W malinowym chruśniaku (cykl)
W malinowym chruśniaku (cykl)
W malinowym chruśniaku
W malinowym chruśniaku1, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał2 z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
[Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni]
Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni,
Z trudem przez nas wykrytych. Gniew nasz w słońcu pała!
Śpieszno nam do łez szczęścia, do tchów naszych woni,
Chcemy pieszczot próbować, poznawać swe ciała.
Więc na przekór przeszkodom źrenicą bezradną
Chłoniemy się nawzajem, niby dwa bezdroża,
A gdy powiek znużonych kotary opadną,
Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża.
Nikt tak nigdy nie patrzał3, nie bywał tak blady,
I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł,
I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady
W takim łożu, pod strażą takich czujnych kotar!
[Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze...]
Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze
Żaden szelest, co chętnie taje4 w niej i ginie.
Czerwieniata5 wiewiórka skacze po sośninie,
Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze.
Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem
Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,
Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,
Co w ślad za nim — spóźnione — opadają potem.
Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady
I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,
A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,
Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem.
[Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne...]
Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne:
Lampa, gdy noc już zdąży świat mrokiem owinąć,
Winna zgasnąć w tej szybie, a w tamtej zapłonąć.
Na znak ten oddech tracę. Już schody są ciemne.
Czekasz z dłonią na klamce i gdy drzwi otwiera,
Tulę tę dłoń, co jeszcze ma chłód klamki w sobie,
A ty w zamian przyciskasz moje ręce obie
Do serca, które zawsze u drzwi obumiera.
Wchodzę ciszkiem6, jak gdyby krok każdy knuł zbrodnię,
Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów.
Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów,
By szczęściu i pieszczotom było w nim wygodnie.
I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,
Dopóki nie dopełnisz podjętego trudu.
Ileż w dłoniach twych pieczy7, miłości i cudu!
Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje.
[Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota...]
Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota:
Kto całował twe piersi, jak ja, po kryjomu?
Czy jest wśród twoich pieszczot choć jedna pieszczota,
Której, prócz mnie, nie dałaś nigdy i nikomu?
Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi!
Poniżam dumę ciała i uczuć przepychy,
A ty mi odpowiadasz, żem marny i lichy,
Podobny do tysiąca obrzydłych ci ludzi.
I wymykasz się naga. W przyległym pokoju
We własnym się po chwili zaprzepaszczasz łkaniu,
I wiem, że na skleconym bezładnie posłaniu
Leżysz, jak topielica na twardym dnie zdroju8.
Biegnę tam. Łkania milkną. Cisza, niby w grobie.
Zwinięta, na kształt węża, z bólu i rozpaczy
Nie dajesz znaku życia — jeno9 konasz raczej,
Aż znienacka za dłoń mię10 pociągasz ku sobie.
Jakże łzami przemokłą, znużoną po walce
Dźwigam z nurtów pościeli w ramiona obłędne!
A nóg twych rozemknione11 pieszczotami palce
Jakże drogie mym ustom i jakże niezbędne!
[Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała...]
Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,
Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała
Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.
Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,
A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
A ja płacz twój całuję, biodra i kolana,
I ramię, i zsuniętą z ramienia koszulę.
Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,
Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania12
Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.
Odpowiadasz bezładnie — ja słucham z uśmiechem.
[Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze..]
Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze13,
Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.
Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze14
I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie.
Swym cielskiem kostropatym15 kąpie się w kałuży,
Co nęci, jak ożywczych jadów pełna misa,
Czołgliwymi16 mackami krew z kwiatów wysysa
I ciekliną17 swych mętów po ziemi się smuży18.
Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie,
Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi,
Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,
Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.
[Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie...]
Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie
Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie
Sługę, co pieszczotami gasi me pragnienie,
A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie!
Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,
Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,
Głowę twą, niby puchar, ujmuję w swe dłonie
I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele.
I raduję się, śledząc tę wargę, jak zmierza
Do mej piersi kosmatej, widnej19 w niedomroczu20,
W której marzę pierś w lesie ryczącego zwierza
I staram się, gdy pieścisz, nie tracić go z oczu.
[Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady...]
Ty pierwej21 mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady
Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie,
I tropiąc twoją bladość, sam się staję blady,
I zdybawszy22 twój bezkres, sam ginę w bezkresie.
A potem wzieram23 w oczy, by zgadnąć, czy dość ci
Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście,
I twe dłonie, jak w pąki, mnę w zdrobniałe pięście24,
By się w nich docałować twych chrząstek i kości.
A one wypukleją na dłoni przegibie25,
Niby pestki owoców, zróżowionych znojem,
I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem,
Zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie.
Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie,
A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę,
Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie,
Chwila — a już cię do snu z lat dawnych kołyszę.
[Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi...]
Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi
Czarom, skrytym w twym ciele z moją o nich wiedzą!
Oczy, co się rzęsami nie tknęły twych piersi,
Czyliż pustym26 domysłem te czary wyśledzą?
Kto w chwili pocałunków nie zagrzał swej dłoni
Na twych bioder nawrzałej27 żądzą przegięcinie28,
Nie potrafi określić upojeń tej woni,
Co z ciebie, jako z róży, snem potartej, płynie.
Kto ustami w nóg twoich nie wdumał się dreszcze,
Nigdy dość nie wysłowi twych oczu omdlenia,
A choćby je dzień cały badał bez wytchnienia,
Nie wypatrzy z nich tego, co ja z nich wypieszczę!
[Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!...]
Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!
Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy,
A choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy,
Serce me w tajemnicy przed twym sercem kona...
Dusza twoja śmie marzyć, że w gwiezdne zamiecie
Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze —
Lecz ciało? Któż pomyśli o nim we wszechświecie,
Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham, i pieszczę?
I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju,
Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała29,
Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju30,
Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała.
Przypisy:
1. chruśniak — krzaki, zarośla. [przypis edytorski]
2. gdym wargami wygarniał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: gdy wargami wygarniałem. [przypis edytorski]
3. patrzał — dziś popr. forma 3 os. lp cz.przesz.: patrzył. [przypis edytorski]
4. tajać — topnieć. [przypis edytorski]
5. czerwieniaty — czerwonawy. [przypis edytorski]
6. ciszkiem — po cichu. [przypis edytorski]
7. piecza (daw.) — opieka. [przypis edytorski]
8. zdrój — źródło. [przypis edytorski]
9. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]
10. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]
11. rozemkniony — otwarty. [przypis edytorski]
12. z porania — rankiem. [przypis edytorski]
13. zmrocze (rzad.) — mrok, mroczne miejsce. [przypis edytorski]
14. podobłocze (daw.) — przestworza, obszar podniebny. [przypis edytorski]
15. kostropaty — szorstki, obfity w nierówności. [przypis edytorski]
16. czołgliwy — pełzający, czołgający się. [przypis edytorski]
17. cieklina — odnoga. [przypis edytorski]
18. smużyć się — zostawiać za sobą smugę. [przypis edytorski]
19. widny (daw.) — widoczny. [przypis edytorski]
20. niedomrocze (neol.) — niecałkowity zmierzch. [przypis edytorski]
21. pierwej — najpierw. [przypis edytorski]
22. zdybać — schwytać, przyłapać. [przypis edytorski]
23. wzierać (przestarz.) — wglądać. [przypis edytorski]
24. pięście — dziś popr. forma B. lm: pięści. [przypis edytorski]
25. przegib — przegięcie. [przypis edytorski]
26. pusty — marny, bezpodstawny. [przypis edytorski]
27. nawrzały — przesiąknięty. [przypis edytorski]
28. przegięcina — łuk, zagięcie. [przypis edytorski]
29. pałać — płonąć. [przypis edytorski]
30. zdrój — źródło. [przypis edytorski]