Beniowski

Dalsze pieśni

Pieśń VI1

I

Widzieliście Pana Sawę2

Pośród stepów ze Swentyną...

Burzanami szyki płyną

Jak brąz czarne, słońcem krwawe,

I proporce wieją złote

I czerwone z Archaniołem3...

Przyjechali poprzed grotę,

Wyszli z tłumu dwaj lirnicy,

Uderzyli Sawie czołem,

Uśmiechnęli do dziewicy...

— „Bóg nam ciebie, bohatéra,

Niechaj chowa po wsze czasy!

Przysłał tobie pan Kozyra,

Hetman Siczy... pułk kozacki,

Szczob4 ty z Rusią szedł w zapasy,

Hulał jak syn hajdamacki5...”

II6

Przybył więc Sawie gdzieś sponad limanów7

Kureń8 kozacki... i wnet się przed grotą

Rozłożył; sotkę9 zawiesił saganów10,

Ogień zapalił piramidą złotą.

Tysiąc spis11, tysiąc szabel i majdanów12

Łyska na słońcu; lecz jakąś tęsknotą

Zafarbowane niebiosa nad niemi,

I także jakaś tęsknota na ziemi.

Lirnicy siedli na wyższym kamieniu,

Bajda i Znachor... lecz nie dzwonią w liry;

Konie się włóczą i szukają cieniu13...

Wysokich orłów dolatują skwiry14.

Swentyna stoi przy jednym płomieniu,

Rzęsami oczu nakryła szafiry —

Duma... jak kwiaty wpół zwiędłe — jesienne —

Na jej ramionach dwa gołębie senne.

Wszystko ponure; choć bliska wyprawa,

Choć pójdą bić się... wszyscy zadumani.

Na krzywej szabli oparty pan Sawa

Rozmawia cicho, ważnie — ze starcami.

„Gdzież nas powiedziesz? — mruczą — to rzecz krwawa

Bić się z naszemi braćmi rzezuniami15...

Co za nagroda? co za przyszłość nasza?

Wiśniowieckiego16 pomnij Jeremiasza!

„Oj! ta mogiła kiedyś się otworzy,

Gdzie zasnął stary kat, i miecz wykinie17;

Na naszych głowach się ten miecz położy

I naszą znowu krwią gorącą spłynie.

Gdy wychodziły pułki, to na zorzy

Cztery świeciły słońca w Ukrainie

Pozadnieprzańskiej! — wojna będzie krwawa,

A tobie w głowie co? — grób czy buława?

„Jeśli mogiła... to dobrze! — pójdziemy,

Z janczarek18 hukniem Lachom19 i z moździerzy;

My chcemy ginąć z tobą — i bić chcemy,

Każdemu serce w pałaszu20 uderzy!

Mieczami tobie kurhan wykopiemy,

Jeśli chcesz spać, jak wódz, co we krwi leży...

Lecz może lepiej krwawej czekać doby,

A tobie przyjdzie kłaść... na ziemi groby.

„Z mohiły na mohiłu21, taj zalecisz

Aż na Hetmaństwo! — Ej, podumaj, Sawa!

Komu ty szablą pod okiem zaświecisz,

Ten na trybunał nie pójdzie do prawa;

Rozkaż — a pożar ty taki zaniecisz,

Że go zobaczy z okien — aż Warszawa!

Stepowy ty król!” Tutaj na kolano

Klęknął — i z ognia dobywszy polano,

Podał je Sawie... gdy z płonącej głowni

Szły skry — i mruknął: „Weź, niech Lachy giną!”

Słysząc, jak byli Kozacy wymowni,

Sawa ze smutną pogadał Swentyną;

Ta szła do groty zaraz — i z lodowni,

Kędy Calińskich było stare wino,

Dawny zabytek szlacheckiego mienia22,

Dostała spoić czem głowę kurenia —

To jest poetów i starszynę23. Potem

Poszła osiadłać rumaka Sawynie24.

Grzywę mu białą przeplatała złotem

Oraz kwiatkami, co na eglantynie25

Kwitną. — Pod żadnym Araba namiotem

Żaden koń taką lotnością nie słynie,

Jak ów koń srebrny Sawy, koń jedyny,

Zmyślny jak człowiek, drugi brat Swentyny.

Z grzywy mu polne róże, pełne rosy

Spadają, parska jak płomień czerwono;

Zna różne dźwięki i rozumie głosy,

Wie, kiedy głowę spuścić zamyśloną.

Teraz wargami wziął Swentyny włosy

I niby gryzie, lecz gryzienie ono

W kolory usta ubrało dziewicze...

I przeszedł przez nią dreszcz... Są tajemnicze

Błyski, szmery krwi, nieznane szelesty

W głębi dziewiczych ciał, i te się budzą

Bóg wie jak — są to anielskie incesty26

Dusz bratnich. — Ale rymy znów marudzą

I znów się ze strof tych robią Oresty27

Szalone, z włosem rozczochranym, z cudzą

Krwią na obliczu, znów jestem gotowy...

Lecz wróćmy lepiej nad kureń stepowy.

Potem na konia wskoczył Sawa rzesko,

Rycerskie bardzo zamyślając czyny...

A był pod nieba otchłanią niebieską

Jako archanioł Michał, Ukrainy

Patron — choć młody — z powagą królewską

Przemówił do tej kozackiej starszyny

Tak dobrze, że miał echo w setnych głosach

I widział w szablach step — jak w złotych kłosach...

O matko Polsko, jak dawno nie grzmiało

Na twoich stepach takie dzikie hasło!

Jak dawno ludziom na stepie nie dniało

Krwawo — i słońce na szablach nie gasło!

Co dnia się mijasz z twoją dawną chwałą,

Zło się na twoich obszarach rozpasło; —

Zaledwo chłopek dawną wiarę chowa

I serce... A ty się już rodzisz nowa,

W żłobku serc naszych biednych położona

Na zwiędłym kwiecie marzeń i popiołów;

Matki my biedne... bo z naszego łona

Płynie ci ogień — roztopiony ołów,

A ty tak jesteś karmi28 upragniona29,

Że ci za matki my — i za aniołów

I za obrońców, za dom — i za szańce

Musimy dziś być... my — sami wygnańce...

....................................................

....................................................

III

Dawna ojczyzno moja! o jak trudno

Zakochanemu w twej śmiertelnej twarzy

Zapomnieć wdzięku, co młodość odludną

Wabił na dawnych opłotki30 cmentarzy.

Inni już pieją twoją przyszłość cudną; —

Ja zostawiony gdzieś na mogił straży,

Jak żuraw, abym nie spał śród omamień,

Trzymam... me serce w ręku... serce-kamień —

Biedne uwiędłe serce! — Inni mogą

Płomieniem twojej przyszłości oddychać;

Ja, twoje biedne dziecko, stoję z trwogą,

Bo mi płacz twoich dawnych mogił słychać.

Proszę cię w moją duszę, jak w ubogą

Chatę, co już się zaczęła rozsychać,

Rozpadać, tylą wichry rozerwana,

Biedna... tak dawno stojąca... gliniana.

Dawniej — o! dawniej... mogłem ja cię darzyć,

Różami, listki31 maczanemi w złocie.

Teraz ja muszę chować się i marzyć,

I w coraz większej schroniony prostocie

Podług natury sądnej, szale ważyć

I dbać o ciebie — gdy jesteś w polocie

Ku siedmiu gwiazdom strzałą wyprawiona,

Choć masz na krzyżu ciało i ramiona...

Najbielsza moja! Najsmutniejsza! w tobie

Śpiewają jakieś pieśni — i nad tobą;

Otóż ja złączyć chciałbym pieśni obie

I uczcić grób twój dawny tą ozdobą,

Którą widziałem na rycerzy grobie,

Kamienną, dużą, rycerską osobą,

Dla której kilka lamp grobowych spalisz,

A potem z grobu wstająca — rozwalisz.

I nie pamiętaj o mnie w tej godzinie,

Gdy cię Bóg wielkim darem uweseli...

Lecz póki Ikwa ma rodzinna płynie

Wezbrana łzami po tych, którzy mieli

Serce i ducha, póki w Ukrainie

Dziad chodzi z pieśnią, a z Dniepru topieli

Ciągle niby gwar smętnych duchów mgli się

I Pułaskiego32 spieszny rumak śni się; —

Dopóki ludzie w nowych ducha siłach

Nie znajdą w sobie rycerstwa i śpiewu:

Dopóty ja mam prawo na mogiłach

Stanąć i śpiewać — srogi — lecz bez gniewu.

Bo wiem, jak trudno ruch obudzić w bryłach

I kazać w niebo iść ściętemu drzewu

I z tęczami się połączyć na niebie,

Ja, co nie mogłem wskrzesić — nawet siebie!

Dlatego w dawnych ludziach złotą wiarę

I złote serca miłuję nad własne.

Dalej więc! — mówcie mi znów serca stare, —

Usta umarłe dziś, lecz w oczach krasne!

Odwińcie srebrną trumienną czamarę33,

Pokażcie mi się duchy... żywe — jasne,

Ubrane w tęcze, gwiazdy i miesiące,

Na urok pieśni — z nieba zlatujące!...

Sawa, co w pieśni mej gra Dyjomeda34

Rolę, i może zająć długie księgi,

A który także trochę ma z Tankreda35,

Pół Kozak — a pół szlachcic, ale tęgi —

Krzyczał, jak wariat, że się wiązać nie da,

A już był mocno różnemi popręgi36

Przez swoich własnych ludzi skrępowany

Za to, że nie chciał iść i rzezać pany37.

Długo prosili go lirniki sępy,

Z Żelaźniakiem38 mu obiecując księstwo;

Ale Sawa był słuchem bardzo tępy

I rzucił na te znachory przekleństwo;

Takim sposobem utracił zastępy

I Potockiemu39 wydarte zwycięstwo;

A ten, co króla miał wiązać w Warszawie40,

Sam leżał w lesie — związany — na trawie.

Pachły41 mu wprawdzie gwoździki i smołki42

I miodnik miód przypomniał kapucynów

I wyzierały spod trawy fijołki,

Poziomki także oczkami z rubinów

Patrzały... i brzóz lekkie się wierzchołki

Kłaniały, lejąc nad nim płacz bursztynów;

Ale te jasno lasy malowane

Rzucały nań swój wdzięk, jak groch na ścianę.

Tak noc przeleżał bezsenny — i słyszał,

Jak brzozy o czemś tajemnem szeptały,

Jak się las cały by czarem uciszał

I o księżycu stał spokojny, biały;

Potem znów wiatrem jutrzenki zadyszał

I śpiewem ptasząt rannych zagrał cały,

I na zorzowych każda brzoza łunach

Była — jak harfa o stu złotych strunach.

Ale to wszystko nic... i ranny chłodek

Na próżno rzeźwił twarz; Sawa się wściekał —

Próżno się targał, bo na żaden środek,

(Litewski ten tryb mówienia tu czekał,

Aby się cicho wkradł i na rozpłodek

Został) — choć powróz mu bardzo dopiekał,

Choć szamotaniem się bardzo rozniemógł,

Na żaden środek więzów stargać nie mógł.

Wtenczas na pomoc wezwał — nie wiem kogo —

Lecz wiem, że skoro wezwał... upiór szary

Na białym koniu przeniknął go trwogą;

Bo jeszcze w lesie mrok perłowo-szary

Panował... Upiór twarz miał srogą,

Koń po kolana w piekielne gdzieś żary

Albo w krew wstąpił i tak farbowany

W mgle czerwonemi rzucał się kolany43.

Czemś przestraszony był — może czuł Sawę,

Człowieka, a sam niosący upiora,

Chciał się zawrócić gdzieś w mgły słońcem krwawe;

Czy go brzóz białych przestraszyła kora? —

Cofał się... wspinał... i taką postawę

Miał, jak posążny koń tryumfatora,

Co zda się leci i w lot z oczu ginie,

A nigdy ruin stojących nie minie.

Kto inny, w ludu wierzący podania,

Pewnie by wolał leżeć tak związany,

Niż by mu duchy do więz rozerwania

Pomogły, jasną ręką rwąc kajdany.

Lecz Sawa, który duszę miał do dania

I chętnie by ją dał za kraj kochany,

Nie dbał... (stąd wielka bardzo dramatyczność

Poezji)... wdać się z upiorami w styczność.

Zaczął więc krzyczeć: „Hej — pomoży, Bat’ku44!” —

I wnet ów stary człowiek koniem kinął45,

A Sawa mu więc o swoim przypadku

Powiedział krótko; — a że bardzo słynął,

Tę awanturę czytałem w dodatku

Dumourierowskiej46 depeszy... Czas minął,

Sawy cień już mgły pamięci zasnuły,

A ten kawałek ówczesnej bibuły

Jeszcze dziś gada o złotej młodości

Rycerza. Boże! gdzież proch jego ciała?

Gdzie potrzaskane wprzód kulami kości?

Gdzie jest mogiła? — Oto w pieśni wstała

I nie brak jej gwiazd ani zieloności,

Jak na wesele znowu się ubrała.

I w tęczowych się darń kolorach skąpał,

Bo wie, że po nim duch znów będzie stąpał

Ten sam... ale już o stopień mogiły

Wyższy i mędrszy swą grobową wiedzą.

Tymczasem więzy zerwawszy, nim siły

Odzyskał, usiadł; on i lirnik siedzą,

Gdzie w lesie wzgórek był lekko pochyły,

Z którego źródła swe perełki cedzą;

Między brzozami usiedli i gwarzą

Na złote słońce obróceni twarzą.

O czem? — o Polsce; ona jako zmora

Trzymała wtenczas we śnie wszystkie duchy.

Ten lirnik był to stary Wernyhora47,

Sławny podówczas, tak że i kożuchy

I karmazyny48 przed nim drżały wczora

I step przed jego twarzą stanął głuchy

I krew wybuchła parami białemi

I wcześniej srebrny miesiąc wyszedł z ziemi.

....................................................

....................................................

IV

Potem ściemniało, bo mglistej natury

Był dzień — a już się tłuszczą Żeleźniaka

Po brzegach wzdęte najeżały góry,

Sypiąc się jako plewiny z przetaka;

I step się od nich nagle stał ponury

I w obu wojskach była cisza taka,

Że tylko koni słyszano parskanie

I wiatr w chorągwi — albo w szarafanie49.

Tu mimowolnie mi duch jakiś boju,

Kryjący tych wojsk szalonych zbliżenie,

Głos mój nagina do lepszego stroju

I moim piersiom daje szersze tchnienie;

Opiszę ten bój, ale niepokoju

Nie będzie w rymach... choć strofę odmienię;

Bój ten batalie przypominał rządne

Sobieskich — trąby zagrały już sądne.

Pomnę, że wtenczas Potocki na sobie

Szarafan letni miał — czerwone buty...

....................................................

....................................................

V

Do ostrokołów50 przyparci, rąbani

Jak pod kowala młotem, pod szablicą,

Cięci i nigdy niepardonowani51,

Choć złożą ręce i żelazo schwycą —

Przez łeb tak cięci, że porozwalani

Na dwie połowy mieczów błyskawicą,

Jęczą. Szlachciców obłok coraz bliższy,

A nad obłokiem pan Potocki wyższy.

Jeszcze mu swoi ludzie są na przedzie,

On się już naprzód zapalony ciska,

Czasem na człeka lub na trupa wjedzie,

I od całego wyższy bojowiska —

Nad głową obuch52, co okuty w miedzi

Zda się, jak piorun Jowiszowy, błyska

I wnet poleci ogniem z rąk Polaka,

A oczy jego w oczach Żeleźniaka.

A wkoło pełno spis, które drużyna

Wkoło, dbająca o hetmańskie zdrowie,

Szablami łamie, odwraca, odcina;

A on — z tym jasnym piorunem na głowie —

Gdy Żeleźniaka ujrzy, to się wspina

I czasem cicho coś do swoich powie,

I znowu wspięty, cichszy, coraz bladszy

Żeleźniakowi w oczy ciągle patrzy.

Wreszcie się zaczął pan Żeleźniak trwożyć,

Bladnąć i cofać się na ostrokoły;

Nim się obuchem mógł Potocki złożyć,

On już przeskoczył i biegł na wądoły53,

By Lachom tabor oporny utworzyć,

Zebrawszy w łańcuch konie, maże54, woły,

Kobiety, popy, wszystko w kupę spędził,

Zwinął, wozami wkoło okrawędził

I siadł na wozie; a tymczasem Lachy

Lecieli — bijąc w trąby, tnąc od ucha.

Tu Kozak, wzięty na dzidy pod pachy,

Podleciał w górę, krew spod ramion bucha,

A pod nim złote proporce i blachy,

A pod nim cała boju zawierucha —

A on w tej chwili za chorągiew służy,

Ten trup, na spisach wyrzucony z burzy...

A tam w taborze wozy płoną, dymią,

Tam zapalone siano wstaje z jaru

Nad ginącemi pochodnią olbrzymią;

Tam świecą resztki tęczowe sztandaru...

Spokojnie tylko trupy... zda się, drzemią —

Na rękach leżą krwawe śród czaharu —

Bez ruchu — zda się, że z wielką rozpaczą

Padli na ziemię i śpią — albo płaczą.

A tam na wzgórzu, patrz, dziwna korona

Tej straszliwości, stoją trzy osoby:

Był to w kolasie pop, sotnicza żona,

I jedna, którą będę od tej doby

Pamiętał, bo mi błysła tak czerwona

Nad polem pełnem jęku i żałoby,

I tak od słońca miała piękne barwy,

Jak najpiękniejsze snów straszliwych larwy.

Rozbójniczka to była, co po drogach

Wprzód rozbijała ludzi nad limanem;

Nigdy na pańskich nie postała progach

I nigdy może nie mówiła z panem.

W czerwonych była butach, przy ostrogach

I wydawała się wielkim draganem55,

To ją to wzgórze oczom powiększało

I koń — i popa przy niej liche ciało.

Hudymą zwana, smagła lecz rumiana —

Widmo malarskich pędzli pewnie godne,

Wesoła, śmiała, niepohamowana,

Wyższa nad wszystkie dziewice dorodne;

Usta jak karmin, oczy jak szatana

Czarne, a piersi krągłe takie chłodne

Jakby z marmuru, a brwi jak dwa łuki,

Czarne, jak piórka zgubione przez kruki.

W uszach dwie wielkie długie z pereł dynie

Wiszą, zdaje się, że łzy rusałczane,

Kapiące cicho po jagód56 karminie,

Zmrużone, białe, świeże i świetlane.

Taka ta była sławna w Ukrainie

Rycerka, widmo straszne, choć rumiane —

Wesołe, chociaż gotowe na szkodę,

Na mord — krew umie rozlewać, jak wodę.

Otóż na górze ta śród kilku cierni,

Na samym grzbiecie, tam gdzie błękit kona,

Stała, a na nią jacyś dwaj pancerni,

Przeciwko słońcu złote niosąc łona,

Jechali. Widząc, że są nie od czerni,

A śmierć jej niosą, wnet się też i ona

Ruszyła, lecąc czarnym jaru grzbietem

Przeciw dwom, z szablą swą i z pistoletem.

I prędzej, niźli wam w oczach to błyśnie,

Nim serca wasze jasne się rozczulą,

Nim je ból po tych podczaszycach ściśnie,

Co się dziś pod płaszcz Chrystusowy tulą,

Pierwszemu, co się naprzód ku niej ciśnie,

W pancerzem złotą pierś uderza kulą;

A on drgającą ręką ściągnął źrebię

Własne i grzbietem wywrócił na siebie.

A ta drugiemu już sięgała grzbietu

Szablą, który już stał prawie oniemion,

Strzaskała jemu ramię z pistoletu,

Tak że nieborak wyleciał ze strzemion,

Swój zgon dając jej do zgonów bukietu,

Jak najpiękniejszy narcyz lub anemon57;

Młody był bowiem syn wdowy, sierota —

Wspomniał o matce i prosił żywota.

I byłaby mu piękna rozbójniczka

Młode i miłe zostawiła życie,

Gdy nagle owa przypadła sotniczka58

W siermiędze59, jak ten strach, co stoi w życie —

A tak ją ona tam w dole potyczka

I hajdamaków mordowanych wycie

Do krwi podżegło, że myśląc niewiele,

Toporem siekła tak, że w Lacha ciele

Został. I właśnie pan Potocki, który

Stanął był wtenczas, czoło swoje chłodził

I patrzał na te trzy widma u góry

I widział topór, jak błysł i ugodził —

Choć był zajęty tabornymi mury60,

Spojrzał na szwadron, co samopas chodził,

I wzgórze szabli ukazawszy krzywcem

Rzekł: „Mój Piwnicki, wziąć te baby żywcem!”

Wnet się Piwnicki, człowiek bardzo żywy,

Wyprawił, z sobą niosąc strach niemały;

Gdy oto nagle owe jaru grzywy

Grzywą się ludzi ogirlandowały —

W kołpaki i w kłos jasnych szabel krzywy

Porosły, w słońca zachodniego strzały,

Co błysły na kształt Mojżeszowych rogów...

Słowem na grzbiecie stanął kureń wrogów.

Stanął, i zrazu jakby w okolicy

Nowo zjawiony — zdawał się zachwiany;

Wtem pokazali się jacyś lirnicy,

Podnieśli ręce na niebieskie ściany...

Widziałeś ich gest — od lir błyskawicy,

Słyszałeś hasło straszne: rezy pany61!

I jako po niem lud straszny zaszumiał —

Potocki widział, słyszał — nie rozumiał.

Wszakże to Sawy kureń leci, spada,

Myśli, że Sawę zobaczy na czele;

O pana Sawę wszystkich pyta, bada —

Nikt nie wie, ani śmie zaręczyć wiele;

Tymczasem kureń ów... zapewne zdrada —

Na Piwnickiego wpada karabele62,

A tak się z góry wielkim pędem toczył,

Ze potratował szlachtę i przeskoczył

I biegł. Żeleźniak także z drugiej strony

Wstaje i zbiera lud, rozpina wozy.

Wtenczas Potocki widzi, że zgubiony,

Że przeciw sobie ma już dwa obozy;

Zwołał więc trąbą goniące szwadrony,

I lejąc prawie z oczu gniewu ślozy63

Wracał na dawne swoje stanowisko,

Na owo smętne przy kapliczce rżysko.

Lecz tam trzeciego widzi wroga! Spity

Lud zbrojny wkoło kapliczkę oblewa;

Z nożami stoją chłopy i kobiéty,

Kapucyn zdjęty i Szmigielski z drzewa,

Z obu odarte szaty, grzbiet odkryty,

Kilku zakłutej szlachty także ziewa,

Słowem — z trzech stron.....

....................................................

Zostawmy teraz tę sądną dolinę,

Niech duch od tego krwawego jeziora

Odleci, jako anioł, we mgły sine,

Ciągnąc za sobą kurz krwi... strach upiora...

Wróćmy, gdzie stoją szyki Waszecine,

Oblane światłem skrwawionym wieczora,

Na pokrwawionej harcujące runi64...

Kapliczka w ręku Gruszczyńskich rzezuni.

Działko kieruje chłop, na szlachtę samą

Obraca, szyki znów Żeleźniak zbiera —

Wkrótce te pole będzie krwawą plamą,

Zwierciadłem, gdzie się śmierci trup przeziera...

Słońce się zdaje wielką dla dusz bramą —

Większeje... zda się, płomienie otwiera

I czeka na bój drugi, jeszcze krwawszy,

Bo poszło... duchy rycerzy zabrawszy...

Potocki szpinką z jasnego brylantu

Przeciwko słońcu czerwonemu błyska

....................................................

....................................................

VI

I patrzcie, co to jeden człowiek może,

Gdy duchem, gwiazdą na świata się kirze

Zapali. Jechał przez burzanów morze

Kozak już stary; na mglistym szafirze

Rysował się tak, jak upiór — a Boże

Wiatry mu grały u siodła na lirze;

On jechał, zda się, obumarły, śpiący,

Blady — na białym koniu trup grający,

Bo rąk nie ruszał ani ust... natężył

Ducha i prosto szedł na walki pole;

Zda się, że myśli swe wszystkie zorężył,

Ubrał w pioruny i w skrzydła sokole

I wysłał... i duch kozacki zwyciężył

I przeląkł... sobą samym... Miał na czole,

Zdaje się, jakąś gwiazdę upiornika,

Oczy jako dwie pieczęcie z krwawnika65.

Może to słońce o szkło się zrenicy

Odbiło, i tak łyskało straszliwie,

Że się Smilańscy zlękli rozbójnicy

I stali w strachu blednący i dziwie.

U hajdamackiej się tylko dziewicy

Znalazła śmiałość, że się sama chciwie

Naparła jechać — by donieść najwierniej,

Czego ten straszny znachor chce od czerni.

Potocki także jednego dragana

Wysłał, by starca obronił w potrzebie.

Tymczasem młoda Hudyma, rumiana

Jako brusznica66, rzucając za siebie

(Pewnie w parobku jakim rozkochana)

Oczy — i śmiechy... którym nie pochlebię

Mówiąc, że były tak głośne i śpiewne,

Jak w lasach, kiedy jękną nimfy drzewne,

A potem echo gra kaskadą dużą

Tonów — śmiejąc się za siebie, zjechała,

Gdzie lirnik stary nad krwawą kałużą

Stał, a klacz jego srebrna w krew patrzała.

Tamże się słońca jakieś we krwi nurzą,

Tamże z czerwieni para jakaś biała

Wychodzi, długich pilnując łańcuchów,

Jako girlanda straszna srebrnych duchów.

I coraz bardziej czar się ten czuć dawał,

I coraz szerzej rozchodził po jarach;

I, zda się, księżyc wywołany wstawał,

I, zda się, mocniej czerwienił w oparach;

Zda się, że starzec tam konia napawał67,

A z koniem jedno był, oczy miał w żarach,

Coraz straszniejsze, — a coraz mgła biała

Gęściejsza przed nim i za nim wstawała.

W tej mgle... któremi już byli okryci,

Zaczęły polskie szyki rzucać pole,

A nie gonieni byli i nie bici

I poszli zaraz, jedni na Podole,

Drudzy — już boju z Kozakami syci —

Do Turczech68... Ja zaś tu sobie pozwolę

Wytchnąć... i koniem myśli jechać mimo

Tej mgły... gdzie znachor został się z Hudymą.

VII

Dzisiaj podróżny przejeżdża te stepy

I nie wie o krwi, co się na nich lała

Przed laty, ścieżką, gdzie dziad ciągle ślepy

I skrzypią maże, pył ćmi, słońce pała,

Rzeki gdzieś dalej błękitnieją, krepy

Z czarnej szarańczy ćmią się... Dawna chwała

Już zapomniana; serce tylko nuży

Pól jednostajność, tęknota podróży.

Duchy gdzieś poszły i nie powiedziały

Swoich boleści tym, co po nich wstaną —

Ach! nie dlatego, by zemsty nie chciały,

Ale że z myślą bólem obłąkaną

Nie mogły mówić — albo by jęczały

Mówiąc lub chwaląc się serdeczną raną,

U Boga by swe straciły zasługi

I swój anielski rząd69. Dziś wiek już drugi

Zaczął się; oni jeszcze zadziwieni,

Że nikt nie wspomniał imion, nikt nie słucha,

Co oni mówią, gdy zorza rumieni

Laski brzozowe, kiedy się głos ducha

Z Aniołem Pańskim na stepach ożeni

I ciągle płacze, kiedy wiatr odmucha

Osiny i liść ów srebrny pokaże,

Co tak w księżycu lśni, jak duchów twarze...

Ach! kiedy także wyjdą w step i staną

I gdzieś na wioskę spojrzą, dawniej swoją,

Gdzie żyto gnie się falą kołysaną,

Gdzie ciche dwory pod lipami stoją,

Gdy ujrzą dziatki rumiane pod ścianą,

Które się dziada z lirą srebrną boją,

A już nie wiedzą, co to dawne lutnie: —

O! jak im cicho... tym duchom, jak smutnie!

Nawet gdy ujrzą zaszczepione drzewko

Przez siebie w sadzie, a dziś już stuletnie,

Nawet gdy wróble ze srebrną podszewką

Lecą — i słońcu w takt migają świetnie,

Jak gdyby jaką niewidzialną śpiewką

Takt miały dany — i w gorąco letnie

Spadają w gęste korony czerechów70,

By harfy srebrne, pełne swarów, śmiechów:

O jak im smutno! bo oni nie mogą

Odlecieć dalej, aż odlecą z nami —

Taki takt w locie, nim się loty wzmogą,

Poeci muszą uczynić pieśniami,

Jak tym wróbelkom czyni Bóg... O! srogo,

Srogo nas uczy Bóg i krwią i łzami

Latać nad domy i pola i sady,

Wydając jeden Boży ton z gromady.

Lecz do powieści!... Gdzież mój stary Grusza,

Cześnik? Co zrobił z oddzielną komendą?

Czy się gdzie w boju jeszcze zawierusza?

Czy mu już Parki71 wrzecionami przędą?

Choć szorstkie ciało, piękna w sercu dusza!

Byłaby szkoda, gdyby ci, co będą

Jak on na stratę komenderowani,

Tak nie umieli jak on paść... nieznani!

Z hufcem się swoim wyprawił i w długi

Jar wjechał ów to za Sasów dygnitarz;

Więc jar ów ciemny, wzięty we dwie smugi

Gór, tak się ciągnął, jak czarny korytarz;

We środku strumień srebrny, co kolczugi

Odbił, a dalej... jak to sam wyczytasz,

Były przez chłopów położone tamy

Wodzie, co w srebrne rozlała się plamy.

....................................................

....................................................

Pieśń VII

Cieszmy się w Bogu, i niech ta pociecha

Poematowi mojemu odbierze

Te smutku wiecznie wtórujące echa,

Gdy o przeszłości grzmi harfa. Grabieże,

Mordy — rzeź, krwawa gruszczyniecka strzecha —

To wszystko są sny... Korsuńscy rycerze

Także nie więcej mają życia w sobie,

Jak ognik z trupów tańczący na grobie.

A jednak dziwna jest piękność w oddali

I w perspektywie poetycznej. — Sawy72

Kozacy szli po moście i błyskali,

Bo zachód słońca właśnie świecił krwawy;

Lirnicy w liry swoje dziko grali,

W Korsuniu73 pełno zgiełku, gwaru, wrzawy;

Dziedziniec pełny Żydów i Cyganów,

Szlachty, Kozaków, żebractwa i panów.

Pod śliwą właśnie stoi prosta ława,

Na niej Potocki74 regimentarz siedzi,

Jak sułtan, z wielkim bursztynem75 — Pan Sawa

Zdjął kołpak76, stanął jak wykuty z miedzi;

Twarz jego smutna i od słońca krwawa;

Chciał mówić... z własnym językiem się biedzi,

Spojrzał wokoło... o Boże litości!

Gruszczyński siedzi stary pośrzód gości...

Na jego twarzy spokojność wesoła,

Zapewne nie wie nic o własnym domu;

Pewno wyjechał przed porankiem z sioła.

Żeleźniak77 z wieścią nie dał ujść nikomu...

Nad spokojnością srebrzystego czoła

Zdała się wisieć chmura pełna gromu.

Sawie się zdało, że trupa zobaczył —

Odszedł — białego konia rozkulbaczył78,

Łzy strąca z oczu i klnie. — A tymczasem

Potocki wielką gotuje wyprawę

Na hajdamaków79, co pod bliskim lasem

Obozy swoje rozłożyli krwawe.

Z ranną mgłą myśli napaść i z hałasem,

Jak wrony, kiedy lecąc czynią wrzawę.

Ledwo na zamek spadły mgły wieczora,

Zaczął czarować kule Wernyhora80.

Zamek zabłysnął we środku czerwono

Od wielkich ogni, gdzie lano ołowie81;

Skry ognia, nimfy, ognistą koroną

Wirzą się, wieżom siadają na głowie —

Płynących się chmur oczerwienia łono;

Czasami gwiazdy — jako aniołowie

Przez czerwień chmury spojrzą srebrną twarzą,

Czasami skrzydło albo miecz pokażą.

Starzec trze lirę krwawą i wybucha

Z strun nieruszonych jakaś pieśń złowroga,

Tajemniczego pełna w sobie ducha,

Zakrwawionego pełna w sobie Boga...

Szlachta na szablach swych oparta słucha,

Kozactwo czasem odwrzaśnie, aż trwoga

Pada na pany, co przy stole siedzą

I smaczno chłodnik zabielany jedzą,

Jak Leonidas — co czarną polewkę

Jadł w Termopilach82. To mi porównanie

Przerwało nagle moją dziką śpiewkę,

I żmudne ludzkiej gliny pozłacanie;

Żupan tych ludzi musiał mieć podszewkę,

Albowiem złoto było na żupanie;

A jednak widząc, co jest dziś z narodem,

Boję się... aby wiatr nie był pod spodem

Żupanów. — Ja sam pilnie się otulam,

Aby nie podjął wiatr żupanu ducha —

Dlatego z myślą gdy najbardziej hulam,

Pod myślą są łzy... łzy — nie żadna skrucha!

Nad zabitymi ja się nie rozczulam,

Chyba że ogień z mogił ich wybucha,

Jak te Mojżesza iskier piramidy,

Co do ojczyzny wiodły nowej — Żydy83...

Z tych ciał otrutych przeze mnie zgnilizny

Sądzę, że taki słup płomienny wstanie

I zaprowadzi żywych do Ojczyzny

Prędzej, niż prorok84... i wyspowiadanie

Emigracyjnych wnętrz... Są różne blizny,

Których rozcięcie i poodmykanie

Więcej dobrego zrobi, jak ja sądzę,

Niż dowiedzenie przez księży, że błądzę.

Wreszcie potrzeba czasu w różnych rzeczach,

Już jedni leżą, drudzy jeszcze klęczą

Na wulkanowych czołach i na mieczach

Przed jakąś dziwną niewidzialną tęczą;

Co do mnie, ufam w słowiańskich narzeczach,

Że Boga w służbie wojskowej wyręczą,

I Narodowy Dziennik85 z całym dworem

Nie będzie nigdy niebios Monitorem86,

Ani wojskową gazetą... Sam nie wiem,

Dlaczego mówię tak... lecz mam przeczucie;

Czuję trumnianym pachnący modrzewiem

Naród, i w trumnie grające zepsucie...

A jednak — pod tym mogił chwastem, plewiem

Jest jakieś dziwne, ciągłe, głuche kucie,

Pod narodową słyszane mogiłą,

Jak gdyby serce ludu w kamień biło.

W północy — wstają mi włosy na głowie,

I zadziwiony słucham — i to słyszę,

Co muszą Boscy słyszeć aniołowie —

Jakąś okropność przyszłą, co kołysze

Światem... i miastom zapala na głowie

Straszne korony... Czujcie (ja wam piszę

Z ciemnego duchów świata list przestrogi)

Ludy, bo wkrótce będziecie jak Bogi.

Co rozwiążecie wy w żelaznej dłoni,

To rozwiązanem będzie... już na wieki.

A kto odejdzie od was — gdzie się schroni?

Z was będą góry, doliny i rzeki

I morza, które wiatr na słońce goni;

Z was port zatraty będzie i opieki,

Z was będą cienie jak morza rozlane,

Z was nad morzami słońca latarniane!

Czujcie! bo tętno już waszego chodu

W uszach wysokich ludzi — grzmi wyraźnie.

Na górach z cegieł i na igłach z lodu

Słuchałem... a duch swoję wyobraźnię

Przestroił wówczas na harfę narodu,

Me nienawiści dawne i przyjaźnie

Poddając twardej jedności... dlatego

Myśli me same się gryzą i strzegą.

Nie wy, Cheruby, co miecze z łuczywa87

Macie, z papieru złotego przyłbice,

Których nie Pan Bóg, lecz człowiek używa,

I wami sławy wysokiej kaplice

Oszyldwachuje88... przed tym, co się zrywa

Jak wiatr, i w oczach niesie błyskawice,

Nie wy, brytany, wejścia mi bronicie!

Ja jestem gwiazdą życia — co o świcie,

Skąpana w krwawej jutrzence, wychodzi

Różana — a dzień będzie wtenczas biały,

Gdy ja zagasnę. — Duch w cierpieniach rodzi

I w gniewie — ale w gniewie tak wspaniały,

Jako Bóg chmurny, gdy piorunem godzi

W najwyższe czoła alpejskie i skały.

Kto chce w pioruny wstąpić i w błyskanie

I śnić to, o czem śnię... niech przy mnie stanie!

Na tych wyżynach ducha jest ponura

Dla serc stroskanych cisza; tu ja czerpię

Ogień i maczam w ogniu orle pióra;

Tu na księżyca rumianego sierpie

Piękności dawnych nieśmiertelna córa

Rozwidnia oczy me, a kiedy cierpię,

Przeszłości dawnej cień na szczycie skalnym

Stawia i czyni przede mną widzialnym.

Tak widzieliście próchnem wysrebrzone

Dębów umarłych wnętrza — i kaplice,

Rumaki białe w polach wystrzelone —

Kozaków — księży — szlachtę i dziewice.

Ariost by patrzał sam na te szalone

Miłostki, boje, szturmy, nawałnice,

Rycerzy przy kielichu i w podróży,

Którym za cały czar — fantazja służy.

Zaczarowanych palm tu nie ma wcale;

Dęby i sosny i brzozy rodzime

Odbite w stawów podolskich krysztale

Reprezentują mi nową Solimę89.

Z krzyżami złotych miast i wież nie walę,

Dla prawdy nagiej wielką mam estymę,

Do rymu nigdy sensu nie naginam,

Nie tworzę prawie nic, lecz przypominam.

Więc Mnemozyno90, pomóż... niech przypomnę,

Gdzie mój bohater został? — Rzecz nie lada!

Człowiek, co takie podróże ogromne

Odbył, ten musi jeździć, jak ballada,

Na upiorowym koniu: siodło skromne,

Dwie kości na krzyż, a tam gdzie się siada,

Mała czaszeczka ludzka, co wyszczerza

Oczy błyszczące, jak żar, spod rycerza.

Siodła dziś takie w modzie, oraz z czaszek

Robione w modzie są dzisiaj puhary;

Ja sam się złowić raz dałem jak ptaszek

I piłem z trupiej głowy tokaj stary;

O czem tak wiele już było baraszek91,

Że... dalej, pani Muzo, — okulary

Tęczowe włóż mi na nos, niech wypatrzę

Znów bohatera mego na teatrze

Wypadków. — Szekspir mówi, że to życie

Scenicznym bardzo jest podobne zmianom;

Bóg, jako wielki widz, siedzi w błękicie,

Suflerstwo dawnym zostawił kurhanom.

Mimo to jednak jest bardzo obficie

Złych dram... a pierwsze role, dane panom,

Najgorsze! — smętną uderzeni stalą,

Bez żadnej rzymskiej gracji z nóg się walą.

I gdyby u nóg kochanek, wpatrzeni

W oczy błękitne albo w czarne oczy,

Rzucali duszę swą pełną płomieni

Z harfy westchnieniem — Lecz nie... czerw92 ich toczy!

Śmierć ich zastaje w szambelańskiej sieni

W zielonym fraku!... czasem ich przeskoczy

W biegu tańcząca królowa szkieletów,

Takie zrobili niskie progi z grzbietów!

Ale czas wrócić już i do porządku

Przywołać rymy, chodzące samopas;

Poemat mój szedł tak dobrze z początku,

Kiedy był głodny — teraz, kiedy popas,

Zdaje się, że mu znów zabrakło wątku.

Każda z tych moich strof, jak blady topaz,

Oszlifowana w różne kostki rymu...

Lecz muszę z panem Beniowskim do Krymu.

Gdzieżem zostawił go? — Tak! przy księżycu

Ujrzał rycerzy błędnych koczowisko;

Zbroja błyszczała na jednym szlachcicu —

Zbyt rzadkie na ten już wiek widowisko.

Beniowski z miłym uśmiechem na licu,

Widząc, że kuchnia była bardzo blisko,

Zsiadł z konia i rzekł: — „Czy wolno zapytać,

Kogo mam honor i przyjemność witać?...”

Na to pancernik gruby, lecz ostrożny

Jak Litwin: — „A Wać kto sam, Mości Panie?”

— „Jestem Beniowski”, rzekł, patrząc na rożny

Rycerz. — Tu drugi rozpoczął śpiewanie

Opowiadając, że się zwie wielmożny

Borejsza, że ma wielkie zachowanie

U Radziwiłła i wieś do przeżycia93

I bardzo grzmiącą, wielką sławę — z picia.

Dodał, że posłem jest, do Krymu jedzie

Zaprosić Chana w całe sto tysięcy

Tatarów, wrzkomo tylko na niedźwiedzie,

Tylko na białe niedźwiedzie, nic więcej. —

W tym sensie książę Karol94 po obiedzie

Ręki swej własnej mordując książęcej,

Napisał list do Chana, w najdziwniejsze

Essy... i z listem wyprawił Borejszę.

Przydał mu także Tatara spod Waki95,

Syna jednego Mołły96, na tłumacza;

Są to od dawna zagnieżdżone ptaki

W Litwie97, lud prosty; lecz jeszcze oracza

Pozłota wschodnia trzyma się — i znaki,

Które na twarzach rycerstwo wytłacza,

Widome dotąd, z wieśniaczego lica

Błysną, jak krzywych mieczów błyskawica.

Gdy ostrzy kosę taki Tatar stary,

To nieraz stanie i w dźwięk się zasłucha;

Sosny mu wtenczas szumią, jak sztandary,

A chmury w oczach, jakby skrzydłem ducha

Mahometańskich wojsk pędzone mary,

Idą na północ; a gdy kosa krucha,

Osełkiem98 tarta, na puszczę zabrzęczy —

Ałłach! il Ałłach! z puszcz, jak echo jęczy.

W Tatarze wtenczas, jak w ognistym ptaku,

Palą się oczy — stepy przypomina

I słone jakieś jeziora Kipczaku99,

O których tylko wieść z ojca do syna

Przeszła po mglistym i tęczowym szlaku,

Który nad głową ludu już zaczyna

Gasnąć i zorzę zdejmować różaną —

Aż w ciemnej nocy — bez pamiątek wstaną.

To wtenczas próżno już śród mogił pola

Głupim poetom budzić lutnię smętną;

Zostawić lepiej ją skrzydłom Eola100,

Nieprzewidziane z niej dobędzie tętno;

Lub skowronkowa ją przyszłości rola

Zaśpiewa pieśnią dziwną, nie namiętną

I tak spokojną, jak wiośniane szmery,

I tak wysoką, jak grające sfery.

Taką pieśń dziwnej do smutku podniety

Śpiewają czarny modrzew z czarnym cisem,

Tuląc skrzydłami wygnańce meczety

I groby z dawnym Koranu napisem;

Kamienie z ziemi tak podniosły grzbiety,

Jakby wstawały na sąd przed Eblisem101,

Wszystkie na słońce obrócone wschodnie,

O wschodzie błyszczą z trawy, jak pochodnie.

W powietrzu smutny półksiężyc blaszany

Do nieba zda się wznosić srebrne ręce,

Za grobowcami prosząc, co spod ściany

Meczetu, jako pochodnie jarzęce102

Palą się ogniem do Pana nad Pany,

O jego życiu i ranach i męce

I o tem, jako z ludzi był najkrwawszy,

Pierwszy raz głucho w ziemi usłyszawszy.

Każda tych liter nieznajomych zgłoska

Zda się w ten kamień coraz głębiej wrywać.

Jeśli to prawda, Rodzicielko Boska,

Że umiesz serca zranione odkrywać:

Ty na ten księżyc, który się tak troska

O groby swoje, musisz przylatywać

I w ogniu zorzy, jak róża Jericho,

Na tym meczecie smętnym kwitnąć cicho.

Z twarzą do nieba wzniesioną, śród lasu,

Nad muzułmańskim cmentarzem ty stoisz

I słuchasz sosen smętnego hałasu,

A złotą z twych rąk rosą kwiaty poisz,

Aż groby życia płaczące i czasu

Ty spokojnością swoją uspokoisz,

Jak smutny obóz kamiennych namiotów,

Ten smutny cmentarz bez bram i bez płotów...

Przy jednym z takich cmentarzy syn Mołły,

Pan Abdulewicz Hamet się wychował;

Potem go ojciec dał, by pańskie stoły

Nakrywał, pańskie kolana całował.

Młodzieniec wyszedł z Radziwiłła szkoły

Jak flet przedęty; dzikie serce schował

Głęboko w piersi przed szlacheckim gminem,

I pierś Radzwiłła103 nakrył karmazynem...

I myślał, że już jako kuropatwa,

Gdy głowę w śniegu pochowa i oczy,

Myśli, że już ją pies ani też dziatwa,

Idąc z podjazdem, nie dojrzy, przeskoczy;

Tymczasem w śniegu skryć się rzecz niełatwa,

Ani też rybie w lodowej przezroczy

Znaleść schronienie przed rybaka ością,

Ni wśród pijaków ukryć się — z miłością.

Łatwiej wulkanom wybuchnąć na morzu

I znów się tylko kryć pod falną skałą;

Łatwiej kwitnącym różom na bezdrożu

Niebiosom liście i woń oddać całą,

Niźli na pańskim pijackim przydworzu

Przed ludźmi miłość jasną i nieśmiałą

Ukryć! Tem bardziej tę strofę zaostrzę,

Mówiąc, że w księcia się zakochał siostrze...

Przypadkie takie są zbyt gęste: Tasso,

Żukowski104, ruski belfer i poeta,

Który balladę odział wielką krasą —

(Podług mnie jeszcze nie wielka zaleta...)

W rosyjskich rymach pachnie skwierne miasso105,

A wiersze są — jak pasy zdarte z grzbieta

Knutem... prześliczny język... ale razem

Pachnie mi żywym mięsem — i Kaukazem!

Lecz język piękny, pełny dyjamentów

W Puszkinie106... w panu Sękowskim107 podłości...

Dziś, jak słyszałem, pisze pan Lermentów108,

Który pół życia na Kaukazie gości —

Takich do niego car doznaje wstrętów,

Do niego i do laurowej parości109,

Która nietknięta nożem i nożycą

Może rość i być kiedyś — szubienicą...

To o poetach ruskich. — Car jest wspólnik

Poetów, jest Minosem110, estetyką,

Szleglem; na niego patrzy pan Kukulnik111

Tragedię jaką zamyślając dziką,

Za sceną bowiem stoi karaulnik112

Z ogromną pałką, szablą lub motyką,

Z kibitką113, z wielkim budników114 ogonem,

Jak Débats i Jules Janin115 z felietonem.

Benkendorf-Reviev116, pismo zdrowych sądów,

Największy robi ruch w czasowych gwarach,

I sądzę, że ta konnica z wielbłądów

I z krzywych, bladych ludzi w okularach,

Którą zjadł piasek nadkaspijskich lądów

I ziemia w spiekłych pochłonęła szparach,

Owa konnica do Chiwy117 dramatów

Posłana, była wojskiem z literatów.

Czysty Furieryzm118 i zastosowanie

Falang do krajów nieznanych zdobycia!

Szkoda, że w piasku zginęli bałwanie

Ci w okularach ludzie, co odkrycia

Mogli porobić ważne. — O! Słowianie!

Długoż pod knutem119 wytrzymując bicia,

Drżąc jak otruty pies, co tylko skomli,

Będziecie słuchać grających na dromli120

Poetów!... Piszczą, jak pod korkiem szklanka,

Na jakąś dziwną nutę, niby świeżą;

Prawda i piękność stoi jak wygnanka,

Harfa się stała skrzypka... urna — dzieżą...

Tam znów uczony miły Czech, pan Hanka121,

Pieczętuje się... tu mi nie uwierzą

Hermafrodyty122, Słowiano-Polacy123,

Że na pieczątce Hanki są — Kozacy!...

Pod Kozakami mu służy za motto

Słóweczko małe, lecz bardzo dobitne:

„В перед124”... Nadzieja jest nadzwyczaj złotą

I mędrca w sfery unosi błękitne.

Chciałbym, ażeby — nim mu Parka Kloto125

Nić życia i badania starożytne

Przetnie — ażeby mu zrobili rajem

Ten świat Kozacy jego dwaj — z nahajem126!

Niewiele żądam... aby w jego domu

Postojem tylko stanęli dwaj Dońce127!

Bóg widzi, złego nie życzę nikomu,

I tych, co ludom zapalają słońce

Laurami... rad bym ochronić od gromu;

Innych, co jako piekła są obrońce,

Rad bym uczynić na tym lauru drzewie

Liściami128... Strofę tę pisałem w gniewie —

Czy zmazać? — nie! na Boga! niechaj stoi

W dantejskich moich strof gryzącym tłumie!

Czech, co Kozaków myślą w Renie poi,

Choć Niemiec129, może głos ludzki zrozumie.

Ja wracam pod las, gdzie rycerze moi

Jedzą — przy dębów rozwahanych szumie,

Siedząc na srebrnej księżycem lewadzie130

Kwiatami wonnej. Już miesiąc się kładzie

Do snu, a oni jeszcze zgodnie gwarzą,

Jaki to będzie wiek dla Polski złoty,

Gdy z niej Barszczanie131 całą hańbę zmażą,

Wyrzucą Moskwę i króla za płoty...

Tatar, na księżyc obrócony twarzą,

Przemawia hymnem czarownym tęsknoty

Do miesięcznego blasku, i uśmierza

Serce słowami wielbłądów pasterza...

O! ileż razy, ognisty proroku132

Boga, śród twoich wielbłądów klęczących,

Z księżycem srebrnym w rozgorzałym oku,

Musiałeś dumać tak, gdy z fal gorących

Wychodził krwawy par133 na kształt obłoku

I snuł po stepie... Królu konających!

Wiara twa odlatuje i zostawi

Hymn taki smutny, jak echo żurawi...

Wkrótce Słowianin z twoich wież postrąca

Śpiewaki, Boga śpiewające imię;

Z wież twoich zrzuci białe półmiesiące134,

Na piersiach twoich odalisk135 zadrzymie136.

Na falach twoich twoja flota drżąca

Stoi, jak wojsko upiorów olbrzymie;

Chciałaby zakryć twoje piersi całe

Spróchniałym żaglem — królestwo spróchniałe.

Próżno — o próżno! rany tajemnicze

Rozryły twoje nieszczęśliwe ciało;

Twoje mi śmiercią już blade oblicze

Umarłych moich ojców przypomniało137

I tę godzinę, gdy byli pod bicze

Dani, jak Chrystus... i gdy w nich konało

Serce... i gorszą jeszcze, niż skonanie,

Tę — gdy przestali wierzyć w zmartwychwstanie.

Przez podobieństwo śmierci, przez tę ciszę,

Co się nad tobą teraz rozpostarła,

Zabłądzonemu w twoich palm zacisze

Serceś mi wzięła, moje łzy wydarła!

Meczetów twoich płacz wieczorny słyszę,

I po tem śpiewie wiem, żeś nie umarła,

Ani się podłym uklęknieniem spodlisz,

Bo patrzysz w słońce i o śmierć się modlisz!

Niech ci zgon będzie słodki — a w pustyni

Pod namiotami kiedyś Arab stary

Powieścią swoją wielki płacz uczyni,

Twe księżycowe śpiewając sztandary,

Gdy z wiatrem nieśli je Salahedyni138

Przeciwko złotym krzyżom innej wiary.

Araby ogień obsiędą stepowy

I będą słuchać, smutne chyląc głowy;

Lub zapatrzeni w jasnych gwiazd orszaki,

Które od wieków nie zmieniły chodu

I są dla ludów rodzonych, jak znaki,

I takie same po zgonie narodu.

Tymczasem płomyk wstający z kulbaki139

Palcami gasi olbrzymi król lodu —

I gaśnie państwo białego księżyca140,

Jak w poemacie Dziadów druga świéca.

Pieśń moja gaśnie także, z tej posępnej

Barwy nie mogąc wyjść na blaski świtu;

Smutek ma w sobie tyle siły wstępnej,

Że coraz wyżej w krainy błękitu

Prowadzi — a więc do pieśni następnej

Odsyłam wszystkich ciekawych pobytu

Ambasadorów moich śród meczetów

I gór, co mają wszystkie kształt sonetów141.

Więc tu, kochany czytelniku, chciej się

Zatrzymać... nieco odpocząć wraz ze mną...

Jeśli wesoły jesteś — z ludzi śmiej się;

Jeżeliś smutny, wiedz, że się daremno

Smucisz... Gotuj się być na Kikinejsie

I Czatyrdachu; w noc zupełnie ciemną

Samego z moją Muzą cię zostawię,

Jeśli przyrzeczesz, że... (żałuję prawie,

Żem przyrzekł) jeśli przyrzeczesz na cienie

Ojców, że... zresztą, jak chcesz... dosyć stara,

I panna!... zaraz mówi o hymenie142,

Za gorsem kontrakt ma ślubny; Ikara

Złowiłaby za skrzydła i sumnienie;

Zaraz się pyta, jaki twój ród, wiara,

Majątek... i wnet łączy się akordem143;

Mówią, że już raz była za milordem.

Tak mówi Dziennik Narodowy; — przeczę!

Ostrzegam wszystkich was, że jest dziewicą!144

Nawet zaręczam... Lecz oczyma piecze,

A głowę nosi swą pod błyskawicą.

Dlatego chociaż mnie przed ołtarz wlecze,

Wolę w ciemności żyć, niż z taką świécą

Usque ad mortem...145 kirielejson kirie146!

Nie żonę mieć przy sobie — lecz Walkirię147.

Pieśń VIII

Jak zajechali me ambasadory

Do Krymu — nie wiem... ale pan Borejsza

Mówił, że spotkał na stepie upiory,

Dropie148, limany149, a rzecz najdziwniejsza,

Z bodiaków150 wielkich i kolących bory,

Od których puszcza białowiejska mniejsza;

W tej puszczy wielkie skrzydlate połosy151

I ludzie, którzy mają płaskie nosy.

Później to... w Litwie... o swojej podróży

Mówiąc, — jak Ariost152 jaki nie rymowy,

Mówił, jak okręt pośród wielkiej burzy

Płynąc podpierał i dopłynął zdrowy...

Jak spotkał rybę, co łeb miała kurzy,

A zresztą była kobietą prócz głowy,

A ogon wielki gdyby u Sylena —

Szlachta krzyknęła wnet, że to Syrena!

Na co Borejsza zgodził się, u stołu

To było — wtenczas wszystko prawdą zda się;

Mówił, jak chciano go chmarą popiołu

Zdusić na wieży, a on się na pasie

Spuszczał, tnąc w górze ten pas, a u dołu

Sztukując; potem napomknął w nawiasie

I od niechcenia, że tej sztuki sztucznej

Przyczyną — był mąż jeden trzy-buńczuczny153

I rogal154; bowiem o jedną godzinę

Spóźnił się ze swą popiołową wieżą...

Tak mówiąc, wino połykał i ślinę,

Mrugał oczyma: „Niechaj mię uderzą

Pioruny, jeśli kłamię! — niechaj zginę!...”

Zaklęcia, którym dziś nie wszyscy wierzą...

Lecz w owym czasie dobre i bezpieczne

Śród ludzi, którym już dziś światło wieczne

Przyświeca. — Mówi wszakże pan Trentowski155,

Że nie należy kłamać... ja tak sądzę;

I ten poemat drukuję bez troski

O duszę moją, nigdy w nim nie błądzę...

Wszystko jest albo prawda — lub sen Boski,

Przez odemknięte słoniowe wrzeciądze,

Jak mara z tęczy, z niebios wychodząca

O cichej porze, przy blasku miesiąca.

Zamykam oczy... i widzę... i piszę,

Co widzę... W jednym zrujnowanym chanie156,

Przy którym smutna palma się kołysze,

I źródło szmerem swym radzi na spanie...

Wszystko na Wschodzie ma ogromną ciszę...

Wszystko ze światła złotego ubranie,

Mury ze złota zdają się, choć gliną

Są oblepione — i grożą ruiną...

Na murach dziwne desenie lekkości

Przydają wieżom i ruinom wdzięku;

Wszystkie się zdają ze słoniowej kości,

Że od nimf były niesione na ręku

I postawione śród palm zieloności

Cudownie, śród harf aniołowych dźwięku,

Jak ta w Lorecie Matki Boskiej skała,

Która na skrzydłach złotych przyleciała.

W chanie więc, który dawniej był moskitą157,

Dziś chanem (tak się zwie karczma na Wschodzie)

Pod jedną wielką framugą rozbitą,

Gdzie wierzchem niebo w słonecznej pogodzie,

Jak turkusowy szlak, albo koryto

Szklanne, zrobione wodociągów wodzie,

Spokojnie płynie nad głową podróżnych,

Ambasadory... w kształtach bardzo różnych

Ci leżą, inni siedzą — trzech ich było,

I czas spędzali swój nie najzabawniej,

Serce w nich troską, utrapieniem biło,

I chleb swój własny jedli najniestrawniej;

Polskę czuć było już wtenczas mogiłą,

Nie przyjmowano już posłów jak dawniej,

Lecz jak żebraka albo jak natręta,

Witały małe w ruinach ptaszęta...

Wróbel wesołym witał świergotaniem,

Może dlatego, że jadł kiedyś zboże

Polskie; jaskółka, że pod stalowaniem

Polskim rodziła się przy jakim dworze;

Jeżeli żuraw — to z powinszowaniem

Przyleciał, spytać na cudzym ugorze

Posłów w podartym chodaku i szacie,

I smutnym śpiewem wrzasnął: — jak się macie?

O! miecze w ręce... jeszcze raz! i na te

Krainy dajcie runąć z krzykiem Huna158!

Wróćcie nam, groby, husarze skrzydlate159,

Niech nam Czarnieckich całych odda truna160!

Godzinę tylko, Boże! niech brodate

Z mogił powstaną dzieciny Peruna

I hej! przez dawne Attyli161 bezdroże, —

Godzinę tylko życia, wielki Boże!

Za tę godzinę, ja oddam ci... Nie wiem,

Co mógłbym oddać Bogu?... Anioł zgonu

Przyjdzie po wszystko i pod różokrzewiem

Albo pod liściem drżącego jesionu

Położy żądzy spalone zarzewiem

Ciało, bez żadnej myśli — i bez tonu...

Serce bez bicia, oczy bez światłości,

I zostawi tu nad nim... duszę kości.

Dwie są albowiem podług Niemców; jedna

Duchowa, leci od ciała daleko;

Druga się błąka tu nad ciałem, biedna...

Płacze, Styksową przedzielona rzeką

Od siostry... aż kto pacierzem wyjedna

Lub ją anieli od ciała odwleką

Za włosy z cichej, różanej mogiły,

Tak kocha ten dom młodości i siły...

Ten wiersz z Homera kradnę, ten ostatni;

Niegdyś płakałem nad nim... Zdaje mi się

O Sarpedonie162 mówi... śpiewak bratni

Mickiewiczowi — ale miał w kirysie163

Rycerzy, którzy byli bardzo stratni

I szafowali siłą, życiem; gdy się

Zmienili trochę Litwini dzisiejsi,

Będąc troszeczkę lepsi — ale mniejsi!

Jednak w tej cudnej epopei żyją;

W ich lasach trąba gada... Boskie trąby

Odzywają się wnet w sosnach i wyją,

Patrzcie, jak ten żubr od pękniętej bomby

Cofa się; patrzcie, jakie wianki wiją

Z wiejskiego kwiatu wiejskie dziewosłęby;

Słuchaj i patrzaj, bo jako zjawienie

Litwa ubrana w tęczowe promienie

Wychodzi z lasu. — Z taką chwałą

Potrącał lutnią ten śpiewak Litwinów,

Że myślisz dotąd, że to echo grało,

A to anielskich był głos serafinów.

Grzmotowi jego niebo odegrzmiało!

Chociaż Gofredów nie miał i Baldwinów164,

Ani mógł morza wiosłami zamącić,

Ani księżyca z wież krzyżowych strącić;

Jednak się przed tym poematem wali

Jakaś ogromna ciemności stolica;

Coś pada... Myśmy słyszeli — słuchali:

To czas się cofnął i odwrócił lica,

By spojrzeć jeszcze raz na piękność w dali,

Która takiemi tęczami zachwyca,

Takim różanym zachodzi obłokiem...

Idźmy — znów czasu Bóg postąpił krokiem.

Ale ten napis łatwo startej krédy

Niechaj zostanie! a ten co przeczyta,

Niech sobie wspomni, żem na piramidy

Wchodził i deptał to, na czym czas zgrzyta;

Że nieraz końcem Pelidowej165 dzidy

Zrobiona trumna jest — albo rozbita.

Wąż Laokoński166, który gryzł bez przerwy,

Syty — wlazł znowu pod tarczę Minerwy.

Nie budźcie, niech śpi! — Mówiłem więc w rymie,

Jak moje posły w starym siedzą chanie;

Borejsza w upał południowy drzymie,

Hamet się w ptaszków zasłuchał śpiewanie;

Beniowski wielkie zamiary, olbrzymie

Buduje w myśli: — dziś ma posłuchanie

U Chana Krymu, u Kierim Giraja167;

Gotuje się więc z mową — i zaczaja.

Przypomniał wszystkie sobie z retoryki

Figury; Chana chce podejść wymową —

Przypominając, wyszedł na brzeg dziki,

Gdzie słońce było mu nad samą głową.

Z dala szum morza i żurawiów168 krzyki

I Bakczysaraj169 z koroną palmową,

Z minaretowym lasem, stał pod górą,

Lekko gołębi migocących chmurą

Owiany. — Smutno! o, smutno samemu

Na morskim brzegu, gdzie się fale kładą,

Śpiewając ciągły hymn Nieśmiertelnemu,

Który pustynię roześwieca bladą

Gorącym słońcem! smutno tam jednemu

Z europejskich pamiątek gromadą

Śród gorącego pustyni kobierca

Błądzić z strzaskanem sercem — lub bez serca...

Jednak jest jakaś duma, co podnosi

Czoło północnych ludzi, gdy po świecie

Wicher nieszczęścia ich jak liście nosi —

Zniszczyć nie może, Pan Zbigniew był przecie

Kochany; wiedział, że ktoś Boga prosi

Za nim, że go wiatr pustyni nie zmiecie

Bez śladu, wziąwszy pod swych skrzydeł loty,

Jak zwiewa błędne w pustyni namioty.

Wiedział, że w Polszcze170 ktoś pamiętać będzie,

Błądząc nad stawem, gdzie srebrna topola

Osłania groblę; że zawsze i wszędzie

Dusze kochanków, jak harfy Eola171

Albo pod niebem gdzieś, jak dwa łabędzie,

Latają razem, choć je smutna dola

Rozłącza tu na ziemi i rozgania;

Wiedział to i te wszystkie porównania...

Pełny więc melancholii szedł po brzegu;

Wtem ujrzał dziwną rzecz i zbladł na twarzy

Patrząc... I mój rym także stanął w biegu,

A nim opiszę tę rzecz, słowa waży.

Niech mi żurawie zabrzmią hymn noclegu,

Niech pełny księżyc krwawo się rozżarzy

I stanie jedną czerwoną pochodnią

Nad wiedźmy172 temi z piekła i tą zbrodnią!

Arabki dwie, w koszulach czarnych, spod zasłony

Patrzące na świat dziko i jaszczurczo,

Siedzą na ziemi, jak dwie czarne wrony

Albo jak żaby w ogniu, gdy się skurczą,

Śpiewają dziwnie i dziwnemi tony

Albo zaklęcia jakieś ciemne burczą,

I palą dzikie bladym ogniem zielska.

Pomiędzy niemi główeczka anielska,

Główeczka tylko leży, ale żywa;

Oczki błękitne w niej ciągle latają,

Czasem się z ziemi jak gołąbek zrywa,

Złote jej włoski już powietrze krają

Jak dwa skrzydełka; ale rzecz straszliwa,

Zlęknione złote piórka opadają,

Nie mogły podnieść z ziemi białej róży,

Która zasypia — i znów oczki mruży.

Anioł lub jakaś nieszczęsna istota

Leżała w mocy czarownic zaklęta;

Rzucały ciągle na nią garście błota,

Mogiła z piasku, jako bąbel wzdęta,

Wstawała... z ogni piramida złota

Lub jak kręcony miecz, z płomieni kręta

Stała z ogromną powagą ogniową

Nad Arabkami dwiema i tą głową.

Pan Zbigniew dobył szabli — brzęk żelaza

Spłoszył dwa widma czarne, i z wybrzeża

Odlatywały żółte jak zaraza,

Jakby na skrzydłach czarnych nietoperza;

Na piasku żadna nie została zmaza,

Tylko ten ogień, jak piekielna wieża,

Tylko ta główka leżąca na ziemi

Z oczkiem niebieskim i z koralowemi

Ustami... Oczka otworzyła, żywa,

Na Beniowskiego głos; ten leciał z krzykiem,

Jak rycerz, który strasznych wież dobywa,

Wołając... polskim wołając językiem:

„Stójcie! to zemsta jest jakaś straszliwa!

To pewnie jaki Basza z sercem dzikiem,

Syryjczyk, lub Cylijczyk, lub Natolak173!...”

Na to krzyknęła główka: „Ach! Pan Polak?”

Beniowski stanął i otworzył usta.

Gdyby weń piorun uderzył, nie więcej

Zląkłby się; ale trwoga była pusta,

Poznał to zaraz rycerz najgoręcej

Zagrzany; wnet mu stanęła Prokusta

W myśli — Medea174 — Cyrce175, jeszcze więcej

Kobiet z historii dawnej, starożytnej,

I na szabli się oparłszy błękitnej,

Rzekł: „Polak jestem... tak, i Podolanin,

A ty kto, biedna?” — „Ja także z Podola,

Rzekła, targuje mnie teraz poganin,

W haremie ciężka czeka mnie niewola!

Obaczył mnie już także Moskal, Panin176,

U tutejszego na poselstwie króla.

I ten mnie także kupić chce, targuje;

Ale ja skonam albo się otruję.

„Jestem szlachecką córką, dom nasz cały —

Może słyszałeś o Gruszczyńskich dworze?

Hajdamaki177 nas w dzień napadli biały,

Ojca nie było, my same w komorze

Kobiety, kiedy rznęli, my krzyczały,

Matkę i babkę i maleńkich — Boże!

Nie mogę o tem ja oświecić Pana,

Ja patrząc, byłam sparaliżowana.

„Kozak mnie jeden, jak kawałek drzewa

Wyprostowaną wziął, i dał popowi178;

Pop kupił, teraz przedać się spodziewa,

Jeśli mnie piasek ten wrący uzdrowi.

Co dzień mnie błotem, jak widzisz, odziewa;

Co dzień mnie straszny dreszcz przechodzi mrowi

I we łzach oczy się nieszczęsne topią,

Gdy mię w ten piasek włożą i zakopią.

„A jednak biedna lękam się ozdrowieć,

Udaję zawsze martwą i kamienną.

Oto jest cała moja, Panie, spowiedź.

W tym błocie skwarnym leżąc, jestem senną;

Od słońca tego lękam się osowieć,

Taką ma dla mnie straszną twarz płomienną,

A jeszcze gorzej... gdy noc... chociaż zdrowa,

Nie śpię — w mogile mnie pop na noc chowa.

„Stary turecki jakiś domek trupa

Na górach stoi z okrągłą kopułką,

Tam jest nade mną nietoperzów179 kupa

I gniazda z ciągle piszczącą jaskółką;

Na drzewie także coś ciągle kołupa180,

A okno jedno nad glinianą półką,

Gdzie mię położą, a drzwi zawsze strzegą,

Świeci księżycem, jak twarz umarłego.

„O Panie, ratuj mnie! choćby potrzeba

Samej się bronić, w noc uciekać ciemną...”

Beniowski przerwał: „Niech ogniste nieba!

Wstawaj Acanna181 z ziemi i chodź ze mną,

Znajdziesz schronienie i kawałek chleba,

A ja przybyłem tutaj nie daremno,

Jeśli Bóg przez mię sierotę wspomaga...

Wstawaj!” A ona rzekła: „Jestem naga” —

To rzekła cicho i głoskiem dzieciny;

A rzekłszy, cała się ogniem zażegła,

I krew, jak jeden za drugim rubiny,

Po uszkach wstydem rozpalonych biegła;

Szyja się także stała u dziewczyny

Różaną — ale ziemia reszty strzegła,

Ziemia ognista, a nie pokazała,

Czy była cała różana, czy biała.

Beniowski także spłonął, potem zbielał —

Widać, że szukał w głowie prędkiej rady;

Oczyma smętny w różne strony strzelał,

Czuł, że rycerzem był dziwnej ballady.

Czy grób rozkopać?... Jakby się ośmielał,

Postąpił naprzód... wdaje się w układy

Z młodzieńczym wstydem, z rozwagą człowieka;

Wtem główka wrzasła: „Aj! niech Pan ucieka!”

Na ten wrzask rycerz obrócił się, patrzy —

Z pospólstwa chmurą leci pop na czele;

Rycerz za pasem miał naboi na trzy

Głowy, pomyślał sobie, że niewiele.

Obejrzał szablę, jak człowiek, co patrzy

Pierwej na siebie, niż nieprzyjaciele;

I stanął, patrząc srogo na pohańce —

Była to chmura kobiet i rzezańce182.

Turecki jeden święty, cały nagi

I krzywy, oczów183 pokazywał białka,

A w ręku jego była wielkiej wagi

Sękata z drzewa darfurskiego pałka;

Tłum cały sobie dodawał odwagi

Wrzaskiem; lecz w tłumie tym nie było śmiałka:

Beniowski więc stał z rycerskim wyrazem

Na twarzy, gotów siec po grzbietach płazem.

Wtem niespodziana rzecz! Gdzie indziej błoto

Rzucają, albo kamień lub kartofel;

Chmury — w krainie, gdzie między hołotą

Zjawi się jaki szary Mefistofel184;

Na Wschodzie biała płeć, która jest złotą,

Babusz (tak się zwie czerwony pantofel)

Zdejmuje z pięknej nóżki i zwycięża

Pantoflem... gacha, lub wroga, lub męża.

Co by powiedział pan Trentowski, który

W swych Aforyzmach ostrzega małżonka,

Że każda piękność nowa tej struktury,

Jakiej Klorynda185 była Amazonka,

Chociażby piękną była jak Ahury,

A miała tyle cnot, co Jagiellonka,

Dlatego właśnie, że jest taka chrobra,

Nie jest na żonę zdatna ani dobra.

Co by powiedział — widząc tę gromadę

Z bocianią czarną na nosie kitajką186,

Którą by każdą wziąć mógł za Palladę187,

Zwłaszcza że dzida jest u Niemców fajką!

Niech mówi, co chce — a ja dalej jadę

Z tym poematem, powieścią lub bajką

I w miniaturze ten bój, jak Izabej188,

Dam — lecz z szacunkiem zawsze dla płci słabej.

Więc, jak mówiłem, już chmura babuszów

Czerwonych nagle zaćmiła powietrze;

Świstać zaczęły smutnie koło uszów189

Jak afrykański tuman, gdy się zetrze

Z tumanem. Na kształt pierwszych karteluszów190

Pantofle naprzód przyleciały leksze191,

Potem ze starych nóg, ciężkie, schodzone,

Podbite ćwiekiem czarnym... i czerwone.

Jak bomby w ogniu rozgrzane, lub w burzy

Z wulkanów głazy, lub aerolity192

Gdyby z kochanek nóg — listkami róży

Takiemi chciałbym być nawet zabity,

Jeden mi taki trzewik teraz służy

Za lampę; płomień wspomnień w nim ukryty

Gore... w różanym ukryty atłasie,

A tak maleńki jest, jako oko w asie.

O! gdyby takie, z listków róż robione

Sylfów trzewiczki padały mu w oczy...

Pewnie by krzyknął: niech w różach utonę,

Niech mię zakryją, niech mnie blask zamroczy!

Ale ogromne babusze, czerwone,

Jak ogień albo grad, co żyto tłoczy,

Albo pioruny z alpejskich obłoków,

Albo też chmura latających smoków,

Z dołu i z góry krzyżują się, lecą —

Świata nie widać, słońce nawet ćmi się.

Próżno w nim gniewy się gorące niecą,

I zęby o ząb zgrzytają tygrysie;

Zamyka oczy — one ciągle miecą

Ten grad, za którym wszystko w oczach mgli się;

Zrazu się wahał — potem się ośmielił

I z pistoletu na wiatr w górę strzelił.

Wrzasnęło wojsko wiedźm, turecki święty

Upadł i zaczął wić się... paralityk;

Lecz pop prowadzi znów na bój zaczęty

Baby — szanowny pop — jakiś polityk,

Który chciał, aby pan poseł był wzięty,

A stąd przed Chanem by uniknął krytyk

I kar na popy we wschodnim kościele,

Których oskarżą de raptu puellae193.

„Jaki wstyd będzie, krzyczy, gdy Giaurowi194,

Co widział Chana małżonkę w kąpieli,

Zostaną oczy we łbie! Co Chan powie?

Jak się z was będą małżonkowie śmieli!

Ranioną babę święty wnet uzdrowi;

Ja dam na tytuń.” — Tu blask karabeli

Mignął mu w oczach; uderzony płazem

Padł okręcony, jak wężem, — żelazem.

Taka w niej była giętość, w owej szabli,

Którą Beniowski przypasał do boku

Mścić się ojczyzny... więc na kształt korabli195,

Łamał się rycerz śród szarego tłoku;

Aż uczuł coś we włosach na kształt grabli

I coś kociego razem uczuł w oku,

I coś ciężkiego obciążyło łokcie —

Były to ręce kobiet i paznokcie...

Reszta tej walki i rycerza wzięcie

Nie opisane jest w mojej kronice;

Sądzę, że gdyby nie miał był na wstręcie

Rąbać pałaszem takie czarownice,

Byłby zwyciężył. Więc na dyjamencie

Ryć tę szlachetność lwią! Jeśli krytyce

Jaki bok słaby tu w tych rymach podam,

To odwołuję się wnet zaraz — do dam...

Niech sądzą, niech się litują, niech płaczą,

Niech utyskują na los, piszą treny;

Niech ten kawałek paznokciem naznaczą

I odczytują w dzień słoty, migreny.

A pewnie same sobie wytłumaczą,

Dlaczego dał się wziąć przez te Syreny;

I rzekną: „Ach nieszczęsny — to go broni,

Że na tę biedną płeć nie podniósł dłoni!...”

Tak, to go broni — bo ja mam ważniejsze

Rzeczy i muszę rzucić bez obrony;

A sam do Chana prowadzę Borejszę,

Lutnię na wyższe nastroiwszy tony.

Gdzie o ojczyznę chodzi, rzeczy mniejsze

Muszą ustąpić — więc choć zasmucony

Rycerza mego wzięciem... kropki kładę...

A sam Borejszy śpiewam ambasadę196.

Chan krymski Kirym Giraj, jak cytryna

Żółty... wąsy miał długie, jak sum, kare197,

Ciało na szyi jak czerwona glina,

A oczu kocich, jasnych, takich parę,

Jak u tygrysa — dobry starowina,

Ale o buńczuk198 bardzo dbał i wiarę;

Ministra także miał przy swoim boku,

Oba siedzieli jak duchy — w obłoku.

Rzekłbyś, że Pluton199 z brodatym Charonem200

Siedzą i palą tytuń — w środku sali

Rozkwitła fajka wywróconym dzwonem,

Jak kocioł, gdzie się dusz tysiące pali.

Dwa węże w kocioł wetknięte ogonem

Do ust im lazły, a oni je ssali,

Smakując bardzo to, co bursztynową

Szyją wziął z kotła gad i oddał głową.

Oba siedzieli niby na przydworzu,

Choć nad głowami wisiała framuga:

Widać im było i błękit na morzu,

Gdzie lekkie skiby szły od wiatru pługa;

Widać meczety, kędy to dwurożu

Dyjamentowe światło wiecznie mruga,

Jak wiersz Bohdana201, gdzie w ciągłym przymusie

Pała różowy brylant — na turkusie.

Jak turkus bowiem było niebo wschodnie,

A turkus nawet taki bardzo rzadki.

Tatary moje więc siedzą wygodnie,

Nie ściany mając wkoło, ale kratki

Z drzewa, przez które czasem jak pochodnie

Łysnęły... oczy panny lub mężatki,

Oczy gruzyjskie, pełne, skrzące, duże —

I usta, czasem nie usta, lecz róże.

Ciekawość taka żonom pozwolona

Na Wschodzie, byle twarz zakryły samę,

Pokazać czasem wolno trochę łona

Przez rozciętego wskroś gorsetu bramę —

Ale twarz zawsze ściśle zasłoniona,

Jak miesiąc202, gdy nań ziemia rzuci plamę.

Szczęściem, że nawet teraz już na Wschodzie

Ten obskurantyzm203 twarzy nie jest w modzie.

U nas trwa jeszcze... nie w kobiecym stroju,

Lecz w poetycznych szkołach, ale szkoda

Na świegocące te wróble naboju.

Niech katolicka sobie płynie woda!

Niechaj używa wiersz dawnego kroju!

Niech epopeją204 nam piszą z Heroda,

Z biblii całej porobią obrazki

I o potopie też napiszą... kazki205!

Co do mnie — wolę Rafaela loże206

I te sufity, gdzie nad ludzką głową

Wisi w tęczowych blaskach dzieło Boże,

A taką sztuką odświeżone nową,

Tak nieśmiertelną, że umrzeć nie może,

Lecz o Jehowie będąc — jest Jehową,

Iskierką Jego treści dotykalną,

Ludzkim filarem wspartą — i widzialną.

Ja kiedym w górę spojrzał, to przestrachem

Zdjęty myślałem, że w braku sufitów

Niebiosa wiszą otwarte nad gmachem

I te kolumny są bez żadnych szczytów.

I chciałem myśli tytańskiej zamachem

Zbić to zwierciadło czynów i błękitów,

Gdzie powtórzone wisi Boskie dzieło

I trwa... a nasze co chwila — zginęło.

O tym to cudnie malowanym gipsie

Mówił Jan święty, że będzie zwinięte —

Mówiąc o kartach ksiąg w Apokalipsie,

Gdy trąby zagrzmią, fale staną wzdęte,

A Bóg światowi powie: w gruzy syp się!

A grobom powie: stójcie odemknięte!

A tym sufitom: skrzydłami się nieście

W niebo, bo z myśli i z nieba jesteście!

O biedny Rzymie, jak ty w Słowianina

Pieśni wyglądasz niemyślący, karny!

Na toż to przysłał Bóg Attyli syna,

Aby gitary tam dźwięk taki marny

Rzucił na wiatry?... a tam jednak glina

Z Grachów207... i z duchów stoi obłok czarny

Na Koloseum; księżyc je upiększa,

Lecz jest jak tylko jedna z tarcz, nie większa

Od Brutusowej. Z taką to koroną

Stoją ruiny, czarne i zębate.

O! prawda, że tam ptaszków pełne łono,

Że im powoje stanęły za szatę;

Że tam krzyż duma — i gromnice płoną;

Że tam, kędy lwom odmykano kratę,

Dzisiaj (widziałem sam biedny wygnaniec)

Wypada jakiś ksiądz, mnich, obłąkaniec —

Rzuca się, pieni, klnie i Carbonari208

Krzyczy... la gente d’ inferno209! i zgrzyta —

Sam jak hijena jest albo wilk szary,

Na żar położy więźnia i wypyta;

Do domu na kształt dymu albo pary

Wciśnie się, zyzem tygrysim powita,

Pieczenię zawsze nadybie gorącą,

Spowiada panią... uwodzi służącą.

I taki brudny czart czasem się chyli

I z pyłu lice odsłoni pomnika;

Ten pył, co leciał przed wojskiem Attyli,

Przed kopytami Hunów, Alaryka210

I nakrył dawne miasto, nim przybyli;

I jako ten grób, co się sam zamyka,

Zniknęło, cudzej uchodzące właści

I utonęło przed mieczem w przepaści.

Dzisiaj dobyta kolumna nie cała

Pyta się biedna cicho: „A co w Rzymie?

Czy mi czas było, abym zmartwychwstała?

Czy macie jakie na grobowcu imię,

Abym go strzegła ja i nad nim stała,

Ja co widziałam mogiły olbrzymie

I wiem, co dola ludzi niepowrótna,

I jeszcze po nich jestem dzisiaj — smutna...”

Tak pyta, gdy ją podnoszą na drągi

I stawią znowu czołem na gwiazd wianek.

O mój Bohdanie — ja ci tam posągi

Pokażę smutne piękniejszych poganek;

Ja ci pokażę dawne wodociągi,

Co idą, jako tłum Samarytanek,

Niosąc na głowie dzbany, korowody

Dzbanów! lecz wszystkie na głowach bez wody...

Choćbyś był jako Chrystus upragniony,

Pić ci nie dadzą, zostawią u studni;

Ja ci pokażę od Tybrowej strony

Rzym, co się myciem swej bielizny trudni,

A nie trudni się obmyciem korony,

A syczy, kiedy się dzień rozpołudni,

I gdy nań blaskiem przeraźliwym pała,

Jak wąż, co głowę ma na kłębku ciała...

O miserere211! jam go widział z góry

Et de profundis212 — wiem, jak widać z grobu!

Zielony on jest, a w płaszczu z purpury,

A w ręku uschły kwiat — z świętego żłobu;

Nad nim z ognistych smoków lecą chmury,

A z Dantejskiego nosi płaszcz wyrobu,

Dominikańskim mieniący się jadem,

A każda w nim nić — czartem albo gadem.

O mój Bohdanie! pod ten, co się skłębia,

Płaszcz, i sam przez się jest wiecznie ruchawy,

Ty lecisz z dziwną prostotą gołębia,

Chciwy napoju — i blasku i strawy...

I myśli się twój koń trwogą nie zdębia!

Żeś jest niewinne dziecko — znać z postawy;

Dlatego piecza213 i strach mię o ciebie,

Bo ten okropny duch żegnaniem — grzebie...

Ja byłem mędrszy z żurawi łańcucha,

Kiedym się zerwał sam i poszedł przodem;

A byłem, gdzie dwie srebrnych fontann bucha,

Przed gmachem wielkim i kolumn ogrodem;

Ja wtenczas silną różdżką mego ducha,

Co w środku ma kwiat — choć okryta lodem,

Zakląłem źródła, tak że w tej potrzebie

Anioły złote mi dwa dały z siebie...

Z tęczy, co wiecznie swoją wstążką pęta

Skrzydła fontannom i włos im ubielą,

Wyszły anioły przewodne, bliźnięta,

Wyszły i wiodły w kościół Zbawiciela;

I tę kopułę, która już pęknięta

Jak czaszka w grobie ludzka się rozdziela,

Wzięły na skrzydła złote, nad tułaczem,

Abym nie zwalił jej echem i płaczem.

Więc póki stałem pod ogromną banią,

To ją trzymała para jasnolica;

Wysokość — z piekieł równałem otchłanią,

Bo ta kopuła — to Alp rówiennica!

Chmury stukają w okna, idąc na nią,

I do kościoła wchodzi błyskawica,

Pioruny wchodzą jak nawałnic wodze,

Spotkawszy kościół powietrzny — na drodze.

Potem bóg Perun, wróciwszy w Łotysze,

Puszczom i sosnom blady opowiada:

„Na chmurach się tam las krzyżów214 kołysze,

I kościół w chmurach stoi i nie spada —

Choć ja i wichry, — moi towarzysze,

Ja i me dzieci, piorunów gromada,

Bierzem go w ręce, w skrzydła, z kolumn rwiemy

I tu na puszcze litewskie niesiemy.

Ale zwycięstwo kiedyś przy nas będzie,

Tu na piorunach czerwonych przyleci;

Marzanny w nim się zagnieżdżą łabędzie

I orły będą w czerepie mieć dzieci... ”

— Tak mówi Perun — ja wiem, że zdobędzie

Błyskawicami to, co próchnem świeci;

Dlategom bronił gmach od zaginienia

I aniołami ubrałem sklepienia.

A teraz wybacz, Cezarów mogiło,

I wy, Piotrowych fontann Świtezianki,

I ty, wisząca na powietrzu bryło,

I wy, kolumny, jak Pelejad215 wianki,

Stojące w chmurach... i ty, świata siło,

Krzyżu pokorny! i wy, dawne szranki,

Gdzie lew z Chrystusa walczył apostołem,

Wybaczcie, żem się na was oparł czołem...

Strudzony byłem i smętny — lecz znowu

Wielkim popiołem posypawszy ciemię,

Znów do mojego powrócę narodu,

Do pieśni, ludzi malować i ziemię;

Znów do krymskiego pójdę półostrowu216,

Rycerzy moich posadzić na strzemię

I nieść w pożarne Ukrainy łuny

Tych, którzy na mój głos powstali z truny.

Pieśń IX

Więc gdy Borejsza przed czerwonym Chanem

Stanął: przeżegnał się naprzód dwa razy

I stanął prosty jak drąg przed Dywanem217

Z tłumaczem, który czekał na rozkazy.

Potem się ze swą godnością i mianem

Zaprodukował i rzekł te wyrazy,

Które w lot muza nieśmiertelna chwyta:

„Daj temu psu list księcia — niech przeczyta!”

To mówiąc, papier wydobył z cholewy,

I podał ów list dziwny przez tłumacza;

Minister, który stał jak anioł lewy,

Wziął list i wejrzał weń okiem puhacza.

Litery były w nim rajskiemi drzewy;

Pomalowany był, jak pasmo tkacza,

Gdy na czółenka różnych blasków bierze

I nicią złotą przerabia szkaplerze218.

Diabełki miasto219 liter, dziwolągi,

Floresy, różnym świecą atramentem;

Z tych arabesków220 były różne ciągi,

A list fantazji był dziwnym odmętem.

Książę się Karol221 pisząc klął, że ongi

Sam u Sułtana z młodu był skrybentem222;

Na słowo szlachta zaręczyła dziarska,

Że po turecku pisze — lecz z tatarska.

Ale minister Chana na kulasy

Spojrzawszy i te dziwne malowidła

Ujęte w różne klucze i nawiasy,

Gdzie A chwytało wielkie B za skrzydła,

Skręcił na palec wąsy dwa jak pasy,

I twarz mu dziwnie pomarszczona zbrzydła,

I ząb mu koci zaczął o ząb zgrzytać;

Na co pan poseł rzekł: — „Nie umie czytać!”

Ani przypuścił, by Pan na Nieświeżu

Nie umiał pisać, czekał więc responsy223.

Wtem przyniesiono wielki pilaw224 ryżu;

Minister kręcił papier — a Chan wąsy.

W Krymie nie spieszą się tak, jak w Paryżu;

Gardzą tam słowy225 prędkiemi i pląsy;

Wypadkom Bożym otworzona brama,

Rzecz każda robi się... aż zrobi sama.

Tymczasem ludzie jedzą ryż, sorbety

Piją i palą czarny tytoń dżebel;

U pasa noszą złote amulety,

Świat uważają ten za smutny szczebel

Do nieba. W myślach nie grzebią jak krety,

Pod katolicki też nie biorą hebel

Mądrości; lubią wiersze pełne słońca

I poematy trwające bez końca.

Wniesiono więc ryż i przyszły śpiewaki;

A pan Borejsza do Abdulewicza:

„To polityki wielkie te sobaki!

Nie chcą od razu nam trzasnąć, jak z bicza;

Co odpowiedzieć myślą na list taki.

Ja zaś z mojego pokażę oblicza,

Że nie dbam o nich; lecz proszę Acana,

Wyzwij ode mnie ich na próbę dzbana.

„Jeśli nie szelmy i nie knują zdrady,

Niech w wino zajrzy ta wąsata morda!

Zwyciężonemu ja podam układy,

Do mnie należeć będzie złota Orda;

Ochrzcę psów, będę chrzcił całe gromady,

A potem wprawię do polskiego korda,

Potem i haracz na tych psów nałożę.

Wyzwij — bo gotów jestem wypić morze.

„A że, jak sądzę, ten pies niepozorny

Nie ma u siebie takiego kielicha,

Jakim jest sławny kielich mój klasztorny,

Który raz tylko był przez skórkę mnicha

Wypit aż do dna... łajdak był pokorny,

Ale to była tylko skryta pycha,

Bo zadrwił ze mnie, a z jego obrotów

Widać, że wypić piwnicę był gotów —

„Jeśli więc taki kielich nie istnieje

W państwie, które zjeść można jak piernika,

Niechaj w ten kocioł węgrzyna naleje

(Wskazał na lulkę) — sądzę, że zamyka

Trzy garnce... nie upoi... lecz rozgrzeje...

Cóż Waćpan czekasz? czy mnie masz za ćwika?

Wyzwij! — że niosę mu bój, już zobaczył,

A Waćpan jesteś na to, byś tłumaczył.”

Jak to wyzwanie w tatarskim języku

Brzmiało, ja nie wiem; musiało nieść trwogę.

Chan chwilę siedział jak na wężowniku,

Gryzł wąsy — nogę założył na nogę;

Potem na galiun226 spojrzał, jak do krzyku

Otworzył usta i rzekł: — „Pić nie mogę.

Samby Saladyn, Omar ni Hilderim

Nie wypił takiej beczki — Ałłah Kerim!

„W Koranie także stoi, że człek spity

Jest jak na ludzi waląca się wieża,

Albo wieprz skórą Adama przykryty,

Lub miecz, co w oczy ojcowskie uderza.

Więc ten pies wartby zostać wnet ubity

Na miazgę w głębi wielkiego moździerza,

Który w Stambule stoi — gdzie Salamon,

Nasz Sułtan, tłucze Muftych227 jak cynamon.

„Ale ja Giaurów228, psów min belud, Lachy229

Oszczędzam jeszcze z wielkiej wspaniałości,

I wziąłem nawet ich pod moje pachy,

By nie zginęli: — więc nawet z litości

Zagram z tym starym mopsem w święte szachy;

Albo niechaj się tu jak pies umości

I z jednej lulki230 piersi poi własne,

A tak się spije, jak pies... nim ja zasnę.” —

Tu klasnął; czarny zaraz wszedł rzezaniec231

I galiun szarym nasypał haszyszem.

Litwin wyzwany rzekł: — „Tylko pohaniec232

Pies dymem poi — musi być hołyszem233!

Niech no przyjedzie do mnie ten za.......

Ja go z ministrem jego towarzyszem

Tak spoję kiedyś, krupników gorących

Dawszy, że nawet tych psów ochrzcę śpiących.

„A teraz będę palić, co on pali.

Choćby piekielny tytuń był, nie spoi.”

To mówiąc, usiadł; cybuch mu podali —

W środku już szysze234 zapalone stoi.

Tymczasem Hamet wzrok wodzi po sali,

Coś mu się w oczach miga, coś się roi,

Jakieś wspomnienia, których się sam wstydzi:

To, o czem w Litwie roił — teraz widzi.

Przez złote kratki zajrzał do ogrodu,

Stamtąd go miła, cicha woń zawiewa;

Kwietnego na twarz coś zachwycił235 chłodu,

Usłyszał — coś mu jak w dzieciństwie śpiewa,

Coś szumi, jak pieśń własnego narodu.

Ujrzał fontanny, jak trzy srebrne drzewa

Stojące cicho między zielonemi,

Zda mu się, że on kiedyś spał pod niemi.

Może złudzenie duszy, którą z dala

Piękność ojczyzny czarodziejstwem wabi,

W czar zaprowadzi i wyjść nie pozwala,

Jak gąsienicę całą ojedwabi

Tęczami. — Spojrzał: księżyc się zapala

Na Czatyrdachu236, i zrennicę237 słabi

Ogromnym kręgiem, w których nieco róży...

Jakby zjawisko nowe, taki duży.

Witaj mi, gwiazdo! właśnie w tej altanie,

Którą buduję z duchów i rycerzy,

Twoje mi srebrne potrzebne błyskanie;

Czasem twój promień jako miecz uderzy

I przez zieloność do nimf się dostanie

Alabastrowych; nawet do tej wieży,

Gdzie śpi Danae238, oczki mrużąc ładne,

Nawet tam deszczem strof lunę i wpadnę.

O! świeć, księżycu! bo mi czas z rycerzem

Do Polski wrócić, do rycerskich szyków,

I moje orle pisklę odziać pierzem.

Więc wam opowiem z dawnych pamiętników,

Jak mu cud przyszedł w pomoc nad wybrzeżem

Euksynu239, i z rąk wydobył Krymczyków.

O uwolnieniu jego z rąk Tatarek

Z ambony ludziom powiadał ksiądz Marek.

Tej samej nocy, gdy w Borejszy głowie

Kręcił diabelski haszysz bardzo mocno,

Tej samej nocy jedni pastuszkowie

W poleskiej puszczy swą wigilię240 nocną

Odprawowali241; — noc była w połowie,

Godzina, w której bardzo jest pomocną

Zdrowaś Maryja śpiewana żałośnie

Za duszę w czyścu — i ogień przy sośnie.

Mieli więc ogień i głośno śpiewali

Pacierz — a blisko strumień mruczał srebrny,

Właśnie jak dusza, co się w czyścu żali,

Że tych pastuszków pacierz jest potrzebny,

I wierzba srebrna kąpała na fali

Złote listeczki. — O tem ksiądz wielebny

Mówiąc z ambony, płakał; wierzba biała

Także, choć mówić nie mogła — płakała.

Konwalie białe, cicha mgła i rosa,

Trawy zapachem dyszały od kwiecia,

Gdy oto z wierzby trefionego włosa

Wybiegły jedna, potem druga, trzecia

Gwiazdy błękitne, i nie szły w niebiosa

Po niebie latać i trwać przez stulecia,

Ale nad wierzbą stanęły w lazurze,

Dwie obok siebie stojąc — trzecia w górze.

I tak w żurawi klucz uszykowane

Jaśniały, aż las zajaśniał w promyki.

I przyszły panie dwie w błękit ubrane,

I pod wierzbami ucichły strumyki,

Jak ja — gdy nagle brzmiąc na lutni stanę

Słuchać, czy oklask przyjdzie albo krzyki,

A potem znowu zaczynam nierychły:

Tak właśnie owe strumienie ucichły.

A one smutne przez ów strumień złoty

Podały sobie ręce, mówiąc: Ave!

A obie były tak pełne tęsknoty,

Jak strumień i las; a miały postawę

Lekką, jak gdyby mogły iść w poloty,

Lecz oswojone były i łaskawe;

Jedna twarz miała czarną, druga bladszą,

Pastuszkom zdało się, że we śnie patrzą.

I wszystko zdało się snem w cichym lesie

Na mchach i białej konwalii, pod drzewem

Płonącem w światła cudownym okresie,

Gdy się witały ze łzami i śpiewem.

Jedna pytała drugiej — co ją niesie?

A każda rzekła: „Jestem krwi wylewem

I ogniem grodów owiana gorących

I drżę, królową będąc konających.” —

„Królestwo moje, rzekła matka czarna,

Wyniszczone jest mieczem i płomieniem;

Ptaszęta małe, gdy lecą po ziarna,

Znajdują pola siane kul nasieniem.

Ja jestem matka ludzi gospodarna,

Zbieram, co sieję, i nad pokoleniem

Umarłych — moje wysłałam anioły,

Męczennikami napełniać stodoły.

„Przyjdzie godzina, że ich dzieci dzieci

Nad plonem tego czasu wzniosą lament;

Lecz teraz wszystko jak liść z drzewa leci,

Kościołów krew nie broni i sakrament;

Kagańcem242 swoim śmierć kościana świeci,

A przed nią czarne dusze lecą w zamęt;

I nad tem wszystkiem stoję — ja królowa,

I patrzę ze skał moich z Poczajowa243.

„Przychodzą matki w śmiertelnej koszuli

I przed ołtarzem moim klęczą krwawe;

Ta krzyczy: wczoraj syn mój legł od kuli,

O! wskrześ go, wskrześ go! — druga woła: ave!

Płód mój nożami z żywota wypruli,

Poskarż się za mnie! — trzecia mi na ławę

Rzuciła parę niedoszłego płodu244

Prosząc: nakarm je, bo umarły z głodu...

„We mgłach srebrzystych, gdy stepem przechodzę,

Spotykam jakieś jęczące gromady;

Ludzie okropni bez rąk są, jak wodze

Tym, co na rękach pełzają jak gady;

Inni umarli zostają na drodze

I są zabójcom strasznym jako ślady;

Inni bez twarzy wzdychają z rozpaczą,

Bez ust się modlą i bez oczu płaczą.

„O siostro moja! morem ja owiana

I czarna dymem smętnego jałowcu,

Do mego Dziecka krwawego i Pana

Każę się często nieść, i na grobowcu

Siedząc, mam dziatek umarłych kolana

Pełne — nie mówię, na jakim manowcu

Zbierałam kwiaty ludzkie nieszczęśliwe,

Lecz On je widzi u nóg — te nieżywe.

„I taką ma twarz, jaką w Nazarecie,

Kiedy się żegnał ze mną mówiąc: Matko,

Idę już umrzeć!... a mnie zorze trzecie

Pod oliwami zastały i chatką,

A jego już nie było... i na świecie

Stał krzyż, nad uczniów płaczących gromadką,

I słońca ani księżyca nie było

I grób był krwawą, lecz pustą mogiłą...”

Tak się skarżyła siostrze, a zadana

Turecką szablą na twarzy obraza245,

Po której uśmiech pozostał i rana,

Stała się teraz widną, jako skaza

Nowo boląca. Druga zadumana

I w sercu niosąc mieczów trzy żelaza,

Oczu z mlecznego nie spuszczała pasa.

Wtem ciche, krągłe światło wyszło z lasa.

Pastuszki, patrząc niby w jasnowidzie,

Rzekli do siebie, tuląc swe kożuchy:

„Czy widzisz? do nich z lasu słońce idzie...”

Potem zamilkli — bo przytomne duchy

Głos odebrały. Więc jak na Egidzie246

Minerwy247 widać jakąś twarz i ruchy

Oczu i włosa, co w stalnym błękicie

Świadczą, że środek tej tarczy ma życie;

Tak w słońcu owem był środek i plama

Światłu owemu czyniona z człowieka.

Był to ksiądz Marek — twarz jego ta sama,

Jak zawsze, wielka otwarta powieka;

Ale szedł we śnie — i straszliwa szrama

Od dyscypliny248 krwią gorącą ścieka,

Otwartej piersi tworząc straszny przerys

W krople pół zaschłe... długie, jak berberys249.

Widać, że będąc na nocnej modlitwie

Wpół obnażony, może na pół senny,

Po jakiej rzezi widzianej lub bitwie

Zasnął — a jego duch tylko promienny

Wyszedł i w słońcu złotem szedł po Litwie

Przez czarne, smutne lasy, do Gehenny250

Wędrując może — lecz to, co go niosło,

Słońce, stanęło przy wierzbie i rosło.

A ksiądz znalazłszy pod nogami ziemię,

Na kolana się rzucił na konwalii,

Tak, że pokazał już nie twarz, lecz ciemię,

I krzyknął: — „Idę z rzezi i z batalii.

Zwątpiłem, pierwszy raz poczuwszy brzemię

Mogił na sobie — O! wołajcie z Galii,

Z Rzymu i z Azji... i tych, co za morzem,

Bo nas mordują, rzną mieczem i nożem!

„Królowy niebios! wy nad strumieniami

Cicho w lilije białe rozkwitnięte;

A miecz nad nami i pożar nad nami!

Dzieło upada, choć mądrze poczęte.

Duma rozerwie wszystko, wszystko splami!

Panięta nasze, jak pawie nadęte!

Ja do pacierzy nastroiłem wargę,

Lecz będąc u stóp waszych, niosę skargę.

„Potocki bruździ — nic więcej nie powiem;

Ale Potocki bruździ, w czarty wierzy,

Regimentarzem chce być — nad pustkowiem!

Będzie! bo pustka się na wszędy szerzy.

Niechże upadnie przed księżyca nowiem,

Na którym wasza srebrna stopa leży!

Niechże się schyli duszą cichą, szczérą,

Przed Bogiem — nie przed szatanem i lirą!

„Ta lira... w trumien znaleziona rdzeniach!

Już jej głos serce narodu osłabił,

A na niej szatan czarny gra w płomieniach

I luda już pół z Baru251 mi wywabił!

Jak wąż, co błyszczy swą koroną w cieniach

I blaskiem ściąga słowika, by zabił,

Tak ów kozacki pół-duch na złe radzi

I swoją smętną pieśnią gdzieś prowadzi

„Na zaginienie! Brońcie od pożarów

I od powietrza nas, ach! i od głodu!

I brońcie jeszcze nas, Panny, od czarów

I od tej dumy, co z Barskiego grodu

Już oberwała wichrem las sztandarów,

A sama chce być zbawczynią narodu.

Nadłamcie dumie miecza, skruszcie rogów,

Zostawcie Boga nad nami — nie bogów!

„Dajcie mi jedną przynajmniej szablicę

Świętą, a ja z niej wielką tęczę zrobię.

Tęczę i wiecznie trwałą błyskawicę,

Świecącą teraz i później na grobie,

Gdy położymy w proch zmęczone lice,

Nie zostawiwszy nic jak proch po sobie,

I duszę w Boże oddawszy ramiona,

A nasze długo słyszane imiona

„Oddawszy dzieciom. — Poseł mój szwankował

W Krymie, i musi... ciężkie więzy dźwiga;

I tego brońcie, bom go umiłował !...”

Na tym zakończył mój ksiądz pacierz wiga

Papisty; potem w księżyc pocałował,

Co pod nogami Matek Boskich miga,

I był od swojej złoto-jasnej ściany

Wzięty, weselszy już, bo wysłuchany.

Nazajutrz słońce, strzałą brylantową

Zajrzawszy w celę cichą Karmelity,

Obudziło go z bardzo ciężką głową,

A był na kwaśne jabłko cały zbity

I pokapany nie berberysową

Jagodą, ale własną krwią okryty,

I dyscypliny także znalezione

Przy nim — leżały mokre i czerwone.

I zdało mu się, że śpiąc chodził lasem,

A nic nie wiedział, że chodził istotnie

W koronie złotej, z wielkim tęczy pasem.

Wreszcie zapomniał. — Jakiś pan tnie-po-tnie

Do jego celi cichej wszedł z hałasem

I z wódką — było na dworze wilgotnie;

Ksiądz się nie bronił, łyknął gorzałczyny

I ten sen w duchów uleciał krainy.

Lecz skutek? — skutek, jak się to pokaże,

Był na tym nawet świecie dotykalny.

Wkrótce będziemy z moją pieśnią w Barze,

Wtenczas ujrzycie sami, że fatalny

Był pacierz księdza. Runęły ołtarze,

Kościół, i z niemi ten ksiądz runął mszalny;

Lecz ksiądz przez swoje to dokazał cudy,

Że regimentarz z czartem runął wprzódy...

Ut videbitis.252 — Jak pięknie owiewa

Woń cudów młodość mego bohatyra!

Anieli patrzą przez palmowe drzewa,

Jego więzienie w blaski się ubiéra,

Hymn Betleemski nad głowami śpiewa,

Z duchów się złotych wiąże jakaś lira

Pod sklepieniami i blask bursztynowy,

W tym blasku róże, światełka i głowy.

Był to sen tylko — ale nie zepsuta,

Wrąca młodości krew sny takie daje.

Pan Kaźmierz leżał w jednym Marabuta253

Grobowcu. — Wschodnie przebiegając kraje,

Kiedy mię noga wielbłądów niekuta

Niosła w piekielne stepy albo raje,

Stanąłem na noc raz w grobie, i dobrze

Spałem na martwych pościeli i ziobrze.

Była to wielka w żywocie pociecha

Zasnąć, a jeszcze większa, wstać o wschodzie

I otrząść włosy senne z prochu Szecha254

I zostawić go w mogilnej gospodzie,

Nie dawszy mu za nocleg nic — prócz echa

Z tej pieśni, — w obcym dalekim narodzie

Śpiewanej. — Ludzie z księżycową twarzą

W mogiłach swoich wschodnich gospodarzą,

Przyjmują na noc smętne wędrowniki,

Czasem przez wieczne nakażą zapisy

Karmić ptaszęta — stąd są ciągłe krzyki

Wróblów255, i ciągle pełne ziarna misy

I ciągle różom miłosne słowiki

Na cmentarzowe latają cyprysy,

I ciągle szpaki po grobach gawędzą

O trupach, którzy karmią i nie spędzą...

Lubiłem zwiedzać takie gospodarstwa

Umarłych, szpaków podsłuchać rozmowy,

I słyszeć różne ich o zmarłych łgarstwa,

Bo pochlebiają; a posępne sowy,

Grobów latarnie, senatory carstwa,

Z grobów posępne pokazują głowy

I zegarowe, wielkie, krągłe lice

I oczy, co się palą, jak dwie świéce.

W mogiłce Szecha — był to grób osobny

Na górach, z białą kopułą glinianą —

Leżał mój rycerz, nadzwyczaj podobny

Do męczennika, bowiem go związano;

A nad nim śpiewał nocy ptak żałobny

Smutniejszy jeszcze, bo śpiewał za ścianą,

Zrobiwszy wieczną z słowikami ligę,

Oddawszy cyprys im — a czarną figę

Wziąwszy za pałac. Jej ogromne liście

Ciągle po głowie grobowca łopocą;

Ptak umiłował ją sercem ogniście

I nie opuszczał nigdy, nawet nocą.

W grobie podwójne także było wniście256

I dwie izdebki; w jednej się szamocą

Owe Tatarki strzegące dziewczyny,

W drugiej Beniowski — skrępowany, siny,

Sam jeden leży na glinie i wzdycha,

Któż mu w nieszczęściu srogim dopomoże?

Nad nim okropna zemsta, zemsta mnicha!

Pod nim umarły! Wspomniał o upiorze,

Potem (weselszą myślą myśl odpycha)

I tej dziewczynie, co w drugiej komorze

Leży i rączki może białe poda,

Lecz ma rumatyzm257 w rączkach — jaka szkoda!

W kamień członeczki białe Bóg zastudził;

Chociażby chciała wstać i przyjść — nie wstanie,

Chociażby wstała, toby się obudził

Pop lub Tatarki wiedmy258. Chryste Panie!

Także Cię rycerz mej powieści znudził,

Żeś mu dał rozpacz, grobowe posłanie,

Więzy na rękach, łzę, co się nie leje,

I odebrałeś w grobowcu nadzieję?

A jeszcze gorzej: jakiś gorączkowy

Sen przyszedł, zamknął gorące zrennice;

Czarne Arabki postawił u głowy,

Ubrał je w brody jako czarownice,

Zamiast warkocza z włosów dał wężowy,

Zamiast paznokci ubrał tygrysice

W ohydne i krwią kapiące pazury,

Zęby przemienił w kły, zawoje w chmury.

Stanęły nad nim, pierś mu obnażyły;

Chce krzyczyć... głos mu w gardle stanął kołem;

Chciał westchnąć — w sercu pękły wszystkie żyły,

Chciał zgrzytnąć — usta nawiane popiołem;

Wszystkie uczucia ludzkie ma — prócz siły...

Leży, z widmami strasznemi nad czołem.

Gdyby już uczuł wreszcie ból serdeczny —

Lecz nie — strach tylko ma — i zda się wieczny...

Do omdlałości przychodzi — a owe

Wiedmy do siebie szeptają — on słyszy...

„Odrąbmy jemu, rzekły, mieczem głowę

I posłuchajmy, jak krew pluska w ciszy.”

A druga rzekła: „Mam krupy perłowe

I dorzucimy nieco szarych myszy,

I masła nam da jaki kat przekupnik

I da nam sadła z psów — zrobimy krupnik...”

Beniowski słyszał, czarne gospodynie

Jak naradzały się, i uczuł zimno

W kościach. Wtem jedna rzekła: „Mam naczynie,

Ale jak zrobię tę rzecz... mury hrymną259!

Czekaj; czoło mu językiem poślinię

I zrobię nasz znak nad nim samym i mną...”

W Beniowskim serce aż przez sen zakrzepło,

Uczuł przy twarzy bowiem twarz i ciepło,

Nareszcie usta — ale o! dziwaczne

Sny... usta były świeże, miłe, młode,

Jako dwie wisznie, co się zdają smaczne,

Choć okiem tylko rubinową wodę

Pijesz. — O ustach więc tych śpiewać zacznę

I wejdę z niemi poeta w ugodę,

Aby za wiersz mój lotny bezrozumnie

Tak obudziły mnie tu — albo w trumnie.

Panny Gruszczyńskiej były to usteczka!...

Ona — w grobowcu leżąc z drugiej strony —

Biedna, w Tatarek rękach jak owieczka,

Która na wełnie ma już krzyż czerwony;

A często jednak zachodziła sprzeczka

Między leśnemi Idyll Korydony260,

Na której owcy były śmierci krzyże —

Bo matka często je całując — zliże,

I sama nie wie, że swem pocałunkiem

Od śmierci małe dziecko obroniła.

Tak właśnie dziwnym to było trefunkiem261,

A pewnie temu winna ta mogiła,

Że się przed Matki Boskiej wizerunkiem,

Przed tęczą swojej myśli pomodliła

Panna Gruszczyńska, idąc na spoczynek;

Wtem ją obudził wiatr — z niezapominek,

Z róż, z tulipanów, z lilii i z bratków,

I otworzyła na pół senne oczy

I ujrzała się w zawierusze z kwiatków,

Które latały w błękitnej przezroczy.

Środek powietrza tego był z bławatków,

W bławatkach był blask od czarnych warkoczy,

Które przechodząc z jaśni do ciemnoty,

Brały blask dziwny — rubinowo-złoty...

Twarz także była tej przecudnej bieli,

Co od błękitu także coś pożycza;

Pod pachą byli skrzydlaci anieli,

A co dziwniejsza, szata tajemnicza

Z aniołów tkana — a na karabeli

Trzymała stopy ta postać dziewicza —

Stopki tak małe, że z tamtego świata

Idąc, zapewne nie chodzi — lecz lata.

Przed nią — na ziemi niemocą złożona

Panna Gruszczyńska smętne oczki mruży,

Jak alabaster, w którym zapalona

Lampa rzuciła coś blasku i róży;

Wtem święta rzekła do niej: Wstań! — a ona

Uczuła, że jej ruch i życie służy,

I wnet rączkami, które już nie słabną,

Zebrała na pierś koszulę jedwabną,

Potem usiadła, a potem uklękła,

A potem płakać zaczęła w tym grobie.

I wnet ta jasność przecudowna pękła

I znikła sennej podobna osobie.

Ciemność dzieweczkę klęczącą przelękła,

Nie prędko światło ujrzała przy sobie —

Był to kagańczyk, który tam szczęśliwie

Płonął w żelaznej czarce — knot w oliwie.

Wziąwszy więc lampę, wyszła; księżyc w górze

Świecił, lecz zdało się małej dziewczynce,

Że księżyc ćmiły fijołki i róże,

Rzucając nań blask i pył albo sińce;

W powietrzu czuła dziwną kwiatów burzę,

Widziała różne tęczowe gościńce,

Po których odszedł pewnie — anioł biały...

Potem ujrzała dwie Arabki — spały!

Ohydna ich twarz — bowiem te upiorki

Miały zasłonę na czole i brodzie,

A po nosach szły z koralów paciorki

I dwie zasłony te trzymały w zgodzie.

Musiały pływać po wierzchu jak korki

Te czarownice, pławione na wodzie262;

Musiały latać jako nietopyrze,

Wziąwszy pod siodło łopaty lub krzyże.

Lecz teraz spały, chrapiąc głośno obie,

A tak ohydnie chrapią i śmiertelnie,

Tak się pazurem jedna w udo skrobie,

A druga przez sen tak szczeka piekielnie,

Że panna, światło trzymając przy sobie,

Paluszkami je osłoniła szczelnie

I stała — srebrna dziewczyna w lazurze,

Już nie kaganiec niosąc, ale róże.

Nagle ją strach wziął, obróciła twarzy

I do grobowca szła nazad powoli,

Jak smętna dusza, co się na to skarzy,

Że wrócić musi do smętnej topoli

I grobowcowi ciała być na straży,

Aż ją pokuta albo czas wyzwoli

I znów odeszle263 w światy przedstworzenia,

Gdzie wyrastają znów dusze z płomienia.

Szła więc pod swoje sklepione framugi

I schyliwszy się weszła. Już mówiłem,

Że w tym grobowcu był katakumb drugi,

Gdzie krwią okryty i potem i pyłem

Mój rycerz leżał na ziemi, jak długi.

Szczęściem, że lampy mojej nie zgasiłem,

Prowadząc moje biedne dziewczę ciche

Do tego grobu po nocy, jak Psyche264.

Od lampy płomyk tak się nad nią schyla,

Tak się od knotu w powietrze odrywa,

Jak duch miłości na skrzydłach motyla,

Piękniejszy wtenczas, kiedy dogorywa,

Kiedy ostatnia w nim zachwytu chwila

Płomieniem buchnie — piękna i straszliwa

I nad kochanki czołem się rozwinie

Jak płomyk — potem uleci — i zginie...

Tak weszła, światło w zmierzch ulatujące

Niosąc nad głową — potem go spostrzegła...

O! jakie wtenczas jej modły gorące!

Jak krew po żyłkach szafirowych biegła!

Chciała go zbudzić... więc usta gorące

Na czole jemu kładąc, sama legła

I jęła więzy rozwiązywać duszkiem,

Ustami mówiąc mu: cyt! — i paluszkiem...

On też obudził się — lecz patrzcie chłopca!

Zaraz zrozumiał, że to nie z jasełek

Jaki aniołek, ani z mogił kopca

Duch, chociaż stała z koroną światełek.

Twarz ta i postać nie była mu obca;

Leżał więc cicho, a ona perełek

Ząbków bielutkich jak szczurek używa

I przegryzione na pół więzy zrywa.

Już wolny!... wstaje, otrząsa się z prochu,

Ona z kagańcem złotym naprzód leci;

Oboje wyszli z grobowego lochu.

Tatarki chrapią — księżyc srebrny świeci...

O! pomóż ty mi, Dante, i ty, Włochu

Z Sorrentu265... dwoje tych różanych dzieci

Przez te parowy wieść okropnie, sine,

Tam, na błękitną jak niebo dolinę...

Olbrzymie skały zastępują drogę,

Tam nagle potok jęknie i zaszczeka;

Świat taki dziki naprzód wziął pod nogę

Jehowa, — wprzód nim postawił człowieka,

Dawszy stworzonym skałom na załogę

Węże, co lały się ze skał, jak rzeka,

I po dolinach, gdzie szła noga Boża,

Ze swych błękitnych ciał czyniły morza.

Wystawcie sobie w tym świecie połosów266

Duszki dwie, które czekały na ciało,

A jeszcze słońca się trzymały włosów,

Aby nie upaść na świat, co był skałą,

Węży królestwem i bezładem ciosów,

Gdzie od świstania wielkich gadzin grzmiało,

Wystawcie sobie, że nad tym odłogiem

Te duszki drżące dwie idą — za Bogiem...

A obaczycie moją smętną parę

Po skałach wianą wietrznemi poloty.

Wszystko lub białe jak kość, albo szare;

Z daleka wiszą czarne wielkie groty,

Gdzie pastuch Tatar śpiewa pieśni stare,

I trzody beczą, i na księżyc złoty

Szczekają głucho psy, — potoków fale

Huczą — i płaczą w dolinach szakale,

Jak zarzynane dzieci przez Heroda,

Szakale płaczą — a psom jak na sprzeczkę.

Beniowski zbiega z gór, jak srebrna woda,

Na ręce już wziął zmęczoną dzieweczkę;

Czasem mu powój kwietny ręce poda,

Czasem i ona pomoże troszeczkę,

Oczkami skalne przeszywszy obłędy

I mówiąc jemu cicho: „Idź Pan tędy.

„Tę skałę się Pan, mówi, obejść staraj —

Tu mnie puść — sama ten potok przeskoczę —

Ostrożnie, mówi, tu mi nie rozparaj

Koszulki o cierń (było to przezrocze

Jedwabne).” Nagle wrzasła: „Bakczysaraj!

Puść mię!” — Zwinęła na czoło warkocze,

Koszulę także poprawiła z letka267

Jeszcze dziewczyna mała — już kokietka...

Do miasta wchodząc, myślała o stroju;

Przyszły jej na myśl jakieś myśli grzeczne,

Miejskie — a miasto było w świateł roju,

I różne wieńce nad nim jak słoneczne

Wisiały — różne z tatarskiego łoju

Ramazanowe268 lampy i świąteczne,

Z różnych szkieł różnie na niebie świecące,

Jak wieńce z kwiatów na szafiru łące.

Bo minarety, co je w niebo niosły,

Tak były lekkie, jakby owe kwiaty

Bez żadnych łodyg i pni same rosły

Albo latały; a tak był bogaty

Niemi horyzont, że oczy nie zniosły

I odwracały się na bledsze światy,

Na morze, co swój włos jak owca wełni

I srebrem błyska, lub na księżyc w pełni.

Czasem piękniejszy tem, że stał na stronie,

Minaret, jakby jaki anioł smętny,

Stał w swej ognistej z różnych gwiazd koronie,

Tem milszy oczom, że nie był natrętny.

Beniowski widząc, jak powietrze płonie,

Jak miasto gwary różnemi i tętny

Spokojność nocy lazurowej miesza,

Jak motyl nocny, w blask i brzęk pospiesza,

Wpada w ulice gliną i rogożą

Sklepione. Pełno świecących sklepików;

Osiołki gości po ulicach wożą,

Radosnych pełno tłumów i okrzyków;

Strzeż się! bo zdepcą i w błocie położą,

Gdzie pełno leży zgubionych trzewików...

Rzekłbyś, że pod tą żydowską hołotą

Drogim krwawnikiem brukowane błoto.

Rycerz z dzieweczką ani się ogląda,

Leci a dziewczę swe zasłania młode;

Niekiedy spotka wielkiego wielbłąda,

Wschodnich ubogich krajów woziwodę,

Okręt pustyni — jako struś wygląda,

Skrzydła ma z worków, a gdy przed gospodę

Przyjdzie i stanie, to skórzane boki

Leją fontanny dwie i dwa rynsztoki...

Czasami wielkim robrontem269skrzydlata

(Bowiem kobiety wschodnie chcą być grube)

Leci ogromna czarna trumna, chata,

Jak okręt, co ma parę albo śrubę

Schowaną wewnątrz i blisko przelata;

Ujrzałeś tylko widmo, czarną szubę,

Oczy świecące przez dwa białe kołka,

Na dole głowę i ogon... osiołka...

Z jedwabnym ciebie minęła szelestem,

Oczyma tylko łysnęła — lecz okiem

Już myślisz, że cię spytała: kto jestem?

Już myślisz, że to Wenus pod obłokiem,

Że to jest ogień, który pod azbestem,

Pod niespaloną szubą i szlafrokiem

Płonie i z drogi cię cnoty oddali,

A jeśli dotkniesz go — na popiół spali...

Jednak... częstokroć tak nie jest! Rendez-vous

Gdzieś na cmentarzu dane — diable myli;

Cyprysowemu ją zostawiasz drzewu

Cieszyć... i klniesz wiatr, co szubę odchyli.

Lecz wtenczas tyle jest wschodniego gniewu,

Taki jest wybuch, że dla krotochwili

Wrócisz i ogień hamujesz powoli.

Dalibóg, Muza moja znów swawoli!...

Gawędzi — a wiem, żeście już ciekawi,

Dlaczego miasto iluminowane

I co mój rycerz, lecąc gniewny, sprawi?

Więc tu, ponieważ ta pieśń długa, stanę...

A gdy Apollo mi pobłogosławi,

Znów nowe laury zasadzę różane,

Których mi powieść dostarczy szlachetna.

Dosyć — bo strofa to już blisko setna.

Pieśń X

Kto widział tylko swój dach i swój kurnik

I swoje grzędy i swoją parafią270,

Ten nie wie, co czuć może awanturnik,

Kiedy go różne losu gromy trafią;

Kiedy poduszkę czasem ma jaszczurnik271

Dziś wodę pije, a jutro ratafią272.

Ta strofa bardzo szanowna i prosta,

Przetłumaczona dosłownie z Ariosta273.

Dant274 także, drugi poeta epiczny,

Mówi: O! szczęsny, szczęsny, co się rodzi

I nigdy w życiu za obręb graniczny

Swoich zegarów miejskich nie wychodzi!

W tym wierszu słychać dźwięk melancholiczny

Rodzinnej wieży, który starce wodzi

Wokoło domu... piastunki sposobem

I nie pozwala oddalić się — grobem.

Ale kto zawsze chodził tak, zda mi się

Na starca dobry, lecz na czytelnika

Zły bardzo; w oczach mu książeczka ćmi się,

Nie doczytawszy strof, często zamyka.

O różach jemu mówisz i cyprysie —

Woli w drużbarta zagrać albo w ćwika275.

Patrz, jaki los był biednego Torkwata276,

Ledwo gdzie o nim wie dom, albo chata.

Dziś jeszcze jego głos harmonią szklaną277

Ślizga się, jako Syrena tęczowa,

Po złotym płacząc kanale Orfano278

W ciemnym szpitalu279 wyjęczane słowa.

Lecz moje... i tych dźwięków nie dostaną,

I czas je w długim grobowcu pochowa...

Więc — a więc piszmy, niech rym będzie świeży!

Reszta od Boga i ludzi zależy.

Beniowski więc mój, przebiwszy się w tłumie,

Dopadł pałacu, drzwi stały otworem;

Wschód się w pałacach zamykać nie umie,

Lecz dwór jest karczmą — a karczma jest dworem.

Więc obłąkany trochę na rozumie

Nocną przeprawą i sennym upiorem

Zmęczony, pełny rozpaczy i troski —

Wpadł do pałacu Chana pan Beniowski.

Za rękę trzymał dziewczynę oblaną

Wstydu rumieńcem, lecz nadzwyczaj ładną;

Spojrzał — Chan siedział na sofie pod ścianą,

Przy nim ministry280, co lud drą i kradną,

A czasem z brody gęstej coś dostaną

I wcale tego na paznokć nie kładną,

Ale puszczają wolno i z uśmiechem,

Bowiem zabijać rzecz żywą — jest grzechem.

Ministry stali w kaftanach z czerwieni,

Na wszystkich twarzach była dziwna radość;

Świateł tysiące, woń drogich korzeni,

I wszystkim ludzkim zmysłom było zadość.

Almeje281 także, te córki płomieni,

W szat przezroczystych osłonięte bladość,

Tańczą przy fontann lazurowych chłodzie

Blisko — a drugie daleko w ogrodzie.

Zda się, że ciągle się roją i rodzą

Z krzewów, z jaśminów, z róż, i znowu nowe

Przez rozwidnione aleje przechodzą,

Lecąc przez słońca różnokolorowe.

W tych słońcach giną smętne, z tych się płodzą

I szybkim tańcem zawracają głowę;

Królowa tańcu282, młodziutka dziewczyna,

Płeć283 miała żółto-ciemną, jak cytryna,

Oczy jak węgiel czarne, Indyjanka!

Oczy jak dwoje czarnej kawy ziarek,

Na głowie na kształt kręconego wianka

Koronę, z chińskich jajek i latarek;

Zmęczona, tańcu szybkiego sułtanka,

Siadła na czarnym Chanie, jak kanarek,

A Chan maleńkie złote brał chiryje284,

Na twarz przylepiał spotniałą i szyję.

Muzyka także grała; muzykanty

Na różnokwietnej siedzieli rogoży285

U drzwi, i grali okropne drabanty286,

Zachowując się z taktem jak najgorzej —

Piekielne jakieś muzykalne Danty,

Na których ucho się dziś moje sroży;

Pomiędzy niemi siedział muzyk dworu,

Który w urzędzie był — turbator choru287.

Więc śpiewał — przy nim siedział cymbalista,

Przy cymbaliście siedział bardzo blisko

Skrzypak, a raczej Orfeusz288 lutnista

Z wielką glinianą ostrunioną miską,

Na której szczypał struny na kształt Lista289,

Wysoko biorąc ton, a potem nisko;

Trzeci — co bardzo mały efekt czyni

Na smyczku smyczkiem grał, jak Paganini290...

Wszyscy z ogromną artystów powagą,

Jak gdyby czuli, że świat dzisiaj cały

Muzykami jest, jak Mojżesza plagą,

Skarany. — Włochy od rulad291 zgłupiały,

Europa także z polityczną wagą

Rusza się na głos lutni, na kształt skały292

Po bizantyńsku swoje ciało kruszy293

I serca więdną w niej — a kwitną uszy.

Ten wziąwszy opium zapału — dopóki

Włoch kastrat — krzyczy: o patria294! w ruladach —

Czuje się w sercu bohatyrem sztuki,

Rad by w podziemnych zaraz być naradach

I wnet jak wulkan rzucić w górę bruki,

I z mieczem jasnym w ręce iść po gadach,

Strawiony takim serdecznym pożarem,

Jutro znów głupcem jest... nie karbonarem295.

Zwłaszcza jeżeli na świecie pochmurno,

Klnie świat... i nerwy! O! o! z krakowiaka

Zróbcie mi jakie posępne notturno296,

Z notturna zróbcie coś alla polacca297,

Bo mi na świecie tem nadzwyczaj durno!

Przyszła mi także z poczty cała paka

Lirycznych wierszy — O! Orędowniczko

Polski! Najświętsza Panno! o! kantyczko!

Zmiłuj się, proszę, proszę — nie nade mną,

Ale nad Polską miej ty zmiłowanie!

Więcej nie mówię, bo mi od łez ciemno,

I pod oknami także mam płakanie

Drzew, które słońca wołają daremno

I mają z liścia złotego ubranie...

Jesień z liryzmem smutnym przyszli w parze

Na moją duszę, jako dwaj grabarze.

Chciałbym coś pisać z tym niby zachwytem,

Co niby z Boga jest — lecz nie pozwala

Ta pieśń, która jest koroną i szczytem

Awantur krymskich. Potem przyjdzie fala

Nowym czerwonym ozłocona świtem,

Szumiąca krzykiem, czarna krwią Moskala.

Lecz teraz wiersze są śmiechem przesute298,

Albowiem śpiewam tatarską redutę.

Mimo całego blasku na tym dworze,

Gdzie wzlatywały tancerki motyle,

Czuć było jakąś dzikość straszną; może

Mleko i świeże kotlety kobyle...

Mleko to stało w ogromnej amforze,

Gdzie ametysty, szmaragdy, beryle299

Migały w różne ogniste kolory,

Ale kwas było gorzki czuć z amfory.

Dym także z lulek300 w kształty się olbrzymie

Mięszał; Beniowski więc wpadłszy do sali,

Jak olimpijski bóg, w błękitnym dymie

Krył się. Wtem ujrzał w rogu kawał stali...

O bogi! poznał, pan Borejsza drzymie!

Jak dąb litewski, kiedy się powali,

Leżał i w tłumie małych charcic krył się,

Które lizały mu twarz — poseł spił się.

Charciczki małe Chana stoją wkoło,

Każda ma pyszczek długi jak gadzinka;

Ta liże uszy posła, druga czoło —

W mrowisku się zda, uwędzon jak szynka

W dymie. W ręku ma jeszcze szablę gołą,

Spostrzegł się widać, że to była drwinka —

Ów haszysz; nie chciał więc odwlekać,

Wydobył krzywą szablę i chciał siekać.

Ale sen — śmierci brat... kochanek maku,

Ujął go w swoje ramiona. Charcice

Uczuły także coś na twarzy smaku,

Więc mu lizały, jak mówiłem, lice.

Beniowski, widząc go w takim orszaku,

Wziął go i wstrząsnął, jak siana kopicę,

Potem o ziemię nim jak beczką trzasnął,

Lecz pan Borejsza chrapnął — i znów zasnął...

Wtenczas Beniowski do Chana — po włosku:

„Także to posłów przyjmujesz, Giraju?”

Krzyknął: „Nad nami śmierć jest jak na włosku!

Przylatujemy tu z krwawego kraju!

A ty...” Chan siedział z cybuchem, jak z wosku,

I pół spity był w zachwycenia raju;

Więc bełknął tylko, zawróciwszy białka

W oczach: „Il Ałłach! stłuc w mozdzierzu śmiałka!”

Rzekł; i wnet cały tatarski paszalik301

Wydobył noży, szable, jatagany302,

A Chan odwrócił oczy, gdzie Moskalik

Mały, od Kassi ruskiej303 darowany,

Kozaczka304 trzepał i na kształt się kalek

W powietrzu rzucał, cały połamany,

Zda się, że osa lub torban305 ruchawy,

Mający czapkę, buty i rękawy...

W Chana się oczach spitych zdaje czasem,

Że torban skacze sam — w różne prysiudy306,

Że czworo goleń ludzkich ma za pasem,

A wszystkie w torban chowa, jak do budy;

Raz piątką się zda, i znów zda się asem;

Kiwa więc tylko głową na te cudy

I potakuje; czasem jak z butelki

Huknie mu z gardła czkawką: Bóg jest wielki!

Tak, Ałłach kerim! Musi być nie mniejszy

Od tatarskiego — możny Bóg Moskali!

Beniowski szablę chwycił, z rąk Borejszy

Wydarł ją, potem zaczął taniec w sali

Od kozackiego tancerza skoczniejszy;

Rąbie na oślep i po karkach wali —

Podłoga już krwią gorącą spluskana,

Wszyscy go czują i słyszą — prócz Chana.

Ten, ciągle małym Kozaczkiem zajęty,

Oczy zamruża i takt ręką bije;

Kozaczek czasem mu pokaże pięty,

A czasem nogi zarzuci na szyje;

Chan myśli, że to ruski derwisz307 święty,

Który tym tańcem swoje grzechy zmyje,

Tańcem, co z serca idąc, zda się szczerym;

Po raz więc setny huknął: Ałłach kerim!

Jest to tatarskie brawo. Pan Beniowski

Myślał, że jemu należy wykrzyknik.

Z Tatarów robił już makaron włoski,

Tak że rozchodził się już bal lub piknik

Przez drzwi i okna; miecz się zdawał boski,

A gdzie uderzył skrami, cały szyk nikł.

Ten wiersz ostatni zły, lecz go podeprze

To, że w następnej strofie będą lepsze.

Śród gorącego po komnatach boju

Beniowski mieczem robi peryferium308,

Tego po plecach, tego po zawoju

Siecze, a naprzód wpadł na ministerium,

I tego, co miał departament łoju,

Ministra oświecenia, Achmet Derium,

Po garbie mieczem zsiekł, tak że minister

Utracił cały swój garb, jak tornister.

Lecz guz strącony zmienił tylko pana,

I wziął go zaraz na czoło koniuszy,

Wielki statystyk także Giraj Chana,

Który obliczał ścięte Giaurom309 uszy,

Potem na sznurki nizał — dla Sułtana,

Który je marynuje albo suszy,

Właśnie jak w Litwie grzyby borowiki —

A czasem żonom daje na kolczyki.

Po takiej sprawie ministerium całe

Cofaniem się podało do dymisji310,

Wymowie szabli przypisać tę chwałę,

Że z rządu ludzie ustąpili łysi;

A łatwiej zmusić do odwrotu skałę,

Kaskadzie kazać — niech stanie i wisi!

Powstanie całe kraju przysposobić,

Nawet wybuchnąć łatwiej — niż to zrobić.

Ministerium więc całe już w odwrocie

I muzykanci wszyscy, pole czyste!

Mój rycerz chwilę stanął cały w pocie,

Wtem ujrzał szabel girlandę — O Chryste!

Już na jednego człeka idą krocie,

Ponad głowami niosą szable szkliste

W rząd ułożone, razem w tył zagięte,

Jak fale upaść gotowe i wzdęte.

Rząd jeden żółtych twarzy, płaskich nosów,

Rząd jeden szabel; idą krągłe koła,

Jakby rząd jeden wielkich srebrnych włosów,

Które lwom żółtym wyrastają z czoła.

W tej błyskawicy podniesionych ciosów

Beniowski śmierci zobaczył anioła,

Który się zdawał strasznym i wspaniałym, —

I stał w tych mieczach, jak w zwierciadle białym.

Już idą! rycerz w poprzek się nad głową

Mieczem zasłonił i czekał z powagą;

Już idą — prędzej, niż wymówisz słowo,

Śmierć spadnie; jednak i tu jest odwagą

Mieć podniesione czoło, twarz surową,

Błyszczące oczy i pierś wzdętą, nagą.

Beniowski takim był pod tą framugą,

Gdy ktoś mu nakrył głowę — szablą drugą.

Spojrzał, lecz nie mógł widzieć dobrze twarzy,

Bo ten, kto zakrył go, stał odwrócony;

Na turbanie się drogim kita waży,

Którą wziął brylant wielki wschodni w szpony;

Kaftan miał drogi — i rzekł coś do straży,

A nad Beniowskim trzymał miecz obrony,

Tak, że dwie szable razem miały włosy

I klingi dwie samotne, jak dwa kłosy.

Wahała się straż — wtem ów rycerz nowy

Do Beniowskiego rzekł: „Potrzeba zdać311 się!”

Po polsku to rzekł, lecz odwracał głowy,

Jak gdyby jego oczów312 musiał bać się;

A potem dodał cicho: „będziesz zdrowy

I wolny — teraz to nie może stać się;

Wyrok na ciebie jest srogi wydany

I nie odwoła go wnet Giraj pijany;

„Ale się poddaj!” — Tu ręką łagodnie

Z rąk mu wyjmował szablę, ale zawsze

Twarz swą zakrywał, a mógł to wygodnie

Zrobić, bo pan Beniowski widział krwawsze

Grożące sobie oczy, wielkie, wschodnie —

I damasceńskie313 i nienajłaskawsze

Szable stojących wokoło Janczarów314,

I do ostatka chciał się bić przez narów.

Ciągle więc groził; gdy mu tamten drugi

Szalem tureckim nagle nakrył czoło;

Chciał się szamotać rycerz, ale sługi

Pomogły temu panu z szablą gołą...

Wydarto mu miecz; potem legł jak długi,

I słyszał cichy gwar tatarski wkoło,

Potem go niosły z lekka owe straże

Długo przez długie, kręte korytarze.

Są chwile w życiu, w których człowiek zda się

Samemu sobie bardzo poetycznym:

Na skały igle, na ruin terasie,

W usposobieniu umysłu wehmicznym315;

Gdy wołasz szczęścia, stojąc na Parnasie,

A echo głosem ci melancholicznym

Ze wszystkich skalnych kątów odpowiada

Trzykrotnym głosem: biada! biada! biada!

Gdy skończysz wszystkie szkoły i nauki

I za rękę cię uściśnie sam rektor;

Gdy jesteś wybran posłem, gdy cię wnuki

Obsiada, gdy kraj obronisz jak Hektor316;

Gdy depcesz dawne Herkulanum317 bruki;

Gdy twój poemat czyta dobry lektor;

Gdy sam rozmyślasz o zbawieniu Lachów318;

Gdy wygrasz partią319 bilardu lub szachów;

Gdy cię zapyta kto — jaka grafini320,

Czyś był w Paryżu; gdy patrząc w obłoki,

Kochanka tobie wyznanie uczyni,

Że kocha... albo rzuci się w potoki

Jaka dziewczyna, która ciebie wini

O zapomnienie, potem ją w głęboki

Dół kładą, sadzą na grobie kamelie

I pokrywają piaskiem, jak Ofelię.

Gdy w tańcu jesteś pierwszym koryfantem321

I kręcisz kołem młode pokolenie;

Albo gdy ciebie nazwą obskurantem322,

To jest, że możesz zgasić oświecenie;

Albo gdy jesteś dział asekurantem

I w Napoliońskie wierząc przeznaczenie,

Słuchasz z powagą kul lecących świstu;

Gdy Comte323 przeczytasz na kopercie listu...

Z tych i podobnych wrażeń pono żadne

Nie urodziło się w duszy rycerza;

Utracił swoją piękną Aryjadnę324

Wzięty, więzieniem jego była wieża,

Co zewnątrz miała desenie tak ładne,

Jak rozkwiecona palma śród wybrzeża,

Wieża ceglana, o wysokim piętrze,

Lecz wewnątrz... bardzo miała smutne wnętrze.

Okna okrągłe bez szyb, gdzie czerwone

Lub srebrne światła upadały snopy;

Z jaskółczych gniazdek uwitą koronę,

A w suchym piasku ponadmorskim stopy.

Huczał w niej sufit, gdy morze szalone

Rzucało wrące na piasek ukropy.

W takiej to wieży smutnej przebył trzy dni,

Czwartego... tu się poemat rozwidni, —

Czwartego ranka skrzypnęły zawiasy,

A jeszcze ranna panowała szarza325,

Dopiero morza srebrzyły się pasy

W srebro przed wschodem, gdy ktoś z korytarza

Wszedł — cały strojny w dywdyk326 i w atłasy,

Ktoś niepodobny wcale do grabarza

Ani do kata — miał z baraniej skóry

Kołpak, przyłbicę takąż, w niej dwie dziury.

Z kołpakiem razem ta maska futrzana

Kryła mu lice i twarz, oprócz oczu.

Beniowski poznał w nim wschodniego pana,

Choć ze snu oczy odemknął w przymroczu;

Poznał, że ten sam, który go u Chana

Bronił i był mu z szablą na przyboczu,

A potem zdradził, niby wróg ukryty,

A mówił jako Polak rodowity.

Porwawszy się więc z ziemi, głosu grzmotem

Zawołał: „Zdrajco, czego chcesz? i po co

Przychodzisz do mnie? czy z moskiewskim złotem?

Czy chcesz mnie kupić? czyli wziąć przemocą?

Nie dam się ja krwią zalać ani błotem!

Nim szable twoich katów zamigocą,

Samego ciebie do walki przymuszę;

Chociaż bezbronny... zwalę i uduszę!...”

To mówiąc, stanął w szermierza postawie;

A drugi... nie rzekł nic, ani się ruszył,

I nie wydawał się wcale w obawie,

Choć go Beniowski mową już ogłuszył.

Więc rycerz znowu: „Strojnyś jest, jak pawie!

Aleś tu próżno w ogon się napuszył.

Jak mi Bóg miły, jak słońce na niebie,

Walcz — bo sam pierwszy porwę się na ciebie!”

Na to tatarski rycerz rzekł: „Przychodzę

Uwolnić ciebie; poznasz za godzinę,

Ze jestem tobie bratem i nie szkodzę,

Owszem za ciebie i za kraj wasz zginę.

A teraz zdaj się ty na moją wodzę!

Oto masz ubiór — lubisz barwy sine,

Oto masz kaftan, pistoletów dwoje,

I strzelbę oraz pałasz — wszystko twoje.

„Zwrot to jest tylko, a nie podarunek —

Więc weź i za mną chodź, bo jesteś wolny”. —

Beniowski kaftan wdział i wziął rynsztunek,

Z gniewnego stał się jak owca powolny,

Gniew mu wywietrzał wnet, jak lekki trunek,

Dziw tylko został. Więc jak młokos szkolny,

Ciesząc się w kaftan błękitny ubierał,

Potem próbował broni — i obzierał.

Broń była cudna: rubinów płomienie

Po pistoletach szły jak iskier sznurek;

Rura u strzelby z drutów, a w desenie

Kuta, i bardzo fantastyczny kurek;

Nie był to Lepaż327, lecz taką na ścienie328

Wolałbym wieszać dziś, — niż sto dwururek

Paryskich... Szabla także była krzywa,

A tak się zdała żądać krwi, jak żywa.

Pod wieżą stały dwa piękne rumaki;

Do Beniowskiego znowu rzekł przewodnik:

— „Wybierz! obadwa latają jak ptaki,

Obadwa z Neżdów, i mają swój rodnik329

W złotym woreczku na przodzie kulbaki330;

Jeden drugiemu są jak współzawodnik

Równi: więc wybór zostawuję Waści —

Weź, który lepiej się podoba z maści”.

Czarnego wybrał Beniowski i skoczył

Na siodło drogim sadzone kamieniem;

Potem na piasku koło nim zatoczył —

Koń szedł jak fala lekko pod siedzeniem

I piasku wcale morskiego nie tłoczył,

Dumny szlachetnym swoim urodzeniem

I tą metryką, co go z Neżdów wiodła,

W złotym woreczku wisząca u siodła.

Tatarzyn — zawsze pod szarą przyłbicą,

Szary był bowiem na masce baranek —-

Pospieszył przodem; za nim błyskawicą

Jechał pan Kaźmierz wesół, a już ranek

Palił się w ogniach nad krymską stolicą,

Którą mijali. Cmentarz i palm wianek

Minęli także — oba stepem lecą

Tam, gdzie nad Polską smutne gwiazdy świecą.

A jedna większa, smutniejsza nad inne,

To się błękitem, to się krwią zalewa,

Jakby złociła jakie czoło, winne

Przed Panem Bogiem — bo ciągle omdlewa

I ciągle oczy zamyślone, gminne

W daleki Sybir prowadzi, jak mewa

Białemi skrzydły331 lecąca i przodem

Przed nieszczęśliwym już dawno narodem.

Mimo galopu i drogich jedwabi

I broni, wtenczas nawet rycerz młody,

Patrząc w tę gwiazdę, myślał, że go wabi,

Jak smętny anioł, gdzieś na jakieś lody,

Gdzie umierają prędko ludzie słabi,

A mocni stoją długo — jak śród wody

Utopionego okrętu iglice,

I długo widzi lud ich smętne lice

We mgłach; więc nawet gdy się cały skarli

I życia szczęście bierze, jak się zdarza:

O tamtych jeszcze wie, że nie umarli,

Że jeszcze cierpią; i to go przeraża,

Że się już w wichrach ciągłych nie podarli

I nie spróchnieli, jak krzyże cmentarza,

I nie opadli, jak dawne sztandary

Ci ludzie — w lodach gdzieś błądzące mary.

Taka jest piękność, taka posągowość

Niedoli, ona jest naszym marmurem!

Motyle tylko wabi każda nowość

I łudzi każdy krzyk śpiewany chórem.

Twarz większa, w ogień i w twardą surowość

Ubrana... z kluczem żurawi i sznurem

Nie chodzi, ale na ustroniu błyska,

A czasem śmiechem z ust, jak krwią, wytryska.

O Dante! czy ty marzyłeś te kręgi,

Gdzie człowiek dobry chciałby ludzkich twarzy,

A wkoło takie figury, ciemięgi,

Taka gromada szara gospodarzy?...

Tak w sznury wzięta dobrze i w popręgi,

Na takie głupstwa się wierszami skarzy,

Tak porobiła gdzieś w niebie otwory

I takie do nich mosty ma — z pokory,

Że człowiek, choćby chciał... by nie być z niemi,

Musi się oddać diabłu — eheu332, smutno!...

Ale już słońce włosami złotemi

Rzuca na białe mych namiotów płótno.

Beniowski ujrzał siedzący na ziemi

Obóz. — Tu muza nie chce być okrutną

I zaraz (bowiem już do końca dążę)

Wschodni poemat mój cały rozwiąże.

Na złotym stepie — był to niby parów

Pomiędzy dwoma piaszczystemi góry —

Ujrzał Beniowski dwa sotka333 Tatarów

Nie bardzo pięknej tuszy i struktury;

Przypominali coś dawnych Chazarów334

Lub Hunów335: kość im przyrosła do skóry,

Mięsa nie mieli wcale, tylko żyły —

Namioty z czarnej skóry, jak mogiły.

Kociołki mieli czarne przy ognisku,

Wielbłądów chudych i starych z dziesiątek;

Chudzi rycerze, w oczach pełni błysku —

Poszliby nawet na rzeź niewiniątek.

Stanąwszy przy tem dzikiem koczowisku,

Rzekł nieznajomy rycerz: „Na początek,

Panie Beniowski, oczu nie otwiéraj!...

Daje ci dwieście Tatarów Chan Giraj.

„Weź ich! Ten obóz zaraz z tobą ruszy;

Wódz jego El Dżin... patrz, ten Tatar stary,

To wąż; do jego ciała, kości, duszy

Masz prawo. Końskie im zostaw sztandary,

Pozwól obcinać wszystkim trupom uszy,

A służyć będą lepiej niż huzary;

Kosztu ci także wiele nie przyczynią,

Zdechliną ich karm wszystkich — lecz nie świnią336”.

Potem arabskim coś mówił językiem;

Ałłach! wrzasnęli mu, gdy skończył mowę.

Beniowski wielkim ogłuszony krzykiem

Stał, a zaś wojsko stanęło w podkowę

I ogłosiło go wraz pułkownikiem;

A El Dżin, sam wódz, pokazał na głowę

I szyję, mówiąc mu jak najszlachetniéj:

— „Jeśli nie będę słuchał — to mnie zetnij!”...

Potem Tatarzyn ów i dobroczyńca

Wiódł Beniowskiego, gdzie stał wóz z namiotem,

Wóz jakby wielka maża337 Ukraińca

Wokoło wielkim ogrodzona płotem —

I rzekł: — „Chan Giraj daje ci gościńca,

Ten wóz; a nie sądź, że napełnił złotem

Skórzane łono owczego namiotu:

Jest to wóz pełny trudu — i kłopotu.

„Podnieś to czarne skrzydło owczej skóry,

A sam hojności Chana będziesz skarzył.” —

Radością pan Beniowski aż ponury —

Wahał się chwilę, potem się odważył

I podniósł skrzydło namiotu do góry;

Potem się cały w ciemny namiot wtwarzył338,

I powtórzyło łono tajemnicze

Namiotu — dwoje „Ach!...” jedno dziewicze...

I długo głowa mojego młokosa

W namiocie owym była na gościnie.

Ani z garełka339 uczonego kosa

Taki dźwięk słychać po ciemnej kalinie,

Choć kos — to lutnia ptaszków różnogłosa,

A w przedrzeźnianiu żadnego nie minie,

Lecz wszystkie tony w swym głosie zamyka,

Wszystkie — i nawet śpiewanie słowika;

Ani więc w drzewie, kędy on zasiądzie,

Tak wszystkie listki świszczą i szczebiocą,

Jako te skóry wydęte wielbłądzie,

Na których gałki się mosiężne złocą.

Lecz co w nim było... to chyba na sądzie

Wydam i wielką przymuszony mocą;

Bo mnie obchodzi los dawnych pamiątek,

Aniela... oraz dalszych pieśni wątek.

Gdy więc Beniowski stał jak kuropatwa,

Co głowę swoją pochowała w śniegu...

Jak widzę, rzecz się znowu trochę gmatwa,

A pisząc stanąć znów nie mogę w biegu.

Sztuka rozwiązań jest bardzo nie łatwa,

Przede mną nie mam ubitego ściegu,

Bo nikt nie śpiewał z nas na taki temat,

Ażeby musiał rozwiązać poemat.

Gdy więc Beniowski, pogwarzywszy długo

Z namiotem, oczy wydobył nareście,

Spotkał się nagle ze starą kolczugą

Pana Borejszy: ten był widać w mieście

I teraz przybył z Perkunasem sługą;

Bowiem usłyszał, że Tatarów dwieście,

Których ojciec czart i Tatarka rodzi,

Z jednym Polakiem do Polski wychodzi.

Zabrawszy więc manatki, pełny troski,

Że nic u Chana nie sprawił, Krym rzucał.

— „Jak to?! więc to jest — krzyknął — pan Beniowski,

Którego mię los smętny tak zasmucał?

A to prawdziwy, widzę, wyrok Boski!

A! dajże mi twarz, dajże, niechaj ucał...”

Zamiast sylaby ustami go w usta

Cmoknął, że jękło, tak jak beczka pusta,

Gdy z niej wystrzeli czop. A potem wkoło

Obejrzawszy się: „Cóż to za wędzonki? —

Spytał — ubrani wszyscy prawie goło,

Których by można wszystkich na postronki;

Złodzieje jacyś?” —- Na to mu wesoło

Rzekł rycerz: „Są to rycerze i członki

Konfederacji Barskiej, moi ludzie —

Ci, co na koniach są, i ci, co w budzie.

„Poprowadzimy ich w ogień, Mospanie! —

El Dżin, każ, niechaj wskakują na juki!” —

Kazał i wnet się surm340 zaczęło granie,

Namioty nikły — błysły szable, łuki,

Wielbłądy wstały na panów chrapanie:

Krz! krz! — za starym ojcem idą wnuki;

Obdarty, stary jakiś Abdel-Kader341?

Prowadzi, wielbłąd dziś — dawniej dromader...

Beniowski widząc, że już w pogotowiu,

Rzekł, obróciwszy się do Tatarzyna,

Który go przywiódł, a był w złotogłowiu

Strojny jako gil, a wiotki jak trzcina:

— „Bądźże mi, jasny panie, w dobrym zdrowiu!

Szlachecka dusza łask nie zapomina;

Tyś mi tak serce swą dobrocią spętał,

Że póki będę żył — będę pamiętał”. —

Nic nie rzekł Tatar; z głową pochyloną

Stał albo w błękit ku Polsce spozierał...

Widać pod szatą, że pracuje łono,

Że się płacz w sercu zatrzymany zbierał.

Więc pan Borejsza: — „Cóż to jest za ono

Stworzenie? cóż to za krymski jenerał?

Jam go nie widział wprzód, czy z niebios spada?

Czy nasz przyjaciel? czy po polsku gada?

„Jeżeli gada, powiedz mu, że w Krymie

Został się jeden Tatarzyn spod Waki342,

Pan Abdulewicz; niech się o to imię

Rozpyta! poszedł gdzieś, jak zając w krzaki;

Może gdzie spity od haszyszu drzymie,

Może nas przedał za szczyptę tabaki,

Przed posłem Moskwy na łapkach, jak pieski,

Może zapomniał, że jadł chleb litewski.

„Porzucać tak się wcale nie godziło

Braci w nieszczęściu i zostawiać w trosce;

Z jednej się razem szklanki nieraz piło,

W jednej się prawie wychowało wiosce...

Myślałem, że mój grób z jego mogiłą

Będą się widzieć, choć on miał dwurożce343

Postawić sobie w straż u śpiącej głowy,

A ja oblany krwią krzyż Chrystusowy.

„Ale tak nie jest! odbiegł nas, jak trądem

Okrytych, widząc, że Chan patrzy krzywo.

Sumnienie własne niech mu będzie sądem;

Nie będę o nim gadał — bo to dziwo,

Że Tatar zdradził. Niechże się z wielbłądem

Błąka po stepach i ma starość siwą.

Lecz kiedyś, kiedyś... oj! westchnie on z cicha

Do litewskiego stołu — i kielicha!...”

Podczas tej mowy nieraz na rumaku

Wzdrygnął się Tatar. Raz już podniósł dłoni

I miał ją prawie na swoim kołpaku;

Myślał Borejsza, że mu się ukłoni,

Lecz nie zdjął czapki. Potem jak na ptaku,

Na koniu swoim, który rżał do koni,

Na bliskie piasku odleciał pogórze

I stanął w pyłu złocistego chmurze.

Tak uleciawszy od rycerzy kawał,

Pyłem omglony złocistego blasku,

Znak pożegnania wzniosłą ręką dawał;

Kiedy się wojsko już grzebało w piasku,

Widział, jak z wału wychodzili na wał;

Słuchał dzikiego hord niknących wrzasku —

Znikli, on słyszał jeszcze, jak anieli

Niebios, gdy w stepach Ałła hu! krzyknęli.

Ałła hu! miłej krzyknęli ojczyźnie,

Idą na boje, gdzie los pędzi ślepy;

Może niejedna głowa się rozbryźnie

I koń powróci sam na złote stepy,

Gdzie go źrebięta powitają bliźnie

I palmy, niebios trzymające sklepy,

A pan zostanie pod brzozą wieśniaczką,

Która umarłych jest nimfą i płaczką.

Tymczasem Kaźmierz za wojskiem ostatni

Gonił, obzierał się często za siebie

I często patrzał, gdzie ów rycerz bratni

Stał, jako mara tęczowa na niebie,

A potem mniejszy, jak sztandar bławatni;

I słychać było pod nim rżące źrebię...

Spojrzał ostatni raz pod słońca blaski,

A już ów rycerz jasny stał bez maski.

Lecz taka była czerwień i płomyki

W powietrzu, które z ziemi idąc parzy,

A tak daleko ze swymi łuczniki

Już był Beniowski, że nie dojrzał twarzy

Więc dogoniwszy swoje tylne szyki,

Spytał jednego z namiotowej straży,

Kto był ów rycerz pożegnany z rana?

Ten odpowiedział: „Syn Gireja-Chana.”

Pieśń XI344

I345

Liro żebracka! słyszałem i słyszę

Twój głos, przez lasy lecący brzozowe;

I robię w moich myślach dziwną ciszę,

Aby cię słyszeć... Ty miałaś perłowe

I wydeptane palcami klawisze,

Po których pieśni chodziły stepowe

I w twoje łono — pochylając czoła —

Szły smętne, jak do starego kościoła.

Nie palce ciebie, liro, wydeptały,

Ale te pieśni ciężką nogą ducha,

Który wywraca zbrojne zamki, skały,

I naród gotów oderwać z łańcucha;

Taki jest silny i taki wspaniały,

Gdy się obudzi z grobu i wybucha!

On stare czasy żebrakowi szeptał,

Żył z nim i srebrne klawisze wydeptał.

Rozłamać nie mógł liry starzec siwy

I rzekł: „Oj bat’ko pane346 — tak nazywał

Suchodolskiego — wielkie będą dziwy...

Kto inny będzie na tej lirze grywał...

Kto inny będzie u tej szarej śliwy

Grał tobie pieśni złote... i używał

Twojej przyjaźni... ja już idu spaty,

Kto inszyj tobi bude, pane, hraty347...

„Koń suchą nogą zatętni po Rosi348,

Zarży, a lira w trumnie mu odpowie;

Stamtąd koń.....” Widząc, że proroctwo głosi,

Pan Suchodolski oczy wylśnił sowie;

Lecz starzec zamilkł... i ta śmierć, co kosi,

Ścięła go; ale zjeżone na głowie

Włosy — powieki, które się otwarły,

Świadczą, że na coś się patrzał — umarły.

Nazajutrz piątek był — szare kolumny

Żebractwa snuły się po zwykłe grosze;

W dziedzińcu starca włożono do trumny,

Trumnę na czarne postawiono nosze.

Pan Suchodolski sam — choć starzec dumny,

Czarny wdział żupan i czarną wołoszę349...

Wyszedł pogrzebów smętny regimentarz,

Diak350 — cały pogrzeb stepem wiódł na cmentarz.

W stepie jęczały głosy niezbyt śpiewne,

A jednak piękne harmonią płaczliwą;

Jasną girlandą chorągwie cerkiewne

Szły — burcząc z wiatrem; świece nieśli krzywo

Chłopięta... Nieraz widziałem te rzewne

Pogrzeby, stepem idące i niwą...

Dawno już świata ogłuszony zgrają,

A jeszcze teraz słyszę — jak śpiewają...

O Hamletowe życie! — raz przez kładkę,

Pod którą wrzała czarna Alpów351 woda,

Widziałem taką żałobną gromadkę.

Szli — a pod niemi most, rzucona kłoda,

Drzała... Słyszałem cmentarza sąsiadkę,

Kaskadę — księdza głos głuszącą... Szkoda

Pacierzy, skalnej porzuconych ścianie

I na szalonych kaskad urąganie!

Myślałem sobie, że ten człowiek młody

Ten most, co wiedzie smutek z łąk na łąki,

Wyrwał z korzenia i rzucił przez wody,

Ścigając dzikie po górach jelonki,

Lub do dziewczyny trzód pędzając trzody

I dzwoniąc miłą piosnkę jak skowronki,

Wtenczas mu drżała pod stopami giętka,

Teraz — pod trupem drzy... Brała mnie chętka

Apostrofować ją, jak prorok stary

Zebrane kości umarłych na polu...

Ale powróćmy na stepowe jary,

Błękitne od bławatków i kąkolu.

Stał na cmentarzu pogrzeb, a sztandary

Stały tak dumnie, jak na Kapitolu,

W małe i w groby żebrackie wetknione,

Błękitne, białe, żółte i zielone,

Na kijach czarnych rozpięte, a gałki

Błyszczały w słońcu. Cmentarz stał przy Rosi;

Rzekłbyś, że wodą pluskały rusałki —

Tak w takt opada, tak się w takt podnosi,

I na czerwony brzeg swe srebrne wałki

Kładzie i groby brylantami rosi,

Za Rosią był las z brzozowego drzewa,

Który gdy szumi — zdaje się, że śpiewa.

Lirnika jeszcze raz w trumnie odkryto —

Spał... lecz otwarte oczy na blask trzyma.

Jak z porcelaną na polu rozbitą

Słońce igrało z martwemi oczyma.

Obejrzano go i w trumnie zabito

Z lirą... Niech w grobie śnieg i mróz wytrzyma!

Niech także trzyma dawnej pieśni stroje,

Aż ze śpiewakiem spróchnieją oboje.

Pierwsze już garście w dół rzucali diaki,

Gdy z lasu człowiek wyleciał nieznany;

Koń pod nim biały, jak śnieg, bez kulbaki,

Bez uzdy; — dziwnie w oczach obłąkany...

Przeleciał rzekę — ale lot miał taki,

Że się — jak mówi lud — nie tykał piany,

I tylko pod nim wody srebrne biły...

Przybiegł i jeźdźca zrzucił u mogiły.

Zrzucił... i znowu w las poleciał rumak,

Zniknął — a dziś się lud w powieści dzieli:

Ci mówią, że koń — a drudzy, że sumak,

A inni, którzy tętna nie słyszeli,

Że koń-duch. — O tem każdy dziś wie czumak352,

Że Wernyhorę ten koń w światłej bieli

Przyniósł, zostawił; lecz ma z nim przymierze,

Że znów przed śmiercią przyjdzie i zabierze.

Na grobie usiadł Wernyhora... pana

Znać na nim było: buty srebrem szyte,

Srebrne guziki błyszczą u żupana,

Złoty pas... czoło na wiatry odkryte.

Siadł i rzekł: — „Ludzie! wy lirę Bojana353

Schowali w grobie! Liry rozmaite

Brzęczą po świecie, tam gdzie żal doskwiéra —

Lecz nie ma drugiej liry, jak ta lira...

„Przyjechał ja tu po lirę Zaboja

Na białym koniu, hej — i nie odjadę.

Oj, śpisz ty w grobie, córko, liro moja,

To ja się także w dół przy tobie kładę.

Albo ty zabrzęcz tak, jak stara zbroja,

Albo ty jęknij... ja dam tobie radę...

Wyciągnę z grobu...” Wstał i spojrzał dumnie:

Lira zaczęła grać pod piaskiem — w trumnie,

Na jakąś starą nutę, niesłyszaną

Odezwała się w grobie, jak anioły.

Gdy ją wyjęto i z trumny dostano,

Brzęczała jeszcze w ręku na kształt pszczoły.

Potem głos ustał; a tę rozpłakaną

Na łańcuchu swym uwiesił wesoły

Pan Wernyhora. — I wnet gadek mnóstwo

Po kraju szare rozniosło ubóstwo.

Mówiono, że król dum jest pochowany,

A jego wielki syn w Korsuniu354 siedzi;

Że wkoło grają nocami kurhany —

Co wszystko ucho stroiło gawiedzi

Do większych cudów... lot był raz nadany.

Do Korsunia się zjeżdżali sąsiedzi

Z wielką pociechą dla bab i karczmarzy —

Każdy poetę poznał zaraz — z twarzy.

Milczący bowiem był pan Wernyhora,

Pił — tak jak drudzy... jadł — i do księżyca

Nie wzdychał, ani chodził tak jak zmora.

Owszem, był często wesołego lica,

Aż się zbliżyła rzeź — owa potwora

W skrwawionym płaszczu, z krążkiem półksiężyca

Na głowie — w wichrze sinym od miesiąca,

Zakrwawionemi nożami kręcąca...

Nie jest to wcale figuryczność mowy,

Która mi tego ducha nastręczyła.

Przed rzezią zjawił się upiór stepowy,

Jakaś kobieta, która się krwawiła

Idąc; a często szła wcale bez głowy,

a głowa przed nią jak wężowa bryła

Szła świszcząc — oczy mająca z krwawnika355,

A dziwnie biały nóż zamiast języka...

I raz, jak mówią, krwawa upiorzyca

O samej przyszła północy... z hukami,

W których i piorun był i nawałnica,

I przed Korsunia stanęła wrotami.

W zamku płonęła jedna tylko świéca

U Wernyhory. Wiedzą tylko sami

Szatani, którzy bańkę ze krwi wydmą,

A potem puszczą na świat krwawe widmo,

Szatani, mówię, tylko wiedzą o tej

Nocnej rozmowie wieszcza oraz ducha.

Powietrze było błyskawicy złotej

Podobne; słychać było szczęk łańcucha —

Potem tętnienie konia śród ciemnoty —

Potem głos liry — potem cisza głucha

I przez ściemniałe niebieskie szafiry

Czasem głos jeszcze piorunu — lub liry...

To tylko pewna, że nazajutrz rankiem

Pan Suchodolski pana Wernyhory

Nie znalazł w domu — choć szukał z kagankiem;

Obejrzał wszystkie drzwi, wszystkie zapory,

Przeliczył konie pasące się wiankiem

W dziedzińcu, zaszedł nawet do obory: —

Nie brakło nigdzie nic... i to przeraża,

Że diabeł cicho tak porwał dumkarza.

Słowem, bez śladu zniknął... Wtem mogiły

Zaczęły gadać ludowi czerwono;

I wieść wyrosła, że gdzieś koło Smiły356,

Gdzie noże w leśnej kaplicy święcono,

A te sypiąc się z worków, szeleściły

Jak węże, nim swój cały jad wyzioną,

A księżyc patrzał się przez dach rozbity

Na trumny — świece — popy — i kobiéty.

Mówią, że w owej kaplicy zjawiony

Pan Wernyhora zaczął kląć rzezunie357;

A potem gniewny — jak Lear358 szalony,

Na ołowianej podskoczywszy trunie359,

Słysząc wokoło przekleństwa i dzwony

I krzyki — starzec o jednym piorunie —

(Bo śpiewak jeden piorun ma zamknięty

W lirze) — tam rzucił lirę, gdzie był klęty.

Nagle usłyszał szmer okropny gniewu:

„Mat’ swoju zabyw bat’ko Wernyhora360!...”

Zrazu nie pojął okropności czynu

I stał — na licu blady, gdyby zmora,

Wtem głos kobiecy: „Zabyw mene, synu361,

Krzyknął — a krzyk był matki... O nieskora

Pamięci! ten głos, na tej samej wardze —

Śpiewak go w klątwie nie poznał, a w skardze

Zna dobrze!... Jakby anioł go zatrwożył,

Stał nieruchomy i spozierał słupem;

Wtem lud się szary na dwoje roztworzył

I zrobił drogę między nim a trupem;

Lud ją na workach skrwawioną położył,

A kruki, świeżym przywabione łupem,

Stukały w szyby... Krew się w żyłach ścina!

Gromnice gasną — pop klnie — las odklina...

........................................................

........................................................

........................................................

II

........................................................

„Starzec odgonił konia upiornika

W mgłę... i klnąc chodził... depcąc białe grzbiety

Mogił... Ja cały drzał... na kształt czyżyka

W liściach... i w ziemię rad bym wszedł jak krety...

A starzec chodził pośród mogilnika

I pytał... „Córko! łyra moja, hde ty362?”

A wtenczas serce grać zaczęło u mnie

Strachem... bo lira ta zagrała w trumnie.

„Na jakąś dziwną nutę niesłyszaną

Odezwała się w grobie, jak anioły.

Starzec... zasłuchał się... padł na kolana

I z płotu stare wyłamawszy koły

Grób rozkopywał... i tę rozpłakaną,

Brzęczącą jemu w rękach na kształt pszczoły,

Lirę ja widział... z mogił zmartwychwstałą

I dotąd nie wiem, Lachu363, co w niej grało.

„Duch jakiś starej matki Ukrainy,

Co jeszcze nie chciał spać pod mogiłami,

Hetmańska dusza... i hetmańskie czyny,

Groby, kraczące we mgle sokołami,

Dawność stepowa... pomrok mgłami siny

Za...stał w strunach... i szedł klawiszami

Jakby dziecinna rączka nieuważna...

A czasem starca dłoń ciężka i ważna...

„Wy teraz tego nie pojmiecie, Lachy,

Jak to dawnemi czasy, w wasze dwory

Wchodziły stepów pieśni, czarów strachy

I siwe często z lirami znachory

Siadali w progu, a wam lip zapachy

W dom zalatały, i pieśń i wieczory

Mieliście ciche na gankach drewnianych,

I myśl o rzeczach dawno zapomnianych.

„Potem wy dziada lirnika prosili

W dom, lub dzieciątko swoje wysyłali

Z groszem, i zdrowie wy hetmanów pili —

I z pieśnią ludu mogilną płakali,

I sami jakby na pieśń robiąc żyli,

Na koniach waszych po stepie latali

I powracali o smętnych wieczorach

Do domów — w krwawych wozach i taborach.

„A dziady znowu z lirami srebrnemi

Na ucztę lub na pogrzeb, jak sproszeni,

Ciągnęli stepem, siadali na ziemi

Albo pod lipą, albo w waszej sieni,

W płaszczach, co były od słońca złotemi,

A od łat — niby królewskiej czerwieni,

A od błękitnych łat — jeszcze innemu

Podobne były płaszczowi — Bożemu.

„Teraz już nie ma tej z pieśnią przyjaźni,

Ze starym ludem nie ma zażyłości !

Jesteście jeszcze wy do korda raźni,

Jesteście jeszcze wesołej starości,

Jesteście jeszcze w ubiorach pokaźni,

Są jeszcze u was ludzie sercem prości:

Ale już nie ma u waszego proga

Ludu, co wnosi pieśń i imię Boga!”

— Tu się Beniowski porwał: „Kozaczyno!

Przysięgam tobie, że gdy kasztelanem

Zostanę, a mieć będę stare wino

W lochu, nareszcie kiedy będę panem,

A ty zostaniesz dziadem starowiną

I przyjdziesz szarym okryty łachmanem,

A wspomnisz nasze dzisiejsze wędrówki:

Nie pożałuję białej sorokówki.

„Nawet pić będę z tobą, i odprawię

Nie wprzód, aż twoje rubinowe lice

Podobne będzie piwonii, a w stawie

Moim zobaczysz całe trzy księżyce.”

Ledwo to wyrzekł, uczuł na rękawie

Ręce tnące mu żupan, jak nożyce;

I ktoś nań krzyknął po chłopsku: — „Oj panku!

Nie tobie słuchać lirników na ganku

„Przy kasztelańskiej szabli, w siwych włosach,

W złotym żupanie, śród maleńkich wnuków.

Trzy zorze świecą na twoich niebiosach

I trzy tęczowych jest nad tobą łuków,

I żywot słychać twój w trzech różnych głosach,

Podobnych głosach do kościelnych stuków,

Gdy przy grającym na chórze organie.

Słychać podziemne trumien zabijanie!...

„Nie tobie zorza u grobowca złota

Przez szablę twoją i konia zdobyta;

Nie tobie przyjdą przed zamknięte wrota

Żniwiarki w wieńcach łanowego żyta!

Starość — to twoja za krajem tęsknota,

Starość — to chmura piorunami ryta,

Starość — to czeluść nędzy otworzona,

Wygnanie, srebrne morze i... korona.”

Gdy to usłyszał pan Beniowski, wcale

Nie zatrwożył się, bowiem ruskiej mowy

Nie znał, albo ją znał niedoskonale;

Więc nie rozumiał proroctwa połowy.

Ale mu starzec stojący na skale

Przedstawiał wtenczas typ zupełnie nowy

Chłopa, co nie był chłopem ani szlagą364,

A waryjował z wdziękiem i powagą.

Przypomniał sobie stare pasieczniki,

Co przy dębowych lasach na lewadach

Jak pszczół pasterze siedzą, i kwiat dziki

Znają i znani są w całych gromadach

Jako lekarze, albo czarowniki,

Dobrzy i bardzo potrzebni w osadach.

Takim się właśnie Beniowskiemu zdawał

Ów dziad stepowy, waryjata kawał,

Śledziennik, żółcią złoty, krwią nalany

W oczach; a jednak postać ta lirnika

I różno-farbne te na nim łachmany,

I but czerwony, spłowiały — i dzika

Postać, i ten włos srebrny, często rwany

W żałości, i te zrennice z krwawnika,

Patrzące prosto w słońce, w błyskawicy

Ducha i złości, jak oczy orlicy,

I ten głos, który gdzieś zaskalne głosy

Wyrwał i kazał wkoło gadać skałom,

I ta wyryta na nim wiara w losy,

I te oddanie siebie wszystkim szałom,

I okolica, gdzie stał, i brzóz włosy

Odszeptujące lirniczym zapałom

Piosenką cichą, słodką, a wiosnianą,

Jakoby kobiet płacz za skalną ścianą.

To wszystko dziwnie na mego szlachcica

Działało; strachu jednak nie pokazał

I rzekł: — „Mój ojcze, przyszłość — tajemnica!

Bylem się żadną podłością nie zmazał,

Bylem miał serce, co jest jak kaplica

Święte, a czynił to, co Bóg rozkazał,

Nie dbam, co ze mną na starość się stanie,

Czy w senat poszle365, czyli na wygnanie.”

— A lirnik: „Śpiąc ja dziś na mojej lirze,

Obaczył ciebie we śnie za mgłą krwawą;

Ludzie wbijali ciebie na trzy krzyże,

A ty się cały opromieniał sławą;

A potem brzoza na nocy szafirze

Zgięła się niby nad twoją postawą,

U twojej niby nachylona truny,

Gałązki lejąc w dół, jak z ognia struny.

„A duch wychodził z jednego krawędzią

I miał otwarte usta, pełne blasku...

Takiego jeszcze ja nie znał narzędzia,

Ani na żadnym go widział obrazku.

Widział ja lirę zmienioną w łabędzia,

Widział ja w cerkwi, przy piorunnym trzasku,

Grający organ na pół roztrzaskany;

Ale tej brzozy sen, o tobie grany,

„Straszniejszy, niż to cerkiewne śród burzy

Granie organów piorunem łamanych;

Dlatego ja klnę, bo mój duch ci służy,

Jak gdyby jeden z szlacheckich poddanych;

Bo mniejszym jest ten, co drugiemu wróży,

Niż ten, o którym w snach ogniem pisanych

Widać; i dosyć blasków sny nie mają,

Gdy o nim we śnie lirnikom gadają.”

Tu się nachylił dziad, i pod kolana

Dawnym zwyczajem szlachcica uścisnął

A ten zdziwiony: „W imię Ojca Pana!

Dopieroś co klął, ojcze, gniewem błysnął,

Jak chmura ogniem wrącym szpikowana:

Teraz gniew twój tak na niczem sprysnął!

Nechaj mię diabli!... lecz w tobie być musi

Szlachecka także nasza krew, z krwią Rusi

„Zmięszana...” Starzec nic nie odpowiedział,

Lecz zdjąwszy czapki baraniej, zaprosił

Do groty; w grocie jakiś szlachcic siedział

Chudy i oczu wcale nie podnosił;

Pisał proroctwa, których się dowiedział,

Abych ich nigdy drukiem nie ogłosił,

Jak dawniej czynił każdy szlachcic polski:

Był to starosta zamku, Suchodolski.

Lecz gdy mu słońce odjęły trzy cienie

W grotę wchodzących, wziął pióro za ucho

I spojrzał prosto w przyćmione promienie

Słońca, a twarz miał Chrystusową, suchą —

Na twarzy wielkie bardzo zamyślenie —

Włosy zwichrzone myśli zawieruchą;

Słowem, poeta to był, ale o tem

Nie wiedział wcale wtenczas — ani potem.

A jednak wojna mu się ta zaczęta

W dziwacznych bardzo kształtach malowała,

Jak jakaś cudna krucyjata święta,

Która pod tęczą Bożą szła i stała

W niej jako w bramie. Znał polskie panięta;

Ale im większe dał dusze i ciała,

I większą cnotę śnił obywateli,

I większą w sercach odwagę... niż mieli.

Lirnik mu także zdawał się figurą

Podobną do tych dawnych czarodziei,

Których Tassowe366 malowało pióro

W Jerozolimie... Pełny był nadziei

Jasnych. I gdyby swą twarzą ponurą

Nie straszył szlachty, to z jego idei

Może by wówczas wykwitnęła nowa

Polska, jak chcemy dziś, święta-duchowa...

On to był panem groty, i swe dziwne

Manuskrypta w niej chował pod kamieniem.

Było to w lecie mięszkanie przedziwne,

Zakryte z góry lecącym strumieniem.

Stamtąd był widok na wzgórza przeciwne,

Na płachty lasów, pól obłękitnieniem

Dalekim oczy smętniący, tą siną

I pełną mogił dawnych Ukrainą.

Stamtąd, piszący swoje pamiętniki

Szlachcic, gdy wdumał się i wpatrzył w pola,

Dzwoniły mu gdzieś hufce i lirniki,

Choć ich nie było; a dalej Podola

Domy i gaje, pasieki, słowiki

Grały, jak harfa przez starca Eola

Na to zrobiona, aby wichru szały

Znalazły sobie mowę — i śpiewały.

Stamtąd on wszystkie duchowe męczeństwa

Ukraińskiego ducha widział w pyłach

Kurzu złotego, i słyszał przekleństwa

Dawne, i skargę będącą w mogiłach.

Nie był historyk ten bez nabożeństwa

Dla dawnej szlachty i czuł, że w jej siłach,

Dopóki z ludu nie wytrysną nowe,

Leżało całe życie narodowe.

Znał ją więc, i wnet w Beniowskim wyczytał

Szczery szlachecki typ, szczery, wesoły;

Zaraz więc go tam na wstępie zapytał,

Z jakiej jest partii? jakiej pańskiej poły

Trzyma się? to jest, kto go pierwszy schwytał

Na krupnik i na upieczone woły?

Na to z szczerotą wielką rzekł Beniowski,

Że dotąd, jak wie, jest Radziwiłłowski.

„Spotkałem, rzecze, tego wojewodę,

Błędnego, jak ja, odartego prawie,

Jak ja, stepową pijącego wodę

I cierpiącego nędzę i bezprawie.

Lux367 jego dawniej moje myśli młode

Nęcił i bawił, jako tęcze pawie,

Pokazujące się z litewskich lasów;

Teraz męczennik to jest naszych czasów.

„Z temi więc, którzy dziś niesprawiedliwość

Cierpią, ja jestem, szlachcic podupadły!...”

Kiedy to mówił, w słowach była żywość,

Lecz z oczu jakieś duże łzy upadły,

Perłowe, jasne; a jakaś straszliwość,

Rycerska wzrok mu zrobiła zajadły;

Widać, że nagle na kształt słońca wschodu

Obaczył krzywdę całego narodu.

I krzyknął: „Radzwiłł czy nie Radzwiłł, ja się

Ojczyzny mojej pomszczę pohańbienia,

Dziś nawet biedny jeden szlachcic zda się,

Gdy przeciw wrogom stanie jak z kamienia.”

To rzekł... a lirnik popchnął na zawiasie

Drzwi i w dalsze go groty wygłębienia

Zawiodł... gdzie dziwne rzeczy wyszły z cieni,

O których inna moja pieśń nadmieni.

III

„Gdzieś przez burzany i gdzieś przez mogiły

I gdzieś w półjasne zorza pidu, pane368,

I już nie umrę ani zmartwychwstanę,

Lecz mi krew zmarznie i zastygną żyły,

I różne słońca będą w oczy biły

I różne pieśni w słuchu martwym grały,

I różne węże w koronach śpiewały

I różne koń mój będzie deptał groby,

I różne we mgle spotkają osoby.

„Bo ja nie Kozak — jeno duch piekielny,

Bo ja nie sługa, lecz brat jestem panów,

A sam nie hetman, ale duch hetmanów,

Bo ja nie smertny 369— ale nieśmiertelny.”

„Tak mówi ten dziad, w dumie swej bezczelny,

Gdy wpadnie we sny swoje zwykłe, dziwne,

Co sądom Boskim zdają się przeciwne,

A jednak często, choć się zdają płone370,

Przeczuciem śnione, wypadkiem stwierdzone.

„Otóż król taki był zapowiedziany

Przez tego, co tu w zamku siedział dziada.

Na pogrzeb jego zeszła się gromada

I długi bardzo poczet chorągwiany.

Pogrzeb szedł cicho, smętnie, przez burzany,

Żurawie snuły się po nieba sklepach371,

I różne cerkwie dzwoniły po stepach —

Rozsiane w jarach i po okolicach —

Każda w trzech wieżach, jakby w trzech księżycach.

„Pod wieczór Anioł Pański zaśpiewawszy

Nad starcem owym, a z tęsknotą szczérą,

Zakopaliśmy go do grobu z lirą;

I tę posługę nad grobem oddawszy,

Szliśmy do domu; a miesiąc był krwawszy

I okrąglejszy i większego łona,

I ziemia cała pod zachód czerwona,

W rozpłomienione ubrana obłoki,

Jak w nietoperze ogniste i smoki.

„Oddzieliłem się nieco od gromady,

Wtem drogę Kozak mi zaszedł ogromny,

W słowach nadzwyczaj dziwny, nieprzytomny,

Ubrany dosyć nędznie, bardzo blady;

Ten mnie zapytał: „Skąd wracają dziady?

Gdzie pochowano starego lirnika?”

Potem sam cicho szedł do mogilnika,

Ja za nim, dziwną ciekawością zdjęty,

Strach nawet jakiś czując niepojęty.

„Za płotem skryty i poza różaną

Mogiłą jedną, za kalin bukiety,

Słyszę — on pyta chodząc: „Łyra, hde ty372?”

A ta — pod grobem będąc zakopaną —

Na jakąś dziwną nutę niesłyszaną

Odezwała się... by373 dziecina mała;

I tak śród nocy na cmentarzu grała,

Że płacz mój razem z piosenką wybuchał,

A Kozak siedział na grobie i słuchał...

„Potem wstał i wziął dwa od płota koły

I sam robocie tej grabarskiej sprostał,

I śpiewającej liry z grobu dostał;

A gdy ją w ręce wziął, w oczach wesoły,

Jeszcze brzęczała w rękach na kształt pszczoły,

Brzęczące mając i drzewo i struny,

A ten, co dostał ją z grobu i z truny,

Zaraz pomiędzy ludem stanął — nowy

Pan i ostatni, mówią, król lirowy!

„I wnet rozeszły się po Ukrainie

Wieści, jak ze mgły wstające upiory;

Szeptano cicho imię Wernyhory,

A teraz wszędy już ten starzec słynie —

I kupił sobie gdzieś w ciemnej dolinie

Futor374 z ogromnym sadem, i tam mieszka.

Lecz do Korsunia mu wiadoma ścieżka

I miód mój stary, bursztynowy, gęsty;

Więc mi tu w zamku bywa jak gość częsty.

„I jednej nocy — gdy wiatr kręcił wiry,

A do mnie on miał przyjechać w gościnę,

Słyszałem dziwną głosów mięszaninę;

I przez ściemniałe niebieskie szafiry

Czasem głos leciał piorunu i liry,

Ciągły i coraz niby doskonalszy,

Pieśń coraz bliższa — piorun coraz dalszy,

Jakby toczyły gdzieś na stepach boje...

Nagle — wszedł blady starzec na pokoje.”

— Tu otarł wielkim potem zlane czoło,

I rzekł: „Jeżeli kończyć pozwolicie,

To Wernyhory opowiem przybycie,

Choć powieść nie jest piękną ni wesołą.”

Przy starcu większe zebrało się koło;

Czuć bowiem było, że sam silnie wierzy,

A miał szacunek wielki u rycerzy,

I był staruszek obyczajów świętych,

Lecz szukał skarbów na stepie zaklętych.

A więc słuchaczy otoczony wiankiem,

Rzecz tak prowadził gubernator siwy:

— „Mój starzec czując bliski brak oliwy

I żywot czując gasnącym kagankiem,

Raz mnie zawołać kazał przed porankiem

I na chorobę się już bardzo żalił;

A potem prosił, abym lirę spalił

I do mogiły wsypał mu popioły;

Inaczej — straszne ją wezmą Anioły...

„Mówił o swoim następcy lirniku

I o tajemnym tego króla znaku,

I o zaklętym, o białym rumaku,

Który się zjawił kiedyś w Kahorliku375;

I że po tego króla z mogilniku,

Kiedy już wszyscy wyginą rycerze,

Po króla tutaj przyleci, zabierze,

I gdzieś daleko wzniesie pod księżyce

Na jakieś dziwne duchów wieczornice.

„O znakach tajnych gadać wam nie mogę,

Bo je słyszałem pod straszną przysięgą.

Mówię o koniu z ognistą popręgą,

Bo o tem już wieść chodzi, siejąc trwogę.

Mój druh się często kładzie na podłogę,

A wtenczas widzę, że pobladłszy słucha,

Czy już nie słychać gdzie tętentu ducha;

A czasem krwawą powiada powieką,

Że już go słyszał — tętni, lecz daleko...

„Klnę się na Boga, że on nie dziwaczy,

Ani też kłamie, co ma z Wernyhory;

Myśl jego w dziwne ubrana kolory

Jak kontusz króla, chociaż um376 prostaczy.

Czasem na stepach stanie, myślą znaczy

Mogiły w blaskach wieczora różanych,

I słucha dzikich szmerów żurawianych,

I ręką w stepy pokazując, bladnie,

Mówi, że mu tam gdzieś droga wypadnie...”

..................................................

..................................................

..................................................

IV377

A Suchodolski na to: — „Jasny Panie,

Nie zawsze ten dziad był taki odarty!

Nie zawsze jako zasmolone karty

Wyglądał — ja go widziałem w żupanie

Jasnym, silnego jak dąb, a mospanie,

Kiedy wziął w rękę puhar, to go zginał

Jak ołów; a gdy pieśni rozpoczynał,

Dreszcz szedł — taki miał w sobie głos ogromny...

A teraz blady, często nieprzytomny,

Z duchami gada lub wątpi o sobie.

Trzeba wam wiedzieć o dziwnym sposobie,

W jakim się pierwszy raz.......

..................................................

..................................................

Płaszcz miał podarty, włosy rozczochrane —

W oczach krew — dziwnie jasną, różnotęczną,

Zrennicę wielką, błyszczącą, miesięczną378

Rękami blady oparł się o ścianę

I oczy we mnie topiąc zwierciadlane,

Szepnął mi: „Czarty były Wernyhoru,

Nadybaw mater — hdeś koło futoru,

Taj byw — taj łyru tyskaw w hrud’ kobity —

Taj na smert’ matku byw — ne moh zabyty379!”

I dodał z wielkim strachem: „Piszła380 żywa!”

Nie mogłem pojąć zrazu, o czem gada,

I miodem słodkim upoiłem dziada,

Chcąc w nim strach zabić mocą tego piwa.

Dowiedziałem się potem, że straszliwa

Mara — dziwnego ubioru i ciała

Różnym się we wsi chłopom pokazała.

A jeśli powieść was nieco obeszła,

Powiem... — Chciał mówić: wtem ktoś — mara weszła.

..................................................

..................................................

..................................................

V381

Oj! powiedział ja ci, panie Regimentarz,

Że ty przegrasz walkę na kurhanach.

Oj! prowadził ty szlachtę korsuniecką na cmentarz

I z mieczami i w złotych żupanach!

„Oj! powiedział ja tobie, mości panie Gruszczyński,

Że ci błysną śmiertelni hułani.

W step poleci, jak burza, twój rumak ukraiński

I na koniu cię strach otumani.

„Oj! powiedział ja tobie, mój synaczku Sawyna382,

Że ty stracisz białego rumaka.

Oj! powiedział ja tobie, że to śmierci dolina

I dolina martwego Kozaka.

Wyszły pany z mgłą białą, jak łabędzie przed ranem

I stanęli na polu przy Rosi.

Między jednym kurhanem, między drugim kurhanem

Szlachta flinty nabite podnosi.

„Oj ! strzelili wy tylko raz tym ogniem czerwonym

I uciekli, Wielmożni Panowie,

I ruszył pan Gruszczyński i biegł na koniu wronym,

Z wielką szablą do cięcia na głowie.

„Oj! hułaniż to byli, co mu drogę zabiegli,

Oj hułaniż to byli boleśni;

Kiedy pana starego na rumaku spostrzegli,

Drogę jemu na polu dwaj hułani zabiegli

Między dwiema mogiłami na cieśni.

„Chorągiewkiż to były u hułanów straszliwe,

Co się w słońca złociły promykach,

Dwie główeczki dzieciątek, dwie główeczki nieżywe

Nieśli oni hułani na pikach.

„Dwie główeczki, główeczki, jak paciorki na prątkach383

Nanizane, nieszczęsne i święte!

I poznał pan Gruszczyński krew swoję na dzieciątkach,

Poznał swoje dzieciątka zarżnięte.

„I usta swe otworzył i w krzyż ręce otworzył

I stał stary ojciec na strzemionach —

Aż go szablą ciął Kozak — i na ziemi położył

I krew jemu ciekła po ramionach.

„I żywcem go chwycili i na step ukraiński

Płaczącego ponieśli na żłobie.

Oj! powiedział ja tobie, mości panie Gruszczyński,

Lecz wszystkiego nie powiedział ja tobie!”

— Tu zamilkł starzec; a pan Suchodolski

Rymy śpiewane z uwagą spisywał,

Których nie może wcale język polski

Wydać ..................................

..................................................

..................................................

..................................................

VI

Lirnik, jak zwykle, sam do siebie gadał,

Potem na księżyc spojrzał — ruszył głową:

„0j!... jutro będzie deszcz skrwawiony padał!

Pomyśl ty, synu, na walkę stepową...

Bo jutro będziesz ty w krzyże układał

Trupy na trupach. Krwawe moje słowo,

Ale i krwawy dzień jutro zaświeci...

Oj! żurawiany to klucz małych dzieci

„Przyleciał tobie... Wróżę, czy nie wróżę,

A ty się gotój w bój!... idzie godzina —

Ciemne ja w uchu mam dzwony i stróże

I dusza we mnie dla ciebie ojczyna.

Wozy na wozach postaw — koła w górze,

Tak jak dom, co się podnosić zaczyna;

A z kawaleryi zrób szpichlerz sieni

A tak do Baru pidem384, śród płomieni.

„Każy385 Tatarom wstać, ty budowniczy,

Póki spokojna noc... taj dom stawity386,

Bo jutro cały step ludem zakrzyczy,

A ty ze swego domu budesz byty387

Jak pan starosta... słuchaj... ja

Sławny na stepy. — Teraz ....

Czerwone w oczach łyskają .....

Śpiewają we mnie srebrne ........

..................................................

..................................................

..................................................

VII

Potem głos dźwięczny — nie drzący i młody,

Głos Beniowskiego wyszedł z głuchej ciszy;

— „Od harmat lękam się w taborze szkody,

Na ochotnika kto mi towarzyszy?

Nim dzień zabłyśnie, wrócim do gospody,

Wpadłszy na wroga prędzej, niż usłyszy;

A jeśli śpiące porozstawiał czaty:

Zaszpuntujemy złapawszy harmaty.

„Harmaty bowiem słyszę; z harmat będzie

Obrona memu drewnianemu miastu.

Panowie szlachta, kto szkapy dosiędzie,

Za mną!” — Stanęło szlachty stu trzynastu;

Ci w niedobranym wystąpili rzędzie;

Reszta została niby dla balastu

W taborze szarym, jak na dnie okrętu

Fuzje bez kurka, szable bez pendentu388...

..................................................

..................................................

..................................................

..................................................

Potem ze złotych słonecznych promieni

Rycerze jacyś konni i wysoko,

Jakby w powietrznym blasku zawieszeni,

Schodzili na dół; oblani posoką

Husarzów zdają się lecących cieni.

Ale już widać — szlachta działa wloką

Za nimi leksza druga złota chmura,

A nad nią szable — jak kłosy i pióra,

Lekkie i krzywe. Za tą znów gromadą

Widma czarniejsze, na zwinnych rumakach

Spisy389 i ciała swe na spisach kładą,

I tak schyleni leżą na kulbakach;

Czasem Tatarów na stepach dojadą —

Strzelą... i pierzchną — wiją się po krzakach —

Znowu się łączą... Ałłach dają nowy,

W którym sam El Dżin szablą ściął dwie głowy.

Tymczasem wozy Borejsza odmyka,

Na szlachtę czeka, rozsuwa kolaski;

Rzekłbyś, że widzisz dobrego ptasznika,

Który otworzył swoje samotrzaski.

Leci szarego chmura wojownika,

Turkocą działa, idą z szabel blaski,

Wpadają w tabor... Wódz nie przewodniczy;

Stanął przy bramie i rycerzy liczy.

Jak pasterz stary, gdy pastuszki wiodą

Bydło, nie idzie spocząć do piekarni,

Lecz przy oborze rozlicza się z trzodą;

Tak i wodzowie — gdy są gospodarni,

Wyżsi od ludu sercem i urodą,

A jako żołnierz krwią i prochem czarni —

Nim pójdą w namiot, to wiedzą najpierwsi,

Ile kul padło w sztandar — ile w piersi.

Przed wodzem szlachta przepędza zwycięska,

El Dżin przeleciał, jak wiatr, z Tatarami;

W Beniowskim twarz się stała prawie męska,

A krew mu szablę po rękojeść plami;

Tabor jak harfa szumów czarnoksięska

Wre pieśnią — działa czyszczą żupanami,

Bowiem je wzięto ze krwią bombardierów390,

Rozciąwszy wiele czaszek i giwerów.

Pułkownik także Salmur w piersi ranny

Wzięty w niewolę; Szwed posępnej twarzy,

Piękny jak młody kochanek Dyjanny,

Który przy działach właśnie stał na straży,

Na Zygmuntówce391 miecz strzaskał, jak szklanny,

I już mu głowę mieli ściąć Tatarzy —

Beniowski strasznym przywiedziony krzykiem

Wziął go, gdy z lontem już stał nad jaszczykiem392.

Takie dnia tego było powodzenie;

Cokolwiek także wzięto karabinów,

Prochu, kul — ważne dla taboru mienie,

Droższe niż beczki pereł i rubinów.

I tak Barowi stepem szło zbawienie

I stepem szła wieść Beniowskiego czynów.

Dalsze taboru walki i turnieje

Następna wam pieśń powie i opieje.

VIII

Wystawcie sobie nową Salaminę393,

Drewnianym murem wkoło opasaną;

Wystawcie sobie idącą mieścinę,

Wystawcie sobie fortecę drewnianą;

Wystawcie sobie tę smutną równinę,

Gdzie mogiłami o wiekach pisano,

Jako na karcie najpiękniejszej świata

Najcudowniejsze dawne poemata394,

Które dziś śpiewa wiatr, gadają krzyże,

Kraczą sokoły, w szumach niosą chmury...

Dziś tabor koła posuwa niechyże

Po wielkiej trawie, a strzelb wytknął rury,

A ma na nogach swoich złote spiże —

Jak ćma, gdy złoty wąs niesie do góry,

Albo jak ślimak, co z domem się toczy,

Wysuwa rogi, na rogach ma oczy...

Wystawcie sobie, że się tak posuwa

Stepem; a wkoło są moskiewskie szyki.

Moskal — wokoło rozwinięty czuwa,

Kozackie błyszczą kulbaki395 i piki;

W środku głód wszczął się i męstwo zatruwa;

Jedzą kobyły, skóry i trzewiki,

Skra gorączkowa głodu w oczach stoi;

Nie atakuje wróg — lecz niepokoi...

Zaledwie cztery mil na dzień uchodzą —

Do Baru jeszcze takiej drogi trzy dni,

Moskale ciągle lub ranią lub głodzą;

Tatarzy stali się jak psy ohydni —

Chcą zacząć trupy jeść. — Węże się rodzą

W sercach — krew harda oczy im rozwidni;

Patrzą po sobie — i milczą głęboko,

Lecz jak szakale mają twarz i oko.

Zda się, że szczęki wzięły kształt zwierzęcy

I wyciągnęły się, zbielały zęby.

Słońce szło wyżej i piekło goręcej,

A par396 wychodził czerwonemi kłęby;

I nawet wróble, co w kilka tysięcy,

Licząc w to szczygły, czyżyki i zięby,

Żyły w taborze — ze strasznego grodu

Wygnała je dziś czarownica głodu.

I poleciały chmurą do Moskali

Ptaszęta owe, jako zdrajce397 kraju;

Głód został — i gry, w karty zawsze grali,

Brzęk złota, jak brzęk trupiego ruczaju,

Mięszał się z brzękiem rozpłakanym stali;

A głód, jak Mojżesz straszny na Synaju,

Siadł na wysokim wozie, w ognia chmurze,

Czarny, jak szabla schowana w jaszczurze398

I patrzał na tę ćmę, co stawia złoto

Na karty, i tem wnętrzności ucisza...

Beniowski jeden nad szarą hołotą

Został bez druha i bez towarzysza;

Sposępniał — smutek zrobił go istotą

Wyższą, na głód ma cierpliwość Derwisza,

Na skargi szlachty, wymówki okrutne —

Czoło spokojne, blade — ale smutne...

Jeszcze dziś odparł szturm i na temlaku399

Ma lewą rękę — noc spokojną zyska;

Postawił straże i sam na rumaku

Obejrzał tabor, wrogów stanowiska;

Pewnie noc cała przejdzie bez ataku,

Moskal zapalił czerwone ogniska,

Leży po bitwie; pora jest dogodna

Natrzeć, lecz konie chude — szlachta głodna.

Tatarzy także przy wielbłądach siedli

I patrzą w ogień straszni, zadumani...

Skra się w zrennicy suchej tak zwierciedli,

Jakby krew ludzka z ogniem były na niej;

Coś grzybów czarnych zebrali i jedli —

Może to z worków swoich ci szatani

Dobyli, aby głód umorzyć krwawy,

Straszniejszy jeszcze, niż szatańskie strawy...

Koło ich kwater przeszedł — nie zagląda

W usta, nie patrzy, co pod jataganem400;

Śród klęczącego zostawił wielbłąda

Te straszne sfinksy, będące kurhanem;

Bóg od nich jak od grobowców zażąda,

Aby krew cudzą ust wylali dzbanem,

I z prochu swego proch oddadzą cudzy

I z potępionych ludzi — wyjdą drudzy...

Beniowski przeszedł mimo. Noc gorąca,

Step parzy; niebo — choć noc — czerwienieje;

Nie było ani gwiazd, ani miesiąca,

Ani tej rosy, co po stepach sieje

Narcyzy, ani wiatru; — pieśń płacząca,

Co w ukraińską noc po kwiatach wieje,

Odezwała się; — wszystko pokój wróży,

Jednak powietrze gęste — pełne burzy...

Beniowski straże postawiwszy wkoło,

Wszedł do namiotu; tam po jednej stronie

Lirnik, na lirze położywszy czoło,

Leżał, w przegrodzie drugiej stały konie.

Namiot wyglądał odarto i goło,

Ze skór był owczych; kaganiec401 w nim płonie,

O szable różne i o bronie trąca

Blady, jak złota gwiazda czuwająca...

Lirnik w postawie lwa, na wilczej skórze

Leży na ziemi — włos ma pełny prochu,

Zwinięty, srebrny — jak gniazdo jaszczurze,

Które wylęgła krew i wilgoć lochu.

Blisko przy drugim i skórzanym murze

Siedział pułkownik; garść suchego grochu

Od Perkunasa kupił: — dał zegarek,

I ma to jeszcze prawie za podarek......

..................................................

..................................................

Pieśń XII402

Gdy więc zabrano podstępem Ladawę,

Zamek się ten stał jak główna kwatera,

Obaczono tam orła, pana Sawę403,

Pułaskich404 obu i Dumuriera405,

Wiele szlachcianek, które przez obawę

Kozaków, jako w powieści Homera

Strwożone nimfy przed młotem Cyklopów,

Zbiegły się, woląc tę szlachtę, niż chłopów.

Była tam księżna Elżbieta, co ongi

Z książęciem saskim w wiejskim pałacyku

Widywała się... i przez swe pociągi,

Perły łez, tęcze uśmiechów — bez liku

Serc zdobywała. Inne dziwolągi

W kornetach406, z kwiatem nawet na trzewiku

Jako w Noego zeszły się korabie407

W tym zamku — wojny zaczynając babie.

Jedna żądała Sasa... i fontazie408

Robiła z wstążek żółtych saskiej maści

I przypinała je, żółtej zarazie

Podobna. — Druga miała do napaści

Szkaplerze, tarte przy świętym obrazie

Loyoli409. — Trzecia, podobna przepaści

Robiła vacuum410 wielkie, jako sfera,

Sama rządzona przez słońce Woltera.

Przy niej Wybicki411 pisał pamiętniki,

Nauce baby dziwiąc się... w rozpaczy,

Że się nie uczył w szkołach botaniki...

(Nie takiej, która mówi, co kwiat znaczy,

Ale tej, która każdy listek dziki

Zwie po łacinie). Przez co się tłumaczy

Cała ówczesna Polska za nauką

Lecąca, jak dziś pan Hugo412 — za sztuką;

Jak Wagner, sługa Fausta, gap uczony,

Któremu zda się, że już wiele umie,

A jeszcze słów są ogromne szwadrony,

Których rozumem swoim nie rozumie...

Słowem, zamek był szlachtą przepełniony.

Potrzeba było jak przy morskim szumie

Używać trąby akustycznej — aby

Powiedzieć jedną prawdę, że kraj słaby.

Szlachta uczona była na Alwarze413

Przypadkowania i strachu herezji414

Przez ludzi, którzy nie patrzali w twarze,

Ale na nogi; a zaś dla poezji

Pisali złote i srebrne ołtarze,

Podobne pięknym balladom Świtezi

Lub Dziadów... w których spotykał wyrostka

Nie Gustaw — lecz Jan Kapistran lub Kostka,

Z kobiet zaś święta Tima lub Agnieszka

Z kleszczami, które rwą zęby. — Do róży

Poezji trudna bardzo była ścieżka;

Dlatego nikt nie przedsiębrał podróży.

Szlachcic, co w domku pod lipami mieszka

I Panu Bogu czasem szablą służy,

A czasem rąbał łeb przy trybunale —

Że poetycznym był... nie wiedział wcale.

Pułaski, który w szarej się czamarce415

Po salach włóczył — a czasem przez wonny

Kłąb lip wyprawiał na swym koniu harce,

Jakoby młody, srebrny anioł konny,

Gdy pod lipami stali chłopy starce

Kiwając łbami — że był jednotonny

W rozmowie, śród bab stał zawsze z daleka

I nie uchodził za orła człowieka.

Za to był pewien książę Lubor, młody,

Rumiany, pięknej postaci topornej,

Który z Warszawy właśnie przywiózł mody,

Z Warszawy wówczas jeszcze bardzo wolnej.

Ten był brylantem najpiękniejszej wody

U pań, w dowcipie na kształt żupy416 solnej

Niewyczerpany, pełny zawsze szeptów;

Bo tyle miał par butów — co konceptów...

Z nim zwykle pani Dafnicka Sybilla,

Która umiała już język francuski,

Gadając piekła raka albo gila,

Choć mówią, że ją król szanował pruski

Z dowcipu. Jakoż raz (o! krotochwila417)

Książę dowodził jej, że polskie kluski

Zowią się wszędzie z drugiej Renu strony

Po towarzystwach wyższych: pedenony.

Z czego ją wtrącił w taki gniew, że z miny

Piorunem była, a ze wzroku furią;

Bo to już wzięła za wyraźne drwiny —

Nie za dowcipu różę, lecz nasturią.

Kluski nazwała larmami z faryny418,

A księcia błaznem... bo sprowadził z gór ją

Wyższego tonu, i tonem Polaka

Przymusił zawsze bladą — upiec raka.

Tę panią zawsze wielkie myśli pasły

I książkowe ją napełniały strawy.

Ksiądz ją spowiadał chudy, mąż opasły

Nie miał z nią bardzo dawno żadnej sprawy;

Zwykle chodziła jak wulkan zagasły,

Mając na głowie wielkie sople z lawy,

Których dostarczał ognisty Wezuwiusz;

Synka jednego mając, zwała... Fulwiusz.

Wystawcie więc sobie moją Anielę

W takim żałosnym gronie ze swym tatkiem,

W którym się nagle, jak w starym kościele,

Duch jakiś rzymski pokazał przypadkiem;

Mowy miał od tych słów: — „Obywatele!

Upadających mocarstw byłem świadkiem:

Nie siarka niszczy je, ani saletra,

Ale niezgoda... pijaństwo... et cetra419!”

Takiemi mowy, sądził, że pomaga

Nadzwyczaj panom Pułaskim w robocie.

Słowem — że stał się mówcą stary szlaga

I wszystkich bardzo zachęcał ku cnocie;

A choć słów była bardzo mała waga,

Takie dziesiątki wyrzucił i krocie

I tyle skrytych ku Moskwie przyczepnin420,

Że się dowiedział o tem... tutor421: Repnin422.

A że ze słuchu tego buntowszczyka

Znał tylko, myślał, że to Galeador

Lub Artur, który dom szlachcie odmyka

I dla wolności ludu wpada w ador423;

Porwawszy więc wprzód biskupa Sołtyka424

I Rzewuskiego425, mądry ambasador,

Który przedsiębrał zawsze drogi proste,

Posłał kibitkę po pana starostę...

Pierwsza kibitko ruska! gdy w okręcie

Polskim już zamach strupiały poczuto,

Ty pokazałaś się w śniegu zamęcie

Jako ludożer pierwszy, za tą szkutą426

Płynący... Inne ryby mają cięcie,

Lub paszczę na miecz srebrzysty przekutą,

I pod wodami są okrętom piłą,

A potem — ludzi pożartych mogiłą.

Spod głębi morza nigdy nie wychodzą,

Ale chowają tam okropne głody;

Jako robaki spodom trumien szkodzą

I połykają okręt paszczą wody,

I tam w ciemnościach za trupami chodzą;

Gdy morze pełne zdaje się pogody,

Błękitne, to się w morzu gonią one

Przez głębie, mordem podziemnym czerwone.

Takie się ryby chowające w ciemni

Zowią...... nie powiem słowa, bo jest trudne,

Bo i dziś są ci morderce podziemni,

Ubrani w blaski Boże, lecz obłudne;

Bo mi jest nawet milej i przyjemniej

Patrzeć na pola Sybiru bezludne,

Na cień kibitki, która w śniegu goni,

A tak, jako ksiądz z Panem Bogiem, dzwoni.

Gdy leci, jakiś smutek goni za nią

I jakaś dziwna świętość wyprowadza

Za pola; drogi całe się tumanią,

Lasowi, zda się, że szumieć przeszkadza;

Kiedy gdzie trzodę rozbije baranią

Jak bomba, która cały szyk rozsadza,

Matki trzód, zdjęte boleścią człowieczą,

Jak za swojemi jagniętami beczą

I długo patrzą; a gdzieś potem morze

Śniegowe, słońca u wołżańskiej wody,

I czerwone ją nadsybirskie zorze,

I gdzieś, jak gromy, pękające lody,

Jakoby wielkie jakieś salwy Boże,

Ostrzeliwają... bo ziarno swobody

Wniosła na ziemię tę martwą i siną,

Którą zwie Tacyt ludów oficyną.

Taka kibitka po pana Starostę

Wysłana, biegła z Warszawy. Kibitka

Jest tu figurą; bo rzeczy są proste,

Że trakt, ta srebrna Aryjadny427 nitka,

Szkapy — na orły zmienione przez chłostę,

Poczta, ta nowa karczma neofitka

Autokratyzmu, pisarze i szczoty428

Nie były znane w Polszcze... wiek był złoty!

Złoty był to wiek: bo niewinność raju

I nieświadomość u kobiet... Ewiana429!

Nie piły jeszcze kawy, ani czaju430,

Lecz proste piwo grzane jadły z rana;

Rzadko się która kochała w lokaju

..........................................

..........................................

..........................................

Cybernetyka!431... Zda się dla ochłody

Ksantypa, która czysto dom umiata,

Na Sokratesa leje ceber wody

A potem mydli tę pochodnię świata,

Łeb inclusive432 z nosem, aż do brody.

Dobra Niemkini433! ale nie skrzydlata

Jak Psyche434 — a swe dziatki pół-niemczyki

Sadząca często do cybernetyki.

Za to mąż kąpie Poznań — a ten z wanny

Wychodząc, strząsa warkocz uperlony,

A uczesany już podług Chowanny435

Na kraj, który jak kania dżdżu spragniony...

Lecz wróćmy do Ladawy! — Czas był ranny,

Ogród srebrnemi perły uiskrzony;

Każdy kwiat, każde drzewko w perłach było,

Coś w mgłach śpiewało smętnie — i myśliło.

Powietrzna jakaś myśl i śpiew, podobny

Do requiem436... bowiem przez duchy śpiewany;

A że wiedzący przyszłość — już żałobny,

Jakby z aniołów który obłąkany

Śpiewał w szpitalu. Nie był to śpiew drobny,

Perłowy, jak dziś dzwonią fortepiany;

Lecz coś, jakoby w dalekim klasztorze

Śpiewano z wielkim płaczem „Święty Boże!”

Dawnom takiego śpiewu tajemnicy

Śledził i wyznam, żem śledził daremnie;

Czasem go słychać w letniej błyskawicy,

Czasem w błękitach gra — a czasem we mnie,

A czasem w całej wiejskiej okolicy

Słychać go — czasem zaś słychać podziemnie

Grający, z brzękiem pomieszanej stali,

Jakby w kurhanach umarli śpiewali.

Czasem nim buchnie wiatr, a czasem kłosy,

A czasem pies go usłyszy i stanie,

Nastawi uszy i najeży włosy

I warczy głucho. Czasem to śpiewanie

Usłyszy w stepach idąc żebrak bosy

I myśli, że to zebrana na łanie

Wróbli gromada śpiewa, harfa szara

Ptaszków — albo szum gruszy — albo mara...

Owiana takim śpiewem, słuchająca,

Patrz, bieży panna Aniela ogrodem,

A każdy z głosów ją aż w serce trąca,

Choć gorset, stanik złoty ma pod spodem,

Gorset ze złotej lamy, w pół miesiąca

Pod samą szyją cięty; rannym chłodem

Mrozi ją nieco wiatr, ale jej nie czuć

Zimna, bo pełna pamiątek i przeczuć.

Pamiątki smutkiem są i łzami wiszą

Na rzęsach, i są ciężarem i cieniem,

I są na twarzy jakąś wielką ciszą,

I są jakoby jej czoła uśpieniem,

Gdy usta niby przeczuciami dyszą

I oświecają koralem, płomieniem

Jej twarz, i czasem biegają po licach,

Czyniąc widniejszy smutek — w błyskawicach.

Za nią na zamku wszystkie okna gorą,

Jak rząd płonących jasno meteorów.

Tam kląby, brzozy z osrebrzoną korą

Różane teraz słońcem; tam z kolorów

Malw — niby tęcz się zapala siedmioro

Około różnych posągów, upiorów

Dawnego świata, tam pomiędzy róże

Stoją rzezane marmurowe kruże437.

Dalej staw; i tam zaczyna się miła

Zieleń drzew, głębsze, wilgotniejsze cienie,

I Anielinek chatka, jak mogiła

Pamiątek, i te pod chatką siedzenie,

I ta gołębi chmura, w którą biła

Jutrzenka jak w mgłę białą; i wspomnienie

Siedziało przed tą chatką, jak Noemi

Lub Ruth438, spuściwszy włosy aż do ziemi...

Dziwnie, że czasem cały duch obrazu

Wymaluje się nam jako cherubin

I stanie w myśli widzącej od razu,

W oczach szmaragdy mając, w ustach rubin

I gwiazdę na kształt bladego topazu

Ponad warkoczem! Jest to duch zaślubin

Z naturą, który nad Dźwiną i Preglem439

Chodzi w surducie i zowie się Heglem.

Ale Aniela — do Heglistki wcale

Nie dorośnięta, bliższa Afrodyty

Pięknością — taka święta, że na fale

Stawu wejść mogła, i staw nie rozbity

Nosiłby nóżki jej... Jestem w zapale!

I oto mówię, że piękność kobiety

Nie jest, jak mówi ksiądz, czartów ułuda,

Lecz może — w duchu będąc, robić cuda!440

Aniela była taką duszą; ona

Z Beniowskim tworzy jednego rycerza

I bohatyra. Polska przez nią śniona

Świętą jest, wielką; z góry już uderza

Duchem na wszystkie słowiańskie plemiona

I do żywota budzi i przymierza;

Wielka i silnym podniesiona lotem

Nad ludy, w ludach żywot budzi grzmotem.

Co piorunami ognistemi lunie,

To coraz jeden grób oddaje ducha!

Zagotował się żywot w każdej trunie441,

Zniedokwasiła się zgnilizna, słucha

I wstaje... Kiedyż, o Boży zwiastunie,

Gołębiu, który szepcesz mi do ucha

Te straszne rzeczy, zrobisz taką ciszę,

Że Polska to usłyszy, co ja słyszę?

Nad morza teraz uciekam, i blade

Tęczą nadmorskich kwiatów, wietrzne pola

Depcę, a wielkich duchów o poradę

Pytam; i często piorunowa wola

Ściąga mi taką moc, że ręce kładę

Na wiatrach, jako na harfy Eola

Strunach, i gra mi wiatr jak najboleśniej,

A ja posyłam na północ te pieśni.

Na północ je posyłam — miejcie czucie!

Bo kiedy głuchy grzmot bez żadnej chmury

Słychać — i kiedy słychać jakieś kucie

Jakby podziemnych zbrój, i kiedy z góry

Słychać jakoby sztandarów rozprucie

I szelest, niby orzeł je w pazury

Chwytał i ciągle darł, jak stare szatry —

Słuchajcie! to ja błogosławię wiatry.

I gdy na sennych was uderzą strachy,

I gdy zbudzicie się w łożu spotniali

I usłyszycie, że drżą wasze dachy

I tak trzaskają, jak kość, gdy się pali;

Kiedy was weźmie zimna śmierć pod pachy,

Boga pokaże i przed Nim powali,

A będzie ziemia cicha jak mogiła: —

Słuchajcie! — bo ten strach, to moja siła!...

Kiedy nie wiedzieć skąd, dziecko się małe

Rozpłacze, rączki założy na głowie,

Wpatrzy się w ciemność i stanie się białe,

Jak próchniejąca wilcza kość w parowie;

Gdy włoski staną mu jak zmartwychwstałe

I przedrzy wielki strach, i nic nie powie,

A co innego wam w uśmiechach skłamie: —

To mój go porwał wiatr i moje ramię...

Kiedy wyjdziecie na ziemię różaną

Rankiem, a o mym duchu śnić będziecie: —

Trzody leżące na kurhanach wstaną,

Owce się ruszą, perły łąk — znajdziecie

Tę okolicę całą zasłuchaną

W powietrze, w dźwięki, w smutek. Jeśli w lecie

Żeńce na polach żną, to przy kopicy

Siądą, jak dawni rzymscy niewolnicy

Smętni i groźni: to moja daleka

Moc i pieśń, która serca przeobraża

I niewolnika przedzierzga w człowieka.

Ale cóż znaczy moc i pieśń harfiarza?

Na powieść moją smętną człowiek czeka,

A mnie odleciał anioł, który stwarza;

I muszę przestać strofy, która ludzi

Łamaną sztuką bawi — a mnie nudzi.

Pieśń XIII442

Był nad Anielinkami jakiś śpiew aniołowy

Nad chatą... — Może to brzóz rozczesane warkocze

Bijąc o ściany białe, lekko wschodem różowe,

Sprawowały te szmery bolesne i prorocze...

A chata świeciła się na kształt złotej pochodni,

Właśnie jak gdyby zleciał jaki anioł przedwschodni

I stanął na zieleni. A dalej mgłami siny

Gaik, który otaczał szmaragdową lewadę443;

A około gaika malwy i georginy,

Jakbyś gwiazd aniołowych zapaloną gromadę

Widział w cieniu — tęczami gaj opasywały,

Ptactwo dzwoniło w lutnie — i kaskady grały.

Panna Aniela, widać, że listownie wezwana,

Biegła i otworzyła chatkę swoją zamkniętą.

Ta była cała cicha, także wschodem rumiana,

A pachnąca rezedą wskroś obsianą i miętą,

I ściany z cedrowiny dyszały mocną wonią,

A cichość była taka, że słyszałeś jak ronią

Za oknami Najady444 swe łzy, perła po perle,

I po skałach rzucają przeczyste diamenty

..................................................

..................................................

..................................................

..................................................

Beniowski stanął przed panną Anielą;

Lecz jak zmieniony — ach, w jakim żupanie!

Jak żebrak — łokcie podarte się bielą,

Guziki wiszą, buty... Boże Panie,

Jak wieloryby, kiedy się ośmielą

Wyjrzeć nad morza błękitne otchłanie

I westchnąć — Taki... ach! czy moje usta

Wymówią — stanął na kształt drapichrusta445.

Aniela zlękła się; bo nigdy w życiu

Nie wystawiała sobie bohatéra

Kochanka w takim okropnym rozbiciu

Majątku. A on, żałosny kostyra446,

Stał przed nią... w strasznym bardzo nieutyciu —

Pół Don-Kichota, a pół króla Lira;

Bowiem zupełnie był bez przytomności,

Jak Lir; a skórę miał tylko i kości,

Jak Don-Kichote. O! jeśli myślicie

Z Heglem, że czysta idea, na świecie

Zjawiona, wszędy w swoim innobycie

Żyje, to w całym Ladawy powiecie

Nigdzie w smutniejszym ona wołokicie447,

Nigdzie na gorszej nie była dyjecie448,

Jak w tym człowieku, ta idea czysta,

Z którą on cały wyglądał — jak glista,

I może nawet skutkiem tej idei

Czystej wychudł tak nieszczęsny nieborak,

Jako poeta, który wiersze klei,

A nie jest ani sektarz ani dworak.

A może też był w krainach nadziei,

Gdzie go zaniosła chuda klacz Elborak449,

Mahometanka, którą dla igraszki

Borejko Litwin wprzągł do kałamaszki450,

Spotkawszy ją gdzieś koło Bałty451. — Nie wiem...

Ale to tylko wiem, że pan Beniowski,

Nie goniąc wcale pod żadnym modrzewiem

Za Świtezianką, miał butów podnoski

Podarte, albo spalone zarzewiem,

Jako u Danta, gdy ten śpiewak Boski,

Emigrant jak ja, wpadł między straszydła,

Co z kości miały pierś, a z ognia skrzydła.

Beniowski w krótkiej nadzwyczaj włóczędze

Poznał tajemnych rzeczy bardzo wiele.

Mówią, że spotkał jak Makbet trzy jędze

Na pustym stepie; że w starym kościele

(Wszystko znalazłem w jednej dawnej księdze,

Którą na półkach mam oprawną w cielę452)

Że w starym, mówię, kościele raz zasnął,

A w kościół lunął deszcz i piorun trzasnął.

I bohatera mego jasne oczy,

Błękitne, wielkim swoim płomieniskiem

Oćmił; ślepego chwycił duch proroczy

I zrobił widzeń złocistych igrzyskiem.

Chan Giraj chciał mu dać dziesiątek koczy453

I zrobić wodzem nad tym koczowiskiem;

Ale odłożył to na czasy drugie,

Krótki w nim widząc wzrok — a myśli długie.

Borejsza Litwin potem go kaptował

Dla Radziwiłła; lecz mój Węgro-Słowak

Proroczym duchem Litwina zgruntował

I odpowiedział ni tak ani owak.

Litwin jak ślimak zaraz rogi schował

I jak za węży Coopera454 Pothowak

Utonął w gęstych traw stepowych wniki

I ponurtował w swój las — w mateczniki.

Lecz pierwej ostrzegł Chana, a prywatnie,

Po przyjacielsku, usta w same ucho

Włożywszy, że się Beniowski w ostatnie

Zgrał i przed sądów ludzkich zawieruchą

Uciekł; dlatego na strzały harmatnie

Szedł tak odważnie i z taką otuchą,

Jak Achill, bo też spod prawa wyjęty,

Nie mógł być ranny nigdzie, tylko w pięty.

Dodał, że to jest duch francuski, z duchów

W Polszcze najgorzej uważany... nawet

Wyklęty; że jest takich wiele zuchów,

Więcej niż harmat w Nieświeżu455 bez lawet,

Więcej niż w Chana wojsku jest kożuchów,

Więcej niż w kłótni gorzkich słów wet za wet

(Przedrabowawszy456 wprzód Lindego słownik457)

Tygodnikowi oddał Orędownik458.

Dodał, że każdy taki duch francuski

Jest pod klątwami wielkiemi kościoła;

Że jeden się udławił, jedząc kluski,

A inni, chociaż wesołego czoła,

Schną wewnątrz, jakby je kwas palił pruski

Albo Cyrcejskie459 zaraziły zioła

Świniną. — Nie mógł dociąć niczem lepszem,

Bo Chan Beniowskim wnet zbrzydził, jak wieprzem.

I gdy mój rycerz po spaleniu Bałty,

Na co Chan patrzał z wieży, klaszcząc w dłonie,

Myślał i roił — (o jak piękne kształty

Imaginacja ma, kiedy rozpłonie

I rozumowi zadająca gwałty

Gmachy buduje na tęczy ogonie!)

Gdy rycerz, mówię, mój już roi bosko

Z Tatarów — legią niby jakąś włoską

Po jasnych polskich polach latającą,

Dębowych ciemnych lasów oboźnicę,

Chmurę, w której się blaski mieczów mącą,

Tak, że ją bierze chłop za błyskawicę,

A w nocy widząc, za chmurę idącą,

Co wszystkie niebios zabrała księżyce,

Zwinęła w jeden kłąb i mgławo płonie,

Miesiące w srebrne zamieniając konie...

Gdy marzył, mówię, że taką wiatrówkę

Z szarych złodziei i cichą harmatę

Będzie miał wkrótce na komenderówkę,

Gdzie zechce, całą narazi na stratę,

Zgubi w stepowym tańcu jak podkówkę,

Razem z nią legie burłaków460 brodate

Zgubiwszy, tak że (przechodzi mnie mrowie)

Ruski historyk, o niej... nic nie powie!...

Gdy marzył, mówię, tak i rósł w niebiosa

Nadzieją przyszłej sławy, — aniołowie

Ugwiazdzonego nad nim stali włosa

I owej myślą stawianej budowie

Runąć kazali, strzeliwszy z ukosa

Słońcem po kolumn fantastycznych głowie.

Tak, że z rubinów wzięły blask niezwykły

I szmaragdami stały się — nim znikły.

Spyta mię teraz kto: czyliż nie lepiej,

Aby ci zacni aniołowie Bozi461

Pomogli byli ręce, która szczepi

Strach i śmierć, — szabli, która wroga mrozi

I często krzyżem płomiennym oślepi,

Zrobiwszy z siebie krzyż i wiatr?... Ambrozji

Gdyby naleli byli w życia czarę,

Nim usta stracą smak i w ten smak wiarę?

Czyliż nie lepiej, aby w trochę ciała

Oblekli byli marzenia młodości?...

O Trojo! jeszczebyś aż dotąd stała

Pełna cnót dawnych, starych, — i miłości...

Jak dawny kościół cedrowy — spróchniała,

Gdzie jednak Boża woń aż dotąd gości,

A często belka stara w oczach ludu

Rozkwitnie różą lub narcyzem cudu.

Bo i z tych starych łbów szablą naciętych

Mogłaby jeszcze wykwitnąć myśl duża,

Piękniej niż dzisiaj; bo jak z ducha świętych,

Większy by wyszedł kwiat, pełniejsza róża!

I na turkusie skrzydeł rozciągniętych

Mogliby swój duch za anioła stróża

Postawić światu, gdybyś ty był, Panie,

Aniołom twoim kazał mieć staranie

O tych dzieciątkach starych! A to oni

Nie pożegnawszy nas nawet, i woli

Nie zostawiwszy względem starej broni

I względem swojej puścizny462 i roli,

Odeszli... Ucho jeszcze nasze dzwoni

Brzękiem ich szabel, serce jeszcze boli

Bolem ich serca; lecz pełna zamętu

Myśl, bo odeszli nas — bez testamentu.

Któż słyszał jakie tajemnicze słowo,

Na którem stanąć mogliby synowie?

Wszystko śpi głucho pod deską grobową!

Kto co od trumien zasłyszał — niech powie,

A odbudujem całą Polskę nową

Na tym jedynym, tajemniczym słowie!...

Na tę myśl anioł się we mnie uśmiecha

A razem pełny łez... Cóż? nigdzie echa!

Nigdzie!! Tylko ten rym tętniący bieży,

Jakoby w rzymskiej ruinie kaskada,

Co skrzy i błyska i dymi i śnieży,

I płacze i grzmi i jęczy i gada —

I swój nimfowy włos tęczami jeży,

A spodem głazy powoli wyjada

I tak przy słońcu i tak w blask miesiąca,

Jak Chrystus... ciągle w sobie pracująca.

Więc pod tym grzmotem, pod temi kolory

Jest dziwna, smętna praca; bo to nie to,

Że z myśli różne leją się upiory,

Że z pełną jestem wymyśleń kaletą463;

Ale wierzajcie... żem rymu podpory

Podłożył sercem — i to moje veto

Przeciw fałszowi kiedy duch mój rzuca,

To więcej mię to kosztuje — niż płuca...

Otóż Beniowski mój powrócił z Wschodu

Właśnie jak veto żywe, lecz obdarte

I biedne; doznał pierwszego zawodu,

Przewrócił tego świata pierwszą kartę

I przyszedł jako nędzarz do ogrodu

Pokazać serce, które więcej warte,

Niż to, co za nie dawali na świecie

Ci, co kupują serca na tandecie.

Mroczny, wstydliwy, z pochyloną głową,

Po przywitaniach pierwszych rzekł: — „Hrabianko!

Przyszedłem wrócić tobie twoje słowo,

Oddać pierścionek; żadną odtąd wzmianką

Nie będę trudził twych myśli — grobową

Ziemią zasypię oczy... Podolanko,

O! Podolanko piękna, bądź mi zdrowa!

Daruj, że w takim stroju, takie słowa...”

Tu zaczął jąkać się, bo kawalerstwo

Żywe lękało się w nim jakiej wzgardy;

„Daruj, rzekł, dawne z twym sercem braterstwo,

Dawne twe łaski — a teraz los twardy

I moje, patrzaj, żebrackie żołnierstwo

I różne życia mojego azardy464,

Szczęście wczorajsze i ta, co mię pędza

Po czarnym świecie, ta dzisiejsza nędza,

„Gdy porównane w twojej myśli staną,

Może wycisną łzę, o moja pani!

Bądź mi na wieki teraz pożegnaną,

A nie idź za mną, bo ja do otchłani

Idę.” — To mówiąc, twarz swą obłąkaną

Obracał wszędy, jakby go szatani

Ścigali, nawet nie dając pokoju

U stóp kochanki, przy brzęczącym zdroju,

W pasiece leśnej. A do niego ona,

Z oczu zdziwionych czyniąc słoneczniki,

Bo słońcem była zrennica zatlona,

A rzęsy pełne pereł, jak promyki

Świeciły wkoło; a głos z głębi łona

Wychodził cichy, lecz straszny i dziki —

„Co? rzekła, po toś przybył i mnie z domu

Kazał dziś witać siebie po kryjomu,

„Abym słyszała, ja, która tak wiszę

W powietrzu, jako ta smętna kaskada,

Abym słyszała to, co teraz słyszę,

Że skała, z której ja lecę — upada?

Ty, coś mi sercem Czarnego Zawiszę465

Przypomniał — ty wódz tego ludzi stada,

Ty, przez tę szlachtę z wszystkiego odarty,

Sam drzesz ostatek szczęścia? Cóż ty warty?

„Powiedz! Więc i ty na sercu kaleka?

Nie mogłeś wiary zrodzić w serce moje?

O, trup ty! stójże ode mnie z daleka,

Bo ja się próchna i robaków boję.

Cóż ja kochałam, kochając człowieka?

W cóż ja wierzyłam, wierząc w serce? Stoję

Jak nad przepaścią jaką — sama jedna

I opuszczona wiecznie — o ja biedna!

„Gdy patrzę w oczy twoje, widzę jasno,

Że ty naprawdę żegnasz... Wieki miną,

Te gwiazdy, które dziś świecą, zagasną,

A nie odmieni się sercom, co giną,

Nic a nic! Lecz ty nie przez duszę własną

Tak postępujesz ze mną, z tą jedyną

Duszą, co tobie spadła jak z miesiąca466

Siostra i matka razem — i służąca.

„Musi być jakaś okropna przyczyna

Tego rozdziału, tej bolesnej rany,

Którą mi dajesz w serce; bo ta sina,

Bo ta wychudła twarz i te łachmany,

Na które patrząc, strach mi głos ucina,

Są przecież ludzkie; a ty jak szatany

Zimny, choć oczy twoje łzą zabiegą,

Masz w skrzących oczach coś nieczłowieczego!

„Powiedz mi, skąd ten blask i takiej dumy

Rys na twym czole? Co? tyś przeciw Boga

Wstał... Co? nie prawda? Słyszę jakieś szumy

W tym lasku, tam na step wychodzi droga...

Choćbyś ty wodzem był upiorów dżumy,

Choćby na twoich piersiach była sroga

Śmierć, jako piorun przychodząca Boży

Głowie, co na twej piersi się położy;

„Ja... kiedy patrzę na świata pustkowie,

Kiedy... a wszystko obejrzałam wzrokiem,

To czuję, że to jedyne węzgłowie,

Ta pierś oblana moich łez potokiem...

Tu na kamieniu tym żałośnej głowie

Pozwól poleżyć — reszta jest obłokiem,

Reszta jest niczem — ten świat, ziemia cała...”

Jękła, przegięła się w pół — i omdlała.

Beniowski w trudnej bardzo pozyturze

Stał, bo ją trzymał w pół upadającą.

I razem słyszał, jak się leśne róże

Ruszyły, uczuł i mróz i gorąco —

Usłyszał bowiem szelest, i na wzgórze

Podniosłszy oczy, spojrzał — na patrzącą

Parę schowaną w kaskadowym pyle

I w różach... ujrzał Dafnicką Sybillę

Z księciem Luborem! Wnet poszedł do głowy

Po rozum i choć, zda się, nie wart grosza,

Żebrak — postąpił jak hetman niżowy,

Ludzi dobywszy sobie zaraz z kosza;

Wystrzelił, a na strzał pistoletowy

Zbiegła się jakaś okropna wołosza467

Różnego stroju, barwy, różnej broni,

Ludzie, od których człek uczciwy stroni.

Ci wszyscy, słuchać nauczeni giestu,

Poszli na wzgórze; i po krótkiej chwili

Brzęku, bo książę bronił się — szelestu,

Bo się trzepała leksza od motyli

Pani Dafnicka, dawszy we czterdziestu

Radę i księciu i pani Sybilli,

Jako rycerskie pozwalały czasy,

Z parą tych jeńców żywych — poszli w lasy.

Za niemi poszedł Beniowski, a krzywa

Zda mi się bardzo teraz jego ścieżka!

A przy Anieli sennej niańka Diwa

Płakała. — Taka w tym kraju zamieszka

I taka była wtenczas nieszczęśliwa

Krwią zamieszona różnych żądz lemieszka468,

I taki rycerz mój, co po buzdygan469

Idąc, zaczynać musiał jako cygan.

Pieśń XIV470

I

W złotej Ladawie dopiero wieczorem

Spostrzegła szlachta, że pani Sybilla

Z księciem, którego nazwano Luborem,

Zniknęła. Oknem patrzano co chwila,

Czy gdzie nie widać ich zajętych sporem

O wiersz Homera, Danta lub Delilla471;

Ale nie, nigdzie o nich ani słychu...

Liście w ogrodzie szeptały po cichu.

Ale w tych szeptach, co się anielskiemi

Wydają, kiedy brzoza z brzozą gada,

Żaden szept głośny dźwięki francuskiemi

Nie szepnął. Więc żart powiedział nie lada

Kaźmierz Pułaski, że ucho do ziemi

Po wojskowemu przyłożyć wypada

I słuchać. Na to księżna rzekła sucho,

Aby przyłożył do księżyca ucho —

Bo pewnie na nim są. Więc Amfitryjon472

Starosta bardzo przytoczył ciekawie

To, co o żonach rzekł filozof Bijon473,

Że jeśli piękną weźmiesz, toś w obawie;

A jeśli brzydką, toś unieszczęśliwion...

Dylemma474, które w wielkiej było sławie

Za Jezuitów, w filozofii klasach,

Bo myśl w nim chodzi tak, jak na zawiasach.

Jednak zaczęto się lękać, gdy stary

Zegar już dzwonił dwunastą godzinę,

A szlachta wina dolawszy do miary

Była w fantazji... zdjąć pozłotowinę

Z księżyca lub wsiąść zaraz na bajdary475

I przez Dniepr płynąć albo też przez Dźwinę

Po szóstą świata część, której odkrycie

Przeczuła — łowiąc muchy po suficie.

I nie dziw, bo świat ich już był opalem

I tęczą, i gwiazd pełną i promieni,

Za którą złota stała Jeruzalem

Drzew szmaragdowych pełna i kamieni,

Z których jeden jest męczeńskim koralem

I ciągle od krwi polskiej się czerwieni;

A bramy, co się przed polskiemi berły476

Odemkną, z łzy są jednej, z jednej perły.

Takie się miasto z nich każdemu śniło,

A każdy widział podobnie, jak drugi.

Najbliżej bram był szlachcic Poletyło,

Który pod stołem już leżał jak długi.

Od lotu, widać, nazwisko mu było,

I dotąd, widać, pradziada zasługi

Lotne działały w synie477, że uderzał

Skrzydłami o strop — gdy pod stołem leżał...

...............................................

...............................................

...............................................

...............................................

II

„Podobnie owo oczu się zamknięcie

Zdarza Homerom... Więc bądźmyż my ślepi

Na to, co nasze wielkie przedsięwzięcie

Na przyszłość może tutaj nędzy szczepi;

Puściliśmy się już na tym okręcie,

A więc nikt nie mów, że byłoby lepiéj,

Gdybyśmy byli nie rzucali brzega.

Kto z nami umrzeć chce — ten nasz kolega.

„Wszyscy my bracia!” — Tutaj go powoli

Serce wynosić jęło z retoryki. —

„Wszyscy my bracia! bo równo nas boli

Serce, i równe mamy pamiętniki

W duszach ojczystej sławy i niedoli;

Król narzucony, obce rozbójniki

W kraju, francuskie duchy obok tronu,

My jedni, jakby wodze Askalonu478

Z krzyżem na naszych piersiach i sztandarach,

Z łachmanem niby ostatnim bławatu,

Na ukraińskich gołych wichrach, jarach,

Przeciwko wrogu... ba i przeciw światu.”

To mówiąc, w takich był Potocki żarach,

Takiego dostał na policzkach kwiatu,

Jak Achill, kiedy mieczem chce ciąć głosy,

A duch Minerwa chwyta go za włosy.

Wtem jeden szlachcic krzyknął: „O głos proszę!”

Szlachta zwróciła nań oczy ciekawie;

A on z powagą wielką: — „Oto wnoszę,

Abyśmy pana Podczaszego sławie

Wznieśli kolumnę.” — Ja, co kwiaty koszę

W nezabudkowej przeszłości murawie,

Musiałem i tę wspomnieć mowę walną

Szlachcica — co miał myśl monumentalną.

Wniosek ten jednak znikąd nie podparty

Upadł, lecz pana Podczaszego zmieszał.

Obaczył, że to lwy są i lamparty,

Że ten, co go czci, jutro będzie wieszał;

W górę więc swój łeb trzymając zadarty

Rzekł: „Kolumnami Waść nie będziesz wskrzeszał

Ojczyzny ducha... Pierwej trzeba było

Nad Sobieszczyków je wznosić mogiłą!

„Toby Waść, w szkołach będąc małym żakiem,

Napoił się był tej kolumny wonią

I wiedział, jakim trzeba być Polakiem,

Aby kolumna ze złocistą skronią,

Z ogromnym białych posągów orszakiem

Szła na grobowiec, i nad czasu tonią

Na kształt świętego pozostała drzewa,

Co, zda się, oczy ma, a sercem śpiewa.

„My ledwie warci... o jak serce boli,

Że może i to nam wzbronione, Chryste!

My ledwie warci, że pacierz sokoli

Będzie po krzyżach szedł w powietrze mgliste,

Że wróbel, który po śliwach swawoli,

Słysząc... a światło niech im wiekuiste.”

...............................................

...............................................

...............................................

...............................................

III

„Ale w nas obu jakiś nieśmiertelny

Grzmot słychać, duszę jakąś doskonałą,

Która jak rycerz występuje dzielny,

Gdzie trzeba, i wnet ubiera się w ciało.

A że my straszni, to Bóg wie piekielny,

Bo zawsze na wspak stawia swoje działo

I wichrem strasznym obu nas rozdziela

I w oczy garścią nam piorunów strzela,

„Gdy chcemy naprzód.” — Rzekł; a w całym gieście

Był taki straszny, że szlachta struchlała

Mówi: — „Chorobę ma wielką... boleście479

Rumatyczne480 mu nadłamały ciała;

O wiecznym jakimś mówił manifeście,

O włóczni — widać, że w boku została

Włócznia kozacka, którą pod Winnicą

Dostał w bok...’’ Szepcą z wielką tajemnicą,

Ażeby Żyda powiesić felczera,

Co nie namacał jej, a rzekł, że trzyma.

O! jakże trudno służyć za Homera

Szlachcie i ciągle za nią iść oczyma!

Pułaski na nich plany swe opiera;

Jemu już w oczach gdzieś karpacka zima

Srebrna, bez dachu i nawet bez płota,

Jednemi tylko sztandarami złota

I ukwiecona świeci się a oni

O powieszeniu Żyda radzą z boku!...

Rzekniesz o wiośnie — to zaraz Fawoni481

Z trawkami igra nad brzegiem potoku;

Z tej legii, która po husarsku dzwoni

I w historycznym gdzieś dawnym obłoku

Podnosi miecze ogromne jak młoty

I rząd łabędzich skrzydeł zorzą złoty

Rozwija... z tego dawnego husarza,

Co za Krzyżakiem pędzi się śród błonia,

W kark dzidę swoją mu zabójczą wraża,

Hełm na hełm, konia mu wsadza na konia

I z trupem lecąc, szeregi przeraża,

Bo zda się, paszczę trupa w siebie wchłania

I w strzał srebrzystych mogilnej zamieci

Do piekła, jak coś skrzydlatego, leci...

Zamiast straszydła tego, co na sztabę

Człowieczą wskoczył, zgniótł w skrzydłach i w rękach

A potem rzucił ścierwo w kruki rabe482

I dalej leciał, słyszany po jękach,

A potem w domu ściskał swoją babę

I o Chrystusa czerwonego mękach

Śpiewał żałosne godzinki... mam oto

Na Boga! salę mam ogromną, złotą,

Wielką figurę, w szarym szarafanie483,

W amarantowej czapce aksamitnej,

Na szabli; i mam drugiego, mospanie,

Rycerza wielkiej zrennicy błękitnej,

I mam ogromną wojnę. Bożą w planie,

Podobną wojnie jakiej starożytnej,

I mam podolskich tyle wonnych kwiatów,

I mam ten miesiąc biały — hostię światów.

...............................................

...............................................

...............................................

...............................................

...............................................

...............................................

IV

Czuje już szlachta, że nie o to chodzi,

Aby wypędzić króla i Moskali;

Tu duch powstaje, a Pan Bóg dowodzi,

A zaś szaleństwa pełna druga szala...

Gdy mówił, drugi chwiał się na kształt łodzi

Gdy przywiązaną ciągle chwyta fala;

Potem rozpłakał się i na kolana

Padłszy, rzekł: — „Imię przenajświętsze Pana!”

I omdlał; potem przyszedłszy do siebie,

Rzekł: — „Więc ty wszystko wiesz, i tę decyzję,

Która już teraz zatrzymana w niebie,

O którem miałem taką straszną wizję,

Żem stracił rozum” ........

.....................................................................

.....................................................................

.....................................................................

V

A w grotach były światła zapalone,

Tak, że się z każdej lała jasność żywa

Wodzie, i słupy rzucała czerwone

Po stawie, co się wahał jak oliwa.

W jednej z grot, jako Walkirie484 szalone

Stały trzy wiedźmy i staruszka Diwa,

Natknąwszy szarej do włosa szałwii,

Z wielkim pieniądzem na czerwonej szyi.

Ta coś wróżyła — a szlachcice starzy,

Siedząc przy dzbanach cynowych, słuchali;

Panna Aniela, widząc tych husarzy,

Ten ogień, wiedźmy — a wszystko to w dali

Jeszcze straszniejszej nabierało twarzy —

W podskalnej, drzewy485 ocienionej sali

Zlękła się; dziewczę drzącą wzięła ręką

I całą grotę obeszła z Helenką.

I tak obiedwie strwożone dzieweczki,

Obiegłszy grotę, zbliżyły się do niéj

Przez inne kręte i ciemne ścieżeczki,

Brnąc po pas w różach, lilijach, lewkonii,

I pod most weszły bardzo małej rzeczki,

I tam w lilijach podobna Dziewonii486

Hrabianka rzekła: — „Tu nam doskonale,

Ale co dalej robić, nie wiem wcale.”

Na to Helenka: — „Ja tam, panno droga,

Muszę pod sosną być, gdzie pan nadjedzie.

Wielka to bardzo dla mnie biednej trwoga,

Bo może kogo on z sobą przywiedzie.

Wtenczas nie ujdzie ani jedna noga,

Będą strzelali... a ja tam na przedzie

W mojej błyszczącej zaścierce487 stojąca

Kulom jaśniejszą będę od miesiąca...

„Ot serce mi tak przewidując puka,

Jakby mnie oni mieli trafić kulą.

Myśl we mnie dawnych smętnych piosnek szuka,

Które ja w chacie śpiewała z matulą,

Oj! jeśli mnie ta wróżba nie oszuka,

Każ mię panienka śmiertelną koszulą

Okryć i grzebać ze świecami jasno,

Jakby ja była ptaszką twoją własną.

„Każ mię tam, panno, pogrzebać pod gajem,

Gdzie my chodziły często po czernice488;

Bo już nie przyjdę więcej z korowajem489,

Nie ustrzygą mi włosów mołodyce490...”

Na to Anielka: — „Więc tu nad ruczajem

Zostań, ja pójdę tam, zakrywszy lice;

A ty idź, powiedz, niech piastunka Diwa

Wcześnie z tą szlachtą ratować przybywa.”

„Nie! tak nie można, rzekła tamta druga,

On pozna pannę po jedwabnym stroju;

Niech już ja na to odważę się, sługa,

W białej koszuli, w malinowym zwoju.

Panienka nie wiesz, jaka męka długa,

Jak to nie można twarzy obmyć w zdroju,

Jak to wstyd długo rumieńcem maluje,

Gdy pan obejmie stan — i pocałuje!”

„Dlaczegoż ty masz...? krzyknęła Aniela,

A potem rzekła: Co? czy nie masz noża?

Ja ci przysięgam w imię Zbawiciela,

Że gdybym sama była śród rozdroża,

A była za mną przepaść i topiela

Pełna gdzieś na dnie ognistego morza,

Skoczyłabym w nią prędzej, niżby kto mię —

Nie, nie — nie można żyć po takim sromie!

„Nie idź tam, ja ci zakazuję, proszę,

Helenko moja, nie idź!” — Na to ona:

„Z konia nie zsiądzie to złote panosze491,

Szabli nie rzuci i szlachtę pokona.

Niech już ja, panno, mój wstyd sama noszę,

Złoto ja wzięła — ot mi z pokołona

Brzęczą pieniądze jego; ja bogata,

Złotem i wstydem wykupiła brata...”

Na to Aniela: — „W imię Pana Boga,

Ja mu to złoto czarne oddam sama!

Panie Branecki492, — wykrzyknęła sroga, —

Otworzy ci się nasza dworska brama!

Przysięgam, wyjdziesz, i więcej twa noga

Tu nie postanie! to twój ślad — to plama —

Helenko, razem pójdziem pod sosenkę...”

To mówiąc, już szła i wlokła Helenkę.

Było maleńkie w Anielinkach wzgórze,

Gdzie jedna sosna między inne drzewka

Złocistsze, między kaliny i róże

Weszła i stała, jak smutna Litewka493...

Tam było miejsce pod drzewem nieduże,

Strumień i jego szemrająca śpiewka,

Dobrze obrane miejsce na dziewiczą

Schadzkę, z Egerią494 jaką tajemniczą.

Gdy się zbliżyły, ujrzały z daleka

Dwóch konnych; był to pan Branecki w burce

I przy sobie miał drugiego człowieka,

Z którym rozmawiał o starosty córce.

Ona słyszała, jak ją on wywleka

Z komnat dziewiczych; jak myśli jaszczurce

Pozwala łazić po niej; jak ją plami,

Mówiąc o wdziękach brudnemi ustami.

„Co myślisz, mój ty Dzierzanowski495? rzecze,

Czy w Indiach, twoje musztrując Cypaje496,

Widziałeś jakie oko, co tak piecze

I tyle ognia pod spojrzeniem daje?

Jeśli tu z naszych kto szponów uciecze,

Król powie, żeśmy obadwa mazgaje,

Żeśmy tu poszli szukać tylko sińca,

A nie przywieźli żadnego gościńca.” —

Na to pan Dzierzwa–noski... kłamca wielki,

Lecz człowiek tylko zepsuty w połowie:

„Ja trzymam tylko się każdej butelki,

Bom w Indyach stracił tę rzecz, co się zowie

Miłością. Miałem harem i ród wszelki,

I przynieśli mi syrenę Bonzowie497,

Co miała ogon rybi i dwie twarze,

A sam uczyłem ją grać na gitarze.

„Otóż kiedy mię raz uśpiła śpiewem,

Śpiewając jako maleńkie słowiczki —

Było to, pomnę, pod korkowym drzewem,

A nauczyłem ją jednej kantyczki —

Otóż widząc mię, że śpię, w ręku lewem

Mając gitarę, a w prawym nożyczki...”

Branecki przerwał: — „Podcięła jak szczygła!

Czemuż języka tobie nie ustrzygła?

„Ja ci o ważnych rzeczach, mój Dzierzasiu,

Gadam, a ty mi znów kłamiesz bezczelnie,

Jak tam się w jakimś kochałeś karasiu;

Gdy strzelasz, strzelajże przynajmniej celnie...

Lecz co to widzę? tam na pozalasiu

Jakieś światełka. Cóż to mojej Elnie498,

Że nie przychodzi? Czy bierze z migdałów

Wannę?... Słyszałeś? co to? kilka strzałów!...

„Zda się, że gdzieś tam we dworze strzelono.

Czy nie słyszałeś nic? Dali-Bóg, bójka!

Ty jedź do zamku, a ja inną stroną.

Każ, niechaj w bryczce będzie moja trójka...

Patrz, patrz, patrz! brzozy poza nami płoną!

Dobrze, że drutem podszyta ta czujka499!

Jedź! lepiej, że dwie obierzemy drogi —

Strzelają — słyszysz, mój Dzierzasiu? w nogi!”

To rzekł, i rzucił się na bok w gęstwinę,

Gdzie mu gałęzie od drzew zawadzały.

Wtem... pannę spotkał i białą dziewczynę

I cofnął od nich konia, choć był śmiały.

Myślał, że duchy po księżycu sine

Na drodze jemu zachodzą od skały;

A one obie także, jak łabędzie,

Śród brzóz czekały strwożone, co będzie.

Wreszcie Aniela, już strzelaniem bliskim,

Bliskiemi także ośmielona groty

I władzą, którą ma nad duchem niskim

Duch wielkiej Bożej miłości i cnoty,

Rzekła: — „Z anioły ja jestem — a ty z kim,

Wodzu Moskali i podłej hołoty?

Dlaczego na mnie za drzewami szczekasz,

A gdy ja stanę w oczy, to uciekasz?

„Panie Branecki! słyszałam i sądzę

Tak, jak są warte, twe brudne obmowy.

Helenko, rzuć mu w oczy te pieniądze!”

Na to on, wcale nie straciwszy głowy:

„Gdzież to hrabianka błądzi?” — „Ja nie błądzę,

Rzekła, lecz przyszłam ci mój próg domowy

Pokazać palcem, byś szedł precz z dziedzińca

Do twego króla pana — bez gościńca!”

Branecki zaśmiał się: — „Hrabianko moja,

Dali-Bóg, gdyby spokojniejszą chwilą,

Przylgnąłbym tutaj, jak pasterz u zdroja,

I pasł twe trzody. Teraz wdzięków tylą

Strwożony więcej, niż napadem zbója,

Drzę.” — Tutaj ujrzał, że się drzewa chylą,

Że wypadają ludzie... porwał w rękę

Szablę, a drugą porwawszy Helenkę,

Bo była bliżej, posadził na siodle

Przed sobą, i z nią cofał się w gęstwiny;

Tak zasłoniwszy się od strzałów podle,

I mając puklerz z krzyczącej dziewczyny,

Jak rycerz, który ma na tarczy godle

Pannę — w rumiane konia pchał kaliny;

Zawsze ku ludziom zwracając jej łono,

Miał znikać w gęstych krzewach... wtem strzelono!

Kto strzelił, pewnie teraz tego dzieła

Żałuje! bo po strasznym, głuchym strzale

Nie on... lecz ona na koniu krzyknęła,

I głos jęczący jej odjęknął w skale...

Potem gąszcz wszystko liściem owinęła:

Rycerz, dziewczyna, koń w kwiatowe fale

I w gęstwę wpadli, a księżyc za niemi

Bił w czarne drzewa mieczami srebrnemi.

Nie człowiek, zda się, lecz wielka jaszczurka

W srebrzoną falę mórz zielonych wpadła,

Potem tam szlachta dała za nią nurka

I krzewy na bok rozdzielając kładła;

A gdy zniknęli — to starosty córka

W ciszy, na mszonym kamieniu usiadła

I przerywała czasem swe korunki

Nabożne, głośno wołając piastunki.

Wtem wyszła z gęstwin tych zabójczych Diwa,

Niosąc na ręku Helenkę bez ducha,

W drugiej garść wielką smolnego łuczywa,

Z której dym czarny i ogień wybucha...

Aniela wstała: — „Co? czy jeszcze żywa?

O! niech mię Pan Bóg na niebie wysłucha!

Niech ona żyje!” — dotknęła ją ręką,

Leżącej u nóg — „Helenko! Helenko!

Helenko!” rzekła, budząc ją — nie wstała

Dziewczyna na to serdeczne wołanie.

Więc panna widząc, że dzieweczka spała

I tak anielskie miała ciche spanie,

Ust przybliżyła i pocałowała;

I rzekła potem cicho: — „Chryste Panie,

Jakże ją do mnie tu śmierć przybliżyła;

Zda mi się, że to moja siostra miła...”

A Diwa: — „Tobie ta śmierć przeznaczona

Była! taj dobrze, że ją wzięła sługa.

Od rana ja dziś chodzę, jak szalona,

Taj siekierycha w chacie jest, i druga;

Izba jałowcem stoi wykadzona,

Mój mąż do trumny deski, kołki struga,

Pogrzeb gotowy od ranka białego,

A Bóg, co dał sen, dał i umarłego...

„Idy500 do zamku, panienko! tam stary

Nie wie, co robić, i pieniędzmi dzwoni...

Oj! miałaby ty w zamku srebrne mary,

Gdyby nie ten duch biały, co cię broni.

Idy, panienko, a tu jak świt szary

Przyjdź, mając kwiaty zaszeptane501 w dłoni

I przynieś jaką tam starą sukienkę,

Co tobie krótka, zda się na Helenkę.”

Rzekła i wzięła znów z jasnej murawy

Ciało, które się łamało na dwoje.

A panna poszła do dworu Ladawy

I zaraz weszła na wielkie pokoje.

Ojciec jej siedział śród ciemnej kurzawy

I zaraz do niej — „Miłe dziecko moje,

Prezentuję ci bohatyry młode —

Ci, którzy tu nam wracają swobodę...

„Oto jest sławny już dawno z imienia

Pan Kosakowski — podobno, żeś rodem

Z Litwy? — to wcale, wierz mi, nie odmienia

Mojego serca; przyjmę ciebie miodem

Litewskim. Dojdziesz pewnie do znaczenia,

Świecąc jak słońce Litwie takim wschodem!

Dusza Waćpana moją duszę zgadła. —

Córko! każ zmienić w izbach prześcieradła...”

.................................................................

.................................................................

Przypisy:

1. Pieśń VI — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Części II niniejszej pieśni odpowiada pierwszych 13 strof Pieśni V [A] (dalszych 15 strof tej pieśni nie pojawia się w niniejszym wydaniu, zostały one przytoczone w przypisie w części II, podobnie jak całość Pieśni VI [A]); części III odpowiada pierwszych 19 strof Pieśni VIII [B]; części IV, V i VI stanowią kolejne fragmenty Pieśni VII [B]; część VII jest tożsama z pozostałymi 8 strofami Pieśni VIII [B]. Części I niniejszej pieśni brak w nowszych wydaniach. [przypis edytorski]

2. Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w rosyjskim więzieniu. [przypis edytorski]

3. Archanioł — Archanioł Michał widnieje w herbie Kijowa i Kijowszczyzny. [przypis edytorski]

4. szczob (ukr.) — żeby, żebyś. [przypis edytorski]

5. hajdamacki — przym. od rzecz. hajdamaka, oznaczającego buntownika, rozbójnika, uczestnika któregoś z powstań chłopskich na Ukrainie w XVIII w. [przypis edytorski]

6. Pieśń VI, część II — ten fragment odpowiada w nowszych wydaniach pierwszej części Pieśni V [A]; pozostałe 8 strof tej pieśni brzmi następująco: ”Lecz późno... czego ja czekam — i stoję?/ Jedź pan... zobaczę, jak przepłyniesz fale”./ Maurycy westchnął i rzekł: ”Oczy twoje/ Zrobiły mnie tu posągiem na skale,/ Dziecino moja piękna; bo się boję,/ Że ciebie wezmą gdzie w stepach Moskale —/ Oczy twe patrzą na mnie jak bławatki;/ Chcesz - odprowadzęć do ojca i matki...”/ Skinęła głową... spuściła zrennice,/ A potem na Boh pokazała dłonią —/ Potem wiatr uniósł ją jak tanecznicę/ Na skały, co nad Bohu stały tonią./ Potem wrzasnęła... i dwie gołębice,/ Jak dwa anioły, niespokojne o nią,/ W błękitnym niebie — zjawiły się — spadły.../ I na ramionach odkrytych usiadły.../ Tak, białe ptaki niosąc na ramieniu,/ Przelatywała ze skały na skałę,/ Czasami w słońcu — czasem cała w cieniu./ A kiedy nóżki ją uniosły białe,/ Nad wodą rycerz został w zamyśleniu/ I serce w sobie wtenczas uczuł małe./ Zdjęła go czułość wielka — pół niebieska,/ Jak Danta, gdy go porzuca Franczeska./ Widział, że go ta porzuciła ładność./ A świat zostawał przed nim — z tęcz odkryty.../ Dalej co? cała żywota szkaradność,/ Realne życie... Gule i Afryty,/ Ludzka obłuda — pół-uczucia — żadność,/ Bez wiary — z czarnej pochwy miecz dobyty.../ Grób bez posągu, teraźniejsza biéda,/ Która się za lat sto poezją wyda./ O! ileż razy... mamy takie czucie/ Poetyczności przyszłej! o jak cudna/ Ta błyskawica, co nas w jednym rzucie/ Przenosi za grób — ale jak obłudna!/ Trzeba — ażeby przeszło ciał zepsucie/ I kości ziemia rozebrała brudna,/ Aż z duszy — z życia... i z wypadków ciągu/ Uderzy białe światło — jak z posągu?/ W tym wietrze rannym, co we włosy wieje,/ W tym słońcu złotym, co ci oczy razi.../ W tej wodzie Bohu, co się wiecznie leje.../ W tym niebie, które żaden dym nie kazi.../ W tej róży polnej, co się na świat śmieje,/ Jest ziarno nudy, co się przeobrazi/ W ziarno tęsknoty... gdy myśl zwiędnie młoda/ Jak róża — i upłynie, jak ta woda.../ Myśl się w ten błękit nieskończony wgryza,/ W tę ozłoconą ziemię się zacieka,/ Jakby... w niej — spała — uczuć Heloiza,/ Która — na trupa kochanego czeka.../ Na łożu z jasnej róży i narcyza.../ Idź spać — gdy z trumny jej podniosą wieka,/ Otworzy ręce ta grobu odźwierna,/ Spokojna — chłodna — zmarła — ale wierna./ Któż nie ma w ziemi — miejsca w jakiej trumnie?/ Chyba przeklęty — lub nadto wysoki,/ Podobny smutnej — na polu kolumnie,/ Co tylko głowa gwiazdy — i obłoki/ Kochała... zawsze wyglądając dumnie.../ Chociaż jej siostry upadły w potoki/ Cefizu... i tam leżą... w modrej fali —/ Lecz kto tak dumnie żył — czemuż się żali?.../ Kto mogąc wybrać, — wybrał zamiast domu/ Gniazdo na skałach orła... niechaj umie/ Spać — gdy zrennice czerwone od gromu,/ I słychać... jęk szatanów w sosen szumie.../ Tak żyłem... teraz widzę pełen sromu,/ Że mam łez pełne — oczy; lecz je tłumię —/ I nie chcę wyznać, że mi przed mogiłą/ Z aniołem śmierci żyć, tak — straszno było.../ Lecz to już przeszło... widma poznikały.../ Do ciebie, M[atko] moja, twarz obrócę.../ Do ciebie znowu tak jak anioł biały,/ Z obłędnych krajów... położyć się wrócę/ U twoich biednych stóp — bez szczęścia — chwały,/ Lecz bez łzy próżnej. — Obojętnie zrzucę/ Resztę nadziei — zwiedzionych przez losy.../ Jak liść — co we śnie mi upadł na włosy.../ Odbiegłem ciebie — w szaleństwa godzinie.../ Lecz ileż razy — z fal — i mórz i burzy/ Patrzałem... na twój cichy dom — w dolinie,/ Jak człowiek, który myśląc — oczy mruży, —/ Myśląc — że myślisz o mnie... o tym... [synie],/ Który Nieszczęścia Bogu... wiernie służy,/ Lecz bez nadziei... łzami twemi żywy,/ Jak — Chrystusowe w ogrójcu oliwy. —/ Z błogosławieństwa twego — miałem blaski,/ Gwiazdom podobne... i cień w puszczach Gazy.../ Nieraz ćwiek rdzawy — u podróżnej laski/ Rył imię twoje, tam... gdzie same głazy,/ I słychać tylko fal libijskich wrzaski —/ Eschylowskiemi budzone wyrazy,/ Echa słyszały twoje święte imię/ I słyszał je ten laurów las, co drzymie./ Ponad potokiem Elektry... tyś była/ Ze mną... na każdym miejscu — gdzie z przeszłości/ Dolata płaczu głos... o moja miła.../ Wszędzie, gdzie w polach się bieleją kości/ I woła — głosem rycerskim mogiła/ O zemstę — wszędzie, gdzie człowiek zazdrości/ Umarłym... i chęć śmierci duszą pije.../ Tyś była ze mną... jam cię czuł — i żyję./ W Ramie — podobny głos twemu głosowi/ Słyszałem — anioł życia zadrżał we mnie —/ Aniołowie mi ciebie nadpalmowi/ Pokazywali świecącą przyjemnie/ W gwiazdach... tam gdzie był żłobek Chrystusowi.../ I anioł życia smętny wyszedł ze mnie,/ Chcąc ręką dotknąć o twe serce krwawe/ I ból twój stłumić pozdrowieniem... Ave.../ Wszędzie... miłośne twoje oddychanie/ Liczyło mi czas... co upływał w ciszy;/ W tych strofach jeszcze... kiedy rym ustanie —/ Niechaj czytelnik — na końcu usłyszy/ Moje twych biednych stóp — pocałowanie,/ Bo łez nie słyszał.../ ...................................../ ...................................../ Potem następuje nie objęta niniejszym wydaniem Pieśń VI [A]: Pamiętam jedną godzinę żywota —/ Leżałem w greckiej łodzi... Spało morze.../ A każdy żagiel był jak muszla złota,/ W której się chował... w albańskim ubiorze/ Majtek. Słuchałem, jak fala klekota,/ Kiedy jej złotą pierś kaika porze.../ Księżyc się cicho błyszczał... złoty taki/ Jak słońce... łódź płynęła z Kalamaki.../ I z wolna wschód się oczerwienił siny.../ Ponad Pireą — powiał wiater świeży./ Wzdrygnęła się łódź śród morskiej równiny,/ Jak rycerz, gdy go w piersi wróg uderzy.../ Była to pierwsza fala Salaminy.../ Szła od mogiły, gdzie Temistokl leży —/ Zatrzęsła łodzią... wkoło ją obeszła,/ Zagrzmiała — jękła żałośnie — i przeszła.../ Wstałem — tańczyły fal różane bryły —/ Słońcu się niebios otwierała droga —/ Słońce! — myślałem, że wstaniesz z mogiły/ Temistoklesa, — jak z mogiły Boga/ Zmartwychwstający anioł blasku, siły .../ Lecz nie — gdzie był tron złoty jego wroga,/ Skąd Kserkses — patrzał na zniszczenia dzieło,/ Wyszło ogromne słońce — i stanęło.../ Wtenczas zacząłem urągać się w duchu/ Grobowi, — co był rzuconym w ciemnoty,/ I morzu, które chodziło w łańcuchu —/ I obróciłem się gdzie stał tron złoty,/ Paląc się w słońca czerwonym wybuchu —/ Bo tak stać musiał, gdy ginęły floty/ I marli za kraj rozpaczni obrońce.../ Kserkses... na tronie tym — ubrany w słońce... [przypis edytorski]

7. liman — zatoka u ujścia doliny rzecznej do morza, tu mowa o limanach ukraińskich rzek, wpadających do Morza Czarnego. [przypis edytorski]

8. kureń — oddział kozacki. [przypis edytorski]

9. sotka (z ukr.) — setka, sto. [przypis edytorski]

10. sagan — duży garnek żelazny lub miedziany. [przypis edytorski]

11. spisa — rodzaj włóczni; Kozacy używali najczęściej spis krótkich, z ostrymi grotami na obu końcach. [przypis edytorski]

12. majdan — środkowa część łuku. [przypis edytorski]

13. cieniu — dziś popr. forma D. lp: cienia. [przypis edytorski]

14. skwir — głos wydawany przez orły i inne ptaki. [przypis edytorski]

15. rzezuń (z ukr. rezun) — siepacz, zabijaka, tu mowa o hajdamakach, uczestnikach buntu chłopskiego. [przypis edytorski]

16. Wiśniowiecki, Jeremi Michał herbu Korybut (1612–1651) — książę, dowódca wojsk polskich w walkach z Kozakami; ojciec późniejszego króla polskiego, Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1640–1673). [przypis edytorski]

17. wykinąć (z ukr.) — wyrzucić. [przypis edytorski]

18. janczarka — duża, ciężka strzelba tureckiej piechoty. [przypis edytorski]

19. Lach (daw., ukr.) — Polak. [przypis edytorski]

20. pałasz — broń biała o długiej, prostej klindze. [przypis edytorski]

21. na mohiłu (z ukr.) — na mogiłę. [przypis edytorski]

22. Calińskich było stare wino, dawny zabytek szlacheckiego mienia — matka Józefa Sawy Calińskiego była szlachcianką. [przypis edytorski]

23. starszyna — tu: starszyzna. [przypis edytorski]

24. Sawyna — zdrobnienie od imienia Sawa. [przypis edytorski]

25. eglantyna (z fr.) — dzika różyczka. [przypis edytorski]

26. incest (z łac.) — nieczystość, kazirodztwo. [przypis edytorski]

27. Oresty szalone (z mit. gr.) — nawiązanie do Orestesa, który w zemście za śmierć ojca, Agamemnona, zabił swoją matkę, Klitajmestrę, za co był ścigany przez Erynie, demony sprawiedliwości i zemsty. [przypis edytorski]

28. karm (z ukr.) — pokarm, pożywienie. [przypis edytorski]

29. upragniony — tu: spragniony. [przypis edytorski]

30. opłotek — ogrodzenie, obręb. [przypis edytorski]

31. listki — dziś popr. forma N. lm: listkami. [przypis edytorski]

32. Pułaski, Józef (1704–1769) — wódz konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

33. czamara — okrycie wierzchnie o kroju zbliżonym do kontusza. [przypis edytorski]

34. Diomed a. Diomedes (mit. gr.) — syn Tezeusza i Dejpyli, król Argos, jeden z najwaleczniejszych bohaterów w wojnie trojańskiej, towarzysz Odyseusza. [przypis edytorski]

35. Tankred z Hauteville (1072–1112) — bohater pierwszej wyprawy krzyżowej, jeden z głównych bohaterów poematu heroicznego Jerozolima wyzwolona Torquata Tassa. [przypis edytorski]

36. popręg — pas skórzany, zapinany pod końskim brzuchem, służący do zamocowania siodła; różnemi popręgi — dziś popr. forma N. lm: różnymi popręgami. [przypis edytorski]

37. pany — dziś popr. forma D. lm: panów. [przypis edytorski]

38. Żelaźniak — dalej: Żeleźniak; ukr. Zalizniak, Maksym (ur. ok. 1740 – zm. po 1768), Kozak zaporoski, hetman hajdamaków, przywódca powstania hajdamackiego, sprowokowanego przez Rosjan dla osłabienia konfederacji barskiej, wraz z Iwanem Gontą prowodyr tzw. rzezi humańskiej w 1768 r., w której zginęło ok. 20 tys. osób. [przypis edytorski]

39. Potocki, Joachim herbu Pilawa (1700–1764) — magnat, starosta lwowski, poseł, generał-lejtnant wojsk koronnych, jeden z przywódców konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

40. króla miał wiązać w Warszawie — aluzja do nieudanej próby porwania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przez konfederatów barskich w 1771 r. [przypis edytorski]

41. pachły (reg., z ukr.) — dziś popr. forma 3 os. lm cz.przesz.: pachniały. [przypis edytorski]

42. smołka — własc. smółka, roślina z rodziny goździkowatych. [przypis edytorski]

43. kolany — dziś popr. forma N. lm: kolanami. [przypis edytorski]

44. pomoży, Bat’ku (z ukr.) — pomóż, Ojcze. [przypis edytorski]

45. kinąć (z ukr.) — rzucić, tu: skierować. [przypis edytorski]

46. Dumourier — własc. Charles François Dumouriez (1739–1823), generał francuski, jeden z dowódców konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

47. Wernyhora — postać z ludowej legendy, wędrowny lirnik kozacki z XVIII wieku, który przepowiadał losy Polski. [przypis edytorski]

48. i kożuchy, i karmazyny — i chłopi, i magnaci; i biedni, i bogaci. [przypis edytorski]

49. szarafan (daw.) — suknia a. płaszcz. [przypis edytorski]

50. ostrokół — ogrodzenie z grubych, zaostrzonych u góry, drewnianych pali. [przypis edytorski]

51. pardonować — ułaskawiać, darować komuś życie, oszczędzić kogoś. [przypis edytorski]

52. obuch — broń w kształcie zaostrzonego młotka, z wygiętym dziobem, służąca w bitwie do rozbijania zbroi przeciwnika. [przypis edytorski]

53. wądół — wąska głęboka dolina. [przypis edytorski]

54. maża — kryty wóz używany przez czumaków, tj. ukr. chłopów żyjących z handlu solą i innymi towarami. [przypis edytorski]

55. dragan — dragon, żołnierz walczący pieszo, a poruszający się konno; tu: kobieta wysokiego wzrostu, męskiej postawy. [przypis edytorski]

56. jagody (daw.) — policzki. [przypis edytorski]

57. anemon — zawilec, roślina z rodziny jaskrowatych. [przypis edytorski]

58. sotniczka — żona sotnika, dowódcy kozackiego. [przypis edytorski]

59. siermięga — odzież wierzchnia z grubego materiału, noszona przez chłopów i ubogą szlachtę. [przypis edytorski]

60. mury — dziś popr. forma N. lm: murami. [przypis edytorski]

61. rezy pany (z ukr.) — rżnij panów. [przypis edytorski]

62. karabela — szabla. [przypis edytorski]

63. ślozy (daw.) — łzy. [przypis edytorski]

64. ruń — zieleniejąca roślinność; wschodzące zboże. [przypis edytorski]

65. krwawnik — zwyczajowa nazwa dwóch czerwonawych minerałów: karneolu (kamienia półszlachetnego, odmiany chalcedonu) i hematytu (tlenku żelaza). [przypis edytorski]

66. brusznica — jagoda. [przypis edytorski]

67. napawać — tu: poić. [przypis edytorski]

68. do Turczech — dziś popr. forma D.: do Turków. [przypis edytorski]

69. anielski rząd — miejsce w chórze anielskim. [przypis edytorski]

70. czerechy — czereśnie. [przypis edytorski]

71. Parki (mit. rzym.) — trzy boginie przędące i przecinające nić ludzkiego losu; w mit. gr. ich odpowiednikami były Mojry, córki Zeusa i Temidy. [przypis edytorski]

72. Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w rosyjskim więzieniu. [przypis edytorski]

73. Korsuń (dziś ukr.: Korsuń-Szewczenkiwskij) — miasto na środkowej Ukrainie nad rzeką Roś, w średniowieczu zamek władców kijowskich, w XVII w. rezydencja Wiśniowieckich, w bitwie pod Korsuniem (1648) Kozacy Chmielnickiego wraz z Tatarami zwyciężyli wojska polskie. [przypis edytorski]

74. Potocki, Joachim herbu Pilawa (1700–1764) — magnat, starosta lwowski, poseł, generał-lejtnant wojsk koronnych, jeden z przywódców konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

75. bursztyn — tu: fajka z bursztynu. [przypis edytorski]

76. kołpak — wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem. [przypis edytorski]

77. Żeleźniak — ukr. Zalizniak, Maksym (ur. ok. 1740 – zm. po 1768), Kozak zaporoski, hetman hajdamaków, przywódca powstania hajdamackiego, sprowokowanego przez Rosjan dla osłabienia konfederacji barskiej, wraz z Iwanem Gontą prowodyr tzw. rzezi humańskiej w 1768 r., w której zginęło ok. 20 tys. osób. [przypis edytorski]

78. rozkulbaczyć — rozsiodłać. [przypis edytorski]

79. hajdamaka — buntownik, rozbójnik, uczestnik któregoś z powstań chłopskich na Ukrainie w XVIII w. [przypis edytorski]

80. Wernyhora — postać z ludowej legendy, wędrowny lirnik kozacki z XVIII wieku, który przepowiadał losy Polski. [przypis edytorski]

81. lano ołowie — tj. przygotowywano amunicję, odlewano ołowiane kule. [przypis edytorski]

82. Leonidas, co czarną polewkę jadł w Termopilach — Leonidas, król Sparty, dowodził wojskami greckimi w bitwie z Persami w wąwozie Termopile w 480 r. p.n.e. Ogromna armia Kserksesa wygrała bitwę, ale została wstrzymana, co pozwoliło Grekom wycofać się, uratować flotę i na morzu pokonać Persów w bitwie pod Salaminą. Czarna polewka, zupa z krwi zwierzęcej, podawana tradycyjnie niechcianym zalotnikom, tutaj symbolizuje śmierć w bitwie. [przypis edytorski]

83. Jak te Mojżesza iskier piramidy, co do ojczyzny wiodły nowej Żydy — po wyjściu z niewoli egipskiej Izraelici z Mojżeszem na czele szli do ziemi obiecanej przez pustynię, po której prowadził ich Bóg pod postacią słupa ognia (zob. Wj 13,21). [przypis edytorski]

84. prorok — mowa prawdopodobnie o Andrzeju Towiańskim, mistyku, pod którego wpływem pozostawało środowisko emigracyjne w Paryżu. [przypis edytorski]

85. Dziennik narodowy — czasopismo wychodzące na emigracji w latach 1840–1847. [przypis edytorski]

86. Monitor — czasopismo urzędowe; tytuł ten nosiła pierwsza polska gazeta, „Monitor Polski” (1765–1785) oraz wydawany w Paryżu od 1789 r. Le Moniteur universel. [przypis edytorski]

87. łuczywo — drewno na podpałkę, szczapy. [przypis edytorski]

88. oszyldwachować (neol., z niem. Schildwache: żołnierz stojący na warcie, strażnik) — ochronić, obstawić strażnikami. [przypis edytorski]

89. Solima — Jerozolima; zaczarowane palmy występują w Jerozolimie wyzwolonej Tassa. [przypis edytorski]

90. Mnemozyna (mit. gr.) — bogini pamięci, kochanka Zeusa i matka dziewięciu Muz. [przypis edytorski]

91. baraszki — fraszki, żarty. [przypis edytorski]

92. czerw (daw.) — larwa, robak. [przypis edytorski]

93. wieś do przeżycia — tu: dożywotnia dzierżawa wsi. [przypis edytorski]

94. książę Karol — Karol Stanisław Radziwiłł herbu Trąby, zwany „Panie Kochanku” (1734–1790), wojewoda wileński, starosta lwowski, miecznik wielki litewski, jeden z najbogatszych arystokratów ówczesnej Europy. [przypis edytorski]

95. Waka — wieś tatarska niedaleko od Wilna. [przypis edytorski]

96. mołła właśc. mułła (tur.) — mistrz, świątobliwy, sędzia; tytuł nadawany duchownym muzułmańskim. [przypis edytorski]

97. Są to od dawna zagnieżdżone ptaki w Litwie — Tatarzy osiedlali się na Litwie od XIV w., kiedy to chan krymski Tochtamysz schronił się przed przeciwnikami politycznymi u kniazia litewskiego Witolda. [przypis edytorski]

98. osełek — osełka, kamień do ostrzenia narzędzi. [przypis edytorski]

99. Kipczak — tu: ziemie zajmowane przez Kipczaków (a. Połowców), lud pochodzenia ałtajskiego, spokrewniony z Turkami, koczujący początkowo na stepach Kazachstanu; wschodnich sąsiadów Słowian w średniowieczu. [przypis edytorski]

100. Eol (mit. gr.) — bóg wiatru. [przypis edytorski]

101. eblis (ar., mit. muzułmańska) — diabeł, szatan, zły duch. [przypis edytorski]

102. jarzęce — płonące (por. jarzyć się). [przypis edytorski]

103. Radzwiłła — forma skrócona, użyta dla zachowania rytmu. [przypis edytorski]

104. Żukowski, Wasilij Andriejewicz (1783–1852) — rosyjski poeta i pisarz, tłumacz dzieł literackich. [przypis edytorski]

105. skwierne miasso (z ros.) — nieświeże mięso. [przypis edytorski]

106. Puszkin, Aleksandr Siergiejewicz (1799–1837) — rosyjski poeta, dramaturg i prozaik, najwybitniejszy przedstawiciel romantyzmu rosyjskiego. [przypis edytorski]

107. Sękowski, Józef (1800–1858) — polski egiptolog, poeta, profesor uniwersytetu w Petersburgu, carski cenzor. [przypis edytorski]

108. Lermentów — własc. Michaił Juriewicz Lermontow (1814–1841), rosyjski pisarz romantyczny; w 1837 r. za wiersz o Puszkinie Śmierć poety został zesłany na Kaukaz, po roku powrócił do Petersburga, w 1840 r. za pojedynek z synem francuskiego ambasadora znów został zesłany, zginął w pojedynku zaaranżowanym przez carską policję. [przypis edytorski]

109. parość (daw.) — pęd, gałązka. [przypis edytorski]

110. Minos (mit. gr.) — wielki władca Krety, mecenas sztuki, wspierał genialnego konstruktora Dedala, ale nie zezwalał mu na opuszczenie wyspy. Dedal skonstruował skrzydła, na których uciekł do Aten, ale podczas lotu stracił syna, Ikara. [przypis edytorski]

111. Kukulnik — własc. Nestor Wasiliewicz Kukolnik (1812–1868), rosyjski poeta i powieściopisarz. [przypis edytorski]

112. karaulnik (z ros.) — wartownik, stróż. [przypis edytorski]

113. kibitka — wóz na kołach lub płozach, używany w Rosji w gospodarstwie, a także do przewozu więźniów. [przypis edytorski]

114. budnik — drwal, człowiek zajmujący się wyrębem lasu, mieszkający w budzie, tj. kurnej chacie, ziemiance. [przypis edytorski]

115. Janin, Jules (1804–1874) — francuski krytyk i powieściopisarz; pisywał słynne felietony w ”Journal des Débats”, piśmie wychodzącym w Paryżu. [przypis edytorski]

116. Benckendorff, Alexander von (1782–1844) — dowódca carskiej żandarmerii, organizator tajnej policji; Benkendorf-Reviev — tak ironicznie nazywa Słowacki raporty i donosy, na podstawie których skazywano poetów rosyjskich. [przypis edytorski]

117. Chiwa — miasto nad rzeką Amu-Darią w Azji Środkowej, dziś na terenie Uzbekistanu, ok. 500 km na wschód od brzegów Morza Kaspijskiego, w latach 1515–1920 stolica państwa, zwanego Chanatem Chiwy, i bogaty ośrodek handlowy; Rosjanie starali się je sobie podporządkować, co udało im się w 1873 r. [przypis edytorski]

118. furieryzm — odmiana socjalizmu utopijnego, którego program sformułował Charles Fourier (1772–1837). [przypis edytorski]

119. knut — bat, narzędzie chłosty używane w carskiej Rosji. [przypis edytorski]

120. dromla — drumla, prosty instrument muzyczny, pochodzący z Azji, na którym gra się, szarpiąc blaszkę trzymaną w ustach, w strumieniu wydychanego powietrza. [przypis edytorski]

121. Hanka, Vaclav (1791–1861) — czeski literat, językoznawca i pedagog akademicki, historyk i działacz narodowy, a także propagator carskiego panslawizmu. [przypis edytorski]

122. hermafrodyta (gr.) — obojnak, organizm dwupłciowy. [przypis edytorski]

123. Hermafrodyty, Słowiano-Polacy — tak Słowacki nazywa polskich zwolenników panslawizmu, ideologii wyzwolenia i zjednoczenia Słowian, powstałej w Czechach i przejętej przez propagandę carską jako przykrywka dla rusyfikacji. [przypis edytorski]

124. В перед (ros., wym.: w pieriod) — naprzód. [przypis edytorski]

125. Parka Kloto (mit. gr. i rzym.) — jedna z trzech bogiń losu, zwana Prządką, faktycznie zajmowała się snuciem nici życia ludzkiego, a nie jej przecinaniem, które stanowiło zadanie jej siostry Atropos. [przypis edytorski]

126. nahaj — bat, narzędzie chłosty używane w carskiej Rosji. [przypis edytorski]

127. Dońce — dziś popr. forma M. lm: Dońcy; Kozacy znad Donu, w XVIII i XIX w. żołnierze na służbie rosyjskiej; oddziały kozackie były używane m.in. do pacyfikowania demonstracji patriotycznych w Warszawie w XIX w. [przypis edytorski]

128. liściami — dziś popr. forma N. lm: liśćmi. [przypis edytorski]

129. Niemiec — Czesi w XIX w. pozostawali pod silnym wpływem kultury niemieckiej; jest to także nawiązanie do etymologii polskiej nazwy Niemców: ludzi „niemych”, tj. nie mówiących zrozumiałym, słowiańskim językiem. [przypis edytorski]

130. lewada (daw., reg.) — polana, łąka okolona drzewami, ogród. [przypis edytorski]

131. Barszczanie — konfederaci barscy. [przypis edytorski]

132. ognisty proroku Boga, śród twoich wielbłądów klęczących — mowa o Mahomecie (ok. 571–632), twórcy i proroku islamu, w młodości pasterzu wielbłądów. [przypis edytorski]

133. par — tu: opar. [przypis edytorski]

134. półmiesiąc — półksiężyc, symbol islamu. [przypis edytorski]

135. odaliska (z tur.) — biała niewolnica a. konkubina w haremie sułtana tureckiego. [przypis edytorski]

136. zadrzymie (daw., reg.) — dziś popr.: zadrzemie. [przypis edytorski]

137. Twoje mi śmiercią już blade oblicze umarłych moich ojców przypomniało — Słowacki przewiduje upadek kultury muzułmańskiej i porównuje go do rozbiorów Polski. [przypis edytorski]

138. Salahedyn a. Saladyn (ok. 1138–1193) — sułtan Egiptu i Syrii, prowadził walki z krzyżowcami, opisane przez Tassa w Jerozolimie wyzwolonej; Salahedyni — jego potomkowie lub naśladowcy. [przypis edytorski]

139. kulbaka — wysokie siodło. [przypis edytorski]

140. płomyk... gasi olbrzymi król lodu i gaśnie państwo białego księżyca — północny władca to car, a państwo białego księżyca to Turcja, mowa o kryzysie państwa tureckiego i wojnach rosyjsko-tureckich. [przypis edytorski]

141. gór, co mają wszystkie kształt sonetów — nawiązanie do Sonetów krymskich Mickiewicza. [przypis edytorski]

142. hymen (z gr.) — wesele. [przypis edytorski]

143. akord (z fr.) — tu: zgoda. [przypis edytorski]

144. Tak mówi Dziennik Narodowy; przeczę! Ostrzegam wszystkich was, że jest dziewicą! — mowa o „dziewictwie Muzy”, tj. o oryginalności Beniowskiego, któremu w czasopiśmie „Dziennik Narodowy” zarzucano, że jest plagiatem Don Juana Byrona. [przypis edytorski]

145. usque ad mortem (łac.) — aż do śmierci. [przypis edytorski]

146. kirielejson kirie (z gr.) — Panie, zmiłuj się. [przypis edytorski]

147. Walkirie (mit. skand.) — córki boga Odyna, dziewice-wojowniczki, uzbrojone, dosiadające skrzydlatych koni lub wilków, były wysłanniczkami ojca i wychodziły na spotkanie wojownikom, ginącym bohatersko w bitwach. [przypis edytorski]

148. drop — ptak z rodziny żurawiowych, najcięższy ptak latający na świecie, gatunek ginący, w Polsce objęty ścisłą ochroną. [przypis edytorski]

149. liman — zatoka u ujścia doliny rzecznej do morza. [przypis edytorski]

150. bodiak (ukr.) — oset. [przypis edytorski]

151. połos — połoz, wąż. [przypis edytorski]

152. Ariost — własc. Ariosto, Ludovico Giovanni (1474–1533), włoski poeta renesansowy, autor poematu rycerskiego Orland szalony. [przypis edytorski]

153. trzy-buńczuczny — piastujący trzy godności wojskowe; buńczuk — drzewce zakończone kulą lub grotem, ozdobione końskim włosiem, symbol władzy wojskowej. [przypis edytorski]

154. rogal (pot.) — rogacz, oszukany mąż. [przypis edytorski]

155. Trentowski, Bronisław (1808–1869) — filozof, twórca m.in. prac Chowanna, czyli system pedagogiki narodow... i Wizerunek duszy moralnej przez Ojczyźniaka; autor terminu „cybernetyka”. [przypis edytorski]

156. chan a. chana — karawanseraj, zajazd (w krajach muzułmańskich). [przypis edytorski]

157. moskito — meczet. [przypis edytorski]

158. Hunowie — plemię azjatyckich koczowników, którzy najechali Europę w IV-V w., powodując wędrówkę ludów i przyczyniając się do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego. [przypis edytorski]

159. Wróćcie nam, groby, husarze skrzydlate — sens: Groby, oddajcie nam skrzydlatych husarzy. [przypis edytorski]

160. truna (daw.) — trumna. [przypis edytorski]

161. Attyla (406–453) — wódz Hunów, który walczył z Rzymianami. Jego imperium, sięgające prawdopodobnie od Morza Kaspijskiego po Ren (tj. od zach. Kazachstanu po Niemcy), rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]

162. Sarpedon (mit. gr.) — wódz Licyjczyków w wojnie trojańskiej; zginął z rąk Patroklosa. [przypis edytorski]

163. kirys — część zbroi płytowej, obejmująca napierśnik i naplecznik. [przypis edytorski]

164. Gofred i Baldwin — rycerze wypraw krzyżowych, opisani w Jerozolimie wyzwolonej. [przypis edytorski]

165. Pelida — syn Peleusa, tj. Achilles. [przypis edytorski]

166. Wąż Laokoński (mit. gr.) — Laokoon, kapłan Apollina w Troi, rzucił włócznią w konia trojańskiego, aby pokazać rodakom, że koń jest pusty w środku. Z morza wyszły wielkie węże, które zabiły Laokoona i jego synów. Była to kara za złamanie przez Laokoona celibatu, ale Trojańczycy odczytali to jako wolę bogów i wprowadzili drewnianego konia do miasta, co stało się przyczyną ich klęski. [przypis edytorski]

167. Kierim Giraj a. Krym Girej (1699–1769) — chan tatarski, panował w latach 1758–1764 i 1768–1769, sojusznik konfederatów barskich, przeciwnik Rosji i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Za jego panowania doszło do ostatniego wielkiego najazdu Tatarów na Ukrainę polską i rosyjską. Ostatni wielki i wybitny wódz oraz wojownik tatarski. [przypis edytorski]

168. żurawiów — dziś popr. forma D. lm: żurawi. [przypis edytorski]

169. Bakczysaraj — Bachczysaraj, miasto na Krymie, stolica Chanatu Krymskiego; od morza dzieli je prawie 30 km. [przypis edytorski]

170. w Polszcze (daw.) — w Polsce. [przypis edytorski]

171. harfa Eola — harfa eolska, instrument muzyczny, z którego strun dźwięki wydobywa wiatr; Eol (mit.gr.) — bóg wiatrów. [przypis edytorski]

172. nad wiedźmy temi — dziś popr. forma N. lm: nad wiedźmami tymi. [przypis edytorski]

173. Cylijczyk lub Natolak — mieszkaniec Cylicji lub Anatolii, krain na terenie Turcji. [przypis edytorski]

174. Medea (mit. gr.) — królewna Kolchidy, czarodziejka i dzieciobójczyni. [przypis edytorski]

175. Cyrce a. Kirke (mit. gr.) — czarodziejka, która uwięziła Odyseusza na swojej wyspie, a jego towarzyszy zamieniła w świnie. [przypis edytorski]

176. Panin, Nikita Iwanowicz (1718–1783) — polityk rosyjski, bliski współpracownik Katarzyny II, minister spraw zagranicznych Rosji w latach 1764–1780. [przypis edytorski]

177. hajdamaka — buntownik, rozbójnik, uczestnik któregoś z powstań chłopskich na Ukrainie w XVIII w. [przypis edytorski]

178. popowi — dziś popr. forma C. lp: popu. [przypis edytorski]

179. nietoperzów — dziś popr. forma D. lm: nietoperzy. [przypis edytorski]

180. kołupać (daw., reg.) — łupać, stukać. [przypis edytorski]

181. Acanna (daw.) — panna. [przypis edytorski]

182. rzezaniec — kastrat, nadzorca haremu. [przypis edytorski]

183. oczów — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

184. Mefistofel — Mefistofeles, książę piekieł, diabeł. [przypis edytorski]

185. Klorynda — bohaterka poematu Torquata Tassa Jerozolima wyzwolona, dzielna wojowniczka muzułmańska, nazywana tu amazonką ze względu na wojowniczość. [przypis edytorski]

186. kitajka (daw.) — tkanina, chustka. [przypis edytorski]

187. Pallada (mit. gr.) — Atena, bogini mądrości, sztuki i wojny sprawiedliwej, przedstawiana w hełmie i z oszczepem. [przypis edytorski]

188. Izabej — Jean-Baptiste Isabey (1767–1855) i Eugène Isabey (1804–1886), ojciec i syn, francuscy malarze, portreciści i miniaturzyści. [przypis edytorski]

189. uszów — dziś popr. forma D. lm: uszu. [przypis edytorski]

190. kartelusz (z fr.) — liścik, bilecik. [przypis edytorski]

191. leksze — dziś popr.: lżejsze. [przypis edytorski]

192. aerolit — meteoryt. [przypis edytorski]

193. de raptu puellae (łac.) — o porwanie dziewicy. [przypis edytorski]

194. giaur — tak pogard. nazywali innowierców muzułmanie. [przypis edytorski]

195. korabl (z ros.) — korab, okręt. [przypis edytorski]

196. ambasada — tu: poselstwo, misja. [przypis edytorski]

197. kary — czarny. [przypis edytorski]

198. buńczuk — symbol władzy wojskowej, drzewce, ozdobione końskim włosiem. [przypis edytorski]

199. Pluton (mit. rzym.) — bóg świata umarłych, odpowiednik Hadesa w mit. gr. [przypis edytorski]

200. Charon (mit. gr.) — sługa Hadesa-Plutona, przewoził dusze zmarłych przez podziemną rzekę Styks do krainy umarłych. Starożytni Grecy kładli swoim zmarłym na języku obol, drobną monetę, jako zapłatę dla Charona. [przypis edytorski]

201. Bohdan — Józef Bohdan Zaleski (1802–1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej. M. Mochnacki nazywał jego styl „brylantowym”. [przypis edytorski]

202. miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

203. obskurantyzm — ciemnota, zacofanie; tu: zasłanianie twarzy. [przypis edytorski]

204. epopeją — dziś popr. forma B. lp: epopeję. [przypis edytorski]

205. kazka (ukr.) — baśń, bajka. [przypis edytorski]

206. Rafaela loże — malowidła ścienne Rafaela w Watykanie. [przypis edytorski]

207. Grachowie — własc. Grakchowie, znany ród rzymski. [przypis edytorski]

208. Carbonari (z wł.) — Karbonariusze, tajne stowarzyszenie rewolucyjne, założone we Włoszech na początku XIX wieku. [przypis edytorski]

209. la gente d’ inferno (wł.) — lud z piekła. [przypis edytorski]

210. Alaryk (376–412) — wódz Wizygotów; pierwszy, który zdobył Rzym. [przypis edytorski]

211. miserere (łac.) — zmiłuj się. [przypis edytorski]

212. et de profundis (łac.) — i z głębin. [przypis edytorski]

213. piecza — staranie, troskliwość. [przypis edytorski]

214. krzyżów — dziś popr. forma D. lm: krzyży. [przypis edytorski]

215. Pelejady — własc. Plejady, w mit. gr. nimfy, córki tytana Atlasa, zamienione w grupę gwiazd w gwiazdozbiorze Byka. [przypis edytorski]

216. półostrów — półwysep. [przypis edytorski]

217. dywan (tur.) — zgromadzenie doradców władcy muzułmańskiego. [przypis edytorski]

218. szkaplerz — dwa połączone ze sobą kawałki materiału z wizerunkiem Jezusa i (lub) Matki Boskiej, poświęcone, noszone na szyi, na piersiach. [przypis edytorski]

219. miasto (daw.) — tu: zamiast. [przypis edytorski]

220. arabesków — dziś popr. forma D. lm: arabesek. [przypis edytorski]

221. książę Karol — Karol Stanisław Radziwiłł herbu Trąby, zwany „Panie Kochanku” (1734–1790), wojewoda wileński, starosta lwowski, miecznik wielki litewski, jeden z najbogatszych arystokratów ówczesnej Europy. [przypis edytorski]

222. skrybent — skryba, pisarczyk. [przypis edytorski]

223. respons (z łac.) — odpowiedź. [przypis edytorski]

224. pilaw — potrawa wschodnia z ryżu i z tłustej baraniny. [przypis edytorski]

225. słowy prędkiemi — dziś popr. forma N. lm: słowami prędkimi. [przypis edytorski]

226. galiun — jedna z nazw fajki wodnej. [przypis edytorski]

227. mufti — muzułmański znawca prawa i teolog. [przypis edytorski]

228. giaur — tak pogard. nazywali innowierców muzułmanie. [przypis edytorski]

229. Lach (daw., ukr.) — Polak. [przypis edytorski]

230. lulka (z ukr.) — fajka. [przypis edytorski]

231. rzezaniec — kastrat. [przypis edytorski]

232. pohaniec (daw.) — poganin a. muzułmanin. [przypis edytorski]

233. hołysz (z ukr.) — golec, nędzarz. [przypis edytorski]

234. szysze — szisza, fajka wodna. [przypis edytorski]

235. zachwycić — tu: chwycić, zaczerpnąć. [przypis edytorski]

236. Czatyrdach — własc. Czatyr-Dag, masyw górski na Krymie, ok. 35 km na wschód od Bachczysaraju. [przypis edytorski]

237. zrennica (daw.) — źrenica. [przypis edytorski]

238. Danae (mit. gr.) — królewna z Argos, uwięziona przez ojca, bo według przepowiedni jej syn miał zabić swojego dziadka. Jednak za sprawą Zeusa, który przybrał postać złotego deszczu, Danae została matką herosa Perseusza. Król zamknął więc córkę i wnuka w skrzyni i wrzucił do morza. Uratowani, żyli na wyspie Serifos. Po latach Perseusz zabił króla Argos przypadkiem podczas igrzysk. [przypis edytorski]

239. Euksyn — łac. Pontus Euxinus, Morze Czarne. [przypis edytorski]

240. wigilia (z łac.) — czuwanie. [przypis edytorski]

241. odprawować (daw.) — odprawiać. [przypis edytorski]

242. kaganiec — tu: kaganek, lampka oliwna. [przypis edytorski]

243. Poczajów — miasto w zach. części Ukrainy, słynące ze wspaniałego klasztoru prawosławnego z cudowną ikoną Matki Boskiej. [przypis edytorski]

244. parę niedoszłego płodu — dwoje małych dzieci. [przypis edytorski]

245. zadana turecką szablą na twarzy obraza — mowa o cięciach widocznych na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej. [przypis edytorski]

246. Egida (mit. gr.) — tarcza Zeusa, używana także przez jego córkę Atenę-Minerwę, która przytwierdziła na tarczy głowę pokonanej przez Perseusza Gorgony Meduzy o zabójczym wzroku. [przypis edytorski]

247. Minerwa (mit. rzym.) — bogini mądrości, wojny sprawiedliwej i sztuk, odpowiednik gr. Ateny. [przypis edytorski]

248. dyscyplina — krótki bicz, narzędzie kary lub pokuty. [przypis edytorski]

249. berberys — krzew o drobnych czerwonych owocach. [przypis edytorski]

250. Gehenna — dolina pod Jerozolimą, w starożytności wysypisko śmieci i miejsce pochówku przestępców; symbolicznie: miejsce potępienia, piekło. [przypis edytorski]

251. Bar — miasto i twierdza w środkowo-zach. części Ukrainy, położone nad rzeką Rów, ok. 60 km na płd. zachód od Winnicy. [przypis edytorski]

252. ut videbitis (łac) — jak zobaczycie. [przypis edytorski]

253. marabut — przywódca duchowy w islamie, uważany za świętego o nadprzyrodzonych zdolnościach. [przypis edytorski]

254. szech — muzułmański święty. [przypis edytorski]

255. wróblów — dziś popr. forma D. lm: wróbli. [przypis edytorski]

256. wniście (daw.) — wejście. [przypis edytorski]

257. rumatyzm — reumatyzm, tu: paraliż. [przypis edytorski]

258. wiedmy (z ukr.) — wiedźmy. [przypis edytorski]

259. hrymnąć (z ukr.) — upaść, przewrócić się. [przypis edytorski]

260. Korydon — postać występująca w Bukolikach Wergiliusza, idylliczny pasterz. [przypis edytorski]

261. trefunek (daw.) — traf, zbieg okoliczności. [przypis edytorski]

262. Musiały pływać po wierzchu jak korki te czarownice, pławione na wodzie — nawiązanie do próby wody, której poddawano kobiety podejrzane o czary. Te, które nie tonęły, uznawano za czarownice. [przypis edytorski]

263. odeszle — dziś popr. forma: odeśle. [przypis edytorski]

264. Psyche (mit. gr.) — piękna kochanka Erosa, boga miłości, który odwiedzał ją co noc pod osłoną ciemności, ale zabraniał jej na siebie patrzeć. Psyche wiedziona ciekawością zapaliła świecę, bóg obudził się i zagniewany jej nieposłuszeństwem odleciał. Psyche wytrwale szukała ukochanego po całym świecie, wreszcie bogowie uczynili ją nieśmiertelną i żoną Erosa. [przypis edytorski]

265. Sorrento — popularna już w XIX w. miejscowość turystyczna w płd. Włoszech nad Morzem Śródziemnym, niedaleko Neapolu, miejsce urodzenia Torquata Tassa (1544–1595), wł. poety, autora poematu Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]

266. połos — połoz, duży wąż. [przypis edytorski]

267. z letka (reg.) — z lekka. [przypis edytorski]

268. ramazanowy — ramadanowy, związany ze świętem kończącym Ramadan, miesiąc postu w kulturze muzułmańskiej. [przypis edytorski]

269. robront (z fr.) — szeroka, sztywna suknia kobieca. [przypis edytorski]

270. parafią — dziś popr. forma B. lp: parafię. [przypis edytorski]

271. jaszczurnik — tu: gniazdo jaszczurek. [przypis edytorski]

272. ratafia — rodzaj słodkiego likieru. [przypis edytorski]

273. Ariosto, Ludovico Giovanni (1474–1533) — włoski poeta renesansowy, autor poematu rycerskiego Orland szalony. [przypis edytorski]

274. Dant — własc. Dante Alighieri (1265–1321), poeta włoski, autor Boskiej Komedii. [przypis edytorski]

275. drużbart, ćwik — gry karciane, popularne w XVIII w. [przypis edytorski]

276. Torkwato — własc. Torquato Tasso (1544–1595), wybitny poeta włoskiego renesansu, autor poematu rycerskiego Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]

277. harmonia szklana — dziś: harmonika szklana, instrument muzyczny o bardzo czystym, przenikliwym dźwięku, popularny w XIX w.; gra się na nim, pocierając wilgotnymi palcami obracające się szklane dyski. [przypis edytorski]

278. kanał Orfano — kanał znajdujący się w Wenecji, w płn. Włoszech; nazwą (dosł. Kanał Sierocy) wpisuje się w nastrój strofy. [przypis edytorski]

279. w ciemnym szpitalu — Torquato Tasso cierpiał na zaburzenia psychiczne i spędził 7 lat w szpitalu dla obłąkanych w Ferrarze. [przypis edytorski]

280. ministry — dziś popr. forma M. lm: ministrowie. [przypis edytorski]

281. almeja — tancerka na Wschodzie. [przypis edytorski]

282. tańcu — dziś popr. forma D. lp: tańca. [przypis edytorski]

283. płeć (daw.) — tu: skóra, cera, karnacja. [przypis edytorski]

284. chiryja — moneta. [przypis edytorski]

285. rogoża — trzcina; tu: plecionka. [przypis edytorski]

286. drabant — polski taniec z XVII w., połączenie poloneza i mazura. [przypis edytorski]

287. turbator choru — śpiewak, przerywający pieśń chóru uroczystymi okrzykami. [przypis edytorski]

288. Orfeusz (mit. gr.) — genialny śpiewak i poeta, jego muzyka miała wzruszać nawet zwierzęta i uspokajać wzburzone morze. [przypis edytorski]

289. Liszt, Ferenc (1811–1886) — kompozytor i pianista węgierski epoki romantyzmu. Stworzył nowy gatunek muzyczny: poemat symfoniczny. [przypis edytorski]

290. Paganini, Niccolo (1782–1840) — wirtuoz skrzypiec, popisywał się grą skomplikowanych utworów na pojedynczej strunie. [przypis edytorski]

291. rulada — szybki pasaż w muzyce wokalnej. [przypis edytorski]

292. Europa (...) rusza się na głos lutni, na kształt skały — nawiązanie do mitów, według których muzyka Orfeusza poruszała nawet głazy. [przypis edytorski]

293. Po bizantyńsku swoje ciało kruszy — tj. gnie się w ukłonach. [przypis edytorski]

294. o patria (łac.) — ojczyzno. [przypis edytorski]

295. karbonar (z wł.) — karbonariusz, członek tajnego stowarzyszenia rewolucyjnrgo, założone we Włoszech na początku XIX wieku. [przypis edytorski]

296. notturno (wł.) — nokturn, nastrojowa instrumentalna forma muzyczna. [przypis edytorski]

297. alla polacca (wł.) — po polsku, na sposób polski. [przypis edytorski]

298. przesuć — przesypać. [przypis edytorski]

299. beryl — drogi kamień koloru wody morskiej. [przypis edytorski]

300. lulka (z ukr.) — fajka. [przypis edytorski]

301. paszalik a. pachalik — tur. jednostka administracyjna, prowincja rządzona przez jednego paszę; tu: zgromadzenie dostojników. [przypis edytorski]

302. jatagan — broń sieczna średniej długości, bez jelca, o podwójnie zakrzywionym ostrzu. [przypis edytorski]

303. Kassi ruskiej — mowa o Katarzynie II, carycy rosyjskiej. [przypis edytorski]

304. kozaczek — kazaczok, ukr. i ros. taniec ludowy, bardzo żywy i stopniowo przyspieszający. [przypis edytorski]

305. torban właśc. teorban — instrument muzyczny podobny do lutni; popularny na Ukrainie. [przypis edytorski]

306. prysiudy — przysiady, figura taneczna w tańcach ruskich. [przypis edytorski]

307. derwisz — wędrowny mnich muzułmański. [przypis edytorski]

308. peryferium (z łac.) — obrót koła. [przypis edytorski]

309. giaur — tak pogard. nazywali innowierców muzułmanie. [przypis edytorski]

310. dymisji, łysi, wisi — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ś półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

311. zdać się — poddać się. [przypis edytorski]

312. oczów — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

313. damasceńska szabla — szabla ze stali produkowanej w Damaszku w Syrii. Ta bardzo ceniona stal była wytwarzana od X do XVI w., potem technologia została zapomniana. [przypis edytorski]

314. janczarowie — piechota turecka a. tatarska. [przypis edytorski]

315. wehmiczny (z niem. Wehmut: smutek, melancholia) — melancholijny. [przypis edytorski]

316. Hektor — bohater Iliady, syn króla Troi, dzielny wojownik, zabił go Achilles w odwecie za śmierć swojego przyjaciela Patroklosa. [przypis edytorski]

317. Herkulanum — jedno z miast pogrzebanych pod popiołami w czasie wybuchu Wezuwiusza w 79 r. Prace wykopaliskowe prowadzono tam już w XVIII w., a odsłonięte motywy zdobnicze miały wpływ na rozwój nurtu klasycystycznego w sztuce europejskiej. [przypis edytorski]

318. Lach (daw., ukr.) — Polak. [przypis edytorski]

319. partią — dziś popr. forma B. lp: partię. [przypis edytorski]

320. grafini — hrabina. [przypis edytorski]

321. koryfant a. koryfeusz — przewodnik chóru w tragedii greckiej; tu: wodzirej. [przypis edytorski]

322. obskurant (łac.) — człowiek mający wsteczne poglądy. [przypis edytorski]

323. comte (fr.) — książę. [przypis edytorski]

324. Aryjadna (mit. gr.) — Ariadna, królewna kreteńska, która pomogła Tezeuszowi wydostać się z labiryntu po zabiciu Minotaura; tu nawiązanie do pomocy przy wyjściu z grobowca, jakiej udzieliła Beniowskiemu panna Gruszczyńska. [przypis edytorski]

325. szarza — szarość. [przypis edytorski]

326. dywdyk a. tyftyk — bogata tkanina turecka. [przypis edytorski]

327. Lepaż — Jean Lepage (1779–1822), słynny rusznikarz z Paryża. [przypis edytorski]

328. na ścienie — dziś: na ścianie. [przypis edytorski]

329. rodnik — rodowód. [przypis edytorski]

330. kulbaka — wysokie siodło. [przypis edytorski]

331. białemi skrzydły — dziś popr. forma N. lm: białymi skrzydłami. [przypis edytorski]

332. eheu (łac.) — niestety. [przypis edytorski]

333. dwa sotka — dwie setki. [przypis edytorski]

334. Chazarowie — lud koczowniczy pochodzenia tureckiego, żyjący w średniowieczu z pasterstwa i wypraw łupieskich na terenach Kaukazu i Krymu. [przypis edytorski]

335. Hunowie — plemię azjatyckich koczowników, którzy najechali Europę w IV–V w., powodując wędrówkę ludów i przyczyniając się do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego. [przypis edytorski]

336. zdechliną ich karm wszystkich, lecz nie świnią — Tatarom, jak i innym muzułmanom, religia zabrania spożywania wieprzowiny. [przypis edytorski]

337. maża — kryty wóz używany przez czumaków, tj. ukr. chłopów żyjących z handlu solą i innymi towarami. [przypis edytorski]

338. wtwarzyć się (neol.) — wsunąć twarz, zajrzeć. [przypis edytorski]

339. garełko (z ukr.) — gardziołko. [przypis edytorski]

340. surma — trąba. [przypis edytorski]

341. Abdel-Kader — Abd al-Kader (1808–1883), emir arabski, przywódca walk plemion Algierii z kolonizacją francuską; tu przen.: wojownik. [przypis edytorski]

342. Waka — wieś tatarska niedaleko od Wilna. [przypis edytorski]

343. dwurożce — mowa o półksiężycach, symbolu wiary muzułmańskiej. [przypis edytorski]

344. Pieśń XI — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Części I niniejszej pieśni odpowiada w dzisiejszej numeracji [Pieśń VI]; części II odpowiada [Pieśń XII (?)]; część III stanowi kombinację strof od 7-ej do 15-ej i od 2-ej do 6-ej fragmentu publikowanego później jako Odmienne opracowanie historii Wernyhory; część IV stanowi kombinację strof 1-ej, 16-ej i 17-ej z fragmentu Odmienne opracowanie historii Wernyhory; części V, VI i VII stanowią kolejne fragmenty [Pieśni XIII (?)]; części VIII odpowiada [Pieśń XIV (?)]. [przypis edytorski]

345. Pieśń XI, część I — w nowszych wydaniach z tą częścią, noszącą tam numer Pieśń VI, łączą się Fragmenty o księdzu Marku: Tymczasem Anioł przyszedł cały złoty/ Do księdza Marka celi, i rzekł: „Księże,/ Zaprzestań twojej z Lachami roboty,/ Bo ich mysl — myśli Boskiej me dosięże./ Są małe duchy — do ziemskiej roboty/ Skazane, które pierwej były węże/ I wiele jadu przetrawiły w sobie,/ A teraz — dają go... na kraju grobie./ Więc weź twój kostur... i szukaj... a prawie/ Obaczysz... kto jest z nich silniejszy w duchu:/ Nie ci, co chodzą jak tęczowe pawie,/ Pas odsłaniając dumy w każdym ruchu,/ Ale ci, którzy w żebraków postawie.../ Imieniem swoim nie trącili słuchu/ I są jak dzieci... zasłużeni wielce/ Myślami Pannie Boskiej Rodzicielce./ Tych dostań... i tych, którzy pokutują/ Za dawne grzechy... a są teraz w ciele,/ Których — tu inni obmowami trują —/ Takich po wioskach znajdziesz bardzo wiele./ Niech tylko w sobie ojczyznę poczują,/ Ze wszystkich onych będą zbawiciele”./ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ./ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ./ Tymczasem się ksiądz Marek w czarnym dębie/ Do snu położył... i spał jak zabity.../ I dąb się w próchna wystroił błękity,/ I noc spokojna była — lecz gołębie/ Duchy latały wkoło... jak na zrębie/ Starej kaplicy... zawichrzone wrony,/ I tak śpiewały: „O, błogosławiony!/ W tobie myśl Boża teraz się poczyna,/ Śpij w imię Ojca i Ducha i Syna!/ Co widzisz, prawdą jest... Oto na niebie/ Walkę... i duchów wielkie zamieszanie./ Śpij... boś skazany na ukrzyżowanie/ I wielkie dzieła — dzieją się przez ciebie./ Ty na ojczyzny ostatnim pogrzebie/ Będziesz święconą wodą trumnę zlewał,/ Ty Anioł Pański będziesz smutnie śpiewał./ Potem od Ciebie śpiew raz podniesiony,/ Coraz wyższemi będzie płakać tony”. [przypis edytorski]

346. bat’ko pane (z ukr.) — ojcze panie. [przypis edytorski]

347. ja już idu spaty, kto inszyj tobi bude, pane, hraty (z ukr.) — ja już idę spać, kto inny tobie będzie, panie, grać. [przypis edytorski]

348. Roś — rzeka w środkowej części Ukrainy, prawy dopływ Dniepru. [przypis edytorski]

349. wołosza — suknia z grubego sukna. [przypis edytorski]

350. diak — pomocnik księdza w kościele prawosławnym, śpiewak liturgiczny i nauczyciel. [przypis edytorski]

351. Alpów — dziś popr. forma D.: Alp. [przypis edytorski]

352. czumak (daw. ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły; włóczęga, koczownik. [przypis edytorski]

353. Bojan — mit. bard ruski, wnuk Welesa, bożka pieśniarzy i rycerzy, wspomniany w Słowie o wyprawie Igora, miał żyć na przełomie XI i XII w i należeć do drużyny Jarosława Mądrego; za wcielenie Bojana podawał się w swoich wierszach Józef Bohdan Zaleski (1802-1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej. [przypis edytorski]

354. Korsuń (dziś ukr.: Korsuń-Szewczenkiwskij) — miasto na środkowej Ukrainie nad rzeką Roś, w średniowieczu zamek władców kijowskich, w XVII w. rezydencja Wiśniowieckich; w bitwie pod Korsuniem (1648) Kozacy Chmielnickiego wraz z Tatarami zwyciężyli wojska polskie. [przypis edytorski]

355. krwawnik — minerał o czerwonym zabarwieniu, hematyt lub chalcedon. [przypis edytorski]

356. Smiła — miasto na Ukrainie, w obwodzie czerkaskim. [przypis edytorski]

357. rzezuń (z ukr. rezun) — siepacz, zabijaka, tu mowa o hajdamakach, uczestnikach buntu chłopskiego. [przypis edytorski]

358. Lear — bohater tragedii Shakespeare’a Król Lear, legendarny król Brytanii, popadł w obłęd, kiedy przekonał się, że córki, którym przekazał władzę, chcą go oszukać i ubezwłasnowolnić. [przypis edytorski]

359. truna (daw.) — trumna. [przypis edytorski]

360. Mat’ swoju zabyw bat’ko Wernyhora (z ukr.) — Ojciec Wernyhora zabił swoją matkę. [przypis edytorski]

361. Zabyw mene, synu (z ukr.) — zabiłeś mnie, synu. [przypis edytorski]

362. łyra moja, hde ty (z ukr.) — liro moja, gdzie jesteś. [przypis edytorski]

363. Lach (daw., ukr.) — Polak. [przypis edytorski]

364. szlaga — iron. ubogi szlachcic; szlachetka. [przypis edytorski]

365. poszle — dziś popr. forma 3 os. lp cz. przysz.: pośle. [przypis edytorski]

366. Tasso, Torquato (1544–1595) — wybitny poeta włoskiego renesansu, autor poematu rycerskiego Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]

367. lux (łac.) — światło; tu przen.: sława. [przypis edytorski]

368. pidu, pane (ukr.) — pójdę, panie. [przypis edytorski]

369. smertny (z ukr.) — śmiertelny. [przypis edytorski]

370. płony (daw.) — jałowy, próżny. [przypis edytorski]

371. sklep (daw.) — sklepienie. [przypis edytorski]

372. Łyra, hde ty (z ukr.) — liro, gdzie jesteś. [przypis edytorski]

373. by — tu: jak, niby. [przypis edytorski]

374. futor a. chutor — daw. zagroda oddalona od wsi na słabo zaludnionych obszarach Ukrainy i Rosji. [przypis edytorski]

375. Kahorlik — miasto na Ukrainie, ok. 70 km na płd. od Kijowa. [przypis edytorski]

376. um (ros.) — rozum. [przypis edytorski]

377. Pieśń XI, część IV — po tym fragmencie w późniejszych wydaniach dodaje się Ustęp przekreślony odmiennego opracowania historii Wernyhory: Powiedział nawet, że ten bezmogilny/ Przeżyje Polskę... A tego upiora/ I starca tego imię Wernyhora.../ Że jest jak stary dąb krewki i silny,/ I mówił, że koń to zaklęty, duchowy,/ Z gwiazdami u nozdrza — przez błękit Rosiowy/ Przejdzie jak łabędź — przeleci ją wpław,/ Jasny jak srebru, tęczowy jak paw;/ Przyleci po kręgach księżyca złotego,/ I porwie lirnika przed śmiercią żywego,/ I będzie go nosił... z krwawemi oczyma,/ Jak trupa żółtego, co siodła się trzyma;/ Przez burze i mgły... czerwone i sine,/ Przez krzyże, co złocą czarownic krainę,/ Od ziemi... od świata, od słońc malowany,/ Nam tu niewidzialny... lecz zawsze słyszany./ Tę dziwnąm ja powieść... notował i zbierał,/ A dziad na barłogu... już charkał — umierał,/ Przy bladym ka[ga]nku... bez księdza — i wiary./ Gdy umarł, kazałem położyć na mary,/ A że był to piątek... wiec zeszły się bractwa/ Z chorągiew tęczami i tłumy żebractwa./ Ja sam czarny kontusz... przywdziałem na siebie/ l bytom na króla żebraka pogrzebie.../ I cerkwie dzwoniły... po stepach blaszane,/ Paląc się jak słońce od zorzy różane,/ I diaki śpiewali:....Wieczne odpocznienie... [przypis edytorski]

378. miesięczny (daw.) — księżycowy. [przypis edytorski]

379. Czarty były Wernyhoru,/ Nadybaw mater, hdeś koło futoru,/ Taj byw, taj łyru tyskaw w hrud’ kobity,/ Taj na smert’ matku byw, ne moh zabyty (z ukr.) — Diabli bili Wernyhorę,/ Zastał matkę gdzieś koło futoru i bił,/ i lirę cisnął w pierś kobiety,/ i na śmierć matkę bił, a nie mógł zabić. [przypis edytorski]

380. piszła (ukr.) — poszła. [przypis edytorski]

381. Pieśń XI, część V — po tym fragmencie w późniejszych wydaniach następują strofy: „Wodziłem ja był na boje rycerzy,/ Lecz teraz siędę — i będę spoczywał,/ Bo tu dzieciątek moich para leży.../ Adasiek jeszcze wczoraj kwiatki zrywał,/ A dzisiaj — patrzaj, Boże — trupek świeży,/ Bielutki, jakby srebrem się umywał,/ Jak wosk bielutki... zarznięty biedaczek,/ Najmłodsze moje dziecko — mój synaczek./ O! Matko Boska, zbudź go... wszak ja proszę,/ Tak cię ogniście proszę... Matko Boska,/ Zbudź go... ja twój cud po świecie ogłoszę,/ Ja ciebie, Matko Święta Poczajowska,/ Ubrylantuję... ja różane kosze/ Przyniosę tobie... Każda biedna zgłoska/ Twego imienia i Chrystusa Pana/ Po kraju pójdzie złotem drukowana...”/ Tak stary jęczał... od rozumu prawie/ Odszedłszy... szlachta wokoło wąsata/ Słuchała. Wszystkim śniło się na jawie,/ Że gołąb cudu w tej kaplicy lata.../ Obraz złocony palił się jaskrawie/ Nad głową starca... a krwawa obiata,/ Na ołtarzowe rzucona podnóże,/ Leżała... główki dziatek, jak dwie róże./ A Ona — święta — na ostrzu miesiąca/ Stojąca... łez się i krwi litowała.../ Co było dalej — tego już płacząca/ Ta pieśń nie będzie dalej opiewała./ Więc, że mi radzi Muza latająca/ Znów Beniowskiego wziąć.../ ........................................... [przypis edytorski]

382. Sawyna — zdrobnienie od imienia Sawa. [przypis edytorski]

383. prątek (daw., reg.) — pręcik, patyk. [przypis edytorski]

384. pidem (z ukr.) — pójdziemy. [przypis edytorski]

385. każy (ukr.) — powiedz, nakaż. [przypis edytorski]

386. taj dom stawity (z ukr.) — i dom stawiać. [przypis edytorski]

387. budesz byty (z ukr.) — będziesz bić. [przypis edytorski]

388. pendent (z łac.) — pas zakładany przez ramię służący do noszenia szabli. [przypis edytorski]

389. spisa — rodzaj włóczni; Kozacy używali najczęściej spis krótkich, z ostrymi grotami na obu końcach. [przypis edytorski]

390. bombardier (z fr.) — daw. żołnierz obsługujący działo. [przypis edytorski]

391. zygmuntówka — szabla zdobiona portretem króla Zygmunta III Wazy. [przypis edytorski]

392. jaszczyk (z ros.) — skrzynia na amunicję. [przypis edytorski]

393. Salamina — wyspa niedaleko Aten, gdzie w 480 r. p.n.e. Grecy pokonali i zmusili do ucieczki przeszło dwukrotnie liczniejszą flotę perską. [przypis edytorski]

394. poemata — dziś popr. forma B. lm: poematy. [przypis edytorski]

395. kulbaka — wysokie siodło. [przypis edytorski]

396. par — para, opar. [przypis edytorski]

397. zdrajce — dziś popr. forma M. lm: zdrajcy. [przypis edytorski]

398. jaszczur — skóra cielęca, kozia lub owcza, używana do wyrobu galanterii kaletniczej; tu: skórzana pochwa szabli. [przypis edytorski]

399. temlak właśc. temblak — tu: pas rzemienny u rękojeści szabli, umożliwiający zawieszenie broni na przegubie ręki. [przypis edytorski]

400. jatagan — broń biała, krótsza od szabli, używana od XVI w. przez Turków, Arabów i Persów. [przypis edytorski]

401. kaganiec — tu: kaganek, lampka. [przypis edytorski]

402. Pieśń XII — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Niniejsza pieśń odpowiada [Pieśni VI (C)]. [przypis edytorski]

403. Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w więzieniu. [przypis edytorski]

404. Pułaskich obu — w działaniach konfederacji barskiej brało udział kilku przedstawicieli rodziny Pułaskich, dwaj najważniejsi to ojciec Józef (1704–1769), współtwórca i marszałek konfederacji barskiej, oraz jego syn Kazimierz (1745–1779), który zginął w bitwie pod Savannah jako generał wojsk walczących o niepodległość Stanów Zjednoczonych. [przypis edytorski]

405. Dumurier — własc. Charles-François Dumouriez (1739–1823), generał francuski, jeden z dowódców konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

406. kornet (z fr.) — dawne nakrycie głowy. [przypis edytorski]

407. korab (daw.) — okręt. [przypis edytorski]

408. fontaź — nakrycie głowy, wysoki czepek zdobiony trzema rzędami koronek. [przypis edytorski]

409. Loyola, Ignacy (1491–1556) — święty Kościoła katolickiego, teolog, założyciel zakonu jezuitów. [przypis edytorski]

410. vacuum (łac.) — próżnia. [przypis edytorski]

411. Wybicki, Józef (1747–1822) — senator, wojewoda, autor dzieł politycznych, dramatów i pamiętników. Uczestnik konfederacji barskiej. Autor słów hymnu narodowego. [przypis edytorski]

412. Hugo, Victor (1802–1885) — francuski pisarz, poeta, dramaturg. Uznawany za najważniejszego przedstawiciela literatury francuskiego romantyzmu. Przedmowa do dramatu pt. Cromwell zawiera jego teorie dotyczące estetyki. [przypis edytorski]

413. Alwar — tak powszechnie nazywano w Polsce gramatykę łacińską napisaną przez uczonego portugalskiego, jezuitę i językoznawcę Emmanuela Alvareza (1526–1583). [przypis edytorski]

414. herezji, poezji, Świtezi — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ź półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

415. czamarka (daw.) — czamara, kurtka. [przypis edytorski]

416. żupa (daw.) — kopalnia soli. [przypis edytorski]

417. krotochwila (daw.) — żart, zabawa. [przypis edytorski]

418. larmy z faryny (z wł. a. z fr.) — łzy z mąki. [przypis edytorski]

419. et cetra — łac. et caetera: i tak dalej. [przypis edytorski]

420. przyczepnina — aluzja, pretensja. [przypis edytorski]

421. tutor (łac.) — opiekun. [przypis edytorski]

422. Repnin, Mikołaj Wasiljewicz (1734–1801) — książę rosyjski, generał, feldmarszałek. Inicjator konfederacji innowierczych: słuckiej i toruńskiej, później katolickiej konfederacji radomskiej (1767). By doprowadzić do przegłosowania traktatu gwarancyjnego, na tzw. Sejmie Repninowskim (1767–1768) uprowadził przywódców konfederacji radomskiej, których następnie osadził w Kałudze. [przypis edytorski]

423. dla wolności wpada w ador — tu: zachwyca się ideą wolności ludu. [przypis edytorski]

424. Sołtyk, Kajetan (1715–1788) — biskup krakowski. [przypis edytorski]

425. Rzewuski, Wacław (1706–1779) — hetman wielki koronny. W czasie Sejmu Repninowskiego jako jeden z przywódców opozycji antyrosyjskiej został wraz z bp. krakowskim Kajetanem Sołtykiem porwany przez posła rosyjskiego Nikołaja Repnina i zesłany na 5 lat do Kaługi. [przypis edytorski]

426. szkuta — statek, barka. [przypis edytorski]

427. Aryjadna (mit. gr.) — Ariadna, królewna kreteńska, dała Tezeuszowi nitkę, żeby mógł wydostać się z labiryntu po zabiciu Minotaura. [przypis edytorski]

428. szczoty (ros.) — rodzaj liczydła używanego w Rosji od XIV w. [przypis edytorski]

429. Ewiana — tu: jak u Ewy, pierwszej kobiety. [przypis edytorski]

430. czaj (ros.) — herbata. [przypis edytorski]

431. Cybernetyka — aluzja do dzieła B. Trentowskiego Stosunek filozofii do cybernetyki czyli sztuki rządzenia narodem (1843). [przypis edytorski]

432. inclusive (łac.) — razem. [przypis edytorski]

433. Niemkini — Niemka; tu aluzja do żony Trentowskiego. [przypis edytorski]

434. Psyche (mit. gr.) — piękna kochanka Erosa, boga miłości, który odwiedzał ją co noc pod osłoną ciemności, ale nie chciał jej pokazać swojej twarzy. Psyche wiedziona ciekawością zapaliła świecę, bóg obudził się i zagniewany jej nieposłuszeństwem odleciał. Psyche wytrwale szukała ukochanego po całym świecie, wreszcie bogowie uczynili ją nieśmiertelną i żoną Erosa. [przypis edytorski]

435. A uczesany już podług Chowanny — aluzja do dzieła B. Trentowskiego pt. Chowanna czyli system pedagogiki narodowej (1842). [przypis edytorski]

436. requiem (łac.: odpoczynek, spoczywanie) — modlitwa za zmarłych. [przypis edytorski]

437. kruż (daw.) — naczynie, kielich. [przypis edytorski]

438. Ruth Moabitka — postać biblijna z Księgi Rut, po śmierci męża nie porzuciła swojej teściowej Noemi i wraz z nią przybyła do Betlejem, gdzie obie wdowy żyły bardzo ubogo. Poświęcenie Ruth docenił bogaty krewny jej męża, który wziął ją za żonę. Była prababką króla Dawida. [przypis edytorski]

439. Pregel (niem.) — Pregoła, rzeka przepływająca przez Królewiec (dziś: Kaliningrad). [przypis edytorski]

440. Lecz może, w duchu będąc, robić cuda! — w późniejszych wydaniach po tych słowach pojawia się strofa: Lub robić sama przez się — lub się w drugą/ Duszę przelawszy... być w niej siłą... mocą,/ Zaczepną bronią w rękach — i kolczugą/ Sercu... i słońcem, które świeci nocą,/ I panią razem — i razem być sługą,/ I nawet w świecie aniołów pomocą;/ Wdzięcznością cudną ducha nas obarczyć,/ A świat dać, za świat stanąć — i wystarczyć. [przypis edytorski]

441. truna (daw.) — trumna. [przypis edytorski]

442. Pieśń XIII — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Niniejsza pieśń odpowiada [Pieśni VII (C)]. [przypis edytorski]

443. lewada (daw., reg.) — polana, łąka okolona drzewami, ogród. [przypis edytorski]

444. najady (mit. gr.) — nimfy, opiekunki strumyków, jezior i źródeł. [przypis edytorski]

445. drapichrust — tchórz, włóczęga, hultaj. [przypis redakcyjny]

446. kostyra właśc. kostera — gracz, ryzykant. [przypis redakcyjny]

447. wołokit (z ros.) — włóczęga. [przypis redakcyjny]

448. dyjeta — dziś: dieta. [przypis edytorski]

449. Elborak własc. Al Buraq (mit. ar.) — biały skrzydlaty koń, który według legendy woził proroków Islamu do nieba. Stworzenie to przedstawiano też z głową kobiety. [przypis edytorski]

450. kałamaszka (daw., reg.) — prosta bryczka bez resorów i budy, popularna wśród szlachty na Kresach w XVIII i XIX w. [przypis edytorski]

451. Bałta — miasto z płd. części Ukrainy, ok. 200 km na płn. od Odessy, powstałe w XVIII w. z dwóch twierdz, pol. Józefgrodu i tur. Bałty. [przypis edytorski]

452. oprawną w cielę — mowa o książce z okładkami ze skórki cielęcej. [przypis edytorski]

453. kocz — wóz, powóz. [przypis edytorski]

454. Cooper, James Fenimore (1789–1851) — powieściopisarz amerykański, autor powieści przygodowych. [przypis edytorski]

455. Nieśwież — miasto na Białorusi, ok. 110 km na płd. zachód od Mińska; w XVI–XVIII w. siedziba Radziwiłłów. [przypis edytorski]

456. przedrabować — tu: przejrzeć. [przypis redakcyjny]

457. Lindego słownik — pierwszy nowoczesny słownik języka polskiego, zredagowany przez Samuela Bogumiła Lindego (1771–1847), wydany w Warszawie w latach 1807–1814. [przypis edytorski]

458. Tygodnikowi oddał Orędownik — „Tygodnik Literacki” i „Orędownik Naukowy”, pisma literackie, wychodzące w Poznaniu w latach 1838–1845 i 1840–1846. [przypis redakcyjny]

459. jakby je... Cyrcejskie zaraziły zioła świniną — nawiązanie do czarodziejki Kirke (mit. gr.), która zamieniła w świnie towarzyszy Odyseusza. [przypis edytorski]

460. burłak — robotnik rzeczny w dawnej Rosji; biedak, samotnik, włóczęga. [przypis edytorski]

461. Bozi, mrozi, ambrozji — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ź półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

462. puścizna — spuścizna, dziedzictwo. [przypis edytorski]

463. kaleta — torebka, woreczek na pieniądze, mieszek. [przypis edytorski]

464. azard (z fr. hazard: ryzyko) — koleje losu, przypadki; niebezpieczeństwa, niespodziewane, ryzykowne przygody. [przypis edytorski]

465. Zawisza Czarny z Grabowa herbu Sulima (ok. 1370–1428) — sławny polski rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem, uosobienie cnót rycerskich. [przypis edytorski]

466. miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

467. wołosza — Wołosza a. Wołoszczyzna: kraina i państwo na terenach dzisiejszej płd. Rumunii, rządzone przez hospodara i zależne od Imperium Osmańskiego; tu: zbieranina dzikich ludzi. [przypis edytorski]

468. lemieszka — potrawa z tłuczonych ziemniaków i prażonej mąki; tu przen.: mieszanina. [przypis redakcyjny]

469. buzdygan (z tur.) — broń obuchowa pochodzenia wsch., pałka, maczuga; w Polsce w XVI–XVIII w. oznaka władzy wojskowej. [przypis edytorski]

470. Pieśń XIV — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Części V niniejszej pieśni odpowiada [Pieśń XI]. [przypis edytorski]

471. Delille, Jacques (1738–1813) — francuski poeta i tłumacz, autor poematu Ogrody, jego pompatyczny styl był wzorem dla polskich poetów klasycystycznych. [przypis edytorski]

472. Amfitryjon (mit. gr.) — dziś: Amfitrion, syn króla Tyrynsu, dzielny wojownik, mąż Alkmeny, jednej z kochanek boga Zeusa; tu: człowiek gościnny, gospodarz, organizator zabawy. [przypis edytorski]

473. Bijon własc. Bion z Borystenu — grecki filozof żyjący w III w. p.n.e. [przypis edytorski]

474. dylemma (z gr.) — trudny wybór, dylemat. [przypis edytorski]

475. bajdara (ukr.) — łódź wiosłowa a. statek rzeczny, używany na Dnieprze. [przypis edytorski]

476. przed polskiemi berły — dziś popr. forma N. lm: przed polskimi berłami. [przypis edytorski]

477. w synie — dziś popr. forma Ms. lp: w synu. [przypis edytorski]

478. Askalon a. Aszkelon — miasto i port morski w Izraelu, ok. 30 km na płd. od Tel Awiwu; istniejące już w XXX w. p.n.e., za czasów biblijnych miasto filistyńskie, potem gr., od VII w. n.e. arabskie; w 1099 r. pod Askalonem wojska I wyprawy krzyżowej pokonały armię muzułmańską, idącą z Egiptu na pomoc Jerozolimie. [przypis edytorski]

479. boleście — dziś popr. forma M. lm: boleści. [przypis edytorski]

480. rumatyczne — dziś: reumatyczne. [przypis edytorski]

481. Fawoni własc. Fawoniusz (mit. rzym.) — wietrzyk wiosenny, odpowiednik gr. Zefira. [przypis edytorski]

482. raby (reg.) — pstry. [przypis edytorski]

483. szarafan (daw.) — suknia a. płaszcz. [przypis edytorski]

484. Walkirie (mit. skand.) — córki boga Odyna, dziewice-wojowniczki, uzbrojone, dosiadające skrzydlatych koni lub wilków, były wysłanniczkami ojca i wychodziły na spotkanie wojownikom, ginącym bohatersko w bitwach. [przypis edytorski]

485. drzewy — dziś popr. forma N. lm: drzewami. [przypis edytorski]

486. Dziewonia — w mit. słowiańskiej boginka łąk. [przypis edytorski]

487. zaścierka (daw.) — zapaska, fartuszek. [przypis edytorski]

488. czernica — tu: jagoda. [przypis edytorski]

489. korowaj (reg.) — placek weselny. [przypis edytorski]

490. Nie ustrzygą mi włosów mołodyce — mowa o postrzyżynach przed ślubem; mołodyca (ukr.) — panna, dziewczyna. [przypis edytorski]

491. panosz lub panosza (czes.) — w XIV i XV w. w Polsce i Czechach rycerz służebny nieszlacheckiego pochodzenia. [przypis edytorski]

492. Branecki — własc. Franciszek Ksawery Branicki (1730–1819), generał artylerii litewskiej, później hetman wielki koronny. Wierny królowi Stanisławowi Augustowi, walczył z konfederatami i wraz z wojskami rosyjskimi zdobył Bar. [przypis edytorski]

493. Litewka (daw.) — Litwinka. [przypis edytorski]

494. Egeria (mit. rzym.) — nimfa wodna. [przypis edytorski]

495. Dzierzanowski — własc. Michał Dzierżanowski herbu Grzymała (1725–1808), awanturnik, przez jakiś czas miał przebywać na służbie fr. gubernatora Indii, podobno został też samozwańczym królem Madagaskaru (jak nieco później Maurycy Beniowski), po powrocie członek konfederacji barskiej, dowodził nieudaną próbą opanowania Krakowa, skazany przez konfederatów na banicję. [przypis edytorski]

496. Cypaj — najemny żołnierz w Indiach. [przypis edytorski]

497. bonza — kapłan buddyjski w Chinach i Japonii. [przypis edytorski]

498. Elna — zdrobnienie od imienia Helena. [przypis edytorski]

499. drutem podszyta ta czujka — kurtka podbita drutem, zbrojona. [przypis edytorski]

500. idy (z ukr.) — idź. [przypis edytorski]

501. zaszeptane — zaczarowane. [przypis edytorski]