śpiewny pocałunek

o śpiew mój czochra suchą grzywę koń

żurawie strzelają ciemne race

za śpiewem wyrywa się z betonów klon

chce iść

a tylko kruche skrzydła gubi i liść

skrzydła którymi bawią się blade i rumiane dzieci

skowronek trąca strunę

żurawie skowronki żurawie skowronki

a jeszcze przecież

obłoki białorune

sypią się na staw na łąki

na rano

i namiot gładkich ramion

miłość

śpiew mój sam się lekko jak wstążka wysrebrnia

ze mnie skowronków klonów konia obłoków

światło niebios światło pieśni przebrną

dno dnia zasłane pniami promieni sekund rosą

śpiew mój ciało śpiewało

melodię niosąc

malowaną

na kamienisty załom

bryzgami pianą

o chabrowe oczy nie dbam

chabrowe oczy miał brat

ale słodyczą krzepką napełnij

łodygę ust jedwab

zamilknę jak złoty kwiat

nieśmiertelnik

już już po pieśni chwyconej na pocałunku smycz