Świat

Tratując ciała żywe, miażdżąc serca, dusze,

Niby szalone słonie olbrzymią lawiną

Prą się ludzie na ludzi i w ciemności płyną,

Jak okręt obłąkany w nocnej zawierusze.

Zapomniano o wszystkim w tej dzikiej gonitwie.

Filozofi1, kapłani i tłum niespokojny,

Wszyscy pędzą gotowi do mordu i wojny;

Nikt nikogo nie pyta: co będzie po bitwie?

Olbrzymie, wiecznie głodne, rozpasane stada,

Gryząc się o kęs lepszy, z palącym oddechem

Rozkiełzanych żądz niskich, grożąc sobie — biada!

Tarzają się po ziemi przesiąkniętej grzechem.

A na wszystko, jak marmur obojętna, blada

Śmierć patrzy z olimpijsko spokojnym uśmiechem.

Przypisy:

1. filozofi — dziś popr. M.lm: filozofowie. [przypis edytorski]