Ze szczytu Eggishornu

I

Zrzuć cielesne z siebie brzemię,

odsłoń wzrok z śmiertelnych błon

I patrz, duszo: w śniegach białych

to nie głaźny sterczy mur,

To przedwiecznych piewców plemię

niezdobyty ma tu schron,

To druidów skamieniałych

spoczął tu olbrzymi chór.

W promienistym dyademie1,

zasłuchany w boży dzwon,

Który w plazmach sił ospałych

budzi czujny życia wzór,

Z niebiosami łącząc ziemię,

wieki tutaj duma on,

W płaszczach z lodu okazałych,

w wieńcu z blasków albo chmur.

I, zaklęte w te przestworza,

szumi ciągle z dawnych lat

Echo hymnów eonicznych2,

które chór ten w bezkres słał,

Gdy z pierwocin wstawał łoża

mnogokształtny, rojny świat.

Płynny dźwięk tych tchów rytmicznych

niemym jest dla ludzkich ciał:

Ty, ma duszo, córko boża,

żeś się zbyła ziemskich szat,

W tych milczeniach ustawicznych

czujesz wielkich głosów zwał:

II

Chwała–ć, Duchu, jasny, święty!

chwała dziś i w przyszły czas,

Iżeś przebił mrok chaosu

i słoneczny stawił gród;

Iżeś wniknął w mgieł odmęty,

wywiódł z nich i śnieg i głaz,

Zieleń drzewa, miękkość wrzosu,

zapach róż i błękit wód.

Że do swego przez cię losu

jest przykuty wszelki płód,

Żeś dał gwiazdom obieg kręty,

horyzontom zorzy pas,

Żeś użyczył burzom głosu,

grom zlał z błyskiem w jeden cud,

Że z żywota zgon poczęty

zmieniasz w żywot, pełen kras.

Ale w tym jest dziw nad dziwy,

że rozdrabniasz własny byt

Na cząsteczek miljony,

wprawiające wszechświat w ruch,

Ach! a wszędzie — w ziołach niwy,

pośród fal i skalnych płyt,

W płazach, w wirchach, w duszy onej,

co w hymn bliźni wszystek słuch

Wytężyła w kształt cięciwy,

jesteś, niby szczytów szczyt,

Jeden, cały, niezdrobniony —

jeden Wszechświat, jeden Duch!...

III

Tak przedwiecznych ech kapele,

tak melodie pierwszych tchów

Rozlewają się w bezmiarze,

jak brzęczące roje pszczół...

Naodziani w śnieżne biele,

w blaskach lodu wkoło głów,

Przysłuchują się pieśniarze,

śród zaklętych drzemiąc kół.

Matterhorny, Miszabele

chłoną dźwięki własnych słów,

Aletsch, Eiger z Mnichem w parze —

Duch ich ciała w jedno skuł —,

Jungfrau, pierwsza w tym kościele,

w którym spoczął wieszczy huf3,

Finsteraarhorn4 w groźnym czarze,

wpół w gleczerach, we mgłach wpół.

I Maerjelen z lodu krami,

jak demonów zimny śmiech,

I, wśród lasów, w cichych szumach

harmonijny tocząc zdrój,

Słucha Rodan, wraz z lasami,

tajemniczych, świętych ech...

Słucha dusza i w tych dumach

rozpoznaje hejnał swój,

Którym brzmiała przed wiekami,

gdy ją boży wywiódł dech,

Aby mknęła w bratnich tłumach

na życiowy, wieczny bój.

Przypisy:

1. dyadem — diadem, czyli przepaska na głowę wykonana z kosztownych kruszców i szlachetnych kamieni, będąca znakiem władzy królewskiej, książęcej lub wysokiej pozycji w hierarchii religijnej. [przypis edytorski]

2. hymny eoniczne — Kasprowicz nawiązuje tu albo do eonu jako największej jednostki formalnej w dziejach ziemi, którą dopiero dzieli się na ery (wyróżnia się trzy eony: archaik, proterozoik, fanerozoik), albo do gnostyckiej kosmogonii (historii powstania świata), w której kolejne eony są emanacjami boskimi, coraz dalszymi od rdzenia boskiej istoty i doprowadzającymi w końcu do stworzenia świata (przez upadek tego, co boskie, w materię). Hymny eoniczne w każdym z tych rozumień odnoszą się do odległych dziejów świata, epoki jego powstawania. [przypis edytorski]

3. huf — hufiec. [przypis edytorski]

4. Matterhorny, Miszabele... Finsteraarhorn — wszystkie nazwy własne pojawiające się w tym fragmencie, są nazwami alpejskich szczytów. [przypis edytorski]