Peregrynarz

XXXVIII

1.

schizofrenia jest domem

bożym odkąd zachorowałem

raz drugi i przebudziłem się

w gorączce miłości

zaiste niewiara jest jak okowa

i obręcz płomienista

w której wstydziłem się siebie

choć to nie wstyd przymierzać się

do istnienia a światła duszy

nie zmarnowałem i wykrzyknąłem Panie

niewiara jest cudownym miejscem

które opuszczam codziennie

2.

schizofrenia jest domem

bożym odkąd zachorowałem

raz drugi i przebudziłem się

w gorączce miłości

Panie wykrzyknąłem oto już jestem

gotów do umiłowania rzeczy

intymnych i bezgranicznych

jak pies się wróciłem

do Ciebie do rzeczy intymnych

i bezgranicznych których nigdy

nie miałem więc pewnie dlatego

trzymano mnie tutaj tak długo

XXXIX. Piosenka

w wielkich miastach używamy

dużo kosmetyków na zdziwione pryszcze

na wielkich dworcach skąd nas zabierają

udajemy dzieci przyssane do płaczu

i rozstające się z płaczem jak nikt jeszcze

na wielkich dworcach skąd nas zabierają

udajemy chłopców wyrzuconych z baśni

bez łatwego powrotu do rzeczywistości

a w wielkich miastach używamy

dużo kosmetyków na wyciśnięte krosty

udajemy chłopców wyrzuconych z baśni

bez pamięci do nazwisk starszych panów

XL

nigdy nie chcieliśmy tej miłości naprawdę

nigdy nie chcieliśmy zamknąć w niej powieki do końca

Leszek rzekł nadzy znienawidziliśmy nagość

tak jak karzeł odrzuca swoją domniemaną wielkość

z której się począł Leszek rzekł chciałem

żebyśmy wyszli z tej miłości jak księżyc zza chmur

i zawędrowali pokąd wiatr a nie drżenie liści

zawsze pragnąłem żebyśmy wyszli z tej miłości

jak wiatr do ludzi

XLI. Awantura z powodu listy obecności

mój przyjaciel jest martwy

i znikąd nie ma jego przyjścia

martwe są członki które oglądam

poruszony tym że znikąd

znikąd jest ciało Leszka

które oglądam poruszony tym

że martwe jest martwe nawet

w moim sennym oku

a z sąsiedniego pokoju

krzyczy twoja matka żebym się

zbierał na uniwersytet

bo mnie z zajęć skreślą

XLII

od tamtego dnia słońce wschodzi

i zachodzi bardzo nieporadnie

od tamtej nocy księżyc gaśnie nieporadnie

jakby miał zasnąć z wszystkim na dniach

a gaśnie jak gdyby się mocował

całe życie z dniem

od tamtego czasu słońce nie pokazuje się

w południe wielki błazen któremu plunę pod nogi

niech ma błazen wobec którego wszelka

śmieszność wydaje się bezradna

wielki to błazen przed którym tańczę kilka

kości odsłoniwszy gdy noc zapadnie

XLIII. Do studentki UMCS w Lublinie

przyjaciele nie umierają

na raka odbytu

Pan Bóg znowu będzie musiał

usunąć kawał ślepej kiszki

abyśmy trafili prosto do nieba

przyjaciele nie umierają

w kilkumiesięcznych odchodach

na raka odbytu

które matki straciły z oczu

tych co umierają w kilkumiesięcznych

odchodach matki tracą z oczu

i biorą na powrót do siebie

XLIV. Dławiąc się sobą, idzie prosto do nieba

stocz ze mną wojnę a będziesz zwycięski

każdego dnia będziesz zwycięski

i każdego pokonany gdy tylko zawołam

na pomoc umarłych

to moje ulubione zajęcie przywoływanie zmarłych

i nie znam innego pośród dni moich

wschodzi słońce i jest mi najłatwiej o krzyk

słońce zachodzi o krzyk się proszą wszystkie moje kości

jakbym był tylko rozgrzanym szkieletem

i nawet łatwiej być mi rozgrzanym szkieletem

aniżeli cielskiem porośniętym w przerażone mięso

które dławiąc się sobą idzie prosto do nieba

XLV. Waleta1

przez pięć kolejnych dni

nie usłyszą o mnie albo będą mówić

jako o umarłym i cieniem moim

bawić się przy świecach

przez pięć kolejnych dni będą opowiadać

jak bardzo byłem nieprzystępny za życia

i że broniłem się przed śmiercią w ciepłych

ramionach starców z Farbiarskiej

to będzie smutna opowieść o chłopcu

ze skradzionym słonecznikiem i szesnastu

tego dnia skradzionych książkach

i o tym jak się ów chłopiec rozmiłował

w słoneczniku gdy przyszła noc

po swoje ziarno

XLVI

najpiękniejszych chłopców spotykam

w szpitalu i nigdzie indziej

jak tylko w ich umysłach

kanię pełną deszczu

zachowują się agresywnie

lecz jakie piękno obchodzi się

bez agresji nawet ja który jestem

tu od wczoraj biję głową o lustro

kiedy zamykam się

w wc dla personelu

czuję jak brzydnę

a chciałbym stąd wyjść

XLVII

szliśmy za trumienką lubaczowską

drogą i szliśmy na spotkanie

śmierci przydrożnej śpiewając pieśni

o kościach nieboszczyka w zielonej dolinie

o kościach nieboszczyka śpiewaliśmy

i o zielonej dolinie pełnej ptaków i rozkładu

o ciele zmarłego śpiewaliśmy pieśni

i przypominały się nam ciała przodków

o kościach nieboszczykowskich i o kościach

naszych spotkanych na lubaczowskiej

drodze jak stado gęsi powracających

z łąk bardzo późnym wieczorem

XLVIII. Piosenka wieczorna

teraz nikt nie wydrze ci słowa

wiatr cię ominie bo cóż wiatr

staruszek nienadążający za tobą

w śmiesznych podrygach liści

widziałem go wczoraj i przedwczoraj

w warkoczach dziewczyn i statecznych

niewiast płaczących nad bezżenną

ciemną wodą o zachodzie słońca

XLIX

nie pójdziemy na cmentarz pod Lipkami

dzisiejszego dnia ani jutrzejszego gdy drzewa

znieruchomieją na mrozie i gdy twoje kości

otworzą się w nocy jak liście

nie pójdziemy do twoich kości dzisiejszego

dnia ani jutrzejszego jak do liści

w których nie umiemy potem zgnić

choć w liściach jest nam dana długa noc

nie pójdziemy do twoich niespokojnych liści

na cmentarz pod Lipkami wraz z pierwszym

wiatrem dzisiejszego dnia ani jutrzejszego

gdy mróz przyciśnie i gdy bez twoich liści

przybiegnie szkielet nocy i wilcy

L. Stypa w domu pani R(uszkowskiej)

poprosiliśmy by zasiedli wokół

twojej trumienki i zapłakali

by do twojej trumienki rzucili

trochę suchego piasku spod powiek

potem poprosiliśmy żeby wyszli

już czas moi mili abyśmy zamilkli

mój syn też potrzebuje śmierci

powiedział tak do mnie wczoraj

potem poprosiliśmy do stołów

proszę rozgośćcie się państwo

i wybaczcie że mój syn zabrał ze sobą

wszystko co najlepsze również we mnie

Przypisy:

1. waleta (z łac.) — utwór literacki będący wypowiedzią na pożegnanie. [przypis edytorski]