Pieśń ósma. Mare1

Wielkie, czarne, rozlewające się po policzkach

Nieskończona liczba koncepcji, myśli, konstruktów

powołanych z przepełnienia do przepełnienia

do jeszcze większej obfitości przelewana

Czułem miliardy, były wspólne i oddzielne

Chłód owiewał mi twarz, spełniona rewolucja

To chłód dostrzegany przez niewielu

za słaba jakość soczewki w lornetce

Dryfowały tu nieoczekiwane metafory

burzycielskie i dzięki falom rytmiczne

Były jak resztki po rozbitych samo lotach

Drzazgi z drewna, resztki wsłuchane ostatecznie

Nie było tam czasu teraźniejszego, passato prossimo

Ja stałem, wchłaniałem ten widok otwartą gębą

Pocztówka z widokiem za 1,50

plus znaczek znaczeń, by odnaleźć nadawcę

Wiekuiste leżenie na zabujanym w tobie hamaku

podczas zmasowanych ataków rozwiązań

z butelką niepotrzebnego wina oglądasz sufity

nie dotykasz podłóg zabezpieczonych izolacją

Dotykam głową sufitu, no proszę

mój policzek przykleja się do niego

no, już nareszcie nie można wyżej

To bardzo staroświeckie standardy wysokości

Supłana konstrukcja przyjemnie cię obejmuje

Nie ma tu wielce oczekiwanych staruszków — owadów

Wszystkie możliwości są tu spełniane w spokoju

wszystkie oprócz ograniczeń, koncert życzeń

Słowa mają tu swoje liturgiczne głębokości

zaskakujące w swych turbulencjach i przejawach

Sanctus, sanctus, sanctus2 łamie porządki

porządki szklanych gablotek

porządki systematyczności gatunków

ułożonych przez moralizatorów, przez archeologów

Morze ma swoje przypływy i odpływy

Teraz lekko się wycofało, odsłaniając piaszczysty brzeg

odsłaniając swą anarchiczną antygramatykę

Oto reklama ośrodka wypoczynkowego

gdzie ciągle brakuje kompletu na turnus 27.07.–30.08

Przypisy:

1. Mare (łac.) — morze. [przypis edytorski]

2. Sanctus, sanctus, sanctus (łac.) — święty, święty, święty. [przypis edytorski]