Senariusz

Jehowa przyszedł i zawirował w pokoju.

Przypominał pływaka żółtobrzeżka,

gdy spokojnie unosi się w toni,

trzymając martwego ciernika.

Chciałem uratować, lecz osad

z głębiny podniósł się i przeszkodził,

jedyną broń, moje usta,

zamknął pieczęcią z gliny.

Kim byłaś rybo, że szarpałem się

przez pół nocy, by wyrwać cię z uścisku?

Nawet nie znam ostatecznego wyniku,

sędziowie rozsypali się jak konstrukcja

z domina, sędziowie też osobliwi —

trzciny i kłącza w zupełnym mroku.