Melzak. Piegowata piękność

Oktogon ceglanej, zabytkowej wieży mierzy w niebo jak rakieta gotowa do startu — — —

Stoję w oknie pustego internatu szkolnego obok płonącej słabo świeczki.

Łukiem szosy w dole z rzadka przejeżdża auto o dwojgu płonących oczu — — —

I dwaj rowerzyści bez świateł wypadają zza zakrętu, ogumione widma.

Magda śpi zawinięta w siebie na jednym z trzech żelaznych łóżek — — —

Wśród posterów gwiazd popu i pocztówek z biblijnymi cytatami zostawionych

na ścianach przez dziewczyny, które wyjechały na wakacje.

Robert Gawliński o spojrzeniu eunucha obok zadumanego Ojca Kolbe, soft-erotyczne

fotosy i Donald Sutherland jako Jezus — — —

Przez szum drzew i terkot cykad przebijają ryki miejscowej żulerni.

Gdzie się podziały hamernie, warsztaty gwoździarzy, dom akcyźnika i nędzne chaty budników? — — —

Tylko gwiazdy, które są na niebie, pozostały tam, gdzie były wtedy.

Idąc do toalety, wyobrażam sobie harmonijny harmider panujący zwykle na tym ogromnym piętrze — — —

A potem kochamy się przy świetle latarki aż wyczerpią się baterie.

A potem ona śpi i kiedy leży tak z dłońmi na brzuchu podobna do umarłej — — —

Znów nie mogę przegnać myśli o tym, że niedługo to ciało zgnije w ziemi.

W gwiezdnym projekcie czasu nasze niestałe istnienia nie znaczą być może nic — — —

Wolę jednak wierzyć w miejsca w pierwszych ławkach wykopane dla nas.