Pantograf

Nie domykają się drzwi. Nie odjedzie.

Tłum, słowa i pot. Powiedział jej dość,

by z odrobiną przesady, na jaką go stać,

nazwać to „wszystkim”. Nic widać chęci

odrabiania fiksingowych strat,

więc indeks przykleił się

do neutralnego poziomu. Słowa

obok słów. Chciała coś powiedzieć

i poczuła pot. Jego pot, który

zamknął jej usta nutą amoniaku.

Co słowom do potu, a jej do jego słów?

Niezbieżne historie: pałąk zarysował niebo

nad tramwajem, niebo

nad tramwajem trwa. Pozostała

przestrzeń znów do zasłowienia, którą

mogłaby zająć, ale trzepot powiek

rozchybotał obraz. „Byki sforsowały

dzienne maksima”. „W pralce mam procesor

o lepszych parametrach”. „Wystarczy tąpnięcie,

aby system runął”. Jak pęknięty kocioł.

Niedobór magnezu. Pot.