II

Skończoność

Tyle nam pieszczoty,

Co dla czworga rąk.

A ty, zmierzchu złoty,

Konaj wpośród łąk.

Jedna dal w błękicie,

Ale różna łódź!

Trzebaż było życie

Z ową dalą skuć?...

Późny wieczór stroni

Od zielonych bruzd.

Dłoniom zbrakło dłoni,

Ustom zbrakło ust!

Szczęście, co od słońca

Wzięło czar i kres,

Dobiega do końca,

Unikając łez.

Oto — zlękłe ciało,

Oto gwiezdny kurz!

To, co stać się miało,

Niech się stanie już!