Coś w zaroślach

Ostry, poręczny kozik, czeluść wiadra pod zlewem

(uważać na głowę!), w której niknie kręty wątek

obierzyn, palce w ziemi i — chyba przez tę ziemię —

pokusa kaligrafii: obrać nie tracąc wątku,

wreszcie sumienie: nie obierać zbyt grubo,

bo właśnie pod skórką gromadzi się to dobre,

jakby chciało na zewnątrz.

Zmarszczka skupienia pod lampą, apostrof,

ciemny lot do poprzedniego apostrofu, gdy

umysł potyka się o siebie. Powoli podłoga

jak pokład, ruch, podszepty, skądinąd wiadomo

— wzór na pochodną złożenia1 musi być, jaki jest,

skoro kropla wybiera najkrótszą drogę, a sznur

ustawicznie ziewa.

Ona, która śpi, i jej telefon na wznak,

który drzemie. Jeżeli będzie burza albo wojna,

przejdziemy przez to lub zginiemy. Lecz teraz

ma pięć lat i na ścieżce wabi sreberkiem kota,

którego chciałaby z pewnością mieć. Niestety,

raz że rodzice, a dwa — kot bardzo już zdziczał

od czegoś w zaroślach.

Przypisy:

1. wzór na pochodną złożenia (mat.) — pot. skrócenie: wzór na funkcję pochodną od funkcji, która jest złożeniem dwóch innych funkcji. [przypis edytorski]