Liber mortuorum

LXVII. Odpowiedzialność

mój przyjaciel jest martwy

i z martwych nie wstanie dzisiaj

mimo iż jest gotów

do dźwigania rzeczy utraconych

jutro znowu pójdę za nim

w głęboki oczodół tego samego

co ujrzałem wczoraj

i jeżeli zaniewidzę to dla garstki

łachmanów w których już go nie zobaczę

jutro znowu będę źrenicą

obróconą strasznie na siebie jak wtedy

kiedy się rodził i kiedy umierał

LXVIII. Nagły deszcz

martwy jest mój przyjaciel

a mój oddech z niego

a moje kości i moje ciało rozszczepione

nawet gdy nie wychodzę z domu

i nieprzygwożdżone są ręce moje

do rąk jego wysupłanych stamtąd

kiedy się chwytam braku powietrza

i nieprzygwożdżone będą fruwać

jak zapomnienie będą kaleczyć

moje ciało kiedy pójdę precz

i odczepiły się kości moje od kości

jego wpojonych w nagły deszcz

LXIX. Wycieczka do lasu

jak przyjedziesz od umierającej matki

(teraz mam usta pełne poziomek)

jak wreszcie wrócisz do swojego umierającego

gdzieżeś był zawołasz w progu domu

przez te wszystkie dni kiedy chorowałeś

(teraz mam usta pełne poziomek) więc gdy już

wrócisz uwalniając się od szpitalnych

prześcieradeł matki w które spowijałeś siebie

gdzieżeś był zawołasz kiedy moja matka

chorowała: będę milczał jakbyś mi nie śmierć

uczynił lecz świństwo tym zniknieniem swoim

a uczyniwszy nie wziął na wycieczkę do lasu

LXX. Wiadomość z ostatniej chwili

nie po to kończy się sierpień by umarła

moja matka której kupiłem perukę

nie mogę przyjechać i wierzgać przeciwko śmierci

która załatwiła sobie perukę tyle że nie nową

nie po to kończy się sierpień by umarła

moja biedna matka dla której śmierć

zechce rozczesać splot swoich niegdysiejszych

i teraźniejszych włosów jakimi porasta

powiadam iż śmierć nie przychodzi po matkę

lecz po włosy jakie nam od dawna wypadają

nie po to kończy się sierpień by wypadły nam włosy

które zresztą ile sił wpychamy sobie do gardła

LXXI. Źle skrywana wstydliwość

matka myje chore bardzo chore

nogi i mówi od rzeczy

zeświniłeś się mój synku

przeto zeświniło się

moje ciało i wycieka zeń woda

jaką we mnie wlałeś

mówi o czarnej wodzie na dnie

miednicy którą sprzątnąłem

przeto na dnie miednicy sposobi się

trochę czarnej wody to śmierć się rozbiera

i za chwilę ujawni parę żylaków

odbytu których nie lubi nikomu pokazywać

LXXII

wszystko to są rzeczy niepewne ziemia

i niebo to są wszystko rzeczy niepewne

od których uciekaj póki jeszcze

jest dokąd albowiem ta ciemność teraz

i ta ciemność potem jakiej nie próbuj

zawczasu dotknąć to zaiste dwa

przeróżne światy do których nie przykładaj

ręki jeżeli chcesz ujść cało

bo ta ciemność teraz i ta ciemność potem

to są wszystko rzeczy nie do pogodzenia

z którymi niechaj nic cię nie łączy chyba ze jest

coś o czym nie wiem

LXXIII. Na rogu Farbiarskiej i Szymonowica

na rogu Farbiarskiej i Szymonowica

sławnego lwowianina śpiewam tę pieśń

daj mi miłość korzeń wonny

jeżeli jesteś starcem i poradzisz sobie

z moimi kośćmi które są do pochwycenia

dopiero od paru lat jeżeli więc

jesteś starcem i podobam się twoim kościom

spocznij we mnie przed daleką drogą

i nic nie mów o zmęczeniu jakie cię

teraz czeka zaprawdę powiadam wam

kości tego starucha są nie do udźwignięcia na

Szymonowica i gdziekolwiek indziej

LXXIV

jesień już Panie a ja nie mam domu

kiedyś mieszkałem na Bocznej Lubomelskiej

dzisiaj zaledwie naprzeciw Przybylskiej

niechaj ją deszcz pozbawi oczu którymi wypatruje męża

niechaj ją deszcz zawiedzie do przytułku

w którym nie znajdzie dla siebie wygód

niechaj ją deszcz zawiedzie na cmentarz

i pozbawi oczu którymi wypatruje męża

kiedyś istotnie mieszkałem na dziesiątym piętrze

dzisiaj zaledwie w sąsiedztwie z Przybylską

niechaj deszcz nie da jej miejsca w przytułku

i ani jednej rzeczy z tych co dawniej

LXXV

jesień już Panie a ja nie mam domu

kiedyś mieszkałem na Bocznej Lubomelskiej

dzisiaj zaledwie naprzeciw Przybylskiej

która przybywa jeżeli skądkolwiek przybywa to z piekieł

z samych piekieł przychodzi Przybylska

jeżeli stamtąd diabeł może się wyprawić

skądkolwiek przybywa ona w moje

sąsiedztwo muszę się jednako niepokoić

albowiem nieprzyjaciel wypytuje o mnie

po ludziach zaś Przybylska nie milczy

z samych piekieł przychodzi Przybylska

znać to po jej frywolnych sukienkach

LXXVI. Po dzień dzisiejszy

groby Dyckich Argasińskich i Hryniawskich

w których nie ja jeden zresztą jestem zamknięty

i gdzie nie spojrzeć grób Helenki Bojarskiej

choć jeszcze wczoraj wykradaliśmy się do lasu

po dzień dzisiejszy zbieramy grzyby liście paproci

nade mną i drzewa z których potem będą szybkie trumny

lecz nie będzie przyjaznego cienia żebyśmy mogli pokazywać

nasze ciała nie pokazując nikomu więcej owłosionych miejsc

a teraz groby Dyckich Argasińskich i grób Helenki

zbyt ciepły aby o nim pamiętać i pisać że taki inny

pośród tamtych zbyt swojski odkąd jestem tutaj

zamknięty nie ja jeden zresztą przed samym sobą

LXXVII. Kobieta z radioodbiornikiem

można odczepić się domu ale żeby nie mieć

swojej śmierci i zmarłych z którymi daje się

zamieszkać na warszawskim dworcu

jeżeli dom podupadł albo się nie ziścił

doprawdy nie chciałabym żyć bez swoich

zmarłych dlatego codziennie przychodzę na dworzec

by porozmawiać z ludźmi którzy mają wszystko

(„nawet złote zęby nie próchniejące na wietrze

i deszczu choć podobno i złoto czarnieje gdy brak kilku

przednich”) lecz nie mają wypisanego w oczach

przerażenia sobą które im podrzucam do poczekalni

kiedy cała się uśmiecham na widok ich bagaży

LXXVIII. Niebezpieczeństwo

place są puste jak listopad

jak ty i ja i wiersze za którymi biegam

po owym placu wczoraj wziąłem

pieniądze i wnet uciekłem od siebie

wystarczy zatem na wypad

w Polskę i dobrą książkę przedwczoraj też

wziąłem za ekstrawagancję (to jest

umiem się brać za instrumenty stare i zepsute)

a więc place są puste jak listopad

i jego instrumenty stare i zepsute

mogą w zakamarkach moich rąk i nóg

przespać się do jutra

LXXIX

dawniej kiedy umierał stary Dycki

w domu twoich dziadków myślałeś

to nieprawda że w jego śmierci może być

ktoś z kim nie byłeś na podwórku

teraz zaś kiedy stygło ciało Leszka

a słońce rozpoczynało swoją wędrówkę

gdzie indziej aniżeli my skupieni

w domu żałoby wokół własnych krzyków

myślałeś to nieprawda że w jego śmierci

może być ktoś z kim nie byłeś dotąd

poróżniony bo nawet słońce szuka z tobą zaczepki

kiedy się w sobie zamyka do jutra

LXXX. Upał

płakaliśmy po osiemnastoletniej Bojarskiej

nic nie rozumiejąc z jej osiemnastu lat

pogrzebanych zbyt nagle żeby nie szukać winnych

tej śmierci na pożółkłych fotografiach

wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy iż stoimy

na lubaczowskiej drodze by pochować

Bojarską w skwarze popołudniowego słońca

które wybiegło skądiś i położyło swoje

ręce na otwartej trumience i bawiło się

sobą w uśpionych włosach Helenki

jakże wesoło bawiło się słoneczko w uśpionych włosach

Helenki i zachęcało nas do wejrzenia w głąb siebie

LXXXI. Przebudzenie

dzisiaj znowu śniłem

twoją śmierć jeżeli można śnić

na stancji pani Mościckiej

to dzisiaj znowu widziałem

twoją śmierć o ile to nie była

pani Mościcka cała w swej ozdobie

i mogłem wykrzyknąć ach to ty to ty

skąd się wziąłeś nie mówiąc

nic i skąd się weźmiesz jutro gdy się

zdziwię to ty to ty a co ty masz

do powiedzenia że mi się przyśniłeś

bez ust albo że ci z ust śmierdzi

LXXXII. Manifestacja

na dziedzińcu uniwersyteckim

mokną nikomu już niepotrzebne ulotki

choć nie dalej jak godzinę temu

studenci wznosili nieprzyjazne okrzyki

albowiem państwo jest niefortunne i grzeszy

czymś na kształt posuchy mając tyle

kości przodków i wiązkę kości profesorskich

którzy również wznosili nieprzyjazne okrzyki

kto wie czy nie najgłośniej albowiem nasze państwo

jest sprzedajne mając tyle kości przodków

a przede wszystkim wiązkę owych profesorskich

które codziennie zabieram z wykładów

i wyrzucam za siebie

LXXXIII. Nieśmiałość

to nieprawda że przyjaciele chorują

na raka i umierają w samo południe

ich twarz nie zmieni się nawet o mgłę

którą nakładamy w ślepe miejsca

przyjaciel ma zawsze usta przez które

kości jego wołają i będą wołać

może teraz gdy leżymy obok siebie

spodziewając się przyjścia kogoś

kogo nie znamy jego usta rozstąpią się

cudownie i wzbudzą we mnie

kamień głodny który jeszcze dzisiaj

rzucę w okno twojej sypialni

LXXXIV. Pieszczoch

może teraz kiedy leżymy obok siebie

spodziewając się (oprócz zmęczenia naszą

obecnością) przyjścia kogoś kogo

nie znamy: jego usta rozstąpią się nagle

więc może teraz gdy dotykamy zachłannie granic

naszego ciała które są nieskończenie

bezpieczne tylko dzisiaj w łóżku w granicach

tych dźwigając także (oprócz zmęczenia naszą

obecnością) nieobecność kogoś kogo usiłujemy

pokochać: jego usta rozstąpią się nagle

i wzbudzą we mnie kamień głodny z którym się

zabieram do pieszczot ilekroć jestem z tobą

LXXXV. Znak z nieba

śniłem deszcz jaki zwykle nawiedza

mężczyznę i kobietę gdy idą we dwoje

nie istnieli w tym śnie

lub tak bardzo związali się ze sobą

i chłonęli ów deszcz że nie mogłem odejść

nie było ich lecz wydzielali pot gubili się w czarnej

albo czerwonej roślinności dalekiego

wybrzeża u którego stałem trzy dni i trzy noce

trzy dni i trzy noce oczekiwania na deszcz (znak

z nieba by porzucić ziemię) oni zaś wyśmiewali moje

przykurczone ręce i nogi lecz rozproszyli się

zaraz gdy się przebudziłem aby im dać siebie

LXXXVI. Rekolekcje w 1988 roku

otóż poezja przypomina ci klasztor ojców

karmelitów bosych w Czernej

czystość i łagodność młodzieńców którzy tu

wstąpili by obmyć ciało

z miłości własnej i z grzechu matki

bo to grzech główny mieć matkę ziemską

którą można wysławić jednym tchem

i zgubić w tłumie niewiast co ciągnie do nieba

zatem poezja przypomina ci klasztor ojców karmelitów

w Czernej skoro karmi się tobą od początku twoich dni

gdy byłeś jeszcze grzechem w postaci czystej i to

zaledwie dotykanym przez sprośnych rodziców chrzestnych