Biedny Henryk
Baśń niemiecka
OSOBY DRAMATU:
- Henryk von Aue
- Hartmann von der Aue
- Brygita
- Ottegeba
- Ojciec Benedykt, mnich
- Ottaker
- Rycerze, służba zamkowa
AKT PIERWSZY
Ogródek dzierżawcy Gotfryda. Dom zwrócony szczytem do sceny z drzwiami i schodami po lewej. Opodal stary cis, pod nim stół kamienny z ławką darniową. Spod cisu widać rozległe pola zielone. Na przedzie łany zżęte, na horyzoncie wzgórza leśne. Tu i ówdzie pojedyncze grupy sosen.
SCENA PIERWSZA
Gotfryd
Zmiata liście z kamiennego stołu.
Ottaker
Pachołek w zbroi, lat około czterdziestu, gotów do wsiadania na koń, wchodzi po cichu do ogrodu, starając się jak najmniej czynić hałasu ostrogami i szyszakiem; zobaczywszy Gotfryda, staje zmieszany; blada jego twarz, czarną okolona brodą, mieni się1 wskutek zaambarasowania2.
Gotfryd
Pochwalon Jezus Chrystus.
Ottaker
Na wiek wieków.
Gotfryd
A dokądże wy tak wczesną godziną?
Ottaker
Ot! Przejechać się, abo3 i na łowy —
Gotfryd
A pan się bez was obędzie... co?...
Ottaker
Drapie się w głowę zaambarasowany.
Z biedą —
A zresztą — może... Wiecie — mam zlecenie...
Pomyślcie tylko o... to niby znaczy,
jeśli Bóg zechce i jakoś się uda,
ba — a i wówczas, choćby i najgorzej
miało się wszystko stać, to juścić wrócę —
jednak...
Gotfryd
Ja waści wcale nie rozumiem —
Czyżby się komu z waszych miało zdarzyć
jakie nieszczęście?
Ottaker
Sza, sza! Nie inaczej —
muszę pojechać... matka — a i siostra —
tak — trudna rada... Pojmiecie. A zresztą
zmierzę się z diabłem! Gdybyć4 jeszcze żyli
ci, com ich ubił5 w krainie pogańskiej,
łatwo by mogli to poświadczyć...
Gotfryd
Cóż to
z wami się dzieje? Czyście chorzy? — Mówcie!
Ottaker
Nie! Chroń nas Boże od wszelkiej zarazy,
od złych upławów i grzesznych zakażeń.
Jeszczemcić6 zdrowy i w krwie7 swojej czysty,
i mam nadzieję, że taki zostanę.
Świat ten zepsuty i pełen szatanów,
ale mą tarczą i opieką Chrystus.
Krwią niejednego Turczyna kupiłem
odpust dla siebie — niejedną szmacinę
rzuciłem klechom, a zasię8 me piersi
chroni kawałek krzyżowego drzewa
ze Ziemi Świętej: ale jakaś groza
przychodzi na mnie — tak! Muszę odjechać —
jakieś złe znaki widziałem dziś we śnie —
a człek śmiertelny strzeże swego skórska.
Odchodzi.
Gotfryd
Patrząc za odchodzącym.
Przebóg! Srokosza wyprowadza z stajni —
już go i dosiadł i już — w cwał pogonił.
SCENA DRUGA
Z domu wychodzi Brygita, a za nią Ottegeba. Brygita, poważna, nie bardzo po chłopsku wyglądająca matrona, Ottegeba zaś — to blade, bezkrwiste dziecko, prawie dziewica o wielkich, ciemnych oczach, popielatych włosach z czerwono- i żółto-złotymi połyskami. Matka i córka niosą bieliznę stołową i naczynia.
Brygita
Gdzież ja mam nakryć dla jego miłości?
Gotfrydzie!... Słuchaj!...
Gotfryd
Budząc się z zadumy.
Co? Czyś mnie wołała?
Brygita
Juści9, wołałam: piwo już zagrzane,
ryba gotowa, śmietana ubita...
Gdzieżby to nakryć dla jego miłości?...
Gotfryd
Wskazując na stół kamienny.
O — tu jest miejsce od pradawnych czasów...
Prawda, dziecino? — Tu rad on siadywał?...
Ottegeba
Tak, ojcze... warto może trochę miodu...
Miałeś natopić...
Gotfryd
Zdziwiony.
Któż ci to we włosy
wplótł tę wstążeczkę?...
Ottegeba
Wstążeczkę?
Gotfryd
Tak, dziecko —
tę — ot! — Czerwoną wstążeczkę...
Ottegeba
Zarumieniona, zmieszana.
Gdzie, ojcze!?
Gotfryd
Niecierpliwie.
W włosach...!...?
Ottegeba
Milczy.
Brygita
A widzisz! Czym ci nie mówiła,
że się na ciebie zgniewa, gdy to ujrzy!?
Ottegeba
Blednie, walczy z płaczem, zrywa wstążeczkę z włosów, rzuca ją na ziemię i ucieka.
SCENA TRZECIA
Brygita
Chciała tym uczcić jego miłość... Teraz
wstydzi się tego.
Gotfryd
Uważaj na dziecko,
takie natręctwo może mu się sprzykrzyć.
To już nie chłopiec, jak wówczas — przed laty,
kiedy się lubił bawić z nią — z dziewczynką...
Brygita
Niewesołego, zda mi się, umysłu
nasz miłościwy...
Gotfryd
Nie wiem. Kto go wczoraj
widział o świcie, jak jeźdźcom, zebranym
na łów, wskazywał rękojeścią szabli,
z uśmiechem w oczach, na naszą sadybę
i jak ich potem żegnał przewesoło,
mógł był pomyśleć10 sobie, że wspaniały,
szlachetny młodzian wzdyć11 nie wie, co znaczy
choćby cień troski. Za tom dziś zobaczył12
męża, któregom nie znał13...
Brygita
Mnieć14 to dziwno,
że o tym czasie przybył w ten zapadły
kąt nasz — mówiono przecie, że się żeni...
Gotfryd
Wielcy tej ziemi mają swe humory.
Co nam do tego.
Brygita
Juści15... Tylko, widzisz,
wczorajszej nocy przebrał nieco miarę
jego pachołek i między czeladzią
tajemnym słowem dziwne stroił żarty
i o Mojżesza rozprawiał zakonie16,
według którego myją chore domy,
by je uzdrowić od jadu i trądu.
Gotfryd
Któż to ci mówił?
Brygita
Nasza Ottegeba.
Gotfryd
Słuchaj, Brygito, zamknij uszy swoje
dla wstrętnych plotek. Pan nasz miłościwy
w wielkich dotychczas łaskach i honorach,
sługa cesarza17, a zatem nie bardzo
przez Piotrowego lubian18 namiestnika19 —:
klechy zakonne roznoszą po ludziach
przeróżne kłamstwa, a nie ma tak płaskich,
by u motłochu nie znalazły wiary.
Brygita
Zda mi się, idzie aleją olchową.
Gotfryd
On...
Brygita
Pochylony idzie, nie jak zwykle.
Gotfryd
Nie wpatruj się tak — możeć to wziąć20 za złe.
Brygita
O! Spójrz! — Jak wryty, w zorzę wlepił oczy.
Gotfryd
On... Ja się teraz oddalę; a ty go
poproś do stołu, wielce obyczajnie,
lecz krótko, potem zwolnij się i odejdź.
Brygita
Nie troszcz się, stary.
SCENA CZWARTA
Henryk von Aue wchodzi powoli i zamyślony; postać to wspaniała, rycerska; włosy spadające w swobodnych kędziorach, broda rudawa, ścieka wskos; wielkie, błękitne, niespokojne oczy w bladym nieco obliczu.
Brygita
Bóg z waszą miłością.
Henryk
Podnosi ku niej oczy, zdaje się, jakby ją dopiero teraz zauważył, mówi prędko i od niechcenia.
Bóg z wami, matko.
Brygita
Stół waszej miłości...
Małoć21 jest na nim — tyle, co dać może
nasz kąt zapadły.
Henryk
Zda się, wczoraj wieczór
słyszałem dzwonki mułów na folwarku.
Brygita
Nie, wasza miłość...
Henryk
Nie? Tak o północy?
Brygita
Potrząsając głową.
Henryk
Szkoda, otukno22 mi do moich książek.
Brygita
Czy wasza miłość ma jakie życzenie?
Henryk
O tak... niejedno!
Brygita
Takie, które zdołam
spełnić?
Henryk
Brygito, które spełnić zdołasz?
Nie!... Może później — zobaczym — tak! — Może...
dobrze... dziękuję...
Brygita
Obyć smakowało23!...
SCENA PIĄTA
Henryk
Sam, kładzie dłoń na pień wiązu, spogląda ku jego koronie i mówi do siebie z tłumionym wzruszeniem.
W koronie jeszcze stoi wiąz i, jakby
ulany z spiżu, strzela nieruchomie24
w chłodne powietrze jasnego poranku;
bliskiego mrozu ostre, srebrne tchnienia
już może jutro obedrą go z liści —
on się nie ruszy: — wszystko, na czym tylko
spocznie twe oko, zdaje się w pokorze
na wolę Stwórcy — wyjąwszy człowieka,
tak, tak— wyjąwszy mnie!... O wróć, spokoju,
wszak niedalekoś25... Na cichych, zielonych
leżysz murawach, tchy twe zawiewają
ku moim skroniom od ciemnego runa
jodeł — od czarnych, snać26 odwiecznych jodeł
mego dzieciństwa... tak, w dziedzinie mojej,
śród gór tych moich i ty przemieszkujesz —
przeto mi bratem bądź i przyjacielem!
SCENA SZÓSTA
Gotfryd
Zjawia się we drzwiach swego domu.
Witamy u nas waszą miłość, panie —
Henryk
Dzień dobry, stary.
Gotfryd
Lepszegom nie zaznał27
w całym mym życiu, niźli28 ten, o panie!
Wszakże na pierwszym spotyka się kroku
z najmilszym gościem i mym godnym panem.
Lecz wasza miłość wielce nas zawstydza,
a przedsię29, panie, mnie — bo juścić30 przy was
tom ci ja31 śpiochem i złym gospodarzem.
Henryk
Zaczyna śniadać32.
Nie troszcz się o mnie, przyjacielu! — Usiądź,
umiałem sypiać wśród najdzikszej wrzawy —
w obozie, w polu, na dworach książęcych,
gdzie dzień i nocą skrzypiały w zawiasach
wrótnie33 zamkowe... przy tętencie kopyt,
przy knechtów34 krzykach jak pień takem leżał35
i spał... Tu cisza, a przecież w tej ciszy
głośno obzywa36 się me wnętrze... Widzisz —
gdy tam, na łąki i na trzęsawiska
księżyc rozlewa swe umarłe światło
i gdy z nim razem chyba jaki świerszczyk
czuwa pod miedzą, tutaj w mojej głowie
wciąż wre i huczy od harców rycerskich,
od zbrojnych pląsów, od haseł wojennych,
obcych języków i szeptów, i gruchań,
których nie zdołam przemóc. —
Gotfryd
Wasza miłość
niedobrze spali tej nocy?
Henryk
Przytułkiem
jest sen, a gorze37 tym, co bez przytułku!
Żaliż38 nie prawda? ...
Gotfryd
Prawda mocna, panie.
Henryk
Nie, nie! Bez żartów: od dawnych już czasów
przyzwyczajenie wypędza mnie z łoża
zwykle przed świtem, często o północy...
A jeśli tutaj doświadczycie tego,
proszę, niech was to nie dziwi, przebaczcie!
Gotfryd
Waszej miłości dom ten, gdzie mieszkamy,
i waszym grunt ten, na którym on stoi —
czyż przeto godzi się mówić: «przebaczcie» —
raczej nas zbudźcie, gdy czuwać raczycie.
Henryk
Śpijcie w spokoju — wy, co na ten spokój
zasłużyliście dnia przeciężkim znojem.
Na co wam moje czuwanie? Dziękuję!
Z wdzięcznością dzisiaj poznaję znów w tobie,
com jako chłopiec dobrze znał — twe serce!
Alem nie przyszedł, aby kraść to serce
ani rabować jego ustroń złotą —
proszę cię tylko, zechciej mi pozwolić,
bym przy ognisku twoim mógł zostawać
samli39 ze sobą.
Godfryd
Po chwili milczenia.
Może wasza miłość
chce, abym odszedł?
Henryk
Siadaj!
Źle tłumaczysz,
com ci powiedział. Chodź tu! Jest mi błogo
na twoje siwe znów poglądać włosy
i znów, po tylu, tylu długich latach —
słyszeć ten miły, luby głos ojcowski.
Nie troszcz się o to, jeśli ci się wydam
człowiekiem obcym — na lichym zagonie,
który uprawiasz: tak, jam się powłoszczył40,
przecież za uścisk — jeśli mi go twoja
dłoń nie poskąpi — niemiecka uściskiem
zapłaci ręka.
Gotfryd
Chce na klęczkach obiema rękami chwycić prawicę Henryka, którą ten gwałtownym cofa ruchem.
Co? Tyś się powłoszczył,
panie mój miły? Brońże41 słodki Chryste!
Jeśli nie wyście42 wzorem niemieckiego
dziś obyczaju, zwierciadłem niemieckiej
cnoty rycerskiej, to gdzież nam się godzi
w krajach niemieckich szukać dziś dworskości,
męstwa i dumy, i tej niewzruszonej
naszej wiernoty43?
Was mi zwać niemieckim,
was zwać mi czystym, jak czystą zostanie
ta wzrosła z czystej krwi niemieckiej jodła.
Źreniczne gwiazdy namiestnika Rzymu
nie płoną jaśniej od waszych i Frydryk
z nie mniejszą dumą stałby ponad lnianą
przędzą tej waszej głowy niż nad jego.
Henryk
Pochmurniawszy44.
Ha... to być może! Brylant, jak powiadasz,
będzie brylantem, choćby nawet Łazarz
nosił tę obręcz, śród której on płonie.
prędko odbiega od tego
Dać cesarzowi, co jest cesarskiego!
Lecz dosyć na tym... Usiądź, opowiadaj
o innych sprawach. O tym, co tam gdacze
kogut z kurami pomiędzy stodołą
i stajnią — dla mnie słodsza to biesiada,
niżeli pienia królewskie Waltera.
Ile masz koni? Krów? Czy się odpłaca
ten łan za ciężki twój mozół? Odpowiedz!
Jakieś miał żniwa? Jakieś zebrał ziarna,
owoce, wino? To, widzisz, są wieście45,
których dziś łaknę, stary: — o Turczynie,
o chrześcijaństwie, Gwelfach, Ghibelinach46
i namiestniku rzymskim ty mi nie mów...
Gotfryd
Nieobyczajną wzdyć47 jest moja mowa —
sam ci48 to widzę. Lecz gdy was niegodna,
proszę też bardzo — niechże wasza łaska
raczy rozważyć, czy chodząc w tym kole
powszednich zajęć, mogłem się zaprawić
w dworski obyczaj?
Henryk
Tam, ten kraj najwyższy,
gdzie się uprawny zagon styka z lasem —
czyż to nie pola wyki49?
Gotfryd
Tak jest, panie!
Henryk
Gdyśmy się wczoraj — ja wraz z mym konikiem —
spuszczali na dół tuż przy owym skraju,
słyszałem ciche Zdrowaś bądź Maryja,
nucone chórem przez głosy dziecięce,
a równocześniem ujrzał nieopodal,
śród zwału głazów, maleńki pożarek.
Pozostawiwszy konia, zbliżyłem się
ostrożnie k’miejscu50 — i oto com spostrzegł51:
gromadkę chłopców spostrzegłem i dziewcząt,
jak się sprawiali naokoło ognia —
wydało mi się to wszystko czarownym
jakimś widziadłem. I mówię: a cóż to,
moje panięta małe, tak prażycie,
co gotujecie tak po ciemku? Naraz,
ledwiem to wyrzekł52 — zgrajka się rozpierzchła —
przy ogniu tylko została dzieweczka,
wyprostowana, niepewna, milcząca,
spoglądająca mi w oczy. «Ty — pytam —
takeś nuciła?» Lecz ona milczała.
Gotfryd
Wybaczcie dziecku, miłościwy panie —
To była córka moja, Ottegeba,
dziwne stworzonko, które mnie i matce
bezsenną noc już sprawiło niejedną.
Henryk
Dziwne stworzonko... masz słuszność!...
Gotfryd
I, panie,
wyście ją znali, na koń ją braliście
nie po raz jeden — o, za dawnych czasów —
bo choć już wtedy lubiła się płoszyć,
jak ta przepiórka, gnieżdżąca się w życie,
wy ją umieli wywabić i przy was
swojsko jej było od razu.
Henryk
Tak!.. Wówczas. —
Wówczas — pamiętam dobrze, gdym wieczorem
z wesołych wracał łowów, przemęczony,
jednak rozbawion53, zawsze ta dziewica
pierwsza mi w oko wpadała — radośniem54
witał ją wówczas jako moją żonkę.
Tak! Wówczas, wówczas! Jak mi biło serce,
jakie mi muszki latały po głowie. —
Wiem, wiem! A teraz takem się oddalił55
od owej chwili promiennej młodości,
że Ottegeba, moja żonka drobna,
kiedym ją ujrzał, tak mi była obcą,
jakby jej nigdy nie lizała twarzy
i miłych rączek Dyjana, ma suczka,
jakbym ja nigdy nie gładził jej włosów,
jakbym jej nigdy dla miłej rozrywki
nie grał na rogu piosenek myśliwskich,
jakem to przecież czynił56 nie raz jeden!...
SCENA SIÓDMA
Ottegeba
Przynosi plaster miodu.
Gotfryd
Otóż i ona, panie.
Henryk
Cóż to niesiesz?
Ottegeba
Trochę świeżego miodu.
Henryk
Patrzcie tylko —
Umie przemawiać — umie, nie jest niema!
Miło mi bardzo, a gdy wiem już o tym,
więc, moje dziecko drogie, musisz usiąść
tam na tej ławie — musisz się tłumaczyć.
Znów zamyślona? Czybyś mnie się bała?
O nie bójże57 się, jestem tak łagodny —
snać58 nie uwierzysz, jakim ja łagodny59!
Jak ci się wiedzie?
Ottegeba
Nie wie, co z sobą począć.
Dobrze.
Henryk
Zawsze dobrze?
Ottegeba
Prawie ginie z zakłopotania.
Tak, panie.
Henryk
Tobie wciąż się dobrze wiedzie,
a cesarz Frydryk w złocistej koronie
nad trud i walkę nie zna nic innego.
Bogatszą jesteś niźli on, me dziecię,
nie mówiąc o mnie. Nigdy ci się tutaj,
na tym pustkowiu nie dłuży?
Ottegeba
Zaprzecza potrząśnieniem60 głowy.
Henryk
Co robisz,
aby odegnać nudy? Powiedzże61 mi!
Ottegeba
Nie odpowiada — odwraca się w wielkim zakłopotaniu, a w końcu mówi.
Modlę się, panie...
Henryk
Modlisz?... Bardzo pięknie —
Do której z świętych modlisz się najchętniej?
Ottegeba
jw.
Przyprowadziła już mię raz do zdrowia
nasza Najświętsza Panienka...
Henryk
Do zdrowia
przyprowadziła cię już raz? Mnie rani—
zadawa62 rany! Wierzaj mi, że umie
zadawać rany.
Ottegeba
Nie, panie.
Henryk
Nie — mówisz?
Nie?... Pragnieszli63 mnie pouczyć, więc poucz...
Ottegeba
Czyni głową gwałtowny ruch zaprzeczający.
Gotfryd
Niech wasza miłość wybaczy. Niedawno
powstała z ciężkiej choroby...
Henryk
Dlaczego
chowa swą prawą rękę?
Gotfryd
Jak to, panie?...
Henryk
Czemu ją chowasz?
Gotfryd
Pokaż!
Ottegeba
Nie, mój ojcze!
Gotfryd
Ej, uporczywa panienko! Pan każe,
więc — proszę — pokaż prawą dłoń...
Brygita
Poza nim.
Gotfrydzie!
Ottegeba
Matka was woła!
Chce się oddalić.
Brygita
Poza nim.
Gotfrydzie!
Gotfryd
Wybaczcie!
Henryk
I owszem, zwalniam.
Gotfryd
Odchodzi.
Henryk
Powiedzże64 mi jeszcze:
znasz mnie?
Ottegeba
Kiwa przesadnie głową.
Henryk
Kim jestem?
Ottegeba
Naszym panem.
Henryk
Żmija
ma swoją dziurę, ptak ma gniazdo swoje,
i lisy mają swe jamy, a człowiek,
którego pragniesz uważać za pana,
jest bez przytułku — ziem65 się pod nim pali,
gdziekolwiek tylko postawi swe stopy,
niby piekielny ogień. — Przecz66 się śmiejesz?
Ottegeba
Która wybuchnęła krótkim, chorobliwym śmiechem, opanowuje się i znowu blada i zalękniona pyta się z bojaźliwymi oczy67.
Ja?...
Henryk
Powiedzże mi, jak ja się nazywam?
Ottegeba
Drżąco.
Henryk.
Henryk
Tak — dobrze — Henryk — a jak jeszcze?
Ottegeba
Zowiesz się Henryk grabia z Aue, panie.
Henryk
Bóg wie to jeden — tak — tak się nazywam,
tak! — A od kiedy znasz mnie — co?
Ottegeba
Drżąc.
Od kiedy?
Od... od dwóch lat już...
Henryk
Od dwóch lat?... Zda mi się
iże68 się mylisz, bo ostatnim razem —
— na moje słowo twierdzę to rycerskie —
byłem w tym domu przed laty dziesięciu,
zasię69 od tego czasu ani chwili...
Ottegeba
W największym zakłopotaniu.
Ja byłam jeszcze mała...
Henryk
A tak — byłaś
mała! Więc z czasem nie bardzo się liczysz.
Przed dwoma laty, moje dziecko drogie,
ten gość ubogi, którego tu widzisz
przy kromce chleba, legał70 w marmurowych,
pięknych przybytkach, przy szemrzących studniach,
gdzie złote rybki spływały w baseny,
a jeśli kiedy chciał oszołomioną
wodzić źrenicą, to ją zwracał w stronę,
skąd się przewonne kłębiły kadzidła —
o tam! W Azzahry71 czarowne ogrody.
O takich rajach nigdyś, lube dziecię,
chybaś nie śniło72! O rajach, gdzie ginąć
z upajającej rozkoszy, gdzie bambus
chwieje się w schroni73 samotnej pod ciemnym
sklepiskiem74 cedrów, gdzie krzaki azalii
niby kwieciste ścielą się poduszki.
Kwiecia błękitną krwią zda ci się morze,
ach, całujące marmurowe stopnie,
na nim się lekkie kołyszą gondole,
lśniące od złota, klejnotów, purpury. —
Śpiew jakiś słyszysz — śpiewa niewolnica —
i w tym jest tęskne, smętne rozkwiecenie —
nad cyprysową schyla się cysterną
i z zdroja75 czerpie srebrzystymi wiadry76...
I opływają cię obce wyrazy,
stopione w duszy spłomienionej fali.
Chłoniesz je w siebie z wszystkimi woniami,
które zachodni wiatr przywiewa k’tobie77,
z coraz to słodszą pieszcząc cię miłością.
Lecz dosyć o tym! Teraz jestem tutaj
a nie w Palermie78 ani też w Granadzie —
i proszę ciebie, opowiadaj dalej,
co li wiesz79 o mnie po tak długim czasie,
który tak krótką zdaje ci się chwilą.
Ottegeba
Przerażona.
Nic więcej, panie, nic!
Henryk
Nie wierzę temu —
Nic nadto więcej, tylko nic?... Jak mało!
niemal za mało na twe piękne oczy —
a teraz pytam ci się na sumienie,
ty Ottegebo mała, ty ma święta
z świętych jasnością ze lnu i jedwabiu:
jakże ja ciebie zwałem w owych czasach?
Jakże ja ciebie zwałem — powiedzże mi —
wówczas, gdyś do mnie lgnęła stokroć bardziej
niźli do matki — jakżeż ja cię zwałem?
Ottegeba
Stoi odwrócona od niego w największym zakłopotaniu, wije się, gryzie fartuch lub chustkę, wybucha śmiechem, który jednak w tej chwili tłumi przerażona. Przy tym kurczy się i dopiero po ponownych zachętach wydobywa z siebie z trudem i po cichu następujące słowa.
Ty — moja — mała — żono!
Henryk
Owszem! Owszem!
Ty moja mała żono!... Nuż naprawdę
zwać cię tak będzie jakiś dzielny wieśniak,
jak ja cię wówczas nazywałem żartem.
Ottegeba
Przerażona, śmiertelnie pobladła, ucieka.
Henryk
Dokąd?
Ottegeba
Staje drżąca.
Zdawało mi się, że mnie ojciec
woła.
Henryk
Pozostań, siadaj. Albo może...
straciłem przez co twą łaskę? Co? Powiedz! —
Żal by mi było.
SCENA ÓSMA
Ottegeba odchodzi. Gotfryd wraca.
Gotfryd
Wzdycha.
Trudno przyjść do ładu
z taką dziewczyną! Pomyśl wasza miłość:
matka ją zaszła przy krajaniu plastrów —
ot, zabawiła się sama w bartnika —
skłute ma ręce, piersi i ramiona.
Szalony wybryk ten spełniła przez to,
żem ja zapomniał stawić dzban na stole,
o co błagała mnie już dzisiaj w nocy.
Henryk
Równocześnie zdumiony i rozweselon80.
Jak to? Więc gwoli81 drobinki słodyczy
dla mnie pozwala na to, aby pszczoły
skłuły jej ciało? —
śmieje się w głos
Zatem idź, Gotfrydzie,
sprowadź mi tutaj mojego pachołka,
niechże mi z sakwy przyniesie łańcuszek
z złotym księżycem — dam go mojej żonie.
Mówię bez żartów! — Czemu jeszcze stoisz?
Gotfryd
Wahająco.
Panie, pachołek wasz pojechał.
Henryk
Jak to?
Pojechał — mówisz? Kto?...
Gotfryd
Ottaker, panie.
Henryk
Cóż to ma znaczyć — pojechał? Kto śmiał go
wysłać?
Gotfryd
Myślałem, panie, że wy o tym
wiecie.
Henryk
Opanowawszy się z głębi wnętrza.
Winienem wiedzieć, ale nie wiem.
wstaje, przechadza się powoli, pobladły, tłumiący w sobie wielkie wzruszenie
Tak... cierpliwości! Miej i ty cierpliwość
ze mną! Posłuchaj! Dlaczegom powrócił82
do tej tu waszej, zielonej, balsamem
jodeł pachnącej mogiły — ty kiedyś
musisz dowiedzieć się o tym, lecz jeszcze
nie dziś!... Na Boga! Przyjmij mnie tymczasem,
jakbym Henrykiem nie był von der Aue —
raczej pielgrzymem, który o przytułek
błaga was dzisiaj, o schron — i o spokój.
Gotfryd
Wasza miłości!...
Henryk
Gdybym miał tu przybyć
panem, nie byłbym przychodził... Czyż wierny
zawsze pachołek może odbiec pana?
Ni go uduszę za to, ni go zelżę! —
Nie! Łaski tylko pożądam od ciebie!
Nie po dzierżawnem83 zjechał84 w twą zagrodę
ni dziesięciny: błagam o jałmużnę,
o datek z łaski, o twe miłosierdzie!
Godfryd
Żali85 mię86 uszy zawodzą, o panie?!
Bogaty Henryk grabia von der Aue
prosi lichego wieśniaka i sługę
o datek z łaski i o miłosierdzie? —
Henryk
Bogaty Henryk von der Aue stał się
biednym Henrykiem von der Aue — oto,
co ci na teraz wystarczyć powinno.
Ale nadejdą dzionki i godziny!
Ach! Długie dzionki i długie godziny!
Wówczas na harfy jednostajnych strunach
pieśń ci wyśpiewam — bez końca: do syta
i do przesytu znajdziesz w niej odpowiedź,
gorżką87 odpowiedź na to wszystko, o co
pytać mnie będą oczy twe i słowa.
Zostanę z wami — tygodnie! Miesiące!
Lata!... A jeśli opuszczę was kiedy —
lecz o tym cicho... Nie ma takich ciemni,
aby się kiedyś nie porozpraszały...
Niech ci to starczy... Cierpliwości!... Serce,
zbawione ciszy, musi szukać ciszy!
Dajże mi, zacny człowieku, co leży
na twojej skroni! Obsyp mnie bogactwem
z skarbca twojego spokoju: bo tego
łaknie ma dusza więcej niźli skarbów
Saladynowych88.
Odchodzi wolnym krokiem.
Gotfryd
Głębokim wzrokiem śledzi kroki odchodzącego. — Wchodzi Brygita.
Brygita
Pan odszedł w tej chwili?
Gotfryd
Pojmujeszli89 to?
Brygita
Ni jego, ni dziecka!
Leży i płacze, jęczy i przysięga:
jako90 wyzwolić go musi.
Gotfryd
Od czego?
Brygita
Pytajcie — mówi — ojca Benedykta.
AKT DRUGI
Kuchnia w domu dzierżawcy Gotfryda. Wielki, sadzą okryty kominek. Na ścianach czyste naczynia metalowe i gliniane, prócz tego kilka sztuk zbroi i miecze. W kącie krucyfiks i obrazy świętych. Długi stół z ławkami. Na prawo od kominka fotel skórzany z podłożem skóry jeleniej. Nad kominkiem i na lewej ścianie skóry jelenie, turze, łuki. Pora zimowa.
SCENA PIERWSZA
Brygita
Z zakasanymi rękawami napełnia podaną jej przez ojca Benedykta sakwę chlebem, serem itd. Ojciec Benedykt nie ma jeszcze lat pięćdziesięcia91; energiczną, ogorzałą twarz okalają siwe włosy; habit na nim wytarty.
Benedykt
Nie wiem o niczym. I dajcie pytaniom
spokój. Ja jedno wiem, że ojciec jego
człek był rycerny. Gdy ojciec mój konał,
wieśniak, lecz wielce czczony i zamożny,
rzekł mi przy końcu: «A bądź wierny panu»,
nie tylko temu, który jest na niebie —
to chciał powiedzieć — lecz i kochanemu,
ziemskiemu panu, który mu przez lata
spory pomagał zebrać mająteczek,
pił razem wino i z odkrytą głową
za jego trumną szedł jak pielgrzym jaki.
Brygita
Powiedzcie jedno: czy on jest pod klątwą?
Benedykt
Nic wam nie powiem, nic a nic, boć przecie
i wy powody macie — tak, powody,
by mu być wdzięcznym. Widzicie, my tutaj
prawie nie żyjem92 na świecie — nikt o nas
tu się nie troszczy, bądźmy więc głuchymi
w naszej wierności.
Brygita
Kiedyż znów mam dziecku
kazać przyjść do was?
Benedykt
Kiedy tylko chcecie.
Ilekroć ona zawita w me progi,
jasność napełnia mą celę ponurą
i rozszerzają się ściany mej leśnej,
ciasnej kapliczki, Zbawiciel oddycha
i uśmiech zjawia się na uściech93 Maryi,
a ja, przytłoczon94 ciężarem mych grzechów,
znów się podnoszę i, jakby rozszerzon95,
mogę znów patrzeć w dobrotliwe oczy
naszego Stwórcy.
Brygita
Potrząsając głową.
Ojcze, rada słucham,
ale ja nie wiem — tak, nie umiem pojąć,
co wy mówicie. Dziecko się zmieniło;
jakiś ją dziwny trzyma duch w uwięzi —
nawet i tutaj, w tych ostatnich czasach,
tylko to nie jest owy96 duch pobożny,
o którym prawisz.
Benedykt
Być może. Nas biednych,
kiedy archanioł z snu grzesznego budzi,
i pan ciemności również nie próżnuje —
on i na waszą naciera dziecinę.
Lecz ona czuwa, ona jest zbudzoną!
Dlatego, proszę — drogi do świątyni,
drogi do łaski i opieki bożej
wy dziecku temu dziś nie zagradzajcie!
Tak to wygląda, jak gdyby aniołów
nieprzeliczone, niewidzialne ręce
ciągły97 ją z sobą do ołtarza; wówczas
gdy tak spoczywa w rajskim zachwyceniu,
w jedno się z Bogiem stapiając w najgłębszych
tajniach swej duszy — wówczas — ja to czuję —
spełnia się tutaj jeden z owych cudów
które nas, ludzi, wiodą do innego,
do prawdziwego życia.
Brygita
Niech się dzieje —
niechże się dzieje wola Boga. Amen.
Ach! Gdyby tylko była więcej święta
pomiędzy nami. Lecz tu jest ponura
i zamroczona w duchu, tak że nieraz
myślę ze strachem, czy też Bóg w tym dziecku
nie chciał mnie skarać? Ja nie mogę, ojcze,
na żadną dobyć się skruchę, niczego
nie mogę dziś już żałować, tak kocham
to moje dziecko; wiem to — zatwardziałość
grzechu jest wielką. Niech Bóg mnie ukarze —
mnie niech ukarze, nie dziecko.
Benedykt
Nieco zakłopotany.
Tak, prawda!
Myśmy grzesznicy. Grzesznymi jesteśmy
już z łona matki. Ale Bóg, gdy zechce,
może ku chwale swojej wszystko zmienić,
wszystko obrócić na dobre, chociażby
w największej było poczęte słabości
i grzechu: dziecka tego czysta dusza
i nieskalane usta niechaj będą
przed jego tronem nie oskarżycielem,
lecz pośrednikiem.
Oboje odchodzą.
SCENA DRUGA
Wchodzi Ottegeba, blada, cicha. Kładzie na stos gałązki jedliny, które przyniosła ze sobą. Kilka z nich odrywa, podchodzi do krucyfiksu, całuje go i wieńczy. Wchodzi ponownie Brygita, spostrzegłszy Ottegebę, bada ją wzrokiem, nadsłuchuje szmeru za sceną i mówi.
Brygita
Cóż te nasze dziewki
tak hałasują na klepisku? —
Ottegeba
Zamyślona, po cichu, z wewnętrznym wyrażeniem.
Biedak,
trądem dotknięty, żebrze na podwórzu.
Brygita
Kto znowu żebrze? Mów wyraźniej... Słyszysz?
Ottegeba
Tak, moja matko, jeden z ludzi bożych.
Brygita
Jego to słychać kołatkę? — Niech idzie,
by go nie spotkał pan Henryk...
Ottegeba
Dlaczego?
Brygita
Co? Cóż ty myślisz?...
Ottegeba
Nic... Dlaczego, matko,
ma się nie spotkać z nim nasz pan?
Brygita
Dla tego
i dla owego... Milcz, nie pytaj więcej.
Ottegeba
Pan Henryk, matko, pisze w swej komorze.
cisza
Ojciec Benedykt mówi: gdyby ludzie
nie buntowali się przeciwko Bogu,
nie odpychali jego łaski świętej
i jego świętej miłości, i gdyby
nieposłuszeństwem i mową bluźnierczą
nie wyszydzali jego miłosierdzia
i bezgranicznej dobroci, przenigdy
nie nawiedziłaby ziemi ta klęska.
Brygita
Krząta się koło talerzy i garnków, przy tym badawcze rzuca spojrzenie na Ottegebę.
Złe dzisiaj czasy. Wiara oraz wierność
znikły ze świata. I w tym ma on słuszność.
Ottegeba
Powiada, matko, iże jad szatana
całe dziś toczy chrześcijaństwo. Pan Bóg
chciał to pokazać w obrazie i stąd też
ciało każdego dotkniętego trądem
jest tego — mówi — zwierciadłem.
Brygita
Być może...
Ottegeba
Nieraz też płacze nasz ojciec Benedykt,
smaga swe plecy i mówi, że znać już
Bóg się w swym gniewie na zawsze odwrócił
od tego świata...
Brygita
Żegna się.
Niechże pochwalony
będzie nam Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel.
Ottegeba
Z większym niepokojem.
Ojciec Benedykt mówi, że już bliskim
Sąd Ostateczny i że koniec świata
czyha już na nas. Nie lękasz się, matko?
Brygita
Lęku i trwogi doznajemy wszyscy
na tym podole98...
Ottegeba
Żar i dym, i duszne —
mówi — wapory99, wojny i zarazy
zieją ze studzien przepaści... Anioły
moru100 po wszystkich kroczą miastach... Grzesznik
nie ujdzie żaden miecza ich mściwości.
Brygita
Przyjdzie zapłata, przyjdzie w samą porę —
po co już teraz trwożyć się i lękać?...
Ottegeba
Czarna zaraza101 — mówi — nie oszczędza
nawet i książąt.
Brygita
Nie.
Ottegeba
Żaden zamkowy
mur, żadna baszta nie chroni od trądu.
Brygita
Nie.
Ottegeba
Był raz jeden hrabia — słyszysz, matko,
tenże z cesarza córką tańczył w sali —
onać102 już była jego potajemną
oblubienicą! Wtem lekarz cesarski
cicho na niego zawoła i kazał
iść mu za sobą. Weszli do komnaty
i rzekł mu lekarz — rzekł: «pokaż mi rękę!»
A gdy mu rękę dał ten pan i książę,
naówczas lekarz pokazał mu bliznę
na jego białej ręce i powiedział —
to mu powiedział: «panie, twa najcięższa
przyszła godzina — bądźże teraz mężny —
jesteś nieczysty!»
Brygita
Cóż to są za bajki.
Śnisz?
Ottegeba
Nie! I fletni nie słyszał już więcej
ani fujarek...
Brygita
Nie pleć, nie pleć, dziecko!
Niechcący rzuca ze stołu, przy którym jest zajęta, długi nóż kuchenny. Ottegeba drży z przerażenia i stłumiony wydaje okrzyk.
Brygita
Co ci się stało? Cóż to?
Ottegeba
Nic! Nic, matko.
Brygita
Daj... podnieś nóż ten...
Ottegeba
Nachyla się, cała się trzęsąc i dzwoniąc zębami, podnosi nóż z ziemi i kładzie go na stole.
Brygita
Czyś może niezdrowa?
Ottegeba
Potrząsa głową, jakby nieobecna.
Matko, ty wierzysz... by Izaak wiedział,
kiedy go ojciec chciał dać na ofiarę,
co z nim Abraham zamierzał uczynić?
Brygita
Nie, on nie wiedział... Ale na cóż ci to?
Przecz103 się w tak strasznych zatapiasz powieściach?
Dziękować Bogu, że dzisiaj już od nas
krwawych nie żąda ofiar jak naówczas.
Ottegeba
Chryste!... Czyż Pan Bóg sam na śmierć krzyżową
nie wydał syna swego, by odkupił
nasze przewiny — czyż nie patrzał na to,
jak nasz Zbawiciel kroczył na Golgotę?
Komu Bóg daje siły, by za bliskich
choćby najcięższe ponosił cierpienia,
ten — jak powiada nasz ojciec Benedykt —
spośród tysiąca wybran104 jest i szczęśliw105.
A zaś potęga ludzkiej krwie106, niewinnej
i dobrowolnie wylanej, jest — mówi —
czystą krynicą ludzkiego zbawienia
i ma już tutaj taką moc cudowną,
że, widzisz, nawet skóra trędowatych,
krwią tą skropiona, staje się w tej chwili
niepokalaną i czystą...
Brygita
Być może...
Ottegeba
A czy wiesz, matko, co opowiadają
nasi parobcy?
Brygita
Nie.
Ottegeba
Gdyby na świecie
wszystko się działo po sprawiedliwości,
wówczas on dawno już powinien żebrać
z kołatką i o kiju...
Brygita
O kim
mówisz?...
Ottegeba
Na polu mieszkać, opuszczony
i odepchnięty przez wszystkich...
Brygita
Idź, dziecko,
idź przygotować podwieczerz107... Pan chory,
ale na duszy... A gdyby na sobie
miał ten okropny śnieg trądu, to któż go
mógłby ocalić?... Ani ksiądz, ni lekarz,
ani ofiarna krew...
Ottegeba
Płacząc z wzruszenia.
A jednak, matko,
w krainie włoskiej, daleko, w Salernie108,
żyje mnich taki, który krwią uzdrawia.
Brygita
Któż to powiada?
Ottegeba
Ottaker. Poprzysiągł,
a brat Benedykt to potwierdził.
Brygita
Dobrze,
wszystko być może... Ale dość już tego.
Nie chcę już o tym słyszeć — ani słowa.
A ty spokojnie idź do swej roboty...
Nikt tu nie chory — nie trzeba ofiary.
Cokolwiek mógł ci, łatwowierne dziecko,
ten rozpuszczony nagadać parobek,
pan stąd niebawem wyjedzie uzdrowion109.
Ottegeba
Rozpaczliwym wybucha płaczem.
Ach! Matko, matko! Gdy on nas opuści!
Brygita
Kto? Hrabia Henryk?... Daj Boże... I czego
płaczesz? Czy sądzisz, że nasza chatyna,
nasz kaczy stawek i ogród warzywny
to w sam raz miejsce dla takiego pana?
Ottegeba
Łkając.
Ja, matko, pójdę... pójdę do klasztoru...
Myślisz, że mogę zostać żoną chłopa...
Brygita
Na wszystko, córko, będzie czas i rada.
Wszystko się stanie według woli Boga,
który z latami pychę tę przytłumi...
Lecz ja ci mówię: gdy się kiedyś zjawi
dzielny młodzieniec ze krwią chłopską w żyłach
i o twą rękę poprosi rodzica,
winnaś pokornie podziękować Bogu...
SCENA TRZECIA
Dzierżawca Gotfryd wprowadza Hartmanna von der Aue. Prosty to rycerz, o kilka lat starszy od Henryka, z posiwiałą już brodą. Ubrany w lekki pancerz, miecz, ostrogi, z zawieszonym przez ramię długim płaszczem futrzanym.
Gotfryd
Wejdźcie, rycerzu! Rozgrzejcie się, panie!
Wesoły tutaj płonie ogieniaszek —
a wam potrzeba ciepła...
do Brygity
Gdzie już pan nasz?
Matko, to, widzisz, jest pan Hartmann z Aue,
pana Henryka sługa i powiernik...
Spora to jazda dotąd z zamku z Aue
o takiej porze... Siadajcie.
Hartmann
Dziękuję.
Powietrze ostre i wiatr od północy
miałem wprost siebie, tylko że mój gniadosz
dzielnie się trzymał w górach; w mgłach staliśmy
niejednokrotnie, śród tumanów śniegu
nie widać było ani śladu drogi,
myśmy się jednak przedzierali naprzód —
ot, krok za krokiem. Rozkosz to jedyna
tak się na wiernym przedzierać koniku
i zamyślony pchać się naprzód w góry
wśród białych świerków, obsypanych śniegiem,
kiedy żadnego nie usłyszysz głosu
prócz zimnych, ostrych poświstów i skrzypień
zlodowaciałych gałęzi.
do Ottegeby, przyjaźnie
A chociaż
umilkły małe, wesołe ptaszęta,
śnieg pod kopytem dźwięczy trzaskający,
tak że człek słucha i duma, i słucha,
i prawie do cna gubi się w zamysłach
jak Piotr Badawiec, kiedy mu nuciła
rajska ptaszyna, a zasię lat tysiąc
tak ci110 mu przemknął niby jedna chwilka.
Brygita
Siądźcie, rycerzu!
Hartmann
To młodziutkie dziewczę
to wasza córka?...
Brygita
Jedna i jedyna.
Hartmann
I (wszak mam słuszność?) pana Henrykowa
mała małżonka?...
Brygita
Tak, za dawnych czasów,
gdy większym była dzieckiem, niż jest dzisiaj,
a jego miłość, pan nasz, był chłopięciem,
do krotochwili i żartów jedynym,
nieraz tym mianem raczył ją nazywać.
Gotfryd
I dzisiaj robi to samo... Toć wczoraj,
tu, przy kominku, gdy mu Ottegeba,
dała stołeczek pod nogi, powiedział —
wszak słyszeliście: — «dzięki, Ottegebo,
moja ty mała małżonko!»... Nieprawda?
Brygita
Prawda.
Hartmann
Tak, prawda! A ty, moje dziecko,
nie pozwól sobie zabierać tej nazwy —
onać przystoi111. Nie z urągwiska,
nie z żadnej pychy, jak wy znać mniemacie112,
dobra kobieto, zwie ją pan nasz swoją
małą małżonką; lecz ważko i szczerze,
w tych oto listach, wielbiących to dziewczę
i jej troskliwość, i opiekę nad nim.
Ottegeba
Chwyta rękę matki i tak ją ściska z zakłopotania i zdumienia, że Brygita omal nie krzyczy.
Brygita
Co ci się stało, dziecko? Tak ściskałaś
rękę, że aż mi ścierpła.
Ottegeba
Śmieje się, zasłania sobie oczy łokciem i ucieka.
Gotfryd
Tak, przyznaję,
że warta skromnej pochwały — ot dawniej
były już w głowie same krotochwile...
Brygita
Dolejże wody do wina, Gotfrydzie —
wiesz, jak ten trunek idzie jej do głowy.
Brygita odchodzi.
SCENA CZWARTA
Hartmann
A teraz powiedz: jakże mu się wiedzie?
Gotfryd
Patrzy na Hartmanna, wzdycha i mówi.
Jak mu się wiedzie? Zbyt duże pytanie,
a i odpowiedź, panie wzdyć113 trudniejsza,
niźli114 sądzicie... Zresztą nie wiadomo:
nieraz wygląda rześko i ochoczo,
jak w owych czasach, gdy jeszcze był zdrowy,
a potem znowu wydaje się chory,
o, bardziej chory, niżby kto przypuścił.
Niejednokrotnie myślę, że go skryty
ból jakiś szarpie, o którym wy może
macie wiadomość; innym znowu razem,
kiedy przypadkiem wzrok mnie jego spotka,
rozpłomieniony chorobliwym żarem,
tak mi się serce ściska i głos jakiś
mówi mi w wnętrzu, że Pan Bóg pokarał
tego człowieka najstraszliwszą karą.
Hartmann
Wiecie, że pan mnie tu przyzwał?
Gotfryd
Nie, panie.
Hartmann
Więc przyzwał mnie tu — a wam, mój Gotfrydzie,
nic nie wyjawił zresztą115?...
Gotfryd
Nic, nic, panie.
Wiedzcie, że pan nasz żyje jak pustelnik —
a i samotny, pod wielką klauzurą:
gdy Ottegeba przyniesie mu obiad,
to czasem powie do niej dwa słóweczka —
i to jest wszystko przez dzień cały... zresztą
szpera po księgach, mało sypia w nocy,
a tylko za dnia; a jeśli go kiedy
spotkam na miedzy albo gdzie śród jego
niemych przechadzek i zdejmę kapelusz,
za pozdrowienie dziękuje mi z dala
i baczy na to, bym się nie przybliżył.
Tak schodzą całe tygodnie — i nikt z nas,
ani Brygita, ani ja, nie mamy
sposobu mówić z nim, prócz Ottegeby.
Lecz i ja nieraz usłyszę od niego
jakoweś szorstkie słowo.
Hartmann
Mnie się widzi —
a mówię o tym do was w zaufaniu...
tak ja przynajmniej sądzę z jego listów:
że policzone są już dni, Gotfrydzie,
które pod waszym ma przepędzić dachem.
Gotfryd
Spostrzegłem ja to, że tu coś się święci —
myśmy to czuli... toć wczoraj dopiero
tu na tym krześle siedział pan nasz miły
i tak ponuro mówił i tak dziwnie,
a potem znowu naraz tak przyjaźnie,
iże byliśmy bliżsi łez — prawdziwie,
niby w godzinie pożegnania... tak więc
ma się to spełnić, cośmy przeczuwali.
W którym z swych zamków myśli pan zamieszkać?
Hartmann
Dokąd się udać zamierza, ja nie wiem —
ale powinien pokazać się ludziom,
do swego zamku w Aue wrócić winien,
bo snać116 uchodzi już za straconego.
Ludzie naokół głużą117, przebąkują,
a krewniak jego, Konrad, nazbyt głośno,
rozprawia o tym, kark do góry pręży,
pod bramą Aue dzwoni ostrogami
i tak się sprawia118, jakby już od dawna
imię Henryka stało obok grobu
Wilhelma Grave w zamkowym krużganku.
Gotfryd
My, panie, wielce stracim119, gdy on pójdzie —
a wierzyć trzeba, że pójdzie... Patrzajcie:
byt nasz to wieczna jednostajność w ciasnym,
ograniczonym kole; precz120 od świata,
w tę gorżką121, leśną wtłoczeni dolinę,
której nam dzięki dobroci Henryka
nikt nie zaprzecza, żyjemy jednako
dzisiaj i jutro, te same słyszymy
dźwięki i głosy, a jeśli w zieleni
zamknięta dusza zawoła na człeka,
echo li122 z ciemnych odpowiada borów.
Dziwnym, co mówisz, a przecież to prawda:
ten chory człowiek i gość, tak ponury
niejednokrotnie, uroczystym blaskiem
napełnia dom mój, pokąd u nas bawi.
A teraz znowu czeka na nas z dala
ziejące widmo powszedniości w szarej,
powłócznej123 szacie. Przy troskach i trudach,
przy wszystkich naszych gorzkich udręczeniach
był to jednakże szczytny czas i górny,
który się teraz kończy.
Hartmann
Mnie to mówić?
Mnie, co mu byłem towarzyszem w polu
i przyjacielem? Com przebył z nim morza,
nie odstępował go przez całe lata?
Wyście go w świetnym nie widzieli blasku —
tego słodkiego, wspaniałego męża,
jaśniejącego cesarza Frydryka
łaską promienną. Kiedy się cisnęły
wyniosłe damy w śmiejących piorunach
jego błękitnych źrenic, niemal zmysły
tracąc z miłości — księżne i grafinie —
naokół jego poręk: rękawice,
borty124 i chustki — tak się rozsierdziły
pomiędzy sobą, że trzy krewne125 dwory
nie mogły znowu pojednać zwaśnionych.
Był jako gwiazda, opromieniająca
boską światłością głowę Fryderyka,
a myśmy wszyscy używali darów,
które płynęły na nas z jej obrzasków126...
Ba — rzec by można: w cesarskim obozie
mówiono nieraz więcej o Henryku,
o Henrykowym słowie, jego pieśni,
o Henrykowym strzelcu i lekarzu,
o jego koniu, charcie i sokole,
niż o cesarza świętym majestacie,
który przenigdy nie zasiadł do stołu,
gdy Henryk z Aue nie był mu u boku.
Gotfryd
Zaniepokojony znowu.
Idzie...
SCENA PIĄTA
Henryk
Wszedł prędko i znienacka, zaniedbany, opuszczony, blady.
Hartmann
Który był przedtem usiadł, zrywa się na nogi, przerażony wyglądem Henryka.
Łaskawy, najmilejszy panie!
Henryk
Czyni mimowolnie ruch powstrzymujący, przy tym ściąga twarz, jak gdyby głośne zachowanie się Hartmanna sprawiało mu ból fizyczny. Potem mówi z wymuszonym chłodem.
Jesteś?
Hartmann
Tak, panie!
Henryk
Nie wiedziałem tego...
Hartmann
Źle ukrywając głębokie wzruszenie.
Jak wam się wiedzie, najmilejszy panie?
Henryk
Krótko.
Dank127 ci!
do Gotfryda
Gotfrydzie! Gdzie jest Ottegeba?
Gotfryd
Pójdę poszukać.
Henryk
Owszem, idź poszukać.
Gotfryd wychodzi.
SCENA SZÓSTA
Henryk
Siada na krześle, odwraca twarz przez pół, rzuca przelotne spojrzenie na pasującego się z wzruszeniem Hartmanna i mówi ochrypłym, jak gdyby z długiego milczenia zardzewiałym, spokojnym, wymuszonym głosem.
Dlaczego stoisz? Siadaj przyjacielu!
Jak się masz, Hartmann?... Jakie wieści, druhu?
Hartmann
Mój najmilejszy, mój łaskawy panie...
Henryk
Głębokim, cichym, drżącym głosem, który czasami przechodzi w powściągane przemocą wzburzenie.
Co? — Najmilejszy i łaskawy panie?...
Na cóżże mi to? Mniemasz, żem cię po to
przyzywał tutaj, abyś, łamiąc ręce,
zwał mnie łaskawym, najmilejszym panem.
Jeśli masz dla mnie wolną jednę chwilę,
przysuń to krzesło do ognia i siadaj,
bych128 pomówili z sobą jako męże.
Hartmann
Przysuwa krzesło, ale zanim usiadł, przyklęka, chcąc ucałować rękę Henryka.
Henryk
Gwałtownie cofa rękę.
Dajże mi spokój. To błazeństwo, siadaj!
Hartmann
Wstaje, odwraca się przez pół i niepostrzeżenie ociera sobie oczy.
Henryk
A więc przybyłeś, zacny przyjacielu,
Kiedy ode mnie dawno stronią inni!...
Więc się nie boisz? Nie lękasz?
przelotnym mierzy Hartmanna spojrzeniem
I cóżeś
pomyślał sobie, dzielny mój Hartmannie,
gdyś list otrzymał? Czy może sądziłeś,
że jakąś nową wręczę ci piosenkę
i że posłańcem będziesz mej tęsknoty
do którejś z czystych białogłów?... Przenigdy,
mój druhu! Wielem przebolał z miłości
srogo, lecz dzisiaj to wszystko minęło!
Ból ten utonął dzisiaj w innym bolu —
ba! Jakichkolwiek doznałem udręczeń,
wszystko to dzisiaj na dnie tego bolu,
tak że o owej zatoniętej męce
muszę dziś myśleć jak o utraconym,
wielkim bogactwie!... Ale dosyć tego!
Nieźle mi idzie! A cóż tam kochani
mówią krewniacy o tym, że już całe
żyję miesiące w głębi Czarnolasu129,
niby ten jamnik, ukryty w swej jamie?
Cóż oni na to? W jakimże też świetle
widzą to wszystko?
Hartmann
O panie Henryku!
Jeżeli można ran i mnie, i sobie
oszczędzić proszę wyliczania wszystkich
zajść i wydarzeń, które się spełniły —
które się spełnić musiały od chwili,
gdyście tak nagle zerwali ze światem.
Henryk
Mówią zapewne, że będąc pod klątwą,
jako przyjaciel cesarza130, ponoszę
także przekleństwo boże... Czy nie prawda?
Hartmann
Nie żądaj tego ode mnie!
Henryk
Mów śmiało!
Kłamstwo z wszystkimi zatrutymi strzały131
nie sięgnie prawdy, dlatego też — wierzaj —
wolno mi kłamstwu urągać... ty jednak
zda mi się, tego nie rozumiesz...
wchodzi Ottegeba
Jeśli
zechce ktoś mówić, że Henryk pan chodził
niby pohaniec Turczyn, że na głowie
lśnił mu jedwabny turban, a zaś czystej
krwi był arabskiej jego mleczny ogier,
kroczący dumnie pod znakiem proroka,
pod rozdźwięczonym, w złociste księżyce
zdobnym buńczukiem — i że chrześcijański
Pan Bóg go za to ubrał w znak z Aleppo132: —
gdyby tak, widzisz, zechciał ktoś powiedzieć,
nie nakłamałby dosyć!...
Hartmann
Cóż to, panie
ten znak z Aleppo?
Henryk
Nic! Znajdziesz to w księgach,
czytaj — dość tego...
do Ottegeby
Bliżej, Ottegebo...
Pospieszże133, dziecko, do mojej komory —
na moim stole znajdziesz pergaminy,
moją pisane ręką, opatrzone
w moje pieczęci... Przynieś je tu do mnie.
Ottegeba
Tak, panie, idę. —
Ottegeba wychodzi.
Henryk
To dziecko jest, widzisz,
nieokupionym dla mnie niewolnikiem —
wszystkie najlichsze moje poddańczuchy,
wszyscy rzezańcy, wszystkie moje ciury
nie mogły większej pełnić dla mnie służby,
niż ona co dzień dobrowolnie sprawia.
I gdybym co dnia miał sto... O nie! ...tysiąc
przeróżnych życzeń, tak byłyby one
pustą igraszką dla jej gorliwości,
która, niesyta, patrzałaby na mnie
żebraczym wzrokiem psiego przywiązania.
Na czym mi zbywa? Ot, że moja broda
podobna nieco, jak mówią, do wiechcia?
Że nie wonieje ambrą ani piżmem,
jak to bywało na cesarskim dworze?
Tym ci jest lepsza moja woń przed Bogiem,
co snać134 arabskich nie lubi zapachów!...
Żem jest podobien135 raczej do zwierzęcia?...
Owszem! Więc może kiedyś zacznę lenieć136
i, już to nieraz bywało, z zwierzęcia
naraz wyłoni się święty...
Hartmann
Mój panie
i przyjacielu, mój ty najmilejszy,
łaskawy panie! Dajcie się nakłonić
i ogłoście się wolnym ode klątwy.
Jeżeli jakieś ukryte katusze
żrą wasze serce, raczcie, miłościwy
i najmilejszy panie, kres położyć
tajemniczościom, abych137 razem z wami
mógł się uzbroić przeciwko ukrytym
nieprzyjaciołom... Cóż was nawiedziło?
Henryk
Z odpierającym, uspakajającym ruchem, z trudem.
Nic, przyjacielu... powiedz, czy Gehazes138
nie byłli139 sługą Elizeuszowym?
Hartmann
Mój miłościwy panie!
Henryk
Wiesz, dlaczego
o to się pytam?
Hartmann
Nie, za mało, panie,
biegły ja w piśmie...
Henryk
Owszem, będziesz wiedział
do Matki Boskiej Gromnicznej.
cisza
Miej tylko
cierpliwość ze mną, ty waleczny mężu!
Wszakże spowiednik musi mieć cierpliwość.
Wiedz tylko o tym, że szybkimi kroki140
spieszę z pielgrzymką, jak pątnik do Mekki —
ale nie pytaj, do jakiego celu.
Hartmann
Panie Henryku! Nie jako przyjaciel
do przyjaciela, przemawiacie do mnie,
lecz ja chcę wniknąć w was i nie ustąpić
ani na włosek z mej obranej drogi;
nie myślę spocząć, póki się nie dowiem,
co wam tak skrycie, tak wyżera z duszy.
Co wam się stało? Co was wytrąciło,
panie Henryku, tak nagle z kolei?
W tryumfującym jaśnieliście blasku
wielkiej radości! A dziś...? Ledwie ziemi
dotykaliście stopą, a zaś anioł
trzymał nad wami swój puklerz141 we wszystkim,
coście czynili — w gonitwie i boju. —
Wracacie, sławą okryci, z podróży
na chwałę Boga — pył spieszył przed wami,
częstszy biegł rozgłos!... A wy, zamiast zbierać
żniwo z posiewu tej waszej dzielności,
dopuściliście, aby w polu gniło
zboże złociste!... Żali142 szczodrobliwa
nie kierowała k’wam143 się dłoń cesarza?
Nie biło dla was jego wdzięczne serce?
Żali łaskawość jego nie obraca
przenajpiękniejszej144 dla was wynagrody145 —
książęcych Staufów latorośli146? Mówcie:
przecz147 wy, na Boga, chronicie się w pustkę
przed waszym szczęściem? Przecz pozostawiacie
to, co się nigdy powrócić nie może?
Henryk
Odwraca się i patrzy nań długo i z wielką boleścią. Chce mówić, lecz głos mu zamiera — musi kaszleć i zaczyna na nowo.
Życie, mój druhu, jest jako naczynie
wielce łomliwe148 — tak Koran powiada
i tak naprawdę jest — i tegom doznał149!
Nie chcę ja dłużej mieszkać w wydmuchanej
skorupie jaja... A może byś zechciał
chełpić się, bracie, swoim człowieczeństwem?
Może byś pragnął powiedzieć o człeku,
że jest obrazem Boga?... Weź krawieckie
do rąk nożyce i draśnij go w skórę,
a krew pocieknie. Szewskie wbij mu szydło
ot — puls — na włosek — tu lub tam — gdziekolwiek,
a bezustannie, jak woda ciekąca
sączyć się będzie twa duma, twe szczęście,
szlachetny umysł i złuda boskości,
twoja nienawiść, miłość i bogactwo,
i twoja żądza czynu, i nadgroda150 —
tak, jednym słowem, wszystko, co, obłudnej
sługa pomyłki, zwałeś swym dobytkiem!
Czy będzie w tobie cesarz, sułtan, papież —
nic to: w grobowy zawinięty całun,
nagim li ciałem będziesz151, które musi
dziś, jutro skostnieć...
Hartmann
Ponury w ten sposób
przemawia umysł.
Henryk
Ongi152 był on lekki!
Chodum zapomniał153 od pląsów tanecznych —
mowy się niemal zbyłem154, rozśpiewany
tryumfalnymi hymny155 — może życie
ramiona miało wzniesione do góry
w wielkiej ufności i wierze — modlitwą
było i szczęściem, i bogobojnością...
Ale gdym wrócił, czczą przepełnion156 złudą,
że Bóg mi blisko, kiedym seraficzną157
rozbrzmiewał pieśnią z wewnętrznej uciechy,
iżem dokonał158 pobożnego czynu —
tak więc z niewiernym gdym powrócił159 mieczem:
na moim tropie kładły się już brudne
psy mego losu i krwi pożądliwe,
powietrze w okrąg rozdzierały wyciem...
Gdzieś ty, myśliwy, coś mi to uczynił?
Chodź, zdaj mi sprawę!...
Wstaje i przechadza się.
Ottegeba
Przynosi pergaminy i czeka w milczeniu.
Henryk
Bierze pergaminy z rąk Ottegeby.
Słuchaj!...
Hartmann
Panie, panie!
Anim ja klechą160, ani sługą klechów,
wszak wy to wiecie... Ale moją duszę
dziwnie i strasznie ranią wasze słowa.
Cokolwiek wam się przydarzyło, panie,
czymkolwiek dotknął was przedwieczny Sędzia: —
z pokorą, panie, znieście ten krzyż ciężki.
Henryk
Jestem lennikiem cesarza i ongi161,
posłuszny słowu kardynała z Ostii162,
wziąłem z nim razem krzyż... I krzyż ten odtąd
został mi wierny. Ongi był wyszyty,
na moim płaszczu, a dzisiaj głęboko
wżarł mi się w krzyże, w krew i szpik — i tylko
śmierć mnie od niego uwolni — cóż więcej,
mój przyjaciela, możesz chcieć? Poniechaj
wszelkich litanij — dla mnie szkoda czasu.
do Ottegeby
Idź, moja mała małżonko! Dziękujęć163,
ale się oddal! Chcesz mi białe
zgotować ręce z wełny164 — spiesz się, spiesz się,
bo może będzie za późno! Co teraz
wyjawić muszę temu rycerzowi,
dla jego tylko jest ucha.
Ottegeba odchodzi
Patrz, druhu,
w tym pergaminie kryje się mniej więcej
to, co od świata jeszcze żądać może
wasz Henryk z Aue... Cicho... Nie przerywaj
i bacz165 uważnie na wszystko, co powiem...
Posłańcem będziesz moim i to pismo
w ręce Bernarda złożysz, mego stryjca.
To moja wola ostatnia... Bądź cicho,
mój przyjacielu. Człek jest zbyt kwapliwy166 —
tak mówi Koran. Co mnie nawiedziło,
czego doznałem — nie badajcie tego!
Myślcie, że wiedny byłem i widzący,
lecz nie badajcie, com widział i jakem167
stał się widzący... Nie dociekaj tego...
Bo nie poniesie tak cię duch twój zbożny
w głębi tej głuszy, byś mógł ją przeniknąć.
To, co dla waszej potrzebne jest wiedzy,
tom wam napisał168 — zresztą pozostawcie
mnie co mojego169... Ja znów dobrowolnie
i bez wahania pójdę swoją drogą,
bo iżbym miał się wzorem innych kalek
targać, jak Łazarz, w ulicznej kałuży,
chełpić się hańbą swoją, swymi wrzody,
chrapliwym jękiem wabić psy, ażeby
lizały rany moje — tego nie ma
w księdze mych losów, a zaś gdyby nawet
było — na Boga — ja bym to wymazał!...
Żegnaj, mój druhu! Zanim rok przeminie,
cierpienie moje zemrze! Ach! I ileż
spadnie już wonnych, balsamicznych deszczów
na grób mej nędzy!... Żegnaj! Żegnaj! Żegnaj!
po krótkiej, straszliwej przerwie, gwałtownie
A teraz, druhu, podnieś płaszcz swój czysty
i — precz! — Uciekaj!... Mówię ci: uciekaj!...
Z trzewików strząśnij prochy i uciekaj!
A jeśli kto cię pochwyci za suknię,
by cię zatrzymać, zostaw mu ją w ręku
i — precz!... Uciekaj!...
Hartmann
Przerażony.
Panie! Co mówicie?
Henryk
Mówię ci: nie patrz poza siebie,
tylko uciekaj!... Nie dotykaj mnie się!
Bo tak niebiosa mnie uszczęśliwiły,
że cieczą zionę naokół zatrutą!
Takim bohater, że bohaterowie
precz uciekają przed moją niezbrojną
ręką: dotknięcie tej ręki gotuje
coś straszniejszego niźli śmierć... Ta dziewka,
moim przelotnym dotknięta spojrzeniem,
umiera z wstrętu, gdy mnie zauważy.
Ottegeba
Weszła na scenę blada jak wosk, wargi jej drżą, wzrokiem osłupiałym śledzi szalejącego Henryka.
Henryk
Weź jaką kłodę, chwyć, co masz pod ręką,
miecz podnieś głownią do góry i ubij,
ubij mnie, mówię, ubij!... Uwolnijcie
mnie i was razem ode mnie... A cóż wy
czynicie wówczas, kiedy w wasz podwórzec
wściekły pies wpadnie?... Czemu się wahacie?
Miejcie odwagę!... Bijcie!... Bez namysłu!...
wpada Gotfryd i Brygita
Wy — wszyscy! Wszyscy chodźcie tu i patrzcie!
Pan Henryk z Aue, co po trzykroć na dzień
mył sobie ciało, co z rękawa każdy
zdmuchiwał proszek, możny diuk i grabia,
zdobywca podwik170 i strojniś, ma dzisiaj
szczęście posiadać wrzody hiobowe,
okrywające go od stóp do głowy.
Stał się, żyjący, odrobiną ścierwa,
porzuconego na wstrętnym śmiecisku171,
gdzie może sobie poszukać skorupy
i zeskrobywać trąd...
Na twarzy Ottegeby objawia się wewnątrz jakieś dziwne, radosne, prawie niebiańskie zachwycenie. Gdy Henryk upadł, z duszy wyrywa się tryumfalny okrzyk wewnętrznego wyswobodzenia; rzuca się do stóp Henryka i ręce jego okrywa pocałunkami.
Ottegeba
Najdroższy panie!
Pomnijcie, panie, o baranku bożym172!
Ja wiem... ja pragnę... mogę dźwigać grzechy...
Jam ślubowała... Musisz być okupion.
Zasłona.
AKT TRZECI
Dzika puszcza. Olbrzymie drzewa iglicowe i drzewa liściaste o zabarwieniu jesiennym. — W głębi jaskinia, do której prowadzi polana. Wejście obramione ociosanymi z gruba słupami. Pod słupami suche liście, narzędzia kuchenne, siekiera, łuk etc. — Wieczór jesienny.
SCENA PIERWSZA
Henryk von der Aue, opuszczony, zdziczały, z nieobciętym włosem, z zaniedbaną brodą, kopie rydlem głęboki dół na polanie. Lewą rękę ma zawiązaną.
Ottaker (knecht Henryka), w rynsztunku, tak jak zeskoczył z konia, zjawia się na krawędzi skały, trzymając się bacznie w pewnym od Henryka oddaleniu.
Ottaker
Woła.
Hej-że! Hej! Hola!... Słuchaj no ty!... Hejże!
Henryk
Słucha. Pod nosem.
Hejże! Hej! Hola! Daj mi święty spokój!
Ottaker
Co ty tam robisz, kosmaty niedźwiedziu?
Henryk
jw.
Dół sobie kopię na wieczne zbawienie.
Ottaker
Czy może szukasz wody?... Może skarbów?
Henryk
Do siebie.
Nigdym nie kopał za bogatszym skarbem.
głośno
Chodź, przypatrzże się173, jeśli masz odwagę!
Ottaker
Waha się.
A może jesteś jednym z ludzi bożych?
Hej żołędniku! Kwap się174! Bardzo proszę!
Henryk
Chwyta łuk i mierzy w Ottakera.
Tak się pokwapię, że mnie popamiętasz!
Ottaker
Milcz, ty ropucho!
Henryk
Kuternoga!
Ottaker
Szara
wesz!... Jadowity ukąsił cię pająk!
Strzelaj, jeżeli chcesz skwitować z życia.
Henryk
Z życia i śmierci. Będę strzelał, drabie!
Ottaker
Jedno słóweczko: czart niech się rozprawia
z tobą, gdy zdechniesz! Powiedz: czy tu mieszka,
w tej dzikiej puszczy, biedny Henryk?
Henryk
Jaki
zwierz?
Ottaker
Ano taki — zwierz z parszywą skórą —
poza tym lwom on krewny i sokołom.
Henryk
Ktoś ty?
Ottaker
Ktom175, brachu, nie ma nic do rzeczy,
Rycerz, iż burzęm już przebył176 niejedną.
Henryk
A tchórz największy pod słońcem.
Ottaker
Co mówisz?
Henryk
To.
Ottaker
Co powiadasz? Zmówże no Ojcze Nasz.
Udaje, jakby chciał się rzucić na Henryka.
Henryk
Dwa Ojcze Nasze! Czemu nie przychodzisz? —
Ottaker
Gdzież bym mordował taką nędzę?!... Słuchaj,
idź swoją drogą, a ino177 mi powiedz,
czy tu nie ugrzązł trędowaty grabia
z Aue, co uszedł z swojego folwarku?
Henryk
Co, grabia z Aue — zbiegł — z swego folwarku?
Czy tarantula ukąsiła ciebie?
Ottaker
Z dzikim śmiechem, wskazującym, że jest podchmielony.
Nie oszalałem! Gdyż bym go inaczej
przecie nie szukał!
Henryk
Zbliż się!
Ottaker
E, nie!
Henryk
Zbliż się! —
Chodź! Dam ci spokój! Bez podstępu, szczerze!
Hm! Trędowaty grabia?... Opowiadaj!
Ottaker
Siada na cyplu skały.
A zatem spokój i zgoda... A ino
wara ode mnie... uważaj... O jakie
siedem mil drogi stąd, na trzęsawiskach,
leży folwarczek — w ręku czynszownika
trędowatego mego pana — wiecie,
któremu godnie dochowuję wiary.
Tak!... Nie wyłupiaj tak ślepiów!... Z nim razem
w kraj cim ja ongi pojechał178 murzyński,
ogniam się mnogo nakrzesał179 z pohańczych180,
wiecie, szyszaków181 i turban niejeden
zwaliłem z konia, niejedna też stalka
prysła na stronę dzięki mnie, powietrze
krając, miast szyi mojego panicza.
Tak jest! Na koniec dotknęło go wstrętne,
wiecie, choróbsko. A czemu? Ot, z mego
kpił amuletu, drwił z wszelkich zamawiań
i zażegnywań! Ale o tym cicho!
Ja mu zostałem wierny! Tak! Z nim razem
ugrzązłem w chłopskiej sadybie, aż oto
on się ulotnił, zbiegł mi, uciekł w góry.
Henryk
Teraz go szukasz?... Czego chcesz od niego?
Ottaker
Jezus-Maryja-Józef! Głupi jesteś —
Nie chcę niczego!... Chroń mnie Panie Boże
od jego jadów... Niech sobie zatrzyma
to, co posiada... Jadę z nowinami.
rzuca mu pieniądze
Masz tu miedziaka! A jeśli go spotkasz,
to coś mu powiesz, bo juścić182 hołota
z hołotą zawsze się zetknie.
Henryk
Zatrzymaj
swoją sakiewkę... Marny tchórz cię oblazł —
drżysz, abyś czasem, broń Boże, nie spotkał,
którego szukasz. Ja mam za trzy grosze
być twym posłańcem?!
Ottaker
Pociągnąwszy głęboko z skórzanego worka.
Co?... He?... Ja — Ottaker —
niby się boję?... Patrzcie go!... Toć przecie
właśnie onegdaj183 mówił nam pan Hartmann —
rycerz bez trwogi, rycerz nienaganny —
który na Aue dzierży dzisiaj władztwo
w imię naszego pana — oto mówił:
«kto też pomiędzy wami ma najwięcej
niby kurażu184, aby iść wytropić
niedźwiedzia w jamie?». Tak ci185 ja, wyszedłszy,
roześmiałem się: «ja — powiadam — ja mam
dosyć kurażu i ja go wytropię».
Henryk
Cicho, z ponurą ironią.
Wierny pachołku, chodź w moje objęcia.
Ottaker
Gdy Henryk poszedł ku niemu na kilka kroków, skoczył na równe nogi, cofając się.
Piekła! Kim jesteś?...
Henryk
Nie bój się niczego!
Ja ci186 to jestem, twój oparszywiały
pan z Aue.
Ottaker
Panie! Łaski! Nie potępiaj!
Po wszystkie czasy wszak ci wierny byłem
waszej miłości, oprócz tej godziny,
kiedym odjechał od was. My chronimy
włady wasz zamek w Aue! Noc niejedną
leżałem ongi przed waszym namiotem
z ręką do miecza przymarzniętą, panie,
aby spokojnie mogła i bezpiecznie
spać wasza miłość. Nigdym od waszego
nie uciekł187 boku! Błagam: skruszonemu
przebaczcie winę grzesznikowi! Wyście,
panie, pod klątwą, ale rycerz Hartmann
mówi, iż żaden klecha nie ma władzy,
by wam zagrodzić drogę łaski. Chora
jest wasza miłość, więc rycerz powiada,
że gdy Bóg zechce, to będziecie zdrowy.
Zginąłeś, panie, bez wieści... Umarłym
świat was ogłosił i wasz krewniak Konrad,
ale nas tysiąc i dwustu przysięgło
sobie i naszej Przenajświętszej Pannie,
że staniem murem za was, bo żyjecie...
Henryk
Z udaną serdecznością.
Jużem zapomniał188 wszystko i przebaczył —
ni słowa więcej — jużem ci darował!...
Wierny mi byłeś i wierny zostałeś...
Chodź, ty mój dzielny! Znam twoją odwagę!
Niby wilk jaki szarpałeś na kęsy
ciało twych wrogów — bez drżenia. Chodź, druhu,
w te moje progi; stalą i krzemieniem
rozniecę chrust ten, będę ci nie panem,
lecz twoim sługą...
Ottaker
W gwałtownej z śmiesznością graniczącej walce.
Do czarta! Nie mogę.
Henryk
Jak gdyby nic nie zauważył.
Co?
Ottaker
Muszę odejść, panie.
Henryk
jw.
A to czemu?
Ottaker
Rycerz, pan Hartmann...
Henryk
Jest mym sługą! Zostań
taki mój rozkaz.
Ottaker
Po ponownej ciężkiej walce.
Na Boga! Nie mogę!
Weź, panie, łuk ten i wpakuj mi strzałę
w ciemię.
Henryk
Co? Strzałę? Tobie, pielucharzu,
ścierki na ciebie, paska albo końskiej
derki, nie strzały!
podnosi obie ręce do góry
Raz! Dwa! Trzy i cztery!
Umykaj!
Ottaker
Panie! Róbcie co ze sobą,
leczcie się, panie, umaczajcie ręce
we krwi dziecięcej, jak to czynią inni —
miejcie odwagę!...
Henryk
— Pięć i sześć!... Dość tego!
Bohater! Pyskacz! Popatrz się, jak umiesz
zmykać!
Biegnie z podniesionymi rękami w stronę Ottakera, który w panicznym ucieka strachu.
SCENA DRUGA
Henryk
Sam, dzikim wybucha śmiechem, śmiech ten o mało że nie przybiera bolesnego, prawie łkającego piętna; atoli Henryk mityguje się, milczy, a potem mówi.
Tak! Cisza! Dobrze!... To me państwo... dzielny mnie chroni pancerz — świat mój znowu dla mnie się tylko otwiera... Tak, dla mnie... jam nie samotny... Nie, samotność serca mego nie zmiażdży! Nie zdusi mnie! Nigdy!... Być pogrzebionym w lodowym krysztale pustej przestrzeni!... Nie jestem samotny!... Milczenie... cisza... w okrąg ani głosu... Nie zberczą dzwonki, nie chrupią czerepy... Morze wszechświata... swoboda!... Wyżyny i wszystkie głębie — przeczyste, rozległe, milczące — w chłodnej jasności...
I cóż mi
jeszcze potrzeba?...
Do dzieła!
kopie dalej grób
Z zgniliznyś
powstał i znów się obrócisz w zgniliznę —
O śnie żywota! O głębszy śnie śmierci...
O ty żebraku i królu!... O śmierci,
wiecznie milcząca, wiecznie zadumana,
ty w tej brunatnej szacie sypkich grudek,
cóżże189 ty możesz wiedzieć? Czyż na oślep
nie pcha nas w życie straszna ręka kata,
nas, bezlitośnie spłodzonych w lubieżnym,
jurnym szaleństwie? Czyż zdradliwy poszept
grzechu nie wabi co noc w sieć rozkoszy
tysiące głupców?... Życie czyż jest kaźnią?
Czy my chodzimy w jarzmie? Czy ty, śmierci,
jesteśli190 groźnym dozorcą tej kaźni
i furtyjanem, który li zagradza191
wyjście!?... A!... Szczebiot! Myśmy wszyscy niemi,
od urodzenia my niemi, na szlaku
niemi wojennym — niemi wobec człeka
i — alboż głazy mówią?... Głazy krzyczą!...
Bracia!... Jam nic jest... nic — nawet w cierpieniu!...
droga krzyżowa i... szczęście!
SCENA TRZECIA
Ojciec Benedykt
Pustelnik, zjawia się na krawędzi polanki.
Bóg wspieraj,
biedny Henryku!
Henryk
Nadsłuchuje, do siebie.
Zberkający dzwonku!
Czerepie! Głosie ludzki!
Benedykt
Wchodzi z wolna polaną i Henrykowi, spokojnie kopiącemu dalej, kładzie z tyłu rękę na ramieniu.
Przyjacielu!
Henryk
Któż tam?
Benedykt
Co robisz?
Henryk
Kopię grób!... Ty czego
pragniesz?
Benedykt
Uczynek spełnić dobry... Masz tu
wino, owoce, mąkę, świeży bochen
pszennego chleba.
Henryk
Wynoś się! Uciekaj,
bo cię, mój klecho, przygwożdżę, jak sowę,
nad mą chałupą. Syp się — w mysią dziurę,
jak szczur brunatny!
Benedykt
Miłościwy panie —
trafiłeś w sedno.
Henryk
Rozwiej się w powietrzu,
bym cię już więcej nie widział, lub spraw to,
bym ja się rozwiał i tyś mnie już więcej
na swoje oczy nie ujrzał... Nie jestem
ni tym ni owym, ni panem ni sługą —
dla ciebie — słyszysz? Nie jestem ni zdrowym
ani też chorym; nie jestem dla ciebie
niepostrzyżonym ani postrzyżonym,
ty postrzyżeńcze — rozumiesz: ja jestem
niczym! Rozumiesz? Niczym!
Benedykt
Cobykolwiek192
myślał o sobie człek zbłąkany, zawsze
będzie on dzieckiem Boga.
Henryk
Nagle podskoczywszy, odkłada rydel na bok.
Co ty mówisz?
Chodź no193 tu do mnie, księżuniu, i siadaj,
jeżeli lubisz paskud, plug i wrzody...
Uwierzę w tego, kto mnie dziś rozśmieszy!...
Witam.... hm... dziecko Boga... co ty mówisz?!
Ktoć to powiedział194?... Wyłóż to dokładniej!
Ja jestem dzieckiem, a to ma kołyska...
na pergaminie wszystko to zapiszę195.
Benedykt
W ciężkim strapieniu jesteś, biedny mężu —
wiem — gorzka ciebie nawiedziła dola...
Henryk
Zowiesz mnie biednym... Któż tu, mój księżuniu,
może być nazwan196 biednym?... Chodź tu bliżej —
do tego głogu — tutaj w te pokrzywy
i te krwawniki — wybałusz te ślepie
i patrz: gdzie tylko dojrzeć jesteś mocen197,
to wszystko moje, ty marny żebraku!
Od Hozzenwaldu aż po Raumuenzachthal,
od cesarskiego stołbia198 aż po morze
szwabskie — te lasy górskie, te dolinne
zboża — to wszystko moje! A choć dzisiaj
wszystko sprzątnięte i puste, owoce
w moich się piętrzą spichlerzach199. Mym las ten —
mą trawa, ryba w strumyku, iglica
i liść na drzewie; w liściu każda żyła
i każde włókno. Patrz — to babie lato
na twym habicie mój ci200 uprządł pająk.
Żądło komara, kiedy mnie ukąsi,
jest moim żądłem, wziętym z moich komór.
Benedykt
Prawda! A jednak...
Henryk
W tym jest sęk! W tym właśnie!
Znudziło mi się grać pana, w jedwabiach
chodzić i ciasnych butach, wyprostowan201,
niewolnik służby, błaznów, przyjacieli202,
nie widzieć garnka, z którego jadałem...
Znudziło mi się stać na szczycie góry,
uginać krzyży, kiedym chciał przemawiać
i, niby ślepiec, nie widzieć człowieka,
z którym mówiłem. Biedny, w jarzmie skuty
rab203 do wolności zrywa się — do świata:
lecz gdy pan jakiś chce być uczestnikiem
swobody, świata, musi wejść w głąb jego —
tak jak ja — patrzaj!...
Wskakuje, w grób.
Benedykt
Podnieście się, panie,
lub gdy nie chcecie, to uklęknę z wami,
by razem serca wznieść w górę, ku Temu,
co był i jest dziś, i będzie — na wieki.
Henryk
Wyskakuje z grobu.
On sam podnosi! Ani ty, mój księże,
ni ja! — Podnosi, jeżeli sam zechce,
a nie na skutek jęków ani według
twej mózgownicy! Bo gdyby inaczej
dziać się to miało, gdyby załamane
mogły Go wzruszać ręce, wskazujące
na pogryzione paznokcie, na zżarte,
bezwargie204 twarze — gdyby Go nakłonić
mogły ku temu krwawe, szukające
Jego litości puste oczodoły
i bełkocące języki, daremnie
usiłujące ukształtować wyraz,
który by zamknął Jego imię: mnichu,
raj by naówczas powstał na tej ziemi,
my byśmy byli bogami lub Pan Bóg
nie zmarłby z bolu tylko raz jedyny —
nie! Dziesięć razy marłby i sto razy
i zapomniany leżałby na wieki
w trumnie naszego świata... Czy pojmujesz?
Benedykt
Wierzcie mi, panie! Pan Bóg żyw jest — wierzcie!
I jeślibyście chcieli Go naprawdę
szukać...
Henryk
Przychodzisz do mnie, by mi mówić,
iże Bóg żywie205? Dobrze! Dzięki! Odejdź!
Bo to, co mówisz, tom sam zgłębił w ciszy...
dla mnie samego: wiem ci206, wiem, że żywie
a i zaprawdę! Był on u mnie przedtem,
nim się tu zjawił mnich i Go wypędził.
Tak jest — zaprawdę! Choć potrząsasz głową:
Bóg był i jest tu ze mną. Ale Bóg ten
niszczy to oko, co go dostrzec może,
rozdziera serce, co go kochać pragnie,
łamie dziecięce ramiona, co k’Niemu207
wznoszą się biedne, a kiedy On przeszedł,
to, co ktoś, uszy mający, usłyszał —
to śmiech szyderczy...
z dzikim śmiechem
Tak jest! Bóg się śmieje!
O Bóg się śmieje!
zmieniony, opanowawszy się, szorstko
Kogo szukasz tutaj?
Benedykt
Ciebie! Twojego łagodnego serca
z czasów minionych... szukam rady twojej...
miejże208 cierpliwość...
Henryk
A więc spraw się krótko:
Muszę się zająć mym małym puchaczem
i mym pajączkiem, co tak skrzętnie przędzie —
zaczynaj.
Benedykt
Panie, jestem wysłannikiem,
upoważnionymli209 przez ten mój habit
i przez dzierżawcę Gotfryda.
Henryk
Zrywa się i rzuca kamieniem.
Uciekaj!
Po coś tu przylazł w dziedziniec biednego
Henryka? Po co? Strzelcy! Wartownicy!...
Puść psy z obroży!... Nauczę ja ciebie
słuchać!...
SCENA CZWARTA
Gotfryd
Dzierżawca folwarku Henrykowego, wychodzi z krzaków, za które się był ukrył210.
Najdroższy panie, ja jestem —
to ja, dzierżawca Gotfryd.
Benedykt
On, naprawdę!
I nie przychodzisz tutaj po próżnicy —
ból nas tu przygnał i gorzka niedola.
Henryk
Patrzy na niego osłupiałym wzrokiem, potem spokojnie.
Wstań! Co się stało? Wstań! Któż to ci umarł?
Jakaż to gwiazda spaliła nareszcie
swym jadowitym światłem twoje skromne
gniazdo?
Gotfryd
Prawie z płaczem.
Ma córka, panie...
Henryk
Dym mi oczy
żre — co? Umarła?
Gotfryd
Nie!
Benedykt
Gotfrydzie, pozwól!
Ja będę twoim tłumaczem i wszystko
powiem pokrótce... Wszak ci211 ja dotychczas
twojego dziecka byłem spowiednikiem!
Żyje! — Tak, żyje! Ale od tej pory,
kiedyście, panie, rzucili zagrodę,
prowadzi życie wielce osobliwe —
inne, niż zwykle... strasznie przemienione,
życie, jak gdyby poza krańcem świata,
pośród którego oddychamy — życie
nie do pojęcia, niesycone niczym,
a tylko jakby wewnętrznym płomieniem,
który wydrąża jej ciało...
Gotfryd
Nic nie je —
odpycha wszelki pokarm, nieruchoma
leży i leży z utkwionymi w niebo
szklanymi oczy212, obstając przy jednym —
przy tym jednym — — —
Benedykt
Odpychając Gotfryda.
Cierpliwości, panie!
Tak jest — w tej chwili, gdy myśmy tu przyszli,
spowodowani ciężkim jej uporem,
ona, wzgardziwszy trunkiem i jedzeniem,
od pięćdziesięciu spoczywa już godzin
bezwładna, sztywna jak łoże drewniane,
które, prócz słomy, nie ma ani krztyny
jakiegoś pierza.
Henryk
Siada i zaczyna skrobać marchew.
Gadajcie wyraźniej!
Jeżeli chora, sprowadzić lekarza...
Będąc lekarzem, sam bym się uzdrowił,
Po cóż więc do mnie, bracie łysa-pało?
Weźcie rumianku albo rozchodniku213:
choroby dzieci, chociażby największe,
w rzeczywistości śmieszne mają źródło.
Jestli214 czymś więcej ona niźli dzieckiem?
Ha! Wówczas idźcie i połóżcie przy niej
to, co dziewice przemienia w niewiasty
kipiące zdrowiem.
Benedykt
Miłościwy panie!
Znam ci215 ją dobrze, byłem przy jej łożu...
Henryk
Ja znam ją lepiej — wiesz?
Benedykt
Przychodzi do mnie
z wszystkim, co tylko jej dolega.
Gotfryd
Bywał
u mnie codziennie od chwili, gdy ona,
ta córka moja, przyszła na świat...
Henryk
Zatem
mówcie!
Gotfryd
Prawdziwie, pan ma słuszność: lata,
wszystkiego tutaj lata są przyczyną.
I dawno wszystko byłoby sprawione,
gdyby nie wy tu, ojcze, i Brygita...
Benedykt
Pomyślcie tylko, coście uczynili —
jak owa próba spełzła wam na niczym.
Gotfryd
Wiem i przed Boga zanosić mi skargi!
Gdybym był córkę wychował jak dziewkę
wiejską, czyż oczy spuściłaby na dół,
kiedym jej przywiódł zalotnika?... Panie,
czemu odeszła od nas wasza miłość?
Złe rozpoczęło szaleć z całą mocą
owego rana, gdy przyszedłszy do was,
jak zwykle, z dzbankiem świeżutkiego mleka,
łóżko zastała próżne... I jeżeli
dziś nie wrócicie z nami, ona umrze.
Benedykt
W lesie do zimy czekać nie możecie...
wszakże ja nawet, jakkolwiek przywykły
do wszelkiej doli, schron mający lepszy
w mojej pustelni i w kaplicy, muszę
ogniska szukać u poczciwych ludzi,
posadnych216 murów i pewnego dachu.
Henryk
Łysy rajfurze! Błaźnie! I ty stary,
siwy głuptasie! Czego wy tu chcecie?
Żądacie wina z głogów, figi z ostów?
Kimże ja jestem? Gdzież nadmiar mych bogactw,
że przychodzicie, wy, marni żebracy,
by się nim dzielić ze mną. Mnie tu szukasz,
szalony trutniu?... Pusty śmiech mnie bierze!
Czy cię śmiertelna nie trafiła trwoga,
kiedym przebywał pod twym dachem? Powiedz!
Czyż przerażenia twego nie widziała
czeladź? Czyż z oczu twych i twojej żony
nie biły zgroza i przestrach, i waszych
serc najtajniejsze życzenie? Te serca
czyż nie jęczały z ukrytej kryjówki:
«Idź stąd! Idź sobie, byśmy znowu mogli
zacząć oddychać?»...
Gotfryd
Przebóg! Wasza miłość
myli się, panie, myli!
Henryk
Nie! Nie myli!
Dosyć słów pustych, kłamliwych zarzekań,
czczej paplaniny dosyć mi w mój kojec
narzucało się wasze miłosierdzie!
Na krótką chwilę pokarm ten wystarczył,
lecz nie na długo... Uciekłem, zabrałem
ostatnie resztki, zgarnąłem to wszystko,
co jeszcze ze mnie zostało, i zbiegłem —
zbiegłem przed sobą... tak, książę uciekał,
a za nim poszedł, gnan217 straszliwą trwogą,
zmiażdżony sługa, który dotąd żyje.
Krzyczał ci218 za mną i jęczał, i młode
ofiarowywał mi ciała na sprzedaż —
ciała dziecięce... Wyrażam się jasno...
Czy rozumiecie, co mówię?... Odejdźcie!
Precz mi! Precz z drogi! Wyrażam się jasno!...
Wy — przychodzicie do mnie — przychodzicie —
wy jako czyiś spólnicy? — Powiedzcie!
Po co stoicie! Posłuchajcie! Ona
była tu u mnie — zaraz — dnia trzeciego...
Wywęszyła mnie, bo węch ma charcicy...
Tak! Była tutaj... tak! Ja ją widziałem,
i to wam mówię, wam — na tego Boga,
który mnie nie zna i na me katusze
żadnej nie zwraca uwagi: to była
najgorsza sztuczka szatana... Lecz podstęp
ten się nie udał!... Śmiałem się, gwizdałem,
jak gdyby była drzewem tam, na skraju
tej dzikiej puszczy — takem się zachował219,
jakby mnie wcale nie podeszła, w oczy
całą jej nędzę rzuciłem, szalałem
i kamieniami trzymałem ją z dala...
Benedykt
Chce was ocalić, panie — oto powód,
że was tu przyszła nawiedzić. Dotarła
wieść do tej biednej — sługa wasz, Ottaker
przyniósł ją pierwszy — że lek krwi uzdrowić
może was, panie. Jakiś mistrz w Salernie
chełpi się, panie, że gotów wytępić
waszą zarazę, jeśli młode dziewczę,
jeśli dziewica dobrowolnie, z wiarą
pójdzie pod ostrze jego noża...
Henryk
Jak to?
Wy w to wierzycie?
Gotfryd
Ja nie wierzę, panie —
ja nie! Lecz dziecko moje uporczywie
trzyma się tego obłędu — na włosek
nie chce odstąpić od niego... Pomóżcie —
pomóżcie, panie, wyrwać ją z obieży220
złego...
Benedykt
Zbyt jesteś pochopny w swym sądzie:
któż tu odgadnąć może, co się dzieje
z wszechmocnej woli Boga, a co zasię
idzie z podszeptu szatana... W jej łonie
święta się toczy walka, jakaś siła
pcha ją z ciasnego życia ku ofiarnej
śmierci — zaprawdę, na oścież ku wiecznej
pcha ją światłości w tajemniczy sposób,
a któż odgadnie, dla czyjego szczęścia
i wybawienia?
Gotfryd
Nie, dla niczyjego!
Natomiast, ojcze, dla jej własnej zguby.
Benedykt
Bóg nie opuszcza tych, co go szukają!
A choćby była w pazurach szatana
zbawienia żądna grzesznica, to jeszcze
na dnie przepaści dostrzeże ją boże
ojcowskie oko. Nie dajcie się zgnębić
małoduszności! Miejcie wiarę w sercu!
Prawda: jest upór w niej! I to jest prawda,
że walczy z Bogiem, ażeby z rąk Jego
wymóc dla siebie męczeńską koronę —
ale poza tym: gratia praeveniens221!
Któż śmiałby z góry zaprzeczać wszystkiemu,
co widzi w swoich wizjach. Leviticus222
mówi: «Krwią człowiek okupuje życie»...
To samo wszakże szepce coś w jej wnętrzu.
Henryk
Hm! Tak sądzicie? Ona śni... ma wizje...
Mniema, że Bogu miłe są opary
krwi, ona wierzy, wierzy, iż zdołamy
krwią utargować cośkolwiek z procentu
od tej lichwiarskiej pożyczki, ciążącej
na naszym wnętrzu. Mylicie się: idźcie!
Ona się myli! Słyszycie? Prócz tego:
z czasów, gdym jeszcze błąkał się po księgach,
gdym nie posiadał tej niemej mądrości
duszy, jak dzisiaj, wiem, że jest błazeństwem
takie lekarstwo....
Trzeba jej to rzeknąć223 —
idźcie! Widzicie: zupełniem spokojny224;
w tym przepaścistym tchnieniu głupstwa byłem
— rzecz dziwna — chłodny od razu i zimny
i oto patrzcie, to co teraz mówię,
zdrowe i zimne jest, jakby leżało
o tam, w strumieniu, a nie pochodziło
z mojej gorącej piersi: jam bez grzechu!
Powiedzcie to jej, że bez grzechu jestem,
że czysty jestem i niepokalany
i że zaraza w mojej krwi dotychczas
ani na chwilę nie umiała splamić
sukni mej duszy. Powiedzcie jej — proszę —
iż krwią nie można prać czystego płótna
i że ktokolwiek chciałby to uczynić,
jest służebnikiem prastarego węża:
błędu, nie Boga!
Benedykt
Z zaprzeczającym ruchem głowy.
Chcieć jej to powiedzieć,
to znaczy, panie, niecić ją do tego,
ku czemu rwie się z bolesną rozkoszą,
bo sądzić będzie, jak i ja to sądzę,
że tymi słowy pomnażacie winę,
gdyż tylko skrucha i wielka pokora
do wybawienia otwiera wam drogę.
Henryk
Nie wierzcie swojej pokorze, albowiem
zbyt jeszcze pyszni jesteście! Na karku
pycha ci siedzi, jak dziewka bezczelna,
kiedy się chylisz i w prochu się tarzasz
przed Bogiem. Czymże ty jesteś, odpowiedz —
że On ma pomnąć225 ciebie i twej śmiesznej,
mój przyjacielu, skruchy? Żali226 mniemasz,
żeś czegokolwiek dokonał bez Niego?
Spójrz! Częstokrotnie staję na tym szczycie
skały i bluźnię, i echo bluźnierstwem
wraz odpowiada i szydem227: my oba —
i ja, i echo — mniemamy przekrzyczeć
głosy płaczące i liści szelesty,
i rozhuk228 wody — a jednak, a jednak:
o ile my się znajdujemy niżej
popod229 poziomem tego, coby można
nazywać grzechem przeciw Bogu.
Gotfryd
Panie!
Sam to jej powiedz — — mów z nią sam.... Głos jeden
z waszego łona może ją orzeźwić,
jak chleb, jak woda orzeźwia spragnionych.
Nie wiem, kto dał wam tę czarowną siłę,
kto tak przywiązał ku wam to jej serce...
Dosyć, że ona całuje stóp waszych
samotne ślady na polnej ścieżynie,
którąście kiedy chodzili; we waszej
sypia komorze; waszego nazwiska
dźwięk ma tę siłę, że od kurczów zbawia
drętwe jej członki... Jeśli przeklinacie,
jak ja przeklinam, leki przeklętego
mistrza, tak chodźcie230: powróćcie jej życie.
Oświadczcie biednej, że lekarz jest kłamcą,
że żadna wiedza na świecie i... — — —
Henryk
...żadna
potęga w świecie zdurzyć231 mnie nie może —
że saraceński ten lekarz to chłystek,
podlec, poganin, żądny mego złota —
i że to wszystko jest kłamstwem!... Jam chory,
ale ja jeszcze nie stałem się głupcem,
co leci w sidła byle jakich głupców
i chce korzystać z krwawego obłędu
dziecka... Tak, wiem ja to i jeszcze więcej...
Jam to powiedział — i jeszcze coś więcej.
Cóż tak patrzycie na mnie? Tak jest, mówię —
albowiem była u mnie drugim razem...
Tak, jam ją widział... I ja, niewiedzący,
jak się odgrodzić od piekła, wrzeszczałem,
plułem, kamieniem rzucał232 i wyciągał
oskorupiałe ku niej ręce, z zgrozą,
przerażon233 w tajniach duszy, że niedługo
mógłbym wytrzymać, by się jej nie dotknąć,
by jej nie schwycić, by jej nie pokazać
ramion i szyi z tym pulsem bijącym...
Idźcie, powiadam, idźcie! Nie ma rady —
Koniec wszystkiemu!... Wiecie, kiedy na mnie
tak zawołała — głosem, co mi z duszy
wyrywał łkanie: «ja, biedny Henryku
chcę cię ocalić» — tak krzyknąłem: «odejdź —
jam trędowaty!»... Lecz w tej chwilim upadł234
i leżał, nie wiem, jak długo... A kiedym
znów się przebudził235, ona była przy mnie —
i tak! Bliziutko — stała tu, siedziała,
opowiadając, że jest lekarz... lekarz...
że jest... O Jezu!... I że ta ofiara
będzie niebiosom miła... i tak dalej...
i że na świecie niedługo pobawi,
że chce umierać, ja zaś nie mam prawa
zamykać przed nią bramicy niebieskiej
i żem powinien podążyć z nią razem
co tchu — w te tropy — do Salerny236. Potem
kiedy już wszystko wyrzuciła z duszy,
kiedy w prostaczej naplotła mi wierze
o potępieńczym tym leku, tak byłem
całkiem bezradny. Od razum się zerwał237
i przez wykroty i potok uciekłem —
biegłem i biegłem, aż mi dech zaparło,
aż gdzieś milami od niej — gdzieś daleko
padłem na ziemię. I to było dobrze.
Pomyślcie sobie, panowie, rozważcie,
com ja uczynił, żem uciekł! Nie jestem
ubezpieczony od najgorszej klątwy,
zbawion od wszelkiej słabości? Wypędzon
z waszego świata, wolny od prawideł,
wiążących nawet książąt... Czyż nie jestem
więcej niż książę?... Rozważcie, pomyślcie:
przybyła do mnie samotna i w moim
wnętrzu wygrzane bije serce: — straszny,
przeklęty anioł, który po rycersku
słabiznę Boga ochrania!... Co więcej
chcecie ode mnie? Dobrze! Precz stąd! Ze mną
koniec!... Skończona już moja litania...
Głód mi doskwiera, trza pożywić trupa,
którego włóczy za sobą ma tchórzem
oblazła dusza: sam Bóg wie, dlaczego?!
Sam Bóg wie, dokąd?! Dosyć...
Benedykt
Wstrząśnięty i po długim milczeniu.
Żegnaj, panie.
Szukaj przytułku!
po cichu i litośnie
Panie, zima będzie
ciężka... Szukajcie przytułku! ...
do Gotfryda
Tak, chodźmy,
chodźmy, Gotfrydzie.
Gotfryd
Szukajcie przytułku!
Odchodzą.
SCENA PIĄTA
Henryk
Sam.
Odeszli... zamęt... wir... wzburzone kręgi...
nic więcej... dziecko... świat... bohaterowie:
wszystko więdnieje, a w zwiędłej pustyni
czaszek samotne dziecko... Daje znaki!
Dokąd mnie wabią na onej dolinie
chrzęszczących kości?... Nic!... nic!... Stawię czoło
zasadzie... Rydel!... Mój rydel?... Sen... Mara...
Tam coś leżało... Około południa...
Sam... Ach!... Ja nie wiem... Świat... Co? Dajesz znaki?...
Bóg?... Co...
zaczyna ponownie kopać grób
Ja nie wiem...
Szukajcie przytułku!...
Zasłona.
AKT CZWARTY
Wnętrze kaplicy leśnej Benedykta. Po lewej stronie ołtarz z lampką wieczystą, po prawej brama. Tło: boczna ściana kaplicy z małymi drzwiczkami w pobliżu ołtarza, prowadzącymi do celi pustelnika. Na ścianach obrazy, ręce, nóżki z wosku etc. Ołtarz i krzyż uwieńczone kwiatami jesiennymi.
SCENA PIERWSZA
Brygita i Benedykt stoją w pobliżu głównej bramy, rozmawiając półgłosem. Brygita zbliża się do wejścia, ma chustkę na głowie i krzyż na ramieniu.
Benedykt
Nie, oni kłamią, kłamią bardzo dużo,
któż tam odgadnie, ile na tym prawdy!
Brygita
Trzeba nam wierzyć, Benedykcie... Stary
sługa, co nigdy nie kłamie... co rzadko
mówi w ogóle, widział go na własne —
powiada — oczy i gotów jest na to
położyć rękę na krucyfiks...
Benedykt
Dziwy —
niezwykłe dziwy — w rowie — mówisz — pełzał?
Brygita
Nie! Stary sługa widział go, jak leżał
w trawie, tuż obok ogrodu, i niby
czyhał na kogoś. Pełznącego w rowie
widział go koźlarz Ignacy.
Benedykt
Więc stary
mówi, że z rowu wyskoczył?
Brygita
A jakże —
skoro na niego zawołał, wyskoczył
i uciekł w pole.
Benedykt
Nie mogę uwierzyć —
nic pojąć tego nie mogę — a zresztą,
czegóż on może od was chcieć? Toć przecie
nigdyście przed nim domu nie zamknęli —
po cóż więc dzisiaj okrąża zagrodę
niby wilk jaki?
Brygita
Nie wiem. I zapewne
nikt tego nie wie. Zdziczał — powiadają —
zeszedł nieomal na zwierzę, a przy tym
jest zrozpaczony i całkiem zniweczon238.
Benedykt
Niepodobieństwo!... Mógłby tak podupaść
człowiek — — mężczyzna, przyjaciel cesarza,
jego towarzysz broni, com go jeszcze
spotkał niedawno, prawda, że w łachmanach,
lecz wspaniałego, jak dawniej? — Ci ludzie
wietrzą biedaka wszędzie — tak, we wszystkim
radzi by widzieć bliskość dotkniętego
klątwą.
Brygita
Żywo.
Toć znacie, ojcze Benedykcie,
to nasze wielkie podwórzowe psisko —
kiedy się wczoraj udali parobcy
z nim na zasadzkę, krztynę239 po północy,
przyszedł ów człowiek i walił do bramy.
Wtedy to oni puścili nań dogę240,
ta jednak, zamiast żeby go opadła,
podbiegła k’niemu, skowycząc z radości,
i położyła się u nóg przybysza.
Benedykt
Niech i tak będzie... Dziewczyna jest u mnie —
jest w mojej celi — pod opieką Boga.
I tak na razie jest wolna... Co prawda,
dotychczas jeszcze nie wierzę, co mówisz...
a choćby z sprawą biednego Henryka
źle było w świecie...
Brygita
Powiadają nawet,
że go już w mieście Konstancji złożono
śród wielkiej pompy w grobach jego przodków.
Benedykt
Choćby niedobrze było z jego sprawą,
choćby nazwisko jego wykreślono
z szeregu żywych... dusza tego człeka
ma, niby plecy potężnych demonów,
dwie pary skrzydeł albo jeszcze więcej:
gdy mu opadną białe, co go niosły
w górę, tak241 spocznie na ciemnych! Jać mówię242,
że go widziałem na krawędzi świata —
takiego świata, gdzie z głębin przepastnych
dozna zawrotu każdy, kto tam stanął,
wiedzion odwagą li — męską.
Grób kopał
i raczej gotów lec w tym swoim grobie,
niżby miał skradać się naokół chałup
złodziejskim trybem. Lecz bać się należy
iż dziecko, tymi zarażone wieśćmi
i o tych dziwnych słysząc odwiedzinach,
niepokojących dom wasz, może łatwo
dostać się w sidła jakiego łotrzyka.
Brygita
Pójdę... Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus. Już ciemno, a droga daleka.
Gotfryd mnie czeka — i tak już za długo
bawiłam tutaj... Więc mogę mu rzeknąć243,
że tutaj u was wzdyć244 się czuje lepiej.
Benedykt
Sza, sza! Mów ciszej, by nas nie słyszała...
Widziałaś sama: ogółem jest dobrze — —
a tylko wierzy wciąż, że on powróci,
i, niby jedna z owych mądrych panien,
czeka na niego, z pełną lampką w ręku,
niby na przyszłość Zbawiciela Pana!
Złuda ją trzyma — muszę ją podsycać
i podtrzymywać kłamstwami, jak wówczas,
gdym po raz pierwszy tym pobożnym kłamstwem
zażegnał u niej owy245 kurcz febryczny.
Zaradzim246 jeszcze temu — tylko czasu,
czasu potrzeba — dużo trzeba czasu,
a to wzruszenie ucichnie w jej łonie:
choć może potem, wybranica247 niebios,
przywdzieje welon zakonny.
Brygita
Niech wszystko
stanie się według woli Pana Boga.
płacze
Cud! Żeby pan nasz już nie żył!
całuje rękę Benedykta
Biedny Henryk.
Benedykt
...idź, pociesz
tę twoją duszę... Cóż na pocieszenie
mam ci powiedzieć? Chyba że w mym wnętrzu
kryje się jeszcze coś z pradawnych czasów
owych najgłębszych tajemnic, gdy Pan nasz
zjawiał się w krzaku ognistym... lub może
jakowaś wiedza, albo też przynajmniej
silna jakowaś wiara — tak... widzenie,
w którym to dziecko równa się krzakowi
na górze Horeb248 — krzakowi, co płonie,
lecz się nie spala...
Poza małymi drzwiami słychać klaskanie.
Brygita
Cóż to?
Benedykt
Nic, nic! Odejdź!...
Brygita odchodzi.
SCENA DRUGA
Ojciec Benedykt sam, nadsłuchuje, dopóki nie przebrzmią kroki Brygity... Potem przysłuchuje się owym dziwnym hałasom dobywającym się z celi, potrząsa niechętnie głową; podchodzi ku drzwiczkom i puka.
Benedykt
Dziecko! Ottegebo!
Ottegeba
Z wewnętrz.
A idę, ojcze!...
Wchodzi z płonącą lampą w ręku. Tymczasem ściemniło się zupełnie.
Benedykt
Odbierając jej lampę.
Cóż to znowu?
A gdzie mój zakaz!?
Ottegeba
Z wyrazem zadziwienia na woskowym, uduchowionym obliczu.
Jezus! Maryja! Józef!
Duszę i serce wam oddaję... Jezus,
Maryja, Józef! Bądźcie mi podporą
w tej mojej walce ostatecznej! Jezus!
Maryja! Józef!
Benedykt
Słuchaj, moje dziecko:
bądź mi posłuszną, proszę, boś ty mojej
oddana pieczy, jać 249muszę za ciebie
zdawać rachunek przed Bogiem i twymi
rodzicielami... Czemu się biczujesz
dziś po raz wtóry?
Ottegeba
Całuje drżąca kraj jego rękawa.
Nie wiem, ojcze.
Benedykt
Jak to?
Nie wiesz? I znowu bezmyślnie okrywasz
ciało świeżymi sińcami?
Ottegeba
Bo, ojcze,
tak mi przyjemnie!
Benedykt
Co?
Ottegeba
Bo pod razami
mogę oddychać.
Benedykt
Jak to? Czyż bez tego,
dziewico, znaleźć oddechu nie możesz?
Ottegeba
Z westchnieniem.
Z trudem!
Benedykt
Zapalmy teraz te gromnice,
które w koszyku przyniosła nam matka,
a potem razem zmówiwszy modlitwy,
spożyjem, Bogu dziękując, wieczerzę,
którą nam zesłał w tym samym koszyczku
za pośrednictwem rąk twej matki. Chodźmy.
Ottegeba
Stoi spokojnie, wielkie, wilgotne oczy utkwiwszy w krucyfiks.
Ojcze...
Benedykt
Co?
Ottegeba
Jestem zupełnie gotowa!
Benedykt
K’czemu250 gotowa?
Ottegeba
By cierpieć i umrzeć.
Benedykt
Daj teraz spokój... Skieruj teraz duszę
ku innym sprawom, chociażby i ziemskim,
trzeba ci tego... Żyć musisz — nieprawda? —
Chcąc służyć Bogu. Tak, musisz zachować
życie, jeżeli chcesz, gdy przyjdzie pora,
oddać je Bogu.
Ottegeba
Tak ojcze!
Benedykt
A zatem
bierz — jedz — tu trochę masz wina od ojca.
Ottegeba
Usiadła na stopniach ołtarza, patrzy na sufit.
Nie sądzisz, ojcze, że przyjdzie za chwilę?
Benedykt
Tak! — Ale nie ma go już w dawnym miejscu.
Ottegeba
Tam, gdzieś go spotkał i gdzie grób swój kopał?
Benedykt
Tam go już nie ma... Ludzie powiadają,
że chciał raz jeszcze przed śmiercią zobaczyć
świat i roiska251 wszelkich grzechów ludzkich.
Ottegeba
Lecz wam powiedział... przyrzekł, że tu przyjdzie
przyrzekł na pewno?! —
Benedykt
Owszem — tak, to znaczy:
tak, jako szlachcic taki przyrzec może.
Ty moje biedne, trwożne i przeczujne252,
drogie stworzenie! Bądź cierpliwa! Dosyć
umartwiłaś się postem i modlitwą
i tym czuwaniem — wątłe ciało twoje
niemal prześwieca w ciemności. Proś nieba,
by ci zesłały cierpliwość i spokój,
który łagodność umie wlać w czekanie.
Ottegeba
On dzisiaj przyjdzie.
Benedykt
Myślisz?
Ottegeba
Tak!
Benedykt
A po czym
sądzisz, że przyjdzie?
Ottegeba
Bo czuwając dzisiaj
w nocy i za dnia, po dwakroć słyszałam
jakby kołatkę dotkniętego trądem...
O — słuchaj — znowu!...
Benedykt
Co? Ja nic nie słyszę.
Nie, moje dziecko, jeżeli pewniejszych
nie masz dowodów i widomszych253 znaków
niż uderzanie wichru o tarcice,
tak nie wierz254...
Ottegeba
Przyjdzie! Przyjdzie dziś na pewno!
Wiem to... wiem... Patrzaj, wczoraj o północy
jakieś mnie głośne zbudziło wołanie,
które wołało, które mi mówiło:
«Czuwajcie! Pan się wasz zbliża!». I kwiatem
przyozdobiłam swą lampkę, oliwy
nalałam do niej i wyszłam — tak, ojcze! —
Ażeby czekać na progu — przed drzwiami.
A gdy tak siedząc, cała zatopiona
w swej własnej duszy, nie zważałam, ojcze,
na szalejącą wokół nawałnicę —
naraz... tak straszna zerwała się groza,
jakiej dotychczas nigdy nie zaznałam.
Pokusa — myślę. Ale z przerażenia
prawie odbiegły mnie zmysły... Powietrze
napełniło się krzykiem, charkiem255, wyciem;
Oddech wichury był niby gorący,
obmierzły oddech z paszczy wilków... Chciałam
precz stąd uciekać, chciałam się ratować,
przycisnąć głowę do twej piersi, ojcze,
chwycić się tego ołtarza... a potem
oczy przywarłam obiema rękoma.
A jednak wszystko widziałam wyraźnie,
jak widzę postać twoją. — Samą siebie
widziałam, ojcze... patrzyłam, jak w dzikim,
strasznym tryumfie niosły moje ciało —
me nagie ciało — okropne demony
z psimi głowami: długi nóż utopion
był w mojej piersi... Ojcze! Podaj rękę
Zawrót mam w głowie... Mnie — o tak! Mnie samą
poczęło chwytać piekło! Grzech się zaczął
kłębić w mym łonie, jakbym skoczyć miała
w ten wir odmętny, bezwstydna, jak piekło!
Potem... skończyła się groza... W tej walce —
w tej burzy strasznej trzymała się mężnie
ma czysta wola; i Stwórca ją poznał
i wnet ją spędził jednym tchnieniem łaski:
rozproszył z ziemi te majaki nocy.
I cicho w onej jaskini północnej
jęła się cisnąć z wschodu i zachodu —
jak gdyby z studni, jęła tryskać ku mnie
czysta, potężna światłość, a z światłości
wzniosły się w górę dwa milczące, obce
dla siebie słońca, które coraz bliżej
schodząc się k’sobie, stopiły się w jedno,
o tam! Na szczycie niebiosów. I w okrąg
stała się czystość: we mnie i wokoło
mnie, na niebiesiech i na ziemi — wszędzie!
I z jednej z gwiazd tych dwóch nad moją głową
wraz się narodził jedyny, przesłodki,
święty Zbawiciel! I szum się rozpoczął
spośród tysięcznych chórów usłyszałam
wyraz jak Sursum corda256 albo słowo
jak Gloria in excelsis deo257, a głos wielki
odrzekł donośnie: «Amen: O co prosisz,
wszystko się spełni! Sędziowskich wyroków
już przełamana surowość».
Benedykt
Hm. Prawda!...
Jam nieświadomy i wielce przykuty
do rzeczy ziemskich; z mojego więzienia
żadne nie patrzy okno w wieczne światło. —
Ginę w ciemnościach... Ty mię ucz! — On swoją
wygłasza chwałę przez usta nieletnich.
Ottegeba
Śmiejąc się, jakby z wielkiego wewnętrznego szczęścia.
Kiedy mnie nieraz nazywał swą świętą,
mniemasz, że myślał o tym?...
Benedykt
Wątpię, dziecko!
Lecz bądźmy cicho!... Nie godzi się igrać
z wyniosłą myślą i owej korony,
która nas czeka może tam w niebiesiech,
nie mogę sobie kłaść na głowę — własną,
niegodną ręką... Przypuśćmy, że Stwórca
powołał ciebie, żeś na dobrej drodze,
lecz wówczas, pomna grzesznego sposobu,
który od chwili upadku Adama
stał się własnością człowieka, powinnaś
strzec się tym bardziej i w tym większej jeszcze
chodzić pokorze... Przed dawnymi laty
opowiadałem twej matce o pewnym
nieskromnym jeźdźcu, którego tak strasznie
oszołomiła, widzisz, miłość ludzka....
to znaczy: który swoją biedną duszę,
zamiast do Boga, przywiązał do człeka,
do białogłowy, co żywiła w sobie
pychę mężczyzny — i patrz, co się stało.
Gdy się w swej dumie odwróciła odeń
owa niewiasta, padł zgnębion i złaman
i od tej chwili obmierzły był światu.
Taka przekora jest, dziecko, i w tobie —
i oto boję się wielce, że możesz
tak się odwrócić od Boga, jak ongi
jam się odwrócił od świata, jeżeli
zechce odmówić ci tego, ku czemu
z takim uporem kierujesz swe oczy —
ku czemu zmierza wysiłek twej żądzy...
Ottegeba
O nie, mój ojcze, nie! Wiem to na pewno.
Benedykt
Maszli258 odwagę wnikać w plany Boga?
Któż może wiedzieć, że człeka, którego
od swego tronu odtrącił, uważa
godnym swej łaski?... Patrzaj! Niby żubra
albo niedźwiedzia, tak go osaczyli
knechty Konrada Grave, a wszak Pan Bóg
zezwolił na to! Zaś lekarz z Salerny
jest może w ścisłym przymierzu z Szatanem,
łowcą dusz biednych, piekielnego morza
chytrym piratą259, a krwawe lekarstwo
jest może tylko czartowską zasadzką...
A może Pan już odbiegł go daleko...
Ottegeba mdleje.
Benedykt
Może... być może!... To niepewne... Boże!
Cóż ci się stało? Zimno ci?... To wszystko
ponad twe siły!... Zlana krwią!... O Święta,
gdy będziesz w niebie, racz pamiętać o mnie!
Idzie z Ottegebą do celi, więcej ją niosąc, niż prowadząc.
SCENA TRZECIA
Kaplica pusta; pali się lampka wieczysta i wiele gromnic. Wtem daje się słyszeć kołatka, potem, jak zbrodniarz, w habicie z kapturem na twarz zsuniętym, zjawia się Henryk. Ma kołatkę i długą laskę z woreczkiem.
Henryk
Zawlókłszy się do ołtarza, pada na stopniach, błagając pomocy. Z wnętrza wydobywają mu się oderwane, rozpaczliwe wyrazy.
Modlić się — modlić... nie mogę! O Boże,
daj mi wyrazy!... Czemu mi nie dajesz
Twoich wyrazów, abym mógł się modlić?
Łez!... Łez!... O, daj mi łez!... O, daj mi wody,
bym te ogniste zagasił języki
w pogorzeliska rozsypanych gruzach.
Zabij mnie! Zabij!... Podstępnieś mnie odwiódł,
chytry myśliwcze, od wybrzeża cichej,
chłodnej, głębokiej, przeogromnej wody,
kiedym się właśnie, jak bóbr, chciał zanurzyć
na dno to zimne, gdzie już nic nie gore...
Zgaś mnie! Ach, zgaś mnie! Wszelką mękę świata
zgaś w czarnym łonie ciemności!... Przenigdy
Ty mnie już nie budź, albowiem to słońce
dręczy mnie swymi zatrutymi strzały...
Snu! Snu mi nie skąp, albowiem me łoże
nie jest już łożem: w mej głowie szaleją
nocą tysiączne żmije słońca: zbaw mnie —
zbaw mnie tej260 strasznej światłości! Dlaczego
siejesz nienawiść? Czemuś na kształt gradu
rozsypał ślepców po ziemi, ażeby
wzajem szarpali się na kęsy? Czemu
karmisz nas mlekiem troski? Przecz261 musimy
znosić katusze w płomieniach słonecznych,
nie mając kropli ochłody? O Boże!
Zapomnij o mnie, zapomnij! Ach pomyśl,
żem już nic nie wart, żem przestał być cegłą
Twej tynkowanej krwią budowli! W krwawym
gruncie i krwawym spojona cementem
sterczy ta straszna, bolesna budowla,
udręczonego pełna życia — grozą
przejmując biedną mą duszę!... Zapomnij,
zapomnij o mnie, o Ty przeogromny,
Ty przeraźliwy budowniczy! Na cóż
przyda się Tobie jedno ziarnko piasku?
Cóż Ci ubędzie, gdy mnie wyobleczesz
spod Swojej męki i Swego zbawienia,
jeśli mnie zwolnisz, jeśli mnie odpędzisz
od robocizny i płacy zarazem.
SCENA CZWARTA
Benedykt
Wchodzi z latarką w ręku, staje obok zakapturzonego przy ołtarzu i przerażony pyta.
Czego ty szukasz? Ktoś ty jest?
Henryk
Nie pytaj.
Benedykt
Czego tu szukasz tą późną godziną?
Henryk
Tego, com właśnie pomyślał...
Benedykt
Cóż to ma znaczyć?
Henryk
Że człowiek jest sitem,
które nie chwyta tego, wiesz, co chwyta.
Benedykt
Ktoś ty?
Henryk
Szczur!
Benedykt
Proszęć262, tajemniczy człeku,
stoisz na miejscu poświęconym Bogu —
i jeśli szukasz tutaj miłosierdzia,
bądź mi pozdrowion263!... Lecz wyznaj, kto jesteś?
Henryk
Masz sam to zbadać, mnichu, bo ja nie wiem.
Benedykt
Możeś ty264 jeden — wyznaj — z ludzi bożych?
Henryk
Nie! Z pogrzebionych...
Benedykt
Żegnając się.
Wieczny odpoczynek
daj Panie Boże tym bezsennym duchom,
lecz ty, znać, jesteś człekiem z krwi i kości.
Henryk
Ratuj mnie, ojcze! O, ratuj mnie! Ratuj!
Pomówże265 z Bogiem Ojcem, twoim panem,
by mnie wybawić chciał od złości ludzkiej.
Tyś jego sługą. Powiedz mu, ażeby
zagwizdać raczył na tę sforę ludzką,
która, szalona żądzą krwi i łowów,
nie poprzestaje mnie tropić... Czyż kiedym
zatruwał studnie? Czyliż266 z nieczystości
krwi mej i ikry ropuszej lepiłem
kulki i czyż je rzucałem do źródeł,
skąd piją ludzie?... Kiedyż jam to zrobił?
Pomóż mi! Ukryj, schowaj, bo inaczej
muszę się spalić!... Zamknij drzwi te — zamknij!
Bom ja niewinien267! — Nie! O, nie otwieraj —
pomóż mi! Ratuj! Ocal! Nienawidzą
wszyscy mnie ludzie! Tak z kołatką ręku
w mniszym habicie wyszedłem ukradkiem
na świat, stąpając po nożach, a ludzie
co kroku w twarz mnie smagali biczyskiem.
Ja chcę wyzdrowieć, mnichu! Chcę wyzdrowieć!
Uzdrów mnie! Usuń z mojej krwie268 tę straszną,
haniebną klątwę! Obsypię cię złotem
po samą szyję, wszak jestem bogaty!
Oczyść mnie, księże! Zmuśże269 do milczenia
głos, dzień i noc mi wyjący: «Nieczysty!»,
a ja ci oddam wszystkie moje skarby,
wszystkie me zamki rzucę ci pod nogi
niby garść piasku! Pomów z Bogiem Ojcem,
pomów z tym panem! Powiedz mu, że dosyć
mam jego razów, poniżeń i męki! —
Że mi aż nadto dał już odczuć tutaj,
kim jest i że już nie zostało we mnie
nic do zniszczenia. Powiedz mu to, mnichu!
Powiedz mu, powiedz, że jestem rozdarty,
że zepsowane270 jądro mego życia,
że psom na strawę już się nie nadaję
i — Bóg jest wielki! Przepotężny! Wielki!
Chwalę Go, chwalę! Nie ma nic nad Niego
i jam jest niczym... lecz ja żyć, żyć pragnę!!!!...
Pada z szlochem do nóg mnicha.
Benedykt
Wyście to może Henryk von der Aue?
Henryk
Nie — nie! Tamtego dawno pogrzebiono!
Patrzaj! Wyrokuj: czy on jeszcze żyje.
Zrywa kaptur z twarzy, widać blade, wygłodniałe, zniszczone oblicze.
Benedykt
Cofa się przerażony.
O panie! Panie! To wyście271 naprawdę!
Henryk
Powiedzże272 mi to! Utkwij oczy we mnie,
badaj i powiedz, czy to ja... Bo chociaż
jestem ja niczym, tylko czymś, co wieczną
gnane wichurą, straszne znosi męki,
to na dnie mego szaleństwa jest przecie
coś, co z chełpliwym szepce mi uporem:
jam kiedyś księciem był i jednym z możnych
tej ziemi... Mnichu, powiedz mi, kim jestem!
Wszak to niedawno, jak mnie pogrzebiono273
w grodzie Konstanckim, w grobach moich przodków,
a przecież żyję lub śnię może w grobie?
jakże ty sądzisz: śnię czy żyję? Sen to,
że pogrzebiono mnie przy biciu dzwonów,
że sam ci byłem274 przy tym, gdy mą trumnę
nieśli z znakami książęcej potęgi?
Senli to275, powiedz, był, że iskra ognia
z żarnej pochodni jednego z trabantów276
spiekła mi nogę? Żem słyszał, jak kuzyn
Konrad, wychodząc z kościoła, z szyderstwem
krzyczał: «zobaczym, żali277 taka świnia
będzie umiała rozburzyć grobowiec?».
Powiedz mi, księże, czy to jest ten Konrad,
który mi sprawił trumnę i grobowiec —
ten sam, któregom ciężką bryłą złota
wykupił ongi tam w Maroch? Czy jestem
tym samym, powiedz, który to uczynił?
Lub czy też jestem marnym psem żebraczym,
który, gdy w polu pokaże się jakaś
głowa kapusty, dziwnie małpująca
mądrość człowieka, zaraz się przeważa
i drżeć zaczyna, i na siedem stajań278
skrada się z strachu przez rowy i bagna,
by tylko w oczy nie spojrzeć Gorgonie279?!
Benedykt
Powiedzieliście mi ongi280, w godzinie,
gdy was przenikał jeszcze duch pokoju — —
powiedzieliście mi, że mędrcy świata
mają ze sobą wspólną myśl głęboką,
żeśmy się winni zbroić w równowagę;
że ta w nich wspólna nauka, iż człowiek
winien się cały poddać woli bożej...
Henryk
Nagle zmieniony.
Nie! Nie chcę! Gdzież to dziecko?
Benedykt
Przerażony.
Jakie dziecko?
Henryk
Ta dziewka! Dziecko! — Owa obłąkana —
córka dzierżawcy Gotfryda! Gdzie?...
Benedykt
Po co?
Na co wam ona? Czego chcecie od niej?
Henryk
Co? Czego chcę ja? Na co to pytanie?
Benedykt
Chciałbym wybadać, jakie ma zamysły
człek chrześcijański.
Henryk
Dziko.
Czy Bóg jest litośny281?
Benedykt
Tak.
Henryk
Czy mnie może zbawić?
Benedykt
Tak.
Henryk
Czy może
zbawić mnie przez to dziecko? Jednym słowem:
gdzie ona? Powiedz!
Benedykt
Kto?... Wszakeście282, panie,
szlachcic!
Henryk
A tyś jest łotrem!
Benedykt
Macie w myśli
to nieszczęśliwe i biedne stworzenie,
które w ciemnościach szło, szukając drogi
do Pana Boga i zasię zbłądziło
tuż nad krawędzią przepaści?
Henryk
Zbłądziła
czy nie zbłądziła: ona jest u ciebie!
Posłuchaj mnichu! Popatrz mi, księżuniu
w oczy — tak, popatrz, abyś każde słowo,
nim je wypowiesz, dokładnie rozważył,
a gdybyś nie chciał zrozumieć przestrogi,
którą na twarzy mej krwawymi głoski283
wyryły ciernie płomienne — naonczas284
w klepsydrze twojej piasek już przesypan285 —
na łeb na szyję spadniesz w otchłań zguby.
Benedykt
Mnie wasza groźba wcale nie przeraża.
Dziwny jesteście, prawda, i straszliwy
i ten przybytek święty drga od ogni
krwawych błyskawic przepaści, lecz Ojciec
ochroni dzieci swoje...
Henryk
Nie ochroni!
Nic nie ochroni cię, jeżeli kłamiesz!
Gdzie ona? Powiedz! Jest tutaj!... Dwie noce
jam się zakradał286 pod strzechę dzierżawcy
i nie spotkałem nigdzie mej małżonki,
chociażem ucho przykładał287 do każdej
marnej szczeliny, chociażem288 się chyłkiem,
prawdziwy szlachcic, drapał289 poprzez płoty,
aby ją ujrzeć... Ona jest u ciebie...
Zdradził to w stajni jeden z mych parobków,
który, po udziech290 klepiąc klacz, powiedział:
«Bądźże291 posłuszną, a nie jak naszego
córka dzierżawcy, bo inaczej pójdziesz
do pustelnika w zaloty»...
Benedykt
Nie!... Panie,
powiedzcie raczej, czemu się jak złodziej
zakradaliście popod dom Gotfryda?
Cóżeście chcieli292 czynić z Ottegebą?
Henryk
Co chciałem czynić?... Małpy chciałem chwytać
i potem z nimi pójść na dwór cesarski
i przeszachrować je za trzy czerwieńce293.
Tak, mój księżuniu, tegom chciał294... Nic więcej! —
Benedykt
Czyście nas sami nie uczyli kiedyś...
Henryk
Kimże295 ja jestem, bym kogo pouczał?
Ty na podziękę poucz mnie, gdzie ona?...
Benedykt
Nie ma jej tutaj!... Nie ma!
Henryk
Nie? Więc gdzieś jest?
Benedykt
U Boga, panie!
Henryk
Co — gdzie?
Benedykt
W bożych rękach.
Henryk
U Boga, mówisz?... Cóż to? Czy umarła?
Benedykt
Nie, kto u Boga, ten żyje.
Henryk
Umarła?
Benedykt
Tylko dla świata i jako niebiosów296
oblubienica.
Henryk
Dobrze, mój księżuniu!
Wiem to, tak, wiedzieć o tym powinienem.
Zaciśnij arkan! Mocno! Dość mam tego!
wyczerpany i złamany
Po raz ostatni, mnichu: dzień dzisiejszy
wzdyć297 mnie pouczył: nikt nie jest tak biednym,
by go biedniejszym nie mógł Bóg uczynić.
Bo jakiż rabuś obrabował kogoś,
który nic nie ma?! — Tak, tak, dziecko zmarło,
dziecko nie żyje! Gdy mi Łazarz biały
przyniósł wiadomość, że ona nie żyje,
że serce pękło jej z wielkiego bolu
nad trędowatym panem, z mocą szału
krzyk wyrzuciłem, co mi szarpał wnętrze,
a potem zmilkłem — i nie dałem wiary.
Potem me nogi mknęły jak na skrzydłach.
Dokąd? Jam tego nie wiedział... I potem
mknęły i lasem, górą i doliną,
przez dzikie gąszcza298 i wzdęte potoki,
ażem tu stanął299, na tym ostatecznym
progu... Dlaczegom biegł300 tak? Jakaż złota
kazała mknąć mi nagroda — odpowiedz —
niby jakiemu biegunowi? Cóżem
mniemał301 tu znaleźć? Żalić302 mnie nie porwał
jakiś wir ognia? Żalić sam nie byłem
żagwią pożarną niby jakiś dziki
jastrząb, lecący z krzykiem i pożogą
wskroś lasów?... Słuchaj, tak mi się zdawało...
Przestwór powietrza brzmiał: «Ona nie zmarła!
Nie! Ona żyje! Twa małżonka mała
żyje! Nie zmarła!»... — A jednak umarła...
SCENA PIĄTA
Ottegeba
Zjawia się w drzwiczkach celi i mówi głosem zaledwie dosłyszalnym.
Nie! Ona żyje... żyje...
Henryk
Nie widząc jej, nie poznając, tak samo:
Któż to mówi?
Ottegeba
Ja...
Henryk
Kto?
Benedykt
Po cichu, gwałtownie.
Idź sobie!... Czego chcesz tu?
Henryk
Mnichu,
któż tutaj mówił?
Benedykt
Nikogom nie słyszał303.
Ottegeba
Ja!
Henryk
Ty? Kto? Jeszcze raz! Kto? Kto tu mówił?
Ottegeba
Ja! Ottegeba, twa małżonka mała.
Henryk
Milczy przez chwilę z niesłychanego osłupienia, potem.
Kto?... Kto?... Nieczysty! Nieczysty! — Pozostań!
Myślę ja wprawdzie, że jesteśli cieniem304,
i wiem ci305 o tym — lecz żaden śmiertelnik
wiedzieć nie może, czy ten jad przepastny,
który mam we krwi, nie kazi i duchów
zmarłych... Nie zbliżaj się do mnie! Nie! Zostań!
Wiem ci ja o tym, żeś nie jest śmiertelna:
lecz dla mnie, dla mnie mogłabyś... ach! Umrzeć!
A ja pożądam, ażebyś ostatnią
żyła iskierką na dnie moich mrących
ócz... Ty nie jesteś Ottegebą! Nigdy!
Czoło twe, prawda, czyste jest i białe,
i tak wyniosłe jak u niej, lecz zasię306
tyś nie jest prochem... Prawda, w głosie twoim
coś mi tak dźwięczy... coś bardziej znanego
niż kołysanki mej umarłej matki.
Jednak dzierżawcy ty nie jesteś dzieckiem,
moją ty małą nie jesteś małżonką,
nie siadywałaś mi u stóp i włosem
ran nie suszyłaś ropiących307: — odpowiedz! —
Gdybyś... nie jesteś nią... lecz gdybyś była:
jakżeż ja wówczas mam pojąć to światło,
co przeszywało mury mojej kaźni?...
Wówczas ja ślepcem byłem całe życie
i wzrok zyskałem dopiero w przepaści!
I nie przeklinać musiałbym naonczas,
lecz błogosławić, składać dziękczynienia,
zamiast oskarżać, dziękczynienia temu,
który prowadził me kroki: i z wyżyn
tronu — raz jeszcze gdybym stanął na nim,
musiałbym sobie grzebać paznokciami —
tak, i zębami stopnie do mogiły,
w którą wtrąciła mnie moc niewszechmocna
tą swoją arcymiłosierną pięścią? —
To nie ty... Salve Regina308!... O Boże,
bądźże miłościw dla mnie!...
Pada, złamany, jego szloch zmienia się w głośne łkanie i dusza jego wyswobadza się w łzach.
Ottegeba
Wygląda w dziwnym oświetleniu kaplicy na zjawisko prawie bezcielesne, otoczone glorią. Przystępuje do Henryka, opiera się na jednym kolanie, obiema rękami podnosi głowę jego do góry i całuje go w czoło. On patrzy na nią osłupiały, posłuszny jak dziecko, jakby miał przed sobą zjawisko niebiańskie, a i ojciec Benedykt ukląkł, oszołomiony.
Chodź, już późno...
Biedny Henryku? Chodź!...
Henryk
Salve Regina!
Ottegeba
Chodź!
Benedykt
Dokąd idziesz?
Ottegeba
Obchodzić niebiańskie
me narodziny.
Benedykt
Pod nożem lekarza
z Salerny? —
Ottegeba
Dzięki, ojcze Benedykcie!
Pamiętaj o mnie!
Benedykt
A cóż mam powiedzieć
twemu biednemu ojcu?
Ottegeba
Tam! W niebiesiech
mieszka mój ojciec i ja chcę być prędzej
niż ty u ojca...
Benedykt
Do Henryka.
Dokąd pójść pragniecie?
Henryk
Jej się zapytaj! Ja nie wiem.
Ottegeba
Chodź w drogę,
biedny Henryku! Chodź w drogę, nie zwlekaj!
Chceszli309 mnie, ojcze, sznurami przywiązać
do ziemie310? Mamże311 przez ciebie utracić
tę odrobinę krwi, za którą mogę
kupić niebieską koronę?
Henryk
Dziewico!
Należysz do mnie...
Ottegeba
Nie! Do Pana Boga!
Biada! Co mówisz? Chodź...
Henryk
Albowiem tyle
dano mi jeszcze życia, ile twoja
zaczerpnąć może święta dłoń!...
Ottegeba
Jać312 tobie
zaczerpnę z zdroju zbawienia, lecz nigdy
na waszym świecie... Chodź, chodź! Tak na bożej
uznano Radzie... Muszę! Chcę! Tak, muszę!
I ludzkie słowa nie staną mi w drodze.
Święta Agnieszka313...
Benedykt
Jeśli jesteś bożą
oblubienicą, tak cię, jak tu stoję,
zawiodę w mury klasztorne, w tej chwili.
Ottegeba
Nie, ojcze!
Henryk
Idę za tobą, dziewico.
Wiedź mnie do życia... prowadź mnie ku śmierci!
Wiedź mnie do rożna świętego Wawrzyńca314,
do płomiennego stosu Polikarpa315:
przy tobie śmiać się będę z wszystkich katów
i krwi świadectwo dam twojemu słowu.
Zasłona.
AKT PIĄTY
Sala zamkowa w Aue. Przez boczne drzwi w głębi widać kaplicę z ołtarzem etc. — Wiszą w niej proporce i herbowe znaki panów z Aue, sztandary krzyżowe etc. — Na prawo od kaplicy, w tym samym położeniu loggia rzymska. Po lewej stronie sali bogate krzesło tronowe z stopniami. Nad tronem baldachim. Promienny poranek późną wiosną.
SCENA PIERWSZA
Hartmann von der Aue w bogatych szatach, ojciec Benedykt i Ottaker w rynsztunku z aktów poprzednich.
Benedykt
Zajęty rozmową z Hartmannem, podczas której stoi z respektem z dala.
Ponoć w turnieju zginął w Akwizgranie —
jakowyś rycerz ciął go poprzez szyszak.
Ottaker
Gryzie już trawkę.
Hartmann
Jeśli jest naprawdę,
jak powiadacie, a i ja te same
dostałem wieści o Konradzie Grave,
wówczas — pokorny sługa rzec to może —
podwójnie dziwne są nam drogi Pańskie.
Albowiem teraz... Wiecie, że z trudnością
mogłem utrzymać dla dawnego pana
ten gród warowny! — A więc teraz wiatry
przywiały ku mnie ten list z jego silnej,
męskiej prawicy...
Benedykt
Z Włoch?
Ottaker
O nie, znam człeka,
który go przyniósł: jest to pewien węglarz
z doliny Zastel.
Hartmann
I cóż? Czyś go badał?
Ottaker
A jużci, jużci316! Wziąłem go na spytki —
ino317 że, wiecie, ten hycel uparty
milczy jak kłoda, z której pali węgiel.
Benedykt
A więc sądzicie, że jest już w dolinie
Zastel?
Ottaker
Powiesić dam się, jeśli kłamię.
Hartmann
Prawda! Gdzież indziej mógłby on przebywać?
I któż by zresztą pisał list ten — patrzcie!
Jest w nim niejeden ustęp nieco ciemny,
ale odgadnąć można niemal pewno,
że może dziś już będzie razem z nami.
Benedykt
A ten — spojrzycie — list mój, napisany
mową łacińską, pochodzi z Wenecji.
Ottaker
Na świętą Annę! Mnie coś się wydaje,
że on żadnego nie napisał listu.
Hartmann
A cóż zawiera?
Benedykt
Jasnych słów niewiele:
wprawdziem318 go kiedyś — powiada — rozgniewał,
lecz po chrześcijańsku chce mi to przebaczyć...
Ottaker
Dajże nam wszystkim, Boże, odpuszczenie.
Benedykt
...ino że mam się okazać posłusznym
i wczesnym rankiem, w dniu świętego Jana,
mam mu zgotowić319 kaplicę zamkową
w Aue.
Hartmann
Z pełną przeczucia wesołością.
Jesteście tutaj i możecie
wypełnić jego wolę. Weźcie klucz ten —
zawdzięczam Bogu i mym tysiąc trzystu
dzielnym rycerzom i knechtom320, żem dotąd
mógł go utrzymać na kółku321 — a zasię322
jemu zawdzięczam znowu, żem odzyskał
knechtów... więc bierzcie klucz ten i ze skarbca —
o, hrabia Konrad miał k’temu323 niemałą
chętkę — przynieście ciężkie, szczerozłote
naczynia mszalne z cesarza Karola
pradawnych czasów.
Benedykt
Bierze klucz.
Czynię, jak każecie.
Jak wasza miłość sądzi?... Czy wyzdrowiał?
Hartmann
Wzruszając ramionami.
Jać tego nie wiem, ojcze Benedykcie.
Benedykt
Żali324 i do was dotarła wiadomość,
iże cudowny lekarz sprawił swoje?
Hartmann
I to, i inne. Po dwadzieścia razy
mówiono o tym, że umarł w Florencji,
w Padwie, Rawennie, że leży — pochowan325
w Monte Kasyno i że się utopił,
że został przebit326 sztyletem, że w gardziel
Etny się rzucił — a potem stokrotne
chodziły wieści, że go oczyściły
te w Puzzuoli cudowne kąpiele,
że go uzdrowił słynny mistrz w Salernie.
Benedykt
Z westchnieniem.
Czemuż tu wierzyć i coby tu czynić?!
Hartmann
Myśleć, jak myślę ja: dochować wiary.
Benedykt
A Ottegeba?
Hartmann
Ojcze Benedykcie!
Jeżeli pan nasz wyzdrowiał, naonczas
powiem, że nieba zesłały mu świętą
ową dziewczynę, aby żył, a śmierć jej
niech pozostanie już zrządzeniem bożym.
Benedykt
Owszem. A jednak gorżka327 to powinność
dziś go przyjmować: bo com ja w tym czasie
widział i przebył od chwili, gdy dziecko
znikło bez śladu... Myśmy go szukali:
Gotfryd, Brygita i ja — wszędzie, wszędzie
po wsiach i miastach, po wszystkich szpitalach,
w zaułkach nędzy i występku — panie,
to się zapomnąć328 nie da!... Przy tym, panie,
gdybym ja nie był tu spólnikiem329 winy!
Lecz w piersi mojej zarył mi się straszny
wyrzut i nie chce umilknąć.
Hartmann
Znaliście
ową dziewczynę od młodości?
Benedykt
Panie!
Jak swoją córkę, jak swe własne dziecko!
I obym był ją uważał330 za własną!
Abym był dla niej mógł być331 jako ojciec!
A tak najemcą byłem, nie pasterzem.
Hartmann
Mamże332 powiedzieć, co ja o tym myślę?
To Wenus333 tak ją ubrała...
Benedykt
Tak, prawda!
Ziemska to była miłość... Beznadziejna
była to miłość, która musi wszelką
żywić nadzieję i ból wszelki znosić.
I jam był kiedyś na tej błędnej drodze,
jednak omamion blichtrem niebiańskości,
i teraz, ślepiec, poznać jej nie mogłem.
Hartmann
Ja tak nie myślę, ojcze Benedykcie!
Dla mnie to dziecko i dziś jeszcze święte.
To, co się tobie wydało niebiańskim,
zostanie zawsze niebiańskim, a miłość
zawsze jest jedna, ziemska czy niebiańska.
Benedykt
Świecka to mądrość! Owszem! Tylko czemu
takem niewiele miał334 jej w tych okropnych
godzinach próby!
Hartmann
Szła w śmierć za Henryka.
Czemu? Badałem rzecz tę i powiadam:
W śmierci jej miłość święciła tryumfy:
On stał się dla niej miłosnym wyznaniem!
Benedykt
Gdyby to dziecko zginęło, jak mówisz,
rzecz podziwienia godna, cud miłości!
I ja, zaprawdę, znalazłbym pociechę!
Lecz ja nie wierzę — nie! Ta piękna perła
upadła, panie, i zagasła w błocie!
Boże mój! Przebacz panu, mnie — przenigdy!
Hartmann
Do Ottakera, wyglądającego, jakby chciał uciekać.
Dokąd, Ottaker?
Ottaker
Czyni ruch przeczący; zostając z niechęcią.
Hartmann
Cóż się stało? Mówże335!
do Benedykta
Czy wam jest znany ten pachołek, ojcze?
Benedykt
Nie.
Hartmann
Nie? Po uszy siedzi w krotochwilach,
którymi chełpi się nie tylko w stajni
wobec parobków i dziewek, lecz także
lubi uraczyć nimi małe dzieci.
Ottaker
Niech mnie pioruny!... Panie, nie wiem wcale,
co chcecie mówić?
Hartmann
Klnie się, aż się niebo
kurczy, przysięga, aż ropuchy skaczą,
że nigdy biednej córeczce dzierżawcy
o salerneńskim nie mówił lekarzu.
Benedykt
Wy to jesteście?
Ottaker
Co? Jak? Kim ja jestem?
A niech mnie czarci!... Panie! Kląć się nie chcę —
pozwólcie, panie, odejść mi na szaniec.
Ottaker wychodzi.
SCENA DRUGA
Hartmann
Tak! On to! On!...
Benedykt
Co rzucił pana?
Hartmann
I głowę dziecka nabił poczwarami.
Ta jego czaszka to gniazdo jaj żmiich336,
z których co chwila jedno się wylęga
pod niespokojnym żarem jego ciała.
On wam nabożnie będzie znosił kłody
na stos dla żydów i dla trędowatych,
cały wypchany jest amuletami,
wiarę ma w ptactwo trupie i w złodziejskie
palce i nosi zawsze buteleczkę
krwi ludzkiej w sakwie i klnie się na sprawy
dziwne, nieczyste, zgroźne337, tajemnicze.
Benedykt
Tak, świat się roi od demonów... Zawszeć
człowieka hańbi przeniewierstwo.
Hartmann
Patrzcie!
Drab ten, co ongi338 odbiegł swego pana339,
jak tchórz, niedawno rzucił się z tej twierdzy
właśnie na wrogów tego pana: straszny
dzik rozjuszony, urągliwy śmierci.
SCENA TRZECIA
Ottaker
Wpada gwałtownie na sceną.
A niech mnie diabeł rozsadzi, lecz panie,
teraz mi dajcie urlop.
Hartmann
Dokądże to?
Ottaker
Precz! Tam w dziedzińcu stoi stary człowiek
i, Boże przebacz, jakieś babsko stare...
Do czarta! Lepiej iść między murzyny!
Hartmann
Z okna patrzy w dziedziniec.
Gotfryd! Brygita! Ojcze! Przez Bóg miły
To z Wehrawaldu tych dwoje staruszków.
Ottaker wychodzi.
SCENA CZWARTA
Benedykt
Rozumieli340 to wasza miłość, panie?
Hartmann
Coś niezupełnie. Ale zdaje mi się,
że nie oznacza to nic złego... Teraz
pomyślcie, ojcze, o waszym ołtarzu!
Wszystkie te znaki, a zwłaszcza ostatni,
świadczą wam o tym, iże pan nasz dawny
zaczyna znowu dawnym swym sposobem
i według planu dzierżyć ster. Snać341 dobry
jakowyś święty począł dzień dzisiejszy,
jemu, po Bogu, myślę się poruczyć.
SCENA PIĄTA
Mnich, lewą ręką przysłaniający sobie twarz kapturem, z laską pielgrzymią w prawej, szybkim krokiem przechodzi przez scenę.
Hartmann
Przerażony, zatrzymuje mnicha.
Dokąd podążasz i jakeś342 się tutaj
dostał wskroś straże?
mnich daje znak, że chce z nim pozostać sam na sam
Idźcie! Mnie jedynie,
widać, przynosi wieści.
Benedykt odchodzi.
Hartmann
Mów!
Mnich
Hartmannie!
Hartmann
Henryk! O Boże!
Henryk i Hartmann
Milcząc rzucają się w objęcia.
Henryk
Bóg przemówił do mnie:
«Idźże i pokaż się kapłanom!».
Hartmann
Zdrowy?
A...
Henryk
Dziecko? Poszlij343 do lasu i rozkaż
oblubienicy mojej, by ci sama
dała odpowiedź.
Hartmann
Na żywego Boga!
Więc dziecko żyje?!
Henryk
Mniemasz, że bym stał tu,
gdyby nie żyła?... Mniemaszli344?
Hartmann
Stanowczo.
Nie, panie!
Henryk
Tak samo.
Nie, mój Hartmannie!
ponownie padają sobie w objęcia; uwolniwszy się z objęć
Ale dość na teraz.
Jak się to stało, że zdrowymi stopy
dotykam znowu tych dawnych kamieni
mojego grodu... cicho! O tym wszystkim,
co wiem, com słyszał, przeżył i przecierpiał —
tak, o tym wszystkim cicho! Sposobniejszej
zostawmy porze te sprawy... Hartmannie,
dobry Hartmannie! Cierpliwości!
Hartmann
Wiecie,
że w Akwizgranie leży ciężko chory
wasz krewny Konrad? Zmożon345 jest w turnieju.
Henryk
Wiem, upadł z konia; umarł, wysadzony
z siodła przez własną szkapę! Aniołowie,
tak, aniołowie potrząsają kubkiem
z kośćmi... Lecz o tym cicho, przyjacielu!
Pomówmy teraz o ważniejszych sprawach.
Gdzież dzielny ojciec Benedykt?
Hartmann
Do skarbca
poszedł, by przybrać ołtarz...
Henryk
Tak mu powiedz,
aby się spieszył; a w krużganku, drogi,
rozkaż splądrować wszystek krzak mirtowy —
wesele sprawiam — dzisiaj — bez wahania,
a niech odźwierny uwije mi wianek
skromny, lecz zasię346 taki, by wystarczył
na skronie młodej dzieweczki dzierżawcy.
Hartmann
Co wasza miłość mówi?
Henryk
Nic innego,
tylko to właśnie, drogi przyjacielu:
i com w swej duszy raz już postanowił,
tego przed ludźmi bronić nie mam w myśli.
Wszystko tak będzie, jako jest. I na tym
koniec.
Z tą chwilą, kiedy pierwszy promień
łaski mnie drasnął, gdy zstąpiła ku mnie
ta owa święta, byłem wraz oczyszczon347:
z mojej zatęchłej, potępionej piersi,
znikło od razu wszystko, co w niej było
niskiego; rozwiał się zabójczy opar
mej zimnej duszy — zmarły w niej nienawiść
i żądza zemsty, złość i chęć szaleńcza,
by się narzucić ludziom, choćby nawet
z pomocą mordu! Alem był348 bezradny!
Oszołomiony czepiłem się ręki
mej zbawicielki i w jej aureolę
wciśnięty, szedłem za każdym jej krokiem...
W jej mgławym kole znów mogłem oddychać,
a gdy na skronie kładła mi swą rękę,
tak349 sen, co dotąd unikał mych powiek,
w mym biednym sercu zamknął mi znów przystęp
wrogim demonom...
zjawia się ojciec Benedykt
Ciebie to ja szukam!
Tak, ojcze, ciebie przede wszystkim! Zbliż się!
Pomóż mi, pomóż! Jestem zdrów! Uleczon350!
Jestem u celu, a jednak daleko
od tego celu! Nie mów nic, o, nie mów,
tylko posłuchaj dalej mej spowiedzi...
Wtem spłynął na mnie nowy promień łaski.
Cóż mam powiedzieć? W tym nowym promieniu,
który mi błyszczał spod powieki dziecka — —
żyję! O, nie patrz na mnie, stary człeku,
z taką woskową bladością! — Na nowo
odrodziła się moja miłość w zmarłym,
posępną grozą przepełnionym świecie.
I znowu w fali świetlnego żywiołu
rozpłomieniły się wzgórza radością,
morze rozkoszą, a niebiańskie dale
szczęściem — i znowu w mej piersi poczęły
rwać się do życia i wrzeć świeże siły:
zwarły się we mnie znów w przemożną wolę,
ażeby walczyć, niemal dotykalnie,
przeciwko memu wiądowi351... Lecz jeszczem
nie był wyzdrowion352, ale czułem jedno:
że wyzdrowieję albo też z nią razem
jednakiej doznam śmierci...
Posłuchajcie!
Wbrew mojej woli, na przekór mym prośbom
wiodła mnie z sobą do Salerny. Chciałem
złamać jej śluby — ale mnie przemogła...
Prawda: Południa raje hamowały
nieraz jej kroki; w kwiecistych smaragdach353
gór apenińskich stawała zdumiona,
tknięta ich czarem, albo na błękitnych
milkła wybrzeżach, pobladła z boleści
i szczęśliwości... lecz potem... — o, wielką
wydała mi się tą chwilą354, w mych oczach
rosła do jasnych rozmiarów serafa355!
Potem zamknęła się, mówię, dla świata
i, jakby szarpał ją głód śmierci, znowu
z podwójną mocą ciągła356 mnie za sobą
hen na Południe...
Stanęliśmy razem
wobec lekarza: — o tak, mimo wszystko,
jakem powiedział... daleko! W Salernie...
Przemówił do niej... Pytał, czego pragnie. —
Chce umrzeć dla mnie. Dziwił się, odradzał,
nóż pokazywał i tortury — na nic!
Ani na chwilę nie umiały zachwiać
słowa lekarza jej wolą: i wtedy
zamknął się razem w komorze — z nią razem.
Ja zaś... tak, nie wiem, co się działo ze mną.
Straszne słyszałem huki — jakaś światłość
błyskawicowa wdzierała się we mnie,
paląc i krając mi serce! Straciłem
zmysły! I z dźwierzy357 poleciały trzaski,
krew popłynęła z moich pięści obu,
zdawało mi się, że wszedłem przez ścianę!
I oto, mówię, leżała przede mną
naga, jak Ewa, silnie przywiązana
do deski... Patrzcie, mężowie, naonczas358
trzeci mnie dotknął promień świętej łaski.
Cud się wypełnił, byłem uzdrowiony!
Wierzaj, Hartmannie! Jak ciało bez serca,
jak golem359 będziesz, jak twór czarnoksięski,
nie dzieło boże — z gliny lub kamienia,
albo i skruszon będziesz, póki czysty
i nieskrzywiony, nieprzerwany, prosty
strumień boskości nie wyryje sobie
drogi do owej niezgasłych tajemnic
pełnej łupiny, kryjącej przed naszym
okiem prawdziwy cud stworzenia: — wówczas,
wówczas dopiero przeniknie cię życie.
I z piersi twojej rozszerzą się nieba,
wielkie, bezkreśne360, przecinając ściany
twego więzienia — i ty razem z światem,
wyzwolon jego zbawiającą mocą,
wraz się rozpłyniesz w przedwiecznym żywiole
miłości...
Sprowadź ją tutaj.
Hartmann odchodzi
Tak, ojcze!
Ona jest tutaj! Ale ty — toć mówię —
już jej nie spotkasz takiej, jaką znałeś.
Jeszcze naonczas, kiedym ją odwiązał
od stołu mistrza i uniósł ze sobą
ten dar niebiosów, upadła, złamana.
Naprzód tygodnie długie przeleżała
w ciężkiej gorączce, a potem, powstawszy
z łoża boleści, była przemieniona.
Chociaż ją nogi zaledwie udźwigły361,
nie chciała żadną miarą dosiąść konia,
któregom dla niej najął do podróży.
Przy moim boku, z wielkim biegnąc trudem,
ciężar ołowiu w wątłych mając członkach,
wciąż się zdawała unikać mnie w drodze
i tylko z drżeniem znosić me sąsiedztwo.
Benedykt
Gdzie ona, panie? Prowadźcie mnie do niej!
Racz wasza miłość przebaczyć: ociężał
ten ci mój język w tej chwili wdzięczności.
Idzie! — Zostawcie nas sam na sam, panie!
Henryk wchodzi do kaplicy.
SCENA SIÓDMA
Ottegeba
Wchodzi, prowadzona przez Hartmanna. Blada i zmęczona, bosa, w ubraniu pielgrzymim, o kiju.
Ottegeba
Gdzie jestem, panie? Powiedz...
Hartmann
W zamku w Aue.
Ottegeba
Gdzie?
Hartmann
W zamku w Aue.
Ottegeba
Gdzie? W jakiej dziedzinie?
Hartmann
W Szwarcwaldzie, pani, na ojczystej ziemi.
Benedykt
Popatrz się na mnie, już mnie nie poznajesz?
Ottegeba
W uporczywym zamyśleniu.
Przebacz... cokolwiek...
z lękliwą radością, rzucając mu się na piersi
Ojcze Benedykcie!
Nie mów nikomu! Nie mów, kim ja jestem!
Pomóż! Bądź wierny! Dobry! Litościwy
bądź mi, mój ojcze, iżby mnie nie zabił
ten wstyd bezmierny!...
Benedykt
Cicho, dziecko, cicho!
Ja cię ukryję, jeżeli gdzie indziej
nie masz ukrycia.
Ottegeba
Tak, tutaj przy tobie,
w cichej pustelni...
Benedykt
Co?
Ottegeba
Przy tobie, ojcze,
w głębokiej puszczy.
Benedykt
Powróćże362 do zmysłów,
ty moje drogą utrudzone dziecię.
Mylisz się: ptactwo śpiewa o tam, w kniejach!
Tu echo tylko odbija się w zamku.
My nie jesteśmy, dziecko, w moim lesie.
Ottegeba
Jać sobie, ojcze, przypomnąć363 nie mogę364,
gdzie my jesteśmy... Idźmy głębiej w góry!
Słuchaj... Nie! Później... Idźmy! Nie! Nie jeszcze —
kłamałam... Jestem potępiona, ojcze!
Jestem stracona... ojcze...
Benedykt
Nie, dziewico!
Czyn twój przeciwko tobie świadczy, rada
oddałaś życie, by okupić dolę
biednego pana Henryka, atoli365
Bóg ci uczynił, jak Izaakowi —
miłośnie przyjął ofiarę z ołtarza.
Ottegeba
Nie! Ja umarłam na ołtarzu! Obcy,
surowy, dziki pochłonął mnie ogień,
który się palił w szpiku moich kości...
Pragnęłam krzyczeć: puśćcie mnie, wy piekła!
Ale ten wyraz milkł na żądnych ustach —
Bij, zanim umrę, bij, ty zły lekarzu —
takem jęczała — daremnie! Truciznę
nieprzyjaciela wessały już w siebie
spragnione członki. I nim aniołowie
poczęli śpiewać «hosanna», ma żądza
zmarła na piersiach szatana.
Benedykt
Podpierając ją i prowadząc do ołtarza.
Cóż na to
można powiedzieć? Znasz mnie i wiesz dobrze,
iż na szerokiej ziemi nikt mojemu
tak nie jest bliski sercu, jak ty, dziecię.
Miej na uwadze słowa spowiednika:
Lekarz, być może, jest czartem, lecz właśnie
pan nasz w ostatniej chwili był powołan,
by cię ratować. I tak to leżałaś
nie na szatańskim łonie, lecz w uścisku
tego człowieka, o którego duszę
takeś walczyła366, jak on w owej chwili
walczył o twoją.
Ottegeba
W największym wyczerpaniu pada na krzesło.
Kłamałam! Kłamałam!
Nigdym o jego nie walczyła367 duszę
i przeto368 Bóg mnie postawił pod pręgierz.
Zasłania sobie twarz rękami.
Henryk
Wychodzi po cichu z kaplicy i klęka przed nią.
Spójrz wokół siebie! Nie drżyj! Wszak nie jesteś
gołębiem w klatce — a jam nie jest wężem,
abyś drżeć miała przed moim spojrzeniem.
Ale tyś moją, męża, którym jestem,
który jest twoim... a nie kusicielem,
nie! To mnie kuszą, kuszą tak jak ciebie!
A choć ty jesteś czystsza, choć wolniejszaś369
od skaz, to ogień i mnie uszlachetnił,
że, jako pierścień z czystego metalu,
mogę już dzisiaj służyć za oprawę
dla tego wody najczystszej brylantu,
jakim jest dusza twoja.
Przeto370 mała
oblubienico, powiedz mi słóweczko,
ciche słóweczko na ciche pytanie,
a potem możesz wypocząć po strasznych
trudach długiego poranku, co dla nas
skończył się teraz jasnym dniem. Odpowiedz:
żali371 nie chciałaś wrócić mi znów życia
i w zamian za nie dać twego? Więc teraz
daj mi twe życie: moim jest i moim
było od wieków! Wierną, na śmierć wierną
byłaś mi dotąd służebnicą: dzisiaj
po raz ostatni niechaj znajdzie posłuch
u ciebie moja modlitwa: bądź moją
panią! Bądź moją żoną! —
Ottegeba
Rozwarła szeroko oczy, jak w natchnieniu, a potem, jak gdyby oszołomiona wielką światłością, powoli zamknęła je znowu.
Benedykt
W nawałnicy
światła zasnęła, a jednakże jeszcze
widziała glorię.
Henryk
Zaślubiny ziemskie
lub wiekuista śmierć!
SCENA DZIEWIĄTA
Ottaker
Zjawił się we drzwiach. Poznaje Henryka, postępuje kilka kroków ku niemu i pada zemdlony.
Henryk
Wstań, Ottakerze!
Wstańże372, mój wierny przeniewierco! Łaska
i przebaczenie spływa na nas wszystkich.
Walczyłeś! Jam się poznał na twej walce!
Żyw ten, kto walczy, a na dobrej drodze
ten, który, błądząc, ciągle dąży naprzód.
A teraz na znak, drogi przyjacielu,
że jestem twoim tak, jak byłem ongi,
gdy ja się będę ubierał w purpurę,
ty jak stróż Grala, staniesz mi przy boku.
SCENA DZIESIĄTA
Benedykt
Spoczywaj, dziecię, spoczywaj!
Ottaker
Stojący obok tronu.
A choćby
miała lat tysiąc wypoczywać tutaj,
a ja się ruszył z miejsca — kromia373 tego,
iżby mnie zmogła śmierć, to, mój księżuniu,
niech mnie w wieczyste strącą potępienie.
SCENA JEDENASTA
Benedykt
Udał się do kaplicy; widać go zajętego przy ołtarzu. Sala zapełnia się powoli rycerzami zbrojnymi i bez zbroi.
Pierwszy rycerz
Co?
Drugi rycerz
Tam!
Pierwszy rycerz
Rycerzu, gdzie?
Drugi rycerz
O tam, na tronie!
Ottaker
Cicho, panowie!
Pierwszy rycerz
Cóż to jest za obraz?
Trzeci rycerz
To jest ta sama, panowie... na Boga!
...którą widziałem jeszcze wczoraj z góry,
z okna Pallady, jak z studni, pod murem,
o tam, przy bramie, piła nachylona
wodę rękami! — Mówię wam, rękami...
Pierwszy rycerz
Czy to jest może pani Awantura?
Ottaker
Panowie, cicho! Świętym jest sen świętej,
przy tym to nasza pani.
Czwarty rycerz
Co?
Ogólny, serdeczny śmiech rycerzy.
Piąty rycerz
Ten tuman —
co on powiada? Mary mu się snują —
To jakieś dziewczę wędrowne, nic więcej.
Ottaker
Niech was pchły zjedzą!... Niech wam bielmem zajdą
te wasze oczy, pano... — — —
Bogu dzięki:
Żyje!
Pierwszy rycerz
Naprawdę! Porusza wargami.
Ottegeba
Nigdym ja dotąd nie słyszała takiej
nawały hymnów...
Drugi rycerz
Śni!
Ottegeba
Czy słyszysz, ojcze?
Pierwszy rycerz
Co ona mówi?
Ottegeba
Matko! Matko! Widzisz?...
Piąty rycerz
Czego to dziecko chce?
Ottegeba
Korona spływa —
Niesie ją tyle, tyle rąk!...
Trzeci rycerz
Kim jesteś —
powiedz, dziewczyno...
Ottegeba
Przez sen.
Waszą teraz panią!
Pierwszy rycerz
Kimkolwiek jesteś, moje dziecko drogie,
przed twym urokiem uginam kolana.
Ale nam biedny hrabia z Aue zginął
w dalekim świecie i jest nieżonaty.
Tłumione i wzrastające poruszenie śród rycerzy.
Benedykt
Wychodzi z kaplicy, tajemniczo.
Cicho, panowie! Spokój! Posłuchajcie:
cud ten przywiodła ku nam taka ręka,
że się jej żadna, żadna ludzka wola
oprzeć nie może; nigdy też baldachim
nie krył kobiety czystszej, szlachetniejszej...
Korzcie się przed nią! Ona jest tu panią,
musi być panią... A on, zaginiony
w dalekim święcie książę, Henryk z Aue,
jest między nami i za chwilę, zdrów już,
stanie się dumnym filarem tej sali.
SCENA DWUNASTA
Rycerze tryumfalne wznoszą okrzyki, albowiem Henryk, w purpurze i przy mieczu wchodzi na scenę przy boku Hartmanna; przed nim trzej paziowie, z których pierwszy niesie na wezgłowiu trzy korony.
Henryk
Dank374 wam rycerze! Dank wam! Z odmłodzonej
witam was duszy, lecz z dawną miłością!
Pod tą purpurą kryję blizny... Blizny
wzdyć375 kosztowniejsze od purpury! Prawdę
po tysiąckrotniem chwytał376, a com chwycił377,
ranę mi ryło w ciele... Wszystkie strachy,
wszystkiem ja poznał378 leki, wszystkie jadne379,
krwią rozpienione widziałem zapasy.
Sam ci się wiłem380 w mękach potępieńców,
aż mnie znalazła miłość, co nas wszystkich
szuka.
zwrócon do Ottegeby
Gołąbka, nieznająca żółci,
święta Ottgeba... Ustąpcie się od niej!...
Zbudź się, małżonko!
do paziów
Dajcie mi koronę!
bierze koronę i trzyma nad głową Ottegeby
Mą pośredniczką była ta dziewica —
bez pośrednictwa Bóg zbawiać nie może —
to niech wam starczy...
nakłada jej koronę
A teraz się pytam:
Stwórca wybranych swoich koronuje
we śnie — czy chcecie czcić ją jako waszą
panią — goręcej czcić niż mnie — powiedzcie —
pod jej łagodnym berłem żyć czy chcecie?
Czy nam w weselne uderzycie dzwony?
Hartmann
Panie! Co mówisz! Nie tylko we dzwony,
ale w spiżowe uderzym381 puklerze,
a okna tego starego zamczyska
w wielką, jak usta, rozkrzyczą się radość.
Podnoszą tryumfalne okrzyki.
Henryk
Sposępniał, pospiesznie.
Cicho, bez wrzawy! Bez tej wesołości,
co oszałamia, lecz nie budzi — precz z nią,
albowiem ona kazi uroczystość,
przytłacza duszę świętych dni!... Tchórzostwo
słucha dzikiego głosu trąb wrzaskliwych,
a my nie tchórze; mężami jesteśmy
i wierzącymi w każdy czas. Rzecz wzniosła
rozumieć radość i być panem nad nią.
Przepastną głębię ma pod sobą okręt,
na którym płyniem, a gdy się pogrąży
nurek w tych bezdniach i wróci z nich cały,
wówczas śmiech jego, jeśli się zaśmieje,
wart ci382 jest złota. —
Ottegeba
Budzi się.
Co się ze mną dzieje?
Benedykt
Poddaj się! Ukórz!
Henryk
Nie! Miast383 się ukorzyć,
dumnie się podnieś! ...
Ottegeba
Prostuje się z drżącą rozkoszą.
Jak mi każesz, panie!
Henryk
Do Benedykta.
Czyń, co masz czynić...
Ojciec Benedykt zamienia pierścionki. Przy tym słychać przyciszone dzwony.
Ottegeba
Ach! Tyle wycierpiał,
biedny Henryku!
Henryk
Ty więcej ode mnie!
Lecz o tym cicho, ty moja małżonko —
wszak mówi Koran, że po tym, co ciężkie,
nastąpić musi zawsze to, co lekkie.
Ottegeba
Niechaj się stanie, jak chcesz.
Benedykt
Już się stało.
Henryk
Przytula Ottegebę w długim pocałunku.
Ottegeba
Henryku! Słodką teraz umrę śmiercią.
Henryk
Drugą koronę wkładając na głowę swoją.
Otom znów panem swojego dziedzictwa.
Śmierć, zmartwychwstanie — oto dwa są dźwięki,
które wybija dzwon wieczności... Wolny
jestem od klątwy... Niech się wzbiją w niebo
te moje orły, te moje sokoły!...
Przypisy:
1. mienić się (daw.) — zmieniać się; tu: zmienić wyraz twarzy. [przypis edytorski]
2. zaambarasowanie — zakłopotanie. [przypis edytorski]
3. abo (starop.; gw.) — albo. [przypis edytorski]
4. gdybyć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]
5. com ich ubił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: co ich ubiłem (popr.: których ubiłem). [przypis edytorski]
6. jeszczemcić zdrowy — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, podwojoną w skróconej do -ć formie i dodaną do partykuły „jeszcze”, do której również dodano końcówkę 1 os. lp czasownika „być”; znaczenie (ze szczególnym naciskiem): jeszcze jestem zdrowy. [przypis edytorski]
7. krwie (daw. forma D.) — dziś: krwi. [przypis edytorski]
8. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]
9. juści (gw.) — owszem. [przypis edytorski]
10. mógł był pomyśleć — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: mógł (wtedy, wcześniej, uprzednio) pomyśleć. [przypis edytorski]
11. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do -ć). [przypis edytorski]
12. za tom (...) zobaczył — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: za to zobaczyłem. [przypis edytorski]
13. któregom nie znał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: którego nie znałem. [przypis edytorski]
14. mnieć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć) dodaną do zaimka mnie. [przypis edytorski]
15. juści (gw.) — owszem. [przypis edytorski]
16. Mojżesza (...) zakon (daw.) — prawo Mojżesza. [przypis edytorski]
17. cesarz Fryderyk — tu: Fryderyk I Barbarossa (tj. Rudobrody; ok. 1122–1190) z dynastii Hohenstaufów, syn księcia Szwabii, Fryderyka II i księżniczki Judyty z rodu Welfów, konkurencyjnego wobec Hohenstaufów w rywalizacji o koronę cesarską (Świętego Cesarza Rzymskiego), którą Barbarossa przywdział w 1155 r., kiedy wsparł papieża Eugeniusza III w jego sporze z mieszczaństwem rzymskim i doprowadził do ujęcia oraz egzekucji przywódcy buntu, Arnolda z Brescii. Istniał jednakże trwały brak porozumienia między cesarzem a papiestwem w kwestii inwestytury, tj. nadawania godności biskupich (nastąpiło odnowienie sporu między cesarzem Henrykiem IV a papieżem Grzegorzem VII i ich następcami, formalnie zakończonego w 1122 r. konkordatem w Wormacji). Napięte relacje utrzymywały się między cesarzem a kolejnymi papieżami: Hadrianem IV i Aleksandrem III, który stał wprost na stanowisku, że również sama godność cesarska stanowi beneficjum, a więc lenno papiestwa. Fryderyk I doprowadził do wyboru antypapieża Wiktora IV, w związku z czym papież Aleksander III w 1160 r. obłożył cesarza ekskomuniką. Cesarz kilkakrotnie zajmował zbrojnie Rzym, zmusił papieża do emigracji na Sycylię, a po śmierci Wiktora IV nowym antypapieżem ustanowił swego kanclerza Reinalda von Dassel jako Paschalisa III. Konflikt między cesarzem a papieżem trwał aż do roku 1177 i zakończył się polubownie strategicznym porozumieniem w Wenecji. Fryderyk Barbarossa zginął (dość przypadkowo zresztą, utopiwszy się w rzece) podczas krucjaty, którą podjął w odpowiedzi na wyzwanie, jakim było dla niego, jako przywódcy chrześcijańskiego cesarstwa, zdobycie Jerozolimy przez Saladyna w 1187 r. Fryderyk Barbarossa już za życia cieszył się legendarną sławą i uznawany był za wcielenie cnót rycerskich. [przypis edytorski]
18. lubian (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; lubiany. [przypis edytorski]
19. Piotrowy namiestnik — papież; tradycyjne, metaforyczne określenie głowy kościoła katolickiego. [przypis edytorski]
20. możeć to wziąć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]
21. małoć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]
22. otukno (gw.) — smutno, tęskno. [przypis edytorski]
23. obyć smakowało — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]
24. nieruchomie (daw. forma) — dziś raczej: nieruchomo. [przypis edytorski]
25. niedalekoś — konstrukcja ze skróconym do końcówki czasownikiem; znaczenie: niedaleko jesteś. [przypis edytorski]
26. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]
27. lepszegom nie zaznał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: lepszego nie zaznałem. [przypis edytorski]
28. niźli (daw.) — niż. [przypis edytorski]
29. przedsię (daw.) — przecież. [przypis edytorski]
30. juścić — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, podwojoną w skróconej do -ć i dodaną do gwarowego „juści”: owszem. [przypis edytorski]
31. tom ci ja — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
32. śniadać (daw.) — jeść śniadanie. [przypis edytorski]
33. wrótnie (daw., gw.) — wrota; obszerne drzwi a. brama. [przypis edytorski]
34. knecht (z niem.) — giermek, pomocnik rycerza, pachołek; żołnierz pieszy. [przypis edytorski]
35. takem leżał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak leżałem. [przypis edytorski]
36. obzywać się — dziś popr.: odzywać się. [przypis edytorski]
37. gorze (daw., starop.) — tu: biada. [przypis edytorski]
38. żaliż (daw., starop.) — konstrukcja złożona z zaimka pytajnego zali: czy, czyż oraz partykuły -że (skróconej do -ż) w funkcji wzmacniającej. [przypis edytorski]
39. samli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą li; znaczenie: sam jedynie, sam tylko. [przypis edytorski]
40. powłoszczyć się — zwłoszczyć się; nabyć cech właściwych mieszkańcom Włoch. [przypis edytorski]
41. brońże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
42. wyście — przykład konstrukcji z czasownikiem „być” skróconym do końcówki fleksyjnej dodanej do zaimka osobowego; inaczej: wy jesteście. [przypis edytorski]
43. wiernota (neol.) — dziś popr.: wierność. [przypis edytorski]
44. pochmurniawszy — popr. forma imiesłowu współczesnego: pochmurniejąc a. uprzedniego od czas. dokonanego: spochmurniawszy. [przypis edytorski]
45. wieście — forma zarchaizowana; dziś popr.: wieści. [przypis edytorski]
46. gwelfowie, gibelini — nazwy przeciwnych stronnictw w sporze między cesarstwem a papiestwem o suwerenność władzy świeckiej, ale też o przyłączenie miast włoskich do Cesarstwa; gwelfowie zyskali nazwę od nazwiska popieranych przez nich książąt bawarskich Welfów, wspierających aspiracje papieża; gibelini byli stronnikami władzy cesarskiej we Włoszech, a ich nazwa pochodzi od wirtemberskiego miasta Waiblingen, a zarazem zawołania bojowego Hohenstaufów; gwelfowie byli związani gł. z mieszczaństwem, zaś gibelini reprezentowali interesy feudalnego rycerstwa i popierali niezależność Cesarstwa Rzymskiego od papiestwa. Niektóre włoskie miasta do dziś mają w herbie znak przynależności do jednego ze stronnictw: trzy złote lilie gwelfów w błękitnym polu (niekiedy pod czerwonym kołnierzem turniejowym) albo czarnego cesarskiego orła gibelinów w złotym polu. [przypis edytorski]
47. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do -ć). [przypis edytorski]
48. ci — tu: w funkcji partykuły wzmacniającej. [przypis edytorski]
49. wyka — rodzaj roślin zielnych z rodziny bobowatych; gatunki siewne cenione są jako rośliny pastewne, a także ze względu na walory smakowe i wysoką zawartość białka. [przypis edytorski]
50. k’miejscu (daw.) — ku miejscu, do miejsca. [przypis edytorski]
51. com spostrzegł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: co spostrzegłem. [przypis edytorski]
52. ledwiem (...) wyrzekł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: ledwie wyrzekłem. [przypis edytorski]
53. rozbawion (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
54. radośniem witał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: radośnie witałem. [przypis edytorski]
55. takem się oddalił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak się oddaliłem. [przypis edytorski]
56. jakem (...) czynił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: jak czyniłem. [przypis edytorski]
57. bójże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
58. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]
59. jakim ja łagodny — skrócona forma; inaczej: jaki jestem łagodny. [przypis edytorski]
60. potrząśnienie — dziś popr.: potrząśnięcie. [przypis edytorski]
61. powiedzże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
62. zadawa (daw.) — dziś popr. forma 3 os. lp: zadaje. [przypis edytorski]
63. pragnieszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy pragniesz, czyż pragniesz. [przypis edytorski]
64. powiedzże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
65. ziem (daw.) — forma dawna, skrócona; dziś: ziemia. [przypis edytorski]
66. przecz (daw., starop.) — czemu, dlaczego, za co. [przypis edytorski]
67. bojaźliwymi oczy (daw.) — dziś popr. forma N. lm: oczami. [przypis edytorski]
68. iże (daw.) — że, iż. [przypis edytorski]
69. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]
70. legał (daw.) — forma dla czynności wielokrotnej; znaczenie: zwykł leżeć, leżał wielokrotnie. [przypis edytorski]
71. Azzahra — także: Medina Azahara a. Madinat al-Zahra; arab. kompleks pałacowy w hiszp. Andaluzji, założony w 1. poł. X w. przez kalifa Kordoby Abd ar-Rahmana III i nazwana na cześć jego faworyty jej imieniem (nazwa oznacza dosł. „miasto az-Zahry”); Azahara została splądrowana i zniszczona na początku XI w.; jej ruiny odkryto ponownie po tysiącu lat, w 1911 r. [przypis edytorski]
72. nigdyś (...) chybaś nie śniło — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nigdy chyba nie śniłaś/śniłeś (dziecko). [przypis edytorski]
73. schronia a. schroń — forma zarchaizowana przez zmianę rodzaju (na wzór rzeczowników typu: ustroń); dziś: schron a. schronienie. [przypis edytorski]
74. sklepisko — dziś: sklepienie. [przypis edytorski]
75. z zdroja (daw., gw.) — dziś: ze zdroju. [przypis edytorski]
76. srebrzystymi wiadry — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: wiadrami. [przypis edytorski]
77. k’tobie — (daw.) — ku tobie, do ciebie. [przypis edytorski]
78. w Palermie — dziś popr. forma nieodmienna nazwy miasta: w Palermo. [przypis edytorski]
79. co li wiesz — konstrukcja z partykułą li; znaczenie: co tylko wiesz. [przypis edytorski]
80. rozweselon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
81. gwoli (daw., starop.) — dla, z uwagi na, w celu. [przypis edytorski]
82. dlaczegom powrócił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: dlaczego powróciłem. [przypis edytorski]
83. dzierżawne — opłata za dzierżawę; czynsz, podatek płacony z tytułu dzierżawy ziemi. [przypis edytorski]
84. nie po dzierżawnem zjechał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nie po dzierżawne zjechałem (przyjechałem). [przypis edytorski]
85. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]
86. mię — krótka forma zaimka mnie, stosowana w pozycji nieakcentowanej (analogicznie do form ciebie i cię). [przypis edytorski]
87. gorżki (daw. forma) — dziś: gorzki. [przypis edytorski]
88. skarby Saladynowe — skarby Saladyna; Saladyn, Jusuf (ok. 1138–1193), muzułmański wódz i polityk, sułtan Egiptu i Syrii z kurdyjskiej dynastii Ajjubidów, w 1187 r. prowadził walki z krzyżowcami, odbijając z ich rąk jedno po drugim kolejne miasta regionu; zdobywaniu miast towarzyszyło przejmowanie ich skarbców, a także składów handlowych (najcenniejszym łupem miała być podczas tej kampanii Akra); ponadto wszyscy mieszkańcy, którzy nie mogli zapłacić wyznaczonego okupu, zostawali niewolnikami: po zdobyciu Jerozolimy (2 X 1187) do niewoli trafiło 16 tys. Franków; zgromadzone legendarne skarby sułtan rozdzielił pomiędzy emirów, żołnierzy, a także znawców prawa i innych wspierających jego panowanie urzędników; po pewnym czasie pozwolił też na powrót Żydów do Jerozolimy, ustanowiwszy jednak odpowiedni podatek; podobnie zamkniętą początkowo po zwycięstwie chrześcijańską Bazylikę Grobu Pańskiego udostępnił wkrótce pielgrzymom, oczywiście za stosowną opłatą. [przypis edytorski]
89. pojmujeszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy pojmujesz. [przypis edytorski]
90. jako (daw.) — że. [przypis edytorski]
91. pięćdziesięcia (daw.) — dziś: pięćdziesięciu. [przypis edytorski]
92. nie żyjem (daw.) — forma krótsza czasownika użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: nie żyjemy. [przypis edytorski]
93. na uściech (daw.) — dziś popr. forma: na ustach. [przypis edytorski]
94. przytłoczon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
95. rozszerzon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
96. owy — skrócona forma: ów (tj. tamten). [przypis edytorski]
97. ciągły — dziś popr.: ciągnęły (tu: forma krótsza, daw. i gw. użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca). [przypis edytorski]
98. na podole — częstsza forma: na padole (o ziemi, ziemskim życiu w opozycji do bytu w niebie, w zaświatach). [przypis edytorski]
99. wapory (daw., przestarz.) — wyziewy, opary. [przypis edytorski]
100. mór — nazwa śmiertelnych chorób epidemicznych, przede wszystkim dżumy. [przypis edytorski]
101. czarna zaraza — dżuma. [przypis edytorski]
102. onać — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]
103. przecz (daw., starop.) — czemu, dlaczego, za co. [przypis edytorski]
104. wybran (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: wybrany. [przypis edytorski]
105. szczęśliw (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: szczęśliwy. [przypis edytorski]
106. krwie (daw. forma D.) — dziś: krwi. [przypis edytorski]
107. podwieczerz (daw.) — posiłek wieczorny, kolacja, wieczerza. [przypis edytorski]
108. w Salernie — dziś popr. forma nieodmienna nazwy miasta: w Salerno. [przypis edytorski]
109. uzdrowion (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: uzdrowiony. [przypis edytorski]
110. tak ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
111. onać przystoi — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]
112. jak wy znać mniemacie — jak wy widocznie sądzicie. [przypis edytorski]
113. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do -ć). [przypis edytorski]
114. niźli (daw.) — niż. [przypis edytorski]
115. zresztą (daw.) — poza tym. [przypis edytorski]
116. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]
117. głużyć — gaworzyć, wydawać nieartykułowane dźwięki. [przypis edytorski]
118. tak się sprawia — tak się zachowuje. [przypis edytorski]
119. stracim (daw.) — tu: forma krótsza użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; dziś: stracimy. [przypis edytorski]
120. precz — tu: daleko. [przypis edytorski]
121. gorżki (daw. forma) — dziś: gorzki. [przypis edytorski]
122. echo li (...) odpowiada — konstrukcja z partykułą „li”; znaczenie: tylko echo odpowiada. [przypis edytorski]
123. powłóczny — dziś popr.: powłóczysty; tu: forma krótsza użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
124. borta (daw.) — taśma ozdobna pasmanteryjna naszywana na odzieży; lamówka. [przypis edytorski]
125. krewny — tu: pokrewny, spokrewniony. [przypis edytorski]
126. obrzask (daw.) — początek brzasku, blask zorzy porannej, świtanie. [przypis edytorski]
127. dank (z niem.) — dzięki, podziękowanie. [przypis edytorski]
128. bych — daw. forma liczby podwójnej; znaczenie: byśmy pomówili we dwóch (we dwoje). [przypis edytorski]
129. Czarnolas — tu: spolszczenie niem. nazwy Schwarzwald, pasma górskiego i krainy w płd.-zach. Niemczech. [przypis edytorski]
130. będąc pod klątwą, jako przyjaciel cesarza — chodzi o klątwę, jaką obłożył papież Aleksander III cesarza Fryderyka I Barbarossę w 1160 r. [przypis edytorski]
131. wszystkimi zatrutymi strzały — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: strzałami. [przypis edytorski]
132. znak z Aleppo — tu: trąd; określenie „owrzodzenie (wrzód) z Aleppo” w istocie odnosi się do innej zakaźnej choroby, mylonej niegdyś z trądem, leiszmaniozy, dającej objawy skórne w postaci owrzodzeń, trudno gojących się ran i zbliznowaceń, ale atakującej również narządy wewnętrzne, krew i szpik kostny, przez co stanowiącej zagrożenie dla życia. [przypis edytorski]
133. pospieszże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
134. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]
135. podobien — dziś popr.: podobny. [przypis edytorski]
136. lenieć — tu: pozbywać się starej skóry (wylinki). [przypis edytorski]
137. abych — daw. forma liczby podwójnej; znaczenie: abyśmy (we dwóch a. we dwoje). [przypis edytorski]
138. Gehazes właśc. Gehazi — postać występująca w Biblii, w Księgach Królewskich jako sługa proroka Elizeusza. Kiedy Elizeusz uleczył z trądu dowódcę aramejskiego Naamana i odmówił przyjęcia za to darów, Gehazi postanowił wykorzystać sytuację, wrócił do Naamana i twierdząc, że Elizeusz zmienił zdanie, sam zawłaszczył ofiarowane dobra, a następnie je ukrył, zaś przed swoim panem kłamliwie zataił swoją wyprawę i działania. Za fałsz, chciwość i oszustwo prorok ukarał Elizeusza, zsyłając na niego i jego potomstwo trąd (2Krl 5,20–27). [przypis edytorski]
139. nie byłli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy nie był, czyż nie był. [przypis edytorski]
140. szybkimi kroki — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: krokami. [przypis edytorski]
141. puklerz — niewielka, osłaniająca przedramię, okrągła tarcza o średnicy 25–40 cm. [przypis edytorski]
142. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]
143. k’wam (daw.) — ku wam, do was. [przypis edytorski]
144. przenajpiękniejsza — forma nieistniejąc, utworzona z dwóch popr.: przepiękna oraz najpiękniejsza. [przypis edytorski]
145. wynagroda — dziś popr.: nagroda a. wynagrodzenie. [przypis edytorski]
146. Staufów latorośl — przen.: dziecko (tu: córka) z rodu Staufów, a właśc. Hohenstaufów, niem. dynastii, która przyjęła nazwę od zamku Staufen w Szwabii i z której wywodził się m.in. cesarz Fryderyk Barbarossa; z dzieci Barbarossy przeżyli tylko synowie, obie jego córki, Beatrycze i Agnieszka, były zaręczone z następcami tronów, lecz zmarły wcześnie, zanim doszło do małżeństwa. [przypis edytorski]
147. przecz (daw., starop.) — czemu, dlaczego, za co. [przypis edytorski]
148. łomliwy — łamliwy, kruchy. [przypis edytorski]
149. tegom doznał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tego doznałem. [przypis edytorski]
150. nadgroda (daw., gw.) — nagroda. [przypis edytorski]
151. nagim li ciałem będziesz — konstrukcja z partykułą wzmacniającą li; znaczenie: tylko nagim ciałem. [przypis edytorski]
152. ongi (daw., gw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]
153. chodum zapomniał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: chodu zapomniałem (tj. zapomniałem jak zwyczajnie chodzić). [przypis edytorski]
154. zbyłem — tu: pozbyłem się, zgubiłem a. zapomniałem. [przypis edytorski]
155. tryumfalnymi hymny — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: hymnami. [przypis edytorski]
156. przepełnion (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
157. seraficzny — właściwy serafinom, tj. aniołom. [przypis edytorski]
158. iżem dokonał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: iż dokonałem. [przypis edytorski]
159. gdym powrócił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: gdy powróciłem. [przypis edytorski]
160. anim ja klechą — inaczej: ani jestem klechą (tj. księdzem). [przypis edytorski]
161. ongi (daw., gw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]
162. kardynał z Ostii — biskupi piastujący ten urząd byli szczególnie wyróżnieni w hierarchii i to oni udzielali sakry biskupiej nowemu papieżowi; cesarz Fryderyk Barbarossa dwukrotnie przez swój wpływ na dostojników kościelnych doprowadził do wyświęcenia antypapieża (Wiktora IV i Paschalisa III). [przypis edytorski]
163. dziękujęć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]
164. ręce z wełny — rękawice. [przypis edytorski]
165. baczyć (daw.) — zwracać uwagę. [przypis edytorski]
166. kwapliwy (daw.) — pospieszny, pochopny, niecierpliwy; por. daw. kwapić się: spieszyć się. [przypis edytorski]
167. jakem stał się — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: jak stałem się. [przypis edytorski]
168. tom wam napisał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: to wam napisałem. [przypis edytorski]
169. pozostawcie mnie co mojego — pozostawcie mnie to, co do mnie należy. [przypis edytorski]
170. podwika (daw., starop.) — dziewczyna, kobieta, panna. [przypis edytorski]
171. śmiecisko — dziś popr. forma: śmietnisko a. śmietnik. [przypis edytorski]
172. baranek boży — przen. Jezus Chrystus. [przypis edytorski]
173. przypatrzże się — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
174. kwapić się (daw., starop.) — spieszyć się. [przypis edytorski]
175. ktom — skrócone: kto jestem. [przypis edytorski]
176. burzęm już przebył — przykład ruchomej końcówki czasownika; inaczej: burzę już przebyłem. [przypis edytorski]
177. ino (gw.) — tylko, jedynie. [przypis edytorski]
178. w krajcim ja ongi pojechał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika oraz konstrukcja z partykułą wzmacniającą „ci”; inaczej: w kraj ci ja ongi pojechałem. [przypis edytorski]
179. ogniam się mnogo nakrzesał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: ognia mnogo (wiele) nakrzesałem. [przypis edytorski]
180. pohańczy — należący do pohańca, tj. Tatara, Turka, niewiernego, poganina (daw. określenie o negatywnym zabarwieniu znaczeniowym). [przypis edytorski]
181. szyszak (daw. szłom; z węg. sisak, z niem. Zischägge) — typ hełmu otwartego. [przypis edytorski]
182. juścić — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, podwojoną w skróconej do -ć i dodaną do gwarowego „juści”: owszem. [przypis edytorski]
183. onegdaj (daw.) — przedwczoraj; również ogólnie: dawniej. [przypis edytorski]
184. kuraż (z fr.) — odwaga. [przypis edytorski]
185. tak ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
186. ja ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
187. nigdym (...) nie uciekł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nigdy nie uciekłem. [przypis edytorski]
188. jużem zapomniał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: już zapomniałem. [przypis edytorski]
189. cóżże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
190. jesteśli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy jesteś. [przypis edytorski]
191. który li zagradza — konstrukcja z partykułą wzmacniającą „li”; znaczenie: który tylko zagradza. [przypis edytorski]
192. cobykolwiek — dziś: cokolwiek by. [przypis edytorski]
193. chodź no — konstrukcja z partykułą wzmacniającą no. [przypis edytorski]
194. Ktoć to powiedział — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do -ć i dodaną do zaimka „kto”. [przypis edytorski]
195. na pergaminie wszystko to zapiszę — na pergaminie zapisywano niegdyś jedynie najważniejsze informacje, teksty sakralne, kluczowe dokumenty państwowe i religijne, kroniki, zapiski z posiedzeń sądów (tzw. roty sądowe) itp.; tu: zdanie ironiczne. [przypis edytorski]
196. nazwan (daw.) — forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: nazwany. [przypis edytorski]
197. jesteś mocen — masz moc, jesteś w mocy; jesteś w stanie (coś zrobić). [przypis edytorski]
198. stołb (daw., starop.) — tron. [przypis edytorski]
199. spichlerz — budynek służący do przechowywania zbóż. [przypis edytorski]
200. mój ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
201. wyprostowan (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: wyprostowany. [przypis edytorski]
202. przyjacieli — dziś popr. forma: przyjaciół. [przypis edytorski]
203. rab — niewolnik. [przypis edytorski]
204. bezwargi (neol.) — niemający warg, pozbawiony warg. [przypis edytorski]
205. żywie (daw., starop.) — dziś popr. forma 3 os. lp: żyje. [przypis edytorski]
206. wiem ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
207. k’Niemu (daw.) — ku Niemu, do Niego. [przypis edytorski]
208. miejże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
209. upoważnionymli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą li oraz skróconym do końcówki czasownikiem; znaczenie: jestem upoważniony. [przypis edytorski]
210. się był ukrył — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: ukrył się wcześniej, uprzednio. [przypis edytorski]
211. wszak ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
212. szklanymi oczy — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: oczami. [przypis edytorski]
213. weźcie rumianku albo rozchodniku — tj. zastosujcie terapię ziołoleczniczą (zwykłą w owych czasach). [przypis edytorski]
214. jestli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy jest; czyż jest. [przypis edytorski]
215. znam ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
216. posadny — zapewne: o solidnych podstawach. [przypis edytorski]
217. gnan (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
218. krzyczał ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
219. takem się zachował — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak się zachowałem. [przypis edytorski]
220. obież (daw.) — pułapka, obława. [przypis edytorski]
221. gratia praeveniens (łac.) — łaska poprzedzająca; termin teologiczny dotyczący łaski Boga poprzedzającej wszelkie działania ludzkie mające prowadzić do zbawienia. [przypis edytorski]
222. Leviticus — Księga Kapłańska, Trzecia Księga Mojżeszowa, wchodząca w skład Tory, jak również chrześc. Starego Testamentu jako części Biblii. [przypis edytorski]
223. rzeknąć (daw.) — dziś popr. forma: rzec; powiedzieć. [przypis edytorski]
224. zupełniem spokojny — skrócone: zupełnie jestem spokojny. [przypis edytorski]
225. pomnąć — forma zarchaizowana; dziś: pamiętać. [przypis edytorski]
226. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]
227. szyd (daw.) — dziś popr.: szyderstwo. [przypis edytorski]
228. rozhuk (neol.) — zapewne: donośny huk, którego dźwięk szeroko się rozprzestrzenia. [przypis edytorski]
229. popod (daw., gw.) — pod. [przypis edytorski]
230. tak chodźcie — tu „tak” w znaczeniu: więc, zatem, wtedy. [przypis edytorski]
231. zdurzyć — odurzyć, oszukać. [przypis edytorski]
232. kamieniem rzucał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: kamienie rzucałem. [przypis edytorski]
233. przerażon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
234. w tej chwilim upadł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: w tej chwili upadłem. [przypis edytorski]
235. kiedym znów się przebudził — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: kiedy znów się przebudziłem. [przypis edytorski]
236. do Salerny — dziś popr. forma: do Salerno; Salerno: miasto we Włoszech, w regionie Kampania, położone w zatoce Morza Tyrreńskiego. [przypis edytorski]
237. od razum się zerwał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: od razu się zerwałem. [przypis edytorski]
238. zniweczon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: zniweczony. [przypis edytorski]
239. krztynę (daw.) — odrobinę, trochę. [przypis edytorski]
240. doga — suka (w ogóle) a. samica psów rasy dog. [przypis edytorski]
241. tak — tu w znaczeniu: więc, zatem, wtedy. [przypis edytorski]
242. jać mówię — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do -ć i dodaną do zaimka osobowego „ja”. [przypis edytorski]
243. rzeknąć (daw.) — dziś popr. forma: rzec. [przypis edytorski]
244. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do -ć). [przypis edytorski]
245. owy — skrócona forma: ów (tj. tamten). [przypis edytorski]
246. zaradzim (daw.) — tu: forma krótsza użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: zaradzimy. [przypis edytorski]
247. wybranica — dziś popr. forma męska: wybraniec, natomiast żeńska: wybranka. [przypis edytorski]
248. krzak na górze Horeb — także: krzew gorejący; postać, pod którą wg Księgi Wyjścia (Wj 3–4) Bóg Jahwe objawił się Mojżeszowi na górze Synaj (inna nazwa: Horeb) i przemówił do niego, wyjaśniając znaczenie swego imienia („jestem, który jestem”) oraz oznajmiając swój zamiar wyzwolenia swego wybranego ludu z niewoli egipskiej, by wprowadzić go do Ziemi Obiecanej. [przypis edytorski]
249. jać — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do -ć i dodaną do zaimka osobowego „ja”. [przypis edytorski]
250. k’czemu (daw.) — ku czemu, do czego. [przypis edytorski]
251. roisko — dziś popr.: rojowisko. [przypis edytorski]
252. przeczujne (neol.) — niezwykle czujne; przeczulone. [przypis edytorski]
253. widomszy — lepiej widoczny; por. daw. widomy: widoczny, oczywisty. [przypis edytorski]
254. tak nie wierz — tu „tak” w znaczeniu: więc, zatem, wtedy. [przypis edytorski]
255. chark — dziś popr.: charkot a. charczenie. [przypis edytorski]
256. Sursum corda (łac.) — w górę serca. [przypis edytorski]
257. Gloria in excelsis deo (łac.) — chwała na wysokościach Boga. [przypis edytorski]
258. maszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy masz; czyż masz. [przypis edytorski]
259. pirata (daw.) — forma rzeczownika r.m. z końcówką -a w M lp (podobnie jak sędzia, poeta, cieśla i in.) dziś ustąpiła formie o końcówce zerowej: pirat. [przypis edytorski]
260. zbaw mnie tej — pozbaw mnie tej a. zbaw mnie od tej. [przypis edytorski]
261. przecz (daw., starop.) — czemu, dlaczego, za co. [przypis edytorski]
262. proszęć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci (skróconą do -ć). [przypis edytorski]
263. pozdrowion (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; dziś: pozdrowiony. [przypis edytorski]
264. możeś ty — przykład konstrukcji z formą czasownika „być” skróconą końcówki fleksyjnej dołączonej do czasownika modalnego; inaczej: może ty jesteś. [przypis edytorski]
265. pomówże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
266. czyliż — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li-; dziś raczej tylko: czyż. [przypis edytorski]
267. niewinien (daw.) — dziś raczej forma: niewinny. [przypis edytorski]
268. krwie (daw. forma D.) — dziś: krwi. [przypis edytorski]
269. zmuśże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
270. zepsowany (daw., starop.) — dziś popr. forma: zepsuty. [przypis edytorski]
271. wyście — przykład konstrukcji z czasownikiem „być” skróconym do końcówki fleksyjnej dodanej do zaimka osobowego; inaczej: wy jesteście. [przypis edytorski]
272. powiedzże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
273. pogrzebiono — dziś raczej forma: pogrzebano. [przypis edytorski]
274. sam ci byłem — konstrukcja z partykułą wzmacniającą ci. [przypis edytorski]
275. senli to — konstrukcja z partykułą wzmacniającą li; znaczenie pytajne: czy to sen, czyż to sen; czy to tylko sen. [przypis edytorski]
276. trabant (daw.) — żołnierz należący do straży przybocznej monarchy lub wysokiego dostojnika. [przypis edytorski]
277. zobaczym, żali — zobaczymy, czy; konstrukcja złożona ze skróconej formy 1 os. lm czasownika zobaczyć oraz zaimka pytajnego żali (właśc. zali): czy, czy też. [przypis edytorski]
278. stajanie (także: staja a. staje) — starop. miara odległości licząca ok. 135 m; stajanie było definiowane dość nieprecyzyjnie, jako odległość między dwoma postojami konia podczas podróży, różną więc mogła mieć miarę: np. staja nowopolska liczyła nieco ponad 1 km. [przypis edytorski]
279. Gorgona (mit. gr.) — tu: Meduza, której spojrzenie zamieniało w kamień; trzy siostry zwane Gorgonami: Steno, Euriale i Meduzę, przedstawiano jako skrzydlate, groźne postacie, wyposażone w szpony, ostre kły i włosy z jadowitych węży. [przypis edytorski]
280. ongi (daw., gw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]
281. litośny (daw.) — dziś: litościwy. [przypis edytorski]
282. wszakeście — konstrukcja ze skróconą do samej końcówki formą odmiany czasownika być dodaną do zaimka przysłownego wszak; znaczenie: wszak jesteście. [przypis edytorski]
283. krwawymi głoski — (daw.) — dziś popr. forma N. lm rzeczownika: głoskami. [przypis edytorski]
284. naonczas (daw.) — wówczas, wtedy. [przypis edytorski]
285. przesypan (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
286. jam się zakradał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: ja się zakradałem. [przypis edytorski]
287. chociażem ucho przykładał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: chociaż ucho przykładałem. [przypis edytorski]
288. chociażem (...) drapał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: chociaż drapałem. [przypis edytorski]
289. drapać się — tu: wdrapywać się; wspinać się. [przypis edytorski]
290. po udziech — dziś popr. forma: po udach. [przypis edytorski]
291. bądźże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
292. cóżeście chcieli — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: cóż chcieliście. [przypis edytorski]
293. czerwieńce — złote dukaty. [przypis edytorski]
294. tegom chciał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tego chciałem. [przypis edytorski]
295. kimże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
296. niebiosów (daw.) — dziś raczej forma: niebios. [przypis edytorski]
297. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do -ć). [przypis edytorski]
298. gąszcza — dziś popr. forma lp męska: gąszcz a. lm gąszcze. [przypis edytorski]
299. ażem tu stanął — przykład ruchomej końcówki czasownika; inaczej: aż tu stanąłem. [przypis edytorski]
300. dlaczegom biegł — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: dlaczego biegłem. [przypis edytorski]
301. cóżem mniemał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: cóż mniemałem (tj. cóż sądziłem). [przypis edytorski]
302. żalić (daw., starop.) — konstrukcja złożona z zaimka pytajnego zali: czy, czyż oraz partykuły -ci (skróconej do -ć) w funkcji wzmacniającej. [przypis edytorski]
303. nikogom nie słyszał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nikogo nie słyszałem. [przypis edytorski]
304. jesteśli cieniem — konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy jesteś; czyż jesteś tylko. [przypis edytorski]
305. wiem ci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci. [przypis edytorski]
306. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]
307. ropiący — dziś popr.: ropiejący; tu: forma krótsza przymiotnika użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca. [przypis edytorski]
308. Salve Regina (łac.) — bądź pozdrowiona Królowo; incipit pieśni ku czci Matki Boskiej. [przypis edytorski]
309. chceszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy chcesz. [przypis edytorski]
310. do ziemie (daw. forma D.) — dziś: do ziemi. [przypis edytorski]
311. mamże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; tu w znaczeniu pytajnym: czy mam. [przypis edytorski]
312. jać — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do -ć i dodaną do zaimka osobowego „ja”. [przypis edytorski]
313. święta Agnieszka (ok. 291–304 a. 305 r. n.e.) — także: Agnieszka Rzymianka, w tradycji prawosławnej Agnia; dziewica, męczennica i święta kościoła katolickiego oraz prawosławnego, umęczona za panowania cesarza Dioklecjana; legenda głosi, że pochodząca z zamożnej rodziny Agnieszka, twierdząc, że jej serce jest zajęte, odrzucała zaloty wszystkich młodzieńców, w tym oświadczyny syna prefekta Semproniusza, który w akcie zemsty oskarżył ją o bycie chrześcijanką (religia ta była w staroż. Rzymie nielegalna i kojarzona z antypaństwową postawą) i skazał na śmierć. Ponieważ prawo zakazywało uśmiercania dziewic, Agnieszka zaprowadzona została do domu publicznego; nikt jednak nie śmiał się tam do niej zbliżyć, zaś jedyny mężczyzna, który się na to odważył, został rażony ślepotą. Wobec tego postanowiono spalić ją na stosie, lecz drewno nie chciało zająć się ogniem. Ostatecznie została ścięta przez dowódcę oddziału egzekucyjnego. [przypis edytorski]
314. rożna świętego Wawrzyńca — nawiązanie do rodzaju męczeńskiej śmierci jednego ze świętych kościoła katolickiego, który wg tradycji miał zginąć przy via Tiburtina w Rzymie 10 sierpnia 258 r. spalony na rozżarzonej kracie (ruszcie, ale nie rożnie); Wawrzyniec był diakonem i skarbnikiem wspólnoty chrześcijańskiej; kiedy władze rzymskie zażądały od niego wydania skarbów kościoła, zatroszczył się o potajemne odesłanie części z nich do swej rodzinnej Hiszpanii; wśród cennych przedmiotów uratowanych w ten sposób miał znajdować się m.in. legendarny święty Graal (Sangreal z daw. hiszp. grial: kubek), czyli kielich, którego Jezus Chrystus miał używać podczas Ostatniej Wieczerzy. [przypis edytorski]
315. płomienny stos Polikarpa — chodzi o rodzaj śmierci męczeńskiej jednego ze świętych kościoła katolickiego i prawosławnego zabitego za rządów cesarza Marka Aureliusza (121–180 n.e.). Polikarp (ok. 69–156 n.e.), biskup Smyrny (podobno wyznaczony do tej funkcji przez Jana Apostoła) i zwierzchnik prowincji kościelnej w całej Azji Mniejszej, przybywszy do Rzymu, aby ustalić z tutejszym biskupem datę świętowania Wielkiejnocy, miał zostać uwięziony i skazany na spalenie na arenie cyrku; jednakże płomienie nie imały się jego ciała, otaczając je niby żaglem, a zjawisku towarzyszyła kadzidlana woń; ostatecznie więc pilnujący egzekucji ściął skazańca mieczem. Polikarp miał zginąć jako blisko stuletni starzec (datowanie jego urodzin oscyluje jednak między 69 a 82 rokiem, zaś śmierci między 156 a 167); uznawany jest za jednego z tych świętych, którzy znali osobiście apostołów i przez to ich nauczanie stanowiło bezpośrednią linię przekazu od założyciela kościoła, Jezusa Chrystusa. [przypis edytorski]
316. jużci — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, podwojoną w skróconej do -ć; znaczenie: pewnie, owszem (por. gw. juści). [przypis edytorski]
317. ino (gw.) — tylko, jedynie. [przypis edytorski]
318. wprawdziem go (...) rozgniewał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: wprawdzie go rozgniewałem. [przypis edytorski]
319. zgotowić (daw.) — przygotować. [przypis edytorski]
320. knecht (z niem.) — giermek; pomocnik rycerza, pachołek; żołnierz pieszy. [przypis edytorski]
321. klucz (...) utrzymać na kółku — tj. zachować dostęp do pomieszczenia (w tym przypadku skarbca) i możność dysponowania jego zawartością. [przypis edytorski]
322. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]
323. k’temu (daw.) — ku temu, do tego. [przypis edytorski]
324. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]
325. pochowan (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; dziś: pochowany. [przypis edytorski]
326. przebit (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; dziś: przebity. [przypis edytorski]
327. gorżki (daw. forma) — dziś: gorzki. [przypis edytorski]
328. zapomnąć — forma zarchaizowana; dziś popr.: zapomnieć. [przypis edytorski]
329. spólnik — dziś: wspólnik. [przypis edytorski]
330. był ją uważał — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: uważał ją wcześniej, uprzednio. [przypis edytorski]
331. był dla niej mógł być — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: mógł (wtedy, wcześniej, uprzednio) dla niej być. [przypis edytorski]
332. mamże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; tu w znaczeniu pytajnym: czy mam. [przypis edytorski]
333. Wenus (mit. rzym.) — bogini miłości. [przypis edytorski]
334. takem niewiele miał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak niewiele miałem. [przypis edytorski]
335. mówże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
336. żmiich — dziś popr. forma przymiotnikowa: żmijowych; a. forma D. lp (kogo? czego? czyje?): żmii. [przypis edytorski]
337. zgroźny (neol.) — wywołujący zgrozę. [przypis edytorski]
338. ongi (daw., gw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]
339. odbiegł swego pana — uciekł od swego pana. [przypis edytorski]
340. rozumieli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy rozumie, czyż rozumie. [przypis edytorski]
341. snać a. snadź (daw., starop.) — może, podobno, przecież, widocznie, zapewne. [przypis edytorski]
342. jakeś się dostał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: jak się dostałeś. [przypis edytorski]
343. poszlij (daw.) — dziś popr. forma: poślij. [przypis edytorski]
344. mniemaszli — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy mniemasz. [przypis edytorski]
345. zmożon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: zmożony (tj. pokonany). [przypis edytorski]
346. zasię (daw.; starop.) — zaś, natomiast; na odwrót, przeciwnie. [przypis edytorski]
347. oczyszczon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: oczyszczony. [przypis edytorski]
348. alem był — przykład ruchomej końcówki czasownika; inaczej: ale byłem. [przypis edytorski]
349. tak — tu w znaczeniu: więc, zatem, wtedy. [przypis edytorski]
350. uleczon (daw.) — tu: forma krótsza przymiotnika r.m., z końcówką zerową, użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: uleczony. [przypis edytorski]
351. wiąd — dziś popr.: uwiąd, więdnięcie. [przypis edytorski]
352. jeszczem nie był wyzdrowion — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: jeszcze nie byłem wyzdrowiony (wyleczony, zdrowy). [przypis edytorski]
353. smaragd — forma zarchaizowana; dziś: szmaragd. [przypis edytorski]
354. tą chwilą — tu w znaczeniu: w tej chwili. [przypis edytorski]
355. seraf a. serafin — tu: anioł; w Biblii istota stojąca najwyżej w hierarchii bytów, najbliższa Bogu, w wizji proroka Izajasza serafiny posiadają trzy pary skrzydeł, unoszą się nad tronem Boga i śpiewają hymn ku Jego chwale (Iz 6,1–6). [przypis edytorski]
356. ciągła — dziś popr.: ciągnęła (tu: forma krótsza, daw. i gw. użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca). [przypis edytorski]
357. dźwierze (daw.) — drzwi. [przypis edytorski]
358. naonczas (daw.) — wówczas, wtedy. [przypis edytorski]
359. golem — tu: bezduszne stworzenie, ulepione z gliny na kształt ludzki przez człowieka (w akcie niedoskonałego naśladowania aktu stwórczego Boga), lecz pozbawione duszy, zdolności rozumienia, własnej woli i umiejętności mowy; słowo „golem” występuje w Biblii w Psalmie 135 (w. 15–17), lecz ginie w przekładach (por. „Bożki pogańskie to srebro i złoto,/ dzieło rąk ludzkich./ Mają usta, ale nie mówią, / mają oczy, ale nie widzą./ Mają uszy, ale nie słyszą;/ i nie ma oddechu w ich ustach”). Golem jako „twór czarnoksięski” to postać należąca do legend kultury żydowskiej w Europie. Najbardziej znaną jej wersją jest opowieść o rabinie Maharalu z Pragi, żyjącym w XVI w., oczytanym w literaturze mistycznej, który aby ochronić członków swej gminy wyznaniowej przed prześladowaniami, utworzył glinianego olbrzyma i ożywił go dzięki magicznym formułom. Opowieść ta jest późniejsza wobec akcji utworu, ale mogła być znanym kontekstem dla autora. [przypis edytorski]
360. bezkreśny — dziś: bezkresny; niemający kresu. [przypis edytorski]
361. udźwigły — dziś popr.: udźwignęły (tu: forma krótsza, gwarowa użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca). [przypis edytorski]
362. powróćże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
363. przypomnąć — forma zarchaizowana; dziś popr.: przypomnieć. [przypis edytorski]
364. Jać sobie (...) przypomnąć nie mogę — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do -ć i dodaną do zaimka osobowego „ja”. [przypis edytorski]
365. atoli (starop.) — mianowicie. [przypis edytorski]
366. takeś walczyła — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tak walczyłaś. [przypis edytorski]
367. nigdym (...) nie walczyła — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: nigdy nie walczyłam. [przypis edytorski]
368. przeto (daw.) — przez to, dlatego; z tego powodu, zatem. [przypis edytorski]
369. wolniejszaś — przykład konstrukcji z czasownikiem „być” skróconym do końcówki fleksyjnej dodanej do przymiotnika; inaczej: wolniejsza jesteś. [przypis edytorski]
370. przeto (daw.) — przez to, dlatego; z tego powodu, zatem. [przypis edytorski]
371. żali, właśc. zali (daw., starop.) — czy; czyż. [przypis edytorski]
372. wstańże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]
373. kromia a. kromie, krom (daw.) — oprócz; poza. [przypis edytorski]
374. dank (z niem.) — dzięki; podziękowanie. [przypis edytorski]
375. wzdyć właśc. wżdyć (daw.) — wszakże, jednakże; konstrukcja złożona ze starop. spójnika wżdy, znaczącego tyle co: „zawsze, jednak, przecież”, oraz partykuły wzmacniającej ci (skróconej do -ć). [przypis edytorski]
376. po tysiąckrotniem chwytał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: tysiąckrotnie chwytałem (a. po tysiąckroć chwytałem). [przypis edytorski]
377. com chwycił — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: co chwyciłem. [przypis edytorski]
378. wszystkiem ja poznał — przykład ruchomej końcówki fleksyjnej czasownika; inaczej: wszystkie ja poznałem. [przypis edytorski]
379. jadny — tu: jadowity, trujący. [przypis edytorski]
380. sam ci się wiłem — konstrukcja z partykułą wzmacniającą ci. [przypis edytorski]
381. uderzym (daw.) — tu: forma krótsza użyta w celu utrzymania rytmu jedenastozgłoskowca; forma podst.: uderzymy. [przypis edytorski]
382. ci — tu: w funkcji partykuły wzmacniającej. [przypis edytorski]
383. miast (daw.) — zamiast, w miejsce. [przypis edytorski]