W stronę kranu
Mężczyzna patrzy za wysiadającą z tramwaju kobietą,
nie po to by nacieszyć wzrok widokiem jej pośladków,
co byłoby jeszcze dla jego żony do zniesienia,
ale bo związał się z nią myślami podczas jazdy.
Mężczyzna patrzy za wysiadającą jak na radio,
kiedy go słucha, jak na telefon, kiedy na niego czeka.
Ciągnie go na przystanek, na wyszczerbiony trotuar
Narutowicza1, który cały turkocze w skwarze, pod kościół
Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny,
szperać w stosie brokułów, rzodkwi, kalafiorów.
Trzy przystanki dalej, pod halą, mają lepszy wybór
i właśnie tam udaje się z małżonką. Ale stąd dwa kroki
prowadzą przez podwórko z czerwonej cegły w chłód.
W przedpokoju ukucnąć: jedna, druga sprzączka,
i już boso, przez skrzypiący parkiet, do kranu.
Przypisy:
1. Narutowicza — nazwa ulicy w Warszawie. [przypis edytorski]