Epifania

Wytrwale doskonalimy się w rysowaniu

nowego wizerunku tej, którą umiłowałeś

najbardziej. Mamy odrobinę miejsca

na próchniejących pulpitach: skąpy dar

hojnych absolwentów. Następnym razem

Hiob i jego kumple z pierwszej ławki

usiądą z tyłu, by nam dorównać

lub przegrać. Dzisiaj, odurzeni szumem

za plecami, poddają się twoim

wytyczającym szlak słowom, i widzą

ślady na źle sklejonej mapie Ziemi

Świętej. Wszystkie warkocze znieruchomiały

i nikomu nie przeszkadza, stary

katecheto, że w wizji, którą sprzedajesz,

Galilejczyk chodzi w pantoflach;

nasze serca wciąż walą za mocno.