. [przypis edytorski]
21. parada — tu: uroczyste widowisko, przegląd, rewia. [przypis edytorski]
22. landara — tu: duża kareta podróżna. [przypis edytorski]
23. kocz — rodzaj powozu konnego. [przypis edytorski]
24. bryka — odkryty powóz konny. [przypis edytorski]
25. ukontentowanie (daw.) — zadowolenie. [przypis edytorski]
26. wprzódy (daw.) — przedtem, wcześniej. [przypis edytorski]
27. harap (daw.) — rodzaj bicza używanego na psy myśliwskie. [przypis edytorski]
28. zasię a. zasie (daw.) — natomiast, zaś. [przypis edytorski]
29. sfora — tu: gromada psów myśliwskich. [przypis edytorski]
30. madame (fr.) — pani. [przypis edytorski]
31. Rossini, Gioacchino (1792–1868) — włoski kompozytor, twórca wielu oper. [przypis edytorski]
32. referendarz — urzędnik lub samodzielny sędzia w dawnej Polsce. [przypis edytorski]
33. kresa (daw.) — tu: szrama, blizna. [przypis edytorski]
34. przełożyć — tu: wyłożyć, wyjaśnić. [przypis edytorski]
35. najprzód (daw.) — najpierw. [przypis edytorski]
36. poprzedniczy (daw.) — poprzedni, poprzedzający. [przypis edytorski]
37. markietanka — kobieta towarzysząca dawniej wojsku, często pełniąca rolę prostytutki. [przypis edytorski]
38. szyk — tu: kolejność. [przypis edytorski]
39. uważać — tu: zważać, zwracać uwagę. [przypis edytorski]
40. rąbać (daw.) — zadawać rany białą bronią, siec; tu: uprawiać wojaczkę, być żołnierzem. [przypis edytorski]
41. taką rzeczą (daw.) — w ten sposób, w tej sytuacji. [przypis edytorski]
42. wystawiać (daw.) — wyobrażać. [przypis edytorski]
43. uważać — tu: zauważyć. [przypis edytorski]
44. trzpiotostwo (daw.) — lekkomyślność, płochość, pustota. [przypis edytorski]
45. amory (daw.) — flirty, miłostki. [przypis edytorski]
46. wybrać się za — tu: wyjść za mąż. [przypis edytorski]
47. odnosić (daw.) — tu zbierać, dostawać. [przypis edytorski]
48. powolny (daw.) — tu: posłuszny. [przypis edytorski]
49. miarkować (daw.) — tu: domyślać się. [przypis edytorski]
50. nadal (daw.) a. na dal — tu: przewidując przyszłość, w przyszłości, na przyszłość. [przypis edytorski]
51. zoczyć (daw.) — zobaczyć, ujrzeć. [przypis edytorski]
52. przechód (daw.) — przejście, przemarsz. [przypis edytorski]
53. gdyby tylko nie w tej mierze — gdyby tylko chodziło o inną sprawę. [przypis edytorski]
54. szwadron — pododdział pułku kawalerii. [przypis edytorski]
55. uwiadomić (daw.) — powiadomić, poinformować. [przypis edytorski]
56. polęknąć się (daw.) — przelęknąć się, zlęknąć się. [przypis edytorski]
57. nareszcie (daw.) — tu: ostatecznie, w ostateczności, co najwyżej. [przypis edytorski]
58. fuzja (daw.) — długolufowa, ręczna broń palna. [przypis edytorski]
59. pałasz — broń sieczna używana dawniej przez kawalerię. [przypis edytorski]
60. kulbaczyć (daw.) — siodłać konia. [przypis edytorski]
61. mantelzaczek a. mantelzak (daw.) — tobołek podróżny. [przypis edytorski]
62. i kroku — tu: ani na krok. [przypis edytorski]
63. wcale — tu: całkiem, dość. [przypis edytorski]
64. niewiadomość (daw.) — nieświadomość, niewiedza. [przypis edytorski]
65. kontent (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]
66. od niego — tu: w znaczeniu „od ciebie”, „od pana”. [przypis edytorski]
67. twardousty — o koniu: niedający się łatwo kierować. [przypis edytorski]
68. podobność (daw.) — podobieństwo. [przypis edytorski]
69. interesa (daw.) — interesy, sprawy. [przypis edytorski]
70. potem — tu: poza tym. [przypis edytorski]
71. myłka (daw.) — omyłka, pomyłka. [przypis edytorski]
72. potem — tu: poza tym. [przypis edytorski]
73. dożywocie — tu: dożywotnie świadczenia pieniężne lub posiadanie czegoś. [przypis edytorski]
74. spuszczać się na (daw.) — tu zdawać się na. [przypis edytorski]
75. marsa stawiać — robić groźną minę. [przypis edytorski]
76. wcale — tu: całkiem, dość. [przypis edytorski]
77. sprawiać się (daw.) — tu: tłumaczyć się, usprawiedliwiać się. [przypis edytorski]
78. cackać (daw.) — pieścić. [przypis edytorski]
79. najniższy — tu: sługa uniżony. [przypis edytorski]
80. obecność — tu: teraźniejszość. [przypis edytorski]
81. pomiarkować się (daw.) — tu: pohamować się. [przypis edytorski]
82. znarowić — uczynić konia nieposłusznym, narowistym. [przypis edytorski]
83. trzpiotać się (daw.) — figlować, zachowywać się jak trzpiot. [przypis edytorski]
84. trunek (daw.) — napój alkoholowy. [przypis edytorski]
85. harc (daw.) — dawniej walka pojedynczych żołnierzy nieprzyjacielskich wojsk, rodzaj pojedynku. [przypis edytorski]
86. tą razą (daw.) — tym razem. [przypis edytorski]
87. wystawić (daw.) — tu: przedstawić. [przypis edytorski]
88. troskliwie — tu: starannie. [przypis edytorski]
89. różnić (daw.) — tu: poróżnić, pokłócić. [przypis edytorski]
90. nareszcie — tu: ostatecznie. [przypis edytorski]
91. ustalić — tu: umocnić. [przypis edytorski]
92. wolał byłby strzelić —lepiej, gdyby strzelił. [przypis edytorski]
93. wcale — tu: całkiem, dość. [przypis edytorski]
94. wcale — tu: całkiem, dość. [przypis edytorski]
95. kwita — koniec. [przypis edytorski]
96. potwarz (daw.) — pomówienie, oszczerstwo. [przypis edytorski]
97. mówność (daw.) — mowność, skłonność do mówienia, gadulstwo. [przypis edytorski]
98. pókiż (daw.) — tu: dokąd, pokąd. [przypis edytorski]
99. knować (daw.) — knuć, planować intrygę. [przypis edytorski]
100. względem czego — w jakiej sprawie. [przypis edytorski]
101. przymówić (daw.) — zrobić nieprzyjemną uwagę. [przypis edytorski]
102. potem — tu: poza tym. [przypis edytorski]