Pieśń trzydziesta pierwsza. Pejzaż wewnętrzny

Z głębokości swojej wołam do siebie, ni nawet echa

bruna trwająca w sobie sama oducza się już śpiewać

Już nigdy nie będę śpiewać, już nigdy nie będę mówić

już nigdy nie będę śpiewać, już nigdy nie będę mówić

Moje pejzaże wewnętrzne mnożą się niezwykle regularnie

niszcząc drobne odrosty, narośla tęskne i miękkie

Kształty zdają się wykrzywiać, układać w drastyczne chichoty

Żadna farba w paletach, żaden pędzel ni szmata, bez podłoża

Maluj się, maluj, bazaltowy wielkoludzie, idą po ciebie

maluj się w ostatnich pejzażach wewnętrznych, bo za chwilę

za chwilę nie będziesz mógł już nic mówić, z bólu układać

Twój język się zmiesza bardzo, język się zmiesza ze wstydu

Ostatnie to płótna, ostatnie obrazy malowane przed śmiercią

gdy drzwi się domkną, ścisną się one wokół ciebie na zawsze

zawiną się wokół, kneblując twe ujścia bramami piekielnymi

porosty będą się już tylko tobą odżywiać i gnuśnieć z bólu

będą tęsknić za niemożliwościami, za niespełnieniami słonymi

Dawne figury płyną teraz w koktajlach nieprzebranych

nie mieszają się ze sobą tak, że wyczujesz poszczególne smaki

Masy lodowcowe niosą ze sobą wielkie ilości śmieci i błota

Widzę jeszcze, rozpoznaję cyprysy szeleszczące, ścięte w sokach

Ulice nazwane imionami mych smukłych ofiar skręcają bardziej

Wielkie, puste ruiny zaglądają we mnie ciekawie, szukając nicości

lecz we mnie tylko przepełnienia zakończone moimi porządkami

Żywot tych materii portretowanych przedłużony przeze mnie

gniją one bez światła, bez wyciągnięcia się i drżenia na wietrze

gniją we mnie, nie znajdując pokoju, karłowacieją, burzą się pianą

Schody w głębiny zapraszają, wiją się, kruszeją pod stopami

W przymkniętych okiennicach pląsa lęk tłusty, wygląda z okna

oglądając mój pejzaż wewnętrzny, wykrzywia mocniej panoramę

Liguryjskie czerwone drogi powinny przecież prowadzić do celu

Wiodą mnie jednak na punkt obserwacyjny, na Punta Corvo

Czerwienie zagubione w błędzie uciekają po bokach

sklepieniami się one zamykają wiecznymi, zasłaniając nieba

zasłaniając nieba nienamalowane w mym pejzażu wewnętrznym