Zjadacze kartofli

Osiem linijek

Większa wartość

Kto wie, może to wszystko, co mówię,

ma większą wartość niż orzech, który

właśnie rozłupuję i dzielę na kilka

części, odrywając różową skórkę z jego

tłustego nasienia, by następnie rozgryzać

je w ustach aż do chwili, gdy poczuję

łagodnie gorzki smak na języku.

Gdy ciepło w pokoju

Słucham płyty z Benny Goodmanem,

piję herbatę z cytryną, mam chore

gardło, na chwilę udaje mi się

zapomnieć, że mam wielkie zadanie

do spełnienia. Wygniatam dobrze

cytrynę, gryzę plasterek, zastanawiam się,

czy dobrze robię, zapominając o moich

wrogach.

O sobie

Czy wierząc w siebie, daję

z siebie wszystko? A jeśli

nie daję, to dlaczego czekam?

Może, gdybym nie wierzył

w skuteczność tego, co robię,

czekałbym krócej? Nie myślę

już o tym, gaszę światło, idę

spać.

Kto na kogo czeka

Chciałem sięgnąć po książkę,

ale w pewnej chwili moja ręka

zatrzymała się w powietrzu:

nie wiedziałem, co wybrać.

Jak to dobrze, pomyślałem

nagle, że to książki czekają

na mnie, a nie ja na książki.

Pojednanie

Powiesiłem sobie nad biurkiem zdjęcie

Leszka Sobockiego. Niech wisi, powiedziałem,

niech będzie mną, niech on, Leszek Sobocki

będzie mną i rzeczywiście Leszek Sobocki

od pewnego czasu stał się mną.

Cel

Chłopczyk przykłada ucho

do ziemi —

wie, że zaklęty ogród w niej rośnie,

chciałby tam wejść

i rączką, małą jak liść, dotknąć wiatru.

Dziewczynka podnosi wzrok

w stronę chmury —

ona wie, że tam wysoko zakwita światło,

pragnęłaby wzlecieć jak najwyżej

i włożyć paluszek w poszewkę nieba.

Chłopczyk i dziewczynka

trzymając się za ręce

biegną po różowej trawie.

Przyjaźń ochronna

Siedzimy przy stole we czwórkę.

Jesteśmy przyjaciółmi, śmiejemy się,

żartujemy, robimy plany. Jest

nam dobrze, kiedy tak siedzimy.

Lecz każdy z nas myśli w duchu,

że jest już kimś innym niż

dawniej. To prawda, ale kto ją

pierwszy zrozumie?

Krótka przerwa

Dałeś się zamknąć

w celi przeszłości,

nawet nie mrugnąłeś

okiem. Masz nadzieję,

że będzie to pobyt

krótkotrwały. Wiesz,

że tak będzie.

Pretekst

Nie mogę odegnać smutku.

Kto jeszcze używa tego słowa?

Smutek to brzmi jak źdźbło,

ździebełko. Jestem smutny

i wiem na pewno, że tak ma

być. Smutek szuka pretekstu,

aby mnie zastraszyć.

Rozmowa

Jeśli mówię, że trudno mi

dostać się do ciebie, czuję

jak wszystko jest nieważne

i kruche, słyszę jak kwiat

śpiewa w wazonie, jak kwiat

śpiewa w wazonie.

O pewnym zdaniu

Zajrzałem do zeszytu, aby

przepisać pewne zdanie

o poezji. Przerzucałem kartkę

po kartce, szukałem uparcie

tego zdania, ale nie mogłem

go odnaleźć. Czyżbym się pomylił?

Ale to przecież nieważne. Szukałem

zdania o nieistnieniu poezji.

Obawa przed wami, przed nimi

Listy, które leżą na biurku,

już nie oddychają. Są jak

śnięte ryby rozrzucone na brzegu.

Boję się zajrzeć do nich. Wiem,

że jeśli to zrobię, stracę

ostatnie złudzenia.

Książka-okno

Dylan Thomas pisze o słońcu:

łosoś słońca. Powtarzam to kilka

razy — łosoś słońca, łosoś słońca.

The salmon sun. Spoglądam

w ciemne okno, skąd dochodzi

warkot rozpędzonego samochodu.

Wyprzedzaj, poeto

Poeci milczą zazwyczaj wtedy,

gdy naród oczekuje od nich

prawdy. Poeto, nie daj się zwieść

pozorom. Naród pragnie usłyszeć

tylko to, co sam wymyślił. To

ma być jego prawda, a nie twoja.

Dlatego nie zginaj karku, wyprzedzaj

to oczekiwanie.

Morza, oceany

Jak się cieszę, że są jeszcze

ludzie spragnieni widoku nowych

krajów, nowych miast, innych

flag, innych placów. Opowiadają

o swoich przyszłych wędrówkach,

trzymając w ręce siatkę

z zakupami.

Dziecko patrzy, jak piszę

Dziecko patrzy, jak piszę,

pióro skrzypi na papierze,

kartka staje się krótsza,

słowa mruczą przyjemnie.

Dziecko patrzy, jak piszę,

piszę jak patrzy dziecko,

jestem szczęśliwy, jestem

zupełnie szczęśliwy.

Dysonans

Podziwiam twoją wiedzę, twoje

zdolności, twoją szlachetność.

Byłem wyrozumiały dla twych

słabości. Ale powiedz mi, dlaczego

tak mało w tobie ciepła?

Bieg po zdrowie

Bieg wokół rynku! Białą

linią szosy! Koło księgarń

i sklepów mięsnych Naprzeciw

delikatesów! Strzelamy w górę!

Całujemy bruk! Spadają na nasze

czoła łzy świateł, mamy wysoką

gorączkę, wkładamy ręce w paszczę

następnego dnia! Śpiewać, śpiewać

do mikrofonu! Niech usłyszy ten

śpiew fryzjer z naprzeciwka,

urząd dzielnicowy Kraków-Śródmieście,

a także rozbijający butelki

Janusz Anderman!

Daleko do końca

Niewiele jest już do zrobienia,

ale właśnie ta świadomość

wznieca we mnie nowe myśli.

Czy są to jednak nowe myśli?

Najważniejsze, pocieszam się, że

ci to nie wystarcza.

Przyczyna

Trzeba uciec od tyranii czasopism,

pisał w lutym 1914 roku Blaise Cendrars

w wierszu Mój taniec. Czyżby z tego

powodu wybuchła pierwsza wojna światowa?

Relacja

Patrzyłem którejś nocy na pożar

domu towarowego. Paliły się trzy

piętra od góry, wozy strażackie

ustawiono z każdej strony budynku,

woda tryskała jednak na wysokość

pierwszego piętra, gdzie nie było

jeszcze ognia. Pomyślałem, że stosunek

strażaków do płonącego domu

odpowiada stosunkowi krytyków

do poezji.

Osiem linijek

Pamiętasz ten piękny wiersz

Williamsa Czerwone taczki?

Często wracam do niego,

do jego białych i czerwonych

plam i gdy czytam na głos to

jedno krótkie zdanie, rozbite

na osiem linijek, wydaje mi się,

że stoję nieruchomo na deszczu

w miasteczku Rutherford.

Nieskończoność

Ulica skręca w lewo,

idę tą ulicą, myśląc

o nieskończoności.

Idę, ręce trzymam w kieszeniach,

wieje wiatr.

W samo południe

Ulica Szewska pachnie

herbatą, chłopiec w beżowym

płaszczu je goffrè, dwa

jabłka toczą się po chodniku,

podnoszę jedno i z całej

siły rzucam do góry.

Każdego następnego dnia

Czekam na każdy następny dzień

z nadzieją, że dowiem się czegoś

więcej o świecie. To samo świat

mówi o mnie.

Język-tarcza

Boże, jak trudno wypowiedzieć

to, co leży na sercu. Jak

trudno zamienić słowo „szczerość”

na zdanie: „jestem bezsilny,

nie wiem, co robić, tracę

orientację”. Maski,

pozory, kłamstwa.

Chwila niepewna

Gołąb śpi.

Masarz śpi.

Wściekłość zasnęła.

Dlaczego?

Czy naprawdę jestem

taki nietowarzyski?

Licz na siebie

Licz na siebie, nie oglądaj

się na innych, rób to, na co

masz ochotę, nie poddawaj

się, atakuj, myl się. Tak,

wolno ci się mylić, to

twoja siła.

Wolność

W notesie mam tylko

jedną wolną kartkę.

Mogę napisać jeszcze

tylko jedno zdanie.

Długo zastanawiam się,

wreszcie orzekam, że

taka sytuacja krępuje

moją wolność i wyrzucam

notes z jedną czystą,

nie zapisaną stroną.

Zjadacze kartofli

Przezwyciężenie konfliktów według Engelsa

Głód dnia, głód wiekuistego słońca,

pragnienie słodyczy, pragnienie rozsadzającego oddechu,

smak soli, smak zdrowej ziemi,

jasność drzewa, jasność rozmiłowanego wiatru,

ciepło dłoni, ciepło zadeptanej ulicy,

szept białego ptaka, krzyk chmury;

Dzień wpadający na trop prawa przyrody, słońce

wyrażające nieznajomość przyczyn,

słodycz nieskończonej mnogości uwarunkowań, oddech

jako zdolność do realizacji tego, co człowiek zamierza,

sól pochłonięta życiem swej epoki, ziemia

rozwiązująca sprzeczności,

drzewo powołane do działania, wiatr

przyjęty jako tajemnicza opatrzność,

dłoń rządząca ukrytymi prawami, ulica

określana przez namiętność lub namysł,

biały ptak sprowadzający się do ogólnego prawa ruchu, chmura

przedstawiająca zapał dla prawdy i sprawiedliwości;

Jesteś głodny, ale twoje zęby są nadal twarde,

jesteś spragniony, ale nie ustajesz w wysiłkach,

twój smak jest spaczony, ale w dalszym ciągu łakniesz powietrza,

jasność twego snu jest bólem, ale jeszcze widzisz,

jesteś ciepły w gorączce, ale nie ocierasz potu,

poruszasz ledwo wargami, ale to krzyk, to krzyk ostry jak cios.

Wolne dzieci

Staszkowi i Adamowi

Teraz młodzieńcem jest człowiek zbiorowy

i pójdzie na wojnę ze złem.

ADAM MICKIEWICZ, Słowa Chrystusa

Wystąp, młodzieńcze! Tam

drzewa padają, tam gwiazdy

tlą się. Wystąp, młodzieńcze!

Tam lasy grzmią, tam pola

błyszczą. Wiaro! Każ mi

zapomnieć, obywatelu wczorajszej

gazety, stań! Pij z niewinnego

strumienia, tratuj łąkę. Młodzieńcze!

Bądź dobry. Bądź dobry, stróżu

lasów, obrońco burzy. Nie idź tak

szybko, nie przeskakuj tej

szczeliny. Młodzieńcze,

zawahaj się, dorosły chłopcze,

zabłądź!

Ten dom

Ten dom, przykryty dachem słońca,

pachnący tynkiem, ten dom, odwrócony

twarzą do rzeki, która w biegu gubi

szalik trawy, ten dom, to drzewo

ukrytych wiadomości, to oko niewdzięcznej

ulicy, ten dom, który stracił zaufanie

do okien, ten dom milczący nocą, ale

także i w dzień niezbyt rozmowny, ten dom

pierzchający przed chłopcem w dżinsach,

ten dom, pracujący od świtu na kawałek

chleba, ten dom, ta młodość, która już

wie, ta pora roku, to drażniące powietrze,

ten dom już zamieszkał we mnie na stałe.

Zjadacze kartofli

Brzuch jest może za ciężki,

ale jaka jasność umysłu!

Po trzech minutach wraca pamięć,

w którą już wszyscy zwątpili.

Brzęczą łyżki, ich donośny głos

słychać w całej okolicy.

Mama, która stoi i patrzy,

nabiera na nóż ciężkiego smalcu.

Kartofle śmieją się do niej

złośliwymi oczkami.

Pejzaż z Murnau (Kandinsky, 1909)

W żółtych domkach protestancki ogień,

w żółtych domkach pachnące siano, woda w wiadrach,

w żółtych domkach wypoczywające buty,

w żółtych domkach lśniący kieł kosy, miłość i mak.

A w górach?

W górach granatowe lasy wspinają się na palce

dotykają włosami różowych policzków nieba

i rosną. Tak, lasy rosną, snuje się dym,

skrzypiące liście wchodzą na strych.

Domki, lasy i góry! Przeszłość jak dolina,

z której wyrastacie, upojnie pachnie

jak wrzosowy miód.

Weźcie kilof

Znajdź sztuczny kwiat. Podnieś go ku światłu.

ADRIAN HENRI

Weźcie kilof i kujcie,

z każdym dniem coraz szybciej,

cegły odfruną za komin fabryki,

płot, za którym śpiewa przedszkole,

rozstąpi się przed wami,

weźcie drabinę i wchodźcie,

zapach siana odurzy córkę ogrodnika,

kurz unoszący się spod kół wozu

osiądzie na wargach,

weźcie kromkę chleba i jedzcie,

drzewa, które piją piwo z ulicy,

zasną wam na rękach,

doprawdy, pracujcie tak długo,

aż skóra pęknie na czole,

aż zamiatacz wrzuci słońce do kubła.

Bądź otwarty

Pokaż ręce czy są czyste

nie są czyste

Pokaż wiersz czy jest wierny

nie jest wierny

Pokaż oczy czy są jasne

nie są jasne

Twój wiersz

Twoje ręce

Twoje oczy

Twój świat jest ubogi

jak ciepły deszcz który pada w tobie

Oskarżenie

Jackowi Smykałowi i Stanisławowi Kruszyńskiemu

Nie pytaj gdzie żyjesz jak na imię ma mężczyzna

który boi się zajrzeć do słownika swoich wątpliwości

czemu dzień jest mokry od potu tak samo we wtorek

jak i w niedzielę jak daleko jedzie się do miasta

z napisem koniec nie są to pytania dla dorosłych ludzi

dla dorosłych ludzi którzy swoje siwe włosy sprzedają

fryzjerom a swoje zasługi instytucjom bojowym

można ich zapytać tylko o trzy rzeczy w jaki sposób

stają się żołnierzami w kuloodpornej skórze gdzie

nauczyli się czytać między wierszami o gładkiej ojczyźnie

jak im przechodzi przez gardło suche krótkie zdanie:

skazany za nieumiejętność przymykania oczu

Bądź czujny

Jem pierwsze truskawki w tym roku

Na stole leżą nożyczki

W telewizji program o wydajności pracy

Biała nić rozwija się z motka

Igła wbita w jego miękką sierść jest jak włócznia

(Bądź czujny)

Polska będzie na skraju niżu

Gołębie gruchają

Jestem daleko w którym jestem miejscu

Jestem daleko tak daleko że nie widzę już siebie

(Bądź czujny)

Dzwonek uśmiecha się nad drzwiami

Ach jaki świeży zapach

Suszarka do włosów wypija sok z koca

Za oknem rozmowa dwóch mężczyzn

Gdybym znalazł właściwą drogę

Gdybym mógł mówić

(Bądź czujny)

Jestem czujny jestem czujny

Posypuję truskawki cukrem

Światło odbija się od ściany

Wtorek, miasto ziewa

Idą ulicą Czerwonego Prądnika po obu stronach

rozkopany chodnik na kamieniu dwa ślimaki

z daleka słyszę oddech rozpędzonego pociągu

pod wiaduktem który złożył skrzydła do lotu

chłopiec prowadzi rower obok rozbity słoik

autobus 124 wiezie mnie do pracy ktoś czyta

„Trybunę Ludu” do góry nogami wiatr wciska się

do środka z kiosku wypada mydło i toczy się

po trotuarze będzie dzisiaj masło przed sklepem

rozmawiają zziębnięte babcie słońce świeci wprost

w oczy płaszcze ukazują swe różowe płuca

ziemniaki włożyły już koszulki kobieta z wypchaną

siatką siedzi na progu i płacze

On

Inny, więc podejrzany, inny,

więc pełen skrupułów, inny,

więc oskarżony.

Nie chce się przyznać, więc

winny, milczy, więc winny,

broni, czego inni nie chcą,

winny, winny.

Domaga się odpowiedzi, nie

odpowiadać! Chce mówić, zagadać!

Walczy, zwalczyć! Nienawidzi,

odebrać resztki złudzeń!

Niebezpieczny, oderwany od

życia, przepłacony, zakłamany —

ostatni

człowiek.

Most węglowy Szczecin — Dania. Notatka prasowa

Masowiec Polskiej Żeglugi Morskiej

m/s „Nowy Sącz” płynie do duńskiego

portu Roeldel z ładunkiem polskiego

węgla. Na trasie Szczecin — porty Danii,

zwanej powszechnie mostem węglowym

znajduje się jeszcze kilka innych

polskich statków. Ale portu nie widać,

jego białe latarnie zniknęły z horyzontu,

dokąd płynąć, jaki obrać kurs? Kapitan

żeglugi wielkiej Jan Soczik rozkazuje:

zatopić ładunek, musi na dnie z honorem

lec! Obecnie większość statków w ciągu

miesiąca odbywa osiem rejsów na tej

trasie.

Punkt widzenia

Patrzę

Dziewczyny wracają z fabryki z sercami w kosmetyczkach

Dachy przykryte śniegiem

Zapach tytoniu wdziera się do płuc,

Roznosiciel gazet wyciąga rękę z „Echem Krakowa”

Na ulicy sami inteligenci

Na ulicy nie ma robotników

Zegary o zmęczonych twarzach

Sklepy z porcelaną

W księgarniach nie ustają rozmowy

Autobus skręca w pierwszą przecznicę.

Kiełbaski z rożna

Prószy śnieg

Artyści rozprawiają o odpowiedzialności

Bronią miasta przed śniegiem

Uczniowie wychodzą z warsztatów

Betoniarka z ociężałym brzuchem

Duże jasne

Patrzę

To nie miasto umiera

To moje ręce nie kwitną

Racja

Powiesz, że jesteś pierwszy w kolejce do postępu,

ale gdzie ten postęp, u diabła,

powiesz, że walczysz o prawdę, której nikt nie

jest pewny, ale czy warto ją odnaleźć, kiedy

i tak wszystko wiadomo,

powiesz, że desperacki skok ocala w tobie

miłość do świata, ale przecież

świat jest tylko na godzinę, na parę

tygodni, nie więcej,

powiesz, że nie boisz się obelg, bo żyjesz

ponad ludzką głupotą, ale

czy głupota nie jest chytrą zapobiegliwością,

powiesz także, że w sporze, w tym

sporze na śmierć i życie o utrzymanie

równowagi, jesteś bezkompromisowy,

ale czy nie chcesz wziąć pod uwagę

własnej niepewności, czy

nigdy nie wahałeś się?

Nie musisz odpowiadać, uśmiechnij się tylko.

Ogień

Nie zawsze, kiedy mówię „ogień”,

myślę „ogień”. Czasem, gdy mówię

„ogień”, myślę: biała, umierająca

wieczność, czyste, nieskazitelne

drganie, rosnąca, ujmująca

miłość.

Biały kwiat

Kwiat dodaje mi odwagi

Łapie oddech wszystkimi płatkami

Szuka słońca

Słońce wypuszcza z siebie powietrze i leci

Cienka łodyga chwieje się

W wodzie zielone okruszki

Biały kwiat podnosi się i prostuje

Chce pachnieć

Dobrze wyglądać

Wysysa kryształową wodę

Pije

Pije bez opamiętania

Różowieje

Zachłystuje się i traci oddech

Łebkiem uderza lekko o szybę

Spuszcza bezwładnie listek

Pachnie