W zwiewnych nurtach kostrzewy (cykl)
Topielec
W zwiewnych nurtach kostrzewy1, na leśnej polanie,
Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie2,
Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki.
Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,
Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie
Zwiedzić duchem na przełaj3 zieleń samą w sobie.
Wówczas demon zieleni wszechleśnym4 powiewem
Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,
I wabił nieustannych rozkwitów pośpiechem,
I nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem,
I czarował zniszczotą5 wonnych niedowcieleń,
I kusił coraz głębiej — w tę zieleń, w tę zieleń!
A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,
Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,
Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany,
W taką zamrocz6 paproci, w takich cisz kurhany7,
W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask8 głuchy,
W takich szumów ostatnie kędyś9 zawieruchy,
Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni10,
Cienisty, jak bór w borze — topielec zieleni.
Gwiazdy
Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy11
Kołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary,
To w próżnię swe radosne unosząc pożary,
To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy.
Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,
A światy roziskrzone — zaledwo12 na mgnienie
Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,
Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.
Odsłaniają swe jary13, wzgórza i parowy14,
Już z jednego szum borów płonących dolata15,
Z drugiego — cisza grobów, a z trzeciego świata —
Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.
Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu,
Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada,
Gwiazdy giną w jaśnistych16 roztopach błękitu,
I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada.
Skroń znużoną pochylam do stogu na łące,
Garścią rozćwierkanego rojem świerszczów17 siana
Rzeźwię18 oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące,
I do snu odniałego19 padam na kolana.
I śni mi się, i trwogą uderza do głowy
Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.
Odjazd
Gdym odjeżdżał 20na zawsze znajomym gościńcem21,
Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
Podkute szafirowym dookoła sińcem.
Był klomb i rój motyli, i błękit przezroczy22,
I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy23.
A gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy
I czemu — przypomniałem24 te oczy, przyziemnie
Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
Tym wszystkim, czym się można wpatrzeć w świat i dalej.
Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
I czemu z szafirową zawczasu żałobą
Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą
Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?
I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?
Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze
I zostawiać samopas25 kędyś26 — na uboczu?
Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem
I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
Podkutych dookoła szafirowym sińcem?
Wieczór
Słońce, zachodząc, wlecze wzdłuż po łące
Wielki cień chmury, ciągnąc go na wzgórza,
Zetknięte z niebem, co życie, gasnące
Pod barw przymusem — w głąb marzeń przedłuża,
Aby dowidzieć poprzez dale puste
Jedyną wokół purpurową chustę
Dziewczyny, która swych dłoni oplotem
Kolana zgodnie wgarnęła pod brodę
I coraz bardziej pod niebios namiotem
Samotniejąca w tę dal i pogodę,
Od dawna ruchu i snu nie odmienia,
Chłonąc czar drętwy samego patrzenia
We wszystko naraz, w nic zasię27 z osobna,
Wpobok28, zaledwo29 do siebie podobna,
Wyolbrzymiona wobec próżni świata,
Krowa się w świetle różowi łaciata,
Co jednym rogiem pół słońca odkrawa,
A drugim wadzi o daleką gruszę...
Sennych owadów nieprzytomna wrzawa
Umacnia pustkę i podsyca głuszę30,
Wspartą na stogach, powiązanych w drągi.
Kolejne idą nad polem przeciągi
Tchu ziół dalekich, zaprawnego31 potem
Zoranej ziemi, co — tknięta wron lotem —
Paruje ciężko i chłodnieje z wolna.
Na widnokresie32 jakaś mgła dowolna,
Cień, niemający przyczyn wśród przestworu33,
Rośnie, by zwiększyć potęgę wieczoru,
I wśród rosnących z nim razem bezmiarów
Dziwnie brzmią zgiełki świerszczących komarów.
W polu
Dwoje nas w ciszy polnego zakątka.
Strumień na oślep ku słońcu się pali,
W liściu, co trafił na krzywy prąd fali,
Wirując, płynie szafirowa łątka34.
Nadbrzeżna trawa, zwisając, potrąca
O swe odbicie zsiwiałą kończyną,
Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca,
Przysklepił muszlę swym ciałem i śliną.
W przerzutnym35 pląsie znikliwsza36 od strzały
Płotka37 się czasem zasrebrzy na mgnienie.
Pod wodą — spojrzyj! — prześwieca piach biały
I mchem ruchliwym brodate kamienie.
Czemu ci głowa na dłonie opadła?
To — pachnie trawa i ten piach pod wodą —
To — wód, polśnione smugami, zwierciadła
Parują ciszą, blaskiem i ochłodą.
Tych kilku dębów ponad brzegiem liście,
Podziurawione i przeżarte chciwie
Przez gąsienice, trwają tak przejrzyście
Nad własnym cieniem, co utkwił w pokrzywie.
Z tej tu pokrzywy czar dębowych cieni
Zgarnę ku piersiom, co na słońce dyszą,
Ustami dotknę bezmiernej zieleni,
Stęsknionej do mnie swym sokiem i ciszą.
Do kwiatów przywrę rozpalone czoło,
Wsłucham się w bąki grające i brzmiki38,
I będę patrzał39, jak lepkie gwoździki
Wśród jaskrów40 lśniącą ociekają smołą.
I będę patrzał, jak maki i szczawie
Mdleją, ciał naszych odurzone wonią,
I będę wodził twoją białą dłonią
Po wielkiej trawie, nieznanej nam trawie.
Tęcza
Słychać go było, jak po młodym życie
Biegł coraz śpieszniej — ciepły deszcz majowy,
Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy41
Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie42.
Pyląc, uderzył w piach drogi spróchniały,
Poszperał w krzaku, co lśniąc, się kołysze,
Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały
I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę.
Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku
Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita,
Poprzerywana i niecałkowita,
Jakby się śniła zmrużonemu oku.
Aż luźne znikąd jednocząc migoty43,
Nagłą zawisa ponad światem bramą,
By ci przypomnieć, że zawsze tak samo
Trwasz w każdym miejscu u wnijścia44 tęsknoty.
By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą,
Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze,
Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą,
Co się za tobą nie zamknęła jeszcze.
Koń
Koniu krzywy, koniu siwy,
Ozdobiony łachem grzywy,
Kocham zawiew zmydlonych twym potem rzemieni
I oddech, juchą45 parnej dymiący zieleni.
Łeb kościaty, ale krewki,
Z wargą miękką, jak pierś dziewki,
Przewieś mi poprzez ramię w rzewną bezrobotę46,
Bym twarzą prężnej szyi wyczuwał ciągotę47.
Koniu smutny aż do śmierci
Z białą pręgą lejc48 na szerci49,
Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem,
Wejdź do mojej chałupy, siądź razem za stołem.
Dam ci wody z mego dzbana,
Dam ci cukru, dam ci siana,
Dam bryłę szczerej soli, gleń50 świeżego chleba
I przez okno otwarte przychylę ci nieba.
Nie sęp51 oczu brwi sitowiem,
Powiem tobie, wszystko powiem!
A gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze52
I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze.
Stodoła
Tyś całował dziewczynę, lecz kto biel jej ciała
Poróżowił na wargach, by cię całowała?
Tyś topolom na drogę cień rzucać pozwolił,
Ale kto je tak bardzo w niebo roztopolił?
Tyś pociosał stodołę w cztery dni bez mała53,
Ale kto ją stodolił, by — czym jest — wiedziała?
Stodoliła ją pewno ta Majka stodolna,
Do połowy — przydrożna, od połowy — polna.
Ze stu światów na przedświat54 wyszła sama jedna
I patrzyła w to zboże, co szumi ode dna.
Wśród georginij
Wśród georginij55 — brzęczenie os.
Twojeż to kroki? Twójże głos?
To — koniec lata, jeden z tych dni,
Gdy słońce blednie, a ogród lśni.
To chory półsen znużonych drzew.
Odwróć swe oczy, ucisz swój śpiew!
To — spija rosę ostatni znój —
To — w cieniu twoim cień spoczął mój.
Pierwszy deszcz
Pierwsza z brzękiem zbudziła się mucha,
Pierwsze liście powypełzły z drzew,
I deszcz pierwszy wdudnia mi do ucha
Rozegrzmiały w błyskawicach śpiew.
Tego śpiewu zgruch i rozgruch długi
Któż by pojął, któż pochwyciłby?
Rozbrykane, rozwierzgane strugi
Miażdżą o ziem pluskające łby.
Już przy ziemi wrzask ich zaumiera56,
A po niebie jeszcze dalej gna!
Chmura oścież w wszechświat się rozdziera,
Nie ma za nią kresu ani dna!
Słońce, w szyby łzawiejąc odżdżone57,
Po podłodze złoty wzburza łan,
I odbicia okien rozmnożone
Wprawia w kurze zruchomiałych ścian.
Ktoś rozepchnął furtę w mym ogrodzie,
Aż z odwrzaskiem runęła na błoń!
Nie wiem, kto to — lecz w porannym chłodzie
Błogosławię niewiadomą dłoń.
[Oto słońce przenika światłem bór daleki...]
Oto słońce przenika światłem bór daleki,
Sosnom z nieba podając tajny znak wieczoru.
Oto sosny spłonęły, jakby w głębiach boru
Nagle coś szkarłatnego stało się na wieki!
Zwabiony owym znakiem, biegnę tam niezwłocznie,
Aby zawczasu jeszcze, nim wpłynę w noc ciemną,
Zastać na nikłym trwaniu i sprawdzić naocznie
To właśnie, co już drzewa widziały przede mną.
Wiosna
Młode jeszcze gałęzie tężą się pokrótce
W zielonej, pniom dla znaku przydanej obwódce.
Kwiaty, kształt swój półsennie zgadując zawczasu,
Nikłym pąkiem wkraczają w nieznaną głąb lasu.
W dali — postrach na wróble przesadnie rękaty
Z zeszłorocznym rozpędem chyli się we światy,
Jakby chciał paść w ramiona pobliskiej cierpiałki58,
Co naprzeciw cień w skrócie rzuca w piasek miałki.
W obłoku — obłok drugi napuszyście59 płonie.
Wróbel łeb zaprzepaszcza w swych skrzydeł osłonie,
Jak gdyby nasłuchiwał, co mu dzwoni w sercu?
Świat, zda się, dziś nam nastał, a na pola szczercu60,
Gdzie zieleń swym wyrojem omgliła rozłogi61,
Bocian, pod prostym kątem załamując nogi
I dziób dzierżąc wzdłuż piersi dogodnie, jak cybuch62,
Kroczy donikąd, w słońca zapatrzony wybuch,
Co skrzy się, że go okiem zgarnąć niepodobna63,
We wszystkich rosach naraz i w każdej z osobna.
Przyśpiew
Wkosmacona w kwiat płytki,
Łeb ująwszy w dwie chwytki,
Pszczoła, nim ją porwie lot,
W słońcu myje się, jak kot —
I do naga z odwianych64 skrzydeł się rozbiera.
Lada powiew — lada
Płoszy wróbli stada,
I psi rumian65 kreśli cień
Ten sam niemal, co dzień w dzień,
I żuk brzuchem w niebiosy złudnie zaumiera66.
Staw obłokiem żegluje,
Młyn mu kołem ojcuje,
Spoza lasu szumi las,
Spoza czasu szemrze czas,
Droga roztopolona67 śni się nie do końca...
Utrudą68 żałobny
Koń, dozgonnie ksobny69,
Zaniepatrzył się na wóz,
Przymknął oczy w cieniu brzóz
I krótkim kaszlem dudni, jak kobza70, do słońca.
Niech się dłuży cień ławy,
Niech wypoczną w nim trawy!
Z łbem na łapie chudy pies
Śpi po łapy owej kres,
Jakby na niej się świata kończyło bezdroże.
Ziele w jarze71, ziele!
Skąd twoje wesele72?
Niech się wzmaga wiew73 i żar,
Niech się wzmaga bór i jar,
I to wszystko, co jeszcze, prócz nich, stać się może!
Fala
Niepostrzeżenie w morza urasta głębinie
Fala, która w niebiosach szuka dla się74 tronu.
Niepochwytna75 dla oka w narodzin godzinie,
Olbrzymieje76 tym śpieszniej, im bliższa jest zgonu.
Cicha bywa, gdy wzbiera nad sióstr zmarłych tłumem,
Aż załamie się w miejscu, gdzie się skędzierzawi77,
Wówczas, węsząc śmierć spodem, burzy się i wrzawi78,
I uderza o brzegi swym pośmiertnym szumem.
I z tym szumem, malejąc, pada na kolana,
I na ląd swe pozgonne79 wysypuje śniegi.
Czy zaszumisz po śmierci, duszo przewezbrana80?
Czy uderzysz raz jeszcze o znajome brzegi?
Wiatrak
Piętrząc się nad ugorów81 chętną mu równiną,
Wiatrak, na wszystkie wokół odsłonięty światy,
Poskrzypuje drewnianą w tańcu krynoliną82,
A na trawę, jak diabeł, miota cień rogaty.
Wędrowcze, w jednym miejscu zatkwiony83 kosturem84,
Co znaczą twoje wstrząsy i nagłe podrygi?
Komu kłaniasz się wokół dębowym kapturem?
Z kim tak trafnie rozmawiasz na migi i śmigi85?
W co wierzysz? Kogo widzisz nad sobą w lazurze86?
Gdybyś się uczłowieczył — jakie miałbyś lica87?
Co za stwór się zataił w twej sękatej skórze?
Czym jesteś, oglądany przez duchy z księżyca?
[W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych...]
W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych,
Co kształty w miarę biegu odmieniają stale,
Światła chodzą po łące w odstępach nierównych,
Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale.
Nie wiadomo, co łąkę tak szerzy w bezmiary,
Czy ich zwiewność, czy cichość, czy ruch, czy jasnota?
Czy raczej nieustanna tych cieniów pierzchota88,
Co się kryją — spłoszone — w parowy89 i jary90?
Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze91,
Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie
I w pierś moją uderzy — i cały się zaskrzę,
I łące nagle drogę rozwidnię do siebie.
[W głąb podwórza świt przenika sennie...]
W głąb podwórza świt przenika sennie,
Słychać bicie dwóch sprzecznych zegarów.
Na śmietniku skrzy się drogocennie
Potłuczonych resztka okularów.
Kiedy z rynny jaskółka wylata92,
Mur w ślad za nią zda się rość93 w obłoki!
Pod akacją już obce dla świata
Leżą szczura rozczochrane zwłoki.
Dłoń dziewczęca z przeciwka dla psoty
Szkłem na ścian mych kwiaciate94 obicie
Rzuca żywe, słoneczne pełgoty95,
Którym lubię się przyglądać skrycie.
[Zapłoniona czereśnia, przez wróble opita...]
Zapłoniona czereśnia, przez wróble opita,
Skrzy bieliście96 ku słońcu odziobaną pestę97.
Korę, sokiem nabrzmiałą, żuk drasnął i przez tę
Drobną skazę żywicy płowa98 kropla świta.
Jeszcze pod zlewą99 rosy obfitej niezwykle
Kwiat się wątły ugina i ziemi dosięga,
I młodych jeszcze mrówek cwałująca wstęga,
Zachowując kształt w biegu, różowieje nikle.
Jakaż radość bezbronna i z jakąż łez siłą
Wzbiera we mnie i serce obnaża na światy,
Gdy zaoczę100 tej nocy narodzone kwiaty
W miejscu, gdzie jeszcze wczoraj tych kwiatów nie było!
Pieszczota
Ten pąk róży, co dobył zaledwo101 pół skroni,
W uścisk liści od spodu tak czujnie ujęty!
Ten uśmiech, co się uczy i barwy, i woni —
Ten czar, co tym czaruje, że nierozwinięty!
Na palcach doń102 się zbliżam, by kroków odgłosy
Nie spłoszyły tej ciszy, w której trwa i rośnie,
I oczy przymykając, całuję zazdrośnie
Jedwab ciepły od słońca i mokry od rosy.
A po chwili, gdy dłonią muskając twe sploty,
Opodal tego pąka w cieniu drzew cię pieszczę,
Ustom moim dorzucam ślad twojej pieszczoty
Do smugi pocałunku, niestartego jeszcze.
[Żuraw skrzypi za furtą ogrodu...]
Żuraw103 skrzypi za furtą ogrodu,
Słońce skrzy się w zadrach płotu tak nieznośnie,
Z gęstwy płynie dech przyziemny chłodu,
Wilga gwiżdże i dwugłośnie, i trójgłośnie.
Lubię dojrzeć ukradkiem
Kłos, co w kwiatach przypadkiem
Taki inny wzwyż rośnie.
Z odrobiną słońca w rdzawej blasze
Popod104 klombem polewaczka105 leży pusta.
Zdaje mi się, że dmuchnięciem zgaszę
Złotą muchę, co uderza w moje usta.
Obłok, prósząc przez drzewa
Skry106 ogniste, powiewa,
Jak płonąca w dal chusta.
Ta murawa, wychmarzona z rosy,
Mym się oczom tak narzuca, jak dziwota,
Skoro jabłko, zjedzone przez osy,
Wskaże mi ją, dzwoniąc w ziemię, jak pięść złota.
Wzrok zdziwiony nią pieszczę,
Jakbym nie znał jej jeszcze
Za dni mego żywota.
[O majowym poranku deszcz ciepły i przaśny...]
O majowym poranku deszcz ciepły i przaśny107
Trafia w liście na oślep — prawie bezhałaśny.
Krople, spadłe i kurzu pociągnięte błoną,
Podskakują na piachu i wzajem się chłoną,
I wspólnie olbrzymiejąc108, trwają same przez się,
Aż je ziemia powoli uszczupli i wessie.
Coraz mniej ich przybywa na drogi i łany.
Już wygładza się strumień, deszczem pręgowany,
Już zza chmur, rozpostartych na kształt kruczych skrzydeł,
Słońce pęk wysztywnionych ku ziemi promideł109
Rozwachlarza110 znienacka i przez wyzior111 w chmurze
Prześwitując, rozwidnia strojne brzozą wzgórze
I klin pola przygodny i pogrąża w złocie
Sad wiśniowy aż do dna wraz z wróblem na płocie,
Co, światłem zaskoczony, ćwierka wniebogłosy.
I łzy jeszcze niestałej i ruchliwej rosy
Skrzą się tłumnie, u liści zawieszone brzegu,
I wzdłuż łodyg cwałują resztą swego biegu.
Motyl, któremu skrzydła posklejał miód słodki,
Na bakier112 wpięty w kitę zachwianej tymotki113,
Kołysze się w cudownym oczom bezukryciu,
Znacząc jakiś świat w świecie, jakieś życie w życiu,
I coś sobie wyznają dwa milczące znoje,
Dwa szczęścia niepojęte — i jego, i moje.
Pogoda
I chcę, i nie chcę, i muszę
Dziś jaśnieć razem z pogodą,
Co niepokoi mi duszę
Złotego szczęścia urodą.
A szczęście lśni od niechcenia,
A ja przezywam je: „Ono”—
I rozkosz porozumienia
Poufnie wzdyma mi łono!
A Ono w słońcu się szerzy,
Na rzęsach światłem osiada,
Ale do siebie należy,
I nikt go, nikt nie posiada!
A Ono teraz w obłoku,
A teraz — w środku trawnika,
Pociesznie przynaglam114 kroku,
Niech krok do szczęścia nawyka115.
Brnę w słońcu po samo gardło,
Co snami łka niecierpliwie,
Twarz mam odwiecznie umarłą,
A w nogach radość mi żywie116...
I błogosławię swej twarzy,
I wdycham wiarę od słońca,
Że się na pewno coś zdarzy,
Coś się poszczęści bez końca!
Że Ono drogą rozminną117
Zbliża się wciąż bezhałaśnie118,
I że tak stać się powinno,
I że tak stanie się właśnie!
I czynię kroki niezgrabne,
Ze szczęściem nieoswojone —
I bezdomnieję119, i słabnę,
I nie wiem, w którą biec stronę?
Trzeba nic nie mieć prawdziwie,
Żyć tylko tym, że się żyje,
By dłoń wyciągać łapczywie
Po takie szczęście niczyje!
[Upalny ranek. Gwary i turkoty...]
Upalny ranek. Gwary i turkoty
Kończą się nagle u sztachet ogrodu,
Gdzie ławek cienie, wdumane w piach złoty,
Dają tym piachom czar głębi od spodu.
Zapatrzonemu w dal przed się120 bez końca
Reszta dorożki z plecami woźnicy,
Znikając nagle na rogu ulicy,
Odsłania szybę, zbłyskaną od słońca.
Pies mój, w ślad za mną idący niemrawie,
Znienacka wstrząsa kudłami swej grzywy
I pysk zadziera, i patrzy ciekawie
Na szyld, od wróbli szary i wrzaskliwy.
Jakaś wariatka męczeńsko uboga,
Słynna w zaułku na całe podwórze,
Wrzuca do skrzynki, strumniałej przy murze,
List, nieudolnie skreślony do Boga.
Przemiany
Tej nocy mrok był duszny i od żądzy parny,
I chabry, rozwidnione suchą błyskawicą,
Przedostały się nagle do oczu tej sarny,
Co biegła w las, spłoszona obcą jej źrenicą —
A one, łeb jej modrząc121, mknęły po sarniemu
I chciwie zaglądały w świat po chabrowemu.
Mak, sam siebie w śródpolnym wykrywszy bezbrzeżu,
Z wrzaskiem, który dla ucha nie był żadnym brzmieniem,
Przekrwawił się w koguta w purpurowym pierzu
I aż do krwi potrząsał szkarłatnym grzebieniem,
I piał w mrok, rozdzierając dziób, trwogą zatruty,
Aż mu zinąd122 prawdziwe odpiały koguty.
A jęczmień, kłos pragnieniem zazłociwszy gęstem,
Nasrożył nagle złością zjątrzone ościory123
I w złotego się jeża przemiażdżył ze chrzęstem,
I biegł, kłując po drodze ziół nikłe zapory,
I skomlał, i na kwiaty boczył się i jeżył,
I nikt nigdy nie zgadnie, co czuł i co przeżył?
A ja — w jakiej swą duszę sparzyłem pokrzywie,
Że pomykam ukradkiem i na przełaj124 miedzą?
I czemu kwiaty na mnie patrzą podejrzliwie?
Czy coś o mnie nocnego wbrew mej wiedzy — wiedzą?
Com czynił125, że skroń dłońmi uciskam obiema?
Czym byłem owej nocy, której dziś już nie ma?
Przypisy:
1. kostrzewa — roślina z rodziny wiechlinowatych, potocznie bywa określana jako wysoka trawa, biologia rozróżnia ok. 650 gatunków zasiedlających całą strefę umiarkowaną Ziemi i tworzących wspólnie rząd kostrzewy (łac. Festuca). Bolesław Leśmian pisząc o zwiewnych nurtach kostrzewy, wskazuje, że powierzchnia porośniętej kostrzewą łąki porusza się na wietrze w sposób przywodzący na myśl powierzchnię wody. [przypis edytorski]
2. niespodzianie — niespodziewanie. [przypis edytorski]
3. na przełaj — najkrótszą drogą. [przypis edytorski]
4. wszechleśny — obejmujący cały las. [przypis edytorski]
5. zniszczota — zniszczenie. [przypis edytorski]
6. zamrocz — mrok. [przypis edytorski]
7. kurhan — dawny grobowiec w formie wzgórza. [przypis edytorski]
8. bezbrzask (neol.) — ciemność. [przypis edytorski]
9. kędyś (daw.) — gdzieś. [przypis edytorski]
10. bezdeń — otchłań, przestrzeń bez dna. [przypis edytorski]
11. mrugawica (neol.) — ciągłe mruganie, błyskanie wielu punktów. [przypis edytorski]
12. zaledwo (przestarz.) — zaledwie. [przypis edytorski]
13. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]
14. parów — dolina o stromych, porośniętych roślinnością zboczach. [przypis edytorski]
15. dolatać — dziś: dolatywać; popr. forma 3. os. lp cz.ter.: dolatuje. [przypis edytorski]
16. jaśnisty (gw.) — świecący, błyszczący. [przypis edytorski]
17. świerszczów — dziś częstsza forma D. lm: świerszczy. [przypis edytorski]
18. rzeźwić — orzeźwiać, odświeżać, rozbudzać. [przypis edytorski]
19. odniały — rozpromieniony dziennym światłem. [przypis edytorski]
20. gdym odjeżdżał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: gdy odjeżdżałem. [przypis edytorski]
21. gościniec (daw.) — droga, trakt. [przypis edytorski]
22. przezrocze — przejrzysta płaszczyzna, przestrzeń. [przypis edytorski]
23. rezeda — roślina o niewielkich żółtawych lub zielonkawych kwiatach. [przypis edytorski]
24. przypomnieć (daw.) — dziś: przypomnieć sobie. [przypis edytorski]
25. samopas (daw.) — bez opieki. [przypis edytorski]
26. kędyś (daw.) — gdzieś. [przypis edytorski]
27. zasię — tu: zaś. [przypis edytorski]
28. wpobok — tu: z boku. [przypis edytorski]
29. zaledwo (przestarz.) — zaledwie. [przypis edytorski]
30. głusza — całkowita cisza. [przypis edytorski]
31. zaprawny — zaprawiony. [przypis edytorski]
32. widnokres — horyzont. [przypis edytorski]
33. przestwór — rozległa przestrzeń. [przypis edytorski]
34. łątka — zielonkawy lub niebieskawy owad żyjący przy brzegu wód. [przypis edytorski]
35. przerzutny — zmieniający często miejsce. [przypis edytorski]
36. znikliwy — łatwo znikający, ulotny. [przypis edytorski]
37. płotka — drobna, srebrno-biała ryba z czerwonymi płetwami. [przypis edytorski]
38. brzmik — gatunek trzmiela. [przypis edytorski]
39. patrzał — dziś popr. forma 1 os. lp: patrzył. [przypis edytorski]
40. jaskier — niewielka roślina o drobnych kwiatach w kolorze żółtym, białym, czerwonym lub innym, występująca na podmokłych terenach. [przypis edytorski]
41. płowy — tu: jasny; szarożółtawy. [przypis edytorski]
42. nicie — dziś popr. forma B. lm rzecz. nić: nici. [przypis edytorski]
43. migot — drgający blask. [przypis edytorski]
44. wnijście (daw.) — wejście. [przypis edytorski]
45. jucha — krew. [przypis edytorski]
46. bezrobota (neol.) — brak pracy. [przypis edytorski]
47. ciągota (rzad.) — dreszcze. [przypis edytorski]
48. lejc — dziś popr. forma D. lm: lejców. [przypis edytorski]
49. szerć — sierść. [przypis edytorski]
50. gleń (gw.) — duża kromka, pajda. [przypis edytorski]
51. sępić (daw.) — zaciemniać. [przypis edytorski]
52. dźwierze (daw.) — drzwi. [przypis edytorski]
53. bez mała — niemal, prawie. [przypis edytorski]
54. przedświat (poet.) — to, co było przed światem. [przypis edytorski]
55. georginia a. dalia — roślina ogrodowa o dużych kwiatach, kwitnąca pod koniec lata, istnieje kilkadziesiąt gatunków o kwiatach różnych kolorów, rozmiarów i z różną liczbą płatków, została sprowadzona do Europy z Meksyku; dziś częstsza forma D. lm: georginii. [przypis edytorski]
56. zaumierać (daw.) — zamierać, obumierać. [przypis edytorski]
57. odżdżony — zasnuty kroplami deszczu. [przypis edytorski]
58. cierpiałka (daw.) — przydrożny krzyż. [przypis edytorski]
59. napuszysty (przestarz.) — napuszony. [przypis edytorski]
60. szczerzec — pustkowie. [przypis edytorski]
61. rozłóg — otwarta przestrzeń. [przypis edytorski]
62. cybuch — część fajki. [przypis edytorski]
63. niepodobna — nie można. [przypis edytorski]
64. odwiany — odsunięty przez powietrze. [przypis edytorski]
65. rumian psi — roślina polna o pierzastych liściach oraz białych lub żółtych kwiatach w formie koszyczków. [przypis edytorski]
66. zaumierać (daw.) — zamierać, obumierać. [przypis edytorski]
67. roztopolony (neol.) — otoczony topolami. [przypis edytorski]
68. utruda — zmęczenie, trud. [przypis edytorski]
69. ksobny — idący ku sobie. [przypis edytorski]
70. kobza — ludowy instrument muzyczny, przypominający dudy. [przypis edytorski]
71. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]
72. wesele (daw.) — radość. [przypis edytorski]
73. wiew — podmuch. [przypis edytorski]
74. dla się — dziś popr.: dla siebie. [przypis edytorski]
75. niepochwytny — nieuchwytny, trudny do złapania; tu: trudny do zobaczenia. [przypis edytorski]
76. olbrzymieć — znacznie rosnąć, stawać się olbrzymem. [przypis edytorski]
77. skędzierzawić się — poskręcać się, pozwijać się. [przypis edytorski]
78. wrzawić — podnosić zgiełk. [przypis edytorski]
79. pozgonny — pośmiertny. [przypis edytorski]
80. przewezbrany — przepełniony, zanadto wezbrany, bujny. [przypis edytorski]
81. ugór — pole od dawna nieuprawiane. [przypis edytorski]
82. krynolina — szeroka halka na metalowej obręczy, noszona pod suknią w XIX w. przez eleganckie damy. [przypis edytorski]
83. zatkwiony — dziś popr.: utkwiony. [przypis edytorski]
84. kostur — kij, mało elegancka laska do podpierania się. [przypis edytorski]
85. śmiga — tu: skrzydło wiatraka. [przypis edytorski]
86. lazur — niebo mające jasnoniebieski kolor, charakterystyczne dla słonecznej pogody. [przypis edytorski]
87. lico (daw.) — twarz. [przypis edytorski]
88. pierzchota — ucieczka. [przypis edytorski]
89. parów — dolina o stromych, porośniętych roślinnością zboczach. [przypis edytorski]
90. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]
91. jaskier — niewielka roślina o drobnych kwiatach w kolorze żółtym, białym, czerwonym lub innym, występująca na podmokłych terenach. [przypis edytorski]
92. wylatać (rzad.) — wylatywać. [przypis edytorski]
93. rość (daw.) — rosnąć. [przypis edytorski]
94. kwiaciaty — kwiecisty. [przypis edytorski]
95. pełgota — słaby, niekiedy gasnący blask. [przypis edytorski]
96. bielisty — biały. [przypis edytorski]
97. pesta — duża pestka. [przypis edytorski]
98. płowy — tu: jasny; szarożółtawy. [przypis edytorski]
99. zlewa (daw.) — ulewa. [przypis edytorski]
100. zaoczyć (rzad.) — zobaczyć. [przypis edytorski]
101. zaledwo (przestarz.) — zaledwie. [przypis edytorski]
102. doń — do niego. [przypis edytorski]
103. żuraw — rodzaj prostej dźwigni umożliwiającej wyciąganie wiadrem wody ze studni. [przypis edytorski]
104. popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]
105. polewaczka (pot.) — konewka. [przypis edytorski]
106. skra — iskra. [przypis edytorski]
107. przaśny — niekwaśny, bez wyraźnego smaku. [przypis edytorski]
108. olbrzymieć — znacznie rosnąć, stawać się olbrzymem. [przypis edytorski]
109. promidło — promień. [przypis edytorski]
110. rozwachlarzać (poet.) — rozciągnąć na kształt wachlarza. [przypis edytorski]
111. wyzior — prześwit. [przypis edytorski]
112. na bakier — na bok. [przypis edytorski]
113. tymotka — trawa o prostych źdźbłach, długich liściach i gęstym kwiatostanie. [przypis edytorski]
114. przynaglać — dziś: przyspieszać. [przypis edytorski]
115. nawykać — przyzwyczajać się. [przypis edytorski]
116. żywie — dziś popr. forma 3 os. lp cz.ter. czas. żyć: żyje. [przypis edytorski]
117. rozminny — powodujący, że trudno się spotkać. [przypis edytorski]
118. bezhałaśnie — dziś: bezgłośnie; bez hałasu. [przypis edytorski]
119. bezdomnieć (neol.) — stawać się bezdomnym. [przypis edytorski]
120. przed się — dziś popr.: przed siebie. [przypis edytorski]
121. modrzyć (przestarz.) — farbować na niebiesko. [przypis edytorski]
122. zinąd (daw.) — z innego miejsca. [przypis edytorski]
123. ościory — pozostałe po wymłóceniu części wąsów ziaren jęczmienia. [przypis edytorski]
124. na przełaj — najkrótszą drogą. [przypis edytorski]
125. com czynił — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: co czyniłem. [przypis edytorski]