[I przyszła szara, wieczorna godzina...]

I przyszła szara, wieczorna godzina,

Wszystko w naturze zcichło w jednej chwili...

Zanim się księżyc z poza wzgórz wychyli,

Zasuwa ugor jakaś martwość sina.

Wiatr zmarszczył lekko sennych wód powierzchnię

I między trawy ułożył się na dnie...

Czasem się promień na wód tafle kładnie,

Rozświetli głębie i bez śladu pierzchnie.

Za chwilę światła rozbłysną w tej ciszy

I noc zapali złotych gwiazd miriady...

Tak cicho... zwolna zasypiają kwiaty...

Zda się, że teraz ludzki duch usłyszy,

Jak w sinych chmurach dzień przekwita blady

I jak się rodzą jakieś złote światy.