Pieśń siódma. Bianca śpiewa nad walerianowym jeziorem do nieznajomego

Moje spierzchnięte usta wyszeptują pytanie do ciebie

Kim jesteś, o skulony? Gęsia skóra na twym ciele?

Językiem swym chłepczesz silny koncentrat waleriany

zalany tylko 0,000001% słonej wody z morza

ta niewielka ilość już wystarcza, że pamiętasz o wszystkim

Gdzieś Jego daleka obecność przypomina tobie

że słona woda jest bardzo zdrowa i antyseptyczna

Jeżeli umiesz rozciąć jeszcze raz usta do śpiewu

słowa wypowiadane spopielają się od razu w miał

Nic nie ma smaku, nawet waleriana, nawet twoja ślina

Proszę więc o łyżkę cukru, małymi porcjami popijajmy

za naszą pośmiertną starość i niedołęstwo spowodowane

uprawianiem sportów, które defasonowały nasz bezruch

zapomnieć wszystko, czego nauczył komitet normalizacyjny

Kim jesteś, skulony potworze z jezior fotografowany?

Wszyscy myślą, że jesteś rodzajem istnienia niemożliwego

że jesteś istnieniem z dosyć precyzyjnego fotomontażu

Gumowy łabędź, z którego tchnienie umknęło, i zmarszczony

taki materac wydmuchany, dziurawy w swych spojeniach

Leżysz wyrzucony na brzeg walerianowego sińca w kształcie

nieregularnego koła narysowanego prawie ludzką ręką

Potrzebowałabym teraz kogokolwiek

Czy ty możesz być przez chwilę

Kimkolwiek?