Nieutulenie

Pod kołdrą ziemi kości babci, kości dziadka,

gołe i zawstydzone jak za pierwszym razem.

Kości babci, dziadka, kulą się i lgną ku sobie.

Jeszcze tli się w nich szpik, jeszcze mają

reumatyzm, kości, wiecie, w nich jeszcze czasem

zanosi się na burzę. Ugotowałbym kościół na tych kościach

albo obił kościół tymi kośćmi, albo sobie z tych kości

powróżył. Lecz wchodzę do wody. Liść, pluski.

Zstępuję ufnie nie żywiąc żalu, że nie jest jak pościel.

Chłód mnie nie ścina z nóg, nie brzydzi brzuch rybi.

Niestraszne jest mi wśród trzcin niewiadome.

Spadają pierwsze krople. Grzmi.