Pieśń szósta. Sine jezioro pod powieką

Pełna bólu, zmęczenia sobą nie mogę kroczyć

w paradzie jednej osoby bez flag i emblematów

Odwracam się, zemdlona szarością w porcjach

Widzę mą podobiznę multiplikującą się w kątach

Fermentuję, deformuje się ciągle me senne spojrzenie

Smród tutejszy silnie uderza mnie po policzkach

boleśnie spłynęło wszystko wodospadami w doły

Upadłam jeszcze raz na siebie, próbując zobaczyć

wielki, osobowy siniec, rozlewający się we mnie

znak zakazu, nakazu i ostrzeżenia dla łobuziar

Odrętwiałe oczy podniosłam wielkim wysiłkiem

z siną twarzą pełną dźwięcznych zębów w ustach

Czyż nie jestem teraz piękniejsza, obita-opuchnięta?

Me wdzięczne policzki strzaskane, guzy się piętrzą

na prawej i lewej stronie mych skroni jak rogi srebrne

Uśmiecham się niecierpliwie uznając, że mnie poznasz

umalowaną dziś niewinnie dla ciebie, na spotkanie

Wije się niecierpliwie niewielkie rozlewisko

w odcieniach mieni się jej oleista fala

niestety niezachęcająco, niestety niezachęcająco

W szarym prochu fioletowo-zielone jezioro

Bajoro brudne, odmęty głębokie i ograniczone

rozlane tu przypadkiem przed wiekami

w sumie przez nieuwagę się wylało

ale nikt tego nie zmył, nie posprzątał

O nim się tylko zapomina, bo jest z boku

Jego solna toń wypełniła mi gardło

gdzieś przypomniałam sobie tę woń

znaczenie tego zapachu apteczne

walerianowy z cukrem smród wielki

Kompost, nawadnianie okolicy kroplami

z dozownika wąskiego, ciągle zatykanego

To tylko dla bydła gorszego sortu

dla cielaków z sutkiem w buzi

z papierosem najtańszym w okolicy

Mają twarde języki i żuchwy stalowe

smaków nie rozróżniają już w zasadzie

Na brzegu jeziora rozsypany cukier

Cukier zaciągający się gorzkim smakiem

dla histeryczek i histeryków baśniowych

drżą im ręce, nie potrafią nawet nosić siebie

Cukier na małe łyżeczki sypany

zachodzące walerianą zachody słońc

testów ciążowych i papierów lakmusowych

stosowanych przez jeszcze uczących się

Takie sine oko na pustyni pokrytej wykładziną

ukrywa to, że pod nią trwa konsekwentny rozpad

Pomóż mi podnieść oczy, pomóż mi spojrzeć

Cóż to za zjawisko niezwykłe i smrodliwe

czy zapominanie aż tak cuchnie, aż tak?