Dla S. (Pod dobrą jesienną datą)

i nic nie zostaje pewnego z nas

może właśnie jedna niepewność

E. Tkaczyszyn-Dycki

ironia nie wynika

ona się roni ze zranień

ku którym prowadzimy

niedoradcze ciała (to nie jest

biblia pauperum, to jest

peregrymarz)

wypić ją przyjdzie do dna z kubków

smakowych języka i pola ze znaczeń

ustąpić pod popis jałowych

nieupraw (jeśli mowa odmówi,

cóż przemówi nami?)

tak się człowiek na zapas

zamartwia żeby z zimy nie ujść

w co martwe tak w rozprawach

zaprawia w pojęczynach na

strychach żeby sobą słowom

wystarczyć (a kto domu

wciąż nie ma, daj mu Panie

poezji swobodne darowanie)

(ironia, jesień — a one?) wnet nas

w rany usprawnią wnet nas w ramy

oprawią zanim wynik się zbierze

z tych wypraw (to pisanie

mi ciepła nie daje)

zanim zmieni się w jedno

z tych trzech odliczanych

(nietaktem pieśni wybitych,

z rzeczy mglistości wysnutych)

słów (cnót?)