Biedny Henryk

Baśń niemiecka

OSOBY DRAMATU:

  1. Henryk von Aue
  2. Hartmann von der Aue
  3. Brygita
  4. Ottegeba
  5. Ojciec Benedykt, mnich
  6. Ottaker
  7. Rycerze, służba zamkowa

AKT PIERWSZY

Ogródek dzierżawcy Gotfryda. Dom zwrócony szczytem do sceny z drzwiami i schodami po lewej. Opodal stary cis, pod nim stół kamienny z ławką darniową. Spod cisu widać rozległe pola zielone. Na przedzie łany zżęte, na horyzoncie wzgórza leśne. Tu i ówdzie pojedyncze grupy sosen.

SCENA PIERWSZA

Gotfryd

Zmiata liście z kamiennego stołu.

Ottaker

Pachołek w zbroi, lat około czterdziestu, gotów do wsiadania na koń, wchodzi po cichu do ogrodu, starając się jak najmniej czynić hałasu ostrogami i szyszakiem; zobaczywszy Gotfryda, staje zmieszany; blada jego twarz, czarną okolona brodą, mieni się1 wskutek zaambarasowania2.

Gotfryd

Pochwalon Jezus Chrystus.

Ottaker

Na wiek wieków.

Gotfryd

A dokądże wy tak wczesną godziną?

Ottaker

Ot! Przejechać się, abo3 i na łowy —

Gotfryd

A pan się bez was obędzie... co?...

Ottaker

Drapie się w głowę zaambarasowany.

Z biedą —

A zresztą — może... Wiecie — mam zlecenie...

Pomyślcie tylko o... to niby znaczy,

jeśli Bóg zechce i jakoś się uda,

ba — a i wówczas, choćby i najgorzej

miało się wszystko stać, to juścić wrócę —

jednak...

Gotfryd

Ja waści wcale nie rozumiem —

Czyżby się komu z waszych miało zdarzyć

jakie nieszczęście?

Ottaker

Sza, sza! Nie inaczej —

muszę pojechać... matka — a i siostra —

tak — trudna rada... Pojmiecie. A zresztą

zmierzę się z diabłem! Gdybyć4 jeszcze żyli

ci, com ich ubił5 w krainie pogańskiej,

łatwo by mogli to poświadczyć...

Gotfryd

Cóż to

z wami się dzieje? Czyście chorzy? — Mówcie!

Ottaker

Nie! Chroń nas Boże od wszelkiej zarazy,

od złych upławów i grzesznych zakażeń.

Jeszczemcić6 zdrowy i w krwie7 swojej czysty,

i mam nadzieję, że taki zostanę.

Świat ten zepsuty i pełen szatanów,

ale mą tarczą i opieką Chrystus.

Krwią niejednego Turczyna kupiłem

odpust dla siebie — niejedną szmacinę

rzuciłem klechom, a zasię8 me piersi

chroni kawałek krzyżowego drzewa

ze Ziemi Świętej: ale jakaś groza

przychodzi na mnie — tak! Muszę odjechać —

jakieś złe znaki widziałem dziś we śnie —

a człek śmiertelny strzeże swego skórska.

Odchodzi.

Gotfryd

Patrząc za odchodzącym.

Przebóg! Srokosza wyprowadza z stajni —

już go i dosiadł i już — w cwał pogonił.

SCENA DRUGA

Z domu wychodzi Brygita, a za nią Ottegeba. Brygita, poważna, nie bardzo po chłopsku wyglądająca matrona, Ottegeba zaś — to blade, bezkrwiste dziecko, prawie dziewica o wielkich, ciemnych oczach, popielatych włosach z czerwono- i żółto-złotymi połyskami. Matka i córka niosą bieliznę stołową i naczynia.

Brygita

Gdzież ja mam nakryć dla jego miłości?

Gotfrydzie!... Słuchaj!...

Gotfryd

Budząc się z zadumy.

Co? Czyś mnie wołała?

Brygita

Juści9, wołałam: piwo już zagrzane,

ryba gotowa, śmietana ubita...

Gdzieżby to nakryć dla jego miłości?...

Gotfryd

Wskazując na stół kamienny.

O — tu jest miejsce od pradawnych czasów...

Prawda, dziecino? — Tu rad on siadywał?...

Ottegeba

Tak, ojcze... warto może trochę miodu...

Miałeś natopić...

Gotfryd

Zdziwiony.

Któż ci to we włosy

wplótł tę wstążeczkę?...

Ottegeba

Wstążeczkę?

Gotfryd

Tak, dziecko —

tę — ot! — Czerwoną wstążeczkę...

Ottegeba

Zarumieniona, zmieszana.

Gdzie, ojcze!?

Gotfryd

Niecierpliwie.

W włosach...!...?

Ottegeba

Milczy.

Brygita

A widzisz! Czym ci nie mówiła,

że się na ciebie zgniewa, gdy to ujrzy!?

Ottegeba

Blednie, walczy z płaczem, zrywa wstążeczkę z włosów, rzuca ją na ziemię i ucieka.

SCENA TRZECIA

Brygita

Chciała tym uczcić jego miłość... Teraz

wstydzi się tego.

Gotfryd

Uważaj na dziecko,

takie natręctwo może mu się sprzykrzyć.

To już nie chłopiec, jak wówczas — przed laty,

kiedy się lubił bawić z nią — z dziewczynką...

Brygita

Niewesołego, zda mi się, umysłu

nasz miłościwy...

Gotfryd

Nie wiem. Kto go wczoraj

widział o świcie, jak jeźdźcom, zebranym

na łów, wskazywał rękojeścią szabli,

z uśmiechem w oczach, na naszą sadybę

i jak ich potem żegnał przewesoło,

mógł był pomyśleć10 sobie, że wspaniały,

szlachetny młodzian wzdyć11 nie wie, co znaczy

choćby cień troski. Za tom dziś zobaczył12

męża, któregom nie znał13...

Brygita

Mnieć14 to dziwno,

że o tym czasie przybył w ten zapadły

kąt nasz — mówiono przecie, że się żeni...

Gotfryd

Wielcy tej ziemi mają swe humory.

Co nam do tego.

Brygita

Juści15... Tylko, widzisz,

wczorajszej nocy przebrał nieco miarę

jego pachołek i między czeladzią

tajemnym słowem dziwne stroił żarty

i o Mojżesza rozprawiał zakonie16,

według którego myją chore domy,

by je uzdrowić od jadu i trądu.

Gotfryd

Któż to ci mówił?

Brygita

Nasza Ottegeba.

Gotfryd

Słuchaj, Brygito, zamknij uszy swoje

dla wstrętnych plotek. Pan nasz miłościwy

w wielkich dotychczas łaskach i honorach,

sługa cesarza17, a zatem nie bardzo

przez Piotrowego lubian18 namiestnika19 —:

klechy zakonne roznoszą po ludziach

przeróżne kłamstwa, a nie ma tak płaskich,

by u motłochu nie znalazły wiary.

Brygita

Zda mi się, idzie aleją olchową.

Gotfryd

On...

Brygita

Pochylony idzie, nie jak zwykle.

Gotfryd

Nie wpatruj się tak — możeć to wziąć20 za złe.

Brygita

O! Spójrz! — Jak wryty, w zorzę wlepił oczy.

Gotfryd

On... Ja się teraz oddalę; a ty go

poproś do stołu, wielce obyczajnie,

lecz krótko, potem zwolnij się i odejdź.

Brygita

Nie troszcz się, stary.

SCENA CZWARTA

Henryk von Aue wchodzi powoli i zamyślony; postać to wspaniała, rycerska; włosy spadające w swobodnych kędziorach, broda rudawa, ścieka wskos; wielkie, błękitne, niespokojne oczy w bladym nieco obliczu.

Brygita

Bóg z waszą miłością.

Henryk

Podnosi ku niej oczy, zdaje się, jakby ją dopiero teraz zauważył, mówi prędko i od niechcenia.

Bóg z wami, matko.

Brygita

Stół waszej miłości...

Małoć21 jest na nim — tyle, co dać może

nasz kąt zapadły.

Henryk

Zda się, wczoraj wieczór

słyszałem dzwonki mułów na folwarku.

Brygita

Nie, wasza miłość...

Henryk

Nie? Tak o północy?

Brygita

Potrząsając głową.

Henryk

Szkoda, otukno22 mi do moich książek.

Brygita

Czy wasza miłość ma jakie życzenie?

Henryk

O tak... niejedno!

Brygita

Takie, które zdołam

spełnić?

Henryk

Brygito, które spełnić zdołasz?

Nie!... Może później — zobaczym — tak! — Może...

dobrze... dziękuję...

Brygita

Obyć smakowało23!...

SCENA PIĄTA

Henryk

Sam, kładzie dłoń na pień wiązu, spogląda ku jego koronie i mówi do siebie z tłumionym wzruszeniem.

W koronie jeszcze stoi wiąz i, jakby

ulany z spiżu, strzela nieruchomie24

w chłodne powietrze jasnego poranku;

bliskiego mrozu ostre, srebrne tchnienia

już może jutro obedrą go z liści —

on się nie ruszy: — wszystko, na czym tylko

spocznie twe oko, zdaje się w pokorze

na wolę Stwórcy — wyjąwszy człowieka,

tak, tak— wyjąwszy mnie!... O wróć, spokoju,

wszak niedalekoś25... Na cichych, zielonych

leżysz murawach, tchy twe zawiewają

ku moim skroniom od ciemnego runa

jodeł — od czarnych, snać26 odwiecznych jodeł

mego dzieciństwa... tak, w dziedzinie mojej,

śród gór tych moich i ty przemieszkujesz —

przeto mi bratem bądź i przyjacielem!

SCENA SZÓSTA

Gotfryd

Zjawia się we drzwiach swego domu.

Witamy u nas waszą miłość, panie —

Henryk

Dzień dobry, stary.

Gotfryd

Lepszegom nie zaznał27

w całym mym życiu, niźli28 ten, o panie!

Wszakże na pierwszym spotyka się kroku

z najmilszym gościem i mym godnym panem.

Lecz wasza miłość wielce nas zawstydza,

a przedsię29, panie, mnie — bo juścić30 przy was

tom ci ja31 śpiochem i złym gospodarzem.

Henryk

Zaczyna śniadać32.

Nie troszcz się o mnie, przyjacielu! — Usiądź,

umiałem sypiać wśród najdzikszej wrzawy —

w obozie, w polu, na dworach książęcych,

gdzie dzień i nocą skrzypiały w zawiasach

wrótnie33 zamkowe... przy tętencie kopyt,

przy knechtów34 krzykach jak pień takem leżał35

i spał... Tu cisza, a przecież w tej ciszy

głośno obzywa36 się me wnętrze... Widzisz —

gdy tam, na łąki i na trzęsawiska

księżyc rozlewa swe umarłe światło

i gdy z nim razem chyba jaki świerszczyk

czuwa pod miedzą, tutaj w mojej głowie

wciąż wre i huczy od harców rycerskich,

od zbrojnych pląsów, od haseł wojennych,

obcych języków i szeptów, i gruchań,

których nie zdołam przemóc. —

Gotfryd

Wasza miłość

niedobrze spali tej nocy?

Henryk

Przytułkiem

jest sen, a gorze37 tym, co bez przytułku!

Żaliż38 nie prawda? ...

Gotfryd

Prawda mocna, panie.

Henryk

Nie, nie! Bez żartów: od dawnych już czasów

przyzwyczajenie wypędza mnie z łoża

zwykle przed świtem, często o północy...

A jeśli tutaj doświadczycie tego,

proszę, niech was to nie dziwi, przebaczcie!

Gotfryd

Waszej miłości dom ten, gdzie mieszkamy,

i waszym grunt ten, na którym on stoi —

czyż przeto godzi się mówić: «przebaczcie» —

raczej nas zbudźcie, gdy czuwać raczycie.

Henryk

Śpijcie w spokoju — wy, co na ten spokój

zasłużyliście dnia przeciężkim znojem.

Na co wam moje czuwanie? Dziękuję!

Z wdzięcznością dzisiaj poznaję znów w tobie,

com jako chłopiec dobrze znał — twe serce!

Alem nie przyszedł, aby kraść to serce

ani rabować jego ustroń złotą —

proszę cię tylko, zechciej mi pozwolić,

bym przy ognisku twoim mógł zostawać

samli39 ze sobą.

Godfryd

Po chwili milczenia.

Może wasza miłość

chce, abym odszedł?

Henryk

Siadaj!

Źle tłumaczysz,

com ci powiedział. Chodź tu! Jest mi błogo

na twoje siwe znów poglądać włosy

i znów, po tylu, tylu długich latach —

słyszeć ten miły, luby głos ojcowski.

Nie troszcz się o to, jeśli ci się wydam

człowiekiem obcym — na lichym zagonie,

który uprawiasz: tak, jam się powłoszczył40,

przecież za uścisk — jeśli mi go twoja

dłoń nie poskąpi — niemiecka uściskiem

zapłaci ręka.

Gotfryd

Chce na klęczkach obiema rękami chwycić prawicę Henryka, którą ten gwałtownym cofa ruchem.

Co? Tyś się powłoszczył,

panie mój miły? Brońże41 słodki Chryste!

Jeśli nie wyście42 wzorem niemieckiego

dziś obyczaju, zwierciadłem niemieckiej

cnoty rycerskiej, to gdzież nam się godzi

w krajach niemieckich szukać dziś dworskości,

męstwa i dumy, i tej niewzruszonej

naszej wiernoty43?

Was mi zwać niemieckim,

was zwać mi czystym, jak czystą zostanie

ta wzrosła z czystej krwi niemieckiej jodła.

Źreniczne gwiazdy namiestnika Rzymu

nie płoną jaśniej od waszych i Frydryk

z nie mniejszą dumą stałby ponad lnianą

przędzą tej waszej głowy niż nad jego.

Henryk

Pochmurniawszy44.

Ha... to być może! Brylant, jak powiadasz,

będzie brylantem, choćby nawet Łazarz

nosił tę obręcz, śród której on płonie.

prędko odbiega od tego

Dać cesarzowi, co jest cesarskiego!

Lecz dosyć na tym... Usiądź, opowiadaj

o innych sprawach. O tym, co tam gdacze

kogut z kurami pomiędzy stodołą

i stajnią — dla mnie słodsza to biesiada,

niżeli pienia królewskie Waltera.

Ile masz koni? Krów? Czy się odpłaca

ten łan za ciężki twój mozół? Odpowiedz!

Jakieś miał żniwa? Jakieś zebrał ziarna,

owoce, wino? To, widzisz, są wieście45,

których dziś łaknę, stary: — o Turczynie,

o chrześcijaństwie, Gwelfach, Ghibelinach46

i namiestniku rzymskim ty mi nie mów...

Gotfryd

Nieobyczajną wzdyć47 jest moja mowa —

sam ci48 to widzę. Lecz gdy was niegodna,

proszę też bardzo — niechże wasza łaska

raczy rozważyć, czy chodząc w tym kole

powszednich zajęć, mogłem się zaprawić

w dworski obyczaj?

Henryk

Tam, ten kraj najwyższy,

gdzie się uprawny zagon styka z lasem —

czyż to nie pola wyki49?

Gotfryd

Tak jest, panie!

Henryk

Gdyśmy się wczoraj — ja wraz z mym konikiem —

spuszczali na dół tuż przy owym skraju,

słyszałem ciche Zdrowaś bądź Maryja,

nucone chórem przez głosy dziecięce,

a równocześniem ujrzał nieopodal,

śród zwału głazów, maleńki pożarek.

Pozostawiwszy konia, zbliżyłem się

ostrożnie k’miejscu50 — i oto com spostrzegł51:

gromadkę chłopców spostrzegłem i dziewcząt,

jak się sprawiali naokoło ognia —

wydało mi się to wszystko czarownym

jakimś widziadłem. I mówię: a cóż to,

moje panięta małe, tak prażycie,

co gotujecie tak po ciemku? Naraz,

ledwiem to wyrzekł52 — zgrajka się rozpierzchła —

przy ogniu tylko została dzieweczka,

wyprostowana, niepewna, milcząca,

spoglądająca mi w oczy. «Ty — pytam —

takeś nuciła?» Lecz ona milczała.

Gotfryd

Wybaczcie dziecku, miłościwy panie —

To była córka moja, Ottegeba,

dziwne stworzonko, które mnie i matce

bezsenną noc już sprawiło niejedną.

Henryk

Dziwne stworzonko... masz słuszność!...

Gotfryd

I, panie,

wyście ją znali, na koń ją braliście

nie po raz jeden — o, za dawnych czasów —

bo choć już wtedy lubiła się płoszyć,

jak ta przepiórka, gnieżdżąca się w życie,

wy ją umieli wywabić i przy was

swojsko jej było od razu.

Henryk

Tak!.. Wówczas. —

Wówczas — pamiętam dobrze, gdym wieczorem

z wesołych wracał łowów, przemęczony,

jednak rozbawion53, zawsze ta dziewica

pierwsza mi w oko wpadała — radośniem54

witał ją wówczas jako moją żonkę.

Tak! Wówczas, wówczas! Jak mi biło serce,

jakie mi muszki latały po głowie. —

Wiem, wiem! A teraz takem się oddalił55

od owej chwili promiennej młodości,

że Ottegeba, moja żonka drobna,

kiedym ją ujrzał, tak mi była obcą,

jakby jej nigdy nie lizała twarzy

i miłych rączek Dyjana, ma suczka,

jakbym ja nigdy nie gładził jej włosów,

jakbym jej nigdy dla miłej rozrywki

nie grał na rogu piosenek myśliwskich,

jakem to przecież czynił56 nie raz jeden!...

SCENA SIÓDMA

Ottegeba

Przynosi plaster miodu.

Gotfryd

Otóż i ona, panie.

Henryk

Cóż to niesiesz?

Ottegeba

Trochę świeżego miodu.

Henryk

Patrzcie tylko —

Umie przemawiać — umie, nie jest niema!

Miło mi bardzo, a gdy wiem już o tym,

więc, moje dziecko drogie, musisz usiąść

tam na tej ławie — musisz się tłumaczyć.

Znów zamyślona? Czybyś mnie się bała?

O nie bójże57 się, jestem tak łagodny —

snać58 nie uwierzysz, jakim ja łagodny59!

Jak ci się wiedzie?

Ottegeba

Nie wie, co z sobą począć.

Dobrze.

Henryk

Zawsze dobrze?

Ottegeba

Prawie ginie z zakłopotania.

Tak, panie.

Henryk

Tobie wciąż się dobrze wiedzie,

a cesarz Frydryk w złocistej koronie

nad trud i walkę nie zna nic innego.

Bogatszą jesteś niźli on, me dziecię,

nie mówiąc o mnie. Nigdy ci się tutaj,

na tym pustkowiu nie dłuży?

Ottegeba

Zaprzecza potrząśnieniem60 głowy.

Henryk

Co robisz,

aby odegnać nudy? Powiedzże61 mi!

Ottegeba

Nie odpowiada — odwraca się w wielkim zakłopotaniu, a w końcu mówi.

Modlę się, panie...

Henryk

Modlisz?... Bardzo pięknie —

Do której z świętych modlisz się najchętniej?

Ottegeba

jw.

Przyprowadziła już mię raz do zdrowia

nasza Najświętsza Panienka...

Henryk

Do zdrowia

przyprowadziła cię już raz? Mnie rani—

zadawa62 rany! Wierzaj mi, że umie

zadawać rany.

Ottegeba

Nie, panie.

Henryk

Nie — mówisz?

Nie?... Pragnieszli63 mnie pouczyć, więc poucz...

Ottegeba

Czyni głową gwałtowny ruch zaprzeczający.

Gotfryd

Niech wasza miłość wybaczy. Niedawno

powstała z ciężkiej choroby...

Henryk

Dlaczego

chowa swą prawą rękę?

Gotfryd

Jak to, panie?...

Henryk

Czemu ją chowasz?

Gotfryd

Pokaż!

Ottegeba

Nie, mój ojcze!

Gotfryd

Ej, uporczywa panienko! Pan każe,

więc — proszę — pokaż prawą dłoń...

Brygita

Poza nim.

Gotfrydzie!

Ottegeba

Matka was woła!

Chce się oddalić.

Brygita

Poza nim.

Gotfrydzie!

Gotfryd

Wybaczcie!

Henryk

I owszem, zwalniam.

Gotfryd

Odchodzi.

Henryk

Powiedzże64 mi jeszcze:

znasz mnie?

Ottegeba

Kiwa przesadnie głową.

Henryk

Kim jestem?

Ottegeba

Naszym panem.

Henryk

Żmija

ma swoją dziurę, ptak ma gniazdo swoje,

i lisy mają swe jamy, a człowiek,

którego pragniesz uważać za pana,

jest bez przytułku — ziem65 się pod nim pali,

gdziekolwiek tylko postawi swe stopy,

niby piekielny ogień. — Przecz66 się śmiejesz?

Ottegeba

Która wybuchnęła krótkim, chorobliwym śmiechem, opanowuje się i znowu blada i zalękniona pyta się z bojaźliwymi oczy67.

Ja?...

Henryk

Powiedzże mi, jak ja się nazywam?

Ottegeba

Drżąco.

Henryk.

Henryk

Tak — dobrze — Henryk — a jak jeszcze?

Ottegeba

Zowiesz się Henryk grabia z Aue, panie.

Henryk

Bóg wie to jeden — tak — tak się nazywam,

tak! — A od kiedy znasz mnie — co?

Ottegeba

Drżąc.

Od kiedy?

Od... od dwóch lat już...

Henryk

Od dwóch lat?... Zda mi się

iże68 się mylisz, bo ostatnim razem —

— na moje słowo twierdzę to rycerskie —

byłem w tym domu przed laty dziesięciu,

zasię69 od tego czasu ani chwili...

Ottegeba

W największym zakłopotaniu.

Ja byłam jeszcze mała...

Henryk

A tak — byłaś

mała! Więc z czasem nie bardzo się liczysz.

Przed dwoma laty, moje dziecko drogie,

ten gość ubogi, którego tu widzisz

przy kromce chleba, legał70 w marmurowych,

pięknych przybytkach, przy szemrzących studniach,

gdzie złote rybki spływały w baseny,

a jeśli kiedy chciał oszołomioną

wodzić źrenicą, to ją zwracał w stronę,

skąd się przewonne kłębiły kadzidła —

o tam! W Azzahry71 czarowne ogrody.

O takich rajach nigdyś, lube dziecię,

chybaś nie śniło72! O rajach, gdzie ginąć

z upajającej rozkoszy, gdzie bambus

chwieje się w schroni73 samotnej pod ciemnym

sklepiskiem74 cedrów, gdzie krzaki azalii

niby kwieciste ścielą się poduszki.

Kwiecia błękitną krwią zda ci się morze,

ach, całujące marmurowe stopnie,

na nim się lekkie kołyszą gondole,

lśniące od złota, klejnotów, purpury. —

Śpiew jakiś słyszysz — śpiewa niewolnica —

i w tym jest tęskne, smętne rozkwiecenie —

nad cyprysową schyla się cysterną

i z zdroja75 czerpie srebrzystymi wiadry76...

I opływają cię obce wyrazy,

stopione w duszy spłomienionej fali.

Chłoniesz je w siebie z wszystkimi woniami,

które zachodni wiatr przywiewa k’tobie77,

z coraz to słodszą pieszcząc cię miłością.

Lecz dosyć o tym! Teraz jestem tutaj

a nie w Palermie78 ani też w Granadzie —

i proszę ciebie, opowiadaj dalej,

co li wiesz79 o mnie po tak długim czasie,

który tak krótką zdaje ci się chwilą.

Ottegeba

Przerażona.

Nic więcej, panie, nic!

Henryk

Nie wierzę temu —

Nic nadto więcej, tylko nic?... Jak mało!

niemal za mało na twe piękne oczy —

a teraz pytam ci się na sumienie,

ty Ottegebo mała, ty ma święta

z świętych jasnością ze lnu i jedwabiu:

jakże ja ciebie zwałem w owych czasach?

Jakże ja ciebie zwałem — powiedzże mi —

wówczas, gdyś do mnie lgnęła stokroć bardziej

niźli do matki — jakżeż ja cię zwałem?

Ottegeba

Stoi odwrócona od niego w największym zakłopotaniu, wije się, gryzie fartuch lub chustkę, wybucha śmiechem, który jednak w tej chwili tłumi przerażona. Przy tym kurczy się i dopiero po ponownych zachętach wydobywa z siebie z trudem i po cichu następujące słowa.

Ty — moja — mała — żono!

Henryk

Owszem! Owszem!

Ty moja mała żono!... Nuż naprawdę

zwać cię tak będzie jakiś dzielny wieśniak,

jak ja cię wówczas nazywałem żartem.

Ottegeba

Przerażona, śmiertelnie pobladła, ucieka.

Henryk

Dokąd?

Ottegeba

Staje drżąca.

Zdawało mi się, że mnie ojciec

woła.

Henryk

Pozostań, siadaj. Albo może...

straciłem przez co twą łaskę? Co? Powiedz! —

Żal by mi było.

SCENA ÓSMA

Ottegeba odchodzi. Gotfryd wraca.

Gotfryd

Wzdycha.

Trudno przyjść do ładu

z taką dziewczyną! Pomyśl wasza miłość:

matka ją zaszła przy krajaniu plastrów —

ot, zabawiła się sama w bartnika —

skłute ma ręce, piersi i ramiona.

Szalony wybryk ten spełniła przez to,

żem ja zapomniał stawić dzban na stole,

o co błagała mnie już dzisiaj w nocy.

Henryk

Równocześnie zdumiony i rozweselon80.

Jak to? Więc gwoli81 drobinki słodyczy

dla mnie pozwala na to, aby pszczoły

skłuły jej ciało? —

śmieje się w głos

Zatem idź, Gotfrydzie,

sprowadź mi tutaj mojego pachołka,

niechże mi z sakwy przyniesie łańcuszek

z złotym księżycem — dam go mojej żonie.

Mówię bez żartów! — Czemu jeszcze stoisz?

Gotfryd

Wahająco.

Panie, pachołek wasz pojechał.

Henryk

Jak to?

Pojechał — mówisz? Kto?...

Gotfryd

Ottaker, panie.

Henryk

Cóż to ma znaczyć — pojechał? Kto śmiał go

wysłać?

Gotfryd

Myślałem, panie, że wy o tym

wiecie.

Henryk

Opanowawszy się z głębi wnętrza.

Winienem wiedzieć, ale nie wiem.

wstaje, przechadza się powoli, pobladły, tłumiący w sobie wielkie wzruszenie

Tak... cierpliwości! Miej i ty cierpliwość

ze mną! Posłuchaj! Dlaczegom powrócił82

do tej tu waszej, zielonej, balsamem

jodeł pachnącej mogiły — ty kiedyś

musisz dowiedzieć się o tym, lecz jeszcze

nie dziś!... Na Boga! Przyjmij mnie tymczasem,

jakbym Henrykiem nie był von der Aue —

raczej pielgrzymem, który o przytułek

błaga was dzisiaj, o schron — i o spokój.

Gotfryd

Wasza miłości!...

Henryk

Gdybym miał tu przybyć

panem, nie byłbym przychodził... Czyż wierny

zawsze pachołek może odbiec pana?

Ni go uduszę za to, ni go zelżę! —

Nie! Łaski tylko pożądam od ciebie!

Nie po dzierżawnem83 zjechał84 w twą zagrodę

ni dziesięciny: błagam o jałmużnę,

o datek z łaski, o twe miłosierdzie!

Godfryd

Żali85 mię86 uszy zawodzą, o panie?!

Bogaty Henryk grabia von der Aue

prosi lichego wieśniaka i sługę

o datek z łaski i o miłosierdzie? —

Henryk

Bogaty Henryk von der Aue stał się

biednym Henrykiem von der Aue — oto,

co ci na teraz wystarczyć powinno.

Ale nadejdą dzionki i godziny!

Ach! Długie dzionki i długie godziny!

Wówczas na harfy jednostajnych strunach

pieśń ci wyśpiewam — bez końca: do syta

i do przesytu znajdziesz w niej odpowiedź,

gorżką87 odpowiedź na to wszystko, o co

pytać mnie będą oczy twe i słowa.

Zostanę z wami — tygodnie! Miesiące!

Lata!... A jeśli opuszczę was kiedy —

lecz o tym cicho... Nie ma takich ciemni,

aby się kiedyś nie porozpraszały...

Niech ci to starczy... Cierpliwości!... Serce,

zbawione ciszy, musi szukać ciszy!

Dajże mi, zacny człowieku, co leży

na twojej skroni! Obsyp mnie bogactwem

z skarbca twojego spokoju: bo tego

łaknie ma dusza więcej niźli skarbów

Saladynowych88.

Odchodzi wolnym krokiem.

Gotfryd

Głębokim wzrokiem śledzi kroki odchodzącego. — Wchodzi Brygita.

Brygita

Pan odszedł w tej chwili?

Gotfryd

Pojmujeszli89 to?

Brygita

Ni jego, ni dziecka!

Leży i płacze, jęczy i przysięga:

jako90 wyzwolić go musi.

Gotfryd

Od czego?

Brygita

Pytajcie — mówi — ojca Benedykta.

AKT DRUGI

Kuchnia w domu dzierżawcy Gotfryda. Wielki, sadzą okryty kominek. Na ścianach czyste naczynia metalowe i gliniane, prócz tego kilka sztuk zbroi i miecze. W kącie krucyfiks i obrazy świętych. Długi stół z ławkami. Na prawo od kominka fotel skórzany z podłożem skóry jeleniej. Nad kominkiem i na lewej ścianie skóry jelenie, turze, łuki. Pora zimowa.

SCENA PIERWSZA

Brygita

Z zakasanymi rękawami napełnia podaną jej przez ojca Benedykta sakwę chlebem, serem itd. Ojciec Benedykt nie ma jeszcze lat pięćdziesięcia91; energiczną, ogorzałą twarz okalają siwe włosy; habit na nim wytarty.

Benedykt

Nie wiem o niczym. I dajcie pytaniom

spokój. Ja jedno wiem, że ojciec jego

człek był rycerny. Gdy ojciec mój konał,

wieśniak, lecz wielce czczony i zamożny,

rzekł mi przy końcu: «A bądź wierny panu»,

nie tylko temu, który jest na niebie —

to chciał powiedzieć — lecz i kochanemu,

ziemskiemu panu, który mu przez lata

spory pomagał zebrać mająteczek,

pił razem wino i z odkrytą głową

za jego trumną szedł jak pielgrzym jaki.

Brygita

Powiedzcie jedno: czy on jest pod klątwą?

Benedykt

Nic wam nie powiem, nic a nic, boć przecie

i wy powody macie — tak, powody,

by mu być wdzięcznym. Widzicie, my tutaj

prawie nie żyjem92 na świecie — nikt o nas

tu się nie troszczy, bądźmy więc głuchymi

w naszej wierności.

Brygita

Kiedyż znów mam dziecku

kazać przyjść do was?

Benedykt

Kiedy tylko chcecie.

Ilekroć ona zawita w me progi,

jasność napełnia mą celę ponurą

i rozszerzają się ściany mej leśnej,

ciasnej kapliczki, Zbawiciel oddycha

i uśmiech zjawia się na uściech93 Maryi,

a ja, przytłoczon94 ciężarem mych grzechów,

znów się podnoszę i, jakby rozszerzon95,

mogę znów patrzeć w dobrotliwe oczy

naszego Stwórcy.

Brygita

Potrząsając głową.

Ojcze, rada słucham,

ale ja nie wiem — tak, nie umiem pojąć,

co wy mówicie. Dziecko się zmieniło;

jakiś ją dziwny trzyma duch w uwięzi —

nawet i tutaj, w tych ostatnich czasach,

tylko to nie jest owy96 duch pobożny,

o którym prawisz.

Benedykt

Być może. Nas biednych,

kiedy archanioł z snu grzesznego budzi,

i pan ciemności również nie próżnuje —

on i na waszą naciera dziecinę.

Lecz ona czuwa, ona jest zbudzoną!

Dlatego, proszę — drogi do świątyni,

drogi do łaski i opieki bożej

wy dziecku temu dziś nie zagradzajcie!

Tak to wygląda, jak gdyby aniołów

nieprzeliczone, niewidzialne ręce

ciągły97 ją z sobą do ołtarza; wówczas

gdy tak spoczywa w rajskim zachwyceniu,

w jedno się z Bogiem stapiając w najgłębszych

tajniach swej duszy — wówczas — ja to czuję —

spełnia się tutaj jeden z owych cudów

które nas, ludzi, wiodą do innego,

do prawdziwego życia.

Brygita

Niech się dzieje —

niechże się dzieje wola Boga. Amen.

Ach! Gdyby tylko była więcej święta

pomiędzy nami. Lecz tu jest ponura

i zamroczona w duchu, tak że nieraz

myślę ze strachem, czy też Bóg w tym dziecku

nie chciał mnie skarać? Ja nie mogę, ojcze,

na żadną dobyć się skruchę, niczego

nie mogę dziś już żałować, tak kocham

to moje dziecko; wiem to — zatwardziałość

grzechu jest wielką. Niech Bóg mnie ukarze —

mnie niech ukarze, nie dziecko.

Benedykt

Nieco zakłopotany.

Tak, prawda!

Myśmy grzesznicy. Grzesznymi jesteśmy

już z łona matki. Ale Bóg, gdy zechce,

może ku chwale swojej wszystko zmienić,

wszystko obrócić na dobre, chociażby

w największej było poczęte słabości

i grzechu: dziecka tego czysta dusza

i nieskalane usta niechaj będą

przed jego tronem nie oskarżycielem,

lecz pośrednikiem.

Oboje odchodzą.

SCENA DRUGA

Wchodzi Ottegeba, blada, cicha. Kładzie na stos gałązki jedliny, które przyniosła ze sobą. Kilka z nich odrywa, podchodzi do krucyfiksu, całuje go i wieńczy. Wchodzi ponownie Brygita, spostrzegłszy Ottegebę, bada ją wzrokiem, nadsłuchuje szmeru za sceną i mówi.

Brygita

Cóż te nasze dziewki

tak hałasują na klepisku? —

Ottegeba

Zamyślona, po cichu, z wewnętrznym wyrażeniem.

Biedak,

trądem dotknięty, żebrze na podwórzu.

Brygita

Kto znowu żebrze? Mów wyraźniej... Słyszysz?

Ottegeba

Tak, moja matko, jeden z ludzi bożych.

Brygita

Jego to słychać kołatkę? — Niech idzie,

by go nie spotkał pan Henryk...

Ottegeba

Dlaczego?

Brygita

Co? Cóż ty myślisz?...

Ottegeba

Nic... Dlaczego, matko,

ma się nie spotkać z nim nasz pan?

Brygita

Dla tego

i dla owego... Milcz, nie pytaj więcej.

Ottegeba

Pan Henryk, matko, pisze w swej komorze.

cisza

Ojciec Benedykt mówi: gdyby ludzie

nie buntowali się przeciwko Bogu,

nie odpychali jego łaski świętej

i jego świętej miłości, i gdyby

nieposłuszeństwem i mową bluźnierczą

nie wyszydzali jego miłosierdzia

i bezgranicznej dobroci, przenigdy

nie nawiedziłaby ziemi ta klęska.

Brygita

Krząta się koło talerzy i garnków, przy tym badawcze rzuca spojrzenie na Ottegebę.

Złe dzisiaj czasy. Wiara oraz wierność

znikły ze świata. I w tym ma on słuszność.

Ottegeba

Powiada, matko, iże jad szatana

całe dziś toczy chrześcijaństwo. Pan Bóg

chciał to pokazać w obrazie i stąd też

ciało każdego dotkniętego trądem

jest tego — mówi — zwierciadłem.

Brygita

Być może...

Ottegeba

Nieraz też płacze nasz ojciec Benedykt,

smaga swe plecy i mówi, że znać już

Bóg się w swym gniewie na zawsze odwrócił

od tego świata...

Brygita

Żegna się.

Niechże pochwalony

będzie nam Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel.

Ottegeba

Z większym niepokojem.

Ojciec Benedykt mówi, że już bliskim

Sąd Ostateczny i że koniec świata

czyha już na nas. Nie lękasz się, matko?

Brygita

Lęku i trwogi doznajemy wszyscy

na tym podole98...

Ottegeba

Żar i dym, i duszne —

mówi — wapory99, wojny i zarazy

zieją ze studzien przepaści... Anioły

moru100 po wszystkich kroczą miastach... Grzesznik

nie ujdzie żaden miecza ich mściwości.

Brygita

Przyjdzie zapłata, przyjdzie w samą porę —

po co już teraz trwożyć się i lękać?...

Ottegeba

Czarna zaraza101 — mówi — nie oszczędza

nawet i książąt.

Brygita

Nie.

Ottegeba

Żaden zamkowy

mur, żadna baszta nie chroni od trądu.

Brygita

Nie.

Ottegeba

Był raz jeden hrabia — słyszysz, matko,

tenże z cesarza córką tańczył w sali —

onać102 już była jego potajemną

oblubienicą! Wtem lekarz cesarski

cicho na niego zawoła i kazał

iść mu za sobą. Weszli do komnaty

i rzekł mu lekarz — rzekł: «pokaż mi rękę!»

A gdy mu rękę dał ten pan i książę,

naówczas lekarz pokazał mu bliznę

na jego białej ręce i powiedział —

to mu powiedział: «panie, twa najcięższa

przyszła godzina — bądźże teraz mężny —

jesteś nieczysty!»

Brygita

Cóż to są za bajki.

Śnisz?

Ottegeba

Nie! I fletni nie słyszał już więcej

ani fujarek...

Brygita

Nie pleć, nie pleć, dziecko!

Niechcący rzuca ze stołu, przy którym jest zajęta, długi nóż kuchenny. Ottegeba drży z przerażenia i stłumiony wydaje okrzyk.

Brygita

Co ci się stało? Cóż to?

Ottegeba

Nic! Nic, matko.

Brygita

Daj... podnieś nóż ten...

Ottegeba

Nachyla się, cała się trzęsąc i dzwoniąc zębami, podnosi nóż z ziemi i kładzie go na stole.

Brygita

Czyś może niezdrowa?

Ottegeba

Potrząsa głową, jakby nieobecna.

Matko, ty wierzysz... by Izaak wiedział,

kiedy go ojciec chciał dać na ofiarę,

co z nim Abraham zamierzał uczynić?

Brygita

Nie, on nie wiedział... Ale na cóż ci to?

Przecz103 się w tak strasznych zatapiasz powieściach?

Dziękować Bogu, że dzisiaj już od nas

krwawych nie żąda ofiar jak naówczas.

Ottegeba

Chryste!... Czyż Pan Bóg sam na śmierć krzyżową

nie wydał syna swego, by odkupił

nasze przewiny — czyż nie patrzał na to,

jak nasz Zbawiciel kroczył na Golgotę?

Komu Bóg daje siły, by za bliskich

choćby najcięższe ponosił cierpienia,

ten — jak powiada nasz ojciec Benedykt —

spośród tysiąca wybran104 jest i szczęśliw105.

A zaś potęga ludzkiej krwie106, niewinnej

i dobrowolnie wylanej, jest — mówi —

czystą krynicą ludzkiego zbawienia

i ma już tutaj taką moc cudowną,

że, widzisz, nawet skóra trędowatych,

krwią tą skropiona, staje się w tej chwili

niepokalaną i czystą...

Brygita

Być może...

Ottegeba

A czy wiesz, matko, co opowiadają

nasi parobcy?

Brygita

Nie.

Ottegeba

Gdyby na świecie

wszystko się działo po sprawiedliwości,

wówczas on dawno już powinien żebrać

z kołatką i o kiju...

Brygita

O kim

mówisz?...

Ottegeba

Na polu mieszkać, opuszczony

i odepchnięty przez wszystkich...

Brygita

Idź, dziecko,

idź przygotować podwieczerz107... Pan chory,

ale na duszy... A gdyby na sobie

miał ten okropny śnieg trądu, to któż go

mógłby ocalić?... Ani ksiądz, ni lekarz,

ani ofiarna krew...

Ottegeba

Płacząc z wzruszenia.

A jednak, matko,

w krainie włoskiej, daleko, w Salernie108,

żyje mnich taki, który krwią uzdrawia.

Brygita

Któż to powiada?

Ottegeba

Ottaker. Poprzysiągł,

a brat Benedykt to potwierdził.

Brygita

Dobrze,

wszystko być może... Ale dość już tego.

Nie chcę już o tym słyszeć — ani słowa.

A ty spokojnie idź do swej roboty...

Nikt tu nie chory — nie trzeba ofiary.

Cokolwiek mógł ci, łatwowierne dziecko,

ten rozpuszczony nagadać parobek,

pan stąd niebawem wyjedzie uzdrowion109.

Ottegeba

Rozpaczliwym wybucha płaczem.

Ach! Matko, matko! Gdy on nas opuści!

Brygita

Kto? Hrabia Henryk?... Daj Boże... I czego

płaczesz? Czy sądzisz, że nasza chatyna,

nasz kaczy stawek i ogród warzywny

to w sam raz miejsce dla takiego pana?

Ottegeba

Łkając.

Ja, matko, pójdę... pójdę do klasztoru...

Myślisz, że mogę zostać żoną chłopa...

Brygita

Na wszystko, córko, będzie czas i rada.

Wszystko się stanie według woli Boga,

który z latami pychę tę przytłumi...

Lecz ja ci mówię: gdy się kiedyś zjawi

dzielny młodzieniec ze krwią chłopską w żyłach

i o twą rękę poprosi rodzica,

winnaś pokornie podziękować Bogu...

SCENA TRZECIA

Dzierżawca Gotfryd wprowadza Hartmanna von der Aue. Prosty to rycerz, o kilka lat starszy od Henryka, z posiwiałą już brodą. Ubrany w lekki pancerz, miecz, ostrogi, z zawieszonym przez ramię długim płaszczem futrzanym.

Gotfryd

Wejdźcie, rycerzu! Rozgrzejcie się, panie!

Wesoły tutaj płonie ogieniaszek —

a wam potrzeba ciepła...

do Brygity

Gdzie już pan nasz?

Matko, to, widzisz, jest pan Hartmann z Aue,

pana Henryka sługa i powiernik...

Spora to jazda dotąd z zamku z Aue

o takiej porze... Siadajcie.

Hartmann

Dziękuję.

Powietrze ostre i wiatr od północy

miałem wprost siebie, tylko że mój gniadosz

dzielnie się trzymał w górach; w mgłach staliśmy

niejednokrotnie, śród tumanów śniegu

nie widać było ani śladu drogi,

myśmy się jednak przedzierali naprzód —

ot, krok za krokiem. Rozkosz to jedyna

tak się na wiernym przedzierać koniku

i zamyślony pchać się naprzód w góry

wśród białych świerków, obsypanych śniegiem,

kiedy żadnego nie usłyszysz głosu

prócz zimnych, ostrych poświstów i skrzypień

zlodowaciałych gałęzi.

do Ottegeby, przyjaźnie

A chociaż

umilkły małe, wesołe ptaszęta,

śnieg pod kopytem dźwięczy trzaskający,

tak że człek słucha i duma, i słucha,

i prawie do cna gubi się w zamysłach

jak Piotr Badawiec, kiedy mu nuciła

rajska ptaszyna, a zasię lat tysiąc

tak ci110 mu przemknął niby jedna chwilka.

Brygita

Siądźcie, rycerzu!

Hartmann

To młodziutkie dziewczę

to wasza córka?...

Brygita

Jedna i jedyna.

Hartmann

I (wszak mam słuszność?) pana Henrykowa

mała małżonka?...

Brygita

Tak, za dawnych czasów,

gdy większym była dzieckiem, niż jest dzisiaj,

a jego miłość, pan nasz, był chłopięciem,

do krotochwili i żartów jedynym,

nieraz tym mianem raczył ją nazywać.

Gotfryd

I dzisiaj robi to samo... Toć wczoraj,

tu, przy kominku, gdy mu Ottegeba,

dała stołeczek pod nogi, powiedział —

wszak słyszeliście: — «dzięki, Ottegebo,

moja ty mała małżonko!»... Nieprawda?

Brygita

Prawda.

Hartmann

Tak, prawda! A ty, moje dziecko,

nie pozwól sobie zabierać tej nazwy —

onać przystoi111. Nie z urągwiska,

nie z żadnej pychy, jak wy znać mniemacie112,

dobra kobieto, zwie ją pan nasz swoją

małą małżonką; lecz ważko i szczerze,

w tych oto listach, wielbiących to dziewczę

i jej troskliwość, i opiekę nad nim.

Ottegeba

Chwyta rękę matki i tak ją ściska z zakłopotania i zdumienia, że Brygita omal nie krzyczy.

Brygita

Co ci się stało, dziecko? Tak ściskałaś

rękę, że aż mi ścierpła.

Ottegeba

Śmieje się, zasłania sobie oczy łokciem i ucieka.

Gotfryd

Tak, przyznaję,

że warta skromnej pochwały — ot dawniej

były już w głowie same krotochwile...

Brygita

Dolejże wody do wina, Gotfrydzie —

wiesz, jak ten trunek idzie jej do głowy.

Brygita odchodzi.

SCENA CZWARTA

Hartmann

A teraz powiedz: jakże mu się wiedzie?

Gotfryd

Patrzy na Hartmanna, wzdycha i mówi.

Jak mu się wiedzie? Zbyt duże pytanie,

a i odpowiedź, panie wzdyć113 trudniejsza,

niźli114 sądzicie... Zresztą nie wiadomo:

nieraz wygląda rześko i ochoczo,

jak w owych czasach, gdy jeszcze był zdrowy,

a potem znowu wydaje się chory,

o, bardziej chory, niżby kto przypuścił.

Niejednokrotnie myślę, że go skryty

ból jakiś szarpie, o którym wy może

macie wiadomość; innym znowu razem,

kiedy przypadkiem wzrok mnie jego spotka,

rozpłomieniony chorobliwym żarem,

tak mi się serce ściska i głos jakiś

mówi mi w wnętrzu, że Pan Bóg pokarał

tego człowieka najstraszliwszą karą.

Hartmann

Wiecie, że pan mnie tu przyzwał?

Gotfryd

Nie, panie.

Hartmann

Więc przyzwał mnie tu — a wam, mój Gotfrydzie,

nic nie wyjawił zresztą115?...

Gotfryd

Nic, nic, panie.

Wiedzcie, że pan nasz żyje jak pustelnik —

a i samotny, pod wielką klauzurą:

gdy Ottegeba przyniesie mu obiad,

to czasem powie do niej dwa słóweczka —

i to jest wszystko przez dzień cały... zresztą

szpera po księgach, mało sypia w nocy,

a tylko za dnia; a jeśli go kiedy

spotkam na miedzy albo gdzie śród jego

niemych przechadzek i zdejmę kapelusz,

za pozdrowienie dziękuje mi z dala

i baczy na to, bym się nie przybliżył.

Tak schodzą całe tygodnie — i nikt z nas,

ani Brygita, ani ja, nie mamy

sposobu mówić z nim, prócz Ottegeby.

Lecz i ja nieraz usłyszę od niego

jakoweś szorstkie słowo.

Hartmann

Mnie się widzi —

a mówię o tym do was w zaufaniu...

tak ja przynajmniej sądzę z jego listów:

że policzone są już dni, Gotfrydzie,

które pod waszym ma przepędzić dachem.

Gotfryd

Spostrzegłem ja to, że tu coś się święci —

myśmy to czuli... toć wczoraj dopiero

tu na tym krześle siedział pan nasz miły

i tak ponuro mówił i tak dziwnie,

a potem znowu naraz tak przyjaźnie,

iże byliśmy bliżsi łez — prawdziwie,

niby w godzinie pożegnania... tak więc

ma się to spełnić, cośmy przeczuwali.

W którym z swych zamków myśli pan zamieszkać?

Hartmann

Dokąd się udać zamierza, ja nie wiem —

ale powinien pokazać się ludziom,

do swego zamku w Aue wrócić winien,

bo snać116 uchodzi już za straconego.

Ludzie naokół głużą117, przebąkują,

a krewniak jego, Konrad, nazbyt głośno,

rozprawia o tym, kark do góry pręży,

pod bramą Aue dzwoni ostrogami

i tak się sprawia118, jakby już od dawna

imię Henryka stało obok grobu

Wilhelma Grave w zamkowym krużganku.

Gotfryd

My, panie, wielce stracim119, gdy on pójdzie —

a wierzyć trzeba, że pójdzie... Patrzajcie:

byt nasz to wieczna jednostajność w ciasnym,

ograniczonym kole; precz120 od świata,

w tę gorżką121, leśną wtłoczeni dolinę,

której nam dzięki dobroci Henryka

nikt nie zaprzecza, żyjemy jednako

dzisiaj i jutro, te same słyszymy

dźwięki i głosy, a jeśli w zieleni

zamknięta dusza zawoła na człeka,

echo li122 z ciemnych odpowiada borów.

Dziwnym, co mówisz, a przecież to prawda:

ten chory człowiek i gość, tak ponury

niejednokrotnie, uroczystym blaskiem

napełnia dom mój, pokąd u nas bawi.

A teraz znowu czeka na nas z dala

ziejące widmo powszedniości w szarej,

powłócznej123 szacie. Przy troskach i trudach,

przy wszystkich naszych gorzkich udręczeniach

był to jednakże szczytny czas i górny,

który się teraz kończy.

Hartmann

Mnie to mówić?

Mnie, co mu byłem towarzyszem w polu

i przyjacielem? Com przebył z nim morza,

nie odstępował go przez całe lata?

Wyście go w świetnym nie widzieli blasku —

tego słodkiego, wspaniałego męża,

jaśniejącego cesarza Frydryka

łaską promienną. Kiedy się cisnęły

wyniosłe damy w śmiejących piorunach

jego błękitnych źrenic, niemal zmysły

tracąc z miłości — księżne i grafinie —

naokół jego poręk: rękawice,

borty124 i chustki — tak się rozsierdziły

pomiędzy sobą, że trzy krewne125 dwory

nie mogły znowu pojednać zwaśnionych.

Był jako gwiazda, opromieniająca

boską światłością głowę Fryderyka,

a myśmy wszyscy używali darów,

które płynęły na nas z jej obrzasków126...

Ba — rzec by można: w cesarskim obozie

mówiono nieraz więcej o Henryku,

o Henrykowym słowie, jego pieśni,

o Henrykowym strzelcu i lekarzu,

o jego koniu, charcie i sokole,

niż o cesarza świętym majestacie,

który przenigdy nie zasiadł do stołu,

gdy Henryk z Aue nie był mu u boku.

Gotfryd

Zaniepokojony znowu.

Idzie...

SCENA PIĄTA

Henryk

Wszedł prędko i znienacka, zaniedbany, opuszczony, blady.

Hartmann

Który był przedtem usiadł, zrywa się na nogi, przerażony wyglądem Henryka.

Łaskawy, najmilejszy panie!

Henryk

Czyni mimowolnie ruch powstrzymujący, przy tym ściąga twarz, jak gdyby głośne zachowanie się Hartmanna sprawiało mu ból fizyczny. Potem mówi z wymuszonym chłodem.

Jesteś?

Hartmann

Tak, panie!

Henryk

Nie wiedziałem tego...

Hartmann

Źle ukrywając głębokie wzruszenie.

Jak wam się wiedzie, najmilejszy panie?

Henryk

Krótko.

Dank127 ci!

do Gotfryda

Gotfrydzie! Gdzie jest Ottegeba?

Gotfryd

Pójdę poszukać.

Henryk

Owszem, idź poszukać.

Gotfryd wychodzi.

SCENA SZÓSTA

Henryk

Siada na krześle, odwraca twarz przez pół, rzuca przelotne spojrzenie na pasującego się z wzruszeniem Hartmanna i mówi ochrypłym, jak gdyby z długiego milczenia zardzewiałym, spokojnym, wymuszonym głosem.

Dlaczego stoisz? Siadaj przyjacielu!

Jak się masz, Hartmann?... Jakie wieści, druhu?

Hartmann

Mój najmilejszy, mój łaskawy panie...

Henryk

Głębokim, cichym, drżącym głosem, który czasami przechodzi w powściągane przemocą wzburzenie.

Co? — Najmilejszy i łaskawy panie?...

Na cóżże mi to? Mniemasz, żem cię po to

przyzywał tutaj, abyś, łamiąc ręce,

zwał mnie łaskawym, najmilejszym panem.

Jeśli masz dla mnie wolną jednę chwilę,

przysuń to krzesło do ognia i siadaj,

bych128 pomówili z sobą jako męże.

Hartmann

Przysuwa krzesło, ale zanim usiadł, przyklęka, chcąc ucałować rękę Henryka.

Henryk

Gwałtownie cofa rękę.

Dajże mi spokój. To błazeństwo, siadaj!

Hartmann

Wstaje, odwraca się przez pół i niepostrzeżenie ociera sobie oczy.

Henryk

A więc przybyłeś, zacny przyjacielu,

Kiedy ode mnie dawno stronią inni!...

Więc się nie boisz? Nie lękasz?

przelotnym mierzy Hartmanna spojrzeniem

I cóżeś

pomyślał sobie, dzielny mój Hartmannie,

gdyś list otrzymał? Czy może sądziłeś,

że jakąś nową wręczę ci piosenkę

i że posłańcem będziesz mej tęsknoty

do którejś z czystych białogłów?... Przenigdy,

mój druhu! Wielem przebolał z miłości

srogo, lecz dzisiaj to wszystko minęło!

Ból ten utonął dzisiaj w innym bolu —

ba! Jakichkolwiek doznałem udręczeń,

wszystko to dzisiaj na dnie tego bolu,

tak że o owej zatoniętej męce

muszę dziś myśleć jak o utraconym,

wielkim bogactwie!... Ale dosyć tego!

Nieźle mi idzie! A cóż tam kochani

mówią krewniacy o tym, że już całe

żyję miesiące w głębi Czarnolasu129,

niby ten jamnik, ukryty w swej jamie?

Cóż oni na to? W jakimże też świetle

widzą to wszystko?

Hartmann

O panie Henryku!

Jeżeli można ran i mnie, i sobie

oszczędzić proszę wyliczania wszystkich

zajść i wydarzeń, które się spełniły —

które się spełnić musiały od chwili,

gdyście tak nagle zerwali ze światem.

Henryk

Mówią zapewne, że będąc pod klątwą,

jako przyjaciel cesarza130, ponoszę

także przekleństwo boże... Czy nie prawda?

Hartmann

Nie żądaj tego ode mnie!

Henryk

Mów śmiało!

Kłamstwo z wszystkimi zatrutymi strzały131

nie sięgnie prawdy, dlatego też — wierzaj —

wolno mi kłamstwu urągać... ty jednak

zda mi się, tego nie rozumiesz...

wchodzi Ottegeba

Jeśli

zechce ktoś mówić, że Henryk pan chodził

niby pohaniec Turczyn, że na głowie

lśnił mu jedwabny turban, a zaś czystej

krwi był arabskiej jego mleczny ogier,

kroczący dumnie pod znakiem proroka,

pod rozdźwięczonym, w złociste księżyce

zdobnym buńczukiem — i że chrześcijański

Pan Bóg go za to ubrał w znak z Aleppo132: —

gdyby tak, widzisz, zechciał ktoś powiedzieć,

nie nakłamałby dosyć!...

Hartmann

Cóż to, panie

ten znak z Aleppo?

Henryk

Nic! Znajdziesz to w księgach,

czytaj — dość tego...

do Ottegeby

Bliżej, Ottegebo...

Pospieszże133, dziecko, do mojej komory —

na moim stole znajdziesz pergaminy,

moją pisane ręką, opatrzone

w moje pieczęci... Przynieś je tu do mnie.

Ottegeba

Tak, panie, idę. —

Ottegeba wychodzi.

Henryk

To dziecko jest, widzisz,

nieokupionym dla mnie niewolnikiem —

wszystkie najlichsze moje poddańczuchy,

wszyscy rzezańcy, wszystkie moje ciury

nie mogły większej pełnić dla mnie służby,

niż ona co dzień dobrowolnie sprawia.

I gdybym co dnia miał sto... O nie! ...tysiąc

przeróżnych życzeń, tak byłyby one

pustą igraszką dla jej gorliwości,

która, niesyta, patrzałaby na mnie

żebraczym wzrokiem psiego przywiązania.

Na czym mi zbywa? Ot, że moja broda

podobna nieco, jak mówią, do wiechcia?

Że nie wonieje ambrą ani piżmem,

jak to bywało na cesarskim dworze?

Tym ci jest lepsza moja woń przed Bogiem,

co snać134 arabskich nie lubi zapachów!...

Żem jest podobien135 raczej do zwierzęcia?...

Owszem! Więc może kiedyś zacznę lenieć136

i, już to nieraz bywało, z zwierzęcia

naraz wyłoni się święty...

Hartmann

Mój panie

i przyjacielu, mój ty najmilejszy,

łaskawy panie! Dajcie się nakłonić

i ogłoście się wolnym ode klątwy.

Jeżeli jakieś ukryte katusze

żrą wasze serce, raczcie, miłościwy

i najmilejszy panie, kres położyć

tajemniczościom, abych137 razem z wami

mógł się uzbroić przeciwko ukrytym

nieprzyjaciołom... Cóż was nawiedziło?

Henryk

Z odpierającym, uspakajającym ruchem, z trudem.

Nic, przyjacielu... powiedz, czy Gehazes138

nie byłli139 sługą Elizeuszowym?

Hartmann

Mój miłościwy panie!

Henryk

Wiesz, dlaczego

o to się pytam?

Hartmann

Nie, za mało, panie,

biegły ja w piśmie...

Henryk

Owszem, będziesz wiedział

do Matki Boskiej Gromnicznej.

cisza

Miej tylko

cierpliwość ze mną, ty waleczny mężu!

Wszakże spowiednik musi mieć cierpliwość.

Wiedz tylko o tym, że szybkimi kroki140

spieszę z pielgrzymką, jak pątnik do Mekki —

ale nie pytaj, do jakiego celu.

Hartmann

Panie Henryku! Nie jako przyjaciel

do przyjaciela, przemawiacie do mnie,

lecz ja chcę wniknąć w was i nie ustąpić

ani na włosek z mej obranej drogi;

nie myślę spocząć, póki się nie dowiem,

co wam tak skrycie, tak wyżera z duszy.

Co wam się stało? Co was wytrąciło,

panie Henryku, tak nagle z kolei?

W tryumfującym jaśnieliście blasku

wielkiej radości! A dziś...? Ledwie ziemi

dotykaliście stopą, a zaś anioł

trzymał nad wami swój puklerz141 we wszystkim,

coście czynili — w gonitwie i boju. —

Wracacie, sławą okryci, z podróży

na chwałę Boga — pył spieszył przed wami,

częstszy biegł rozgłos!... A wy, zamiast zbierać

żniwo z posiewu tej waszej dzielności,

dopuściliście, aby w polu gniło

zboże złociste!... Żali142 szczodrobliwa

nie kierowała k’wam143 się dłoń cesarza?

Nie biło dla was jego wdzięczne serce?

Żali łaskawość jego nie obraca

przenajpiękniejszej144 dla was wynagrody145

książęcych Staufów latorośli146? Mówcie:

przecz147 wy, na Boga, chronicie się w pustkę

przed waszym szczęściem? Przecz pozostawiacie

to, co się nigdy powrócić nie może?

Henryk

Odwraca się i patrzy nań długo i z wielką boleścią. Chce mówić, lecz głos mu zamiera — musi kaszleć i zaczyna na nowo.

Życie, mój druhu, jest jako naczynie

wielce łomliwe148 — tak Koran powiada

i tak naprawdę jest — i tegom doznał149!

Nie chcę ja dłużej mieszkać w wydmuchanej

skorupie jaja... A może byś zechciał

chełpić się, bracie, swoim człowieczeństwem?

Może byś pragnął powiedzieć o człeku,

że jest obrazem Boga?... Weź krawieckie

do rąk nożyce i draśnij go w skórę,

a krew pocieknie. Szewskie wbij mu szydło

ot — puls — na włosek — tu lub tam — gdziekolwiek,

a bezustannie, jak woda ciekąca

sączyć się będzie twa duma, twe szczęście,

szlachetny umysł i złuda boskości,

twoja nienawiść, miłość i bogactwo,

i twoja żądza czynu, i nadgroda150

tak, jednym słowem, wszystko, co, obłudnej

sługa pomyłki, zwałeś swym dobytkiem!

Czy będzie w tobie cesarz, sułtan, papież —

nic to: w grobowy zawinięty całun,

nagim li ciałem będziesz151, które musi

dziś, jutro skostnieć...

Hartmann

Ponury w ten sposób

przemawia umysł.

Henryk

Ongi152 był on lekki!

Chodum zapomniał153 od pląsów tanecznych —

mowy się niemal zbyłem154, rozśpiewany

tryumfalnymi hymny155 — może życie

ramiona miało wzniesione do góry

w wielkiej ufności i wierze — modlitwą

było i szczęściem, i bogobojnością...

Ale gdym wrócił, czczą przepełnion156 złudą,

że Bóg mi blisko, kiedym seraficzną157

rozbrzmiewał pieśnią z wewnętrznej uciechy,

iżem dokonał158 pobożnego czynu —

tak więc z niewiernym gdym powrócił159 mieczem:

na moim tropie kładły się już brudne

psy mego losu i krwi pożądliwe,

powietrze w okrąg rozdzierały wyciem...

Gdzieś ty, myśliwy, coś mi to uczynił?

Chodź, zdaj mi sprawę!...

Wstaje i przechadza się.

Ottegeba

Przynosi pergaminy i czeka w milczeniu.

Henryk

Bierze pergaminy z rąk Ottegeby.

Słuchaj!...

Hartmann

Panie, panie!

Anim ja klechą160, ani sługą klechów,

wszak wy to wiecie... Ale moją duszę

dziwnie i strasznie ranią wasze słowa.

Cokolwiek wam się przydarzyło, panie,

czymkolwiek dotknął was przedwieczny Sędzia: —

z pokorą, panie, znieście ten krzyż ciężki.

Henryk

Jestem lennikiem cesarza i ongi161,

posłuszny słowu kardynała z Ostii162,

wziąłem z nim razem krzyż... I krzyż ten odtąd

został mi wierny. Ongi był wyszyty,

na moim płaszczu, a dzisiaj głęboko

wżarł mi się w krzyże, w krew i szpik — i tylko

śmierć mnie od niego uwolni — cóż więcej,

mój przyjaciela, możesz chcieć? Poniechaj

wszelkich litanij — dla mnie szkoda czasu.

do Ottegeby

Idź, moja mała małżonko! Dziękujęć163,

ale się oddal! Chcesz mi białe

zgotować ręce z wełny164 — spiesz się, spiesz się,

bo może będzie za późno! Co teraz

wyjawić muszę temu rycerzowi,

dla jego tylko jest ucha.

Ottegeba odchodzi

Patrz, druhu,

w tym pergaminie kryje się mniej więcej

to, co od świata jeszcze żądać może

wasz Henryk z Aue... Cicho... Nie przerywaj

i bacz165 uważnie na wszystko, co powiem...

Posłańcem będziesz moim i to pismo

w ręce Bernarda złożysz, mego stryjca.

To moja wola ostatnia... Bądź cicho,

mój przyjacielu. Człek jest zbyt kwapliwy166

tak mówi Koran. Co mnie nawiedziło,

czego doznałem — nie badajcie tego!

Myślcie, że wiedny byłem i widzący,

lecz nie badajcie, com widział i jakem167

stał się widzący... Nie dociekaj tego...

Bo nie poniesie tak cię duch twój zbożny

w głębi tej głuszy, byś mógł ją przeniknąć.

To, co dla waszej potrzebne jest wiedzy,

tom wam napisał168 — zresztą pozostawcie

mnie co mojego169... Ja znów dobrowolnie

i bez wahania pójdę swoją drogą,

bo iżbym miał się wzorem innych kalek

targać, jak Łazarz, w ulicznej kałuży,

chełpić się hańbą swoją, swymi wrzody,

chrapliwym jękiem wabić psy, ażeby

lizały rany moje — tego nie ma

w księdze mych losów, a zaś gdyby nawet

było — na Boga — ja bym to wymazał!...

Żegnaj, mój druhu! Zanim rok przeminie,

cierpienie moje zemrze! Ach! I ileż

spadnie już wonnych, balsamicznych deszczów

na grób mej nędzy!... Żegnaj! Żegnaj! Żegnaj!

po krótkiej, straszliwej przerwie, gwałtownie

A teraz, druhu, podnieś płaszcz swój czysty

i — precz! — Uciekaj!... Mówię ci: uciekaj!...

Z trzewików strząśnij prochy i uciekaj!

A jeśli kto cię pochwyci za suknię,

by cię zatrzymać, zostaw mu ją w ręku

i — precz!... Uciekaj!...

Hartmann

Przerażony.

Panie! Co mówicie?

Henryk

Mówię ci: nie patrz poza siebie,

tylko uciekaj!... Nie dotykaj mnie się!

Bo tak niebiosa mnie uszczęśliwiły,

że cieczą zionę naokół zatrutą!

Takim bohater, że bohaterowie

precz uciekają przed moją niezbrojną

ręką: dotknięcie tej ręki gotuje

coś straszniejszego niźli śmierć... Ta dziewka,

moim przelotnym dotknięta spojrzeniem,

umiera z wstrętu, gdy mnie zauważy.

Ottegeba

Weszła na scenę blada jak wosk, wargi jej drżą, wzrokiem osłupiałym śledzi szalejącego Henryka.

Henryk

Weź jaką kłodę, chwyć, co masz pod ręką,

miecz podnieś głownią do góry i ubij,

ubij mnie, mówię, ubij!... Uwolnijcie

mnie i was razem ode mnie... A cóż wy

czynicie wówczas, kiedy w wasz podwórzec

wściekły pies wpadnie?... Czemu się wahacie?

Miejcie odwagę!... Bijcie!... Bez namysłu!...

wpada Gotfryd i Brygita

Wy — wszyscy! Wszyscy chodźcie tu i patrzcie!

Pan Henryk z Aue, co po trzykroć na dzień

mył sobie ciało, co z rękawa każdy

zdmuchiwał proszek, możny diuk i grabia,

zdobywca podwik170 i strojniś, ma dzisiaj

szczęście posiadać wrzody hiobowe,

okrywające go od stóp do głowy.

Stał się, żyjący, odrobiną ścierwa,

porzuconego na wstrętnym śmiecisku171,

gdzie może sobie poszukać skorupy

i zeskrobywać trąd...

Na twarzy Ottegeby objawia się wewnątrz jakieś dziwne, radosne, prawie niebiańskie zachwycenie. Gdy Henryk upadł, z duszy wyrywa się tryumfalny okrzyk wewnętrznego wyswobodzenia; rzuca się do stóp Henryka i ręce jego okrywa pocałunkami.

Ottegeba

Najdroższy panie!

Pomnijcie, panie, o baranku bożym172!

Ja wiem... ja pragnę... mogę dźwigać grzechy...

Jam ślubowała... Musisz być okupion.

Zasłona.

AKT TRZECI

Dzika puszcza. Olbrzymie drzewa iglicowe i drzewa liściaste o zabarwieniu jesiennym. — W głębi jaskinia, do której prowadzi polana. Wejście obramione ociosanymi z gruba słupami. Pod słupami suche liście, narzędzia kuchenne, siekiera, łuk etc. — Wieczór jesienny.

SCENA PIERWSZA

Henryk von der Aue, opuszczony, zdziczały, z nieobciętym włosem, z zaniedbaną brodą, kopie rydlem głęboki dół na polanie. Lewą rękę ma zawiązaną.

Ottaker (knecht Henryka), w rynsztunku, tak jak zeskoczył z konia, zjawia się na krawędzi skały, trzymając się bacznie w pewnym od Henryka oddaleniu.

Ottaker

Woła.

Hej-że! Hej! Hola!... Słuchaj no ty!... Hejże!

Henryk

Słucha. Pod nosem.

Hejże! Hej! Hola! Daj mi święty spokój!

Ottaker

Co ty tam robisz, kosmaty niedźwiedziu?

Henryk

jw.

Dół sobie kopię na wieczne zbawienie.

Ottaker

Czy może szukasz wody?... Może skarbów?

Henryk

Do siebie.

Nigdym nie kopał za bogatszym skarbem.

głośno

Chodź, przypatrzże się173, jeśli masz odwagę!

Ottaker

Waha się.

A może jesteś jednym z ludzi bożych?

Hej żołędniku! Kwap się174! Bardzo proszę!

Henryk

Chwyta łuk i mierzy w Ottakera.

Tak się pokwapię, że mnie popamiętasz!

Ottaker

Milcz, ty ropucho!

Henryk

Kuternoga!

Ottaker

Szara

wesz!... Jadowity ukąsił cię pająk!

Strzelaj, jeżeli chcesz skwitować z życia.

Henryk

Z życia i śmierci. Będę strzelał, drabie!

Ottaker

Jedno słóweczko: czart niech się rozprawia

z tobą, gdy zdechniesz! Powiedz: czy tu mieszka,

w tej dzikiej puszczy, biedny Henryk?

Henryk

Jaki

zwierz?

Ottaker

Ano taki — zwierz z parszywą skórą —

poza tym lwom on krewny i sokołom.

Henryk

Ktoś ty?

Ottaker

Ktom175, brachu, nie ma nic do rzeczy,

Rycerz, iż burzęm już przebył176 niejedną.

Henryk

A tchórz największy pod słońcem.

Ottaker

Co mówisz?

Henryk

To.

Ottaker

Co powiadasz? Zmówże no Ojcze Nasz.

Udaje, jakby chciał się rzucić na Henryka.

Henryk

Dwa Ojcze Nasze! Czemu nie przychodzisz? —

Ottaker

Gdzież bym mordował taką nędzę?!... Słuchaj,

idź swoją drogą, a ino177 mi powiedz,

czy tu nie ugrzązł trędowaty grabia

z Aue, co uszedł z swojego folwarku?

Henryk

Co, grabia z Aue — zbiegł — z swego folwarku?

Czy tarantula ukąsiła ciebie?

Ottaker

Z dzikim śmiechem, wskazującym, że jest podchmielony.

Nie oszalałem! Gdyż bym go inaczej

przecie nie szukał!

Henryk

Zbliż się!

Ottaker

E, nie!

Henryk

Zbliż się! —

Chodź! Dam ci spokój! Bez podstępu, szczerze!

Hm! Trędowaty grabia?... Opowiadaj!

Ottaker

Siada na cyplu skały.

A zatem spokój i zgoda... A ino

wara ode mnie... uważaj... O jakie

siedem mil drogi stąd, na trzęsawiskach,

leży folwarczek — w ręku czynszownika

trędowatego mego pana — wiecie,

któremu godnie dochowuję wiary.

Tak!... Nie wyłupiaj tak ślepiów!... Z nim razem

w kraj cim ja ongi pojechał178 murzyński,

ogniam się mnogo nakrzesał179 z pohańczych180,

wiecie, szyszaków181 i turban niejeden

zwaliłem z konia, niejedna też stalka

prysła na stronę dzięki mnie, powietrze

krając, miast szyi mojego panicza.

Tak jest! Na koniec dotknęło go wstrętne,

wiecie, choróbsko. A czemu? Ot, z mego

kpił amuletu, drwił z wszelkich zamawiań

i zażegnywań! Ale o tym cicho!

Ja mu zostałem wierny! Tak! Z nim razem

ugrzązłem w chłopskiej sadybie, aż oto

on się ulotnił, zbiegł mi, uciekł w góry.

Henryk

Teraz go szukasz?... Czego chcesz od niego?

Ottaker

Jezus-Maryja-Józef! Głupi jesteś —

Nie chcę niczego!... Chroń mnie Panie Boże

od jego jadów... Niech sobie zatrzyma

to, co posiada... Jadę z nowinami.

rzuca mu pieniądze

Masz tu miedziaka! A jeśli go spotkasz,

to coś mu powiesz, bo juścić182 hołota

z hołotą zawsze się zetknie.

Henryk

Zatrzymaj

swoją sakiewkę... Marny tchórz cię oblazł —

drżysz, abyś czasem, broń Boże, nie spotkał,

którego szukasz. Ja mam za trzy grosze

być twym posłańcem?!

Ottaker

Pociągnąwszy głęboko z skórzanego worka.

Co?... He?... Ja — Ottaker —

niby się boję?... Patrzcie go!... Toć przecie

właśnie onegdaj183 mówił nam pan Hartmann —

rycerz bez trwogi, rycerz nienaganny —

który na Aue dzierży dzisiaj władztwo

w imię naszego pana — oto mówił:

«kto też pomiędzy wami ma najwięcej

niby kurażu184, aby iść wytropić

niedźwiedzia w jamie?». Tak ci185 ja, wyszedłszy,

roześmiałem się: «ja — powiadam — ja mam

dosyć kurażu i ja go wytropię».

Henryk

Cicho, z ponurą ironią.

Wierny pachołku, chodź w moje objęcia.

Ottaker

Gdy Henryk poszedł ku niemu na kilka kroków, skoczył na równe nogi, cofając się.

Piekła! Kim jesteś?...

Henryk

Nie bój się niczego!

Ja ci186 to jestem, twój oparszywiały

pan z Aue.

Ottaker

Panie! Łaski! Nie potępiaj!

Po wszystkie czasy wszak ci wierny byłem

waszej miłości, oprócz tej godziny,

kiedym odjechał od was. My chronimy

włady wasz zamek w Aue! Noc niejedną

leżałem ongi przed waszym namiotem

z ręką do miecza przymarzniętą, panie,

aby spokojnie mogła i bezpiecznie

spać wasza miłość. Nigdym od waszego

nie uciekł187 boku! Błagam: skruszonemu

przebaczcie winę grzesznikowi! Wyście,

panie, pod klątwą, ale rycerz Hartmann

mówi, iż żaden klecha nie ma władzy,

by wam zagrodzić drogę łaski. Chora

jest wasza miłość, więc rycerz powiada,

że gdy Bóg zechce, to będziecie zdrowy.

Zginąłeś, panie, bez wieści... Umarłym

świat was ogłosił i wasz krewniak Konrad,

ale nas tysiąc i dwustu przysięgło

sobie i naszej Przenajświętszej Pannie,

że staniem murem za was, bo żyjecie...

Henryk

Z udaną serdecznością.

Jużem zapomniał188 wszystko i przebaczył —

ni słowa więcej — jużem ci darował!...

Wierny mi byłeś i wierny zostałeś...

Chodź, ty mój dzielny! Znam twoją odwagę!

Niby wilk jaki szarpałeś na kęsy

ciało twych wrogów — bez drżenia. Chodź, druhu,

w te moje progi; stalą i krzemieniem

rozniecę chrust ten, będę ci nie panem,

lecz twoim sługą...

Ottaker

W gwałtownej z śmiesznością graniczącej walce.

Do czarta! Nie mogę.

Henryk

Jak gdyby nic nie zauważył.

Co?

Ottaker

Muszę odejść, panie.

Henryk

jw.

A to czemu?

Ottaker

Rycerz, pan Hartmann...

Henryk

Jest mym sługą! Zostań

taki mój rozkaz.

Ottaker

Po ponownej ciężkiej walce.

Na Boga! Nie mogę!

Weź, panie, łuk ten i wpakuj mi strzałę

w ciemię.

Henryk

Co? Strzałę? Tobie, pielucharzu,

ścierki na ciebie, paska albo końskiej

derki, nie strzały!

podnosi obie ręce do góry

Raz! Dwa! Trzy i cztery!

Umykaj!

Ottaker

Panie! Róbcie co ze sobą,

leczcie się, panie, umaczajcie ręce

we krwi dziecięcej, jak to czynią inni —

miejcie odwagę!...

Henryk

— Pięć i sześć!... Dość tego!

Bohater! Pyskacz! Popatrz się, jak umiesz

zmykać!

Biegnie z podniesionymi rękami w stronę Ottakera, który w panicznym ucieka strachu.

SCENA DRUGA

Henryk

Sam, dzikim wybucha śmiechem, śmiech ten o mało że nie przybiera bolesnego, prawie łkającego piętna; atoli Henryk mityguje się, milczy, a potem mówi.

Tak! Cisza! Dobrze!... To me państwo... dzielny mnie chroni pancerz — świat mój znowu dla mnie się tylko otwiera... Tak, dla mnie... jam nie samotny... Nie, samotność serca mego nie zmiażdży! Nie zdusi mnie! Nigdy!... Być pogrzebionym w lodowym krysztale pustej przestrzeni!... Nie jestem samotny!... Milczenie... cisza... w okrąg ani głosu... Nie zberczą dzwonki, nie chrupią czerepy... Morze wszechświata... swoboda!... Wyżyny i wszystkie głębie — przeczyste, rozległe, milczące — w chłodnej jasności...

I cóż mi

jeszcze potrzeba?...

Do dzieła!

kopie dalej grób

Z zgniliznyś

powstał i znów się obrócisz w zgniliznę —

O śnie żywota! O głębszy śnie śmierci...

O ty żebraku i królu!... O śmierci,

wiecznie milcząca, wiecznie zadumana,

ty w tej brunatnej szacie sypkich grudek,

cóżże189 ty możesz wiedzieć? Czyż na oślep

nie pcha nas w życie straszna ręka kata,

nas, bezlitośnie spłodzonych w lubieżnym,

jurnym szaleństwie? Czyż zdradliwy poszept

grzechu nie wabi co noc w sieć rozkoszy

tysiące głupców?... Życie czyż jest kaźnią?

Czy my chodzimy w jarzmie? Czy ty, śmierci,

jesteśli190 groźnym dozorcą tej kaźni

i furtyjanem, który li zagradza191

wyjście!?... A!... Szczebiot! Myśmy wszyscy niemi,

od urodzenia my niemi, na szlaku

niemi wojennym — niemi wobec człeka

i — alboż głazy mówią?... Głazy krzyczą!...

Bracia!... Jam nic jest... nic — nawet w cierpieniu!...

droga krzyżowa i... szczęście!

SCENA TRZECIA

Ojciec Benedykt

Pustelnik, zjawia się na krawędzi polanki.

Bóg wspieraj,

biedny Henryku!

Henryk

Nadsłuchuje, do siebie.

Zberkający dzwonku!

Czerepie! Głosie ludzki!

Benedykt

Wchodzi z wolna polaną i Henrykowi, spokojnie kopiącemu dalej, kładzie z tyłu rękę na ramieniu.

Przyjacielu!

Henryk

Któż tam?

Benedykt

Co robisz?

Henryk

Kopię grób!... Ty czego

pragniesz?

Benedykt

Uczynek spełnić dobry... Masz tu

wino, owoce, mąkę, świeży bochen

pszennego chleba.

Henryk

Wynoś się! Uciekaj,

bo cię, mój klecho, przygwożdżę, jak sowę,

nad mą chałupą. Syp się — w mysią dziurę,

jak szczur brunatny!

Benedykt

Miłościwy panie —

trafiłeś w sedno.

Henryk

Rozwiej się w powietrzu,

bym cię już więcej nie widział, lub spraw to,

bym ja się rozwiał i tyś mnie już więcej

na swoje oczy nie ujrzał... Nie jestem

ni tym ni owym, ni panem ni sługą —

dla ciebie — słyszysz? Nie jestem ni zdrowym

ani też chorym; nie jestem dla ciebie

niepostrzyżonym ani postrzyżonym,

ty postrzyżeńcze — rozumiesz: ja jestem

niczym! Rozumiesz? Niczym!

Benedykt

Cobykolwiek192

myślał o sobie człek zbłąkany, zawsze

będzie on dzieckiem Boga.

Henryk

Nagle podskoczywszy, odkłada rydel na bok.

Co ty mówisz?

Chodź no193 tu do mnie, księżuniu, i siadaj,

jeżeli lubisz paskud, plug i wrzody...

Uwierzę w tego, kto mnie dziś rozśmieszy!...

Witam.... hm... dziecko Boga... co ty mówisz?!

Ktoć to powiedział194?... Wyłóż to dokładniej!

Ja jestem dzieckiem, a to ma kołyska...

na pergaminie wszystko to zapiszę195.

Benedykt

W ciężkim strapieniu jesteś, biedny mężu —

wiem — gorzka ciebie nawiedziła dola...

Henryk

Zowiesz mnie biednym... Któż tu, mój księżuniu,

może być nazwan196 biednym?... Chodź tu bliżej —

do tego głogu — tutaj w te pokrzywy

i te krwawniki — wybałusz te ślepie

i patrz: gdzie tylko dojrzeć jesteś mocen197,

to wszystko moje, ty marny żebraku!

Od Hozzenwaldu aż po Raumuenzachthal,

od cesarskiego stołbia198 aż po morze

szwabskie — te lasy górskie, te dolinne

zboża — to wszystko moje! A choć dzisiaj

wszystko sprzątnięte i puste, owoce

w moich się piętrzą spichlerzach199. Mym las ten —

mą trawa, ryba w strumyku, iglica

i liść na drzewie; w liściu każda żyła

i każde włókno. Patrz — to babie lato

na twym habicie mój ci200 uprządł pająk.

Żądło komara, kiedy mnie ukąsi,

jest moim żądłem, wziętym z moich komór.

Benedykt

Prawda! A jednak...

Henryk

W tym jest sęk! W tym właśnie!

Znudziło mi się grać pana, w jedwabiach

chodzić i ciasnych butach, wyprostowan201,

niewolnik służby, błaznów, przyjacieli202,

nie widzieć garnka, z którego jadałem...

Znudziło mi się stać na szczycie góry,

uginać krzyży, kiedym chciał przemawiać

i, niby ślepiec, nie widzieć człowieka,

z którym mówiłem. Biedny, w jarzmie skuty

rab203 do wolności zrywa się — do świata:

lecz gdy pan jakiś chce być uczestnikiem

swobody, świata, musi wejść w głąb jego —

tak jak ja — patrzaj!...

Wskakuje, w grób.

Benedykt

Podnieście się, panie,

lub gdy nie chcecie, to uklęknę z wami,

by razem serca wznieść w górę, ku Temu,

co był i jest dziś, i będzie — na wieki.

Henryk

Wyskakuje z grobu.

On sam podnosi! Ani ty, mój księże,

ni ja! — Podnosi, jeżeli sam zechce,

a nie na skutek jęków ani według

twej mózgownicy! Bo gdyby inaczej

dziać się to miało, gdyby załamane

mogły Go wzruszać ręce, wskazujące

na pogryzione paznokcie, na zżarte,

bezwargie204 twarze — gdyby Go nakłonić

mogły ku temu krwawe, szukające

Jego litości puste oczodoły

i bełkocące języki, daremnie

usiłujące ukształtować wyraz,

który by zamknął Jego imię: mnichu,

raj by naówczas powstał na tej ziemi,

my byśmy byli bogami lub Pan Bóg

nie zmarłby z bolu tylko raz jedyny —

nie! Dziesięć razy marłby i sto razy

i zapomniany leżałby na wieki

w trumnie naszego świata... Czy pojmujesz?

Benedykt

Wierzcie mi, panie! Pan Bóg żyw jest — wierzcie!

I jeślibyście chcieli Go naprawdę

szukać...

Henryk

Przychodzisz do mnie, by mi mówić,

iże Bóg żywie205? Dobrze! Dzięki! Odejdź!

Bo to, co mówisz, tom sam zgłębił w ciszy...

dla mnie samego: wiem ci206, wiem, że żywie

a i zaprawdę! Był on u mnie przedtem,

nim się tu zjawił mnich i Go wypędził.

Tak jest — zaprawdę! Choć potrząsasz głową:

Bóg był i jest tu ze mną. Ale Bóg ten

niszczy to oko, co go dostrzec może,

rozdziera serce, co go kochać pragnie,

łamie dziecięce ramiona, co k’Niemu207

wznoszą się biedne, a kiedy On przeszedł,

to, co ktoś, uszy mający, usłyszał —

to śmiech szyderczy...

z dzikim śmiechem

Tak jest! Bóg się śmieje!

O Bóg się śmieje!

zmieniony, opanowawszy się, szorstko

Kogo szukasz tutaj?

Benedykt

Ciebie! Twojego łagodnego serca

z czasów minionych... szukam rady twojej...

miejże208 cierpliwość...

Henryk

A więc spraw się krótko:

Muszę się zająć mym małym puchaczem

i mym pajączkiem, co tak skrzętnie przędzie —

zaczynaj.

Benedykt

Panie, jestem wysłannikiem,

upoważnionymli209 przez ten mój habit

i przez dzierżawcę Gotfryda.

Henryk

Zrywa się i rzuca kamieniem.

Uciekaj!

Po coś tu przylazł w dziedziniec biednego

Henryka? Po co? Strzelcy! Wartownicy!...

Puść psy z obroży!... Nauczę ja ciebie

słuchać!...

SCENA CZWARTA

Gotfryd

Dzierżawca folwarku Henrykowego, wychodzi z krzaków, za które się był ukrył210.

Najdroższy panie, ja jestem —

to ja, dzierżawca Gotfryd.

Benedykt

On, naprawdę!

I nie przychodzisz tutaj po próżnicy —

ból nas tu przygnał i gorzka niedola.

Henryk

Patrzy na niego osłupiałym wzrokiem, potem spokojnie.

Wstań! Co się stało? Wstań! Któż to ci umarł?

Jakaż to gwiazda spaliła nareszcie

swym jadowitym światłem twoje skromne

gniazdo?

Gotfryd

Prawie z płaczem.

Ma córka, panie...

Henryk

Dym mi oczy

żre — co? Umarła?

Gotfryd

Nie!

Benedykt

Gotfrydzie, pozwól!

Ja będę twoim tłumaczem i wszystko

powiem pokrótce... Wszak ci211 ja dotychczas

twojego dziecka byłem spowiednikiem!

Żyje! — Tak, żyje! Ale od tej pory,

kiedyście, panie, rzucili zagrodę,

prowadzi życie wielce osobliwe —

inne, niż zwykle... strasznie przemienione,

życie, jak gdyby poza krańcem świata,

pośród którego oddychamy — życie

nie do pojęcia, niesycone niczym,

a tylko jakby wewnętrznym płomieniem,

który wydrąża jej ciało...

Gotfryd

Nic nie je —

odpycha wszelki pokarm, nieruchoma

leży i leży z utkwionymi w niebo

szklanymi oczy212, obstając przy jednym —

przy tym jednym — — —

Benedykt

Odpychając Gotfryda.

Cierpliwości, panie!

Tak jest — w tej chwili, gdy myśmy tu przyszli,

spowodowani ciężkim jej uporem,

ona, wzgardziwszy trunkiem i jedzeniem,

od pięćdziesięciu spoczywa już godzin

bezwładna, sztywna jak łoże drewniane,

które, prócz słomy, nie ma ani krztyny

jakiegoś pierza.

Henryk

Siada i zaczyna skrobać marchew.

Gadajcie wyraźniej!

Jeżeli chora, sprowadzić lekarza...

Będąc lekarzem, sam bym się uzdrowił,

Po cóż więc do mnie, bracie łysa-pało?

Weźcie rumianku albo rozchodniku213:

choroby dzieci, chociażby największe,

w rzeczywistości śmieszne mają źródło.

Jestli214 czymś więcej ona niźli dzieckiem?

Ha! Wówczas idźcie i połóżcie przy niej

to, co dziewice przemienia w niewiasty

kipiące zdrowiem.

Benedykt

Miłościwy panie!

Znam ci215 ją dobrze, byłem przy jej łożu...

Henryk

Ja znam ją lepiej — wiesz?

Benedykt

Przychodzi do mnie

z wszystkim, co tylko jej dolega.

Gotfryd

Bywał

u mnie codziennie od chwili, gdy ona,

ta córka moja, przyszła na świat...

Henryk

Zatem

mówcie!

Gotfryd

Prawdziwie, pan ma słuszność: lata,

wszystkiego tutaj lata są przyczyną.

I dawno wszystko byłoby sprawione,

gdyby nie wy tu, ojcze, i Brygita...

Benedykt

Pomyślcie tylko, coście uczynili —

jak owa próba spełzła wam na niczym.

Gotfryd

Wiem i przed Boga zanosić mi skargi!

Gdybym był córkę wychował jak dziewkę

wiejską, czyż oczy spuściłaby na dół,

kiedym jej przywiódł zalotnika?... Panie,

czemu odeszła od nas wasza miłość?

Złe rozpoczęło szaleć z całą mocą

owego rana, gdy przyszedłszy do was,

jak zwykle, z dzbankiem świeżutkiego mleka,

łóżko zastała próżne... I jeżeli

dziś nie wrócicie z nami, ona umrze.

Benedykt

W lesie do zimy czekać nie możecie...

wszakże ja nawet, jakkolwiek przywykły

do wszelkiej doli, schron mający lepszy

w mojej pustelni i w kaplicy, muszę

ogniska szukać u poczciwych ludzi,

posadnych216 murów i pewnego dachu.

Henryk

Łysy rajfurze! Błaźnie! I ty stary,

siwy głuptasie! Czego wy tu chcecie?

Żądacie wina z głogów, figi z ostów?

Kimże ja jestem? Gdzież nadmiar mych bogactw,

że przychodzicie, wy, marni żebracy,

by się nim dzielić ze mną. Mnie tu szukasz,

szalony trutniu?... Pusty śmiech mnie bierze!

Czy cię śmiertelna nie trafiła trwoga,

kiedym przebywał pod twym dachem? Powiedz!

Czyż przerażenia twego nie widziała

czeladź? Czyż z oczu twych i twojej żony

nie biły zgroza i przestrach, i waszych

serc najtajniejsze życzenie? Te serca

czyż nie jęczały z ukrytej kryjówki:

«Idź stąd! Idź sobie, byśmy znowu mogli

zacząć oddychać?»...

Gotfryd

Przebóg! Wasza miłość

myli się, panie, myli!

Henryk

Nie! Nie myli!

Dosyć słów pustych, kłamliwych zarzekań,

czczej paplaniny dosyć mi w mój kojec

narzucało się wasze miłosierdzie!

Na krótką chwilę pokarm ten wystarczył,

lecz nie na długo... Uciekłem, zabrałem

ostatnie resztki, zgarnąłem to wszystko,

co jeszcze ze mnie zostało, i zbiegłem —

zbiegłem przed sobą... tak, książę uciekał,

a za nim poszedł, gnan217 straszliwą trwogą,

zmiażdżony sługa, który dotąd żyje.

Krzyczał ci218 za mną i jęczał, i młode

ofiarowywał mi ciała na sprzedaż —

ciała dziecięce... Wyrażam się jasno...

Czy rozumiecie, co mówię?... Odejdźcie!

Precz mi! Precz z drogi! Wyrażam się jasno!...

Wy — przychodzicie do mnie — przychodzicie —

wy jako czyiś spólnicy? — Powiedzcie!

Po co stoicie! Posłuchajcie! Ona

była tu u mnie — zaraz — dnia trzeciego...

Wywęszyła mnie, bo węch ma charcicy...

Tak! Była tutaj... tak! Ja ją widziałem,

i to wam mówię, wam — na tego Boga,

który mnie nie zna i na me katusze

żadnej nie zwraca uwagi: to była

najgorsza sztuczka szatana... Lecz podstęp

ten się nie udał!... Śmiałem się, gwizdałem,

jak gdyby była drzewem tam, na skraju

tej dzikiej puszczy — takem się zachował219,

jakby mnie wcale nie podeszła, w oczy

całą jej nędzę rzuciłem, szalałem

i kamieniami trzymałem ją z dala...

Benedykt

Chce was ocalić, panie — oto powód,

że was tu przyszła nawiedzić. Dotarła

wieść do tej biednej — sługa wasz, Ottaker

przyniósł ją pierwszy — że lek krwi uzdrowić

może was, panie. Jakiś mistrz w Salernie

chełpi się, panie, że gotów wytępić

waszą zarazę, jeśli młode dziewczę,

jeśli dziewica dobrowolnie, z wiarą

pójdzie pod ostrze jego noża...

Henryk

Jak to?

Wy w to wierzycie?

Gotfryd

Ja nie wierzę, panie —

ja nie! Lecz dziecko moje uporczywie

trzyma się tego obłędu — na włosek

nie chce odstąpić od niego... Pomóżcie —

pomóżcie, panie, wyrwać ją z obieży220

złego...

Benedykt

Zbyt jesteś pochopny w swym sądzie:

któż tu odgadnąć może, co się dzieje

z wszechmocnej woli Boga, a co zasię

idzie z podszeptu szatana... W jej łonie

święta się toczy walka, jakaś siła

pcha ją z ciasnego życia ku ofiarnej

śmierci — zaprawdę, na oścież ku wiecznej

pcha ją światłości w tajemniczy sposób,

a któż odgadnie, dla czyjego szczęścia

i wybawienia?

Gotfryd

Nie, dla niczyjego!

Natomiast, ojcze, dla jej własnej zguby.

Benedykt

Bóg nie opuszcza tych, co go szukają!

A choćby była w pazurach szatana

zbawienia żądna grzesznica, to jeszcze

na dnie przepaści dostrzeże ją boże

ojcowskie oko. Nie dajcie się zgnębić

małoduszności! Miejcie wiarę w sercu!

Prawda: jest upór w niej! I to jest prawda,

że walczy z Bogiem, ażeby z rąk Jego

wymóc dla siebie męczeńską koronę —

ale poza tym: gratia praeveniens221!

Któż śmiałby z góry zaprzeczać wszystkiemu,

co widzi w swoich wizjach. Leviticus222

mówi: «Krwią człowiek okupuje życie»...

To samo wszakże szepce coś w jej wnętrzu.

Henryk

Hm! Tak sądzicie? Ona śni... ma wizje...

Mniema, że Bogu miłe są opary

krwi, ona wierzy, wierzy, iż zdołamy

krwią utargować cośkolwiek z procentu

od tej lichwiarskiej pożyczki, ciążącej

na naszym wnętrzu. Mylicie się: idźcie!

Ona się myli! Słyszycie? Prócz tego:

z czasów, gdym jeszcze błąkał się po księgach,

gdym nie posiadał tej niemej mądrości

duszy, jak dzisiaj, wiem, że jest błazeństwem

takie lekarstwo....

Trzeba jej to rzeknąć223

idźcie! Widzicie: zupełniem spokojny224;

w tym przepaścistym tchnieniu głupstwa byłem

— rzecz dziwna — chłodny od razu i zimny

i oto patrzcie, to co teraz mówię,

zdrowe i zimne jest, jakby leżało

o tam, w strumieniu, a nie pochodziło

z mojej gorącej piersi: jam bez grzechu!

Powiedzcie to jej, że bez grzechu jestem,

że czysty jestem i niepokalany

i że zaraza w mojej krwi dotychczas

ani na chwilę nie umiała splamić

sukni mej duszy. Powiedzcie jej — proszę —

iż krwią nie można prać czystego płótna

i że ktokolwiek chciałby to uczynić,

jest służebnikiem prastarego węża:

błędu, nie Boga!

Benedykt

Z zaprzeczającym ruchem głowy.

Chcieć jej to powiedzieć,

to znaczy, panie, niecić ją do tego,

ku czemu rwie się z bolesną rozkoszą,

bo sądzić będzie, jak i ja to sądzę,

że tymi słowy pomnażacie winę,

gdyż tylko skrucha i wielka pokora

do wybawienia otwiera wam drogę.

Henryk

Nie wierzcie swojej pokorze, albowiem

zbyt jeszcze pyszni jesteście! Na karku

pycha ci siedzi, jak dziewka bezczelna,

kiedy się chylisz i w prochu się tarzasz

przed Bogiem. Czymże ty jesteś, odpowiedz —

że On ma pomnąć225 ciebie i twej śmiesznej,

mój przyjacielu, skruchy? Żali226 mniemasz,

żeś czegokolwiek dokonał bez Niego?

Spójrz! Częstokrotnie staję na tym szczycie

skały i bluźnię, i echo bluźnierstwem

wraz odpowiada i szydem227: my oba —

i ja, i echo — mniemamy przekrzyczeć

głosy płaczące i liści szelesty,

i rozhuk228 wody — a jednak, a jednak:

o ile my się znajdujemy niżej

popod229 poziomem tego, coby można

nazywać grzechem przeciw Bogu.

Gotfryd

Panie!

Sam to jej powiedz — — mów z nią sam.... Głos jeden

z waszego łona może ją orzeźwić,

jak chleb, jak woda orzeźwia spragnionych.

Nie wiem, kto dał wam tę czarowną siłę,

kto tak przywiązał ku wam to jej serce...

Dosyć, że ona całuje stóp waszych

samotne ślady na polnej ścieżynie,

którąście kiedy chodzili; we waszej

sypia komorze; waszego nazwiska

dźwięk ma tę siłę, że od kurczów zbawia

drętwe jej członki... Jeśli przeklinacie,

jak ja przeklinam, leki przeklętego

mistrza, tak chodźcie230: powróćcie jej życie.

Oświadczcie biednej, że lekarz jest kłamcą,

że żadna wiedza na świecie i... — — —

Henryk

...żadna

potęga w świecie zdurzyć231 mnie nie może —

że saraceński ten lekarz to chłystek,

podlec, poganin, żądny mego złota —

i że to wszystko jest kłamstwem!... Jam chory,

ale ja jeszcze nie stałem się głupcem,

co leci w sidła byle jakich głupców

i chce korzystać z krwawego obłędu

dziecka... Tak, wiem ja to i jeszcze więcej...

Jam to powiedział — i jeszcze coś więcej.

Cóż tak patrzycie na mnie? Tak jest, mówię —

albowiem była u mnie drugim razem...

Tak, jam ją widział... I ja, niewiedzący,

jak się odgrodzić od piekła, wrzeszczałem,

plułem, kamieniem rzucał232 i wyciągał

oskorupiałe ku niej ręce, z zgrozą,

przerażon233 w tajniach duszy, że niedługo

mógłbym wytrzymać, by się jej nie dotknąć,

by jej nie schwycić, by jej nie pokazać

ramion i szyi z tym pulsem bijącym...

Idźcie, powiadam, idźcie! Nie ma rady —

Koniec wszystkiemu!... Wiecie, kiedy na mnie

tak zawołała — głosem, co mi z duszy

wyrywał łkanie: «ja, biedny Henryku

chcę cię ocalić» — tak krzyknąłem: «odejdź —

jam trędowaty!»... Lecz w tej chwilim upadł234

i leżał, nie wiem, jak długo... A kiedym

znów się przebudził235, ona była przy mnie —

i tak! Bliziutko — stała tu, siedziała,

opowiadając, że jest lekarz... lekarz...

że jest... O Jezu!... I że ta ofiara

będzie niebiosom miła... i tak dalej...

i że na świecie niedługo pobawi,

że chce umierać, ja zaś nie mam prawa

zamykać przed nią bramicy niebieskiej

i żem powinien podążyć z nią razem

co tchu — w te tropy — do Salerny236. Potem

kiedy już wszystko wyrzuciła z duszy,

kiedy w prostaczej naplotła mi wierze

o potępieńczym tym leku, tak byłem

całkiem bezradny. Od razum się zerwał237

i przez wykroty i potok uciekłem —

biegłem i biegłem, aż mi dech zaparło,

aż gdzieś milami od niej — gdzieś daleko

padłem na ziemię. I to było dobrze.

Pomyślcie sobie, panowie, rozważcie,

com ja uczynił, żem uciekł! Nie jestem

ubezpieczony od najgorszej klątwy,

zbawion od wszelkiej słabości? Wypędzon

z waszego świata, wolny od prawideł,

wiążących nawet książąt... Czyż nie jestem

więcej niż książę?... Rozważcie, pomyślcie:

przybyła do mnie samotna i w moim

wnętrzu wygrzane bije serce: — straszny,

przeklęty anioł, który po rycersku

słabiznę Boga ochrania!... Co więcej

chcecie ode mnie? Dobrze! Precz stąd! Ze mną

koniec!... Skończona już moja litania...

Głód mi doskwiera, trza pożywić trupa,

którego włóczy za sobą ma tchórzem

oblazła dusza: sam Bóg wie, dlaczego?!

Sam Bóg wie, dokąd?! Dosyć...

Benedykt

Wstrząśnięty i po długim milczeniu.

Żegnaj, panie.

Szukaj przytułku!

po cichu i litośnie

Panie, zima będzie

ciężka... Szukajcie przytułku! ...

do Gotfryda

Tak, chodźmy,

chodźmy, Gotfrydzie.

Gotfryd

Szukajcie przytułku!

Odchodzą.

SCENA PIĄTA

Henryk

Sam.

Odeszli... zamęt... wir... wzburzone kręgi...

nic więcej... dziecko... świat... bohaterowie:

wszystko więdnieje, a w zwiędłej pustyni

czaszek samotne dziecko... Daje znaki!

Dokąd mnie wabią na onej dolinie

chrzęszczących kości?... Nic!... nic!... Stawię czoło

zasadzie... Rydel!... Mój rydel?... Sen... Mara...

Tam coś leżało... Około południa...

Sam... Ach!... Ja nie wiem... Świat... Co? Dajesz znaki?...

Bóg?... Co...

zaczyna ponownie kopać grób

Ja nie wiem...

Szukajcie przytułku!...

Zasłona.

AKT CZWARTY

Wnętrze kaplicy leśnej Benedykta. Po lewej stronie ołtarz z lampką wieczystą, po prawej brama. Tło: boczna ściana kaplicy z małymi drzwiczkami w pobliżu ołtarza, prowadzącymi do celi pustelnika. Na ścianach obrazy, ręce, nóżki z wosku etc. Ołtarz i krzyż uwieńczone kwiatami jesiennymi.

SCENA PIERWSZA

Brygita i Benedykt stoją w pobliżu głównej bramy, rozmawiając półgłosem. Brygita zbliża się do wejścia, ma chustkę na głowie i krzyż na ramieniu.

Benedykt

Nie, oni kłamią, kłamią bardzo dużo,

któż tam odgadnie, ile na tym prawdy!

Brygita

Trzeba nam wierzyć, Benedykcie... Stary

sługa, co nigdy nie kłamie... co rzadko

mówi w ogóle, widział go na własne —

powiada — oczy i gotów jest na to

położyć rękę na krucyfiks...

Benedykt

Dziwy —

niezwykłe dziwy — w rowie — mówisz — pełzał?

Brygita

Nie! Stary sługa widział go, jak leżał

w trawie, tuż obok ogrodu, i niby

czyhał na kogoś. Pełznącego w rowie

widział go koźlarz Ignacy.

Benedykt

Więc stary

mówi, że z rowu wyskoczył?

Brygita

A jakże —

skoro na niego zawołał, wyskoczył

i uciekł w pole.

Benedykt

Nie mogę uwierzyć —

nic pojąć tego nie mogę — a zresztą,

czegóż on może od was chcieć? Toć przecie

nigdyście przed nim domu nie zamknęli —

po cóż więc dzisiaj okrąża zagrodę

niby wilk jaki?

Brygita

Nie wiem. I zapewne

nikt tego nie wie. Zdziczał — powiadają —

zeszedł nieomal na zwierzę, a przy tym

jest zrozpaczony i całkiem zniweczon238.

Benedykt

Niepodobieństwo!... Mógłby tak podupaść

człowiek — — mężczyzna, przyjaciel cesarza,

jego towarzysz broni, com go jeszcze

spotkał niedawno, prawda, że w łachmanach,

lecz wspaniałego, jak dawniej? — Ci ludzie

wietrzą biedaka wszędzie — tak, we wszystkim

radzi by widzieć bliskość dotkniętego

klątwą.

Brygita

Żywo.

Toć znacie, ojcze Benedykcie,

to nasze wielkie podwórzowe psisko —

kiedy się wczoraj udali parobcy

z nim na zasadzkę, krztynę239 po północy,

przyszedł ów człowiek i walił do bramy.

Wtedy to oni puścili nań dogę240,

ta jednak, zamiast żeby go opadła,

podbiegła k’niemu, skowycząc z radości,

i położyła się u nóg przybysza.

Benedykt

Niech i tak będzie... Dziewczyna jest u mnie —

jest w mojej celi — pod opieką Boga.

I tak na razie jest wolna... Co prawda,

dotychczas jeszcze nie wierzę, co mówisz...

a choćby z sprawą biednego Henryka

źle było w świecie...

Brygita

Powiadają nawet,

że go już w mieście Konstancji złożono

śród wielkiej pompy w grobach jego przodków.

Benedykt

Choćby niedobrze było z jego sprawą,

choćby nazwisko jego wykreślono

z szeregu żywych... dusza tego człeka

ma, niby plecy potężnych demonów,

dwie pary skrzydeł albo jeszcze więcej:

gdy mu opadną białe, co go niosły

w górę, tak241 spocznie na ciemnych! Jać mówię242,

że go widziałem na krawędzi świata —

takiego świata, gdzie z głębin przepastnych

dozna zawrotu każdy, kto tam stanął,

wiedzion odwagą li — męską.

Grób kopał

i raczej gotów lec w tym swoim grobie,

niżby miał skradać się naokół chałup

złodziejskim trybem. Lecz bać się należy

iż dziecko, tymi zarażone wieśćmi

i o tych dziwnych słysząc odwiedzinach,

niepokojących dom wasz, może łatwo

dostać się w sidła jakiego łotrzyka.

Brygita

Pójdę... Niech będzie pochwalony Jezus

Chrystus. Już ciemno, a droga daleka.

Gotfryd mnie czeka — i tak już za długo

bawiłam tutaj... Więc mogę mu rzeknąć243,

że tutaj u was wzdyć244 się czuje lepiej.

Benedykt

Sza, sza! Mów ciszej, by nas nie słyszała...

Widziałaś sama: ogółem jest dobrze — —

a tylko wierzy wciąż, że on powróci,

i, niby jedna z owych mądrych panien,

czeka na niego, z pełną lampką w ręku,

niby na przyszłość Zbawiciela Pana!

Złuda ją trzyma — muszę ją podsycać

i podtrzymywać kłamstwami, jak wówczas,

gdym po raz pierwszy tym pobożnym kłamstwem

zażegnał u niej owy245 kurcz febryczny.

Zaradzim246 jeszcze temu — tylko czasu,

czasu potrzeba — dużo trzeba czasu,

a to wzruszenie ucichnie w jej łonie:

choć może potem, wybranica247 niebios,

przywdzieje welon zakonny.

Brygita

Niech wszystko

stanie się według woli Pana Boga.

płacze

Cud! Żeby pan nasz już nie żył!

całuje rękę Benedykta

Biedny Henryk.

Benedykt

...idź, pociesz

tę twoją duszę... Cóż na pocieszenie

mam ci powiedzieć? Chyba że w mym wnętrzu

kryje się jeszcze coś z pradawnych czasów

owych najgłębszych tajemnic, gdy Pan nasz

zjawiał się w krzaku ognistym... lub może

jakowaś wiedza, albo też przynajmniej

silna jakowaś wiara — tak... widzenie,

w którym to dziecko równa się krzakowi

na górze Horeb248 — krzakowi, co płonie,

lecz się nie spala...

Poza małymi drzwiami słychać klaskanie.

Brygita

Cóż to?

Benedykt

Nic, nic! Odejdź!...

Brygita odchodzi.

SCENA DRUGA

Ojciec Benedykt sam, nadsłuchuje, dopóki nie przebrzmią kroki Brygity... Potem przysłuchuje się owym dziwnym hałasom dobywającym się z celi, potrząsa niechętnie głową; podchodzi ku drzwiczkom i puka.

Benedykt

Dziecko! Ottegebo!

Ottegeba

Z wewnętrz.

A idę, ojcze!...

Wchodzi z płonącą lampą w ręku. Tymczasem ściemniło się zupełnie.

Benedykt

Odbierając jej lampę.

Cóż to znowu?

A gdzie mój zakaz!?

Ottegeba

Z wyrazem zadziwienia na woskowym, uduchowionym obliczu.

Jezus! Maryja! Józef!

Duszę i serce wam oddaję... Jezus,

Maryja, Józef! Bądźcie mi podporą

w tej mojej walce ostatecznej! Jezus!

Maryja! Józef!

Benedykt

Słuchaj, moje dziecko:

bądź mi posłuszną, proszę, boś ty mojej

oddana pieczy, jać 249muszę za ciebie

zdawać rachunek przed Bogiem i twymi

rodzicielami... Czemu się biczujesz

dziś po raz wtóry?

Ottegeba

Całuje drżąca kraj jego rękawa.

Nie wiem, ojcze.

Benedykt

Jak to?

Nie wiesz? I znowu bezmyślnie okrywasz

ciało świeżymi sińcami?

Ottegeba

Bo, ojcze,

tak mi przyjemnie!

Benedykt

Co?

Ottegeba

Bo pod razami

mogę oddychać.

Benedykt

Jak to? Czyż bez tego,

dziewico, znaleźć oddechu nie możesz?

Ottegeba

Z westchnieniem.

Z trudem!

Benedykt

Zapalmy teraz te gromnice,

które w koszyku przyniosła nam matka,

a potem razem zmówiwszy modlitwy,

spożyjem, Bogu dziękując, wieczerzę,

którą nam zesłał w tym samym koszyczku

za pośrednictwem rąk twej matki. Chodźmy.

Ottegeba

Stoi spokojnie, wielkie, wilgotne oczy utkwiwszy w krucyfiks.

Ojcze...

Benedykt

Co?

Ottegeba

Jestem zupełnie gotowa!

Benedykt

K’czemu250 gotowa?

Ottegeba

By cierpieć i umrzeć.

Benedykt

Daj teraz spokój... Skieruj teraz duszę

ku innym sprawom, chociażby i ziemskim,

trzeba ci tego... Żyć musisz — nieprawda? —

Chcąc służyć Bogu. Tak, musisz zachować

życie, jeżeli chcesz, gdy przyjdzie pora,

oddać je Bogu.

Ottegeba

Tak ojcze!

Benedykt

A zatem

bierz — jedz — tu trochę masz wina od ojca.

Ottegeba

Usiadła na stopniach ołtarza, patrzy na sufit.

Nie sądzisz, ojcze, że przyjdzie za chwilę?

Benedykt

Tak! — Ale nie ma go już w dawnym miejscu.

Ottegeba

Tam, gdzieś go spotkał i gdzie grób swój kopał?

Benedykt

Tam go już nie ma... Ludzie powiadają,

że chciał raz jeszcze przed śmiercią zobaczyć

świat i roiska251 wszelkich grzechów ludzkich.

Ottegeba

Lecz wam powiedział... przyrzekł, że tu przyjdzie

przyrzekł na pewno?! —

Benedykt

Owszem — tak, to znaczy:

tak, jako szlachcic taki przyrzec może.

Ty moje biedne, trwożne i przeczujne252,

drogie stworzenie! Bądź cierpliwa! Dosyć

umartwiłaś się postem i modlitwą

i tym czuwaniem — wątłe ciało twoje

niemal prześwieca w ciemności. Proś nieba,

by ci zesłały cierpliwość i spokój,

który łagodność umie wlać w czekanie.

Ottegeba

On dzisiaj przyjdzie.

Benedykt

Myślisz?

Ottegeba

Tak!

Benedykt

A po czym

sądzisz, że przyjdzie?

Ottegeba

Bo czuwając dzisiaj

w nocy i za dnia, po dwakroć słyszałam

jakby kołatkę dotkniętego trądem...

O — słuchaj — znowu!...

Benedykt

Co? Ja nic nie słyszę.

Nie, moje dziecko, jeżeli pewniejszych

nie masz dowodów i widomszych253 znaków

niż uderzanie wichru o tarcice,

tak nie wierz254...

Ottegeba

Przyjdzie! Przyjdzie dziś na pewno!

Wiem to... wiem... Patrzaj, wczoraj o północy

jakieś mnie głośne zbudziło wołanie,

które wołało, które mi mówiło:

«Czuwajcie! Pan się wasz zbliża!». I kwiatem

przyozdobiłam swą lampkę, oliwy

nalałam do niej i wyszłam — tak, ojcze! —

Ażeby czekać na progu — przed drzwiami.

A gdy tak siedząc, cała zatopiona

w swej własnej duszy, nie zważałam, ojcze,

na szalejącą wokół nawałnicę —

naraz... tak straszna zerwała się groza,

jakiej dotychczas nigdy nie zaznałam.

Pokusa — myślę. Ale z przerażenia

prawie odbiegły mnie zmysły... Powietrze

napełniło się krzykiem, charkiem255, wyciem;

Oddech wichury był niby gorący,

obmierzły oddech z paszczy wilków... Chciałam

precz stąd uciekać, chciałam się ratować,

przycisnąć głowę do twej piersi, ojcze,

chwycić się tego ołtarza... a potem

oczy przywarłam obiema rękoma.

A jednak wszystko widziałam wyraźnie,

jak widzę postać twoją. — Samą siebie

widziałam, ojcze... patrzyłam, jak w dzikim,

strasznym tryumfie niosły moje ciało —

me nagie ciało — okropne demony

z psimi głowami: długi nóż utopion

był w mojej piersi... Ojcze! Podaj rękę

Zawrót mam w głowie... Mnie — o tak! Mnie samą

poczęło chwytać piekło! Grzech się zaczął

kłębić w mym łonie, jakbym skoczyć miała

w ten wir odmętny, bezwstydna, jak piekło!

Potem... skończyła się groza... W tej walce —

w tej burzy strasznej trzymała się mężnie

ma czysta wola; i Stwórca ją poznał

i wnet ją spędził jednym tchnieniem łaski:

rozproszył z ziemi te majaki nocy.

I cicho w onej jaskini północnej

jęła się cisnąć z wschodu i zachodu —

jak gdyby z studni, jęła tryskać ku mnie

czysta, potężna światłość, a z światłości

wzniosły się w górę dwa milczące, obce

dla siebie słońca, które coraz bliżej

schodząc się k’sobie, stopiły się w jedno,

o tam! Na szczycie niebiosów. I w okrąg

stała się czystość: we mnie i wokoło

mnie, na niebiesiech i na ziemi — wszędzie!

I z jednej z gwiazd tych dwóch nad moją głową

wraz się narodził jedyny, przesłodki,

święty Zbawiciel! I szum się rozpoczął

spośród tysięcznych chórów usłyszałam

wyraz jak Sursum corda256 albo słowo

jak Gloria in excelsis deo257, a głos wielki

odrzekł donośnie: «Amen: O co prosisz,

wszystko się spełni! Sędziowskich wyroków

już przełamana surowość».

Benedykt

Hm. Prawda!...

Jam nieświadomy i wielce przykuty

do rzeczy ziemskich; z mojego więzienia

żadne nie patrzy okno w wieczne światło. —

Ginę w ciemnościach... Ty mię ucz! — On swoją

wygłasza chwałę przez usta nieletnich.

Ottegeba

Śmiejąc się, jakby z wielkiego wewnętrznego szczęścia.

Kiedy mnie nieraz nazywał swą świętą,

mniemasz, że myślał o tym?...

Benedykt

Wątpię, dziecko!

Lecz bądźmy cicho!... Nie godzi się igrać

z wyniosłą myślą i owej korony,

która nas czeka może tam w niebiesiech,

nie mogę sobie kłaść na głowę — własną,

niegodną ręką... Przypuśćmy, że Stwórca

powołał ciebie, żeś na dobrej drodze,

lecz wówczas, pomna grzesznego sposobu,

który od chwili upadku Adama

stał się własnością człowieka, powinnaś

strzec się tym bardziej i w tym większej jeszcze

chodzić pokorze... Przed dawnymi laty

opowiadałem twej matce o pewnym

nieskromnym jeźdźcu, którego tak strasznie

oszołomiła, widzisz, miłość ludzka....

to znaczy: który swoją biedną duszę,

zamiast do Boga, przywiązał do człeka,

do białogłowy, co żywiła w sobie

pychę mężczyzny — i patrz, co się stało.

Gdy się w swej dumie odwróciła odeń

owa niewiasta, padł zgnębion i złaman

i od tej chwili obmierzły był światu.

Taka przekora jest, dziecko, i w tobie —

i oto boję się wielce, że możesz

tak się odwrócić od Boga, jak ongi

jam się odwrócił od świata, jeżeli

zechce odmówić ci tego, ku czemu

z takim uporem kierujesz swe oczy —

ku czemu zmierza wysiłek twej żądzy...

Ottegeba

O nie, mój ojcze, nie! Wiem to na pewno.

Benedykt

Maszli258 odwagę wnikać w plany Boga?

Któż może wiedzieć, że człeka, którego

od swego tronu odtrącił, uważa

godnym swej łaski?... Patrzaj! Niby żubra

albo niedźwiedzia, tak go osaczyli

knechty Konrada Grave, a wszak Pan Bóg

zezwolił na to! Zaś lekarz z Salerny

jest może w ścisłym przymierzu z Szatanem,

łowcą dusz biednych, piekielnego morza

chytrym piratą259, a krwawe lekarstwo

jest może tylko czartowską zasadzką...

A może Pan już odbiegł go daleko...

Ottegeba mdleje.

Benedykt

Może... być może!... To niepewne... Boże!

Cóż ci się stało? Zimno ci?... To wszystko

ponad twe siły!... Zlana krwią!... O Święta,

gdy będziesz w niebie, racz pamiętać o mnie!

Idzie z Ottegebą do celi, więcej ją niosąc, niż prowadząc.

SCENA TRZECIA

Kaplica pusta; pali się lampka wieczysta i wiele gromnic. Wtem daje się słyszeć kołatka, potem, jak zbrodniarz, w habicie z kapturem na twarz zsuniętym, zjawia się Henryk. Ma kołatkę i długą laskę z woreczkiem.

Henryk

Zawlókłszy się do ołtarza, pada na stopniach, błagając pomocy. Z wnętrza wydobywają mu się oderwane, rozpaczliwe wyrazy.

Modlić się — modlić... nie mogę! O Boże,

daj mi wyrazy!... Czemu mi nie dajesz

Twoich wyrazów, abym mógł się modlić?

Łez!... Łez!... O, daj mi łez!... O, daj mi wody,

bym te ogniste zagasił języki

w pogorzeliska rozsypanych gruzach.

Zabij mnie! Zabij!... Podstępnieś mnie odwiódł,

chytry myśliwcze, od wybrzeża cichej,

chłodnej, głębokiej, przeogromnej wody,

kiedym się właśnie, jak bóbr, chciał zanurzyć

na dno to zimne, gdzie już nic nie gore...

Zgaś mnie! Ach, zgaś mnie! Wszelką mękę świata

zgaś w czarnym łonie ciemności!... Przenigdy

Ty mnie już nie budź, albowiem to słońce

dręczy mnie swymi zatrutymi strzały...

Snu! Snu mi nie skąp, albowiem me łoże

nie jest już łożem: w mej głowie szaleją

nocą tysiączne żmije słońca: zbaw mnie —

zbaw mnie tej260 strasznej światłości! Dlaczego

siejesz nienawiść? Czemuś na kształt gradu

rozsypał ślepców po ziemi, ażeby

wzajem szarpali się na kęsy? Czemu

karmisz nas mlekiem troski? Przecz261 musimy

znosić katusze w płomieniach słonecznych,

nie mając kropli ochłody? O Boże!

Zapomnij o mnie, zapomnij! Ach pomyśl,

żem już nic nie wart, żem przestał być cegłą

Twej tynkowanej krwią budowli! W krwawym

gruncie i krwawym spojona cementem

sterczy ta straszna, bolesna budowla,

udręczonego pełna życia — grozą

przejmując biedną mą duszę!... Zapomnij,

zapomnij o mnie, o Ty przeogromny,

Ty przeraźliwy budowniczy! Na cóż

przyda się Tobie jedno ziarnko piasku?

Cóż Ci ubędzie, gdy mnie wyobleczesz

spod Swojej męki i Swego zbawienia,

jeśli mnie zwolnisz, jeśli mnie odpędzisz

od robocizny i płacy zarazem.

SCENA CZWARTA

Benedykt

Wchodzi z latarką w ręku, staje obok zakapturzonego przy ołtarzu i przerażony pyta.

Czego ty szukasz? Ktoś ty jest?

Henryk

Nie pytaj.

Benedykt

Czego tu szukasz tą późną godziną?

Henryk

Tego, com właśnie pomyślał...

Benedykt

Cóż to ma znaczyć?

Henryk

Że człowiek jest sitem,

które nie chwyta tego, wiesz, co chwyta.

Benedykt

Ktoś ty?

Henryk

Szczur!

Benedykt

Proszęć262, tajemniczy człeku,

stoisz na miejscu poświęconym Bogu —

i jeśli szukasz tutaj miłosierdzia,

bądź mi pozdrowion263!... Lecz wyznaj, kto jesteś?

Henryk

Masz sam to zbadać, mnichu, bo ja nie wiem.

Benedykt

Możeś ty264 jeden — wyznaj — z ludzi bożych?

Henryk

Nie! Z pogrzebionych...

Benedykt

Żegnając się.

Wieczny odpoczynek

daj Panie Boże tym bezsennym duchom,

lecz ty, znać, jesteś człekiem z krwi i kości.

Henryk

Ratuj mnie, ojcze! O, ratuj mnie! Ratuj!

Pomówże265 z Bogiem Ojcem, twoim panem,

by mnie wybawić chciał od złości ludzkiej.

Tyś jego sługą. Powiedz mu, ażeby

zagwizdać raczył na tę sforę ludzką,

która, szalona żądzą krwi i łowów,

nie poprzestaje mnie tropić... Czyż kiedym

zatruwał studnie? Czyliż266 z nieczystości

krwi mej i ikry ropuszej lepiłem

kulki i czyż je rzucałem do źródeł,

skąd piją ludzie?... Kiedyż jam to zrobił?

Pomóż mi! Ukryj, schowaj, bo inaczej

muszę się spalić!... Zamknij drzwi te — zamknij!

Bom ja niewinien267! — Nie! O, nie otwieraj —

pomóż mi! Ratuj! Ocal! Nienawidzą

wszyscy mnie ludzie! Tak z kołatką ręku

w mniszym habicie wyszedłem ukradkiem

na świat, stąpając po nożach, a ludzie

co kroku w twarz mnie smagali biczyskiem.

Ja chcę wyzdrowieć, mnichu! Chcę wyzdrowieć!

Uzdrów mnie! Usuń z mojej krwie268 tę straszną,

haniebną klątwę! Obsypię cię złotem

po samą szyję, wszak jestem bogaty!

Oczyść mnie, księże! Zmuśże269 do milczenia

głos, dzień i noc mi wyjący: «Nieczysty!»,

a ja ci oddam wszystkie moje skarby,

wszystkie me zamki rzucę ci pod nogi

niby garść piasku! Pomów z Bogiem Ojcem,

pomów z tym panem! Powiedz mu, że dosyć

mam jego razów, poniżeń i męki! —

Że mi aż nadto dał już odczuć tutaj,

kim jest i że już nie zostało we mnie

nic do zniszczenia. Powiedz mu to, mnichu!

Powiedz mu, powiedz, że jestem rozdarty,

że zepsowane270 jądro mego życia,

że psom na strawę już się nie nadaję

i — Bóg jest wielki! Przepotężny! Wielki!

Chwalę Go, chwalę! Nie ma nic nad Niego

i jam jest niczym... lecz ja żyć, żyć pragnę!!!!...

Pada z szlochem do nóg mnicha.

Benedykt

Wyście to może Henryk von der Aue?

Henryk

Nie — nie! Tamtego dawno pogrzebiono!

Patrzaj! Wyrokuj: czy on jeszcze żyje.

Zrywa kaptur z twarzy, widać blade, wygłodniałe, zniszczone oblicze.

Benedykt

Cofa się przerażony.

O panie! Panie! To wyście271 naprawdę!

Henryk

Powiedzże272 mi to! Utkwij oczy we mnie,

badaj i powiedz, czy to ja... Bo chociaż

jestem ja niczym, tylko czymś, co wieczną

gnane wichurą, straszne znosi męki,

to na dnie mego szaleństwa jest przecie

coś, co z chełpliwym szepce mi uporem:

jam kiedyś księciem był i jednym z możnych

tej ziemi... Mnichu, powiedz mi, kim jestem!

Wszak to niedawno, jak mnie pogrzebiono273

w grodzie Konstanckim, w grobach moich przodków,

a przecież żyję lub śnię może w grobie?

jakże ty sądzisz: śnię czy żyję? Sen to,

że pogrzebiono mnie przy biciu dzwonów,

że sam ci byłem274 przy tym, gdy mą trumnę

nieśli z znakami książęcej potęgi?

Senli to275, powiedz, był, że iskra ognia

z żarnej pochodni jednego z trabantów276

spiekła mi nogę? Żem słyszał, jak kuzyn

Konrad, wychodząc z kościoła, z szyderstwem

krzyczał: «zobaczym, żali277 taka świnia

będzie umiała rozburzyć grobowiec?».

Powiedz mi, księże, czy to jest ten Konrad,

który mi sprawił trumnę i grobowiec —

ten sam, któregom ciężką bryłą złota

wykupił ongi tam w Maroch? Czy jestem

tym samym, powiedz, który to uczynił?

Lub czy też jestem marnym psem żebraczym,

który, gdy w polu pokaże się jakaś

głowa kapusty, dziwnie małpująca

mądrość człowieka, zaraz się przeważa

i drżeć zaczyna, i na siedem stajań278

skrada się z strachu przez rowy i bagna,

by tylko w oczy nie spojrzeć Gorgonie279?!

Benedykt

Powiedzieliście mi ongi280, w godzinie,

gdy was przenikał jeszcze duch pokoju — —

powiedzieliście mi, że mędrcy świata

mają ze sobą wspólną myśl głęboką,

żeśmy się winni zbroić w równowagę;

że ta w nich wspólna nauka, iż człowiek

winien się cały poddać woli bożej...

Henryk

Nagle zmieniony.

Nie! Nie chcę! Gdzież to dziecko?

Benedykt

Przerażony.

Jakie dziecko?

Henryk

Ta dziewka! Dziecko! — Owa obłąkana —

córka dzierżawcy Gotfryda! Gdzie?...

Benedykt

Po co?

Na co wam ona? Czego chcecie od niej?

Henryk

Co? Czego chcę ja? Na co to pytanie?

Benedykt

Chciałbym wybadać, jakie ma zamysły

człek chrześcijański.

Henryk

Dziko.

Czy Bóg jest litośny281?

Benedykt

Tak.

Henryk

Czy mnie może zbawić?

Benedykt

Tak.

Henryk

Czy może

zbawić mnie przez to dziecko? Jednym słowem:

gdzie ona? Powiedz!

Benedykt

Kto?... Wszakeście282, panie,

szlachcic!

Henryk

A tyś jest łotrem!

Benedykt

Macie w myśli

to nieszczęśliwe i biedne stworzenie,

które w ciemnościach szło, szukając drogi

do Pana Boga i zasię zbłądziło

tuż nad krawędzią przepaści?

Henryk

Zbłądziła

czy nie zbłądziła: ona jest u ciebie!

Posłuchaj mnichu! Popatrz mi, księżuniu

w oczy — tak, popatrz, abyś każde słowo,

nim je wypowiesz, dokładnie rozważył,

a gdybyś nie chciał zrozumieć przestrogi,

którą na twarzy mej krwawymi głoski283

wyryły ciernie płomienne — naonczas284

w klepsydrze twojej piasek już przesypan285

na łeb na szyję spadniesz w otchłań zguby.

Benedykt

Mnie wasza groźba wcale nie przeraża.

Dziwny jesteście, prawda, i straszliwy

i ten przybytek święty drga od ogni

krwawych błyskawic przepaści, lecz Ojciec

ochroni dzieci swoje...

Henryk

Nie ochroni!

Nic nie ochroni cię, jeżeli kłamiesz!

Gdzie ona? Powiedz! Jest tutaj!... Dwie noce

jam się zakradał286 pod strzechę dzierżawcy

i nie spotkałem nigdzie mej małżonki,

chociażem ucho przykładał287 do każdej

marnej szczeliny, chociażem288 się chyłkiem,

prawdziwy szlachcic, drapał289 poprzez płoty,

aby ją ujrzeć... Ona jest u ciebie...

Zdradził to w stajni jeden z mych parobków,

który, po udziech290 klepiąc klacz, powiedział:

«Bądźże291 posłuszną, a nie jak naszego

córka dzierżawcy, bo inaczej pójdziesz

do pustelnika w zaloty»...

Benedykt

Nie!... Panie,

powiedzcie raczej, czemu się jak złodziej

zakradaliście popod dom Gotfryda?

Cóżeście chcieli292 czynić z Ottegebą?

Henryk

Co chciałem czynić?... Małpy chciałem chwytać

i potem z nimi pójść na dwór cesarski

i przeszachrować je za trzy czerwieńce293.

Tak, mój księżuniu, tegom chciał294... Nic więcej! —

Benedykt

Czyście nas sami nie uczyli kiedyś...

Henryk

Kimże295 ja jestem, bym kogo pouczał?

Ty na podziękę poucz mnie, gdzie ona?...

Benedykt

Nie ma jej tutaj!... Nie ma!

Henryk

Nie? Więc gdzieś jest?

Benedykt

U Boga, panie!

Henryk

Co — gdzie?

Benedykt

W bożych rękach.

Henryk

U Boga, mówisz?... Cóż to? Czy umarła?

Benedykt

Nie, kto u Boga, ten żyje.

Henryk

Umarła?

Benedykt

Tylko dla świata i jako niebiosów296

oblubienica.

Henryk

Dobrze, mój księżuniu!

Wiem to, tak, wiedzieć o tym powinienem.

Zaciśnij arkan! Mocno! Dość mam tego!

wyczerpany i złamany

Po raz ostatni, mnichu: dzień dzisiejszy

wzdyć297 mnie pouczył: nikt nie jest tak biednym,

by go biedniejszym nie mógł Bóg uczynić.

Bo jakiż rabuś obrabował kogoś,

który nic nie ma?! — Tak, tak, dziecko zmarło,

dziecko nie żyje! Gdy mi Łazarz biały

przyniósł wiadomość, że ona nie żyje,

że serce pękło jej z wielkiego bolu

nad trędowatym panem, z mocą szału

krzyk wyrzuciłem, co mi szarpał wnętrze,

a potem zmilkłem — i nie dałem wiary.

Potem me nogi mknęły jak na skrzydłach.

Dokąd? Jam tego nie wiedział... I potem

mknęły i lasem, górą i doliną,

przez dzikie gąszcza298 i wzdęte potoki,

ażem tu stanął299, na tym ostatecznym

progu... Dlaczegom biegł300 tak? Jakaż złota

kazała mknąć mi nagroda — odpowiedz —

niby jakiemu biegunowi? Cóżem

mniemał301 tu znaleźć? Żalić302 mnie nie porwał

jakiś wir ognia? Żalić sam nie byłem

żagwią pożarną niby jakiś dziki

jastrząb, lecący z krzykiem i pożogą

wskroś lasów?... Słuchaj, tak mi się zdawało...

Przestwór powietrza brzmiał: «Ona nie zmarła!

Nie! Ona żyje! Twa małżonka mała

żyje! Nie zmarła!»... — A jednak umarła...

SCENA PIĄTA

Ottegeba

Zjawia się w drzwiczkach celi i mówi głosem zaledwie dosłyszalnym.

Nie! Ona żyje... żyje...

Henryk

Nie widząc jej, nie poznając, tak samo:

Któż to mówi?

Ottegeba

Ja...

Henryk

Kto?

Benedykt

Po cichu, gwałtownie.

Idź sobie!... Czego chcesz tu?

Henryk

Mnichu,

któż tutaj mówił?

Benedykt

Nikogom nie słyszał303.

Ottegeba

Ja!

Henryk

Ty? Kto? Jeszcze raz! Kto? Kto tu mówił?

Ottegeba

Ja! Ottegeba, twa małżonka mała.

Henryk

Milczy przez chwilę z niesłychanego osłupienia, potem.

Kto?... Kto?... Nieczysty! Nieczysty! — Pozostań!

Myślę ja wprawdzie, że jesteśli cieniem304,

i wiem ci305 o tym — lecz żaden śmiertelnik

wiedzieć nie może, czy ten jad przepastny,

który mam we krwi, nie kazi i duchów

zmarłych... Nie zbliżaj się do mnie! Nie! Zostań!

Wiem ci ja o tym, żeś nie jest śmiertelna:

lecz dla mnie, dla mnie mogłabyś... ach! Umrzeć!

A ja pożądam, ażebyś ostatnią

żyła iskierką na dnie moich mrących

ócz... Ty nie jesteś Ottegebą! Nigdy!

Czoło twe, prawda, czyste jest i białe,

i tak wyniosłe jak u niej, lecz zasię306

tyś nie jest prochem... Prawda, w głosie twoim

coś mi tak dźwięczy... coś bardziej znanego

niż kołysanki mej umarłej matki.

Jednak dzierżawcy ty nie jesteś dzieckiem,

moją ty małą nie jesteś małżonką,

nie siadywałaś mi u stóp i włosem

ran nie suszyłaś ropiących307: — odpowiedz! —

Gdybyś... nie jesteś nią... lecz gdybyś była:

jakżeż ja wówczas mam pojąć to światło,

co przeszywało mury mojej kaźni?...

Wówczas ja ślepcem byłem całe życie

i wzrok zyskałem dopiero w przepaści!

I nie przeklinać musiałbym naonczas,

lecz błogosławić, składać dziękczynienia,

zamiast oskarżać, dziękczynienia temu,

który prowadził me kroki: i z wyżyn

tronu — raz jeszcze gdybym stanął na nim,

musiałbym sobie grzebać paznokciami —

tak, i zębami stopnie do mogiły,

w którą wtrąciła mnie moc niewszechmocna

tą swoją arcymiłosierną pięścią? —

To nie ty... Salve Regina308!... O Boże,

bądźże miłościw dla mnie!...

Pada, złamany, jego szloch zmienia się w głośne łkanie i dusza jego wyswobadza się w łzach.

Ottegeba

Wygląda w dziwnym oświetleniu kaplicy na zjawisko prawie bezcielesne, otoczone glorią. Przystępuje do Henryka, opiera się na jednym kolanie, obiema rękami podnosi głowę jego do góry i całuje go w czoło. On patrzy na nią osłupiały, posłuszny jak dziecko, jakby miał przed sobą zjawisko niebiańskie, a i ojciec Benedykt ukląkł, oszołomiony.

Chodź, już późno...

Biedny Henryku? Chodź!...

Henryk

Salve Regina!

Ottegeba

Chodź!

Benedykt

Dokąd idziesz?

Ottegeba

Obchodzić niebiańskie

me narodziny.

Benedykt

Pod nożem lekarza

z Salerny? —

Ottegeba

Dzięki, ojcze Benedykcie!

Pamiętaj o mnie!

Benedykt

A cóż mam powiedzieć

twemu biednemu ojcu?

Ottegeba

Tam! W niebiesiech

mieszka mój ojciec i ja chcę być prędzej

niż ty u ojca...

Benedykt

Do Henryka.

Dokąd pójść pragniecie?

Henryk

Jej się zapytaj! Ja nie wiem.

Ottegeba

Chodź w drogę,

biedny Henryku! Chodź w drogę, nie zwlekaj!

Chceszli309 mnie, ojcze, sznurami przywiązać

do ziemie310? Mamże311 przez ciebie utracić

tę odrobinę krwi, za którą mogę

kupić niebieską koronę?

Henryk

Dziewico!

Należysz do mnie...

Ottegeba

Nie! Do Pana Boga!

Biada! Co mówisz? Chodź...

Henryk

Albowiem tyle

dano mi jeszcze życia, ile twoja

zaczerpnąć może święta dłoń!...

Ottegeba

Jać312 tobie

zaczerpnę z zdroju zbawienia, lecz nigdy

na waszym świecie... Chodź, chodź! Tak na bożej

uznano Radzie... Muszę! Chcę! Tak, muszę!

I ludzkie słowa nie staną mi w drodze.

Święta Agnieszka313...

Benedykt

Jeśli jesteś bożą

oblubienicą, tak cię, jak tu stoję,

zawiodę w mury klasztorne, w tej chwili.

Ottegeba

Nie, ojcze!

Henryk

Idę za tobą, dziewico.

Wiedź mnie do życia... prowadź mnie ku śmierci!

Wiedź mnie do rożna świętego Wawrzyńca314,

do płomiennego stosu Polikarpa315:

przy tobie śmiać się będę z wszystkich katów

i krwi świadectwo dam twojemu słowu.

Zasłona.

AKT PIĄTY

Sala zamkowa w Aue. Przez boczne drzwi w głębi widać kaplicę z ołtarzem etc. — Wiszą w niej proporce i herbowe znaki panów z Aue, sztandary krzyżowe etc. — Na prawo od kaplicy, w tym samym położeniu loggia rzymska. Po lewej stronie sali bogate krzesło tronowe z stopniami. Nad tronem baldachim. Promienny poranek późną wiosną.

SCENA PIERWSZA

Hartmann von der Aue w bogatych szatach, ojciec Benedykt i Ottaker w rynsztunku z aktów poprzednich.

Benedykt

Zajęty rozmową z Hartmannem, podczas której stoi z respektem z dala.

Ponoć w turnieju zginął w Akwizgranie —

jakowyś rycerz ciął go poprzez szyszak.

Ottaker

Gryzie już trawkę.

Hartmann

Jeśli jest naprawdę,

jak powiadacie, a i ja te same

dostałem wieści o Konradzie Grave,

wówczas — pokorny sługa rzec to może —

podwójnie dziwne są nam drogi Pańskie.

Albowiem teraz... Wiecie, że z trudnością

mogłem utrzymać dla dawnego pana

ten gród warowny! — A więc teraz wiatry

przywiały ku mnie ten list z jego silnej,

męskiej prawicy...

Benedykt

Z Włoch?

Ottaker

O nie, znam człeka,

który go przyniósł: jest to pewien węglarz

z doliny Zastel.

Hartmann

I cóż? Czyś go badał?

Ottaker

A jużci, jużci316! Wziąłem go na spytki —

ino317 że, wiecie, ten hycel uparty

milczy jak kłoda, z której pali węgiel.

Benedykt

A więc sądzicie, że jest już w dolinie

Zastel?

Ottaker

Powiesić dam się, jeśli kłamię.

Hartmann

Prawda! Gdzież indziej mógłby on przebywać?

I któż by zresztą pisał list ten — patrzcie!

Jest w nim niejeden ustęp nieco ciemny,

ale odgadnąć można niemal pewno,

że może dziś już będzie razem z nami.

Benedykt

A ten — spojrzycie — list mój, napisany

mową łacińską, pochodzi z Wenecji.

Ottaker

Na świętą Annę! Mnie coś się wydaje,

że on żadnego nie napisał listu.

Hartmann

A cóż zawiera?

Benedykt

Jasnych słów niewiele:

wprawdziem318 go kiedyś — powiada — rozgniewał,

lecz po chrześcijańsku chce mi to przebaczyć...

Ottaker

Dajże nam wszystkim, Boże, odpuszczenie.

Benedykt

...ino że mam się okazać posłusznym

i wczesnym rankiem, w dniu świętego Jana,

mam mu zgotowić319 kaplicę zamkową

w Aue.

Hartmann

Z pełną przeczucia wesołością.

Jesteście tutaj i możecie

wypełnić jego wolę. Weźcie klucz ten —

zawdzięczam Bogu i mym tysiąc trzystu

dzielnym rycerzom i knechtom320, żem dotąd

mógł go utrzymać na kółku321 — a zasię322

jemu zawdzięczam znowu, żem odzyskał

knechtów... więc bierzcie klucz ten i ze skarbca —

o, hrabia Konrad miał k’temu323 niemałą

chętkę — przynieście ciężkie, szczerozłote

naczynia mszalne z cesarza Karola

pradawnych czasów.

Benedykt

Bierze klucz.

Czynię, jak każecie.

Jak wasza miłość sądzi?... Czy wyzdrowiał?

Hartmann

Wzruszając ramionami.

Jać tego nie wiem, ojcze Benedykcie.

Benedykt

Żali324 i do was dotarła wiadomość,

iże cudowny lekarz sprawił swoje?

Hartmann

I to, i inne. Po dwadzieścia razy

mówiono o tym, że umarł w Florencji,

w Padwie, Rawennie, że leży — pochowan325

w Monte Kasyno i że się utopił,

że został przebit326 sztyletem, że w gardziel

Etny się rzucił — a potem stokrotne

chodziły wieści, że go oczyściły

te w Puzzuoli cudowne kąpiele,

że go uzdrowił słynny mistrz w Salernie.

Benedykt

Z westchnieniem.

Czemuż tu wierzyć i coby tu czynić?!

Hartmann

Myśleć, jak myślę ja: dochować wiary.

Benedykt

A Ottegeba?

Hartmann

Ojcze Benedykcie!

Jeżeli pan nasz wyzdrowiał, naonczas

powiem, że nieba zesłały mu świętą

ową dziewczynę, aby żył, a śmierć jej

niech pozostanie już zrządzeniem bożym.

Benedykt

Owszem. A jednak gorżka327 to powinność

dziś go przyjmować: bo com ja w tym czasie

widział i przebył od chwili, gdy dziecko

znikło bez śladu... Myśmy go szukali:

Gotfryd, Brygita i ja — wszędzie, wszędzie

po wsiach i miastach, po wszystkich szpitalach,

w zaułkach nędzy i występku — panie,

to się zapomnąć328 nie da!... Przy tym, panie,

gdybym ja nie był tu spólnikiem329 winy!

Lecz w piersi mojej zarył mi się straszny

wyrzut i nie chce umilknąć.

Hartmann

Znaliście

ową dziewczynę od młodości?

Benedykt

Panie!

Jak swoją córkę, jak swe własne dziecko!

I obym był ją uważał330 za własną!

Abym był dla niej mógł być331 jako ojciec!

A tak najemcą byłem, nie pasterzem.

Hartmann

Mamże332 powiedzieć, co ja o tym myślę?

To Wenus333 tak ją ubrała...

Benedykt

Tak, prawda!

Ziemska to była miłość... Beznadziejna

była to miłość, która musi wszelką

żywić nadzieję i ból wszelki znosić.

I jam był kiedyś na tej błędnej drodze,

jednak omamion blichtrem niebiańskości,

i teraz, ślepiec, poznać jej nie mogłem.

Hartmann

Ja tak nie myślę, ojcze Benedykcie!

Dla mnie to dziecko i dziś jeszcze święte.

To, co się tobie wydało niebiańskim,

zostanie zawsze niebiańskim, a miłość

zawsze jest jedna, ziemska czy niebiańska.

Benedykt

Świecka to mądrość! Owszem! Tylko czemu

takem niewiele miał334 jej w tych okropnych

godzinach próby!

Hartmann

Szła w śmierć za Henryka.

Czemu? Badałem rzecz tę i powiadam:

W śmierci jej miłość święciła tryumfy:

On stał się dla niej miłosnym wyznaniem!

Benedykt

Gdyby to dziecko zginęło, jak mówisz,

rzecz podziwienia godna, cud miłości!

I ja, zaprawdę, znalazłbym pociechę!

Lecz ja nie wierzę — nie! Ta piękna perła

upadła, panie, i zagasła w błocie!

Boże mój! Przebacz panu, mnie — przenigdy!

Hartmann

Do Ottakera, wyglądającego, jakby chciał uciekać.

Dokąd, Ottaker?

Ottaker

Czyni ruch przeczący; zostając z niechęcią.

Hartmann

Cóż się stało? Mówże335!

do Benedykta

Czy wam jest znany ten pachołek, ojcze?

Benedykt

Nie.

Hartmann

Nie? Po uszy siedzi w krotochwilach,

którymi chełpi się nie tylko w stajni

wobec parobków i dziewek, lecz także

lubi uraczyć nimi małe dzieci.

Ottaker

Niech mnie pioruny!... Panie, nie wiem wcale,

co chcecie mówić?

Hartmann

Klnie się, aż się niebo

kurczy, przysięga, aż ropuchy skaczą,

że nigdy biednej córeczce dzierżawcy

o salerneńskim nie mówił lekarzu.

Benedykt

Wy to jesteście?

Ottaker

Co? Jak? Kim ja jestem?

A niech mnie czarci!... Panie! Kląć się nie chcę —

pozwólcie, panie, odejść mi na szaniec.

Ottaker wychodzi.

SCENA DRUGA

Hartmann

Tak! On to! On!...

Benedykt

Co rzucił pana?

Hartmann

I głowę dziecka nabił poczwarami.

Ta jego czaszka to gniazdo jaj żmiich336,

z których co chwila jedno się wylęga

pod niespokojnym żarem jego ciała.

On wam nabożnie będzie znosił kłody

na stos dla żydów i dla trędowatych,

cały wypchany jest amuletami,

wiarę ma w ptactwo trupie i w złodziejskie

palce i nosi zawsze buteleczkę

krwi ludzkiej w sakwie i klnie się na sprawy

dziwne, nieczyste, zgroźne337, tajemnicze.

Benedykt

Tak, świat się roi od demonów... Zawszeć

człowieka hańbi przeniewierstwo.

Hartmann

Patrzcie!

Drab ten, co ongi338 odbiegł swego pana339,

jak tchórz, niedawno rzucił się z tej twierdzy

właśnie na wrogów tego pana: straszny

dzik rozjuszony, urągliwy śmierci.

SCENA TRZECIA

Ottaker

Wpada gwałtownie na sceną.

A niech mnie diabeł rozsadzi, lecz panie,

teraz mi dajcie urlop.

Hartmann

Dokądże to?

Ottaker

Precz! Tam w dziedzińcu stoi stary człowiek

i, Boże przebacz, jakieś babsko stare...

Do czarta! Lepiej iść między murzyny!

Hartmann

Z okna patrzy w dziedziniec.

Gotfryd! Brygita! Ojcze! Przez Bóg miły

To z Wehrawaldu tych dwoje staruszków.

Ottaker wychodzi.

SCENA CZWARTA

Benedykt

Rozumieli340 to wasza miłość, panie?

Hartmann

Coś niezupełnie. Ale zdaje mi się,

że nie oznacza to nic złego... Teraz

pomyślcie, ojcze, o waszym ołtarzu!

Wszystkie te znaki, a zwłaszcza ostatni,

świadczą wam o tym, iże pan nasz dawny

zaczyna znowu dawnym swym sposobem

i według planu dzierżyć ster. Snać341 dobry

jakowyś święty począł dzień dzisiejszy,

jemu, po Bogu, myślę się poruczyć.

SCENA PIĄTA

Mnich, lewą ręką przysłaniający sobie twarz kapturem, z laską pielgrzymią w prawej, szybkim krokiem przechodzi przez scenę.

Hartmann

Przerażony, zatrzymuje mnicha.

Dokąd podążasz i jakeś342 się tutaj

dostał wskroś straże?

mnich daje znak, że chce z nim pozostać sam na sam

Idźcie! Mnie jedynie,

widać, przynosi wieści.

Benedykt odchodzi.

Hartmann

Mów!

Mnich

Hartmannie!

Hartmann

Henryk! O Boże!

Henryk i Hartmann

Milcząc rzucają się w objęcia.

Henryk

Bóg przemówił do mnie:

«Idźże i pokaż się kapłanom!».

Hartmann

Zdrowy?

A...

Henryk

Dziecko? Poszlij343 do lasu i rozkaż

oblubienicy mojej, by ci sama

dała odpowiedź.

Hartmann

Na żywego Boga!

Więc dziecko żyje?!

Henryk

Mniemasz, że bym stał tu,

gdyby nie żyła?... Mniemaszli344?

Hartmann

Stanowczo.

Nie, panie!

Henryk

Tak samo.

Nie, mój Hartmannie!

ponownie padają sobie w objęcia; uwolniwszy się z objęć

Ale dość na teraz.

Jak się to stało, że zdrowymi stopy

dotykam znowu tych dawnych kamieni

mojego grodu... cicho! O tym wszystkim,

co wiem, com słyszał, przeżył i przecierpiał —

tak, o tym wszystkim cicho! Sposobniejszej

zostawmy porze te sprawy... Hartmannie,

dobry Hartmannie! Cierpliwości!

Hartmann

Wiecie,

że w Akwizgranie leży ciężko chory

wasz krewny Konrad? Zmożon345 jest w turnieju.

Henryk

Wiem, upadł z konia; umarł, wysadzony

z siodła przez własną szkapę! Aniołowie,

tak, aniołowie potrząsają kubkiem

z kośćmi... Lecz o tym cicho, przyjacielu!

Pomówmy teraz o ważniejszych sprawach.

Gdzież dzielny ojciec Benedykt?

Hartmann

Do skarbca

poszedł, by przybrać ołtarz...

Henryk

Tak mu powiedz,

aby się spieszył; a w krużganku, drogi,

rozkaż splądrować wszystek krzak mirtowy —

wesele sprawiam — dzisiaj — bez wahania,

a niech odźwierny uwije mi wianek

skromny, lecz zasię346 taki, by wystarczył

na skronie młodej dzieweczki dzierżawcy.

Hartmann

Co wasza miłość mówi?

Henryk

Nic innego,

tylko to właśnie, drogi przyjacielu:

i com w swej duszy raz już postanowił,

tego przed ludźmi bronić nie mam w myśli.

Wszystko tak będzie, jako jest. I na tym

koniec.

Z tą chwilą, kiedy pierwszy promień

łaski mnie drasnął, gdy zstąpiła ku mnie

ta owa święta, byłem wraz oczyszczon347:

z mojej zatęchłej, potępionej piersi,

znikło od razu wszystko, co w niej było

niskiego; rozwiał się zabójczy opar

mej zimnej duszy — zmarły w niej nienawiść

i żądza zemsty, złość i chęć szaleńcza,

by się narzucić ludziom, choćby nawet

z pomocą mordu! Alem był348 bezradny!

Oszołomiony czepiłem się ręki

mej zbawicielki i w jej aureolę

wciśnięty, szedłem za każdym jej krokiem...

W jej mgławym kole znów mogłem oddychać,

a gdy na skronie kładła mi swą rękę,

tak349 sen, co dotąd unikał mych powiek,

w mym biednym sercu zamknął mi znów przystęp

wrogim demonom...

zjawia się ojciec Benedykt

Ciebie to ja szukam!

Tak, ojcze, ciebie przede wszystkim! Zbliż się!

Pomóż mi, pomóż! Jestem zdrów! Uleczon350!

Jestem u celu, a jednak daleko

od tego celu! Nie mów nic, o, nie mów,

tylko posłuchaj dalej mej spowiedzi...

Wtem spłynął na mnie nowy promień łaski.

Cóż mam powiedzieć? W tym nowym promieniu,

który mi błyszczał spod powieki dziecka — —

żyję! O, nie patrz na mnie, stary człeku,

z taką woskową bladością! — Na nowo

odrodziła się moja miłość w zmarłym,

posępną grozą przepełnionym świecie.

I znowu w fali świetlnego żywiołu

rozpłomieniły się wzgórza radością,

morze rozkoszą, a niebiańskie dale

szczęściem — i znowu w mej piersi poczęły

rwać się do życia i wrzeć świeże siły:

zwarły się we mnie znów w przemożną wolę,

ażeby walczyć, niemal dotykalnie,

przeciwko memu wiądowi351... Lecz jeszczem

nie był wyzdrowion352, ale czułem jedno:

że wyzdrowieję albo też z nią razem

jednakiej doznam śmierci...

Posłuchajcie!

Wbrew mojej woli, na przekór mym prośbom

wiodła mnie z sobą do Salerny. Chciałem

złamać jej śluby — ale mnie przemogła...

Prawda: Południa raje hamowały

nieraz jej kroki; w kwiecistych smaragdach353

gór apenińskich stawała zdumiona,

tknięta ich czarem, albo na błękitnych

milkła wybrzeżach, pobladła z boleści

i szczęśliwości... lecz potem... — o, wielką

wydała mi się tą chwilą354, w mych oczach

rosła do jasnych rozmiarów serafa355!

Potem zamknęła się, mówię, dla świata

i, jakby szarpał ją głód śmierci, znowu

z podwójną mocą ciągła356 mnie za sobą

hen na Południe...

Stanęliśmy razem

wobec lekarza: — o tak, mimo wszystko,

jakem powiedział... daleko! W Salernie...

Przemówił do niej... Pytał, czego pragnie. —

Chce umrzeć dla mnie. Dziwił się, odradzał,

nóż pokazywał i tortury — na nic!

Ani na chwilę nie umiały zachwiać

słowa lekarza jej wolą: i wtedy

zamknął się razem w komorze — z nią razem.

Ja zaś... tak, nie wiem, co się działo ze mną.

Straszne słyszałem huki — jakaś światłość

błyskawicowa wdzierała się we mnie,

paląc i krając mi serce! Straciłem

zmysły! I z dźwierzy357 poleciały trzaski,

krew popłynęła z moich pięści obu,

zdawało mi się, że wszedłem przez ścianę!

I oto, mówię, leżała przede mną

naga, jak Ewa, silnie przywiązana

do deski... Patrzcie, mężowie, naonczas358

trzeci mnie dotknął promień świętej łaski.

Cud się wypełnił, byłem uzdrowiony!

Wierzaj, Hartmannie! Jak ciało bez serca,

jak golem359 będziesz, jak twór czarnoksięski,

nie dzieło boże — z gliny lub kamienia,

albo i skruszon będziesz, póki czysty

i nieskrzywiony, nieprzerwany, prosty

strumień boskości nie wyryje sobie

drogi do owej niezgasłych tajemnic

pełnej łupiny, kryjącej przed naszym

okiem prawdziwy cud stworzenia: — wówczas,

wówczas dopiero przeniknie cię życie.

I z piersi twojej rozszerzą się nieba,

wielkie, bezkreśne360, przecinając ściany

twego więzienia — i ty razem z światem,

wyzwolon jego zbawiającą mocą,

wraz się rozpłyniesz w przedwiecznym żywiole

miłości...

Sprowadź ją tutaj.

Hartmann odchodzi

Tak, ojcze!

Ona jest tutaj! Ale ty — toć mówię —

już jej nie spotkasz takiej, jaką znałeś.

Jeszcze naonczas, kiedym ją odwiązał

od stołu mistrza i uniósł ze sobą

ten dar niebiosów, upadła, złamana.

Naprzód tygodnie długie przeleżała

w ciężkiej gorączce, a potem, powstawszy

z łoża boleści, była przemieniona.

Chociaż ją nogi zaledwie udźwigły361,

nie chciała żadną miarą dosiąść konia,

któregom dla niej najął do podróży.

Przy moim boku, z wielkim biegnąc trudem,

ciężar ołowiu w wątłych mając członkach,

wciąż się zdawała unikać mnie w drodze

i tylko z drżeniem znosić me sąsiedztwo.

Benedykt

Gdzie ona, panie? Prowadźcie mnie do niej!

Racz wasza miłość przebaczyć: ociężał

ten ci mój język w tej chwili wdzięczności.

Idzie! — Zostawcie nas sam na sam, panie!

Henryk wchodzi do kaplicy.

SCENA SIÓDMA

Ottegeba

Wchodzi, prowadzona przez Hartmanna. Blada i zmęczona, bosa, w ubraniu pielgrzymim, o kiju.

Ottegeba

Gdzie jestem, panie? Powiedz...

Hartmann

W zamku w Aue.

Ottegeba

Gdzie?

Hartmann

W zamku w Aue.

Ottegeba

Gdzie? W jakiej dziedzinie?

Hartmann

W Szwarcwaldzie, pani, na ojczystej ziemi.

Benedykt

Popatrz się na mnie, już mnie nie poznajesz?

Ottegeba

W uporczywym zamyśleniu.

Przebacz... cokolwiek...

z lękliwą radością, rzucając mu się na piersi

Ojcze Benedykcie!

Nie mów nikomu! Nie mów, kim ja jestem!

Pomóż! Bądź wierny! Dobry! Litościwy

bądź mi, mój ojcze, iżby mnie nie zabił

ten wstyd bezmierny!...

Benedykt

Cicho, dziecko, cicho!

Ja cię ukryję, jeżeli gdzie indziej

nie masz ukrycia.

Ottegeba

Tak, tutaj przy tobie,

w cichej pustelni...

Benedykt

Co?

Ottegeba

Przy tobie, ojcze,

w głębokiej puszczy.

Benedykt

Powróćże362 do zmysłów,

ty moje drogą utrudzone dziecię.

Mylisz się: ptactwo śpiewa o tam, w kniejach!

Tu echo tylko odbija się w zamku.

My nie jesteśmy, dziecko, w moim lesie.

Ottegeba

Jać sobie, ojcze, przypomnąć363 nie mogę364,

gdzie my jesteśmy... Idźmy głębiej w góry!

Słuchaj... Nie! Później... Idźmy! Nie! Nie jeszcze —

kłamałam... Jestem potępiona, ojcze!

Jestem stracona... ojcze...

Benedykt

Nie, dziewico!

Czyn twój przeciwko tobie świadczy, rada

oddałaś życie, by okupić dolę

biednego pana Henryka, atoli365

Bóg ci uczynił, jak Izaakowi —

miłośnie przyjął ofiarę z ołtarza.

Ottegeba

Nie! Ja umarłam na ołtarzu! Obcy,

surowy, dziki pochłonął mnie ogień,

który się palił w szpiku moich kości...

Pragnęłam krzyczeć: puśćcie mnie, wy piekła!

Ale ten wyraz milkł na żądnych ustach —

Bij, zanim umrę, bij, ty zły lekarzu —

takem jęczała — daremnie! Truciznę

nieprzyjaciela wessały już w siebie

spragnione członki. I nim aniołowie

poczęli śpiewać «hosanna», ma żądza

zmarła na piersiach szatana.

Benedykt

Podpierając ją i prowadząc do ołtarza.

Cóż na to

można powiedzieć? Znasz mnie i wiesz dobrze,

iż na szerokiej ziemi nikt mojemu

tak nie jest bliski sercu, jak ty, dziecię.

Miej na uwadze słowa spowiednika:

Lekarz, być może, jest czartem, lecz właśnie

pan nasz w ostatniej chwili był powołan,

by cię ratować. I tak to leżałaś

nie na szatańskim łonie, lecz w uścisku

tego człowieka, o którego duszę

takeś walczyła366, jak on w owej chwili

walczył o twoją.

Ottegeba

W największym wyczerpaniu pada na krzesło.

Kłamałam! Kłamałam!

Nigdym o jego nie walczyła367 duszę

i przeto368 Bóg mnie postawił pod pręgierz.

Zasłania sobie twarz rękami.

Henryk

Wychodzi po cichu z kaplicy i klęka przed nią.

Spójrz wokół siebie! Nie drżyj! Wszak nie jesteś

gołębiem w klatce — a jam nie jest wężem,

abyś drżeć miała przed moim spojrzeniem.

Ale tyś moją, męża, którym jestem,

który jest twoim... a nie kusicielem,

nie! To mnie kuszą, kuszą tak jak ciebie!

A choć ty jesteś czystsza, choć wolniejszaś369

od skaz, to ogień i mnie uszlachetnił,

że, jako pierścień z czystego metalu,

mogę już dzisiaj służyć za oprawę

dla tego wody najczystszej brylantu,

jakim jest dusza twoja.

Przeto370 mała

oblubienico, powiedz mi słóweczko,

ciche słóweczko na ciche pytanie,

a potem możesz wypocząć po strasznych

trudach długiego poranku, co dla nas

skończył się teraz jasnym dniem. Odpowiedz:

żali371 nie chciałaś wrócić mi znów życia

i w zamian za nie dać twego? Więc teraz

daj mi twe życie: moim jest i moim

było od wieków! Wierną, na śmierć wierną

byłaś mi dotąd służebnicą: dzisiaj

po raz ostatni niechaj znajdzie posłuch

u ciebie moja modlitwa: bądź moją

panią! Bądź moją żoną! —

Ottegeba

Rozwarła szeroko oczy, jak w natchnieniu, a potem, jak gdyby oszołomiona wielką światłością, powoli zamknęła je znowu.

Benedykt

W nawałnicy

światła zasnęła, a jednakże jeszcze

widziała glorię.

Henryk

Zaślubiny ziemskie

lub wiekuista śmierć!

SCENA DZIEWIĄTA

Ottaker

Zjawił się we drzwiach. Poznaje Henryka, postępuje kilka kroków ku niemu i pada zemdlony.

Henryk

Wstań, Ottakerze!

Wstańże372, mój wierny przeniewierco! Łaska

i przebaczenie spływa na nas wszystkich.

Walczyłeś! Jam się poznał na twej walce!

Żyw ten, kto walczy, a na dobrej drodze

ten, który, błądząc, ciągle dąży naprzód.

A teraz na znak, drogi przyjacielu,

że jestem twoim tak, jak byłem ongi,

gdy ja się będę ubierał w purpurę,

ty jak stróż Grala, staniesz mi przy boku.

SCENA DZIESIĄTA

Benedykt

Spoczywaj, dziecię, spoczywaj!

Ottaker

Stojący obok tronu.

A choćby

miała lat tysiąc wypoczywać tutaj,

a ja się ruszył z miejsca — kromia373 tego,

iżby mnie zmogła śmierć, to, mój księżuniu,

niech mnie w wieczyste strącą potępienie.

SCENA JEDENASTA

Benedykt

Udał się do kaplicy; widać go zajętego przy ołtarzu. Sala zapełnia się powoli rycerzami zbrojnymi i bez zbroi.

Pierwszy rycerz

Co?

Drugi rycerz

Tam!

Pierwszy rycerz

Rycerzu, gdzie?

Drugi rycerz

O tam, na tronie!

Ottaker

Cicho, panowie!

Pierwszy rycerz

Cóż to jest za obraz?

Trzeci rycerz

To jest ta sama, panowie... na Boga!

...którą widziałem jeszcze wczoraj z góry,

z okna Pallady, jak z studni, pod murem,

o tam, przy bramie, piła nachylona

wodę rękami! — Mówię wam, rękami...

Pierwszy rycerz

Czy to jest może pani Awantura?

Ottaker

Panowie, cicho! Świętym jest sen świętej,

przy tym to nasza pani.

Czwarty rycerz

Co?

Ogólny, serdeczny śmiech rycerzy.

Piąty rycerz

Ten tuman —

co on powiada? Mary mu się snują —

To jakieś dziewczę wędrowne, nic więcej.

Ottaker

Niech was pchły zjedzą!... Niech wam bielmem zajdą

te wasze oczy, pano... — — —

Bogu dzięki:

Żyje!

Pierwszy rycerz

Naprawdę! Porusza wargami.

Ottegeba

Nigdym ja dotąd nie słyszała takiej

nawały hymnów...

Drugi rycerz

Śni!

Ottegeba

Czy słyszysz, ojcze?

Pierwszy rycerz

Co ona mówi?

Ottegeba

Matko! Matko! Widzisz?...

Piąty rycerz

Czego to dziecko chce?

Ottegeba

Korona spływa —

Niesie ją tyle, tyle rąk!...

Trzeci rycerz

Kim jesteś —

powiedz, dziewczyno...

Ottegeba

Przez sen.

Waszą teraz panią!

Pierwszy rycerz

Kimkolwiek jesteś, moje dziecko drogie,

przed twym urokiem uginam kolana.

Ale nam biedny hrabia z Aue zginął

w dalekim świecie i jest nieżonaty.

Tłumione i wzrastające poruszenie śród rycerzy.

Benedykt

Wychodzi z kaplicy, tajemniczo.

Cicho, panowie! Spokój! Posłuchajcie:

cud ten przywiodła ku nam taka ręka,

że się jej żadna, żadna ludzka wola

oprzeć nie może; nigdy też baldachim

nie krył kobiety czystszej, szlachetniejszej...

Korzcie się przed nią! Ona jest tu panią,

musi być panią... A on, zaginiony

w dalekim święcie książę, Henryk z Aue,

jest między nami i za chwilę, zdrów już,

stanie się dumnym filarem tej sali.

SCENA DWUNASTA

Rycerze tryumfalne wznoszą okrzyki, albowiem Henryk, w purpurze i przy mieczu wchodzi na scenę przy boku Hartmanna; przed nim trzej paziowie, z których pierwszy niesie na wezgłowiu trzy korony.

Henryk

Dank374 wam rycerze! Dank wam! Z odmłodzonej

witam was duszy, lecz z dawną miłością!

Pod tą purpurą kryję blizny... Blizny

wzdyć375 kosztowniejsze od purpury! Prawdę

po tysiąckrotniem chwytał376, a com chwycił377,

ranę mi ryło w ciele... Wszystkie strachy,

wszystkiem ja poznał378 leki, wszystkie jadne379,

krwią rozpienione widziałem zapasy.

Sam ci się wiłem380 w mękach potępieńców,

aż mnie znalazła miłość, co nas wszystkich

szuka.

zwrócon do Ottegeby

Gołąbka, nieznająca żółci,

święta Ottgeba... Ustąpcie się od niej!...

Zbudź się, małżonko!

do paziów

Dajcie mi koronę!

bierze koronę i trzyma nad głową Ottegeby

Mą pośredniczką była ta dziewica —

bez pośrednictwa Bóg zbawiać nie może —

to niech wam starczy...

nakłada jej koronę

A teraz się pytam:

Stwórca wybranych swoich koronuje

we śnie — czy chcecie czcić ją jako waszą

panią — goręcej czcić niż mnie — powiedzcie —

pod jej łagodnym berłem żyć czy chcecie?

Czy nam w weselne uderzycie dzwony?

Hartmann

Panie! Co mówisz! Nie tylko we dzwony,

ale w spiżowe uderzym381 puklerze,

a okna tego starego zamczyska

w wielką, jak usta, rozkrzyczą się radość.

Podnoszą tryumfalne okrzyki.

Henryk

Sposępniał, pospiesznie.

Cicho, bez wrzawy! Bez tej wesołości,

co oszałamia, lecz nie budzi — precz z nią,

albowiem ona kazi uroczystość,

przytłacza duszę świętych dni!... Tchórzostwo

słucha dzikiego głosu trąb wrzaskliwych,

a my nie tchórze; mężami jesteśmy

i wierzącymi w każdy czas. Rzecz wzniosła

rozumieć radość i być panem nad nią.

Przepastną głębię ma pod sobą okręt,

na którym płyniem, a gdy się pogrąży

nurek w tych bezdniach i wróci z nich cały,

wówczas śmiech jego, jeśli się zaśmieje,

wart ci382 jest złota. —

Ottegeba

Budzi się.

Co się ze mną dzieje?

Benedykt

Poddaj się! Ukórz!

Henryk

Nie! Miast383 się ukorzyć,

dumnie się podnieś! ...

Ottegeba

Prostuje się z drżącą rozkoszą.

Jak mi każesz, panie!

Henryk

Do Benedykta.

Czyń, co masz czynić...

Ojciec Benedykt zamienia pierścionki. Przy tym słychać przyciszone dzwony.

Ottegeba

Ach! Tyle wycierpiał,

biedny Henryku!

Henryk

Ty więcej ode mnie!

Lecz o tym cicho, ty moja małżonko —

wszak mówi Koran, że po tym, co ciężkie,

nastąpić musi zawsze to, co lekkie.

Ottegeba

Niechaj się stanie, jak chcesz.

Benedykt

Już się stało.

Henryk

Przytula Ottegebę w długim pocałunku.

Ottegeba

Henryku! Słodką teraz umrę śmiercią.

Henryk

Drugą koronę wkładając na głowę swoją.

Otom znów panem swojego dziedzictwa.

Śmierć, zmartwychwstanie — oto dwa są dźwięki,

które wybija dzwon wieczności... Wolny

jestem od klątwy... Niech się wzbiją w niebo

te moje orły, te moje sokoły!...

Przypisy:

1. mienić się (daw.) — zmieniać się; tu: zmienić wyraz twarzy. [przypis edytorski]

2. zaambarasowanie — zakłopotanie. [przypis edytorski]

3. abo (starop.; gw.) — albo. [przypis edytorski]

4. gdybyć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do ). [przypis edytorski]

5. com ich ubił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: co ich ubiłem (popr.: których ubiłem). [przypis edytorski]

6. jeszczemcić zdrowy — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, podwojoną w skróconej do formie i dodaną do partykuły „jeszcze”, do której również dodano końcówkę 1 os. lp czasownika „być”; znaczenie (ze szczególnym naciskiem): jeszcze jestem zdrowy. [przypis edytorski]

7. krwie (daw. forma D.) — dziś: krwi. [przypis edytorski]

8. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]

9. juści (gw.) — owszem. [przypis edytorski]

10. mógł był pomyśleć — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: mógł (wtedy, wcześniej, uprzednio) pomyśleć. [przypis edytorski]

11. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do ). [przypis edytorski]

12. za tom (...) zobaczył — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: za to zobaczyłem. [przypis edytorski]

13. któregom nie znał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: którego nie znałem. [przypis edytorski]

14. mnieć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć) dodaną do zaimka mnie. [przypis edytorski]

15. juści (gw.) — owszem. [przypis edytorski]

16. Mojżesza (...) zakon (daw.) — prawo Mojżesza. [przypis edytorski]

17. cesarz Fryderyk — tu: Fryderyk I Barbarossa (tj. Rudobrody; ok. 1122–1190) z dynastii Hohenstaufów, syn księcia Szwabii, Fryderyka II i księżniczki Judyty z rodu Welfów, konkurencyjnego wobec Hohenstaufów w rywalizacji o koronę cesarską (Świętego Cesarza Rzymskiego), którą Barbarossa przywdział w 1155 r., kiedy wsparł papieża Eugeniusza III w jego sporze z mieszczaństwem rzymskim i doprowadził do ujęcia oraz egzekucji przywódcy buntu, Arnolda z Brescii. Istniał jednakże trwały brak porozumienia między cesarzem a papiestwem w kwestii inwestytury, tj. nadawania godności biskupich (nastąpiło odnowienie sporu między cesarzem Henrykiem IV a papieżem Grzegorzem VII i ich następcami, formalnie zakończonego w 1122 r. konkordatem w Wormacji). Napięte relacje utrzymywały się między cesarzem a kolejnymi papieżami: Hadrianem IV i Aleksandrem III, który stał wprost na stanowisku, że również sama godność cesarska stanowi beneficjum, a więc lenno papiestwa. Fryderyk I doprowadził do wyboru antypapieża Wiktora IV, w związku z czym papież Aleksander III w 1160 r. obłożył cesarza ekskomuniką. Cesarz kilkakrotnie zajmował zbrojnie Rzym, zmusił papieża do emigracji na Sycylię, a po śmierci Wiktora IV nowym antypapieżem ustanowił swego kanclerza Reinalda von Dassel jako Paschalisa III. Konflikt między cesarzem a papieżem trwał aż do roku 1177 i zakończył się polubownie strategicznym porozumieniem w Wenecji. Fryderyk Barbarossa zginął (dość przypadkowo zresztą, utopiwszy się w rzece) podczas krucjaty, którą podjął w odpowiedzi na wyzwanie, jakim było dla niego, jako przywódcy chrześcijańskiego cesarstwa, zdobycie Jerozolimy przez Saladyna w 1187 r. Fryderyk Barbarossa już za życia cieszył się legendarną sławą i uznawany był za wcielenie cnót rycerskich. [przypis edytorski]

18. lubian (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; lubiany. [przypis edytorski]

19. Piotrowy namiestnik — papież; tradycyjne, metaforyczne określenie głowy kościoła katolickiego. [przypis edytorski]

20. możeć to wziąć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]

21. małoć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]

22. otukno (gw.) — smutno, tęskno. [przypis edytorski]

23. obyć smakowało — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]

24. nieruchomie (daw. forma) — dziś raczej: nieruchomo. [przypis edytorski]

25. niedalekoś — konstrukcja ze skróconym do końcówki czasownikiem; znaczenie: niedaleko jesteś. [przypis edytorski]

26. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

27. lepszegom nie zaznał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: lepszego nie zaznałem. [przypis edytorski]

28. niźli (daw.) — niż. [przypis edytorski]

29. przedsię (daw.) — przecież. [przypis edytorski]

30. juścić — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, podwojoną w skróconej do i dodaną do gwarowego „juści”: owszem. [przypis edytorski]

31. tom ci ja — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

32. śniadać (daw.) — jeść śniadanie. [przypis edytorski]

33. wrótnie (daw., gw.) — wrota; obszerne drzwi a. brama. [przypis edytorski]

34. knecht (z niem.) — giermek, pomocnik rycerza, pachołek; żołnierz pieszy. [przypis edytorski]

35. takem leżał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak leżałem. [przypis edytorski]

36. obzywać się — dziś popr.: odzywać się. [przypis edytorski]

37. gorze (daw., starop.) — tu: biada. [przypis edytorski]

38. żaliż (daw., starop.) — konstrukcja złożona z zaimka pytajnego zali: czy, czyż oraz partykuły -że (skróconej do ) w funkcji wzmacniającej. [przypis edytorski]

39. samli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą li; znaczenie: sam jedynie, sam tylko. [przypis edytorski]

40. powłoszczyć się — zwłoszczyć się; nabyć cech właściwych mieszkańcom Włoch. [przypis edytorski]

41. brońże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

42. wyście — przykład konstrukcji z czasownikiem „być” skróconym do końcówki fleksyjnej dodanej do zaimka osobowego; inaczej: wy jesteście. [przypis edytorski]

43. wiernota (neol.) — dziś popr.: wierność. [przypis edytorski]

44. pochmurniawszy — popr. forma imiesłowu współczesnego: pochmurniejąc a. uprzedniego od czas. dokonanego: spochmurniawszy. [przypis edytorski]

45. wieście — forma zarchaizowana; dziś popr.: wieści. [przypis edytorski]

46. gwelfowie, gibelini — nazwy przeciwnych stronnictw w sporze między cesarstwem a papiestwem o suwerenność władzy świeckiej, ale też o przyłączenie miast włoskich do Cesarstwa; gwelfowie zyskali nazwę od nazwiska popieranych przez nich książąt bawarskich Welfów, wspierających aspiracje papieża; gibelini byli stronnikami władzy cesarskiej we Włoszech, a ich nazwa pochodzi od wirtemberskiego miasta Waiblingen, a zarazem zawołania bojowego Hohenstaufów; gwelfowie byli związani gł. z mieszczaństwem, zaś gibelini reprezentowali interesy feudalnego rycerstwa i popierali niezależność Cesarstwa Rzymskiego od papiestwa. Niektóre włoskie miasta do dziś mają w herbie znak przynależności do jednego ze stronnictw: trzy złote lilie gwelfów w błękitnym polu (niekiedy pod czerwonym kołnierzem turniejowym) albo czarnego cesarskiego orła gibelinów w złotym polu. [przypis edytorski]

47. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do ). [przypis edytorski]

48. ci — tu: w funkcji partykuły wzmacniającej. [przypis edytorski]

49. wyka — rodzaj roślin zielnych z rodziny bobowatych; gatunki siewne cenione są jako rośliny pastewne, a także ze względu na walory smakowe i wysoką zawartość białka. [przypis edytorski]

50. k’miejscu (daw.) — ku miejscu, do miejsca. [przypis edytorski]

51. com spostrzegł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: co spostrzegłem. [przypis edytorski]

52. ledwiem (...) wyrzekł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: ledwie wyrzekłem. [przypis edytorski]

53. rozbawion (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

54. radośniem witał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: radośnie witałem. [przypis edytorski]

55. takem się oddalił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak się oddaliłem. [przypis edytorski]

56. jakem (...) czynił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: jak czyniłem. [przypis edytorski]

57. bójże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

58. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

59. jakim ja łagodny — skrócona forma; inaczej: jaki jestem łagodny. [przypis edytorski]

60. potrząśnienie — dziś popr.: potrząśnięcie. [przypis edytorski]

61. powiedzże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

62. zadawa (daw.) — dziś popr. forma 3 os. lp: zadaje. [przypis edytorski]

63. pragnieszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy pragniesz, czyż pragniesz. [przypis edytorski]

64. powiedzże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

65. ziem (daw.) — forma dawna, skrócona; dziś: ziemia. [przypis edytorski]

66. przecz (daw., starop.) — czemu, dlaczego, za co. [przypis edytorski]

67. bojaźliwymi oczy (daw.) — dziś popr. forma N. lm: oczami. [przypis edytorski]

68. iże (daw.) — że, iż. [przypis edytorski]

69. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]

70. legał (daw.) — forma dla czynności wielokrotnej; znaczenie: zwykł leżeć, leżał wielokrotnie. [przypis edytorski]

71. Azzahra — także: Medina Azahara a. Madinat al-Zahra; arab. kompleks pałacowy w hiszp. Andaluzji, założony w 1. poł. X w. przez kalifa Kordoby Abd ar-Rahmana III i nazwana na cześć jego faworyty jej imieniem (nazwa oznacza dosł. „miasto az-Zahry”); Azahara została splądrowana i zniszczona na początku XI w.; jej ruiny odkryto ponownie po tysiącu lat, w 1911 r. [przypis edytorski]

72. nigdyś (...) chybaś nie śniło — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nigdy chyba nie śniłaś/śniłeś (dziecko). [przypis edytorski]

73. schronia a. schroń — forma zarchaizowana przez zmianę rodzaju (na wzór rzeczowników typu: ustroń); dziś: schron a. schronienie. [przypis edytorski]

74. sklepisko — dziś: sklepienie. [przypis edytorski]

75. z zdroja (daw., gw.) — dziś: ze zdroju. [przypis edytorski]

76. srebrzystymi wiadry — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: wiadrami. [przypis edytorski]

77. k’tobie — (daw.) — ku tobie, do ciebie. [przypis edytorski]

78. w Palermie — dziś popr. forma nieodmienna nazwy miasta: w Palermo. [przypis edytorski]

79. co li wiesz — konstrukcja z partykułą li; znaczenie: co tylko wiesz. [przypis edytorski]

80. rozweselon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

81. gwoli (daw., starop.) — dla, z uwagi na, w celu. [przypis edytorski]

82. dlaczegom powrócił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: dlaczego powróciłem. [przypis edytorski]

83. dzierżawne — opłata za dzierżawę; czynsz, podatek płacony z tytułu dzierżawy ziemi. [przypis edytorski]

84. nie po dzierżawnem zjechał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nie po dzierżawne zjechałem (przyjechałem). [przypis edytorski]

85. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]

86. mię — krótka forma zaimka mnie, stosowana w pozycji nieakcentowanej (analogicznie do form ciebie i cię). [przypis edytorski]

87. gorżki (daw. forma) — dziś: gorzki. [przypis edytorski]

88. skarby Saladynowe — skarby Saladyna; Saladyn, Jusuf (ok. 1138–1193), muzułmański wódz i polityk, sułtan Egiptu i Syrii z kurdyjskiej dynastii Ajjubidów, w 1187 r. prowadził walki z krzyżowcami, odbijając z ich rąk jedno po drugim kolejne miasta regionu; zdobywaniu miast towarzyszyło przejmowanie ich skarbców, a także składów handlowych (najcenniejszym łupem miała być podczas tej kampanii Akra); ponadto wszyscy mieszkańcy, którzy nie mogli zapłacić wyznaczonego okupu, zostawali niewolnikami: po zdobyciu Jerozolimy (2 X 1187) do niewoli trafiło 16 tys. Franków; zgromadzone legendarne skarby sułtan rozdzielił pomiędzy emirów, żołnierzy, a także znawców prawa i innych wspierających jego panowanie urzędników; po pewnym czasie pozwolił też na powrót Żydów do Jerozolimy, ustanowiwszy jednak odpowiedni podatek; podobnie zamkniętą początkowo po zwycięstwie chrześcijańską Bazylikę Grobu Pańskiego udostępnił wkrótce pielgrzymom, oczywiście za stosowną opłatą. [przypis edytorski]

89. pojmujeszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy pojmujesz. [przypis edytorski]

90. jako (daw.) — że. [przypis edytorski]

91. pięćdziesięcia (daw.) — dziś: pięćdziesięciu. [przypis edytorski]

92. nie żyjem (daw.) — forma krótsza czasownika użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: nie żyjemy. [przypis edytorski]

93. na uściech (daw.) — dziś popr. forma: na ustach. [przypis edytorski]

94. przytłoczon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

95. rozszerzon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

96. owy — skrócona forma: ów (tj. tamten). [przypis edytorski]

97. ciągły — dziś popr.: ciągnęły (tu: forma krótsza, daw. i gw. użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca). [przypis edytorski]

98. na podole — częstsza forma: na padole (o ziemi, ziemskim życiu w opozycji do bytu w niebie, w zaświatach). [przypis edytorski]

99. wapory (daw., przestarz.) — wyziewy, opary. [przypis edytorski]

100. mór — nazwa śmiertelnych chorób epidemicznych, przede wszystkim dżumy. [przypis edytorski]

101. czarna zaraza — dżuma. [przypis edytorski]

102. onać — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]

103. przecz (daw., starop.) — czemu, dlaczego, za co. [przypis edytorski]

104. wybran (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: wybrany. [przypis edytorski]

105. szczęśliw (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: szczęśliwy. [przypis edytorski]

106. krwie (daw. forma D.) — dziś: krwi. [przypis edytorski]

107. podwieczerz (daw.) — posiłek wieczorny, kolacja, wieczerza. [przypis edytorski]

108. w Salernie — dziś popr. forma nieodmienna nazwy miasta: w Salerno. [przypis edytorski]

109. uzdrowion (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: uzdrowiony. [przypis edytorski]

110. tak ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

111. onać przystoi — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]

112. jak wy znać mniemacie — jak wy widocznie sądzicie. [przypis edytorski]

113. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do ). [przypis edytorski]

114. niźli (daw.) — niż. [przypis edytorski]

115. zresztą (daw.) — poza tym. [przypis edytorski]

116. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

117. głużyć — gaworzyć, wydawać nieartykułowane dźwięki. [przypis edytorski]

118. tak się sprawia — tak się zachowuje. [przypis edytorski]

119. stracim (daw.) — tu: forma krótsza użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; dziś: stracimy. [przypis edytorski]

120. precz — tu: daleko. [przypis edytorski]

121. gorżki (daw. forma) — dziś: gorzki. [przypis edytorski]

122. echo li (...) odpowiada — konstrukcja z partykułą „li”; znaczenie: tylko echo odpowiada. [przypis edytorski]

123. powłóczny — dziś popr.: powłóczysty; tu: forma krótsza użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

124. borta (daw.) — taśma ozdobna pasmanteryjna naszywana na odzieży; lamówka. [przypis edytorski]

125. krewny — tu: pokrewny, spokrewniony. [przypis edytorski]

126. obrzask (daw.) — początek brzasku, blask zorzy porannej, świtanie. [przypis edytorski]

127. dank (z niem.) — dzięki, podziękowanie. [przypis edytorski]

128. bych — daw. forma liczby podwójnej; znaczenie: byśmy pomówili we dwóch (we dwoje). [przypis edytorski]

129. Czarnolas — tu: spolszczenie niem. nazwy Schwarzwald, pasma górskiego i krainy w płd.-zach. Niemczech. [przypis edytorski]

130. będąc pod klątwą, jako przyjaciel cesarza — chodzi o klątwę, jaką obłożył papież Aleksander III cesarza Fryderyka I Barbarossę w 1160 r. [przypis edytorski]

131. wszystkimi zatrutymi strzały — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: strzałami. [przypis edytorski]

132. znak z Aleppo — tu: trąd; określenie „owrzodzenie (wrzód) z Aleppo” w istocie odnosi się do innej zakaźnej choroby, mylonej niegdyś z trądem, leiszmaniozy, dającej objawy skórne w postaci owrzodzeń, trudno gojących się ran i zbliznowaceń, ale atakującej również narządy wewnętrzne, krew i szpik kostny, przez co stanowiącej zagrożenie dla życia. [przypis edytorski]

133. pospieszże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

134. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

135. podobien — dziś popr.: podobny. [przypis edytorski]

136. lenieć — tu: pozbywać się starej skóry (wylinki). [przypis edytorski]

137. abych — daw. forma liczby podwójnej; znaczenie: abyśmy (we dwóch a. we dwoje). [przypis edytorski]

138. Gehazes właśc. Gehazi — postać występująca w Biblii, w Księgach Królewskich jako sługa proroka Elizeusza. Kiedy Elizeusz uleczył z trądu dowódcę aramejskiego Naamana i odmówił przyjęcia za to darów, Gehazi postanowił wykorzystać sytuację, wrócił do Naamana i twierdząc, że Elizeusz zmienił zdanie, sam zawłaszczył ofiarowane dobra, a następnie je ukrył, zaś przed swoim panem kłamliwie zataił swoją wyprawę i działania. Za fałsz, chciwość i oszustwo prorok ukarał Elizeusza, zsyłając na niego i jego potomstwo trąd (2Krl 5,20–27). [przypis edytorski]

139. nie byłli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy nie był, czyż nie był. [przypis edytorski]

140. szybkimi kroki — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: krokami. [przypis edytorski]

141. puklerz — niewielka, osłaniająca przedramię, okrągła tarcza o średnicy 25–40 cm. [przypis edytorski]

142. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]

143. k’wam (daw.) — ku wam, do was. [przypis edytorski]

144. przenajpiękniejsza — forma nieistniejąc, utworzona z dwóch popr.: przepiękna oraz najpiękniejsza. [przypis edytorski]

145. wynagroda — dziś popr.: nagroda a. wynagrodzenie. [przypis edytorski]

146. Staufów latorośl — przen.: dziecko (tu: córka) z rodu Staufów, a właśc. Hohenstaufów, niem. dynastii, która przyjęła nazwę od zamku Staufen w Szwabii i z której wywodził się m.in. cesarz Fryderyk Barbarossa; z dzieci Barbarossy przeżyli tylko synowie, obie jego córki, Beatrycze i Agnieszka, były zaręczone z następcami tronów, lecz zmarły wcześnie, zanim doszło do małżeństwa. [przypis edytorski]

147. przecz (daw., starop.) — czemu, dlaczego, za co. [przypis edytorski]

148. łomliwy — łamliwy, kruchy. [przypis edytorski]

149. tegom doznał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tego doznałem. [przypis edytorski]

150. nadgroda (daw., gw.) — nagroda. [przypis edytorski]

151. nagim li ciałem będziesz — konstrukcja z partykułą wzmacniającą li; znaczenie: tylko nagim ciałem. [przypis edytorski]

152. ongi (daw., gw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]

153. chodum zapomniał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: chodu zapomniałem (tj. zapomniałem jak zwyczajnie chodzić). [przypis edytorski]

154. zbyłem — tu: pozbyłem się, zgubiłem a. zapomniałem. [przypis edytorski]

155. tryumfalnymi hymny — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: hymnami. [przypis edytorski]

156. przepełnion (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

157. seraficzny — właściwy serafinom, tj. aniołom. [przypis edytorski]

158. iżem dokonał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: iż dokonałem. [przypis edytorski]

159. gdym powrócił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: gdy powróciłem. [przypis edytorski]

160. anim ja klechą — inaczej: ani jestem klechą (tj. księdzem). [przypis edytorski]

161. ongi (daw., gw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]

162. kardynał z Ostii — biskupi piastujący ten urząd byli szczególnie wyróżnieni w hierarchii i to oni udzielali sakry biskupiej nowemu papieżowi; cesarz Fryderyk Barbarossa dwukrotnie przez swój wpływ na dostojników kościelnych doprowadził do wyświęcenia antypapieża (Wiktora IV i Paschalisa III). [przypis edytorski]

163. dziękujęć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do ). [przypis edytorski]

164. ręce z wełny — rękawice. [przypis edytorski]

165. baczyć (daw.) — zwracać uwagę. [przypis edytorski]

166. kwapliwy (daw.) — pospieszny, pochopny, niecierpliwy; por. daw. kwapić się: spieszyć się. [przypis edytorski]

167. jakem stał się — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: jak stałem się. [przypis edytorski]

168. tom wam napisał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: to wam napisałem. [przypis edytorski]

169. pozostawcie mnie co mojego — pozostawcie mnie to, co do mnie należy. [przypis edytorski]

170. podwika (daw., starop.) — dziewczyna, kobieta, panna. [przypis edytorski]

171. śmiecisko — dziś popr. forma: śmietnisko a. śmietnik. [przypis edytorski]

172. baranek boży — przen. Jezus Chrystus. [przypis edytorski]

173. przypatrzże się — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

174. kwapić się (daw., starop.) — spieszyć się. [przypis edytorski]

175. ktom — skrócone: kto jestem. [przypis edytorski]

176. burzęm już przebył — przykład ruchomej końcówki czasownika; inaczej: burzę już przebyłem. [przypis edytorski]

177. ino (gw.) — tylko, jedynie. [przypis edytorski]

178. w krajcim ja ongi pojechał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika oraz konstrukcja z partykułą wzmacniającą „ci”; inaczej: w kraj ci ja ongi pojechałem. [przypis edytorski]

179. ogniam się mnogo nakrzesał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: ognia mnogo (wiele) nakrzesałem. [przypis edytorski]

180. pohańczy — należący do pohańca, tj. Tatara, Turka, niewiernego, poganina (daw. określenie o negatywnym zabarwieniu znaczeniowym). [przypis edytorski]

181. szyszak (daw. szłom; z węg. sisak, z niem. Zischägge) — typ hełmu otwartego. [przypis edytorski]

182. juścić — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, podwojoną w skróconej do i dodaną do gwarowego „juści”: owszem. [przypis edytorski]

183. onegdaj (daw.) — przedwczoraj; również ogólnie: dawniej. [przypis edytorski]

184. kuraż (z fr.) — odwaga. [przypis edytorski]

185. tak ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

186. ja ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

187. nigdym (...) nie uciekł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nigdy nie uciekłem. [przypis edytorski]

188. jużem zapomniał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: już zapomniałem. [przypis edytorski]

189. cóżże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

190. jesteśli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy jesteś. [przypis edytorski]

191. który li zagradza — konstrukcja z partykułą wzmacniającą „li”; znaczenie: który tylko zagradza. [przypis edytorski]

192. cobykolwiek — dziś: cokolwiek by. [przypis edytorski]

193. chodź no — konstrukcja z partykułą wzmacniającą no. [przypis edytorski]

194. Ktoć to powiedział — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do i dodaną do zaimka „kto”. [przypis edytorski]

195. na pergaminie wszystko to zapiszę — na pergaminie zapisywano niegdyś jedynie najważniejsze informacje, teksty sakralne, kluczowe dokumenty państwowe i religijne, kroniki, zapiski z posiedzeń sądów (tzw. roty sądowe) itp.; tu: zdanie ironiczne. [przypis edytorski]

196. nazwan (daw.) — forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: nazwany. [przypis edytorski]

197. jesteś mocen — masz moc, jesteś w mocy; jesteś w stanie (coś zrobić). [przypis edytorski]

198. stołb (daw., starop.) — tron. [przypis edytorski]

199. spichlerz — budynek służący do przechowywania zbóż. [przypis edytorski]

200. mój ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

201. wyprostowan (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: wyprostowany. [przypis edytorski]

202. przyjacieli — dziś popr. forma: przyjaciół. [przypis edytorski]

203. rab — niewolnik. [przypis edytorski]

204. bezwargi (neol.) — niemający warg, pozbawiony warg. [przypis edytorski]

205. żywie (daw., starop.) — dziś popr. forma 3 os. lp: żyje. [przypis edytorski]

206. wiem ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

207. k’Niemu (daw.) — ku Niemu, do Niego. [przypis edytorski]

208. miejże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

209. upoważnionymli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą li oraz skróconym do końcówki czasownikiem; znaczenie: jestem upoważniony. [przypis edytorski]

210. się był ukrył — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: ukrył się wcześniej, uprzednio. [przypis edytorski]

211. wszak ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

212. szklanymi oczy — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: oczami. [przypis edytorski]

213. weźcie rumianku albo rozchodniku — tj. zastosujcie terapię ziołoleczniczą (zwykłą w owych czasach). [przypis edytorski]

214. jestli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy jest; czyż jest. [przypis edytorski]

215. znam ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

216. posadny — zapewne: o solidnych podstawach. [przypis edytorski]

217. gnan (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

218. krzyczał ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

219. takem się zachował — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak się zachowałem. [przypis edytorski]

220. obież (daw.) — pułapka, obława. [przypis edytorski]

221. gratia praeveniens (łac.) — łaska poprzedzająca; termin teologiczny dotyczący łaski Boga poprzedzającej wszelkie działania ludzkie mające prowadzić do zbawienia. [przypis edytorski]

222. LeviticusKsięga Kapłańska, Trzecia Księga Mojżeszowa, wchodząca w skład Tory, jak również chrześc. Starego Testamentu jako części Biblii. [przypis edytorski]

223. rzeknąć (daw.) — dziś popr. forma: rzec; powiedzieć. [przypis edytorski]

224. zupełniem spokojny — skrócone: zupełnie jestem spokojny. [przypis edytorski]

225. pomnąć — forma zarchaizowana; dziś: pamiętać. [przypis edytorski]

226. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]

227. szyd (daw.) — dziś popr.: szyderstwo. [przypis edytorski]

228. rozhuk (neol.) — zapewne: donośny huk, którego dźwięk szeroko się rozprzestrzenia. [przypis edytorski]

229. popod (daw., gw.) — pod. [przypis edytorski]

230. tak chodźcie — tu „tak” w znaczeniu: więc, zatem, wtedy. [przypis edytorski]

231. zdurzyć — odurzyć, oszukać. [przypis edytorski]

232. kamieniem rzucał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: kamienie rzucałem. [przypis edytorski]

233. przerażon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

234. w tej chwilim upadł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: w tej chwili upadłem. [przypis edytorski]

235. kiedym znów się przebudził — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: kiedy znów się przebudziłem. [przypis edytorski]

236. do Salerny — dziś popr. forma: do Salerno; Salerno: miasto we Włoszech, w regionie Kampania, położone w zatoce Morza Tyrreńskiego. [przypis edytorski]

237. od razum się zerwał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: od razu się zerwałem. [przypis edytorski]

238. zniweczon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: zniweczony. [przypis edytorski]

239. krztynę (daw.) — odrobinę, trochę. [przypis edytorski]

240. doga — suka (w ogóle) a. samica psów rasy dog. [przypis edytorski]

241. tak — tu w znaczeniu: więc, zatem, wtedy. [przypis edytorski]

242. jać mówię — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do i dodaną do zaimka osobowego „ja”. [przypis edytorski]

243. rzeknąć (daw.) — dziś popr. forma: rzec. [przypis edytorski]

244. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do ). [przypis edytorski]

245. owy — skrócona forma: ów (tj. tamten). [przypis edytorski]

246. zaradzim (daw.) — tu: forma krótsza użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: zaradzimy. [przypis edytorski]

247. wybranica — dziś popr. forma męska: wybraniec, natomiast żeńska: wybranka. [przypis edytorski]

248. krzak na górze Horeb — także: krzew gorejący; postać, pod którą wg Księgi Wyjścia (Wj 3–4) Bóg Jahwe objawił się Mojżeszowi na górze Synaj (inna nazwa: Horeb) i przemówił do niego, wyjaśniając znaczenie swego imienia („jestem, który jestem”) oraz oznajmiając swój zamiar wyzwolenia swego wybranego ludu z niewoli egipskiej, by wprowadzić go do Ziemi Obiecanej. [przypis edytorski]

249. jać — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do i dodaną do zaimka osobowego „ja”. [przypis edytorski]

250. k’czemu (daw.) — ku czemu, do czego. [przypis edytorski]

251. roisko — dziś popr.: rojowisko. [przypis edytorski]

252. przeczujne (neol.) — niezwykle czujne; przeczulone. [przypis edytorski]

253. widomszy — lepiej widoczny; por. daw. widomy: widoczny, oczywisty. [przypis edytorski]

254. tak nie wierz — tu „tak” w znaczeniu: więc, zatem, wtedy. [przypis edytorski]

255. chark — dziś popr.: charkot a. charczenie. [przypis edytorski]

256. Sursum corda (łac.) — w górę serca. [przypis edytorski]

257. Gloria in excelsis deo (łac.) — chwała na wysokościach Boga. [przypis edytorski]

258. maszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy masz; czyż masz. [przypis edytorski]

259. pirata (daw.) — forma rzeczownika r.m. z końcówką -a w M lp (podobnie jak sędzia, poeta, cieśla i in.) dziś ustąpiła formie o końcówce zerowej: pirat. [przypis edytorski]

260. zbaw mnie tej — pozbaw mnie tej a. zbaw mnie od tej. [przypis edytorski]

261. przecz (daw., starop.) — czemu, dlaczego, za co. [przypis edytorski]

262. proszęć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]

263. pozdrowion (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; dziś: pozdrowiony. [przypis edytorski]

264. możeś ty — przykład konstrukcji z formą czasownika „być” skróconą końcówki fleksyjnej dołączonej do czasownika modalnego; inaczej: może ty jesteś. [przypis edytorski]

265. pomówże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

266. czyliż — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li-; dziś raczej tylko: czyż. [przypis edytorski]

267. niewinien (daw.) — dziś raczej forma: niewinny. [przypis edytorski]

268. krwie (daw. forma D.) — dziś: krwi. [przypis edytorski]

269. zmuśże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

270. zepsowany (daw., starop.) — dziś popr. forma: zepsuty. [przypis edytorski]

271. wyście — przykład konstrukcji z czasownikiem „być” skróconym do końcówki fleksyjnej dodanej do zaimka osobowego; inaczej: wy jesteście. [przypis edytorski]

272. powiedzże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

273. pogrzebiono — dziś raczej forma: pogrzebano. [przypis edytorski]

274. sam ci byłem — konstrukcja z partykułą wzmacniającą ci. [przypis edytorski]

275. senli to — konstrukcja z partykułą wzmacniającą li; znaczenie pytajne: czy to sen, czyż to sen; czy to tylko sen. [przypis edytorski]

276. trabant (daw.) — żołnierz należący do straży przybocznej monarchy lub wysokiego dostojnika. [przypis edytorski]

277. zobaczym, żali — zobaczymy, czy; konstrukcja złożona ze skróconej formy 1 os. lm czasownika zobaczyć oraz zaimka pytajnego żali (właśc. zali): czy, czy też. [przypis edytorski]

278. stajanie (także: staja a. staje) — starop. miara odległości licząca ok. 135 m; stajanie było definiowane dość nieprecyzyjnie, jako odległość między dwoma postojami konia podczas podróży, różną więc mogła mieć miarę: np. staja nowopolska liczyła nieco ponad 1 km. [przypis edytorski]

279. Gorgona (mit. gr.) — tu: Meduza, której spojrzenie zamieniało w kamień; trzy siostry zwane Gorgonami: Steno, Euriale i Meduzę, przedstawiano jako skrzydlate, groźne postacie, wyposażone w szpony, ostre kły i włosy z jadowitych węży. [przypis edytorski]

280. ongi (daw., gw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]

281. litośny (daw.) — dziś: litościwy. [przypis edytorski]

282. wszakeście — konstrukcja ze skróconą do samej końcówki formą odmiany czasownika być dodaną do zaimka przysłownego wszak; znaczenie: wszak jesteście. [przypis edytorski]

283. krwawymi głoski — (daw.) — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: głoskami. [przypis edytorski]

284. naonczas (daw.) — wówczas, wtedy. [przypis edytorski]

285. przesypan (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

286. jam się zakradał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: ja się zakradałem. [przypis edytorski]

287. chociażem ucho przykładał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: chociaż ucho przykładałem. [przypis edytorski]

288. chociażem (...) drapał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: chociaż drapałem. [przypis edytorski]

289. drapać się — tu: wdrapywać się; wspinać się. [przypis edytorski]

290. po udziech — dziś popr. forma: po udach. [przypis edytorski]

291. bądźże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

292. cóżeście chcieli — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: cóż chcieliście. [przypis edytorski]

293. czerwieńce — złote dukaty. [przypis edytorski]

294. tegom chciał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tego chciałem. [przypis edytorski]

295. kimże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

296. niebiosów (daw.) — dziś raczej forma: niebios. [przypis edytorski]

297. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do ). [przypis edytorski]

298. gąszcza — dziś popr. forma lp męska: gąszcz a. lm gąszcze. [przypis edytorski]

299. ażem tu stanął — przykład ruchomej końcówki czasownika; inaczej: aż tu stanąłem. [przypis edytorski]

300. dlaczegom biegł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: dlaczego biegłem. [przypis edytorski]

301. cóżem mniemał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: cóż mniemałem (tj. cóż sądziłem). [przypis edytorski]

302. żalić (daw., starop.) — konstrukcja złożona z zaimka pytajnego zali: czy, czyż oraz partykuły -ci (skróconej do ) w funkcji wzmacniającej. [przypis edytorski]

303. nikogom nie słyszał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nikogo nie słyszałem. [przypis edytorski]

304. jesteśli cieniem — konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy jesteś; czyż jesteś tylko. [przypis edytorski]

305. wiem ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]

306. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]

307. ropiący — dziś popr.: ropiejący; tu: forma krótsza przymiotnika użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]

308. Salve Regina (łac.) — bądź pozdrowiona Królowo; incipit pieśni ku czci Matki Boskiej. [przypis edytorski]

309. chceszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy chcesz. [przypis edytorski]

310. do ziemie (daw. forma D.) — dziś: do ziemi. [przypis edytorski]

311. mamże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; tu w znaczeniu pytajnym: czy mam. [przypis edytorski]

312. jać — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do i dodaną do zaimka osobowego „ja”. [przypis edytorski]

313. święta Agnieszka (ok. 291–304 a. 305 r. n.e.) — także: Agnieszka Rzymianka, w tradycji prawosławnej Agnia; dziewica, męczennica i święta kościoła katolickiego oraz prawosławnego, umęczona za panowania cesarza Dioklecjana; legenda głosi, że pochodząca z zamożnej rodziny Agnieszka, twierdząc, że jej serce jest zajęte, odrzucała zaloty wszystkich młodzieńców, w tym oświadczyny syna prefekta Semproniusza, który w akcie zemsty oskarżył ją o bycie chrześcijanką (religia ta była w staroż. Rzymie nielegalna i kojarzona z antypaństwową postawą) i skazał na śmierć. Ponieważ prawo zakazywało uśmiercania dziewic, Agnieszka zaprowadzona została do domu publicznego; nikt jednak nie śmiał się tam do niej zbliżyć, zaś jedyny mężczyzna, który się na to odważył, został rażony ślepotą. Wobec tego postanowiono spalić ją na stosie, lecz drewno nie chciało zająć się ogniem. Ostatecznie została ścięta przez dowódcę oddziału egzekucyjnego. [przypis edytorski]

314. rożna świętego Wawrzyńca — nawiązanie do rodzaju męczeńskiej śmierci jednego ze świętych kościoła katolickiego, który wg tradycji miał zginąć przy via Tiburtina w Rzymie 10 sierpnia 258 r. spalony na rozżarzonej kracie (ruszcie, ale nie rożnie); Wawrzyniec był diakonem i skarbnikiem wspólnoty chrześcijańskiej; kiedy władze rzymskie zażądały od niego wydania skarbów kościoła, zatroszczył się o potajemne odesłanie części z nich do swej rodzinnej Hiszpanii; wśród cennych przedmiotów uratowanych w ten sposób miał znajdować się m.in. legendarny święty Graal (Sangreal z daw. hiszp. grial: kubek), czyli kielich, którego Jezus Chrystus miał używać podczas Ostatniej Wieczerzy. [przypis edytorski]

315. płomienny stos Polikarpa — chodzi o rodzaj śmierci męczeńskiej jednego ze świętych kościoła katolickiego i prawosławnego zabitego za rządów cesarza Marka Aureliusza (121–180 n.e.). Polikarp (ok. 69–156 n.e.), biskup Smyrny (podobno wyznaczony do tej funkcji przez Jana Apostoła) i zwierzchnik prowincji kościelnej w całej Azji Mniejszej, przybywszy do Rzymu, aby ustalić z tutejszym biskupem datę świętowania Wielkiejnocy, miał zostać uwięziony i skazany na spalenie na arenie cyrku; jednakże płomienie nie imały się jego ciała, otaczając je niby żaglem, a zjawisku towarzyszyła kadzidlana woń; ostatecznie więc pilnujący egzekucji ściął skazańca mieczem. Polikarp miał zginąć jako blisko stuletni starzec (datowanie jego urodzin oscyluje jednak między 69 a 82 rokiem, zaś śmierci między 156 a 167); uznawany jest za jednego z tych świętych, którzy znali osobiście apostołów i przez to ich nauczanie stanowiło bezpośrednią linię przekazu od założyciela kościoła, Jezusa Chrystusa. [przypis edytorski]

316. jużci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, podwojoną w skróconej do ; znaczenie: pewnie, owszem (por. gw. juści). [przypis edytorski]

317. ino (gw.) — tylko, jedynie. [przypis edytorski]

318. wprawdziem go (...) rozgniewał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: wprawdzie go rozgniewałem. [przypis edytorski]

319. zgotowić (daw.) — przygotować. [przypis edytorski]

320. knecht (z niem.) — giermek; pomocnik rycerza, pachołek; żołnierz pieszy. [przypis edytorski]

321. klucz (...) utrzymać na kółku — tj. zachować dostęp do pomieszczenia (w tym przypadku skarbca) i możność dysponowania jego zawartością. [przypis edytorski]

322. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]

323. k’temu (daw.) — ku temu, do tego. [przypis edytorski]

324. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]

325. pochowan (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; dziś: pochowany. [przypis edytorski]

326. przebit (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; dziś: przebity. [przypis edytorski]

327. gorżki (daw. forma) — dziś: gorzki. [przypis edytorski]

328. zapomnąć — forma zarchaizowana; dziś popr.: zapomnieć. [przypis edytorski]

329. spólnik — dziś: wspólnik. [przypis edytorski]

330. był ją uważał — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: uważał ją wcześniej, uprzednio. [przypis edytorski]

331. był dla niej mógł być — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: mógł (wtedy, wcześniej, uprzednio) dla niej być. [przypis edytorski]

332. mamże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; tu w znaczeniu pytajnym: czy mam. [przypis edytorski]

333. Wenus (mit. rzym.) — bogini miłości. [przypis edytorski]

334. takem niewiele miał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak niewiele miałem. [przypis edytorski]

335. mówże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

336. żmiich — dziś popr. forma przymiotnikowa: żmijowych; a. forma D. lp (kogo? czego? czyje?): żmii. [przypis edytorski]

337. zgroźny (neol.) — wywołujący zgrozę. [przypis edytorski]

338. ongi (daw., gw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]

339. odbiegł swego pana — uciekł od swego pana. [przypis edytorski]

340. rozumieli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy rozumie, czyż rozumie. [przypis edytorski]

341. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

342. jakeś się dostał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: jak się dostałeś. [przypis edytorski]

343. poszlij (daw.) — dziś popr. forma: poślij. [przypis edytorski]

344. mniemaszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy mniemasz. [przypis edytorski]

345. zmożon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: zmożony (tj. pokonany). [przypis edytorski]

346. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]

347. oczyszczon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: oczyszczony. [przypis edytorski]

348. alem był — przykład ruchomej końcówki czasownika; inaczej: ale byłem. [przypis edytorski]

349. tak — tu w znaczeniu: więc, zatem, wtedy. [przypis edytorski]

350. uleczon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: uleczony. [przypis edytorski]

351. wiąd — dziś popr.: uwiąd, więdnięcie. [przypis edytorski]

352. jeszczem nie był wyzdrowion — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: jeszcze nie byłem wyzdrowiony (wyleczony, zdrowy). [przypis edytorski]

353. smaragd — forma zarchaizowana; dziś: szmaragd. [przypis edytorski]

354. tą chwilą — tu w znaczeniu: w tej chwili. [przypis edytorski]

355. seraf a. serafin — tu: anioł; w Biblii istota stojąca najwyżej w hierarchii bytów, najbliższa Bogu, w wizji proroka Izajasza serafiny posiadają trzy pary skrzydeł, unoszą się nad tronem Boga i śpiewają hymn ku Jego chwale (Iz 6,1–6). [przypis edytorski]

356. ciągła — dziś popr.: ciągnęła (tu: forma krótsza, daw. i gw. użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca). [przypis edytorski]

357. dźwierze (daw.) — drzwi. [przypis edytorski]

358. naonczas (daw.) — wówczas, wtedy. [przypis edytorski]

359. golem — tu: bezduszne stworzenie, ulepione z gliny na kształt ludzki przez człowieka (w akcie niedoskonałego naśladowania aktu stwórczego Boga), lecz pozbawione duszy, zdolności rozumienia, własnej woli i umiejętności mowy; słowo „golem” występuje w Biblii w Psalmie 135 (w. 15–17), lecz ginie w przekładach (por. „Bożki pogańskie to srebro i złoto,/ dzieło rąk ludzkich./ Mają usta, ale nie mówią, / mają oczy, ale nie widzą./ Mają uszy, ale nie słyszą;/ i nie ma oddechu w ich ustach”). Golem jako „twór czarnoksięski” to postać należąca do legend kultury żydowskiej w Europie. Najbardziej znaną jej wersją jest opowieść o rabinie Maharalu z Pragi, żyjącym w XVI w., oczytanym w literaturze mistycznej, który aby ochronić członków swej gminy wyznaniowej przed prześladowaniami, utworzył glinianego olbrzyma i ożywił go dzięki magicznym formułom. Opowieść ta jest późniejsza wobec akcji utworu, ale mogła być znanym kontekstem dla autora. [przypis edytorski]

360. bezkreśny — dziś: bezkresny; niemający kresu. [przypis edytorski]

361. udźwigły — dziś popr.: udźwignęły (tu: forma krótsza, gwarowa użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca). [przypis edytorski]

362. powróćże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

363. przypomnąć — forma zarchaizowana; dziś popr.: przypomnieć. [przypis edytorski]

364. Jać sobie (...) przypomnąć nie mogę — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do i dodaną do zaimka osobowego „ja”. [przypis edytorski]

365. atoli (starop.) — mianowicie. [przypis edytorski]

366. takeś walczyła — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak walczyłaś. [przypis edytorski]

367. nigdym (...) nie walczyła — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nigdy nie walczyłam. [przypis edytorski]

368. przeto (daw.) — przez to, dlatego; z tego powodu, zatem. [przypis edytorski]

369. wolniejszaś — przykład konstrukcji z czasownikiem „być” skróconym do końcówki fleksyjnej dodanej do przymiotnika; inaczej: wolniejsza jesteś. [przypis edytorski]

370. przeto (daw.) — przez to, dlatego; z tego powodu, zatem. [przypis edytorski]

371. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]

372. wstańże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

373. kromia a. kromie, krom (daw.) — oprócz; poza. [przypis edytorski]

374. dank (z niem.) — dzięki; podziękowanie. [przypis edytorski]

375. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do ). [przypis edytorski]

376. po tysiąckrotniem chwytał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tysiąckrotnie chwytałem (a. po tysiąckroć chwytałem). [przypis edytorski]

377. com chwycił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: co chwyciłem. [przypis edytorski]

378. wszystkiem ja poznał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: wszystkie ja poznałem. [przypis edytorski]

379. jadny — tu: jadowity, trujący. [przypis edytorski]

380. sam ci się wiłem — konstrukcja z partykułą wzmacniającą ci. [przypis edytorski]

381. uderzym (daw.) — tu: forma krótsza użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: uderzymy. [przypis edytorski]

382. ci — tu: w funkcji partykuły wzmacniającej. [przypis edytorski]

383. miast (daw.) — zamiast, w miejsce. [przypis edytorski]