Jesienią

Park drzemie... drzewa, jak schorzałe twarze

Zewsząd zwiędłymi rumieńcami świecą...

Z szelestem szklannym liście zwiędłe lecą,

Patrząc na niebo, co umierać każe...

O! gdzieś na gwiazdach wicher łka rozpacznie

Wskrzeszając zmarłe, zapomniane głosy...

Już brzozy-płaczki rozpuściły włosy

— Wkrótce się obrzęd pogrzebowy zacznie.

Pomiędzy bagno mętne zardzewiale1

Ścieżki, jak widma przypadłszy do ziemi,

W pomroku ręce wyciągają białe.

Aż w końcu dwiema liniami jasnemi

W krzyża potworne wyrosły ramiona.

— Chodźmy stąd... cicho... w tej chwili ktoś kona...

Przypisy:

1. zardzewiałe. [przypis redakcyjny]