Jeszcze jeden wiersz o wojnie

ze zbioru Prolog: wojna

Wojna to rośliny,

które zostały w mieszkaniu Ani w Kijowie

i nie ma kto ich podlewać.

Było kiedyś takie miasto Mariupol.

Wcześniej ja też o nim nie słyszałem,

a teraz zostały z niego tylko ruiny.

Dobrze wiem, jak to jest, gdy stajesz się znany

z tego, że zostałeś rozjechany.

Bogu dzięki, że nie rakietami

powietrze-ziemia.

Ale czemu słychać syreny?

Oddychaj!

Czy kwiaty przetrwają wojnę?

Przyjaciółka zbudowała specjalne

konstrukcje irygacyjne.

Czy mama pójdzie je podlać?

Czy musimy spytać Putina?

Co cię nie zabije,

zostanie z tobą na zawsze.

Zszarga ci nerwy i połamie serce.

Będzie cię dręczyć nocami

i zmuszać do płaczu w najmniej odpowiednich momentach.

Twój ból nie minie.

Co cię nie zabije, zrobi z ciebie zombi,

trzęsącą się galaretę, w pościgu na ludzi,

którzy nie będą przed tobą spierdalali.

Czy nie lepiej byłoby umrzeć,

czy nie byłoby lepiej dać się zabić?

Czy lepiej płynąć przez ten ocean łez?

Na składaku z połamanego serducha

i pogruchotanych wartości

mam pojechać na wojnę?

Nigdy za tym nie głosowałem,

a jeśli prosiłem, to tylko w żartach.

Ostatnio jednak żarty zbyt często stają się rzeczywistością.

Na szczęście ciągle wolno

śmiać się i marzyć

o płonących ruskich czołgach.

Mama Ani poszła podlać kwiaty,

dęby na balkonie trzymają się mocno.