Szlakiem symplońskiej drogi

I

Szlakiem symplońskiej1 drogi,

po żwirów siwej wstędze,

Snującej się krawędzią

przepastnych, stromych ścian,

Płomienny rozlew słońca

w łyskliwej swej potędze

Pod stopy się nam ściele,

jak dywan, srebrem tkań.

Nad nami Mont’ Leone,

w iskrzystą strojny przędzę,

Majestatycznie władnie,

niby cesarski pan,

Co imię swe na wieki

zapisał w bytów księdze,

Opancerzony grozą,

blaskami chwały zlan.

Jest–li w nim ludzkie życie,

w tym dumnym Mont’ Leone,

Zaklęte czarów mocą

w rozsiadły kolos skał,

Że tak spogląda na nas,

jakby nas przygnieść chciał?

Jest–li w nim ludzkie życie,

że tak w wędrowców stronę

Szle po wierzchołkach lasów

dreszcz wlewający szum,

Jak echo zbrojnych dum?

II

Źrenice mgłą zachodzą,

w ten straszny szczyt wpatrzone:

To nie kopuła śniegu,

to już nie martwy głaz —

Jak tytan, świat walący,

ruszył się Mont’ Leone,

A za nim płynną rzeką

ciemny się ruszył las.

Na czole spochmurniałem

zwycięzcy ma koronę;

Rubiny krwi w niej błyszczą

słonecznych tęczą kras,

i skrzydła lśnią u ramion,

rozwarte, rozpierzone,

Nad legią, co zalała

symplońskiej drogi pas...

Powiewa szmat proporców,

radosne grzmią fanfary;

Wojenna nuta płynie

na kształt dźwięczących fal

Z mosiężnych surm2 klangorem3

w błękitną płynie dal.

Sam tylko wódz milczący;

utopił wzrok w bezmiary

I sunie, zadumany,

na czele wiernych sług

Ten bitew wielki bóg...

III

Dlaczego w nim źreniczne

przygasły dzisiaj żary?

Wesele jego wojów

dlaczego ma w nim grób?

Wszakże podważył ziemię,

porządek zburzył stary,

Połowę świata rzucił

do swych kamiennych stóp!

Wszak spieszy jego pycha

po świeże znów ofiary?

Z pożogi i posoki

wyniesie świeży łup!

Wszak pić on dziś nie idzie

z hańby piołunnej czary,

Lecz z sławą promienistą

wieczny zawierać ślub?...

Rycerski duch ludzkości,

który zapładniał wieki,

Który sam jeden stawiał

i walił kościół swój,

W nim znalazł znów wcielenie,

wystąpił w nim na bój...

Więc czemu, gdy tak w przestwór

zapatrzył się daleki,

Nie uśmiech go rozjaśnia,

lecz smutku mrok swą dłoń

Kładzie na jego skroń?...

IV

Grzmi, huczy tłum wojenny,

jak huczą grzmiące rzeki,

Kaskadą spadające

z szczytów symplońskich gór;

Sam tylko wódz oniemiał,

rozwarłszy dwie powieki

Nad szklaną ócz martwotą,

jak konający tur.

Czyżby przeczuwał dzisiaj,

że nowe krwi rozcieki

Przemienia w żal i jęki

ten tryumfalny chór?

Że świat spod jego groźnej

wyrywa się opieki,

Że ludom gdzieś prześwieca

innego bytu wzór?

Że inny duch ogłosi

ludzkości swe orędzie,

Nie ten, co w ręku dzierży

rozpłomieniony miecz;

Że imię jego: Miłość,

a hasło: „koj i lecz”!...

Że ludzkość, pobratana,

okalać już nie będzie

Światłością swojej glorii,

jak za ginących dni,

Siewaczy łun i krwi?

V

Raz jeszcze on narodom

narzuci się na sędzię,

By rozciąć węzeł dziejów

przy huku dział i kul;

Raz jeszcze w swym pochodzie,

w szalonych burz rozpędzie,

Zdruzgocze miast bramice,

stratuje zasiew pól.

Raz jeszcze spieszy k’niemu,

na krwawej szukać grzędzie

Wrzosów ze zbawczym miodem

zgnębionych rojny ul.

A potem — czyż przeczuwa,

że mrok już sieć swą przędzie,

Że padnie w niej, jak nędzarz,

ten wszechpotężny król?

Zapatrzył się bóg wojny

w dalekie gdzieś przestwory...

To nie słoneczne blaski!

To jakby chmurny śnieg!

A środkiem straszna rzeka

znaczy swój zmarzły bieg.

A tylko tam, gdzie zmierzchy

swe mgławe kreślą —tory,

Jak gdyby — nie dla niego! —

jęły się płonić już

Przebłyski nowych zórz!...

VI

W powietrzu się rozwiały

dzwoniących surm klangory

Rozwiały się na zawsze...

Darmo wytężasz słuch...

Na darmo wzrok wytężasz:

Tłum zginął różnowzory

I wódz się w mgłę rozpłynął,

co wiódł ten zbrojny ruch.

W ciała wędrowców wrócił

duch, do rozmarzeń skory,

Urokiem chwał umarłych

tak przepojony duch...

I tylko Mont’ Leone,

owity w ciemne bory,

Skrzy się w promieniach słońca,

w śnieżysty strojny puch.

W dali Aletschu wstęga,

w sinawe ścięta lody;

Naokół pasma szczytów

drzemią w błękitnych mgłach;

Nad nimi strop niebieski

rozpiął lazurów dach.

Z gardzieli skalnych lecą

siklawic4 huczne wody,

A przy nich cicho szepce

w roztęskniający wtór

Szumny symploński bór.

Przypisy:

1. symplońska — właśc. Simplońskiej, od: Simplon nazwy przełęczy w Alpach szwajcarskich. [przypis edytorski]

2. surma — instrument dęty (rodzaj trabki) używany w wojsku w dawnej Polsce, szczególnie by dać sygnał do natarcia. [przypis edytorski]

3. klangor — donośny, charakterystyczny dźwięk wydawany przez żurawie. [przypis edytorski]

4. siklawica — wodospad (w gwarze góralskiej). [przypis edytorski]