Beniowski1

Pięć pierwszych pieśni

Pieśń I

Za panowania króla Stanisława2

Mieszkał ubogi szlachcic na Podolu,

Wysoko potem go wyniosła sława;

Szczęścia miał mało w życiu, więcej bolu;

Albowiem była to epoka krwawa,

I kraj był cały na rumaku, w polu;

Łany, ogrody leżały odłogiem,

Zaraza stała u domu za progiem.

Maurycy Kaźmierz Zbigniew miał z ochrzczenia

Imiona; rodne3 nazwisko Beniowski.

Tajemniczą miał gwiazdę przeznaczenia,

Co go broniła jako Częstochowski

Szkaplerz4: od dżumy, głodu, od płomienia,

I od wszystkich plag — prócz śmierci i troski;

Bo w życiu swojem namartwił się bardzo,

A umarł, choć był z tych, co śmiercią gardzą.

Młodość miał bardzo piękną, niespokojną.

Ach! taką tylko młodość nazwać piękną,

Która zaburzy pierś jeszcze niezbrojną,

Od której nerwy w człowieku nie zmiękną,

Ale się staną niby harfą strojną

I bite pieśnią zapału nie pękną.

Przez całą młodość Pan Beniowski bujnie

Za trzech ludzi czuł — a więc żył potrójnie.

Wioseczkę małą miał — ale dziedziczną,

Dwadzieścia miał lat — był u siebie panem.

Spraszał do domu szlachtę okoliczną.

Fortunka jego ciągle ciekła dzbanem.

Miał nadto proces i sprawę graniczną;

A prędzej sprawę wygrałby z szatanem,

Niż z ową psiarnią wtenczas palestrantów5:

Słowem, że przyszło do długów i fantów6.

Pozbył się naprzód klinów7 i futorów8.

Potem i konie wyprzedał z uprzężą —

Nie znano wtenczas jeszcze w Polsce szorów9,

O które żony dziś mężów ciemiężą10

Pozbył się potem swoich białozorów11,

Regentowi12 dał charty — w rękę księżą

Ostatnie grosze dwa za ojca duszę,

I na ornaty dwa ojca kontusze.

Z tych majątkowych ostatnich konwulsji

Nie zyskał, jedno wyrok przeciw sobie:

Wyrok, w którym rzecz była o ekspulsji13.

Mało o to dbał (tracąc na chudobie14,

Dzisiaj są ludzie młodzi stokroć czulsi15),

Lecz Pan Beniowski rzekł: ja sam zarobię

Na drugą wioskę, et si non mi noces

Fortuna16 — z wioską nabędę i proces.

I znowu mój syn będzie miał przyjemność

Z palestrą jadać i być Akteonem17;

I na przyjaciół wzdychać niewzajemność,

I stać, tak jak ja, pod ciemnym jesionem,

Który mój ojciec sadził... O! nikczemność!

Tu Pan Kazimierz jęknął harfy tonem,

I na szumiący jesion łzawo spojrzał.

W tej chwili zyskał trochę — trochę dojrzał,

Trochę skorzystał w sobie jako prawnik,

Trochę skorzystał jak człowiek odarty,

Na którego sam Pan Sędzia, Zastawnik18

I Regent19 — niby trzy głodne lamparty,

Lub jako muły puszczone na trawnik,

Lub jak na duszę rozsierdzone czarty,

Wpadli, ogryźli i na pocieszenie

Rzecz zostawili słodką — doświadczenie.

O! doświadczenie — ty jesteś pancerzem

Dla piersi, w której serce nie uderza;

Jesteś latarnią nad morskiem wybrzeżem,

Do której człowiek w dzień pochmurny zmierza;

O! doświadczenie — jesteś ciepłem pierzem

Dla samolubów; tyś gwiazdą rycerza,

Bawełną w uszach od ludzkiego jęku —

Dla mnie, śród ciemnej nocy — świecą w ręku.

Lecz Pan Beniowski liczył lat dwadzieścia,

O doświadczenie jak o grosz złamany

Nie dbał — wolałby mieć wioskę i teścia;

To jest ślubem być dozgonnym związany

Z Panną Anielą. — Tej sztuka niewieścia

Sprawiła, że był srodze zakochany:

Na gitarze grał i rym śpiewał włoski,

I wszystko dobrze szło — dopóki wioski

Nie stracił... wtenczas po włosku: addio!20

Po polsku: pisuj do mnie na Berdyczów21.

Okropne słowa! jeśli nie zabiją,

To serce schłoszczą tysiącami biczów.

Panna Aniela, dziewczę z białą szyją,

Była z rodziny dostatniej A...wiczów...

Kochała wiernie — wierność była w modzie...

Lecz ojciec — ten stał jak mur na przeszkodzie.

Mimo to jednak Aniela, jak róże,

Co nad wysoki mur liściem wybiegną

Patrzeć na słońce — oczy miała duże,

Czarne. — Jak róże, co się nad mur przegną,

I mimo czujne ogrodowe stróże,

Zerwaniu chłopiąt i dziewcząt ulegną,

A potem gorzki los tych niewiniątek

Więdnąć na włosach i sercach dziewczątek;

Aniela — mimo ojcowskie czuwanie

Widywała się ze swoim Zbigniewem.

Kronika milczy, czy to widywanie

Odbywało się pod jaworu drzewem,

W godzinę, kiedy słychać psów szczekanie,

Kiedy słowiki wywołują śpiewem

Księżyc spod ziemi; — lecz pozwól asindziej22,

Że się nie mogli widywać gdzie indziej...

Zwłaszcza o innej porze... Ojciec srogi,

Do tego wielki oryginał, splennik23;

Diabeł wie jakiej wiary: w rzymskie bogi

Wierzył i wierzył w proroctwa i w sennik,

Chrystusa także krwią oblane nogi

Całował; zwał się cesarzów plemiennik24...

Słowem była to dziwna meskolancja25

Świętości, złota, folgi26 — jak monstrancja27.

To porównanie pojąłbyś od razu,

Gdybyś go widział w złocistym szlafroku,

Z łbem łysym, gdzie jak z Rembrandta28 obrazu

Odstrzeliwało słońce; kiedy w mroku

Adamaszkowych purpur, stał jak z głazu

Kłaniającym się ludziom na widoku;

I stał jak martwy, niczem się nie wzruszył,

Lecz widać było, że żył — bo się puszył.

Zamek jego stał nad rzeczką Ladawą29

Na skale — a pod skałą staw był wielki.

W tym stawie widać było twarz jaskrawą

Słońca i białe łabędzie Anielki;

Grobelka z młyńską u końca zastawą,

Za groblą kościół Panny Zbawicielki

Z trzema wieżami baniastemi, w złocie;

I chat okienka niby oczy kocie.

Wszystko to było dziwnie piękne, cudne!

Zwłaszcza, że szlachcic, wielki oryginał,

Góry uczynił do przebycia trudne,

Wężowe w skałach ścieżki powycinał,

I między róże, co rosły odludne,

Postawiał golce rzymskie30. — Ten puginał

W ręku swym trzymał i twarz miał brodatą —

Skąd łatwo było poznać, że to Kato31.

Apollo w morzu zostawił koszulę,

I na Starosty górach stał bez listka.

Dalej w egipskich katakombach ule;

Dalej posągi, którym koniec świstka

Wyłaził z gęby i przemawiał czule

Do Pana zamku jak do Antychrystka...

Albowiem wszystkie te wymysły pańskie

Nie katolickie były — lecz pogańskie.

W ogrodzie stała jakaś larwa32 niema,

Czarna, ogromna, rozrosła szeroko,

Był to krzesany33 dąb na Polifema34.

Jedno w koronie miał wybite oko

A tyle widział nieba, co obiema,

I nad sadzawką coś dumał głęboko,

Patrząc tem jednem okiem w ciemną wodę;

Na deszcz miał czarny wzrok, jasny w pogodę.

Naprzeciw była bardzo ciemna grota,

Przed nią się nieraz siwy rybak skłoni,

Gdy go na stawie ogarnie ciemnota,

A sieci pluszczą śród spokojnych toni;

Albowiem w grocie Matka Boska złota,

Z wieńcem różanych lamp na jasnej skroni,

Jako Dyjanna35 o poranku biała,

Na staw z różanej tęczy wyzierała...

Słowem — było to istne głupstwa wzgórze,

Zwierciadło czyste cnego antenata36;

Na którym meszty37 świeciły papuże38,

Rzymska, purpurą bramowana szata,

Przy ucztach często na łysinie — róże,

A w ręku czara ze śmiercią Sokrata39,

Tak dobrze, wiernie wykowana40 rylcem —

Że kto pił, zdał się mędrcem — nie opilcem.

Z tego wszystkiego Pan Kazimierz śmiał się.

Lecz zakochany w cudownej Anieli,

Wyjawić szczerze swoich myśli bał się;

Polubił nawet te posągi w bieli,

Te groty od lamp różane — i stał się

Nabożnym bardzo w każdej skalnej celi;

W każdej albowiem była jego droga41,

I w każdej po niej została część Boga. —

Woń jakaś, jakiś duch nieprzenikliwy,

Co myśli wtrącał i duszę w marzenia.

Każdy z nas miał kraj młodości szczęśliwy,

Kraj, co się nigdy w myślach nie odmienia.

Ja sam, com widział Chrystusa oliwy42,

Góry z marmuru i góry z płomienia,

Wolę — i sądzę najpiękniejszą z krajów

Jedną maleńką wieś, pełną ruczajów43,

Pełną łąk jasnych, gdzie kwitnie wilgotna

Konwalia, pełną sosen, kalin, jodeł;

Gdzie róża polna błyszczy się samotna,

Gdzie brzozy jasnych są kochanką źródeł —

A zaś przyczyna temu jest istotna,

Że na tych bagnach, gdzie potrzeba szczudeł,

Jam wtenczas bujał na młodości piórach

Jasny i chmurny — jako księżyc w chmurach.

O! Melancholio! Nimfo, skąd ty rodem?

Czyś ty chorobą jest epidemiczną?

Skąd przyszłaś do nas? Co ci jest powodem,

Że teraz nawet szlachtę okoliczną44

Zarażasz? — Nimfo! za twoim przewodem

Ja sam wędrówkę już odbyłem śliczną!

I jestem dzisiaj — niech cię porwie trzysta! —

Nie Polak — ale istny Bajronista...

Trochę w tem wina jest mojej młodości,

Trochę — tych grobów, co się w Polszcze mnożą,

Trochę — tej ciągłej w życiu samotności,

Trochę — tych duchów ognistych, co trwożą,

Palcami grobów pokazując kości,

Które się na dzień sądny znów ułożą,

I będą chodzić skrzypiąc, płacząc, jęcząc;

Aż wreszcie Pana Boga skruszą — dręcząc.

Prześliczna strofa! mógłbym zacząć od niej

Nowy poemat, jak sąd ostateczny;

I przy Eumenid45 pokazać pochodni,

Jak jest grzech każdy dziwnie niebezpieczny;

Jak w jasnem niebie daleko jest chłodniéj

Niż w piekle, kędy płonie ogień wieczny;

Lecz wolę dzieło to rzucić na poźniéj;

Bo do porządku mnie wołają Woźni...

Ci Woźni są to krytycy. — Kolego,

Byłżeś w Arkadii tej, gdzie Jezuici

Są barankami? — pasą się — i strzegą

Psów; i tem żyją, co ząb ich uchwyci

Na pięcie wieszcza. Kraina niczego!

Pełna wężowych ślin, pajęczych nici,

I krwi zepsutej — Niebieska kraina!

Co za pieniądze Bab — truć nas zaczyna.

O! Polsko! jeśli ty masz zostać młodą46

I taką jak ta być, co dzisiaj żyje,

I być ochrzczona tą przeklętą wodą,

Której pies nie chce, wąż nawet nie pije,

Jeśli masz z twoją rycerską urodą

Iść między ludy, jak wąż co się wije;

Jeśli masz zrównać się z podstępnym Włochem:

Zostań, czem jesteś — ludzi wielkich prochem!

Ale to próżna dla ciebie przestroga!

Ciebie anieli niebiescy ostrzegą

O każdej czarze — czy to w niej przez wroga,

Czyli47 przez węża i pająka swego

Wlane są jady. — Jesteś córką Boga,

I siostrą jesteś Ukrzyżowanego.

Ciebie się żadna trucizna nie imie48

Krzyż twym Papieżem49 jest, twa zguba w Rzymie!

Tam są legiony zjadliwe robactwa:

Czy będziesz czekać, aż twój łańcuch zjedzą?

Czy ty rozwiniesz twoje mściwe bractwa,

Czekając na tych, co pod tronem siedzą?

I krwią handlują, i duszą biedactwa,

I sami tylko o swem kłamstwie wiedzą;

I swym bezkrewnym wyszydzają palcem

Człeka, co nie jest trupem — lub padalcem.

Lecz pokój z niemi — nie, ten brud ruchomy

Nie zna pokoju — więc życzenie próżne!

Niechaj więc włażą w zakrwawione domy,

Niech plwają50 na miecz — stworzenia ostróżne,

Aby zardzewiał, nim będzie łakomy

Ich zgiętych karków, niech mają usłużne

W jadzie maczane pióra — dusze w bagnie —

Niech żyją — takiej krwi — nikt nie zapragnie.

Czołem bijący w marmur Chrystusowy,

Kiedym się skarżył na klątwy i zdrady,

Tom się i o ten kielich krwi octowy

Upomniał — i Grób zaparł się: że gady

Z niego nie wyszły — lecz z urwanej głowy

Ten polip odrósł i lud wyssał blady.

Wygnać go była kiedyś wielka praca...

Ma nas za trupa ten szakal — i wraca.

Precz z nim — lub, jeśli przyczołgnie51 się żmija,

Pod Boga skrzydło kryjmy się i gromy. —

Lecz widzę, że mię ten liryzm zabija,

Że na Parnasu52 szczyt prowadzi stromy:

Kiedy czytelnik tę górę omija,

I woli prosty romans, polskie domy,

Pijące gardła, wąsy, psy, kontusze,

A nade wszystko szczere, polskie dusze.

Wszystko mieć będzie, wszystko mu przyrzekam,

Tylko o trochę cierpliwości proszę.

Ja sam na Muzę i natchnienie czekam,

I czoło moje pomarszczone noszę,

I poematu ekspozycję zwlekam,

I weny ducha lekkiego nie płoszę,

Który na mózgu jak motyl na róży

Usiądzie — aż się kwiat listkami zmruży,

A potem nagle odemknie swe łono

Świeże i jasne — i na okolice

Roześle wonie, co wszystko pochłoną. —

Ja się zdolnością natchnień bardzo szczycę,

I tu pokażę, że nie jest zmyśloną,

Lecz z moich rymów czyni błyskawice;

A mym przekleństwom daje siłę grotów.

Czekajcie! — już pieśń zacznę — jużem gotów.

Był wieczór. — Z kwiatów wychodziły wonie

Melancholiczne, ciemniał las dębowy.

Beniowski kazał osiodłać dwa konie:

Jeden dla siebie, na drugim domowy

Miał jechać sługa. Beniowski na skronie —

Chciałbym powiedzieć: włożył hełm stalowy —

Lecz nie poemat pisząc, tylko gadkę,

Powiem, że tylko wdział — konfederatkę53.

Zapiął na piersiach szpencer54 z barankami,

Zawiesił burkę55 z tygrysiemi łapy56,

Wsiadł na koń57, spojrzał na ganek ze łzami,

Pogłaskał konia — koń otworzył chrapy

I w ciemną domu sień zaparskał skrami

Na pożegnanie. Klasły58 dwa harapy59

Pana i sługi... I pan ze swym sługą

Wyszli z rodzinnych progów — i na długo.

O! gdyby wtenczas jaka Nimfa smętna,

Wiadoma60 ludzkiej przyszłości, krzyknęła:

Już ty nie wrócisz! i stopy twej piętna

Są tu ostatnie! — lecz jeśli twe dzieła

Zapisze sława wszystkiego pamiętna:

Ten dom, z którego cię nędza wypchnęła,

Będzie świątynią, a te ciche świerki

Pójdą na krzyże i na tabakierki,

A twe koszule porżną na szkaplerze,

A twe papiery — choćby to był tylko

Od ekonoma list albo przymierze

Wiecznej miłości z Handzią lub Marylką —

Sawantka61 łzami rzewnemi wypierze

I w sztambuch62 wklei albo przypnie szpilką;

Że twa peruka — jeśli masz perukę? —

Frenologistów63 podeprze naukę;

Że twój but prawy powieszą w Sybilli64,

A o znikniony lewy będą skargi. —

Nie mówię więcej, bo mój rym już kwili,

I łzami się już zalewają wargi! —

Lecz gdyby jaka Nimfa w owej chwili,

Kiedy nasz rycerz na świata zatargi

Puszczał się, takie proroctwo wyrzekła:

Uczułby w sercu coś — coś na kształt piekła...

O! dzika żądzo pośmiertnego żalu,

Jakim ty jesteś smutnem głupstwem ludzi!

Zwłaszcza, że wiedziesz prosto do szpitalu65

Rozmarzonego. — A nim się obudzi

Już w jego oczach jak w mglistym opalu

Błyskają światła, szpitalnicy chudzi,

Mniszek pacierze, trumien robotnicy,

Mgła — za tą chmurą Pan Bóg na kształt świécy.

Ale to wszystko jedno. — Nasz bohater

Dom swój opuszczał ze swym starym sługą,

Jak opuszczała swój dom panna Plater66...

A kiedyś, dawniej, Czarnecki67 z kolczugą68...

Ach, tak jak później nasz sejmowy krater69,

Który wybuchnął wielką, jasną fugą70

Z Warszawy — Wisłę przewędrował promem...

I mówi, że jak ślimak wyszedł z domem...

Ach, tak jak sztaby, klub i wszyscy święci,

Co dzisiaj w każdym są kalendarzyku

Emigracyjnym71, niby z krzyża zdjęci;

Jak ja nareszcie, co w tym słoneczniku

Muszę się kręcić, bo się ze mną kręci

Za każdem słońcem — słońc mamy bez liku!

I trzeba dobrze nam tą myślą przesiąc72,

Że dla niezgody słońc — królem jest miesiąc73.

Lecz to dla innych wieszczów ta bez twarzy

Walka, jak w dawnej Skandynawów wierze

Wojna niebieskich, krwawych luminarzy74

Teraz niech nowi wystąpią rycerze,

Ułani, dawnych synowie husarzy,

Którym krew ruska chorągiewki pierze.

Pan Kaźmierz jechał takim być ułanem —

Kłaniało mu się zboże całym łanem.

Kłosek mu każdy dziękował ugięty,

Bławatek każdy mu się przypatrywał,

Ani się skarżył, choć kopytem ścięty.

Beniowski jechał cicho — sługa śpiéwał

Jedną z tych pieśni, w których jęk zamknięty;

A głos po łanach złocistych przepływał

I wpadał w ciemny las, na dębów słuchy.

Te drżały, bijąc skrzydłami jak duchy.

Ciemniało. — Rycerz wyjechał nad jary,

Skąd rzucił okiem na dom swej kochanki.

Skała ta jako wielki obłok szary,

Stała nad stawem; nad nią były wianki

Drzew ogrodowych i dom wielki, stary,

Z płomienistemi okny i krużganki75.

Całą tej górze postać ekscentryczną

Odjęła złota noc swą szatą śliczną.

Nie widać było posągu Junony76,

Dalekim oczom zniknął gdzieś Apollo,

Ale dąb widać było zamyślony,

Co stał nad zamkiem, żeniony z topolą.

Lecz z zamku księżyc wybuchał czerwony,

Jak smutny aktor, co z Hamleta rolą

Wyjdzie na scenę. Księżyc wstąpił krwawy

I oczerwieniać zaczął staw Ladawy.

Pan Kaźmierz był z tych, co stawią na tuza77

Cały majątek; przegrał go i plunął —

Lecz patrząc na ten dom, gdzie wziął harbuza,

I z nadziei swych na wiek wieków runął:

Westchnął! — i wzniosła mu się w piersiach śluza,

Łzami się zalał i z siodła się sunął78

Jak człowiek, który dostał nagle mdłości. —

Przyskoczył stary Grześ: „Co Jegomości?”

„Święta Maryjo, ratuj! dziecko kona!”

Na to Beniowski rzekł: „poprawiam strzemię.”

Odepchnął sługę, co go brał w ramiona,

W konfederatkę79 się chlasnął i w ciemię,

Spojrzał na księżyc, co zeń jak z Memnona

Wydobył jęki80, i całe trosk brzemię

Takiem westchnieniem wielkim w księżyc cisnął,

Że księżyc śćmił się — zmarszczył — i znów błysnął.

Westchnąwszy jechał dalej brzegiem jaru,

A za nim sługa w ceglastym kontuszu.

Smutnemu wiatr się zdaje pełen gwaru,

Litość aniołów brzęczy koło uszu:

Smutny jest gotów do bójki i swaru,

Gorączkowego pełen animuszu.

Takim Beniowski był i jego lozak81

Szczęściem, że żaden się nie zjawił kozak82.

Bo w takiej chwili kochanek rozpaczny

Gorszy niż lwica Wirgilla83 hirkańska84

Jechał więc smutny rycerz; za nim baczny

Na wszystko jechał Grześ — a wódka gdańska

W skórzanej flaszy dźwięk dawała smaczny,

I bełkotała ta nimfa szatańska,

Właśnie jak gołąb, co z miłości grucha,

Lub poetyczna na Litwie ropucha.

Słysząc, jak słodko zapraszała flasza,

Spróbował jej Grześ raz, dwa i trzy razy,

I w oczach mu się wnet zrobiła kasza

Z gwiazd, a sam księżyc był szperką85 — a głazy

Ludźmi. Więc jako żona Eneasza

Został się w Troi86, z konia spadł na ślazy87,

I tak bohater zbył swojego sługi —

Ale za koniem jego szedł koń drugi...

I było coraz ciemniej... — wtem — o! cuda!

Koń Grzesia zaczął prześcigać panicza;

Na nim siedziała jakaś wiedźma ruda,

Gałąź pokrzywy miała zamiast bicza —

Tu widzę, że mi się poemat uda,

Że mi już Muza swoich łask użycza;

Więc dalej! wieszczów galopem wyprzedźmy,

Jest ex machina deus88 — w kształcie wiedźmy.

Więc, jak powiadam, zrównały się konie.

Beniowski nagle ocknął się i wzdrygnął,

Widząc, że siedział czart w srebrnej koronie

Na koniu, co go jak wicher prześcignął...

I wziął z Kaźmierza rąk w kościane dłonie

Lejce i stepem zamroczonym śmignął,

Ciągnąc za sobą mojej pieśni syna. —

Że Polak daje się wieść — nie nowina!

Widziałem — Ale stój, Muzo! bieg krzywy

Tu nie przystoi wcale. — Miesiąc świeci,

Na koniu wiedźma, gałęzią pokrzywy

Smaga po zadzie konia i tak leci

W srebrnej koronie jak anioł straszliwy!

O którym roją na pół senne dzieci,

Że ma koń89 ze mgły, z wężów srebrnych bicze,

Skrzydła ogniste i niańki oblicze...

I coraz prędzej, jakby anioł zgonu

Pędził za naszym rycerzem i babą.

Dźwięk głuchy kopyt jak jęczenie dzwonu,

Jako tętnienia echo jęczał słabo,

A ręka wiedźmy jak liść wielki klonu,

Gdy sczerwienieje lub, jak mówi Strabo90,

Łapa Ibisa91, czerwona, bez pierza:

Za lejc trzymała swój — i lejc92 rycerza.

W zawrocie głowy, rycerz wlepił oczy

W tę rękę z trzema czerwonemi żyły93.

A więc rozmyślał, czy z konia zeskoczy?

Ale mu jego koń był bardzo miły —

Czy świśnie szablą, aż się łeb potoczy

I spadnie z karku wiedźmy do mogiły? —

Ale i ta myśl druga, i ta chętka

Zdawała mu się nie zła — lecz za prędka.

A tu bym wiedzieć chciał twe mądre zdanie,

Mój czytelniku, i twój sąd o rzeczy;

Gdyby cię takie spotkało porwanie?

I nie spodziewał się znikąd odsieczy?

I widział taką rękę, Mości Panie!

Czerwoną? — do miliona krwawych mieczy!

Taką ohydną rękę? pełną kości?

Co pozbawiła cię ludzkiej godności!

Zwłaszcza, jeżeli jesteś demokratą

I o swą godność indywidualną

Dbasz wielce. — Co byś więc powiedział na to?

Gdybyś przez babę tak suchą! fatalną!

I — nie wiem pewnie — lecz może wąsatą

Sę-Symonistkę94 i nie idealną

Ale kościaną, był pozbawion woli

I tchu i czynił to, co godność boli?

Nie wiesz? — Więc sobie zamawiam twą łaskę

Nadal, na rzeczy ważniejszych sądzenie. —

Beniowski więc wpadł w szatańską zatrzaskę95, —

Widzę w tem jego gwiazdę, przeznaczenie!

I leciał jak wiatr, patrząc w bladą maskę,

Którą słoneczne wkładają promienie

Na twarz księżyca; a w tym prędkim biegu

Świat mu się cały zdawał kłębem śniegu.

Nagle — zwolniła kroku przewodniczka,

Roześmiała się, zeskoczyła z siodła.

Beniowski siedział na koniu jak świéczka,

Patrząc, gdzie go ta wędrówka zawiodła.

Ujrzał, że chwastem zarosła uliczka,

Międza skałami — co mogą za godła

Służyć dwóm sercom, rozdartym na wieki, —

Wiodła go prosto — prosto — do pasieki.

Pasiekę tę znał dobrze i te skały,

I tę ścieżeczkę pełną rudej glinki.

Tutaj pasterskie roił ideały96

Z których czytelnik może robić drwinki. —

Starosta córce dał ten gaik mały

I od niej nazwał miejsce — Anielinki.

A zaś ta wiedźma, na pozór straszliwa,

Była to niańka panny, stara Diwa97

Poznał ją rycerz i za tę czerwoną,

Za tę Ibisa rękę wnet uścisnął.

„Więc ty Irydą98 jesteś, a Junoną

Jest twoja Pani? Teraz obłok prysnął!

Ach widzę, jaką miałem myśl szaloną!

I co bym zrobił, gdybym szablą świsnął

I odciął ci tę rękę, Diwo stara.

Drugi raz nie graj w diabła i w Tatara.”

Tak mówiąc, za swą Diwą szedł z pośpiechem,

I ze skał wyszli na łąkę zieloną;

Na którą księżyc spoglądał z uśmiechem,

Widząc tysiącznych róż otwarte łono.

Chata nakryta prostej słomy wiechem,

Ścieniona lipy ogromnej koroną,

Stała na łące w najciemniejszej głębi,

Z girlandą śpiących wokoło gołębi.

Z drżeniem za Diwą szedł Beniowski młody,

Prowadząc konia, co się wyrwał z dłoni

I poszedł z wolna, parskając, do wody. —

Ta wyglądała spod białych jabłoni,

Szarfą księżyca, błękitem pogody. —

Za nim koń drugi poszedł rżąc — a oni,

To jest nie konie, lecz nasz rycerz z Diwą

Weszli w lepiankę pochyłą i krzywą.

Staruszek, Diwy mąż, poświecił w sieni,

I drzwi otworzył od panny pokoju.

Na progu stała, jakby smętna ksieni99,

Panna Aniela cała w białym stroju;

Z dyjamentowych zaś miesiąc pierścieni

Podobny do gwiazd migających roju,

Błyskał na kruczych włosach rozwiniętych,

Właśnie jakoby złote światło świętych.

Beniowski myślał, że anioł i witał

Jak bóstwo, długiem, przeciągłem westchnieniem,

Potem się zmięszał100 i o zdrowie spytał; —

Co dziś byłoby wielkim uchybieniem!

Nieświatowością! znakiem, że nie czytał

Pani Sand101, że się bajronicznym cieniem102

Nie okrył, że jest niezgrabny w rozmowie,

Że nie wie, jak to mówić romansowie103.

Ja sam się dziwię, że za bohatera

Wziąłem takiego prostego szlachcica!

Oto pierwszy raz swe usta otwiera

Przed swą kochanką, która w nów księżyca

Swe włosy czarno-błękitne ubiera,

Jakby sawantka104 albo czarownica:

I słyszy — że nie jak wieszcz lub astronom,

Kochanek wita ją — lecz jak ekonom.

Na niezgrabnego już masz patent — a ja,

Rycerzu, wyprę się twoich grubijaństw —

I cała moich poematów zgraja

Lęka się dalszych twoich swarów, pijaństw,

Anhelli105 cię ma biały za lokaja,

I Balladyna skora do zabijaństw

Wolałaby się w trupów ukryć gęstwie,

Niż przyznać, że jest z tobą w pokrewieństwie.

Co jest niejaką prawdą, bo te mary

Jedne się rodzą z serca, drugie z głowy,

A trzecie tylko z dziwnej, twardej wiary

W przyszłość, a czwarte obłok piorunowy,

A piąte mi koń w stepach przyniósł kary. —

Lecz ten poemat będzie narodowy,

Poetów wszystkich mi uczyni braćmi,

Wszystkich — oprócz tych tylko — których zaćmi.

Lecz do powieści. — Więc na progu stała

Panna Aniela prosta, dumna, czysta,

Dla zalotników zwyczajnych jak skała;

Z czego kochanek wybrany korzysta,

Albowiem nigdy nie kokietowała

Dlatego tylko, aby mieć ze trzysta

Kornych kochanków pod wachlarza trzonkiem,

Z których by żaden nie chciał być małżonkiem.

Lecz u Polaków tak! — Ciągną jak słomki

Za oczkiem jakiej Marysi lub Wandy,

Która im różne rozdaje przydomki,

A wiosną listkiem cyprysu, lewandy106

Z niemi w zielone gra lub wiąże słomki,

Lub wędkę rzuca w te rybek girlandy,

Które za każdym wody pluskiem płyną,

Skosztują — haczek obaczą — i miną.

Lecz u Polaków tak — widziałem całe

Przy jednej pannie gimnazja, licea;

Ta miała często rączęta nie białe,

A złość tak wielką w sercu jak Medea107,

A zaś korzyści z tych miłości małe,

I małe bardzo na później trofea.

Rozdały wiele włosów, łez, podwiązek:

Żadna nie weszła stąd w małżeński związek.

A stąd przestroga, że takie zbiorowe

Miłoście108 nic są w miłości niewarte;

Że lepiej serce zawrócić niż głowę;

Serca w miłości bowiem są uparte,

Choć głowy stokroć bardziej romansowe,

I stokroć bardziej ogniście zażarte;

I często widząc, że na świecie źle tym,

Z rozpaczy kończą tak, jak Werter w Götym109.

Więc z drugiej strony w tem jest kompensacja110

Dla tych, co dzisiaj są staremi panny111,

Gdy na rozstajnej drodze112 jaka stacja,

I kamień, i trup w białą czaszkę ranny,

Świadczą — że każda z nich, jako akacja

Okryta słodkim kwiatem w czas poranny,

Brzęczała wkoło pszczół zalotnych wieńcem,

I ma kochanka w piekle — potępieńcem.

Takim sposobem wnet jest heroiną113

I poeci ją rymami zaszczycą:

Już jej nie nazwie nikt w pieśni dziewczyną,

Lecz musi nazwać posępnie dziewicą,

A kochanek jej, jak Fingal lub Ryno114,

W chmurach skłębionych igra z błyskawicą

I śpiewa wichrom piekielny tryjolet115,

Mając łzy w oczach — a w ręku pistolet.

Ale to nie był los panny Anieli.

Chociaż tak piękna, jak żadna śmiertelna,

Zbliżyć się ludzie i kochać nie śmieli.

Została dumna i nieskazitelna,

Chodziła jako łabędź lub anieli,

Kołysząc się na giętkiej stopie; strzelna

Nie była swemi zrennicami116 — zgoła! —

Lecz oczy czarne jej paliły czoła.

Włosy jej długie, krucze, w róg zwinięte,

Ciężyły głowie swą jedwabną wagą.

Ta sama głowa miała kształty święte,

I uświęcone snycerską powagą117,

Smukłe, ku plecom w okrągłość ściągnięte. —

Ktokolwiek widział marmurową, nagą

Florencką Wenus, nie weźmie za fraszki

Tego — co mówię tu, o formie czaszki.

Jak owe jaje, w którem kiedyś Leda118

Powiła syna bogu łabędziowi —

Jak? — dzisiaj się to wytłumaczyć nie da

Przez żaden nowszy cud katolikowi!

A gdym tłumaczył, to panna Prakseda

Święta — aniołek jezuicki, wdowi,

Jak na kazaniu siedziała sanskryckim,

A potem dała mi w sam łeb — Witwickim.119

Więc dziękowałem Bogu, że spod prasy

Nie wyszło jeszcze sześć psalmów Bojana120,

Bo bym te wszystkie katolickie kwasy

Miał na łbie, wszystkie sześć — bo ta kochana

Panna Prakseda, gdy chodzi w zapasy

I chce traktować kogo jak szatana:

Co ma pod ręką katolickich wieszczy,

Rzuca na głowę i bije, i wrzeszczy.

Podziękowawszy więc Bogu, że tylko

Dostałem Złotym Ołtarzykiem121 — który

Każdą klamerką mię ukłuł jak szpilką;

Na niedźwiadkowe się bowiem pazury

Zamyka. — Czemże jest ból? Jedną chwilką!

Jak mówią w Dziadach Mickiewicza chóry.

Podziękowawszy za chwilki chwilowość,

Wpadam w opisy znów i w romansowość.

Aniela miała cudowną postawę,

W noszeniu głowy cudną lekkość — włosy

A l’antique122 — barwy troszeczka bladawe,

Oczy skier pełne, teraz pełne rosy,

Smutne i twarzy kochanka ciekawe,

I pytające się o własne losy.

Jej ręka piękna, maleńka i biała

Za szorstką, silną biorąc rękę — drżała.

„Ty wyjeżdżałeś! tyś mi nie powiedział!

Ale me serce jest miłośnym szpiegiem.

Nie mów mi, że jest między nami przedział

Fortuny. — Jestem nad przepaści brzegiem.

Usiądź — opowiem — wszystko będziesz wiedział!

Nie strasz się tylko trudności szeregiem,

Nie strasz się! jesteś ludziom w poniewierce...

Lecz ja cię kocham jedna — ja mam serce.

„Straciłeś cały majątek? — i cóż mi

Majątek? ludzi sąd? — ja kocham ciebie!

Ja twego serca chcę — a nie twych dusz123mi

Potrzeba — pójdę o żebranym chlebie.

Nie odpowiadaj mi na to, nie krusz mi

Serca — mój los już zapisany w niebie!

Ja kocham ciebie! w twojem sercu żyję.

Kto nas rozdzielić chce — ten mię zabije!

„Dzisiaj przyjechał Dzieduszycki124 z drogi,

Znów się oświadczył i o moją rękę

Prosił. — Mój ojciec stał się dla mnie srogi.

I guwernantka jak na moją mękę

Za ojcem trzyma. I ludzie, i bogi

Przeciwko nam są — i wuja Sosenkę

Przekabacili125 już na swoją stronę.

Płakałam — patrzaj — oczy mam czerwone.

„A tu jak na złość! dla Dzieduszyckiego

Był bal. — Czy widzisz jak jestem ubrana?

Musiałam ubrać się dla ojca mego

W ten księżyc — lecz ja dla mojego pana,

Dla ciebie tylko! dla ciebie samego

Ubrałam się tak w kwiaty — po kolana.

Prawda, że dobrze mi tak bez zawoja? —

Ja nie ubrałam się dla nich — ja twoja!

„Lecz ty wyjeżdżał? gdzie? — O! ty niewierny!

Gdyby nie Diwa, byłbyś już daleko.

Gdzieżeś ty jechał? gdy mię ból nieźmierny

Dręczy — kiedy mię przed ołtarze wleką,

Gdy nie zostaje nic, jak się w cysterny

Rzucić lub twoją się zakryć opieką:

Ty mię opuszczał w chwilę tak okrutną!

Ja przebaczyłam już — ale mi smutno.

„Czy ty nie ufasz, że ja zdołam jedna

Oprzeć się — zostać twoją? — ja nie płocha!

Ty nie wiesz, co to jest kobieta biedna,

Kiedy ją dręczą, kiedy mocno kocha —

Zgubi się — potem u wszystkich wyjedna

Łzy nad swem sercem zgubionem i trocha

Kwiatów i więcej też żadnej nie trzeba...

Cóż to? — Nie mówisz nic do mnie? — O! nieba!

„Myślałam, że ty mi dodasz nadziei.” —

Tu wypuściła z rąk rękę kochanka —

„Myślałam, że ty w tej smutnej kolei...” —

Tu blisko, szczęściem, stała z wodą szklanka,

Wzięła ją... drżące w szkło usteczka klei,

Ząbki o kryształ dzwonią jak kraszanka126,

Kiedy się z drugą spotka w dziecka dłoni127,

Rzekłbyś, że perła o dyjament dzwoni.

„Myślałam...” — Głos jej o jedną oktawę

Zniżył się i pękł, jak pęknięcie struny. —

Boleść złamała jej giętką postawę,

Myślałbyś, że się chyliła do truny128,

Tak nawet małe usteczka jaskrawe

Zbladły, uczuwszy gorzkich łez piołuny.

Padła na krzesło i przez łzawe deszcze

Błysnął ostatni jęk — „Kochasz mię jeszcze?”

Beniowski już był na kolanach; w dłonie

Wziął drżącą rączkę Anieli... Tu proszę

Włożyć mi wieniec Petrarki129 na skronie,

Bo na tem pieśń zakończę i ogłoszę

Po dawnych wieszczów umarłych koronie

Czas bezkrólewia; pobuntuję kosze130,

Krytyków kupię z Grabowskim131 prymasem,

Reszta owczarzy moja. — A tymczasem

Jako pretendent na własne poparcie

Utworzę całe wojsko w drugiej pieśni.

Epiczny zamiar wyjawię otwarcie,

Wyjdę z dzisiejszej estetycznej cieśni,

I skrzydeł mojej Muzy rozpostarcie

Tęczowym blaskiem was oślepi wcześniéj

Niż miałem zamiar. Suszę tylko głowę,

Jak w rzecz wprowadzić rzeczy nadzmysłowe.

Nie podobało się już w Balladynie132,

Że mój maleńki Skierka w bańce z mydła

Cicho po rzece kryształowej płynie;

Że bańka się od gazowego skrzydła

Babki-konika rozbija i ginie;

Że w grobie leżąc Alina nie zbrzydła,

Lecz piękna z dzbankiem na głowie martwica

Jest jak duch z woni malin i z księżyca.

Nie podobało się, że Grabiec spity

Jest wierzbą, że się Balladyna krwawi133,

Że w całej sztuce tylko nie zabity

Sufler i Młoda Polska, co się bawi,

Jak każdy głupiec, plwając na sufity

Lub w studnię... która po sobie zostawi

Tyle co bańka mydlana rozwalin,

A pewnie nie woń myrry134 — ani malin...

O! Boże! gdyby przez metampsychozę135

W Kozaka ciało wleźć albo w Mazura;

I ujrzeć, jaką popełniłem zgrozę

Pisząc — na przykład — Anhellego136. Chmura

Gwiazd, białych duchów, które lgną na łozę

Jak szpaki Danta137: rzecz taka ponura,

A taka mleczna i nie warta wzmianki —

Jak kwiat, posłany dla pierwszej kochanki.

Pewnie bym takich nie napisał bredni,

Gdybym był zwiedził Sybir sam, realniéj;

Gdyby mi braknął gorzki chleb powszedni,

Gdybym żył jak ci ludzie borealni138

Troską i solą z łez gorących — biedni!

Tam nędzni — dla nas posępni, nadskalni,

Podobni Bogom rozkutym z łańcuchów139,

W powietrzu szarem, mglistem, pełnem duchów.

Pewnie bym... — Lecz ta spowiedź jest za długa,

Dygresje — nudzą; więc — mój czytelniku

Spróbuj, czy ci się pieśń podoba druga,

Gdzie więcej nieco będzie gwaru, krzyku,

Kościół i wielka słoneczna framuga,

I na tęczowym Duch Święty promyku,

Także cokolwiek szlachty. — Powieść taka

Jak dawny, długi, lity pas Polaka.

Pieśń II

O! nie lękajcie się mojej goryczy!

Dalibóg! nie wiem sam, skąd mi się wzięła;

Długo po świecie pielgrzym tajemniczy

Chodziłem, farby zbierając do dzieła,

A teraz moja Muza strof nie liczy,

Lecz złe i dobre gwiazdy siać zaczęła;

Komu za kołnierz spadnie przez przypadek

Sirius rzucony przez nią lub Niedźwiadek140,

Spali się — lecz ja nie winien. — Per Bacco141!

Różnymi drogi142 mój poemat wiodę:

Jak chochlik często częstuję tabaką,

A gdy kichają, ja zaczynam odę,

Na przykład drugą piękną odę taką

Jak do młodości. Może serca młode

Pokochają mnie za to, żem jest śmiały,

Jak Roland143, który w pół rozcinał skały.

I teraz chciałbym rozciąć — co? — dom jeden,

Podolski jeden dom rozciąć na dwoje

I pokazać wam jaki szczery Eden!

Jak nieraz pełne aniołów pokoje!

Jak złoty, piękny domów jest syredeń144! —

Ukraińskie to słóweczko, nie moje.

Wywołał je tu rym przez dźwięki bliźnie,

Nie miłość, którą mam ku Kozaczyźnie.

Chciałbym więc rozciąć jeden z dawnych dworów,

Które na górach stoją nad stawami.

Stawy — to tarcze z tęczowych kolorów,

Gdzie się łabędzie białe za gwiazdami

Gonią, podobne do srebrnych upiorów.

A na nie księżyc jasnymi oczami

Patrzy, na niebie jeden, przez topole,

A drugi taki złoty księżyc — w dole.

Atoli wnętrze tych domów dopiéro

Poetyczne jest — zwłaszcza jeśli miłość

Oświeci, wonną je napełni myrrą145,

I ścian drewnianych sprostuje pochyłość;

Podolanek są usta srebrną lirą,

Serca... Ta strofa ma pewną zawiłość,

Której nie lubię, lecz ją skończyć muszę. —

Serca są takie jak aniołów dusze.

Sam znałem jedną — lecz nie wspomnę o niéj,

Bo się nadzwyczaj mój rym rozserdeczni,

Od serca mi jej wiało tyle woni

I tyle światła: że mi dziś słoneczniéj —

Chociaż mi zegar teraz północ dzwoni —

Niż gdybym w Boga się patrzał najwieczniéj.

Niech was bluźnierstwa nie rozpędza trwoga,

Ona umarła już. — Jest częścią Boga,

Duszą, światłością, wolą, jedną chwilą

Wieczności, wiedzą wszystkiego. — O! dosyć!

Niech resztę grobu cyprysy ochylą146.

Różom najbielszym jej żałobę nosić147.

Ją słońca drogi mlecznej nie omylą,

Zdziwiona blaskiem, będzie się podnosić

Jako harmonii lekkiej głos, bez końca

Ze słońc, na wielkie słońca i nad słońca.

A gdy się w drogi zatrzyma połowie,

Jak gołąb puszczę za nią skrzydła chyże —

A tu mi ręce zawiążcie na głowie,

I twarzą bladą połóżcie na lirze,

Jakbym w alpejskim upadłszy parowie

Spoczywał. — Miałem ja troski i krzyże —

Więcej niż śniło się wam, filozofom.

Lecz dajmy pokój tym myślom i strofom.

Dosyć o sercach strzaskanych, o świecie

Tu, ziemskim i tam, nadsłonecznym; oba

Smętne są. — Światy wam utworzę trzecie,

Jeżeli się mój poemat podoba,

Znów drugi, wielki tom napiszę w lecie,

A te zostaną pieśni jako proba

Wcale nie według mego serca — ale

Ponieważ moje są: otwarcie chwalę.

Głupi! o sobie dobrze mów!148 wykrzyka149

Ryszard w okropnym bardzo monologu,

Ujrzawszy siebie we śnie jak krwawnika150

Oczerwienionym, na piekielnym progu —

Szkoda, że w księdzu Kiefalińskim151 znika

Szekspir; przyczyną jest trudność połogu

W stanie bezżennym — także to, że z księdza

Nie może nagle być Makbeta jędza.

O księżach dobrze mów! jest to przestroga

Już nie Szekspira, na tym fundamencie

Moralność cała stoi. — Lecz na Boga!

Gdzie mój poemat? Moje przedsięwzięcie

Epiczne? Moja ariostyczna droga152? —

Widzę, że wszystko mi stoi na wstręcie153,

Nawet pisania łatwość rzuca plamę —

Mówią, że w czterech dniach układam dramę.

O! Boże! ileżbym stworzył romansów,

Gdybym chciał wszystkich d...w154 być zabawą,

Wyspą dla grubych naszych Sanczo Pansów155,

Na której by się uczyli ze sławą

Sylabizować. Lecz z prozą aliansów156

Nie chcę — do wiersza mam, jak sądzę, prawo.

Sam się rym do mnie miłośnie nagina,

Oktawa157 pieści, kocha mię sestyna158.

Ktoś to powiedział, że gdyby się słowa

Mogły stać nagle indywiduami;

Gdyby ojczyzną był język i mowa:

Posąg by mój stał, stworzony głoskami

Z napisem patri patriae159. — Jest to nowa

Krytyka. — Stój! — ten posąg błyska skrami,

Spogląda z góry na wszystkie języki,

Lśni jak mozaika, śpiewa jak słowiki.

Otocz go lasem cyprysów, modrzewi,

On się rozjęczy jak harfa Eola160,

W róże się same jak dryjada161 wdrzewi162,

Głosem wyleci za lasy, na pola,

I rozłabędzi wszystko, roześpiewi...

Jak smukła, pełna słowików topola,

Co kiedy w nocy zacznie pieśń skrzydlatą,

Myślisz... że w niebo ulatujesz z chatą,

Że porwał cię głos, jasność księżycowa,

Serce rozkwitłe, rozlatane pieniem,

O! gdyby mogły się na posąg słowa

Złożyć i stanąć pod cyprysów cieniem,

Jak marmur, który duszę w sobie chowa,

I z wolna złotym wylewa strumieniem;

A tak powoli leje i łagodnie,

Że po tysiącach lat jak słońce wschodnie

Stoi w nim cała, ogromna... O! gdyby! —

Zachcenia moje są jak Klefta163 żądze,

Który chciał w trumnie mieć dla słońca szyby

I dla jaskółek — na co? — Znowu błądzę

Jak Telimena, gdy wyszła na grzyby,

A zbiera mrówki (mrówkami są żądze).

Na wiatr to mówię tylko, lecz w nadziei,

Żem dostrzegł, jako Poznańczyk164 — idei.

Czy w poemacie tym, równie szczęśliwa

Krytyka równe porobi odkrycia?

Nie wiem. — Czasami myśl w Eterze pływa

Przez piękne bardzo przelatując śnicia,

Lecz później, pismo, druk, tęcze obrywa

Z kształtów. — A teraz odbłysk mego życia

Na ten poemat pada niezbyt pięknie.

Patrzcie jak serce wesołe — gdy pęknie!

Szczęściem, że pieśni tej bohater młody,

Świeży, miłosny i ma ciemne oko,

Złote połyskiem zielonawej wody,

Lecz niezbyt na świat patrzące głęboko.

Owszem, ma nadto serdecznej pogody,

Nadto mu prawie na świecie szeroko.

Ach! nieraz szczerze westchniecie z litości

Widząc, jaki w nim brak artystyczności!

Poezja go otacza. — Czytelniku!

Na jego miejscu, o! ileżbyś razy

Uczuł, że dusza twa na wykrzykniku

Hypogryfując165, leci, klnie wyrazy;

Klnie, że wokoło zimnych serc bez liku!

Same szkielety pod nią, same płazy!

Beniowski, jakby go Bóg o tym ostrzegł,

A priori166 to czuł — lecz nie spostrzegł.

Co lepsza, nigdy nie mówił, nie pisał —

Biedaczek! brakło mu formy gotowej!

Nigdy się w myśli dzwon nie rozkołysał,

Idei żadnej w nim nie było nowej,

Najnowsze z ustek różanych wysysał,

I teraz, patrzcie, w pasiece lipowej

Klęczy pokornie przy kochanki nodze, —

Oboje na zbyt niebezpiecznej drodze.

Lecz młodość — O! ta, pomimo dewotek,

Ta jest najlepszą obroną dziewicom;

To jest kochanków młodość. — Mimo plotek

Szesnastoletnim się przybliżyć licom

Pozwólcie — zwłaszcza gdy chłopiec podlotek

Zazdrości skrzydeł dwu synogarlicom,

Dlatego tylko, że się mogą bratać,

Piórkami ściskać i gruchać, i latać.

O! pierwsza miłość! tej wiernym obrazem

Jest zamienienie serc bez interesu;

Tej ideałem jest latanie razem

W krainie, w której nie ma końca, kresu.

Potem się człowiek głupi staje płazem,

Mimo krew zimną, z każdego karesu167

Mogą wyniknąć rzeczy złe i zdrożne,

O których książki już mówią nabożne.

Za takie rzeczy, nie rozumiem zgoła,

Dlaczego w Rzymie nieszczęsne grzesznice

Sadzą do zamku Świętego Anioła168,

Prócz tych... — Ta strofa musi zakryć lice;

Wstydzi się, że tę myśl wzięła od czoła,

Nie zaś z profilu. O! Muzy dziewice,

Zarumienieniem waszym ucieszony

Wracam do bajki mojej — z innej strony.

To jest, zostawiam z kochankiem dziewicę

Śród róż, drzew, świateł księżycowych, woni,

Wód rzucających srebrne błyskawice

Spod brzóz i bielą okrytych jabłoni;

Serce przy sercu i przy licu lice,

Dłoń niespokojna w niespokojnej dłoni;

Ach! są to rzeczy bardzo piękne, czułe,

Lecz wieszcza mogą przemienić w gadułę.

A więc do zamku wracam, gdzie Starosta

Kłaniał się, poił, dął, puszył, brał na ton:

A chociaż szlachta go słuchała prosta,

O rzeczach duszy rozmawiał jak Platon —

Na mózg wesołych ludzi wielka chłosta! —

Więc się rozeszli, woląc sen — niż świat on,

Co się naówczas zdał zaatlantyckim.

Został się pan Starosta z Dzieduszyckim169...

Ów Dzieduszycki był to regimentarz

Podolski, wielki wróg konfederacji170,

Z której niedawno chciał uczynić cmentarz,

Co do jednego wyciąć — niech go kaci171!

Z Rulhiera172 pewnie jego czyn pamiętasz:

A tu obaczysz, jak mu się wypłaci

Konfederacja: jak jest niebezpiecznie

Z demokratami być nie dosyć grzecznie!

Przypomnę tylko, że ten paliwoda

Zdradą na obóz napadł i wycinał,

Czego mu potem była wielka szkoda,

Bowiem go czekał stryczek lub puginał173.

Nie znano jeszcze wówczas Wallenroda,

I kończył jak pies, kto zdradą zaczynał:

Exemplum174: oba litewskie biskupy175,

Na dwóch latarniach miejskich — oba trupy.

Dziś zdrajcom łatwiej — jeśli ich pod lodem

Car nie utopi — łatwiej ujść latarni.

Krukowiecki176 jest miasta Wallenrodem,

Demokratycznym jest Gurowski177. — Czarni,

Lecz obu wielka myśl była powodem,

Oba chcą Polski, aby ujść bezkarni;

Bo zna to dobrze ta piekielna para,

Że łatwiej odrwić Polaków — niż cara.

Wallenrodyczność czyli Wallenrodyzm

Ten wiele zrobił dobrego — najwięcéj!

Wprowadził pewny do zdrady metodyzm,

Z jednego zrobił zdrajców sto tysięcy.

Tu nie mam więcej już rymu na odyzm178,

Co od włoskiego odiar-lo — najprędzej

Może zastąpić brak polskiego słowa —

Wallenrodyczność więc — jest to rzecz nowa.

Mój czytelniku, powiem coś na ucho:

I sam Paszkiewicz179... domyślaj się reszty —

— Co? sam Paszkiewicz? — O tym jeszcze głucho,

Lecz jestem pewny — Pomyślał: a wiesz ty,

Że on być musi już przejęty skruchą?

On jest Polakiem aż po same meszty180,

Które mu dzisiaj wyszyła Wallida,

Aby Turkiem był dla Abdul Meszyda181. —

— Tak jest: obaczysz, lecz trzymaj w sekrecie,

Co powiedziałem: nie rzucaj się w spiski,

Bo wielkim rzeczom przeszkodzisz na świecie,

Rzeczom, co jako piorunowe błyski

W chmurach się kryją. — Więc już rozumiecie,

Że Dzieduszycki nie miał jednej kréski182

Od brzegów Dźwiny183 po hordy Nogajca184,

Wszyscy w ojczyźnie mówili: to zdrajca!

Zwalił to wprawdzie na króla rozkazy;

Ale się wyparł król, jak zawsze bywa,

Wyparł się, jako święty Piotr, trzy razy,

I cała wina na koguta spływa

Dlatego, że piał. A więc wszystkie zmazy

Pan Regimentarz, kochanek Gradywa185,

Dźwigał na sobie i chował in petto186

Zemstę, jak Włochy187, co się mszczą stiletto188.

Tymczasem chciał się ożenić bogato,

I okiem wszystkie przemierzywszy domy,

Najlepszym z domów wydał mu się na to

Ów zamek, wielki, malowniczy, stromy,

Gdzie mieszkał szlachcic-pół, pół-król, pół-Kato189,

Pół-wariat, a pół-syn Cezarów Romy;

Maleńki starzec, pół-łysego czoła,

Ojciec, który miał córkę, pół-anioła.

Wybrawszy teścia, przyjechał bez swatów,

Z intencją ojcu się oświadczył, pannie;

Wspomniał o drzewie swoich antenatów190

Nie wspomniał ani raz o krwawej wannie,

Którą chciał sprawić dla konfederatów —

Ale o królu mówił nieustannie,

Pokręcał wąsa, zarzucał wylotów191,

Lubił pić, bardzo nienawidził kotów.

Dlatego kochał psy, gdy gardło zalał...

Pozwolił nieraz Anieli szpicowi,

Aby mu lizał wąs... za psami szalał,

Zalecał nawet dóbr intendentowi,

Ażeby chłopów psom kąsać pozwalał,

Mówiąc zazwyczaj, że to psy uzdrowi

Od bólu zębów, a stąd od wścieklizny, —

Miał jednak dobrą stronę — anewryzmy192, —

Te dowodziły, że miał serce. — Głowy

Nie dowodziła w nim choroba żadna,

Lecz materialny kadłub, z okiem sowy,

Na szyi zawsze nieruchomej; składna

Figurka, uśmiech i ukłon wężowy;

Grzeczność, co w takim panu bardzo ładna!

Wielka znajomość świata, krajów, ludzi.

I wiele tego wszystkiego, co łudzi.

Ów pan układny więc siedział przy stole

Przy samym panu Staroście, na prawo;

Dobijał właśnie targu i na czole

Widać mu było niecierpliwość krwawą,

Gryzącą; oczy utopił sokole,

Za ręce teścia trzymał ręką prawą,

Lewą na stole wyciągniętą prosto

Ku kielichowi i mówił: „Starosto!

„Jakem człek prawy! jakem Polak prawy!

Tak pragnę córkę twoją uszczęśliwić,

Wierzaj mi i bądź, starosto, łaskawy.”

Tu pragnąc trupi głos nieco ożywić,

Pociągnął wina; pił jak but dziurawy,

I zwykł się nieco był po piciu krzywić,

Tak wyciągnąwszy blisko wina kwartę193,

Zmarszczył i czoło rozjaśnił wytarte.

I rozjaśniony znów do zamku pana:

„Starosto, zezwól na szczęśliwość naszą.”

Tak mówiąc, teścia przyszłego kolana

Ścisnął pod stołem i oczy, co straszą

Chłopów jak oczy czerwone szatana,

Uczynił cukrem i ponętą ptaszą —

A miał na oczach swoich jak jastrząbek,

Z powiek wilgotno czerwonych obrąbek.

Starosta na pół śpiący, ale grzeczny

Nie wstawał ani odpowiadał na to,

Pan to był bowiem, co chciał być bezpieczny,

Zwłaszcza, gdy ujrzał twarz żółtą, wąsatą,

I wiedział, że gniew może ściągnąć wieczny,

Gniew, który czeka z lichwą i z wypłatą.

Siedział więc zimny, lecz trochę się puszył,

Że w konkur194 wielki pan o córkę ruszył.

Nie odpowiadał nic, bo przez połowę

Już spał — a wreszcie nie chciał odpowiadać.

Pan Dzieduszycki zaczął prośby nowe,

Jak do pacierzy jął ręce układać;

Już się był począł przez słowa miodowe

Do uśpionego na pół serca wkradać,

Już widział uśmiech, co poprzedza wszędzie,

Ostatnie, słodkie słowo: niech tak będzie.

Gadając, ręce pokornie złożone

Na stół położył obie i wytrzeszczał

Na pana zamku oczy zaiskrzone —

Albowiem uśmiech mu senny obwieszczał,

Że po pjanemu195 zdobył sobie żonę —

Wtem nagle jak wąż wzdął się i zawrzeszczał,

Wstał — lecz na stole miał obiedwie dłonie,

A na nich papier i orła w koronie...

Orzeł na karcie był — a karta była

Nożem tureckim do rąk mu przybita...

Boleść go nad nią w arkadę196 skrzywiła,

Oczy w niej toną — myślałbyś, że czyta,

Że karta trupie kolory odbiła

Na jego żółtą twarz. Ksiądz karmelita197

Za stołem cicho stał i patrzał z góry

Na czytelnika bladego tortury.

Ocknięty zamku pan — to raz na księdza,

To znów na ściany patrzał, wstając z wolna,

Ręka na szabli, w oczach gniewu jędza,

Ledwo się w sobie pohamować zdolna...

Lecz myślał, że mu sen mary napędza.

Tak dziwną była ta cisza okolna,

Ten papier nagle do stołu przybity,

Dzieduszyckiego jęk — wzrok karmelity.

Już dawno by się był skokiem lamparta

Rzucił do szabli — ale mówiąc szczerze...

Myślał, że sen mu grał sztukę Mozarta198,

Że Don-Żuana widział na operze,

Gdy trupa ziemia puściła otwarta

Na muzykalny wieczór i wieczerzę.

Tak trudno było pomiarkować zrazu,

Czy ksiądz był z ciała ludzkiego czy z głazu.

Godzina była nocna i bez przerwy

Piał kogut, świece miały długie knoty,

Na wieżach zamku śpiewał ptak Minerwy199,

A w jednym oknie miesiąc200 stanął złoty —

Znacie działanie tej gwiazdy na nerwy. —

Miesiąc więc w oknie stał — dziwne łoskoty

Na dachu, jakby jęczenia grobowe —

Wreszcie Ladawy pan — odzyskał mowę.

„Ktoś ty?” Ksiądz milczał. „Co tu robisz, mnichu?

Co znaczy papier ten? na Lucyfera!”

Tu Dzieduszycki zajęczał po cichu,

Ale tak jęknął, jak człek, co umiera.

Spojrzał — chciał spojrzeć, lecz w powiek kielichu

Nie było oczu, tylko białość szczera

Jak w zwierciadlanym łysnęła odruzgu201,

Szkło tylko — gałki uciekły do mózgu.

Starosta spojrzał i cofnął się biały

Jak wosk, jak oczy, którymi go szukał

Pan Dzieduszycki; ale okazały

W cofnieniu się swym na ludzi nie hukał,

Zwłaszcza, że ksiądz był wielki — a on mały.

Nieraz zaś przedtem pan Starosta fukał

Na równych sobie, niższym dawał szlagę202,

Licząc na swoją małość i powagę.

Więc co miał w oczach skier, wszystkie zapalił,

Co miał na czole zmarszczków203, zebrał razem.

Sam by się Jowisz oburzony chwalił

Tak olimpijskim na twarzy wyrazem.

Spiorunowany ksiądz się w proch nie walił,

Lecz w jedną szybę okien rzucił głazem;

Na ten brzęk wszystkie ganki i komnaty

Przewiał ogromny wrzask: Konfederaty204.

Starosta spuścił łeb — ksiądz się przybliżył

I wyjął szablę mu złoconą z ręki:

„Przebacz, wielmożny pan, jeślim ubliżył,

Lecz zamek był nam potrzebny; a jęki

Tego człowieka słuszne. Bóg go zniżył.

Ten, co na krzyżu poniósł krwawe męki,

Ten go nam daje; a wyrok nie minie.

Kto mieczem grzeszył, ten od miecza zginie.” —

Podczas tej mowy twarze się wąsate

Pokazywały w podwojach, kołpaki205,

Konfederatki206, czapki i rogate,

I krągłe, i kapuzy207, i pakłaki208,

I owe jeszcze uszami skrzydlate,

Co ekonomów są laurem. Gdy taki

Rój czapek i rój północnych latarek

Zjawił się, rzekł ksiądz: „ja jestem ksiądz Marek!”

Wstrzymał się — powiódł okiem po Staroście.

Zmarszczył się... i rzekł: „dla Kozaka Sawy209,

Który się bije z chłopami na moście,

Wypuścić racę nad zamkiem Ladawy,

Wy się tu, proszę, bracia, nie panoszcie

Rabunkiem, zamek się nie poddał krwawy;

Ale wielmożny dziedzic sam to czuje,

Że opór próżny — więc kapituluje” —

— Na to Starosta krzyknął: „protestuję

Przeciwko zdradzie haniebnej waszmościów,

Jako Rzymianin, z zamku ustępuję.

Mieć nie będziecie nawet moich kościów.” —

Tu mi czytelnik zapewne daruje

Trochę w tej mowie niegramatycznościów;

Lub niechaj raczy ze mną na spoczynek

Do księżycowych wrócić Anielinek.

O! tam poezja gotowa — Romeo!

Pożycz mi twoich słów rozpłomienionych.

Zresztą już Ursę210 mam z Kassyjopeą211,

Mam księżyc i mam dwoje serc pęknionych,

I Filomelę212, co tak jak J. B. O.213

Ów Londyńczyków słowik zapalonych,

Śpiewa dla chcących spać arystokratów,

Tak że go wszyscy dają do stu katów.

O! tam poezja. — Gdyby tylko na to,

Aby się żegnać, warto brać amanty214.

Czuliście kiedy tę łzę lodowatą

Przy pożegnaniu, ciężką jak brylanty?

Te słowa: „pójdę i skonam za kratą215!”

Czyście słyszeli te słodkie kuranty216,

Grane przez wszystkie pozytywki żywe,

A jednak — przysiągłbym, że nie fałszywe.

Czyście żegnali? klęczeli? włos rwali?

Tracili ducha? wymowę? kolory?

Pugilares217 z paszportem? itd.218

Czy przysięgaliście jako upiory

Wrócić po śmierci przy księżycu biali?

Łopotać w okno czarne skrzydłem zmory?

Kochankę swoją w noc poślubną napaść,

Unieść na koniu i w ziemię się zapaść?

Czy wam pozwolił potem los nie wrócić?

Zachować smutku wrażenie niestarte,

I całe życie się przeszłością smucić:

Odwiedzać morza, ludy, Egipt, Spartę,

A zawsze: — „ona teraz musi nucić!

Teraz na księżyc oczy ma otwarte!” —

Ach, takem ja śnił — lecz na piramidzie,

Tfu! — odebrałem list, że za mąż idzie.

To mię cokolwiek zmięszało219 — nie bardzo —

Ale cokolwiek zmięszało, Bóg świadkiem! —

Są ludzie, którzy wtenczas klną i gardzą,

Lecz ja to smutnym nazywam wypadkiem.

Takich dwa: a me serce tak zatwardzą,

Że niezabudką już, ani bławatkiem

Nie da się nigdy wyprowadzić w pole,

Chyba mi posag położą na stole.

Ha, takem zgorzkniał, że nawet nie trącę

W tej pieśni smutnej lutni pożegnania.

Szeptali długo jak wierzby płaczące,

Gołębie słychać tam było gruchania,

Łzy zimne usta zmywają gorące,

Słychać serc bicia, płacze, słowa, łkania,

Już się rozeszli — rzecz skończona! — Horor220!

Miłość przechodzi już w pamiątek kolor...

W kameleona, w serdeczną jaszczurkę,

W rzecz poetycznie piękną, w sen niebieski,

W muzę, Olimpu zamglonego córkę,

W poemat smutny od deski do deski,

W mgłę podnoszącą się z łez, w białą chmurkę

Na tle przeszłości, w gwiazdę, w arabeski

Tęczowe — chmurą obwiedzione złotą.

W dole: Raphaël pinxit221 albo Giotto222.

W galerii siedzi dusza. — O! tęczowa

Kopuło myśli, tyś moim kościołem! —

Wymalowana, jasna, księżycowa

Nad srebrnym duszy wisząca aniołem,

Modlitwą w tobie są rozpaczy słowa,

Serce wygląda jak urna z popiołem

W najtajemniejszej kaplicy stojąca —

Tak jesteś, gdy cię żaden wiatr nie trąca. —

Lecz kiedy burza zawieje i zruszy

Z filarów ciebie, kopuło tęczowa,

Pękasz jak niebo nad aniołem duszy;

Próżno się broni w błyskawicach głowa,

Cały gmach na nią upada i kruszy

I ją, i serce, które biedna chowa

Jak smętny łabędź pod skrzydły223 białemi.

Pękło — popioły rozwiał wiatr po ziemi.

Skończona wielka tragedia powagi

I ciszy greckiej; reszta wiatru wyciem,

Myśl zabłysnęła nagle jak miecz nagi,

Marzenia stają się czynem i życiem,

Czyny się stają piorunem odwagi —

Rozbiły kościół! — Pod jego rozbiciem

I serce pękło, i burza przewyła...

Z wszystkiego... patrzcie co? — krzyż i mogiła.

Przez wszystkie takie sceny odgrywane

W teatrze naszych wnętrzności224 Maurycy

Przejdzie, uczuje sercem każdą zmianę,

Czas mu postawi zwierciadło różnicy,

Czas matematyk. Dziś serce strzaskane.

Ruszył na koniu pędem błyskawicy,

Za nim pasieka, szczęście, przeszłość, ona,

Kto wie za kilka lat, czy jego żona?

Panna Aniela, jeszcze nieświadoma

Odmian, które się w zamku wydarzyły,

Biegła, ścieżeczka przed nią była stroma,

Pomiędzy skalne wijąca się bryły;

Potem sadzawka i ów dąb z rękoma

Założonymi, ów dąb pełen siły,

Który się dawniej kochał bez nadziei,

Jedno swe oko topiąc w Galatei225.

Nad tą sadzawką nasza młoda panna

Już zadyszana stanęła, poprawić

Włosy. Sadzawka była bowiem szklanna,

Można się było w niej oczyma bawić,

I była to gwiazd kryształowych wanna.

I rybki się w niej zaczynały jawić

Długie, błyszczące robiąc korowody,

Ilekroć łezkę rzuciła do wody;

Ale przed rankiem rybki spały na dnie.

Panna Aniela uwiązała włosy,

Nie przypatrzyła się nawet — czy ładnie,

Lękała się tknąć kwiatów pełnych rosy...

I serce biło w niej — bo chciała zdradnie

Do zamku dostać się — a jakieś głosy

W powietrzu cichym brzęczały i gwary,

Jak gdyby przez sen mruczał zamek stary.

Konfederatów był to wrzask daleki,

Którzy już doszli byli do piwnicy.

Panna Aniela wezwała opieki,

Nabożną będąc, u Bogarodzicy —

A wtem, gdy wzniosła do nieba powieki,

Blask jakiś nagły jak od błyskawicy

Całą oślepił. — Nim oddech utracę

W tej strofie, powiem, że ujrzała racę.

Była to owa raca, nakazana

Przez księdza Marka na znak panu Sawie...

Pod biedną panną zadrżały kolana

Z trwogi — wąż leciał, paląc się jaskrawie,

I syczał, i tak jak oko szatana

Spojrzał z błękitu: i tak jako pawie

Piór płomienistych zaokrąglił końce,

I zatrzymany w niebie, trwał jak słońce.

Anieli zdało się, że już odkryta,

Że już ją widzi ojciec, jej dugena226,

Niebo, ta raca na gwiazdach rozbita,

I każda róża w ogniu, i falena227;

Już zdało się jej, że świat cały pyta

I pokazuje ją palcem. — Ta scena

Byłaby bardzo przykra dla tej panny,

Gdyby to zamiast racy był świt ranny.

Lecz raca zgasła i swe włosy złote

W ciemnym powietrzu cicho osypała.

Kilka z tych włosów przez grubą ciemnotę228

Upadło właśnie z nieba tam, gdzie stała

Panna Aniela, myśląc, jak tę psotę

I te wycieczki będzie ubierała

W wymówki; i pod ulewą ognistą

Przybrała na się postać dziwnie czystą.

Różane usta przygryzła zdradliwie,

Z oczu spuszczonych w bok miotała błyski;

Trochę się patrząc smutnie i fałszywie

Przygotowała dla ojca uściski,

Dla guwernantki podobne pokrzywie

Pocałowanie; jeden ukłon niski

Dla pretendenta do obrączki ślubnej,

I z tym ukłonem uśmiech — treści zgubnej.

Mimo to wszystko serce biło szybko,

Coś do tej główki wpadło i pobiegła

Biegnąc, jak gdyby była złotą rybką,

Która od wędki z dala plusk spostrzegła;

I coraz prędzej leciała i gibko

Chwiała się, ogniem twarzyczkę zażegła229,

Zadyszała się — różowa wpadła

W bramę i wkoło spojrzała, i zbladła.

Przy bramie stali obcy ludzie, mnodzy,

Różnego stroju, wąsaci i zbrojni. —

Widać, że byli trzymani na wodzy,

Bo ujrzeli ją i stali spokojni.

Byli to wszystko szlachcice ubodzy,

Patriotyczni bardzo, bogobojni,

Na pierwszy ogień szli, stali przy bramach,

Choć zimno, rzadko który w lisich błamach230.

Nie zapytała ich o nic, nie śmiała

O nic zapytać panna starościanka,

Ale spojrzawszy na nich już nie drżała,

Już wyglądając dumnie jak Rzymianka

Wyprostowana, sroga, trochę biała,

A okiem paląc jak Transteweranka231,

Biegła, jak wicher szła przez korytarze,

O swego ojca twarz patrząca w twarze.

Jako Elektra232 weszła; elektrycznie

Cała się wstrzęsła233, widząc ojca w tłumie,

Który dowodził wtenczas retorycznie,

Że schylić głowy przed nikim nie umie:

Że rad by się był rozsądzić granicznie

Z konfederacją itd. — W szumie

Tych słów nic więcej nie pojęła córa,

Tylko, że ojcu grozi jakaś chmura.

Blady był bowiem starzec, jego ręce

Drżały. — Tu powiem, że Dzieduszyckiemu

Pożyczył niegdyś proszony, naprędce,

Kozaków przeciw panu Pułaskiemu234.

Słusznie więc teraz zbladł jako jarzęce235

Świece, trupowi podobien białemu.

I ów pan, cały purpurowy wczora,

Wyglądał jako statua Komandora236.

Ujrzawszy córka to, nie mówiąc słowa,

Pewnymi kroki do stołu się zbliża,

Widzi, że sterczy w nim sztyletu głowa

W papier utkwiona, więc jak piorun chyża

Wyrywa ów nóż i za gorset chowa.

Wtenczas, by237 ręce Boże zdjęte z krzyża,

Rąk dwoje wyszło spod papieru, obie

Te ręce zdrajca położył na sobie.

I oblały go krwią jasną dziurawe

Dłonie, i włos mu okrwawiły siwy.

Potem ku piersiom poniósł ręce krwawe,

I na żupanie białym, znak straszliwy

Został jak owe ordery plugawe,

Które dziś każdy kat i człowiek krzywy238

Wiesza na piersiach. — Potem się posunął,

Dał krok, zawrzeszczał jak szatan — i runął.

Serce w nim chore biło coraz prędzéj,

Czekając tylko na noża wyjęcie,

I pękło. — Siwy ten sęp z okiem jędzy

Utonął teraz już w dziejów odmęcie;

Ale są życia, co z tej samej przędzy

Winą się239, dla nich ten rym i przeklęcie!

Niech swoją przyszłość w tej pieśni odkryją!

Niech jak psy patrzą na trupa i wyją!

Gdy padł rąk własnych zczerwieniony łzami,

Ksiądz Marek z krzyżem do niego przyskoczył:

Lecz zdrajca za krzyż ukąsił zębami,

A potem ręką odepchnął i zbroczył.

Szmer zgrozy zachwiał w pokoju światłami.

Ksiądz wyjął brewiarz240, ustami namoczył

Palec i karty przewracał z pokorą,

Wiedząc, że duszę tę — już diabli biorą.

Wtenczas Starosta rzucił się do stołu,

Kułakiem stuknął, krzycząc: „rozbójnicy!”

Przemierzył księdza od góry do dołu:

„Waszeć byś lepiej modlił się w kaplicy

Niż — z mojego cię wyklnę Kapitołu241!

Córko, podaj mi papier — kozak242, świécy!

Siadaj tu Panna, et pagina fracta243,

Pisz protestacją, która pójdzie w akta.” —

Posłuszna panna Aniela usiadła,

Chwyciła w rękę pióreczko łabędzie:

A starzec do niej: „ta krew czarna, zsiadła,

Ta krew na stole atramentem będzie.

Umocz tu pióro.” Aniela pobladła:

Krwią był zalany stół aż po krawędzie,

Krwią, co wyciekła z rąk regimentarskich,

Gdy mu przybito do rąk wyrok Barskich244.

Ale posłuszna w krwi zmoczyła pióro.

Potem spojrzała i dreszcz ją przeniknął. —

„Wezwawszy bogów na świadki — pisz córo! —

Których bogdajby wzroku nie uniknął

Ów czyn nieszczęsny i haniebny... iuro245!...”

Tu karmelita ksiądz powstawszy krzyknął:

„Ja egzorcyzmem te szatany zwalczę...

Co ty krwią każesz pisać, bałwochwalcze?

„A ty, panienko, grzech ściągasz na duszę,

Pisząc bluźnierstwa takie krwią człowieka.

Ja was tu jednym znakiem krzyża skruszę,

I na tym miejscu krwi popłynie rzeka,

Gdzie stoję, a te góry palcem ruszę

I na Moskali pójdą! — Kto tu szczeka?

Kto tu urąga się z Bożego Ducha?

Kto tutaj, słysząc, nie słyszy i słucha?

„Zaprawdę, mówię ci, panie Starosto,

Że masz na oczach bielmo i ślepotę.

I powiem ci tu bez ogródek — prosto,

Że prosto idziesz w piekielną ciemnotę246,

Za to cię Pan Bóg chciał ukarać chłostą,

I gdyby nie ja, te komnaty złote

Byłyby dzisiaj twoją krwią zwalane,

I purpurowe, i w ogień odziane.

„Czy nie wiesz o tym? że na Ukrainie

Zaczęła się rzeź247 i szlachty wyrżnięcie?

Pod święconymi nożami krew płynie;

Pop otwiera pierś, a chłop daje cięcie

W bijące serce. Cały naród ginie,

Jak w zapalonym przez Boga okręcie:

A ty, że byłeś jak miecz obosieczny,

Ale bezczynny: sądzisz, żeś bezpieczny?

„Gdyby nie nasze nad tobą czuwanie,

Dzisiejszej nocy kozak twój, Mohiła,

Miał tu pohulać z tobą, wielki panie.

Dziś by tu wielka rzeź w zamczysku była.

Idź! — on przykuty łańcuchami w ścianie,

A przy nim zbójców powiązanych siła...

Idź! obacz, jakie teraz mają łoże;

Leżą na workach, a w tych workach noże!

„O! taka pościel będzie dla grzesznika,

Co, jak ty, patrzy na mordy spokojnie,

Dziś byłbyś w piekle, tu, bez spowiednika

Zamordowany. — Pan Sawa się zbrojnie

Z twoimi chłopy248 na moście potyka,

I za twą całość249 krew wylewa hojnie.

A twoja siwa się tu rzuca głowa,

Jak gołąb biała, lecz w myślach jałowa.”

Podczas tej mowy pan Starosta w czoło

Księdza jasnemi patrzał się oczyma;

Nagle jak człowiek, gdy ujrzy, że gołą

Zbójca siekierę nad głową zatrzyma...

Zadrżał. — A wtem pan Sawa wszedł wesoło,

Sawa, ogromny skarb dla pisoryma,

Pół Kozak, a pół szlachcic — ten donosił,

Że całą groblę starosty krwią zrosił.

I widać było to na nim; wszedł z brzękiem,

Hucznie, lecz spojrzał i zmięszał się cały,

Ujrzawszy oczy, w których całym pękiem

Kupido trzymał najeżone strzały.

Zamek był broni napełniony szczękiem,

Trup na podłodze, Karmelita biały

Nad trupem, blady Starosta, stół krwawy,

Za stołem panna anielskiej postawy,

Jako Sybilla250 z piórem w ręku. — Basta! —

Na tym się moja pieśń kończy obrazie.

Dalej ujrzycie zapalone miasta,

Szlachcica, z żydem, z psem, na drogoskazie

Wiszących251 — romans w poemat urasta,

Coś w nim o królu będzie, o zarazie,

O Panu Bogu. Pociągnąwszy hausta252,

Jak się rozogni myśl, napiszę Fausta.

Jak się rozgniewam na imaginacją253,

Diabłowi254 oddam bohatera duszę...

I pewnie zyskam wszystkich aprobacją255,

A tych, co płakać ze mną nie chcą — zmuszę.

I demokracją, i arystokracją256

Do łez głębokich trzecią pieśnią wzruszę,

Wziąwszy następnie za rymów dewizę:

Jeżeli gryzę co — to sercem gryzę.

Pieśń III

O! jakże smutno w jasnej życia wiośnie

Być tak samotnym jako pan Kazimierz;

Gdy świat przed tobą w nieskończoność rośnie,

Gdy wszystko tęczą; lecz czego się imiesz,

Błotem. — Dopóki serce wre miłośnie,

Nie żyjesz na tym świecie, ale drzymiesz257:

Gdy zgaśnie, wtenczas zaczynasz dopiéro

Pojmować, że ten cały świat — satyrą.

Dopókiś młody, bawią cię ballady,

Poezja gminna nadzwyczaj zachwyca,

Lubisz w wierszykach chmury, księżyc, gady,

Znajdujesz, że jest jakaś tajemnica

W mgle, w której wiersze brzęczą jak owady,

I brylantują myśl blaskiem księżyca;

I myślisz, że to sam poeta roi,

Skrzy się i błyska, i leci?... On stoi.

Ty sam te wiersze niesiesz w kraj marzenia,

W tej mgle, twych własnych myśli tęcza świta,

W tych dumkach twoje latają westchnienia;

Potem z tych wszystkich wierszy, dumań — kwita!

Potem trzy wiersze Danta258, pełne cienia,

Ale rozumu: serce twoje chwyta,

Waży, rozbiera. A prawdziwa lekcja,

Która poezji uczy: jest dyssekcja259.

Szkoda, że z takiej dyssekcji wynika

Jakaś szkodliwa materialność, sucha;

Eureka!260 nasz pan Grabowski wykrzyka261,

A Tygodnik go Petersburski słucha:

„Oryginalny wieszcz do Tygodnika

Napisał nowy wierszyk pełny ducha,

Który zapewnia mu wieniec osobny,

Wiersz, do niczego przedtem niepodobny!”

Widać, że po tym deszczu w Polsce krwawym262

Nowi poeci rodzą się jak grzyby.

Szkoda! że każdy jest nadzwyczaj łzawym!

I w oknie duszy ma zielone szyby!...

Każdy ma język swój, co jest kulawym.

Szkoda, że wszyscy są okuci w dyby,

A kiedy straszną opisują burzę,

To chmura piorun zostawia w cenzurze263.

Z czego korzystam ja — i dwie już dramy

Piorunem bardzo skończyłem wygodnie264;

Dlatego kraju mam zamknięte bramy,

I żadnej duszy myślą nie zapłodnię...

Cóżkolwiek ma być — wszyscy umieramy!

A czy nad grobem gwiazdy, czy pochodnie,

Czy laur, czy chwasty, czy łza? Dobre i to! —

Wlazłem jak w błoto w tę myśl pospolitą.

Był czas, żem lękał się pospolitości,

Jako święconej duch się lęka wody;

Lecz teraz często schodzę z wysokości,

Dla własnej sławy, pokoju, wygody;

Krytykom jak psom rzucam kilka kości,

Gryzą, lecz przyjdzie czas, że te Herody,

Przez których teraz moje dzieci265 giną,

Będę gdzieś w piekle gryzł jak Ugolino266.

Tymczasem wracam do powieści. — Ranek

Błękitnie w polach podolskich zaświtał,

W niebiosach oczy utopił kochanek,

I marzeniami swoją przyszłość czytał,

I widział ją tak uwitą jak wianek

Z dni szafirowych, złotych; już się witał

Ze sławą przyszłą i z tysiącem głośnych

Awantur267, pragnąc nadzwyczaj — miłośnych.

Już widział dziesięć przynajmniej Andromed268

Do skał przykutych srogiemi żelazy269,

Z warkoczem, który wisi jak u komet.

Miłe nadzwyczaj w młodości obrazy!

Młodość albowiem świeża, jak Mahomet

Panteistyczną270 jest i wszystkie głazy

Zmienia w kobiety, w ogień topi kruszce,

Huryski271 widzi zamiast ziarnek w gruszce.

A tu odsyłam mego czytelnika

Do Alkoranu272, gdzie stoi przypisek,

Że w raju każda się gruszka odmyka

I cztery z siebie wydaje Hurysek. —

Chciałbym tam na czas być za ogrodnika

I z tych owoców co dnia mieć półmisek;

Zwłaszcza że w każdej gruszce, do wyboru

Masz cztery panny różnego koloru.

Słowem, ideał nasz kochanek białych,

Tęczowym jest na Wschodzie dogmatycznie:

U nas, liczono by do rzeczy śmiałych

Gdyby kto nawet, tworząc poetycznie,

W rymach malując jednę z tych przestałych273

Owoców, starą pannę, seraficznie

Rozeskrzydloną w Bogu, bez rozwagi

Rzekł: płeć274 zieloną miała jak szparagi.

A jednak wielki poeta i prorok

Powiedział to w Koranie i krytyka

Milczy — krytyka owa, która co rok

Tyle wad w moich utworach wytyka,

Jako ostrowidz275 lub jako nosoróg276,

Bo widzi ostro i rogiem przenika;

Szczęśliwa — gdybym dbał i był gorący

I włożył imię jej w poemat drwiący.

Imię krytyki? — nie, krytyków, — A! bah!

Któż z nich ma imię? Z. K., S. K., E. K...277

Mówią, że Młodą Polskę pisze — baba,

Ale ja, widząc jak kąsa i szczeka,

Sądzę, że jezuita — a ma draba,

Który tłumaczy na język człowieka

Hymny, przestrogi, pacierze i lekcje

W diabelskim napisane dyjalekcie278.

I stąd się mocno cieszę, jak filolog,

Widząc, że u nas to się da wyszczekać,

Do czego Cerber279 w piekle czyni prolog

Ze swego wycia. Ale nie czas zwlekać

Pieśni, dlatego, że jakiś teolog

Krytyką mię chciał w kawałki posiekać,

Jakby (w balladach porównania szukaj)

On był przyjaciel wierny, a ja Tukaj280.

Ale ważniejsze rzeczy radzi Muza.

Oto już słyszę z daleka pukanie

Z dział, z dubeltówek, z flinty281, z arkebuza282:

I czuję w sercu, że nadspodziewanie

Prędko, mój rycerz może dostać guza.

Niechaj się wola Pana Boga stanie,

Ja go prowadzę w ogień: — jeśli zginie,

Poemat się mój wcale nie rozwinie.

Szkoda! czterdzieści cztery283 pieśni całych!

Czterdzieści bowiem cztery w planie stoi —

Bowiem, do rzeczy dążąc zawsze śmiałych,

Zacząłem epos tak, jak śpiewak Troi284.

Większą — bo naród mój nie lubi białych

Rymów285 i nagiej się poezji boi;

Więc rzecz, co działa się tam, gdzieś za Sasa286,

Muszę opiewać całą wierszem Tassa287.

Wierszem więc Tassa o czterdziestu czterech

Pieśniach zacząłem epos i niestety

Może nie skończę!... i w gwiaździstych sferach

Nie będę mieszkał pomiędzy poety288,

Jeśli pan Zbigniew na ruskich giwerach289

Jak piorun, co gór prześladuje grzbiety,

Nie zaprobuje miecza i to zaraz...

Zjadłszy przynajmniej trzy plutony na raz.

Trzeba albowiem, aby się pokazał

Świetnie i zyskał czytelników względy.

Właśnie w ten sam dzień Kreczetników290 kazał

Bar291 atakować, gdy po wioskach, wszędy

Lud się krwią swoich dawnych panów mazał,

A ekonomów, bez żadnej kwerendy292

Wieszał i przyszłą respublikę kształcił,

Bo żydów palił, a niewiasty gwałcił.

Dwie drogi: jedna jest w naturze rzeczy

I płodzi równość niebieską na ziemi,

Druga, choć trochę Maltusa293 kaleczy

Systema i to, co za ziomki294 swemi

Pisze pan Cz...295, z wolna Polskę leczy,

Katolikami zaludnia rzymskiemi,

A żydom nic nie szkodzi, bo żyd w mig się

Odradza — patrz Tacyta296 o Feniksie297.

Atakowano więc Bar, gdy nad Barem

Beniowski się zatrzymał na wyżyni298.

Na koniu stał jak posąg nad wiszarem299

I patrzał i rozmyślał, co uczyni?

Bar jak na dłoni widział, lecz oparem

Wpół przesłonięty, blady; wojska w linii

Jak małe nitki mrówek, a na murze

Rozwijał się dym z harmat300 w białe róże.

I w tej girlandzie niby z róż śmiertelnych

Stało miasteczko w powietrznych błękitach,

Wyrzucając błysk do żądeł pszczelnych

Podobny... Kule szumiały po żytach,

Gwizdały do jędz podobne piekielnych;

Lub po moskiewskich trącając jelitach,

Przebiegłszy całe plutony po szarfie,

Na ludziach grały jękiem — jak na harfie.

I wystaw sobie, mości czytelniku.

Że na swój ganek wychodzisz spokojny;

I widzisz pszczoły w słonecznym promyku

Lecące do łąk... dalej — grodek zbrojny

O milę — na równinie; działa w szyku,

Ataki, słowem, krotochwilę301 wojny;

Wszystko się zwija, wre, kole i sieka:

A ty z krużganku patrzysz i z daleka...

Tam jakiś starzec stanął na okopach,

Wzniósł rękę, czapkę przekręcił na ucho;

I działa jak psy legły mu przy stopach,

On je pogładził i szczęknęły głucho.

Kule gruchnęły po moskiewskich chłopach,

Szczęsny! któremu to uszło na sucho,

Że pan Puławski302 jurysta303 ma ferie,

I zamiast pisać akt — stawia baterie.

Tam widać laski brzozowe i klony

Blade, z gałązek kulami owiane,

Jednym girlandy czarne robią wrony,

Z drugich unoszą się z wrzaskiem, wygnane.

Dalekie miejskie słychać gwary, dzwony,

Wszystko wkoło wre; tylko zadumane

Na szarym polu dwie maćkowe grusze304

Jak wróżki pod swój liść chowają dusze.

Tu długim czarnym, mrówczanym łańcuchem

Zbliża się Moskal pieszy ku mieścinie,

Tu kawaleria się wężowym ruchem

Z jaru wywija, zbiera, szczęka, płynie,

Kłania się, kiedy kula ponad uchem

Gwiźnie305 — i znów się prostuje, gdy minie,

Tu garść Kozaków jakby oczeretów306

Kępa — tu błyski szabel — tam, bagnetów.

Na to pan Zbigniew patrzał sponad wzgórza.

Wzdryga się pod nim koń i uchem strzyże.

Beniowski spłonął na twarzy jak róża,

Chciałby iść w ogień — ale, mówiąc szczérze,

Trochę go piękna ta dziwiła burza,

Nad którą barskie się łyskały krzyże.

I tak, co miałby wystąpić jak aktor,

Stał jak tchórz, albo gazety redaktor.

Lecz już nareszcie zbierał się do lotu,

Chciał biec, gdzie burza błyskała czerwona:

Gdy oto nagle, prawie bez łoskotu,

Jakby mu jaka nimfa na ramiona

Złożyła ręce... Wrzasnął głośno: kto tu?

I mocniej w nim pierś zadrżała wzburzona.

Spojrzał — na ramion mu siedziało brzegu

Dwoje gołębi jaśniejszych od śniegu:

Czy jastrząb je tu jaki, myślał, goni?

Czy się wydaję w stepach gołębnikiem?

Tak myśląc, zdjął je i trzymając w dłoni

Rzucił w powietrze. Lecz jak z baletnikiem

Związana duszą Elsler lub Taglioni307,

Gdy udaruje ją car naszyjnikiem,

Taniec w gołębia lot przemienia dziwnie:

Tak owe białe gołębie, przeciwnie

Z lotu zrobiły taniec — i nad głową

Pana Zbigniewa, na skrzydłach trzymane,

Jakby miłośne dając sobie słowo,

Miłośnie dziobki złączyły różane;

I rozleciały się w błękit na nowo

Ważąc się długo smętne, zadumane;

Jakby straciły i szukały siebie,

Podobne zmarłym duszom ludzkim, w niebie.

I obaczywszy się nagle, jak strzały

Znów szły ku sobie lotem błyskawicy,

I znów złączone, jako płatek biały

Śniegu, gołąbek przy swej gołębicy

Kręcił się, skrzydłem ją trącał nieśmiały:

Aż zmordowani obaj tanecznicy

Najmilsze z siebie dali malowidło:

Senną kochankę gołąb wziął na skrzydło,

Przyniósł na ziemię, położył na trawie,

I wkoło chodząc budził garłowaniem308.

Na szyję wyszły mu kolory pawie,

Miłość go takim darzy malowaniem!

Miłość ubrała mu piersi jaskrawie

W ogień tęczowy. Z takim się kochaniem

Zapatrzył gołąb w swoją senną panią:

Że tęcza blasków z niego — przeszła na nią.

I obudziła się. I znów oboje

Leciały prosto na Zbigniewa barki.

On je pogłaskał i wnet wszystko dwoje,

Tęczowe piersi zgasiwszy i karki,

Z ramion mu poszły, i w kręgi i w słoje

Tnące powietrze. Zrazu był nie szparki309

Lot — póki rycerz nie ruszył wędzidłem,

Póki nie gonił — wabiły go skrzydłem.

Lecz gdy bezmowne owe dwie istoty

Przelały swoję myśl w serce człowieka:

Coraz prędszemi udały się loty310;

I wnet zrozumiał rycerz, że go czeka

Awantur nowych, dziwnych, łańcuch złoty;

Zaczarowany zamek, albo rzeka

Pełna rusałek. — O! domysły trafne! —

Może w pokrzywy przemieniona Dafne311;

Może Minotaur312 i zaklęte skarby,

Z których jak z dobrej wioski będzie przychód —

Tak młodość wszystko stroi w lśniące farby,

Nigdy się małych nie spodziewa lichot.

O gdyby nie to! — to nigdy Ikar313 by

Nie latał — nigdy by nie żył Don-Kichot,

Nigdy by w Trzecim Maju314 nie urosły

Illuzje — na co dziś wrzeszczą posły315. —

Beniowski, goniąc gołębie i mary,

Obaczył, że na dąb samotny siadły —

Był to ów sławny dąb gaduła stary,

Jak czarownica krzywy i wybladły.

Ogniste zeschła kora miała szpary,

Z konarów liście na poły opadły.

Liść co pozostał — zwiędły i zwalany,

Szumiał po drzewie jak krwawe łachmany.

Bez kształtu, spiekły, podarty, nieżywy,

Zimę i lato wisiał na konarze;

Kruk się go lękał, a jeleń pierzchliwy

Nigdy nie zasnął w tym krzemiennym jarze;

Bo z wiatrem ów liść łopotał straszliwy

Jako szatańskie skrzydło, całe w żarze.

Nocą spod owych skrwawionych warkoczy,

Próchno świeciło się w dębie — jak oczy.

Na drzewo spadły dwa ptaszki Wenery316.

Beniowski w galop szedł za lotem ptaków;

Albowiem ujrzał dwa ruskie giwery,

I sześć pod dębem kozackich kołpaków317...

Którzy tam pewnie jako marodery318

Szukali w drzewie skarbów lub Polaków...

I nie znalazłszy w nim nic — dla igraszki

Chcieli zapalić dąb i upiec ptaszki.

Znieśli już bowiem wkoło suchych liści

I oczeretów, jałowców i cierni;

Już jeden krzesał ognia, który czyści

W czyśccu, a na tym świecie wszystko czerni.

I byliby dąb pewnie ci ogniści

Spalili — wiatr dął taki jak w hamerni319

Szczęściem! bohater mój napadł na wrogi

I jął ich rąbać tak, że poszli w nogi,

Oprócz Kozaków dwóch. — Z tych jeden stary

Zrąbany z konia, Bogu oddał duszę,

I poszedł, mówi Homer, między mary. —

Co się z nim stało? — nie chcę i nie muszę

Mówić; bo ta rzecz należy do wiary

Greko-rosyjskiej320, lecz co do mnie, tuszę

I powiem, strofy nie chcąc robić wściekłą,

Że w tej religii gdzie car — jest i piekło.

Pocieszająca myśl! — lecz nie dla cara,

Który wolałby może z tego względu

Większą bezpieczność. Jedna więc ofiara

Polskiego miecza, młodego zapędu,

Poszła ad umbras321; i tam niech się stara

Szczęśliwszą być niż tu — gdzie tyle błędu,

Zawodów, głupstwa, nieszczęścia, przesytów,

Bankructw, poezji głupich, jezuitów,

Heglów322 poznańskich, krakowskich purystów,

Paryskich kronikarzy, historyków,

Prezydentów gmin, franko-romansistów323,

Kozako-powieściarzy324 i krytyków,

Którzy poklaski im zamiast poświstów

Dają — od czego ja aż do równików

Biegłem, unosząc zadziwione słuchy;

I byłbym został tam — gdyby nie muchy,

Nie krokodyle, nie hipopotamy.

Nie muł, tworzący na Nilu oftalmie325,

Nie dżuma, nie tęsknota, nie te bramy,

Na które patrząc, że zamknięte, żal mię

Brał, że tak naszych żon nie zamykamy

W jednym haremie jak w Armidy326 palmie —

Ta strofa poszła krzywo, bo ze Wschodu

Wygonił mię brak awantur i lodu;

Za to w ojczyźnie Danta, to oboje

Znalazłem. Lecz to rzecz jest tajemnicza.

O to bynajmniej nie dbam i nie stoję,

Aby wiedziano, czy moja dziewicza

Muza kochała się realnie. Roję,

Śnię, tworzę; harfy używam lub bicza,

I to jest moja poetyczna droga —

Lecz z mego życia poemat — dla Boga.

On wie, On widział, nad jakiemi chmury327

Stawałem bez łez i pieśni, z myślami

Aniołów w przepaść lecących — te chóry

On słyszał, gdyśmy byli z Bogiem sami.

Nie zwiodły Go te królewskie purpury,

W które ja się tu, jak przed sztyletami

Cezar, obwijam328, gdy mię w serce rażą,

Ażeby umrzeć z niewidzianą twarzą.

Bóg sam wie tylko, jak mi było trudno

Do tego życia, co mi dał, przywyknąć;

Iść co dnia drogą rozpaczy odludną,

Co dnia uczucia rozrzucać, czuć, niknąć;

Co dnia krainę mar rzuciwszy cudną,

Powracać między gady i nie syknąć;

Co dnia myśl jedną rozpaczy zaczynać,

Tą myślą modlić się — i nie przeklinać;

On! i pustyni gwiazdy lazurowe,

I zachodzące nad morzami słońce,

I jedno serce ludzkie. — Lecz to nowe

Głosy dla mojej lutni — te cierpiące:

Milcz serce ! Albo się strzaskaj echowe

Narzędzie pieśni, bólu, wiecznie drżące

I obłąkane, niezaspokojone. —

Uderzam ciebie w złości — Milcz szalone! —

O czemże ja mówiłem?... Ha... W tym jarze

Dwóch zarąbanych leżało Moskali,

Którym pan Zbigniew patrzał w blade twarze;

Wtem ujrzał, że się cierń zajęty pali,

Że się już ogień wiesza na konarze

Suchego dębu; a więc cięciem stali

Odrąbał gałąź, ta zaś odrąbana,

Jak płomień zdjęty przez burzę z wulkana,

Leciała, hucząc głucho i czerwona

Kołysała się nad trupami dwoma,

Jak szatan, co chce duszę brać w ramiona,

Albo orlica z płomieni, łakoma

Ciała ludzkiego — więc — O! myśl szalona!

Beniowski, święcie wychowany doma,

Przeżegnał pełną robaczliwych strupów

Gałąź — i wiatr ją pochwycił znad trupów,

Roziskrzył, stargał, skręcił i zwinąwszy

W jeden kłąb, rzucił w ciemną jaru szyję.

Tu nawet zimny rozsądek najzdrowszy,

Słysząc, jak gałąź ta jęczy i wyje,

Zrobiłby utwór i poemat nowszy,

W którym gadają puhacze i żmije: —

Co do mnie, prawda mię epiczna więzi.

Więc nic nie tworząc z ognistej gałęzi,

Prosto ją gaszę w jarze jak rzecz suchą,

A sam do mego wracam wojownika;

Który z dwóch ludzi rzecz uczynił głuchą,

A z dębu, nie chciał uczynić świecznika

Owej dolinie strasznej, gdzie z ropuchą

Wąż między głazy329 kredowemi syka,

I pachnie gorzki piołun. — Więc mój rycerz

Stał — jakby z głazu go wyrąbał snycerz330;

I patrzał — owych zaś gołębi para,

Która go tańcem cudownym przywiodła;

Skoro dąb zagasł i ognista mara

Przed znakiem krzyża uleciała podła:

Owe gołębie, których ja z Antara331

Pieśni pożyczam i biorę za godła

Miłości — nigdy za małżeński związek! —

Skoro dąb zagasł, zleciały z gałązek,

I okrążywszy go potrójnym lotem,

Skryły się w jego wnętrze wypróchniałe;

Tak był szeroki, że mogł być namiotem,

I zmieścić (nie wiem, czy mógł wojsko całe)

Lecz mógł pomieścić haftowany złotem

Ów sztab, co dzieli naszych wodzów chwałę,

I dzieli się tak cudownie i sztucznie

Jak ową siedmią ryb332 Chrystusa ucznie333.

Tak że zostanie i zbiorą z ostatka,

Siedem dla wojska koszów, napełnionych

Okruszynami sławy. Rzecz to rzadka

Tak zły apetyt! w ludziach tak czerwonych!

Ale że to jest cudowna zagadka,

O sławie onej i o rybach onych:

Nie mówię więcej... Na gryzącym zębie

Wolałbym niż tę sławę — te gołębie,

Które, dąb cały okrążywszy pilnie,

Do spróchniałego wleciały ośrodka;

Skrzydłami siekąc powietrze tak silnie,

Jak piskorz kraje wodę albo płotka.

Pomyślał wtenczas rycerz, że niemylnie

Awantura go jakaś w dębie spotka

I nie czekając, skoczywszy z rumaka,

Szedł ku dębowi temu z czasów Kraka.

Dochodząc wejścia, nasz młokosik rześki

Usłyszał w drzewie szmer i pocałunki...

Ciemny był wewnątrz dąb, ciemno niebieski334,

Bo próchno, niby brabanckie korunki335

Rozbłękitniło chropowate deski,

Jak dla rusałki kościół, lub bogunki336.

Było tam światło takie, jak w zawiei

Gdy księżyc świeci w mgle — światło nadziei! —

Ktokolwiek deptał ziemię starożytną,

I popiołami nakryte pokoje337,

Gdzie laury rosną, pomarańcze kwitną;

Ktokolwiek był tam z kochanką, we dwoje,

Ktokolwiek grotę odwiedzał błękitną

Kaprei338 — i tam ujrzał bóstwo swoje

Nagle, błękitnem powietrzem kościoła,

Zmienione w blade widmo i w anioła;

Ktokolwiek zważał te podmorskie świty

Oblewające ją od stóp do głowy,

I widział, jak się z różanej kobiéty

Czynił duch jasny lecz bezkolorowy,

Błyszczący, żywy posąg Amfitryty339,

W błękitnym ogniu mórz zniknąć gotowy;

Tak piękny! w skały ukryty i w morze,

Żywy — lecz w niebios pośmiertnym kolorze;

Ktokolwiek w grocie tej, na kruchej łodzi,

Zamknąwszy oczy, znowu je otwierał,

Myśląc, że księżyc nowy z fal wychodzi

W kształcie kochanki; ktokolwiek nie sterał

Imaginacji i ta jemu płodzi

Kształty; ktokolwiek je w księżyc ubierał:

Niech popracuje, albo puści żagle

Myślom — a ujrzy tu znienacka, nagle...

Ujrzy, co pan Kazimierz. W owem drzewie

Od lat szesnastu zaledwie dziewczątko

W błękitne próchien340 rzucona zarzewie

W grocie z promieni... Nazwałbym ją prządką

Arachną341 — Muza moja sama nie wie,

Jaką od innych odznaczyć pieczątką

Ów utwór nowy. — W błyskotnej sukience

Stała, na piersiach swych trzymając ręce.

Na skrzyżowanych rękach białe ptaszki,

Sięgały jej ust dziobki różanemi;

W oczach błękitnych przestrach wziął na ważki,

I dwie perłowych łez zrobił równemi;

Spadały obie. Szkła czeskie342 i blaszki

Wydawały się gwiazdami złotemi,

I z włosów dziwne rzucały promienie;

Bielutką miała twarz — z tęczy odzienie.

Gdy wszedł do dębu rycerz, cała trwożna

Spłonęła, twarz jej spłonęła i szyja:

Wstyd pokazała w sobie nieostrożna,

I ten rumieniec, co w skażonych mija. —

Widzę, że dalej już pisać nie można,

Bo opisowość poetę zabija;

I Pegaz343 się mój homeryczny zdębi344.

Stwórzcie więc myślą, panią dwóch gołębi;

I niechaj się wam roją rzeczy cudne,

O czarodziejskim rusałek kościele;

Gdy wkoło jary dzikie i odludne,

I ogryzione przez wilków piszczele,

I trupy czarną krwią zastygłą brudne,

I innych czarnych okropności wiele —

A w głębi dębu gwar innego świata,

Szum liści, próchno się w gwiazdy rozlata;

Beniowski z ładną panienką. — Dziewico,

Która te wiersze czytasz, czytaj daléj.

Miłoście moje jako próchna świécą,

Lecz nigdy się krew w marach nie zapali;

Ledwo ustami płomienia zachwycą,

Wnet je strach księdza, albo los oddali,

Rozerwie ręce, strwoży niewymownie,

I dalszą miłość prowadzą — listownie.

W listach dopiero... (a wszystkie umieszczę

W przypiskach345) mój bohater będzie czuły:

Już to nie będą moje rytmy wieszcze,

Ale esencja serc, prosto z szkatuły

Wyjęta: serca nią wszystkie rozpieszczę,

A może nawet młodość będą psuły —

Nie emigracją346, bo tej diabeł nie chce,

I żadną serca żądzą już nie łechce.

Ambicja serce spod żeber wykradła,

Sejm347 się nie kocha już ani też gminy348;

Zbiorowa ta osoba będzie jadła,

Piła, wydawać dziennik, biuletyny,

Gwiazdy się każdej spyta co upadła:

Jakie pryncypia ma? — a księżyc z miny

Arystokratą nazwie i dlatego,

Że w smutnej twarzy swej ma coś — srebrnego.

Pryncypia! O! pryncypia! jak bym chętnie

Powiedział prosto dziś, co o was myślę!

Gdyby mi teraz w serca mego tętnie

Nie brzmiała inna struna — Więc przekryślę349

Te strofy. — Dusza mi zagrała smętnie,

Śmiechu na ustach nie mam, ni w umyśle.

Wszystko prowadzi dziwnie Boża ręka,

Tak dziwnie! — że mi serce wre i pęka.

Więc polityczne moje falanstery350

Bądźcie mi zdrowe! — I wy, co bez głowy

Upadli z pańskiej jak z niebieskiej sfery,

W arystokratów gracie: smętne sowy!

Co w grze myślicie bić jako kozery351

Asa352, choć będzie z sercem i laurowy:

Was także żegnam bez miecza rycerze,

A choć mi serce pęka — śmiech mię bierze.

Żeby też jedna pierś była zrobiona

Nie podług miary krawca lecz Fidiasza353!

Żeby też jedna pierś, jak pierś Memnona354!

Żeby też jedna! — Ha... to mię przestrasza.

Kościuszko przeczuł was, krzycząc: skończona355!

Z krzyża swojego krzyknął tak — a wasza

Pierś to pojęła, z tą myślą umiera.

Chociaż mi serce pęka — śmiech mię zbiera.

Co będzie z wami — prosto wam nie powiem,

Nie jestem jako wieszcz wszystko wiedzący.

Krwią do was piłem, moim duchem, zdrowiem;

A teraz ciskam serce, puhar lśniący,

Słyszycie? Pękło. — Teraz mi węzgłowiem

Jedno kobiece serce; jestem śpiący;

Omdlały jestem, ogniem owionięty,

Piekielne rzeczy rzucający, święty.

Niech się komedia gra. — Może mi przyjdzie

Grać inną: wtenczas was wszystkich przerażę.

Ległem jak czarny Sfinks przy piramidzie

Z grobów ojczystych — patrzą blade twarze —

Może wieszcz, zechcę jeszcze w jasnowidzie,

Rzec co ciemnego? Może wam pokażę

Pełne piorunów usta, piersi, trzewa356: —

Może zamilknę jak lew, co poziewa,

Patrząc na małość zielonego węża,

I zasnę — zasnę — ha! —- lecz przebudzenie? —

Niech los i serca szaleństwo zwycięża!

Z mózgu mojego mieliście jedzenie,

Lecz serce moje się jak łuk wypręża,

Zrzuca was, głodne sępów pokolenie.

Ugolin odbył piekło... Ognia fale!

Wyrwijcie resztę sępom. — Precz szakale!

Kto inny teraz jest nade mną, nie wy,

Na których patrzał ja, Akteon357 blady.

Między ciemnemi położę się drzewy358,

Słowiki będą mojemi sąsiady,

Księżyc jako mój srebrny anioł lewy,

Ona jak złoty mój duch, dobrej rady,

Odgoni czarne Cherubinów359 stada,

Mówiąc do nieszczęść tak — jak anioł gada.

Przez litość tylko nade mną siostrzaną,

Przez błękit tylko swojej własnej duszy,

Przez gwiazdę swego losu obłąkaną,

Przez moc, co serca wskrzesza albo kruszy;

Przez to, że hymny we mnie zmartwychwstaną,

Jeżeli ona mnie jak harfę ruszy:

Będę zbawiony! dumny, bezpokutny. —

Ale to wszystko sen — i może smutny!

Na Boga! Muzo! Trochę śmiechu! Tyle,

Ile potrzeba dla zabawy gminu.

Gdy serce moje spod zasłon odchylę,

Widzę, że nie jest jak słońce z bursztynu;

A jednak miało kiedyś światła chwile,

Dawnej miłości winne, temu winu,

Które upaja na śmierć, potem wskrzesza. —

O! chcę miłości uczyć! Gdzie jest rzesza? —

Odbiegła — skarży się na moją ciemność.

Poeto: fiat lux!360 zacięcie krzyczą.

I we mnie dziwną znaleźli wzajemność,

Życzę, aby to było, czego życzą;

Tygodnik jakąś wynalazł odjemność361

We mnie; lecz niech się dobrze wtajemniczą,

A ujrzą, żem jest coś — jak grecki antyk

Lecz panteista trochę, i romantyk.

A teraz prosto i bez epizodów

Śpiewam, jak prawy wieszcz, nie jak amator;

Bo mój bohater ma jechać do lodów

Sybirskich i do Chin i pod ekwator362,

Do innych nagich i dzikich narodów,

Aż mu na grobie wyrżną: sta viator363.

Wtenczas ratunku już ze śmiercią nie ma;

Zatrzyma się czytelnik i poema.

Lecz nim nastąpi to — cudne mam rzeczy

W tece! cudowna awantur girlanda!

Rycerz mój rąbie, zabija, kaleczy,

Na kształt Hektora364, Ajaksa365, Orlanda366;

Przybywa zamkom w porę do odsieczy,

Pisze kronikę wierszem, jak Wiganda367,

O awanturach własnych; geografią368,

Po której ludzie do Kamczatki trafią.

Na starość także napisał: Pomysły

Do dziejów, które się dziać kiedyś mogą.

Z czego korzystał dzisiaj jeden ścisły

Krakowczyk369, książkę wydawszy niedrogą.

Książka ma polską duszę, a na zmysły

Działa jak Niemiec; mnie zaś szarpie srogo,

Bije po ręku jak rektorska linia —

Jeśliś ciekawy, patrz: Rozdział: Opinia.

O! autorowie z nudy! O! Feniksy

Powstali z trupów, z prochów własnych, z łóżek!

O! polityczne moje nowe Iksy370!...

Upadam wszystkim pokornie do nóżek;

Lecz życzę, aby nas dzieliły Styksy371:

A teraz z waszych korzystam przestróżek,

I już nie ody piszę ani hymny,

Ale poemat ten — nadzwyczaj zimny.

Bohater w dębie zamknięty z młodziutką

Panną, a jednak stoi o pięć kroków,

Jeśli co mówi ? Mówi bardzo krótko. —

Nie spuszczam żadnych na scenę obłoków...

Bo ani z wód kokietką, z nezabudką372,

Rozmawia czyściej lilia, pani stoków373,

Gdy je wiatr zdrajca ku sobie pokłoni:

Jako tych dwoje — których ja mam w dłoni

I mógłbym... mógłbym, lecz nie chcę... A może

Nie mogę, nie mam dosyć serca, żaru.

Próchno świecące księżycowo w korze

Zda mi się pełne widm, pokus i gwaru...

Pełne... zatrzymaj mię, potężny Boże!

Bo gotów jestem dla lepszego czaru

Rzucić na serce mego czytelnika

Trochę awantur własnych spod równika.

Lecz nie... sybirski będę... lodowaty,

Dlatego wchodzę w styl nowych poetów. —

Słyszycie jak się krzą374 odludne kwiaty?

Słyszycie głuchy łomot oczeretów375?

Ktoś jedzie — spiesznie mu pewno za katy!

Odtętnia głucho echo jarych grzbietów...

Wiele być musi jadących rycerzy,

Kiedy przed niemi takie echo bieży.

Na pozłoconym kurzawy tumanie,

Która do dębu ze słońcem się wkradła,

Naprzód ksiądz jakiś wleciał niespodzianie,

Za księdzem jakaś złota mara wpadła.

Ksiądz był w habicie, a mara w żupanie,

W szerokich bardzo szarawarach z radła376,

Na których złota leżała kurzawa —

Słowem: ksiądz Marek to był i pan Sawa377.

Ku nim więc moja nimfa srebrnej cery

Pobiegła skocznie i całując w ręce,

Oddała księdzu Markowi papiery

Schowane bardzo tajemnie w sukience,

Potem zaczęła śpiew o sobie szczery; —

Słów jej nie kładnę wszystkich, bo przekręcę,

Albo bym musiał kłaść po kropkach kropki,

Bowiem ta nimfa mówiła jak chłopki.

Z płaczem mówiła: jak w dębową szafę

Wlazła przed wrogów okrutnych pogonią,

Jakie tam miało być z niej auto-da-fe378,

Jak nie pamiętał nikt i nie dbał o nią. —

(O! horor379! trzeci rym jest na żyrafę!

Muzy żałosne łzy nademną ronią,

Bo Muzy wiedzą, jakie do łez prawo

Ma wieszcz, piszący poemat oktawą).

Mówiła, jak dwa gołębie siostrzane

Przyprowadziły ze stepów obrońcę...

Mówiąc, płakała — na usta różane

Kapiąc padało kropelkami słońce...

Pan Zbigniew patrzał zaś w stronę, na ścianę,

Ksiądz w ziemię, Sawa łamał ostróg końce.

Widząc, że sądzić są gotowi krzywo,

Rycerz do księdza rzekł dumnie i żywo:

„Jestem Beniowski, jechałem do Baru,

Abym ojczyźnie mojej służył szablą

I całą duszą. Z bliskiego mię jaru

Te dwa gołębie sztuką prawie diablą

Przywiodły tutaj. Znajdziesz śród czaharu380

Dwa trupy, które Pluton381 swoją grablą382

Weźmie, i w ogień piekielny zagrabi,

Więcej mu takich dam, na honor hrabi!

„Z Węgier albowiem moje rodowody

Prowadzę i mam hrabiowskie tytuły.

Ale, że jestem bez grosza i młody,

Niewiele sobie ważę te bibuły

I pargaminy383; lecz chcę iść w zawody

Z przodkami, jako człek na sławę czuły,

I mocno hańbę ojczyzny czujący;

Niedoświadczony jeszcze — lecz gorący.” —

Gdy tak przemówił, ksiądz Marek otworzył

Ramiona i jął ściskać postać giętką:

„Ja znałem twego ojca; gdyby dożył,

Pewnie by twoją chęć pochwalił prędką.

Bogdajbyś późno się w grobie położył

Jasnym, jak człowiek wielki — ani wędką

Sprośnych rozkoszy tu był ułowiony.

Zlituj się, Matko niebieskiej korony!

„Oto dziecko te384, oddaję w opiekę

Tobie Dziewico czysta, Matko Boża!

Broń rzuconego w te nieszczęścia rzekę,

Która z nas płynie do wieczności morza.

Pozwól! że z niego tę cielesność zwlekę,

Która tu krwawi ducha jak obroża,

A zaś mu w duszę ognistą przeleję

Rozpacz, co wszystko łamie, i nadzieję.

„Biada, kto daje ojczyźnie pół duszy,

A drugie tu pół dla szczęścia zachowa;

Oboje w nim Bóg swym piorunem skruszy,

I padnie kiedyś w popiół taka głowa!

Żadną łzą taki Boga nie poruszy,

W modlitwie nigdy już nie znajdzie słowa,

Które by kiedyś jego Bóg rozumiał,

I będzie jak ten dąb umarły szumiał.

„Będzie miał w sercu władzę odpychania

Ludzi — a węże się doń zbiegać będą,

Utyje kiedyś na chlebie wygnania,

I nieszczęśliwe dzieci go obsiędą

Krzycząc: Ojczyznę nam daj lub do spania

Grobowiec sławny — ale nie posiędą

Grobu ni sławy. — I to jest przekleństwo,

Które ja rzucam na nich! — ich rodzeństwo!

„I niechaj będzie jakoby stoletnie...

Lecz nie... O! Boże! nie słuchaj Jehowa”.

Tu zamilkł; oczy mu błyszczały świetnie

I pięknem srebrem uwieńczona głowa

Pośród głów młodych błyszczała szlachetnie

Jak księżyc, kiedy się nad rankiem chowa

Za morze, albo za egejskie skały;

Nadzwyczaj wtenczas smutny, wielki, biały...

I mój rym także, po tej parafrazie

Kazania, także za skały zachodzi.

Porozciągawszy tęcze na obrazie,

Pokołysawszy na kształt dobrej łodzi,

Idzie spać. — Wyraz został przy wyrazie,

Nie wiem, czego chce? i czego dowodzi?

Jako fajerwerk z gwiazd kilku tysięcy

Chciałem, aby się spalił — i nic więcej.

Pieśń IV

Dąb utrudzone opuścił konary,

Świerszcze sykały, upał był ognisty.

W dębie na ziemi siedział Marek stary,

I na kolanach rozpisywał listy;

A włożył na nos krzywy okulary.

A taki był list jeden: — „Mój strzelisty

Afekt i łaska Pana Zbawiciela

Z wami... W nawiasie: — Niech was powystrzela

Moskal i diabeł, że się tak kłócicie,

I zostawiacie Bar Moskali pastwą;

A choć szlachetne imiona nosicie,

Jest z was ohyda Boska i plugastwo.

Pan Regimentarz zaś sam mianowicie,

Który obiecał karmić nas jak ptastwo

Indyjskie, imbier przysyłać, muszkatel:

Cierpi, że buty dziś je obywatel!

Venit iudicium385. Nie ode mnie, sługi,

Usłyszy wtenczas sąd — lecz przed Chrystusem

Zapłaci swoje zaciągnięte długi;

Toż samo pan Różański386, co Fabiusem387

Jest w naszej partii, także i ten drugi,

Niech wie, że sądu dzień nadchodzi kłusem,

I weźmie wszystkich was jak tuman śmieci.

Piszę to z głębi żalu do Waszeci”.

Takie Ksiądz pisał listy pełne grozy,

A przy nim moja młoda posłannica,

Przelatująca moskiewskie obozy,

Jak głos od harfy, albo blask księżyca,

Lub Afrodyta388, której ciche wozy

Przez błękit gołąb niósł i gołębica:

Ze świeczką w ręku stała zapaloną,

Od blasku złotą mając twarz i łono.

Kto by tam zajrzał: myślałby, że który

Z Ojców kościoła siedzi z gołą głową,

I po natchnienie patrzy w ciemne chmury;

A zaś aniołek rączką rubinową,

Dotknąwszy białej jak kamień tonsury389,

Wyciąga z głowy tęczę brylantową

Podobną róży z gwiazd, lub pełnej malwie...

Gdy starzec siedzi na orle lub na lwie.

I w ciemnym dębie było tylko dwoje,

Ksiądz z piórem w ręku, ze świeczką dziewczyna;

I tylko świerszcze między drzewne słoje

Wrzały piosenką. Była to godzina,

W której tak miło pójść nad jasne zdroje,

Gdzie słońcu broni przystępu leszczyna;

I na murawie legnąć aksamitnej,

W brzęku motyli, przy wodzie błękitnej...

Lecz w owe czasy, któż jednę godzinę

Marzył, spokojnie przedumał nad wodą?

Któż miał czas marzyć, że tak wszystko minie

Jak kwiat, będący motylom gospodą?

Jak nezabudka390 drżąca przy leszczynie?

Jak łza?... jak wszystko, co się zowie modą?...

Choć dobra moda była w onych czasach

Konfederować się i kryć po lasach!

A jednak i to minęło!... Ojczyzna

Minęła także! i ów wierszyk złoty,

Że dla niej każda smakuje trucizna391,

Ów wiersz, co niegdyś zachęcał do cnoty:

Jest dzisiaj... Każdy mi to pewnie przyzna,

Kto w oblężeniu jadł szczury lub koty —

Że ten wiersz bez psów, bez liszek392, bez czajek,

Jest dziś najlepszą z Krasickiego bajek...

A więc niech wszystko mija! — Wstańcie, burze!

I zwiejcie mój ślad z tej smętnej pustyni!

I moje myśli jak łez pełne kruże393

Przechylcie, niech je próżnemi uczyni

Czas. — Wszak stawałem na niejednej górze

Bliżej piorunów, niż gadu, co ślini

Pocałunkami nawet twarz człowieka;

Bliżej chmur, co grzmią — niż ludu, co szczeka. —

I dziś od ogniów394 Boskich w dół zepchnięty,

Z piramid czoła, z wulkanicznych szczytów,

Cierpię — lecz jeszcze gardzę. I ten ścięty

Rym, nieraz kąsa was aż do jelitów395;

I płynie jako szalone okręty,

Z fal odrzucany do niebios błękitów,

Gdzie mu początek był i koniec będzie,

Gdy śmierć na żaglach okrętu usiędzie.

Tymczasem z szumów żeglowych i waru

Myśli zhukanych jest harmonia dzika,

Którą ja lubię, że tak pełna gwaru,

Że czasem jak wąż pośród ruin syka,

Czasem podobna do aniołów swaru,

Gdy błyskawicą letnią się odmyka

Niebo, i znów się zasuną płomienie

Na dziwny duchów świat, skąd szło westchnienie.

A jednak gdyby twoja o! młodości,

Żelazna niegdyś wola, dumna, twarda;

Gdybym nad sobą miał więcej litości,

Gdyby mi nawet w krew nie przeszła wzgarda

Tego, co teraz jest i co w przyszłości

Być może: lutnią396 szalonego barda397

Skruszyłbym, wziąwszy pod zgięte kolano;

I nową harfę wziął niepokalaną.

Lecz późno! późno już! Gdzie są słuchacze?

Czy w grobach klaszczą w ręce zadziwione?

Czy urągają? — nie wiem — i nie raczę

Gonić myślami te smętne, stracone

Mary. — Lecz nieraz, kiedy mi zakracze

Orzeł, lecący na słońce czerwone:

Zda mi się, że to jakaś dusza bratnia

Znów odlatuje ode mnie — ostatnia!

Lubiłem takie dusze, dzikie, smętne,

Rozokolone na niebie szeroko,

Błyskawicowe trochę, trochę mętne,

Nawet gdy w ciało się straszne obloką,

I w pioruny się rzucają namiętne,

Lub nad Safony398 chwieją się opoką;

Lubiłem takie dusze — nie bezkarny!

Wybrednie marząc w różach, kolor czarny.

Dziś uleczony na pół — lubię róże

Takie, jakiemi je Bóg stworzył, ładne

I wiotkie. — Teraz wam powieścią służę,

I w żadne więcej ustępy nie wpadnę;

Żadną gawędą pieśni nie przedłużę —

Ale też z faktów wam nic nie ukradnę,

Bo wszystko godne jest pamięci wiecznej,

I wszystko może ujść w kompanii grzecznej.

Stoi więc w dębie moja mołodyca399

Ze świecą — jasne dwa gołębie burczą:

Ksiądz pieczętuje sygnetem szlachcica

Listy... Posłuszne się papiery kurczą

W kopertę; z lakiem ożeniona świéca —

Mówiąc Delilla400 stylem — styl tak sturczą401

Poeci, że dziś gwałtem trzeba z Francji

Rozumu — jeszcze więcej elegancji.

Ożeniona więc świeca z laską laku

Wydała tę łzę, która z tajemnicy

Nie da się nigdy odedrzeć bez znaku —

Zwłaszcza, jeżeli Moskal na granicy

Nie czyha na twój sekret, o! Polaku,

Z pomocą drugiej ożenionej świécy,

I chmur z tajemnic twoich nie uchyla

Zdradziecką ręką nocy (styl Delilla).

Już więc ksiądz Marek (tu mnie nie dościgną

Ixy402 warszawskie) kochanków zaślubił,

I nim oboje w małżeństwie ostygną,

Przypieczętować chciał — już tak naczubił,

Już... już — Wtem szable mu po oczach migną!

Ksiądz wstał — szczęk wielki był — pieczątkę zgubił,

Ujrzał na ścianach boju stereotyp403,

Bowiem dąb w środku był jak dagerrotyp404.

Co się więc działo zewnątrz, to się w łonie

Suchego dębu odbiło tęczowie405.

Był bój, naprzeciw siebie szły dwa konie,

A na koniach szli dwaj bohaterowie,

Nad głową niosąc podniesione bronie,

Szablice; każda jako sierp na głowie.

Teraz ksiądz poznał, że ci wojownicy

Byli to: z panem Sawą406 pan Maurycy.

Poznawszy, w duchu rzekł: nie pójdę godzić,

Niechajże sobie trochę krwi utoczą,

To może nadto gorących ochłodzić,

Potem z rozwagą większą w ogień skoczą...

Tak mówiąc, patrzał: jak chcąc sobie szkodzić,

Na ścianach tęczę tworzyli uroczą.

Światłość ich obu owionęła krwawa;

W ogniu, na białym koniu migał Sawa.

Spotkali się raz, złożyli nad głową,

I znów ich konie rozniosły szalone;

Za drugim razem, tnąc sztuką krzyżową,

Beniowski, zgrabnie skoczywszy na stronę,

Dał szacht407tak płytki koniowi nad głową,

Że mu z przyciętych uszu, dwie czerwone

Trysły fontanny; — jak rubin się żarzą —

W biegu, nadjechał na nie Sawa twarzą.

Więc się na białym wydawał rumaku,

Mając zalane oczy krwi wytryskiem,

Jakby delfina miał w złotym czapraku408

Pod siodłem, który krew wyrzucał pyskiem.

Nie dając jednak najmniejszego znaku,

Że był zmieszany tym ostrym dogryzkiem,

Obróciwszy się koniowi do grzbietu,

Strząsł krew i z olster409 dobył pistoletu.

Straszny był wtenczas. — We krwi, co go broczy,

Spokojną miał twarz i spokojnie mierzył

Do bohatera pieśni, między oczy: —

I gdyby krzemień był spadł i uderzył

W dekę... co skrami pryskając odskoczy410

Pewnie by więcej mój bohater nie żył.

Bo sam wyznawał, że w szturmaku411 onym

Widział przybitą kulę czemś czerwoném.

Więc pewnie by ją był duszy oczyma,

Jak mówi Hamlet, w czaszce swej zobaczył:

Gdyby nie dziwne, a dla piso-ryma412

Miłe zdarzenie. — Bóg zachować raczył

Człowieka, a ja zeń zrobię olbrzyma;

Byle mi tylko czytelnik przebaczył,

Że empirycznie413, minąwszy przyczynę,

Wdałem się w skutek rzeczy, w rąbaninę.

Lecz wpadłszy, muszę kończyć. Więc pan Sawa

Lewe przymrużył oko i wycelił414,

A zaś powszechnie o nim niosła sława,

Że nawet pannom, gdy sobie podchmielił,

Wystrzelał korki415. — Była to zabawa,

Której bym wcale z innymi nie dzielił,

Gdybym był panną, gdzieś w szlacheckich dworkach

Pod owe czasy i chodził na korkach.

Wycelił już więc prosto, w same416 czoło,

I palec już giął — gdy nagle... o! dziwy!

Jakoby Irys417, co rzuciwszy koło

Z tęczy, zlatuje na zamglone niwy:

Lekko jak anioł, jak ptaszek wesoło,

Dzieweczka z dębu dała skok straszliwy,

Skok na dwa łokcie od ziemi wysoki,

W poezji mówiąc, skok aż pod obłoki.

Z obłoków spadła, na ów koń418 ze śniegu,

Na którym siedział pan Sawa złowrogi;

Nim się obejrzał, już na siodła brzegu

Stojąca za nim, jak Olimpu bogi,

Prosta, i naprzód podana do biegu,

Chwyciła za lejc — i na tylne nogi

Podniósłszy konia z rycerzem do góry,

Tak pomieszała go — że strzelił w chmury.

I nie czekając, aż poprawi strzału,

Lejcem i głosem zagrzawszy rumaka,

Rzuciła w galop taki pełny szału,

Że galop konia był jako lot ptaka.

A ta dzieweczka, by duch ideału,

Stojąc nóżkami na końcu czapraka,

Resztą się ciała — strach przechodzi mrowi!

Oddała całkiem unieść błękitowi.

I błękit ją wziął tak zrównoważoną,

Z rozciągniętemi jako ptak rączęty419.

Z włosów, co były na głowie koroną,

Naprzód się złoty zrobił wąż zwinięty

W kłęby i leciał wraz za tą szaloną,

W połyskujące ją chcąc winąć skręty;

I różne kwiaty wyrzucał ze skrętów,

Które goniły ją mgłą dyjamentów.

Za włosem i za kwiatami i za nią

Pędziły równym dwa gołębie lotem. —

Nie widzę więcej, jary się tumanią

Dymnej kurzawy przesłonięte złotem;

W kurzawie rycerz znika z moją panią...

Jeszcze raz galop konia runął grzmotem,

Jeszcze raz jeździec, na wierzchołku góry,

Jak z ametystu, z płomienia i z chmury

Błysnął i zniknął. — Teraz kto wypowie

Uczucia wnętrzne w moim bohatyrze?

Zamiast kul srogich pana Sawy w głowie.

Ujrzał... a tu mu wcale nie ubliżę,

Bo wiem, że wiedział, co są Centaurowie420,

Przypomnieć musiał więc o Dejanirze421:

I miał na twarzy taki wyraz boski,

Jak ten, co wiersze pisząc, liczy zgłoski.

Oczy utopił w kurzu obłok złoty,

Gdzie znikał rycerz, koń, panna, jej włosy,

I za włosami, jak dwa papiloty,

Białe gołąbki na dwóch końcach kosy422.

I stał i patrzał — gdy z dębowej groty

Wyszedł ku niemu Karmelita bosy,

I przeżegnawszy się Chrystusa znakiem,

Spytał: „dlaczego waść się bił z Kozakiem?

„O! krwi gorąca! że też ja nie mogę

Utrzymać nigdy między wami zgody!

Oto pan Sawa znowu ruszył w drogę,

Bóg wie, czy wróci, a rześki i młody.

O! młodzi! młodzi! pod waszą ostrogę

Trzeba dać woły najleniwsze z trzody;

Dopóki każdy z was na koniu jeździ,

Nigdy się w jednym miejscu nie zagnieździ.

„Skądże wam przyszło, żeście tu z jaszczura423

Dobyli szabel i na konie wsiedli?” —

Na to pan Zbigniew: „Oto jest rzecz, która

Zwaśniła obu, gdyśmy tutaj jedli

I pili: oto złota miniatura,

O którą srogi bój obaśmy wiedli.

O taką się rzecz bijemy nie pierwsi;

Ja mu ją, księże, sam zerwałem z piersi.

A zerwawszy ją chciałem serca dostać

Spod żeber jego, tą szablą turecką”. —

Tak mówiąc, strasznie miał marsową postać.

A ksiądz: „O takąż rzecz chodziło świecką?

Wartoby obu dyscypliną chłostać!

Wstydź się, Wielmożny Hrabio! jesteś dziecko!

Tę miniaturę mi dała dla ciebie

Córka Starosty dziś, jak Bóg na niebie!...

Ja zaś nie mając kieszeni w habicie,

I nie chcąc wieszać tej rzeczy na sobie,

Dałem ją Sawie, by ją schował skrycie,

Aż mi ją przyjdzie na myśl oddać tobie;

A przy tem i list, skropiony obficie

Łzami, a w takim pisany sposobie,

Że choć ksiądz jestem, w miłostkach nie służę,

Podjąłem się ten list schować w kapturze.

Oto jest pismo dziś pisane w nocy,

Czytaj Waść! ja tymczasem na koń siędę:

Bar potrzebuje dziś mojej pomocy

Lub go ocalę, lub niebo zdobędę”.

Beniowski blady, jak duch o północy,

Już nie uważał na księdza gawędę,

Ale otworzył list, czytał i wzdychał,

Bo ten list w niebo rwał i w piekło spychał.

A naprzód w liście było opisanie

Tego, co w drugiej mojej pieśni stoi,

To jest: jak zamek wzięto niespodzianie,

Jak go dostano prędzej niźli Troi,

Jak na śmiertelnym już był karawanie

Pan Dzieduszycki, jak w piwnicach broi

Szlachta, będąca w zamku na załodze;

Jak Ladawiecki pan zdał rządu wodze,

A sam zamyślał jechać do Warszawy,

I córkę z walki uprowadzić pola. —

„O! mój Zbigniewie, nie miej ty obawy,

Pisała Panna, nigdy Ojca wola...

Nigdy ponęta, nigdy przestrach krwawy,

Nigdy szalone szczęście lub niedola

Nie skłonią mego serca do odmiany. —

Bądź sławny; — jesteś mój — jesteś kochany.

Odjeżdżam teraz — ale się otoczę

Myślami, kwiatów podolskich zapachem,

Woniami, które były tak urocze,

Gdy w Anielinkach, pod słomianym dachem,

Ty mię porzucał, — a ja ci warkocze

Dałam całować, przenikniona strachem,

Abyś mi u nóg nie padł konający:

Tak byłeś blady przy gwiazdach i drżący.

Powiem ci teraz, żem się była zlękła,

Abyś ty we mnie nie usłyszał głosów,

Z któremi w sercu jakaś struna pękła,

Gdy się dotknąłeś usty moich włosów...

Pomnisz, żem wtenczas tak jak dziecko jękła,

Chwytałam się szat twoich — drzew i kłosów,

Myślałam, że już ginę z światłem, z echem,

I że westchnienie śmierci — jest uśmiechem.

Kiedy to piszę, słońce wschodzi z wieńcem

Chmur i tak wstydzi mnie, że nie wiem czemu,

Cała się zlałam łzami i rumieńcem —

Ty wiesz, ja zawsze kwiatowi białemu

Podobna, póki mi był oblubieńcem

Chrystus. — Uśmiechnij się słońcu złotemu,

Bo mi się przed nim łza gorąca toczy;

I tak rumieni mnie, jak twoje oczy.

Niespokojności pełne serce moje!

Smutno mi rzucać te miejsca, te stawy!

Jeżeli kiedy przywiodą cię boje

Aż do mojego zamku, do Ladawy,

Każ sobie Panny otworzyć pokoje;

Na oknie stoi filiżanka z lawy,

Rzucam dla ciebie w nią maleńki kwiatek —

Nosiłam go dziś całą noc — bławatek.

Nie trać nadziei nigdy! nigdy! — kto ma

Wolą424, ten wszystko pokona — Addio425!

Z wyciągniętemi za tobą rękoma

Jeszcze raz wołam ciebie — caro mio426!

Przy tobie zawsze będę — niewidoma427.

I wprzód mi serce, niż ciebie zabiją.

Nie — ty nie możesz zginąć tak jak oni,

Których nie kocha nikt — i nikt nie broni.

Pytałam dzisiaj starej wróżki Diwy,

Czy mi Bóg ciebie zachowa i wróci?

Odpowiedziała: że będziesz szczęśliwy,

Że się o ciebie wiele duchów kłóci

Czarnych i złotych z tęczowemi grzywy.

A czyny twoje ktoś na harfie nuci...

Że zawrzesz z królem indyjskim przymierze —

Nie będziesz temu wierzył — lecz ja — wierzę.

Przepowiadając, mówiła mi stara,

Że widzi ciebie w sankach z wieloryba,

A zaś przy tobie stoi jakaś mara,

Ubrana w szaty dziewicze — to chyba

Ja... czy nie prawda? — O! gdyby ta szpara!

Gdyby ta jasna z dyjamentu szyba,

Przez którą Diwa widzi przyszłe rzeczy,

Mogła zastąpić we mnie wzrok człowieczy!

Zgodziłabym się nie widzieć na niebie

Gwiazd ani słońca, nie widzieć błękitu,

Lecz tylko w każdej chwili widzieć ciebie;

Na ciebie patrzeć od zmroku do świtu. —

Zda mi się nawet, że w jakiej potrzebie

Pomagałabym ci oczyma — do szczytu

Szczęścia i sławy... choćby...” Tu przerwany

Był list i dwoma plamkami zwalany.

Te plamki były do ust podniesione,

Lecz Ksiądz podstawił pod usta szkaplerza428.

„Te całuj, krzyknął, te rany czerwone,

Które Chrystus miał, godne ust rycerza,

Nie te kropelki łez gorzkie i słone,

Z których rdza pada na kryształ puklerza.

Rzuć ten list — daj go, jak mówią, szatanu429

A słuchaj: ważną misją430 dam Waćpanu.

Piszą mi — że tron odzyskał Chan Giraj431,

Przyjazny zawsze Polsce był Chanisko432;

Masz listy, których, proszę, nie otwiéraj,

Aż staniesz w Krymie. Wprawdzie to nie blisko;

Jaskółki wiedzą tam drogę na wyraj433,

I bocian także, z małą szarą pliską434

Do tej krainy lecą z wielkim krzykiem;

Bocian okrętem jest — pliska sternikiem.

Ona ptakowi na ogonie siedzi,

I prostą drogę w chmurach rozpowiada.

Tak, jeśli cię duch Chrystusa nawiedzi,

Będziesz jak bocian, co nigdy nie siada.

Lecz, wyciągnąwszy dziób jak włócznię z miedzi,

Prosto wędruje i w gniazdo upada

— Gdzieś na wieśniaczej chacie, zmordowany,

Przebywszy morskie burze i bałwany.

Ufaj mi, synu! jeśli wytkniesz sobie

Drogę, a prostą, — to choćby do słońca

Zalecisz — często na krzyżu lub grobie

Odpoczywając. — Lećże więc bez końca.

A będziesz chodził w anielskiej ozdobie

Jako ojczyzny i wiary obrońca;

A nim zasługi twoje w niebie zginą,

Ziemia przeminie! i gwiazdy przeminą!

Patrz na mnie! — jestem także zmordowany,

A kto wie, co tam w mojem sercu płacze?

A jednak wziąłem w ręku krzyż drewniany,

I chodzę, tuląc do głębi rozpacze.

Wolałbym może już w grób... jak złamany

Dąb i bez liści — lecz mi serce skacze,

Kiedy na działo wstąpi moja noga,

A działo ogniem śpiewa — Imię Boga.

Więc że i starość jeszcze Jowiszowe435

Ma brwi, na hańbę ojczyzny zmarszczone,

Więc jeszcze wstrząsa te pola stepowe,

I wulkany z nich rozrzuca czerwone,

I tej ojczyzny martwej wznosi głowę,

I kładzie na nią zbawienia koronę...

Także więc krwawym was obmywam chrzestem436!

A pomyśl tylko ty — czemże ja jestem?

Garsteczką prochu, co jutro w dolinie

Będzie rodziła chwasty i lilije;

Dzbanem, z którego strumień wiary płynie,

A który jutro Bóg nogą rozbije.

Nośże ty ducha w twej cielesnej glinie;

A nie lękaj się, gdy wiatr w oczy bije

Z błyskawicami. Na końcu żywota

Czyny człowiecze waży szala złota.

„Tam wszystkie nasze łzy i krew rozlana

Są policzone i nie ginie jedna

Kropelka ani biała, ani różana,

Lecz każda waży i ważąc wyjedna

Światło wieczyste. Idź więc w Imię Pana!

A byłaby też ta ojczyzna biedna,

Gdyby dla ciebie zginionego młodo

Łez nie znalazła. — Bądźże więc tą wodą

Ochrzczony teraz i w grobowcu późnym.”

To mówiąc, ręce wyciągnął i drżały.

Słuchał go rycerz z czołem smutnie groźném,

I był na twarzy przerażeniem biały,

I skry mu z oczów szły... i dreszczem mroźnym,

Miłością wielką dla nieszczęsnej chwały

Czuł się przejęty. Będąc tak ognisty

Z ręku księdzowskich wziął do Chana listy;

I wraz obrócił konia na południe

Ku wschodzącemu wtenczas miesiącowi...

Jechał i marzył o przyszłości cudnie.

A któż sny takie młodości wypowie?

Choć aniołami te strofy zaludnię,

Choć z ziemi stworzę kraj podobny snowi:

Nie dosyć będzie, przez gościniec z ostów,

Kwiatów z różanych gwiazd i z tęczy mostów.

Austerie437 chyba z szkła i z diamentu

Zbuduję — w karczmach posadzę Dyjanny438.

Łódź życia jest jak złota łódź Sorrentu439,

Co, siekąc kryształ przezroczysty, szklanny,

Ogień dobywa błękitny z odmętu,

I z wioseł ogień leje nieustanny,

I tak jak łabędź ognisty przelata,

Pierś mając w ogniu i ogniem skrzydlata.

Młodości! każ się tej łabędziej marze

Z ognia i złota unosić po świecie.

Niech szumi wino w twej Platońskiej czarze440,

Na głowie niechaj będzie wonne kwiecie;

A blisko ślubów wysokich ołtarze,

Gdzie Saturnowy wąż się z ogniów plecie:

Tam ślubuj przyszłość... Muza mdleć zaczyna —

Dajcie mi bursztyn441 i róże, i wina!

Kłębami dymu niechaj się otoczę;

Niech o młodości pomarzę pół senny.

Czuję jak pachną kochanki warkocze,

Widzę, jaki ma w oczach blask promienny;

Czuję znów smutki tęskne i prorocze,

Wtóruje mi znów szumiąc liść jesienny.

Na próżno serce truciznami poim!...

Kochanko pierwszych dni! — znów jestem twoim,

Patrzaj! powracam bez serca i sławy,

Jak obłąkany ptak i u nóg leżę.

O! nie lękaj się ty, że łabędź krwawy,

I ma na piersiach rubinowe pierze.

Jam czysty! — głos mój śród wichru i wrzawy

Słyszałaś... w równej zawsze strojny mierze...

U ciebie jednej on się łez spodziewał,

Ty wiesz, jak muszę cierpieć — abym śpiewał442.

Idź nad strumienie, gdzie wianki koralów443

Na twoje włosy kładła jarzębina;

Tam siądź i słuchaj tego wichru żalów,

Które daleka odnosi kraina;

I w pieśń się patrzaj tę — co jest z opalów444,

A więcej kocha ludzi niż przeklina.

I pomyśl, czy ja duszę mam powszedną?

Ja — co przebiegłszy świat — kochałem jedną.

Twój czar nade mną trwa. — O! ileż razy

Na skałach i nad morzami bez końca,

W oczach twój obraz, w uszach twe wyrazy,

A miłość twoję miałem na kształt słońca

W pamięci mojej. — Anioł twój bez skazy

Na moich piersiach spał — a łza gorąca

Nigdy mu jasnych skrzydeł nie splamiła:

Twa dusza znała to — i przychodziła.

W gajach, gdzie księżyc przez drzewa oliwne

Przegląda blado, jak słońce sumnienia,

Chodziłem z tobą, jak dwie mary dziwne,

Jedna z marmuru, a druga z promienia;

Skrzydła nam wiatru nie były przeciwne,

I nie ruszały włosów i odzienia.

Między kolumny na niebie się kryśląc

Staliśmy jak dwa sny — oboje — myśląc.

Z taką więc ciszą i z taką powagą

Wejdziemy kiedyś w Elizejskie bory;

My, cośmy ziemię tę widzieli nagą,

Przez piękne niegdyś widzianą kolory.

Cośmy poznali, że nie jest odwagą

Rozpacznym czynem skończyć żywot chory;

Lecz uleczeni przez trucizn użycie,

Sercu zadawszy śmierć — znaleźli życie.

Pierwszy to i raz ostatni o! miła!

Mówię do ciebie. Jest to błyskawica,

Która ci chmurę posępną odkryła,

I boleść wyszła z niej jak nawałnica;

W twoim ogrodzie pustym będzie wyła,

Gdy księżyc pełny, jak srebrna różyca445

Gmachów gotyckich, biały blask rozleje,

W te — gdzieśmy niegdyś chodzili — aleje.

Bądź zdrowa — odejść nie mogę, choć słyszę

Wołające mnie duchy w inną stronę,

Wiatr mną jak ciemnym cyprysem kołysze

I z czoła mego podnosi zasłonę,

Z czoła, gdzie anioł jakiś skrami pisze

Wyrok łamiący mnie między stracone...

Ja czekam, krusząc wyroki okrutne...

Twe oczy patrzą na mnie — takie smutne! —

Bądź zdrowa! drugi raz cud się powtórzy —

Martwy, odemknę ci w grobie ramiona,

Kiedy ty przyjdziesz, do zbielałej róży

Podobna, zasnąć. — Dosyć! Pieśń skończona!

Oko się moje senne łzami mruży,

Róże uwiędły — czara wychylona,

I pieśń gdzieś leci ode mnie echowa...

Już pożegnałem cię — jeszcze bądź zdrowa!

Pieśń V

Przez ciemne, smutne gościńce kurhanów

Niesie go czarny koń dniami i nocą.

Pod ziemią tętna zakopanych dzbanów

Z prochem rycerzy, — na niebie łopocą

Kruki, jak stada posępne szatanów.

W czaharach446 zbroje rycerzy migocą,

I dzidy błyszczą krwawemi płomyki447. —

Tam na kurhanach posępne lirniki448

Siedzą i grają dumy449 dawnych czasów.

Dumy wychodzą na rozległe pola,

Wpadają smutne w szum dębowych lasów;

I stamtąd znowu, jak harfy Eola450

Zmięszane z szumem liścianych hałasów

Wychodzą na step: a ludzka niedola

Leci wichrami płaczącemi wiana,

Jakby nie ludzi ustami śpiewana.

Tu siedzą wianki na polu czumaków451,

I ogień palą wielki, jasny, chmurny;

Tam dalej wieńce podróżników ptaków,

A dróp452 na straży — albo sęp bezpiórny;

Podobni z dala do rzymskich orszaków,

Koło chorągwi albo koło urny,

Gdzie smętne wodza popioły złożone:

Odprawujące straż i zamyślone.

Beniowski przebył Dniepr — gdy raz wieczorem,

Kiedy już księżyc wstawał zamyślony,

Obaczył ogień, pod dębowym borem

W ziemi palący się, wielki, czerwony.

Przy ogniu siedział człek okryty worem,

Dzikiej i strasznej twarzy jak Hurony453;

Gotował strawę i pazury czarne

Krwawiąc, odzierał ze skór całą sarnę.

Ta wywrócona oczyma szklannemi

Zdała się żebrać u ognia litości.

Dalej siedziało dwóch panów na ziemi.

Na jednym żupan był, skóra i kości;

Drugi utyły i z rubinowemi

Policzki, pełen w sobie wielmożności,

Przepijał głośno do drugiego zdrowiem

Z butla454, co miał brzuch obszyty sitowiem.

Ów pan wspaniałej tuszy — trochę baba

Na twarzy, dziwnej miał zbroję struktury.

Od kołnierza mu szła żelazna sztaba

Malowanemi natykana pióry455.

Rzekłbyś, że rodzi go królowa Saba456,

Że z dawnych czasów spadł jak żaba z chmury.

Chociaż się zbroja nam wydaje dzika —

Beniowski poznał zaraz pancernika457.

Gdzieniegdzie jeszcze snuli się po kraju

Starzy, minionych czasów kochankowie,

Którzy nie pili kawy ani czaju458,

Żelaza kawał nosili na głowie,

Jak starej kawał arki na Synaju459;

A Bóg im dawał rumianość i zdrowie,

Zwłaszcza, że słomę wkładali do butów.

Litwin pancernik, jeden z tych mamutów,

Siedział, jak mówię — i z oplecionego

Butla pił. Litwin to był starej daty,

Z chudym się na czas połączył kolegą.

A jego sługa czerwono-kudłaty

Perkunas460, który pana znał małego,

I z miłości mu, a nie dla zapłaty

Służył — choć nosił imię dawnych Bogów:

Kucharzem teraz był — i u trójnogów

Wieszał — ach! nie już dla Znicza461 kadzidło,

Lecz kawał sarny; już nie dawne runy462

Śpiewał, lecz diabła żmujdzkiego463 straszydło

Krzyżem odpędzał, gdy biły pioruny.

Wybornie umiał wędzić gęsi skrzydło,

I po tatarsku zawijać kołduny464

Król perski, który płacił złota minę465

Za każdą nową rzecz — to za boćwinę

Dałby dwie. — O! boćwino!466 Hipokreno467

Litewska! Ty, co utworzyłaś szkołę!

Waza twa zawsze wytryska Kameną468,

Która ma oczki gazelli469 wesołe,

A w ręku białym swym — ni piu ni meno470,

W rączkach, które są zakasane, gołe,

Wieniec z barszczowych uszów471: o! nagrodo!

Że mi ją kiedyś dasz — marzyłem młodo...

Lecz teraz tracę nadzieję — Niestety!

Nie lża472, jak mówi Kochanowski — próżno!

Próżno deptałem Parnasowe grzbiety,

I miałem nieraz Dyjannę473 usłużną,

Kiedym chciał zamknąć Sybir w tryjolety474,

Muza została mi rymami dłużną:

Z tego więc poszło, że pisałem prozą,

Odjemną, mówi Tygodnik475 — o! zgrozo!

Odjemną! — czy od Tygodnika? Boże!

Kto tam odejmie co, ten będzie mądry;

Ty byś nie odjął sam nic, Pitagorze476,

Z twoją tabliczką w ręku.......

..............................................................................

..............................................................................

..............................................................................

..............................................................................

Po kropkach piszę dalej. — Wiatr był chłodny

I ogień palił się wesoło z trzaskiem;

Beniowski, nie był to bohater modny,

Co się księżyca tylko karmi blaskiem,

Przypomniał sobie właśnie, że był głodny.

Więc jak astronom gwiazdy wynalazkiem,

Albo poeta ucieszony nowym

Rymem, nieznanym i błyskawicowym,

Albo dewotka, gdy grzech jaki stary

Przypomni sobie przed samą spowiedzią,

Albo jak trafne litewskie ogary,

Gdy wpadną razem na łapę niedźwiedzią,

Albo — lecz sposób ten porównań stary

Krasickim trąci i złoconą miedzią,

Więc prosto bez gawędy i odwleczeń:

Beniowski, ludzi ujrzawszy i pieczeń,

Zsiadł z konia... Teraz, kiedy go prowadzą

Tak materialne gusta, moja Muza

Opuszcza, z całą swą harfiarki władzą.

Chociaż tam złota leży kukuruza477,

Choć kapuściane tam kociołki kadzą,

Choć nerka na kształt czerwiennego tuza478

Leży i w maśle na patelni warczy,

Jak serce wroga na Odyna479 tarczy;

Choć piękny ten las, gdzie o piersi dębów

Ogień czerwony swoje skrzydła łamie,

Chociaż Perkunas ma na kształt trójzębów

Widelec w ręku i Neptuna480 ramię,

Które do czarnych dymu wchodzi kłębów

Jak ów wąż, co chce Danta chwycić w bramie

Dytejskiej481 i w żar łeb żelazny kładzie;

Choć uczty prostszej nie było w Helladzie,

Wolę porzucić dym, płomień, pieczywo,

Rycerza, moję szlachtę — a sam w stepy

Jako ognisty koń z rozwianą grzywą,

Jak Ariost482, nie jak Homer idę ślepy.

Ta rozmaitość może być pokrzywą...

I pieśń na różne podzieliwszy szczepy,

Może do końca nie trafię i ładu;

Lecz rozmaitym będę — dla przykładu.

Chodzi mi o to, aby język giętki

Powiedział wszystko, co pomyśli głowa;

A czasem był jak piorun jasny, prędki,

A czasem smutny jako pieśń stepowa,

A czasem jako skarga nimfy miętki483,

A czasem piękny, jak aniołów mowa...

Aby przeleciał wszystko ducha skrzydłem.

Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

Z niej wszystko dobyć — zamglić ją tęsknotą:

Potem z niej łyskać błyskawicą cichą,

Potem w promieniach ją pokazać złotą,

Potem nadętą dawnych przodków pychą,

Potem ją utkać Arachny484 robotą,

Potem ulepić z błota, jak pod strychą485

Gniazdo jaskółcze, przybite do drzewa,

Co w sobie słońcu wschodzącemu śpiewa...

I gdyby stary ów Jan Czarnoleski486

Z mogiły powstał: to by ją zrozumiał,

Myśląc, że jakiś poemat niebieski,

Który mu w grobie nad lipami szumiał,

Słyszy, ubrany w dawny rym królewski,

Mową, którą sam przed wiekami umiał.

Potem by, cicho mżąc487, rozważał w sobie,

Że nie zapomniał mowy polskiej — w grobie.

Więc nie mieszajcie mi się tu harfiarze,

Którym dziś klaska tłum! — precz mowo smętna,

Co myślom własne odejmujesz twarze,

Dając im ciągłą łzę lub ciągłe tętna;

Wolałbym słuchać morza na wiszarze488

Jakiej opoki, co wieków pamiętna,

W szumie, jakoby nie w skończonym rymie,

Odrzuca falom jedno — wielkie imię...

Niż... moja Muzo stój... Od imion własnych

Wara! z tej strony zrobiłabyś cmentarz;

Coś na kształt Danta489 tercetów niejasnych,

Do których trzeba dodawać komentarz.

Krytykę Dońców490 i Sławian prekrasnych

Zostawmy drugim. Lepiej ją spamiętasz,

Gdy ich, jak złota strzała Meleagra491,

Przeszyje pióro Pana Michała Gra...492

Ej ty na szybkim koniu493!... Dalej wiecie...

Wieszcz wielki sobie zapytanie czyni;

A drugi mu wieszcz w przyległym powiecie

Odparł: Skąd, powiedz, wracają Litwini?494

That ist the question495! Tu pytanie trzecie:

Komu ty jedziesz? jak mówią Żmudzini496,

Które ja czynię, naśladując metra497

Galop w połowie pierwszej heksametra498.

Komu ty jedziesz? Jadę księżycowi,

Aby się w konia przeglądał kopytach.

Wonnemu jadę na stepach kwiatowi,

Dziewannom, które w złotych stoją kitach;

Anioł mię srebrny, jasny w skrzydła łowi,

I leci za mną sen po błękitach,

Na koniu stojąc rycerskim, jak sława,

I goni mię w kurhany — mówi Sawa499.

Tak mówiąc leciał. A zaś nimfa ładna

Złożyła złote skrzydełka powoli,

Potem usiadła, ale taka zdradna,

Jak wrona, kiedy z wieśniakiem po roli

Chodzi szykowna i do lotu składna;

Widać, że z chłopa drwi, a z psem swawoli.

Usiadłszy, włosy zrzuciwszy na łono,

Dwie nożek w jedno włożyła strzemiono500.

Kozak ustąpił i nie mówiąc słowa

Pędził do swego stepowego domu.

Była to grota podziemna, stepowa,

Mało widziana i wiadoma komu.

Koń się w niej mieści i trzoda się chowa,

Kiedy po niebie leją węże gromu.

Tam młody Sawa żył pośrzód burzanów.

Z nim koń, pies wierny i kilka baranów.

Pies pod niebytność Pana był pastuchem,

Wyganiał trzodę i wilki zagryzał,

Straszny pies czarny z obszarpanem uchem,

Gdzie krew zawrzała, jakby kto ponizał501

Korale; szyja obtarta łańcuchem;

Bo pies swojego pana tylko lizał,

Gości zaś zębem przerażał i białkiem,

Sądząc się w Pana pałacu marszałkiem.

Sawa wracając raz znad Styru502 dolin —

(Jeździł albowiem nieraz w ziemię Łucką

Z atencyjami503 do jednej z Podstolin),

Wracając... patrzy, pies z mordą kałmucką504,

Siedzi przed samą grotą, jak Ugolin505

Smutny, nad czaszką ogryzioną, ludzką,

I oblizuje się po krwawych chrapach,

Jako egipski Bóg506 na tylnych łapach.

Lecz czy ta czaszka zjedzonego trupa

Chodziła kiedy nogami szlachcica?

Czy była czaszką Rugieri biskupa?

Nie mogąc się od psa, ni od martwica507

Dowiedzieć, przykuł brytana do słupa.

A pies zapatrzył się w oczy księżyca,

Nie jęczał, nie gryzł żelaza, nie skakał:

Ale zapatrzył się w księżyc — i płakał.

Kto widział w Rzymie posąg niewolnika

Germana, który w smutku, cicho stoi,

Wie co twarz, choćby zwierzęca i dzika

Zawiera bolu, gdy się uspokoi

I kraj przeszłości myślami odmyka,

I o wolności kiedyś dawnej roi...

Wie, co czuł Sawa, gdy na łańcuch schwytan

Nie wyrzucał mu nic — milczący brytan.

Więc go potrzymał tak, potem zmiękczony

Na wolność puścił znów antropofaga508.

Lecz odtąd pies był dziwnie zamyślony,

I smutku wielka w nim była powaga.

Czy to dlatego, że był nakarmiony,

Amerykańskim zwyczajem Osaga509?

I czuł dziwną czczość zjadłszy w parowie

Poetę może, z poematem w głowie?...

Nie wiem... i wolę nie dochodzić wcale.

Więc do powieści. Sawa wszedł do jamy.

Słońce wschodzące, przez burzanów fale,

Lało się w grotę ognistemi błamy510,

Barany białe leżały na skale,

Nad grotą. — Obraz ten oprawić w ramy! —

Za Sawą wszedł koń w jamę wyzłacaną

Słońcem i poszedł do żłobu po siano.

Za Sawą weszło dziewczę z gołębiami,

Pies łasił się, koń rżał, gołębie gruchały.

Brylantowemi jedno źródło skrami

Padało z tętnem, lejąc się ze skały. —

Idyllę moją pies cokolwiek plami

Przeszłością, ale któż jest doskonały?

Pies więc i grota, koń, gołębie, trzoda;

Spokojnie słońce wschodzi, mruczy woda.

Sawa na siodle oparł się; dziewczyna

Siadła przy źródle i czesała włosy.

A do niej Sawa: „Oj moja Swentyna,

Latasz po stepie jak cygańczuk bosy,

A czerwieniejesz teraz, jak kalina.

Oj będzie łycho511! — Toż to moje losy!

Chciał ja się mieczem wyrąbać na panka,

A siostra wyjdzie na łycho... Cyganka!” —

— „Na licho wyjdę, czy na spokojnicę512,

A tobie to co? Ty wyjdź na Hetmana!

I znajdź sobie jaką piękną krasawicę,

Córkę Starosty albo Kasztelana,

Tak się żeń... Ja ci ubiorę w brusznice

Korowaj513 — sama pójdę w step Bojana514,

Gdzie mi śpiewają kwiaty i żurawie:

A spać nie będę na wproszonej ławie.

„Mnie świat szeroki! — Jak złotego gila

Przedała515 kiedyś Włochom Guślarycha.

Ty na kurhanie dumał Czaromyla,

Gdzie tobie dumy piała516 Janczarycha;

A mnie Włoch bił, bił! Oj! łza mi rozchyla

Palce, gdy myślę, jak ja była licha!

Jaka ja biedna była niewolnica!

A dziś co ze mnie? — Wiatr i gołębica!

Nie łaj mnie, ale na stepy wyprowadź,

Pocałuj, zapłacz, świśnij — taj polecę!

Gołębie moje umieją tańcować,

Na chleb zarobią, na cerkiewne świece...

Będzie mnie za co ubrać i pochować.

Albo ja martwa pójdę wpław po rzece,

A gdzieś Rusałki srebrne wezmą sobie,

I pochowają w śpiewającym grobie.

Taj będzie koniec z żałosną Swentyną!

Oj! nalatała się ja po kurhanach!

Oj! nakarmiła się gorzką kaliną!

Jak jemiełuszka517! — Była ja przy panach!

I była między chłopami Caryną!

A wszystko smutno — Chodzę jak w kajdanach,

Ni ojca ani matki na tym świecie!

Groszów518 zebrała co? — Taj wiatr rozmiecie!” —

Sawa, jak szatan, zmarszczył się: „Poganko,

A co? straciłaś już twój srebrny wianek?

Przydybał ciebie ja, moja kraszanko!

Przy tobie jakiś złoty marcypanek

Szlachcic. — Co robisz ty z nim? mów, cyganko?

Co ty robiła z nim przez cały ranek?

Cóż? oszukana? ha? kwiatku kaliny,

A kiedyż prosisz na ślub i na chrzciny?” —

Nie rzekła na to nic; lecz zamyślona

Wstała, cmoknęła i ptaki srebrnemi

Ubrawszy swoje wysmukłe ramiona,

Pokłoniła się bratu aż do ziemi;

I chwilę stojąc przed nim pokłoniona,

Jak brzoza, listki wiejąca złotemi,

Wstała i nogą jakiś zygzak chiński

Kreśląc na piasku, rzekła: „Słysz, Caliński!

Pomiędzy nami stoją te hramoty519!

Aż przyjdzie rzeka i ten piasek zmyje,

Aż przyjdzie zjeść ten piasek piorun złoty,

Aż przyjdzie wąż skrzydlaty i wypije,

Ani mnie ujrzysz! — Ani ja wiem, kto ty?

Ani ty wiedzieć będziesz, gdzie ja żyję? —

Łzami kupiła ja ten świat podniebny,

I komu zechcę, dam pierścionek srebrny”.

Tu Sawa wściekły wrzasnął: „Ty wyrodna!

Z pierwszym szlachcicem cyganisz na jarze!”

Na to, jak róża, która nie jest do dna

Białą, lecz w liści kryształowej czarze

Kryje rumieniec, a kiedy swobodna,

Słońcu odemknie łono i pokaże

Swój rubinowy wstyd i tę konieczną

Białego kwiatu rumianość serdeczną:

Podobnie wtenczas się zarumieniła

I ręką bijąc powietrze przed sobą: —

„Nie! nie! ja nigdy”. Białą twarz zakryła.

„Pierwszy raz jestem spłonioną przed tobą;

Teraz się będę zawsze czerwieniła

Przed każdem okiem, przed każdą osobą;

Bogdajbyś ty tak, gdy się będziesz żenił,

Pierwszy raz twoją miłę zaczerwienił!

Gdy, dawniej, w rękach i na linie Włocha

Gięłam się jak wąż, cóż robiły pany,

Aby mię słowem zczerwienić choć trocha!

A byłam jako kwiatek ołowiany.

Nie czerwieni się serce, aż zakocha;

Nie zawsze blady jest, kto nie kochany.

Bądź zdrów, nie będę nadaremnie szlochać,

Jeśli, jak mówisz, kocham, — lecę kochać!

A gdy się dowiesz, że w kurhanie leżę,

O! przyjdź na kurhan mój z psem i sokołem!

Połóż się chwilę na darniny świeże,

Niech sokół czarnem krzyż obleci kołem.

Ja także jestem jak polscy rycerze,

A ksiądz mię posłem nazywa aniołem;

Ja listy noszę, ja zapalam słupy,

Ja zbieram, grzebię i obmywam trupy.

A któż przypomni o mnie, kiedy zginę?

Jeśli ty mówisz, że miłość tak trudno

Zyskać — kto w grobie położy Swentynę?

Kto różę na nim posadzi odludną?

Kto złoży na krzyż moje ręce sine?

O! jak tam w grobie niekochanym nudno

Spać na kamieniu”. — Tak mówiła śpiewna

Ta czarodziejska, stepowa królewna.

Sawie zabrakło na odpowiedź czasu...

Wybiegł na stepy, nad swój dom gliniany,

A za nim nimfa mojego Parnasu,

Jako duch ze mgły, na słońcu różany.

Stanęli. — Burzan podobny do lasu

Purpurowemi podpływał bałwany520,

By morze blaskiem piorunów rozbite,

W burzanie wojska brzęczały ukryte.

Czasem chorągiew wybiegła nad morze,

Jak maszt łaciński521 u rybackiej łodzi;

Czasem ujrzałeś, że koń piersią porze522

Trawy i z trawy jak delfin wychodzi,

Lecz cały na wiatr wyskoczyć nie może;

Jak posąg, co się u snycerza rodzi,

I cały w głazie osadzony zadem,

Po piersi koniem jest — a po pas gadem.

I tak się wojsko przez burzany pruło,

Jak prąd ogromny sumów lub łososi.

I tak się jako wąż żelazny snuło,

Co czasem ogon, czasem łeb podnosi. —

Ale się pieśni narzędzie popsuło,

O wypoczynek moja Muza prosi;

Ambrozji słodkiej już zabrakło w krużu523,

A więc żegnajcie! na stepowem wzgórzu,

Moje posągi dwa od słońca złote!

Me szyki w trawach tonące i ziołach!

Tu Malczewskiego524 trzeba mieć tęsknotę,

Tęsknotę, co jest w ludziach pół-aniołach;

Tu trzeba śpiewać, a ja baśni plotę,

Bo kiedy grzebię w ojczyzny popiołach,

A potem ręce znów na harfie kładnę:

Wstają mi z grobu mary, takie ładne!

Takie przejrzyste! świeże! żywe! młode!

Że po nich płakać nie umiałbym szczerze,

Lecz z niemi taniec po dolinach wiodę,

A każda, co chce, z mego serca bierze,

Sonet, tragedią525, legendę lub odę,

To wszystko, co mam, co kocham, w co wierzę.

W co wierzę... Tu mię spytasz czytelniku:

W co?... Jeśli powiem — będzie wiele krzyku.

A naprzód ten rym, co drwi lub przeklina,

Ma polityczne credo526; jest to sfera

Dantejska527. Wierzę sercem poganina

W rym szekspirowski, w Danta528 i w Homera.

Wierzę w respublik jedynaka syna —

Mochnacki529 nim był u nas, ten kostera530!

Co wielkich marzeń nie przestając snować531,

Przez Dyktatora dał się ukrzyżować.

Wierzę, że powstał w człowieczej postaci,

I szedł na wielki sąd, co kraj rozwidni;

Po drodze wstąpił do arystokracji532,

I w tem bez ognia piekle bawił trzy dni;

Potem w książeczce533 sądził swoich braci,

Tych co, są prawi, i tych, co bezwstydni.

Weń uwierzywszy z dwóch tomów zaczętych,

W emigracyjnych wierzę wszystkich świętych,

I w obcowanie ich ducha z narodem,

I w odpuszczenie naszym wodzom grzesznym

I w zmartwychwstanie sejmu pod Herodem534

Obieranego, co jest bardzo śmiesznem

Ciałem i będzie najlepszym dowodem

Ciał zmartwychwstania, fenomenem wskrzesznym,

Na końcu dodam, o przyszłość bezpieczny,

Że w tego sejmu wierzę żywot wieczny.

Amen... To amen krztusi mię i dławi

Jak Makbetowe amen535. — Jednak wierzę,

Że ludy płyną jak łańcuch żurawi,

W postęp... że z kości rodzą się rycerze536,

Że nie śpi tyran, gdy łoże okrwawi,

I z gniazd najmłodsze orlęta wybierze;

Że ogień z nim śpi i węże i trwoga...

Wierzę w to wszystko — ha! — a jeszcze w Boga.

Boże! kto ciebie nie czuł w Ukrainy

Błękitnych polach, gdzie tak smutno duszy,

Kiedy przeleci przez wszystkie równiny

Z hymnem wiatrzanym, gdy skrzydłami ruszy

Proch zakrwawionej przez Tatarów gliny,

W popiołach złote słońce zawieruszy,

Zamgli, zczerwieni i w niebie zatrzyma

Jak czarną tarczę z krwawemi oczyma...

Kto cię nie widział nigdy, wielki Boże!

Na wielkim stepie, przy słońcu nieżywem,

Gdy wszystkich krzyżów537 mogilne podnóże

Wydaje się krwią i płomieniem krzywym,

A gdzieś daleko grzmi burzanów morze,

Mogiły głosem wołają straszliwym,

Szarańcza tęcze kirowe rozwinie,

Girlanda mogił gdzieś idzie i ginie —

Kto ciebie nie czuł w natury przestrachu,

Na wielkim stepie albo na Golgocie,

Ani śród kolumn, które zamiast dachu

Mają nad sobą miesiąc i gwiazd krocie,

Ani też w uczuć młodości zapachu

Uczuł, że jesteś, ani rwąc stokrocie

Znalazł w stokrociach i niezapominkach;

A szuka w modłach i w dobrych uczynkach

Znajdzie — ja sądzę, że znajdzie — i życzę

Ludziom małego serca, kornej wiary,

Spokojnej śmierci. — Jehowy oblicze

Błyskawicowe jest ogromnej miary!

Gdy warstwy ziemi otwartej przeliczę

I widzę koście538, co jako sztandary

Wojsk zatraconych, pod górnemi grzbiety539

Leżą — i świadczą o Bogu — szkielety;

Widzę, że nie jest On tylko robaków

Bogiem i tego stworzenia, co pełza,

On lubi huczny lot olbrzymich ptaków,

A rozhukanych koni On nie kiełza540...

On piórem z ognia jest dumnych szyszaków...

Wielki czyn często go ubłaga, nie łza

Próżno stracona przed kościoła progiem:

Przed Nim upadam na twarz — On jest Bogiem!

Gdzież więc ten człowiek, który jest zwiastunem

Pokory? co się Bogiem ze mną mierzył?541

Ja go chcę jeszcze, w głowę tnę piorunem,

Tak jakem wczora go w piersi uderzył.

Czy widzieliście? i on ma piołunem

Zaprawne usta... Lud, co w niego wierzył,

Radość udaje, ale głowy zwiesił,

Bo wie, żem skinął Ja — i wieszcza wskrzesił542.

Jam z wolna serca mego rwał kawały,

Zamieniał w piorun i w twarz jemu ciskał;

A wszystkie tak grzmią jeszcze jako skały,

Jakbym ja w niebie na sztuki rozpryskał

Boga, a teraz kawałki spadały...

Jam zbił — lecz cóżem dziś u ludzi zyskał?

Za błękitami był bój i zwycięstwo —

Ludzie nie widzą we mnie, tylko męstwo.

Zaprawdę... Gdybyś mię widział, narodzie!

Jak ja samotny byłem i ponury,

Wiedząc, że jeśli mój grom nie przebodzie,

Litwin z Litwinem mię chwycą w pazury.

Już przypomniawszy gniazdo me na wschodzie,

Wołałem ręką Krzemienieckiej góry,

Ażeby weszła rozpędzić tę ciemną

Zgraję — i stanąć za mną — lub pode mną.

Bo się kruszyło we mnie serce smętne,

Że ja nikogo nie mam ze szlachetnych;

I próżno słowa wyrzucam namiętne,

Pełne łez i krwi i błyskawic świetnych,

Na serca, które zawsze dla mnie wstrętne —

Ja, co mam także kraj, łąk pełen kwietnych;

Ojczyznę, która krwią i mlekiem płynna543,

A która także mnie kochać powinna.

Jeśli wy bez serc! Wy! — To moje serce

Za was czuć będzie, przebaczać bez miary;

Ikwo544! płyń przez łąk zielonych kobierce!

Ty także sławna, że fal twoich gwary

Jakoby z Niemnem w olbrzymiej rozterce

Gadają. — Tyś zmusiła Niemen stary

Wyznać, żem wielki, że w sławę płyniemy...

Lecz rzekł: Niech idzie tam, gdzie my idziemy.

Ha! ha! Mój wieszczu! Gdzież to wy idziecie?

Jaka wam świeci! gdzie? portowa wieża?

Lub w Sławiańszczyźnie bez echa toniecie,

Lub na koronę potrójną Papieża

Piorunem myśli podniesione śmiecie

Gnacie. — Znam wasze porty i wybrzeża!

Nie pójdę z wami, waszą drogą kłamną —

Pójdę gdzie indziej! — i lud pójdzie za mną!

Gdy zechce kochać — ja mu dam łabędzie

Głosy, ażeby miłość swoją śpiewał;

Kiedy kląć zechce — przeze mnie kląć będzie;

Gdy zechce płonąć — ja będę rozgrzewał;

Ja go wiodę, gdzie Bóg — w bezmiar — wszędzie.

W me imię będzie krew i łzy wylewał.

Moja chorągiew go nigdy nie zdradzi,

W dzień jako słońce, w noc jak żar prowadzi.

Ha! ha! odkryłeś mi się, mój rycerzu?

Więc teraz z mieczem pod ciebie przypadam!

Naprzód ci słońce pokażę w puklerzu,

Przed słońcem ciebie z trwogi wyspowiadam...

Fałsz ci pokażę w ostatnim pacierzu,

I pokazanym fałszem śmierć ci zadam;

Patrząc na twoją twarz zieloną w nocy

Jak księżyc — słońca wyrzekłeś się mocy?

Jam ci powiedział, że jak Bóg litewski

Z ciemnego sosen wstałeś uroczyska;

A w ręku twem krzyż jak miesiąc niebieski,

A w ustach słowo, co jak piorun błyska.

Tak mówiąc — ja syn pieśni! syn królewski!

Padłem — A tyś już następował z bliska,

I nogą twoją jak na trupie stawał?

Wstałem — Jam tylko strach i śmierć — udawał!

Znajdziesz mnie zawsze przed twoim obliczem,

Nie powalonym, hardym i straszliwym...

Nie jestem tobą — ty nie jesteś Zniczem545.

Lecz choćbyś Bogiem był — ja jestem żywym!

Gotów wężowym bałwan smagać biczem,

Dopóki świat ten pędzisz biegiem krzywym...

Kocham lud więcej niż umarłych kości...

Kocham... lecz jestem bez łez, bez litości

Dla zwyciężonych. — Taka moja zbroja,

I takie moich myśli czarnoksięstwo,

Choć mi się oprzesz dzisiaj? — przyszłość moja! —

I moje będzie za grobem zwycięstwo!...

Legnie przede mną twych poetów Troja,

Twe Hektorowe546 jej nie zbawi męstwo.

Bóg mi obronę przyszłości poruczył: —

Zabiję — trupa twego będę włóczył!

A sąd zostawię wiekom. — Bądź zdrów, wieszczu!

Tobą się kończy ta pieśń, dawny Boże.

Obmyłem twój laur w słów ognistych deszczu,

I pokazałem, że na twojej korze

Pęknięcie serca znać — a w liści dreszczu

Widać, że ci cóś próchno duszy porze.

Bądź zdrów! — A tak się żegnają nie wrogi,

Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych — Bogi547.

Przypisy:

1. Beniowski — pierwowzorem tytułowego bohatera był Maurycy August Beniowski (1741–1786), szlachcic węg., syn generała austr., wychowany w Wiedniu, który w r. 1755. wstąpił do wojska, po śmierci stryja w r. 1758 zamieszkał na Litwie, gdzie objął znaczny majątek. Po śmierci ojca powrócił na Węgry, lecz wskutek nieporozumień ze szwagrami, których wygnał z majątku, uznany został za buntownika i umknął do Niemiec, stąd do Holandii, a następnie do Anglii. Wezwany do Polski, otrzymał stopień pułkownika w wojsku konfederacji barskiej; w r. 1769, ranny, dostał się do niewoli moskiewskiej i został zesłany na Kamczatkę. Tutaj zyskał zaufanie naczelnika wojennego Nilowa, został nauczycielem jego dzieci, a następnie — choć miał żonę na Węgrzech — ożenił się z jego córką Anastazją. Postanowiwszy uciec, opanował z pomocą innych wygnańców stojący w porcie mały okręt i na nim dostał się do brzegów Chin, następnie na wyspę Formozę, a stąd na wyspę Ile de France (Mauritius). W r. 1772 przybył do Francji; dwór wersalski powierzył mu dowództwo wyprawy na Madagaskar, gdzie został obrany królem. Obrażony tym rząd fr. wysłał przeciw niemu wojsko i Beniowski poległ w bitwie 23 maja 1786 r. Pozostawił pamiętniki, które wyszły w kilkunastu językach; po polsku ukazały się po raz pierwszy p.t. Historya podróży i osobliwszych zdarzeń sławnego Maur. Aug. Hrabi Beniowskiego, szlachcica polskiego i węgierskiego, zawierająca w sobie: jego czyny wojenne w Polszcze w czasie Konfederacyi Barskiej — wygnanie jego naprzód do Kazanu — potem do Kamczatki — waleczne jego z tej niewoli oswobodzenie się — żeglugę jego przez Ocean spokojny do Japonii, Formozy, Kantonu w Chinach — założenie nareszcie przez niego osady na wyspie Madagaskarze z zlecenia francuskiego rządu, jego na tej wyspie wojenne wyprawy, ogłoszenie go nareszcie Najwyższym Madagaskaru rządcą.. Przekład ten, przedrukowywany w XIX w., dokonany został z fr. edycji J. H. Magellana. Słowacki znał te pamiętniki, jednak głównymi źródłami, na których oparł swój poemat, były pamiętniki księdza Kitowicza oraz Histoire de l’anarchie de Pologne Rulhière’a. [przypis edytorski]

2. za panowania króla Stanisława (...) — konfederacja w Barze zawiązała się 9 lutego 1768 r.; panował wówczas w Polsce Stanisław August Poniatowski (1732–1798). [przypis edytorski]

3. rodne — tu: rodowe. [przypis edytorski]

4. szkaplerz — dwa połączone ze sobą kawałki materiału z wizerunkiem Jezusa i (lub) Matki Boskiej, poświęcone, noszone na szyi, na piersiach. [przypis edytorski]

5. palestrant (z łac.) — członek palestry, prawnik, adwokat. [przypis edytorski]

6. fant (z niem. Pfand) — zastaw, przedmiot zabezpieczający spłatę długu. [przypis edytorski]

7. klin — tu: część ziemi wchodząca klinem w obcą posiadłość. [przypis edytorski]

8. futor — pojedyncze gospodarstwo, oddalone od wsi. [przypis edytorski]

9. szory (z niem. Geschirr: uprząż) — rodzaj uprzęży złożonej z szerokiego napierśnika ze skóry a. materiału oraz rzemieni ułożonych wzdłuż grzbietu i po bokach konia. [przypis edytorski]

10. ciemiężyć — uciskać, wyzyskiwać, dręczyć. [przypis edytorski]

11. białozor — sokół do polowania. [przypis edytorski]

12. regent a. rejent — urzędnik w kancelarii wpisujący dekrety w akta. [przypis edytorski]

13. ekspulsja (z łac.) — wypędzenie; odebranie wioski. [przypis edytorski]

14. chudoba (z czes. chudoba: bieda) — dobytek, niewielki majątek. [przypis edytorski]

15. konwulsji, ekspulsji, czulsi — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ś półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

16. et si non mi noces fortuna (łac.) — i jeżeli mi nie przeszkodzisz, fortuno. [przypis edytorski]

17. Akteon (mit. gr.) — myśliwy; smutny był jego koniec: Akteon zobaczył przypadkiem boginię łowów, Artemidę, w kąpieli; za to świętokradztwo został zamieniony w jelenia i zginął rozszarpany przez własne psy. [przypis edytorski]

18. zastawnik — ten, który bierze zastaw. [przypis edytorski]

19. regent — rejent, notariusz. [przypis edytorski]

20. addio (wł.) — do widzenia. [przypis edytorski]

21. pisuj na Berdyczów — frazes iron., znaczący: nie zobaczysz mnie więcej. [przypis edytorski]

22. asindziej (daw.) — skrót od: asan dobrodziej, tj. pan. [przypis edytorski]

23. splennik (z ang. spleen: nuda, chandra) — człowiek znudzony, melancholik, malkontent. [przypis edytorski]

24. zwał się cesarzów plemiennik — uważał się za spokrewnionego z cesarzami (zapewne rzymskimi; budowanie sięgających starożytności genealogii było wówczas w modzie). [przypis edytorski]

25. meskolancja (z wł.) — mieszanina. [przypis edytorski]

26. folga (daw.) — luz, puste miejsce a. podkładka blaszana mocująca kamienie szlachetne w wyrobach jubilerskich. [przypis edytorski]

27. monstrancja — ozdobne naczynie liturgiczne na hostię (uznawaną za ciało Chrystusa i z tego powodu otaczaną szczególną czcią). Monstrancja zazwyczaj jest wykonana ze złota i ma formę słońca, tak że od okrągłego centrum, w którym umieszczona jest hostia, rozchodzą się promienie. [przypis edytorski]

28. Rembrandt — Rembrandt Harmenszoon van Rijn (1606–1669), malarz holenderski, znakomity portrecista i malarz historyczny. [przypis edytorski]

29. Ladawa — niewielka rzeka, dopływ Dniestru. [przypis edytorski]

30. golce rzymskie — tzn. posągi, rzeźby nagich postaci, wykonane na wzór starożytnych rzeźb. [przypis edytorski]

31. Kato — Marek Porcjusz Kato (95–46 p.n.e.), zw. Katonem Młodszym (w odróżnieniu od jego pradziada, Katona Starszego, zasłużonego żołnierza i nieprzejednanego rzecznika zburzenia Kartaginy); rzymski polityk, senator i trybun ludowy, a zarazem filozof stoicki, stawiany za wzór prawości i cnót obywatelskich; popełnił samobójstwo (przebił się sztyletem), nie mogąc przeżyć upadku republiki rzymskiej. [przypis edytorski]

32. larwa (z łac.: maska) — maszkara, dziwadło. [przypis edytorski]

33. krzesany — tu: rzeźbiony. [przypis edytorski]

34. Polifem (mit. gr.) — syn Posejdona, jeden z Cyklopów, oślepiony przez Odyseusza, którego więził w swojej jaskini na Sycylii. [przypis edytorski]

35. Dyjanna (mit. rzym.) — dziś: Diana; bogini łowów, córka Jowisza i siostra Apollina, jej posąg był popularną ozdobą klasycystycznych ogrodów i pałaców. [przypis edytorski]

36. antenat — przodek. [przypis edytorski]

37. meszty (daw.) — miękkie, lekkie pantofle. [przypis edytorski]

38. papuży — dziś popr.: papuzi. [przypis edytorski]

39. Sokrat a. Sokrates (469–399 p. n. e.) — filozof grecki, skazany w Atenach za obrazę moralności na śmierć przez wypicie cykuty, co zostało opisane przez Platona w dialogu Obrona Sokratesa. [przypis edytorski]

40. wykowany — dziś: wykuty. [przypis edytorski]

41. droga — tu: ukochana. [przypis edytorski]

42. oliwy — tu: gaj oliwny, w którym, według Biblii, Chrystus modlił się przed ukrzyżowaniem. [przypis edytorski]

43. ruczaj (poet.) — potok, strumień. [przypis edytorski]

44. szlachta okoliczna — drobna, uboga szlachta, zamieszkująca wsie szlacheckie, zwane okolicami, i utrzymująca się z własnej pracy na roli. [przypis edytorski]

45. Eumenidy a. Erynie (mit. gr.) — boginie zemsty, strzegące porządku moralnego; w mit. rzym.: Furie. [przypis edytorski]

46. O! Polsko! jeśli ty masz zostać młodą — aluzja do czasopisma ”Młoda Polska”, wydawanego w latach 1838–1840 w Paryżu; jego redaktorami i wydawcami byli przeciwnicy Słowackiego, Eustachy Januszkiewicz i Stanisław Ropelewski. [przypis edytorski]

47. czyli — tu: czy też. [przypis edytorski]

48. imać się — tu: wywrzeć szkodliwy wpływ; imie się — dziś popr.: ima się. [przypis edytorski]

49. Krzyż twym Papieżem — aluzja do papieża Grzegorza XVI, który w encyklice Cum primum potępił powstanie listopadowe i zalecał posłuszeństwo wobec legalnej władzy zaborców. [przypis edytorski]

50. plwać (daw.) — pluć. [przypis edytorski]

51. przyczołgnie się — dziś popr. forma 3.os. lp cz.przysz.: przyczołga się. [przypis edytorski]

52. Parnas — masyw górski w Grecji; w mit. gr. jedna z siedzib Muz i Apollina. [przypis edytorski]

53. konfederatka — noszona przez konfederatów barskich czapka rogatywka, obszyta futrem, często ozdobiona czaplim piórem. [przypis edytorski]

54. szpencer a. spencer (daw.) — krótka kurtka. [przypis edytorski]

55. burka (z tur. burok) — wełniana opończa chroniąca od deszczu. [przypis edytorski]

56. z łapy — dziś popr. forma N. lm: z łapami. [przypis edytorski]

57. koń — dziś popr. forma B. lp: konia. [przypis edytorski]

58. klasły — dziś popr. forma 3.os. lm cz.przesz.: klasnęły. [przypis edytorski]

59. harap — bicz z krótką rękojeścią i długim plecionym rzemieniem. [przypis edytorski]

60. wiadoma — tu: świadoma, znająca (ludzką przyszłość). [przypis edytorski]

61. sawantka (z fr. savante: uczona; daw.) — kobieta wykształcona. [przypis edytorski]

62. sztambuch (daw.) — pamiętnik, do którego przyjaciele wpisują wiersze i aforyzmy na pamiątkę. [przypis edytorski]

63. frenologista (z gr.; właśc. frenolog) — osoba zajmująca się nauką o budowie czaszki i wnioskująca z tego o zdolnościach człowieka; frenologia, zapoczątkowana przez F. J. Galla (1758–1828), stała się w XIX i na pocz. XX w. pseudonauką, służącą potwierdzaniu stereotypów rasistowskich i mizoginicznych. [przypis edytorski]

64. powieszą w Sybilli — mowa o Świątyni Sybilli w parku pałacowym w Puławach, budynku, w którym księżna Izabela Czartoryska założyła muzeum pamiątek po sławnych Polakach oraz narodowych „starożytności”; napis nad wejściem głosi: „Przeszłość Przyszłości”. [przypis edytorski]

65. szpitalu — dziś popr. forma D. lp: szpitala. [przypis edytorski]

66. Plater, Emilia (1806–1831) — uczestniczka powstania listopadowego, upamiętniona przez A. Mickiewicza w wierszu Śmierć pułkownika. [przypis edytorski]

67. Czarnecki — własc. Czarniecki, Stefan (1599–1665), wojewoda kijowski, hetman polny koronny; wybitny wojskowy, brał udział w walkach przeciw najazdom tatarskim, wsławił się szczególnie podczas pacyfikacji powstania Chmielnickiego na Ukrainie (1648–1655) oraz dzięki prowadzeniu na poły partyzanckich walk podczas potopu szwedzkiego (1655–1660). [przypis edytorski]

68. kolczuga — zbroja wykonana z drobnych metalowych kółek, osłaniająca korpus oraz ręce, niekiedy z kapturem. [przypis edytorski]

69. nasz sejmowy krater — mowa o sejmie polskim, działającym w czasie powstania listopadowego. [przypis edytorski]

70. fuga (z wł. a. z łac.: ucieczka) — utwór polifoniczny, w którym różne głosy (a. instrumenty) kolejno przejmują temat muz. [przypis edytorski]

71. kalendarzyk emigracyjny — aluzja do Kalendarza pielgrzymstwa polskiego St. Ropelewskiego. [przypis edytorski]

72. przesiąc — przesiąknąć. [przypis edytorski]

73. miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

74. luminarz (z łac. lumen: światło) — osoba wybitna, sławna, znakomitość; tu: bóstwo, heros. [przypis edytorski]

75. z okny i krużganki — dziś popr. forma N. lm: z oknami i krużgankami. [przypis edytorski]

76. Junona (mit. rzym.) — bogini kobiet, małżeństwa i macierzyństwa, utożsamiana z grecką Herą. [przypis edytorski]

77. tuz (daw.) — atut, najwyższa karta w grze, zwykle as. [przypis edytorski]

78. sunął się — dziś popr.: zsunął się. [przypis edytorski]

79. konfederatka — noszona przez konfederatów barskich czapka rogatywka, obszyta futrem, często ozdobiona czaplim piórem. [przypis edytorski]

80. jak z Memnona wydobył jęki — nawiązanie do tzw. słupów a. kolosów Memnona, dwóch kilkunastometrowych posągów stanowiących niegdyś część grobowca faraona Amenofisa IV w Tebach w Egipcie. Jeden z nich, prawdopodobnie uszkodzony przez trzęsienie ziemi w I w. p.n.e., wydawał dźwięk podczas wschodu słońca, kiedy wyziębiony nocą kamień ogrzewał się. Starożytni Grecy twierdzili, że dźwięk ten to jęki Memnona, zamordowanego przez Achillesa, skarżącego się na swój los matce, bogini jutrzenki Eos; od jego imienia utarła się zwyczajowa nazwa rzeźb. [przypis edytorski]

81. lozak, właśc. luzak — sługa obozowy. [przypis edytorski]

82. kozak — tu: uzbrojony jeździec, wróg. [przypis edytorski]

83. Wirgill — własc. Publius Vergilius Maro (70–19 p.n.e.), poeta rzymski, autor eposu Eneida. [przypis edytorski]

84. lwica hirkańska — kiedy Eneasz, bohater Eneidy Wergiliusza, porzuca swoją kochankę, królową Dydonę, ta porównuje jego okrucieństwo do obyczajów hirkańskich tygrysic. Zwrotu tego użył także Ariosto, a w polskiej literaturze J.A. Morsztyn; Hirkania — kraj położony na Wyżynie Irańskiej. [przypis edytorski]

85. szperka (daw.) — słonina. [przypis edytorski]

86. jako żona Eneasza został się w Troi — Kreuza, córka Priama, wyszła wraz z mężem z płonącej Troi, jednak tej samej nocy zginęła. [przypis edytorski]

87. ślaz — malwa. [przypis edytorski]

88. ex machina deus (łac.: bóg z maszyny) — chodzi o boga pojawiającego się na scenie dzięki maszynerii teatralnej; określenie oznaczające nieumotywowane rozwiązanie akcji. [przypis edytorski]

89. koń — dziś popr. forma B. lp: konia. [przypis edytorski]

90. Strabon — geograf gr. żyjący na początku n.e.; zajmował się również historią naturalną. [przypis edytorski]

91. ibis — ptak brodzący, czczony w starożytnym Egipcie. [przypis edytorski]

92. lejc — dziś popr. lejce; być może Słowacki zmienił formę, by zachować rytmikę wiersza. [przypis edytorski]

93. z żyły — dziś popr. forma N. lm: z żyłami. [przypis edytorski]

94. Sę-Symonistka (właśc. saintsimonistka) — wyznawczyni doktryny Henri de Saint-Simona (1760–1825), socjalisty utopijnego, głoszącego ideały braterstwa i równości (najważniejsze dzieła: Système industriel; Catéchisme industriel; Nouveau Christianisme); tu przen. oznacza żartobliwie tyle, co: rewolucjonistka, feministka. [przypis edytorski]

95. zatrzaska — pułapka. [przypis edytorski]

96. pasterskie roił ideały — nawiązanie do mody na sielanki, panującej na przełomie XVIII i XIX w. [przypis edytorski]

97. Diwa — w mit. słowiańskiej bożyszcze wróżące klęskę; wiara w nią rozpowszechniona była na Ukrainie, Podlasiu i Mazowszu. Tutaj jest imieniem własnym starej kobiety. [przypis edytorski]

98. Iryda a. Iris (mit. rzym. i gr.) — bogini tęczy, wysłanniczka bogów, służka Junony (w mit. gr. Hery). [przypis edytorski]

99. ksieni — przeorysza, przełożona klasztoru. [przypis edytorski]

100. zmięszać — dziś popr.: zmieszać. [przypis edytorski]

101. Sand, George (1804–1876) — właśc. Aurora Dudevant, powieściopisarka fr.; jej powieści były w latach 1840–1860 powszechnie czytane. Najgłośniejsze z nich to Spiridion (1839) i Lelia (1833). [przypis edytorski]

102. bajronicznym cieniem — mowa o typie romantycznego bohatera z powieści poetyckich George’a Byrona (1788–1824). [przypis edytorski]

103. romansowie — dziś popr.: romansowo, tj. poetycznie, stylowo. [przypis edytorski]

104. sawantka (z fr. savante: uczona; daw.) — kobieta wykształcona, erudytka. [przypis edytorski]

105. Anhelli — bohater poematu Juliusza Słowackiego, podróżuje po Syberii i spotyka polskich zesłańców. [przypis edytorski]

106. lewanda — lawenda. [przypis edytorski]

107. Medea — córka króla Kolchidy, czarodziejka; pomogła Jazonowi zdobyć złote runo i poślubiła go, kiedy jednak Jazon porzucił ją dla królewny korynckiej, Kreuzy, czarami zgubiła swą rywalkę i zabiła własne dzieci. [przypis edytorski]

108. miłoście — dziś popr. forma M. lm: miłości. [przypis edytorski]

109. kończą tak, jak Werter w Götym — powieść epistolarna Cierpienia młodego Wertera J. W. von Goethego (1749–1832) kończy się samobójstwem tytułowego bohatera; książka wywołała pod koniec XVIII w. modę na samobójstwa wśród czytelników; dziś popr. forma nazwiska w M.: Goethe, w Ms.: Goethem. [przypis edytorski]

110. kompensacja a. kompensata (z łac.) — wyrównanie, wynagrodzenie, odszkodowanie. [przypis edytorski]

111. panny — dziś popr. forma N. lm: pannami. [przypis edytorski]

112. na rozstajnej drodze — na rozstajach dróg grzebano samobójców, których nie wolno było pochować w poświęconej ziemi cmentarza; rozstaje uznawano tradycyjnie za miejsce szczególnie narażone na działanie złych mocy. [przypis edytorski]

113. heroina (z gr.) — bohaterka. [przypis edytorski]

114. Fingal lub Ryno — bohaterowie tzw. Pieśni Osjana; miały to być narodowe, pradawne podania irlandzkie przełożone z jęz. gaelickiego na ang. przez Jamesa Macphersona (1736–1796), który ostatecznie okazał się autorem tekstu; Pieśni Osjana zrobiły zawrotną karierę w okresie romatyzmu. [przypis edytorski]

115. tryjolet — dziś: triolet; rodzaj wiersza o strofie ośmiowersowej i specyficznym układzie dwóch rymów, w którym czwarty i siódmy wers powtarza pierwszy, a ósmy jest taki sam jak drugi (ABaAabAB). [przypis edytorski]

116. strzelna nie była swemi zrennicami — tj. kokietowała mężczyzn, nie „strzelała oczami”; zrennica (daw.) — źrenica, tu: oko. [przypis edytorski]

117. kształty (...) uświęcone snycerską powagą — tj. kształt jej głowy przypominał idealne proporcje dzieł wielkich rzeźbiarzy. [przypis edytorski]

118. Leda (mit. gr.) — żona spartańskiego króla Tyndareusa, kochanka Zeusa, który ją odwiedzał pod postacią łabędzia; owocem związku Ledy z Zeusem byli Dioskurowie, którzy wykluli się z jaj: Kastor i Pollux oraz Helena i Klitajmestra. [przypis edytorski]

119. Witwicki, Stefan (1801–1847) — autor Poezji biblijnych, Wieczorów pielgrzyma; gorliwy katolik, wydał Ołtarzyk polski. Przyjaciel Mickiewicza, a antagonista Słowackiego. [przypis edytorski]

120. Bojan — mit. bard ruski, wnuk Welesa, bożka pieśniarzy i rycerzy, wspomniany w Słowie o wyprawie Igora, miał żyć na przełomie XI i XII w i należeć do drużyny Jarosława Mądrego; za wcielenie Bojana podawał się w swoich wierszach Józef Bohdan Zaleski (1802-1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej. [przypis edytorski]

121. Złoty Ołtarzyk — mowa o Ołtarzyku polskim Witwickiego; może to być też nawiązanie do tytułu popularnego w XVIII w. zbioru modlitw Złoty ołtarz wonnego kadzenia.... [przypis edytorski]

122. à l’antique (fr.) — na sposób starożytny, grecki. [przypis edytorski]

123. dusze — tzn. majątek ziemski, którego wielkość mierzono ilością posiadanych chłopów pańszczyźnianych, czyli tzw. dusz. [przypis edytorski]

124. Dzieduszycki — pierwowzorem tej postaci był Tadeusz Gerwazy Dzieduszycki (1724–1777), magnat i dowódca wojskowy, cześnik wielki koronny i regimentarz wojsk polskich na Podolu, stronnik króla Stanisława Augusta, przeciwnik konfederatów barskich; był oskarżany o okrutne rozprawianie się z konfederatami, jednak nie zginął z ich rąk, jak pisze Słowacki. W 1770 r. został odznaczony Orderem Świętego Stanisława, uhonorowany tytułem tajnego radcy dworu oraz awansowany do rangi generała. Od 1751 r. był żonaty; miał trzech synów. [przypis edytorski]

125. przekabacić — skłonić do zmiany poglądów, przekonać do swoich racji. [przypis edytorski]

126. kraszanka (z rus.) — pisanka wielkanocna. [przypis edytorski]

127. dzwonią jak kraszanka, kiedy się z drugą spotka w dziecka dłoni — nawiązanie do zabawy wielkanocnej, polegającej na stukaniu jajkiem o jajko; wygrywa ten, czyje jajko pozostanie całe. [przypis edytorski]

128. truna — trumna. [przypis edytorski]

129. wieniec Petrarki — Petrarca, Francesco (1304–1374), wybitny poeta wł., w 1341 r. został uwieńczony wieńcem laurowym na Kapitolu, co było najwyższym wyróżnieniem, jakie mogło spotkać twórcę. [przypis edytorski]

130. kosz — kozacki lub tatarski oddział wojska lub obóz warowny takiego oddziału. [przypis edytorski]

131. Grabowski, Michał (1805–1863) — krytyk i powieściopisarz; brał udział w walce romantyków z klasykami. Zasłynął recenzjami publikowanymi w „Tygodniku petersburskim”; swoje prace krytyczne wydał w osobnych tomach: Literatura i krytyka (Wilno 1836–1840), Korespondencja literacka (Wilno 1847–1848) i Artykuły literackie, krytyczne i artystyczne (Wilno 1849). Słowacki nazywa go ironicznie prymasem, uznając jego szczególną pozycję wśród krytyków i literatów. [przypis edytorski]

132. nie podobało się już w Balladynie (...) — Balladyna nie podobała się Stanisławowi Ropelewskiemu, który napisał w „Młodej Polsce” ostrą krytykę dramatu. W ogóle w ustępie tym rozprawia się Słowacki z krytykami, usposobionymi dla niego nieprzychylnie. [przypis edytorski]

133. że się Balladyna krwawi — tj. że w dramacie Balladyna większość bohaterów ginie tragicznie. [przypis edytorski]

134. myrra — mirra, żywica balsamiczna, kadzidło. [przypis edytorski]

135. metampsychoza (właśc. metempsychoza) — wędrówka dusz; wiara, że dusze ludzkie po śmierci wcielają się ponownie, ciągle się doskonaląc. [przypis edytorski]

136. Anhelli — poemat prozą Juliusza Słowackiego; tytułowy bohater podróżuje po Syberii i spotyka polskich zesłańców. [przypis edytorski]

137. Jak szpaki Danta — tj. jak potępieńcy, opisani w Piekle w Boskiej Komedii Dantego Alighieri (1265–1321). [przypis edytorski]

138. borealny (z łac.) — północny. [przypis edytorski]

139. podobni Bogom rozkutym z łańcuchów — nawiązanie do tytana Prometeusza, który podarował ludziom ogień, wykradziony bogom, za co Zeus przykuł go do skał Kaukazu, gdzie codziennie sęp wydziobywał mu wątrobę. [przypis edytorski]

140. Sirius (...) lub Niedźwiadek — Syriusz to najjaśniejsza gwiazda w konstelacji Wielkiego Psa; Niedźwiadek: daw. pol. nazwa gwiazdozbioru Skorpiona. [przypis edytorski]

141. per Bacco (wł.) — na Bachusa; Bachus a. Dionizos: w mit. gr. bóg wina i płodności; syn Zeusa i ziemianki Semele, która spłonęła, zobaczywszy ojca swego dziecka w jego właściwej, boskiej postaci. [przypis edytorski]

142. drogi — dziś popr. forma N. lm: drogami. [przypis edytorski]

143. Roland a. Orlando — bohater poematów Ariosta Orland szalony i Boiarda Orland zakochany, znany z podań o Karolu Wielkim i jego paladynach; zginął w r. 778. w Hiszpanii. [przypis edytorski]

144. syredeń (z ukr.: seredyna) — środek, wnętrze. [przypis edytorski]

145. myrra — mirra, żywica balsamiczna, kadzidło. [przypis edytorski]

146. ochylić (daw.) — otoczyć, objąć, ochronić. [przypis edytorski]

147. Różom najbielszym jej żałobę nosić — biel jest kolorem żałoby w kulturze starożytnego Rzymu, w kulturach Dalekiego Wchodu i in. [przypis edytorski]

148. Głupi! o sobie dobrze mów! — słowa z monologu Ryszarda III Szekspira. [przypis edytorski]

149. wykrzyka — dziś popr. forma 3 os. lp cz. ter.: wykrzykuje. [przypis edytorski]

150. krwawnik — zwyczajowa nazwa dwóch czerwonawych minerałów: karneolu (kamienia półszlachetnego, odmiany chalcedonu) i hematytu (tlenku żelaza). [przypis edytorski]

151. ksiądz Kiefaliński — właśc. Ignacy Hołowiński (1807–1885), teolog, arcybiskup mohylewski, tłumacz tragedii Shakespeare’a (pod pseudonimem Ignacy Kefaliński). [przypis edytorski]

152. moja ariostyczna droga — nawiązanie do poematu Orland szalony Ludovica Giovanniego Ariosta (1474–1533). [przypis edytorski]

153. stać na wstręcie (przestarz.) — przeszkadzać, utrudniać. [przypis edytorski]

154. d...w — durniów. [przypis edytorski]

155. Sancho Pansa — postać z powieści Cervantesa Don Kichot, rubaszny giermek tytułowego bohatera; obiecano mu stanowisko gubernatora wyimaginowanej wyspy. [przypis edytorski]

156. alians (z fr. alliance) — sojusz. [przypis edytorski]

157. oktawa — strofa ośmiowersowa, którą pisany jest Beniowski. [przypis edytorski]

158. sestyna — sekstyna, strofa sześciowersowa; Słowacki użył jej w poemacie Grób Agamemnona. [przypis edytorski]

159. patri patriae (łac.) — ojcu ojczyzny. [przypis edytorski]

160. harfa Eola — harfa eolska, instrument muzyczny, z którego strun dźwięki wydobywa wiatr; Eol (mit.gr.) — bóg wiatrów. [przypis edytorski]

161. driada (starop. dryjada) — nimfa leśna, duch drzewa. [przypis edytorski]

162. wdrzewić się (neol.) — czas. utworzony od rzecz. drzewo; synonim: stać się drzewem, wcielić się w drzewo. [przypis edytorski]

163. Kleftowie (z gr. kléphtēs: rabuś) — greccy partyzanci, w od XV do XIX w. walczący przeciw Turkom; Kleftowie rekrutowali się gł. spośród ludności wiejskiej, mieszkańców gór; odegrali istotną rolę w powstaniu 1821–1829 r., w wyniku którego Grecja odzyskała niepodległość na części terytorium. Motyw szyb w grobach jest metaforą, użytą w jednym z wierszy, opiewających bohaterskie czyny Kleftów. [przypis edytorski]

164. Poznańczyk — aluzja do Karola Libelta, autora krytycznego artykułu o dramacie Słowackiego Mazepa. [przypis edytorski]

165. hypogryfując (neol.) — imiesłów utworzony od rzecz. hipogryf, tj. pegaz, połączenie orła i konia; hipogryf występuje w Orlandzie Szalonym Ariosta. [przypis edytorski]

166. a priori (łac.: z założenia) — tu: intuicyjnie. [przypis edytorski]

167. kares (z fr. caresse) — pieszczota. [przypis edytorski]

168. zamek św. Anioła — budynek postawiony w Rzymie przez cesarza Hadriana; w czasach świeckiego panowania papieży służył jako więzienie polityczne. [przypis edytorski]

169. Dzieduszycki — pierwowzorem tej postaci był Tadeusz Gerwazy Dzieduszycki (1724–1777), magnat i dowódca wojskowy, cześnik wielki koronny i regimentarz wojsk polskich na Podolu, stronnik króla Stanisława Augusta, przeciwnik konfederatów barskich; był oskarżany o okrutne rozprawianie się z konfederatami, jednak nie zginął z ich rąk, jak pisze Słowacki. W 1770 r. został odznaczony Orderem Świętego Stanisława, uhonorowany tytułem tajnego radcy dworu oraz awansowany do rangi generała. Od 1751 r. był żonaty; miał trzech synów. [przypis edytorski]

170. konfederacja barska (1768–1772) — zbrojny związek szlachty polskiej utworzony w Barze na Podolu w obronie wiary katolickiej i niepodległości Rzeczypospolitej, przeciwko Imperium Rosyjskiemu i królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. [przypis edytorski]

171. konfederacji, kaci, wypłaci — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ć półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

172. Rulhière, Claude — autor stronniczej pracy Histoire de l’anarchie en Pologne (Historia anarchii w Polsce). [przypis edytorski]

173. puginał (daw.) — sztylet. [przypis edytorski]

174. exemplum (łac.) — przykład. [przypis edytorski]

175. oba litewskie biskupy — biskup inflancki Józef Kossakowski (1738–1794) i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski (1727–1794) zostali powieszeni jako zdrajcy i stronnicy Rosji podczas powstania kościuszkowskiego. [przypis edytorski]

176. Krukowiecki, Jan (1770–1850) — generał wojska polskiego, gubernator miasta Warszawy, w r. 1831. podpisał akt poddania miasta generałowi ros. Paskiewiczowi. [przypis edytorski]

177. Gurowski, Adam (1805–1866) — dziennikarz, w 1834 roku redagował w Paryżu pismo pt. „Przyszłość”; autor wielu broszur polit.; uczestnik powstania listopadowego, należał do obozu demokratów, następnie uznał racje Rosji, stał się wyznawcą panslawizmu; przez polską emigrację uznawany za zdrajcę sprawy narodowej. [przypis edytorski]

178. odyzm (neol.) — rzecz. utworzony od wł. odiare: nienawidzieć, gardzić. [przypis edytorski]

179. Paszkiewicz — właśc. Paskiewicz, Iwan Fiodorowicz (1782–1856), generał wojsk ros., naczelny wódz wojsk Imperium Rosyjskiego stłumił powstanie listopadowe, zdobył Warszawę i został dożywotnim namiestnikiem Królestwa Polskiego. [przypis edytorski]

180. meszty (daw.) — miękkie, lekkie pantofle. [przypis edytorski]

181. Meszyd a. Medżyd, Abdul (1823–1861) — sułtan turecki, który słuchając wskazówek swej matki Wallidy, wprowadził szereg reform w państwie muzułmańskim. [przypis edytorski]

182. Dzieduszycki nie miał jednej kréski od brzegów Dźwiny po hordy Nogajca — tj. Dzieduszycki był bardzo niepopularny, nie popierał go żaden szlachcic na Litwie i na Ukrainie; kreska — tu: głos popierający na sejmiku. [przypis edytorski]

183. Dźwina — rzeka na terytorium Rosji, Białorusi i Łotwy. [przypis edytorski]

184. Nogajec a. Nogaj (zm. 1299) — jeden z wodzów Złotej Ordy, państwa mongolsko-tatarskiego; hordy Nogaja koczowały nad Morzem Azowskim; utarło się określać tak Tatarów mających siedziby w tym rejonie. [przypis edytorski]

185. Gradyw (mit. rzym.) — jeden z przydomków Marsa, boga wojny; gradivus (łac.) — kroczący naprzód; kochanek Gradywa — przen. mężny żołnierz. [przypis edytorski]

186. in petto (wł.) — w piersi. [przypis edytorski]

187. Włochy — dziś popr. forma M. lm: Włosi. [przypis edytorski]

188. stiletto (wł.) — sztylet; tu: sztyletem. [przypis edytorski]

189. Kato — Marcus Portius Cato (234–149 p.n.e.), zw. Katonem Starszym a. Cenzorem, polityk rzym., nieprzejednany rzecznik zburzenia Kartaginy, zwolennik tradycyjnych cnót obywatelskich. To samo imię i nazwisko nosił jego prawnuk, Kato Młodszy (95–46 p.n.e.), senator i trybun ludowy, filozof stoicki, także stawiany za wzór prawości i cnót obywatelskich. [przypis edytorski]

190. drzewo antenatów — drzewo genealogiczne, szkic ukazujący obrazowo powiązania rodzinne i pokrewieństwo; antenat (z łac.) — przodek. [przypis edytorski]

191. wyloty — rękawy kontusza, rozcięte i zwisające luźno lub zarzucane na plecy. [przypis edytorski]

192. anewryzm — tętniak, choroba polegająca na miejscowym rozszerzeniu tętnicy; w XIX w. nazywano tak również różne dolegliwości nerwowe. [przypis edytorski]

193. kwarta — daw. jednostka objętości, ok. 1 litra. [przypis edytorski]

194. w konkur — forma użyta dla rytmu, własc. w konkury; ruszyć w konkury — podjąć zabiegi o rękę panny. [przypis edytorski]

195. po pjanemu (daw.) — dziś popr.: po pijanemu. [przypis edytorski]

196. arkada — łuk (w architekturze). [przypis edytorski]

197. ksiądz karmelita — Marek Jandołowicz (1713–1799), charyzmatyczny kaznodzieja, duchowy przywódca konfederacji barskiej (1768–1772), w czasie której był przełożonym klasztoru karmelitów w Barze. Wsławił się patriotyczną postawą (m.in. wystąpił z krzyżem w ręku przeciw wojskom ros. szturmującym na Bar) oraz męczeństwem poniesionym z tego powodu (był bity, prześladowany oraz więziony). Przypisywano mu autorstwo wiersza (Wieszczby dla Polski a. Proroctwa ks. Marka) przepowiadającego w duchu mesjanistycznym polityczno-duchową klęskę, a następnie odrodzenie Polski. Postać niezwykle inspirująca dla romantyków. [przypis edytorski]

198. sztukę Mozarta — w operze W. A. Mozarta Don Giovanni (libretto L. da Ponte na podstawie sztuki Moliera) posąg nagrony Komandora, zabitego w pojedynku przez uwodziciela Don Giovanniego (Don Juana), pojawia się u niego na uczcie, aby ukarać go i zabrać do piekła; opera powstała w 1787 r., jest zatem późniejsza w stosunku do akcji Beniowskiego. [przypis edytorski]

199. ptak Minerwy — sowa; Minerwa — mit. rzym. bogini mądrości (odpowiednik Ateny z mit. gr.). [przypis edytorski]

200. miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

201. odruzg — odłam. [przypis edytorski]

202. szlaga — kula z drewnianą rękojeścią, bitnia, rodzaj maczugi. [przypis edytorski]

203. zmarszczków — dziś popr. forma D. lm: zmarszczek. [przypis edytorski]

204. konfederaty — dziś popr. forma M. lm: konfederaci. [przypis edytorski]

205. kołpak — wysoka czapka z futrzanym otokiem, popularna w XVIII w. w Europie Wschodniej. [przypis edytorski]

206. konfederatka — noszona przez konfederatów barskich czapka rogatywka, obszyta futrem, często ozdobiona czaplim piórem. [przypis edytorski]

207. kapuza (z łac. caput: głowa) — futrzana czapka-uszanka. [przypis edytorski]

208. pakłak — gruba tania tkanina. [przypis edytorski]

209. Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w więzieniu. [przypis edytorski]

210. Ursa (łac.: niedźwiedzica) — Wielka Niedźwiedzica, gwiazdozbiór okołobiegunowy płn. nieba; najjaśniejsze gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy tworzą tzw. Wielki Wóz. [przypis edytorski]

211. Kasjopea — tu: gwiazdozbiór nieba płn. układający się w kształt litery W; znajduje się w obszarze Drogi Mlecznej. [przypis edytorski]

212. Filomela (mit. gr.) — siostra Prokne, królowej Fokidy, zamieniona przez bogów w słowika (lub w jaskółkę). [przypis edytorski]

213. J. B. O. — Józefat Bolesław Ostrowski (1805–1871), krytyk, uczestnik estetyczno-literackiego sporu klasyków z romantykami, przebywający na emigracji w Londynie. [przypis edytorski]

214. amanty — dziś popr. forma B. lm: amantów; amant — kochanek, ukochany. [przypis edytorski]

215. za kratą — tj. w klasztorze. [przypis edytorski]

216. kurant — melodyjka, grana przez zegar a. pozytywkę. [przypis edytorski]

217. pugilares (daw.) — portfel. [przypis edytorski]

218. itd. — w kresowej wymowie Słowackiego „i tak daléj” rymuje się z „rwali”. [przypis edytorski]

219. zmięszać — dziś popr.: zmieszać. [przypis edytorski]

220. horor (z łac. horror: dreszcz, trwoga) — tu: okropność. [przypis edytorski]

221. pinxit (łac.) — namalował; formuła używana przy podpisywaniu obrazów; Rafael Santi (1483–1520) — wybitny włoski malarz i architekt renesansowy. [przypis edytorski]

222. Giotto di Bondone (1266–1337) — malarz i architekt wł., wyznaczył drogę renesansowemu malarstwu wł. poprzez przejście od stylu wschodniego, bizantyjskiego do łacińsko-włoskiego. [przypis edytorski]

223. pod skrzydły — dziś popr. forma N. lm: pod skrzydłami. [przypis edytorski]

224. wnętrzności — tu: wnętrze ludzkie, psychika, umysł. [przypis edytorski]

225. Jedno swe oko topiąc w Galatei — nazwiązanie do historii Cyklopa Polifema (mit. gr.), który zakochał się nieszczęśliwie w nimfie morskiej Galatei; dąb przy zamku był rzeźbiony tak, by przypominał Polifema. [przypis edytorski]

226. dugena (z hiszp. dueña) — ochmistrzyni, dama do towarzystwa panny a. młodej mężatki; guwernantka. [przypis edytorski]

227. falena (wł.) — ćma. [przypis edytorski]

228. ciemnota — tu: ciemność. [przypis edytorski]

229. zażegać — zapalać, tu: zaczerwienić się. [przypis edytorski]

230. błam — skóra, futro. [przypis edytorski]

231. transteweranka — mieszkanka dzielnicy Rzymu położonej za Tybrem. [przypis edytorski]

232. Elektra (mit. gr.) — córka Agamemnona i Klitajmestry, władców Argolidy, zemściła się na matce za śmierć ojca. [przypis edytorski]

233. wstrzęsła — dziś popr. forma 3 os. lp cz. przesz. r.ż.: wstrząsnęła. [przypis edytorski]

234. Pułaski, Józef (1704–1769) — wódz konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

235. jarzęce — dziś popr.: jarzące; świece jarzące — zrobione z bielonego wosku; jarzyć się — świecić się, lśnić. [przypis edytorski]

236. statua Komandora — chodzi o postać z opery Don Giovanni Mozarta; Komandor zstępuje z pomnika grobowego, zaproszony przez Don Giovanniego (Don Juana) na ucztę, i porywa go do piekła. [przypis edytorski]

237. by — tu: niby, tak jak. [przypis edytorski]

238. krzywy — tu: nieprawy, niemoralny, zdrajca narodu; Słowacki nawiązuje tu do orderów rosyjskich, przyznawanych zdrajcom narodu po powstaniu listopadowym. [przypis edytorski]

239. z tej samej przędzy winą się — są z tej samej przędzy uwite (skręcone, utkane); przen. podobne, o podobnej strukturze. [przypis edytorski]

240. brewiarz — książka modlitw dla księży. [przypis edytorski]

241. Kapitoł, własc. Kapitol — wzgórze w Rzymie, dawniej świątynia najwyższych bóstw rzymskich. [przypis edytorski]

242. kozak — tu: zbrojny służący. [przypis edytorski]

243. et pagina fracta (łac.) — i na kartce papieru złożonej na pół. [przypis edytorski]

244. Barskich — konfederatów barskich. [przypis edytorski]

245. iuro (łac.) — przysięgam. [przypis edytorski]

246. ciemnota — tu: ciemność. [przypis edytorski]

247. na Ukrainie zaczęła się rzeź — bunty chłopskie przeciw pańszczyźnie na terenie Ukrainy wybuchały w latach ok. 1730–1770, uczestnicy tych powstań nazywali się hajdamakami, często mieli poparcie duchownych prawosławnych, którzy święcili ich broń. [przypis edytorski]

248. chłopy — dziś popr. forma N. lm: chłopami. [przypis edytorski]

249. za twą całość — za twoją cielesną nietykalność, dla twojego ocalenia. [przypis edytorski]

250. Sybilla (mit. gr.) — wieszczka, przepowiadająca przyszłość; najbardziej znaną Sybillą była kapłanka wyroczni Apollina w Cumae we Włoszech, opisana przez Wergiliusza w Eneidzie; przypisywano jej autorstwo ksiąg z przepowiedniami religijnymi. [przypis edytorski]

251. szlachcica, z żydem, z psem, na drogoskazie wiszących — buntownicy ukraińscy (hajdamacy) wieszali szlachcia, Żyda i psa w jednym miejscu, co miało symbolizować ich pogardę. [przypis edytorski]

252. hausta — dziś popr. forma B. lp: haust. [przypis edytorski]

253. imaginacją, demokracją itp. — daw. forma B. lp rzecz. r.ż. zakończonych na -yja; dziś popr.: imaginację, demokrację itp. [przypis edytorski]

254. diabłowi — dziś popr. forma C. lp: diabłu. [przypis edytorski]

255. aprobacja (z łac.) — zgoda, poparcie; aprobacją — dziś popr. forma B. lp: aprobację. [przypis edytorski]

256. demokracją i arystokracją — dziś popr. forma B. lp: demokrację i arystokrację. [przypis edytorski]

257. drzymiesz — dziś popr.: drzemiesz. [przypis edytorski]

258. trzy wiersze Danta — tercyna, forma poetycka, w której było napisane Piekło w Boskiej Komedii Dantego. [przypis edytorski]

259. dyssekcja (z łac.) — analiza, rozbiór gramatyczny i logiczny wiersza. Dziś wyraz używany wyłącznie w znaczeniu medycznym. [przypis edytorski]

260. eureka (gr.) — znalazłem; słowo to miał wykrzykiwać Archimedes, wyskakując z wanny po odkryciu zasady, zwanej potem prawem Archimedesa, według której ciało zanurzone w wodzie traci na wadze tyle, ile waży wyparta przez nie woda. [przypis edytorski]

261. wykrzyka — dziś popr. forma 3.os. lp cz.ter.: wykrzykuje. [przypis edytorski]

262. po tym deszczu w Polsce krwawym — tj. po powstaniu listopadowym 1830 r. [przypis edytorski]

263. A kiedy straszną opisują burzę, To chmura piorun zostawia w cenzurze — aluzja do zaostrzonej cenzury carskiej po powstaniu listopadowym. [przypis edytorski]

264. dwie już dramy piorunem bardzo skończyłem wygodnie — tj. Balladynę i Lillę Wenedę. [przypis edytorski]

265. moje dzieci — tj. dzieła, utwory. [przypis edytorski]

266. Ugolino — postać z Boskiej Komedii Dantego, mściciel, który w Piekle gryzł czaszkę i wysysał mózg swojego dawnego prześladowcy za to, że ten skazał Ugolina i jego synów na śmierć głodową. [przypis edytorski]

267. awantura (daw.) — przygoda. [przypis edytorski]

268. Andromeda (mit. gr.) — córka etiopskiego króla, przykuta do skały i wydana na łup potworowi, została uwolniona przez Perseusza. [przypis edytorski]

269. żelazy — dziś popr. forma N. lm: żelazami. [przypis edytorski]

270. panteistyczny — związany z wierzeniem, że Bóg jest we wszystkim, co materialne i duchowe, z poglądem, utożsamiającym Boga ze światem, z przyrodą. [przypis edytorski]

271. huryski a. hurysy — niebiańskie dziewice, mające według wierzeń muzułmanów dotrzymywać towarzystwa wiernym w raju. [przypis edytorski]

272. Alkoran własc. Koran — święta księga muzułmanów, zawierająca naukę Mahometa; zbiór podstawowych przepisów rel. i prawnych oraz nakazów moralnych islamu; motyw hurys wyskakujących z gruszki występuje nie w Koranie, ale w baśniach arabskich. [przypis edytorski]

273. przestały — przejrzały, zbyt dojrzały. [przypis edytorski]

274. płeć (daw.) — cera, kolor skóry. [przypis edytorski]

275. ostrowidz a. ostrowzrok (daw.) — ryś. [przypis edytorski]

276. nosoróg (daw.) — nosorożec. [przypis edytorski]

277. Z. K., S. K., E. K. — aluzja do krytyka Stanisława Ropelewskiego, który napisał ostrą recenzję Trzech poematów Słowackiego i podpisał się Z. K. Aluzją tą w Beniowskim poczuł się Ropelewski tak dotknięty, że wyzwał Słowackiego na pojedynek, stchórzył jednak i przeprosił poetę. [przypis edytorski]

278. lekcje, dyjalekcie — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ć półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego w jego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

279. Cerber (mit. gr.) — trójgłowy pies strzegący wejścia do Hadesu. [przypis edytorski]

280. Tukaj — tytułowy bohater ballady Mickiewicza, zawiera pakt z diabłem i szuka wiernego przyjaciela, który podejmie się w razie jego śmierci pociąć ciało na ćwierci i nasmarować przywracającym do życia wywarem. [przypis edytorski]

281. flinta — prymitywna strzelba. [przypis edytorski]

282. arkebuz — ręczna broń palna używana w XV–XVIII w., następca samopału a poprzednik muszkietu. [przypis edytorski]

283. czterdzieści cztery — aluzja do proroctwa z Dziadów Mickiewicza. [przypis edytorski]

284. śpiewak Troi — Homer. [przypis edytorski]

285. białe rymy — wiersz biały, bezrymowy, oparty na rytmie. [przypis edytorski]

286. za Sasa — w rzeczywistości przygody Beniowskiego i konfederacja barska miały miejsce za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, a nie jego poprzednika Augusta II Sasa. [przypis edytorski]

287. Tasso, Torqato (1544–1595) — poeta włoski, autor pisanej oktawą Jerozolimy wyzwolonej. [przypis edytorski]

288. poety — dziś popr. forma N. lm: poetami. [przypis edytorski]

289. giwer — broń palna a. wojskowe nakrycie głowy. [przypis edytorski]

290. Kreczetnikow, Michaił Nikitycz (1729–1793) — generał-lejtnant wojsk rosyjskich; walczył pod Barem na tydzień przed jego zdobyciem przez wojska pod dowództwem Stiepana Fiodorowicza Apraksina. [przypis edytorski]

291. Bar — miasto i twierdza w środkowo-zach. części Ukrainy, położone nad rzeką Rów, ok. 60 km na płd. zachód od Winnicy. [przypis edytorski]

292. kwerenda (z łac.) — dochodzenie, śledztwo. [przypis edytorski]

293. Maltus, Thomas Robert (1766–1824) — angielski ekonomista , który w dziele Essay on the principles of population (Londyn 1798) wykazał, że żywność nie wzrasta w stosunku do przyrostu ludności. [przypis edytorski]

294. ziomki — dziś popr. forma N. lm: ziomkami. [przypis edytorski]

295. pan Cz..... — Jan Czyński (1801–1867), polski literat i publicysta; publikował szereg prac, w których zajmował się kwestiami społecznymi i sprawą żydowską. [przypis edytorski]

296. Tacyt — Publius Cornelius Tacitus (ok. 55–120), jeden z najsłynniejszych historyków rzymskich. [przypis edytorski]

297. Feniks (mit.) — mityczny ptak, uznawany przez Egipcjan za symbol Słońca; wg wierzeń miał przylatywać z Arabii do Heliopolis w Egipcie, gdzie spalał się na ołtarzu świątyni na popiół i już następnego dnia miał odradzać się z popiołów. [przypis edytorski]

298. na wyżyni — na wyżynie, na wzgórzu. [przypis edytorski]

299. wiszar — urwisko skalne. [przypis edytorski]

300. harmata (daw.) — armata, działo. [przypis edytorski]

301. krotochwila (daw.) — zabawa, żart. [przypis edytorski]

302. pan Puławski własc. Pułaski, Józef (1704–1769) — starosta warecki, współtwórca i marszałek konfederacji barskiej, prawnik; w rzeczywistości nie brał udziału w tej obronie Baru przed Rosjanami. [przypis edytorski]

303. jurysta — prawnik. [przypis edytorski]

304. maćkowe grusze — grusze rosnące na miedzy, na granicy dwóch gospodarstw, stanowiące często przedmiot sporów sąsiedzkich. [przypis edytorski]

305. gwiźnie — dziś popr. forma 3.os. lp cz.przysz.: gwizdnie. [przypis edytorski]

306. oczeret (z ukr.) — trzciny, szuwary. [przypis edytorski]

307. Elsler lub Taglioni — Fanny Elssler (1810–1884) i Maria Taglioni (1804–1884), najsłynniejsze tancerki XIX w., Słowacki widział je w Paryżu; Taglioni występowała przez kilka lat w Petersburgu, zdobywając uznanie cara Rosji, który ofiarowywał jej kosztowne podarunki. [przypis edytorski]

308. garłowanie — gruchanie. [przypis edytorski]

309. szparki — szybki, energiczny. [przypis edytorski]

310. loty — dziś popr. forma N. lm: lotami. [przypis edytorski]

311. Dafne (mit. gr.) — nimfa, córka Gai i Penejosa; uciekając przed zalotami zakochanego w niej Apollina, uprosiła ojca, by zamienił ją w drzewo wawrzynu. Symbol miłości niedostępnej i dziewictwa. [przypis edytorski]

312. Minotaur (mit. gr.) — potwór, człowiek z głową byka, mieszkający w Labiryncie na Krecie, zabity przez bohaterskiego Tezeusza. [przypis edytorski]

313. Ikar (mit. gr.) — syn genialnego konstruktora Dedala; uciekając z ojcem z Krety na zbudowanych przez ojca skrzydłach, podleciał za wysoko w górę, słońce stopiło wosk, którym pióra były zlepione, a Ikar wpadł do morza i utonął. [przypis edytorski]

314. Trzeci Maj — pismo konserwatywne, wychodzące w Paryżu w latach 1839–48, propagujące restytucję monarchii w Polsce, co Słowacki nazywa iluzjami. [przypis edytorski]

315. posły — dziś popr. forma M. lm: posłowie. [przypis edytorski]

316. Wenera (mit. rzym.) — Wenus, bogini miłości; odpowiednik gr. Afrodyty; jeździła rydwanem zaprzężonym w gołębie. [przypis edytorski]

317. kołpak — wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem. [przypis edytorski]

318. maroder właśc. maruder (z fr.) — żołnierz, który pozostał w tyle za swoim oddziałem. [przypis edytorski]

319. hamernia (niem.) — kuźnia, fabryka żelaza kutego i stali. [przypis edytorski]

320. wiara greko-rosyjska — religia prawosławna. [przypis edytorski]

321. ad umbras (łac.) — między cienie zmarłych. [przypis edytorski]

322. Hegel, Georg Wilhelm Friedrich (1770–1831) — niemiecki filozof, twórca klasycznego systemu idealistycznego; tu mowa o jego naśladowcach. [przypis edytorski]

323. franko-romansista — literat, piszący powieści w stylu francuskim. [przypis edytorski]

324. kozako-powieściarz — autor utworów o tematyce ukraińskiej, np. Antoni Malczewski (1793–1826), Seweryn Goszczyński (1801–1876), Michał Czajkowski (1804–1886), Michał Grabowski (1804–1863). [przypis edytorski]

325. oftalmia (gr.) — katarakta, tj. naturalna zapora na rzece a. choroba oczu. [przypis edytorski]

326. Armida — postać z poematu Torquata Tassa Jerozolima wyzwolona; czarodziejka o wyjątkowej urodzie, która wykorzystywała swoje magiczne zdolności przeciwko rycerzom krucjaty, a zjawiała się, wychodząc z drzewa. [przypis edytorski]

327. chmury — dziś popr. forma N. lm: chmurami. [przypis edytorski]

328. W które ja się tu, jak przed sztyletami Cezar, obwijam — Gajusz Juliusz Cezar (100–44 p.n.e.), dyktator Rzymu, zasztyletowany przez zamachowców, umierając, zasłonił twarz krajem togi. [przypis edytorski]

329. głazy — dziś popr. forma N. lm: głazami. [przypis edytorski]

330. snycerz — tu: rzeźbiarz. [przypis edytorski]

331. Antar a. Antara ibn Szaddad (525–615) — poeta i wojownik arabski, bohater jednego z najbardziej znanych arabskich poematów rycerskich doby przedmuzułmańskiej. [przypis edytorski]

332. ową siedmią ryb (daw.) — dziś popr.: owymi siedmioma rybami. [przypis edytorski]

333. I dzieli się... jak ową siedmią ryb Chrystusa ucznie — nawiązanie do opisanego w Biblii cudu rozmnożenia pięciu bochenków chleba i dwóch ryb przez Jezusa tak, że najadły się wielkie tłumy i jeszcze zebrano dwanaście koszy ułomków (J 6,1–15; Mt 14,13-21); ucznie — dziś popr. forma M. lm: uczniowie. [przypis edytorski]

334. niebieski — mocno spróchniałe drewno przybiera niekiedy ciemny, zielono-niebieski odcień. [przypis edytorski]

335. brabanckie korunki — koronki noszące nazwę od miejsca ich wyrobu, prowincji belgijskiej Brabancji. [przypis edytorski]

336. bogunki a. boginki (mit. słow.) — nimfy rzeczne. [przypis edytorski]

337. popiołami nakryte pokoje — nawiązanie do Pompei, miasta zasypanego pyłem wulkanicznym w czasie wybuchu Wezuwiusza w 79 r. n.e., a odkrywanego sukcesywnie w trakcie wykopalisk, prowadzonych od końca XVI w. [przypis edytorski]

338. Kaprea — własc. Capri, włoska wyspa na Morzu Tyrreńskim w Zatoce Neapolitańskiej; w skałach na jej wybrzeżu ukryta jest Lazurowa Grota, w której panuje błękitnawy półmrok, można tam wpłynąć łodzią przez wąskie wejście. [przypis edytorski]

339. Amfitryta (mit. gr.) — jedna z nereid, najpiękniejsza z córek Okeanosa, żona Posejdona. [przypis edytorski]

340. próchien — dziś popr. forma D. lm: próchen. [przypis edytorski]

341. Arachne (mit. gr.) — prządka, która wyzwała na pojedynek tkacki boginię Atenę, za swą pychę została zamieniona w pająka. [przypis edytorski]

342. szkło czeskie — półkryształ, szkiełka podobne do kryształu, z ich wyrobu słyną Czechy. [przypis edytorski]

343. Pegaz (mit. gr.) — skrzydlaty koń zrodzony z krwi Meduzy; symbol natchnienia poetyckiego i malarskiego. [przypis edytorski]

344. zdębić się — stanąć dęba. [przypis edytorski]

345. I dalszą miłość prowadzą listownie. W listach dopiero... (a wszystkie umieszczę w przypiskach) — autor wyśmiewa tu sentymentalne powieści epistolarne. [przypis edytorski]

346. emigracją — dziś popr. forma B. lp: emigrację. [przypis edytorski]

347. sejm — sejm polski, zorganizowany w czasie powstania listopadowego 1830–1831, jego członkowie wyemigrowali po powstaniu do Francji, Niemiec itp. [przypis edytorski]

348. gminy — jednostki organizacyjne polskiej emigracji popowstaniowej na Zachodzie. [przypis edytorski]

349. przekryślę — dziś popr.: przekreślę. [przypis edytorski]

350. falanster — forma organizacji mająca zastąpić państwo w wizji francuskiego socjalisty utopijnego Charles’a Fouriera (1772–1837), wielki internat, gdzie żyłoby i pracowało wspólnie półtora tysiąca osób obojga płci i wszystkich potrzebnych społeczeństwu profesji. [przypis edytorski]

351. kozera — karta atutowa. [przypis edytorski]

352. As — prawdopodobnie aluzja do księcia Adama Jerzego Czartoryskiego (1770–1861), polityka, jednej z największych postaci ówczesnej emigracji. [przypis edytorski]

353. Fidiasz (490–420 p.n.e.) — jeden z najwybitniejszych rzeźbiarzy greckich okresu klasycznego. [przypis edytorski]

354. Memnon (mit. gr.) — król Etiopii, zginął w wojnie trojańskiej, z jego stosu pogrzebowego wyleciało stado białych ptaków, które stoczyły między sobą bitwę; kolosami Memnona nazywano statuy, zbudowane w Tebach w Egipcie na cześć faraona Amenhotepa III, które o wschodzie słońca wydawały jęki, spowodowane nagrzewaniem się powietrza w wewnętrznych pęknięciach. [przypis edytorski]

355. Kościuszko przeczuł was, krzycząc: skończona — po przegranej pod Maciejowicami (1794) Tadeusz Kościuszko (1746–1817) krzyknął podobno finis Poloniae tj. koniec Polski. [przypis edytorski]

356. trzewa — dziś popr.: trzewia; wnętrzności. [przypis edytorski]

357. Akteon (mit. gr.) — myśliwy, który zobaczył przypadkiem boginię łowów, Artemidę, w kąpieli; za to świętokradztwo został zamieniony przez w jelenia, rozszarpały go jego własne psy. [przypis edytorski]

358. drzewy, sąsiady — dziś popr. forma N. lm: drzewami, sąsiadami. [przypis edytorski]

359. Cherubin a. Cherub — potężna istota nadprzyrodzona, występująca w Biblii, skrzydlaty strażnik, pomagający Bogu w rządzeniu światem. [przypis edytorski]

360. fiat lux (łac.) — niech stanie się światło. [przypis edytorski]

361. odjemność — tu: strona negatywna, ciemna; z takim zarzutem spotkał się Anhelli w „Tygodniku Literackim” w 1839 r. [przypis edytorski]

362. ekwator (daw., z łac.) — równik. [przypis edytorski]

363. sta viator (łac.) — stój, wędrowcze. [przypis edytorski]

364. Hektor — bohater Iliady, syn króla Troi, dzielny wojownik, zabił go Achilles w odwecie za śmierć swojego przyjaciela Patroklosa. [przypis edytorski]

365. Ajaks a. Ajas — bohater Iliady, drugi po Achillesie pod względem dzielności, próbował zabić Hektora, rzucając w niego wielkim kamieniem; rywalizował z Odyseuszem o zbroję po Achillesie. [przypis edytorski]

366. Orland — bohater poematu epickiego Orland Szalony Ludovika Ariosta (1474–1533), paladyn Karola Wielkiego. [przypis edytorski]

367. Wigand von Marburg (ok. 1365–1409) — średniowieczny kronikarz niem. opisujący walki Krzyżaków z Prusami i Litwinami. Jego wierszowana kronika, została przełożona na łacinę w XV w. z inicjatywy Jana Długosza. [przypis edytorski]

368. geografią — dziś popr. forma B. lp: geografię. [przypis edytorski]

369. Krakowczyk — tj. Franciszek Paszkowski (1778–1856), generał i historyk, przyjaciel i biograf Tadeusza Kościuszki, który w swojej książce Pomysły do dziejów Polski, w rozdziale „Opinie” skrytykował Kordiana jako przejaw pychy autora. [przypis edytorski]

370. Iksy — nawiązanie do grupy recenzentów teatralnych o klasycystycznych przekonaniach, działającej w Warszawie w latach 1815–1819; wszyscy jej członkowie podpisywali swoje publikacje znakiem X. [przypis edytorski]

371. Styks (mit. gr.) — rzeka, oddzielająca świat żywych od krainy umarłych. [przypis edytorski]

372. nezabudka (ukr.) — niezapominajka. [przypis edytorski]

373. stok (daw.) — źródło. [przypis edytorski]

374. krzyć się — trzeszczeć, kruszyć się. [przypis edytorski]

375. oczeret (z ukr.) — trzcina, szuwary. [przypis edytorski]

376. szarawary z radła — szerokie, długie, bufiaste spodnie noszone na Wschodzie i w Polsce XVI–XVIII w., wykonane z płótna. [przypis edytorski]

377. Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w więzieniu. [przypis edytorski]

378. auto-da-fé (z port.: akt wiary) — publiczna deklaracja przyjęcia lub odrzucenia religii katolickiej przez heretyka przed jego spaleniem na stosie; tu: spalenie żywcem. [przypis edytorski]

379. horor (z łac. horror) — dreszcz, trwoga. [przypis edytorski]

380. czahar (reg.) — zarośla na podmokłych gruntach. [przypis edytorski]

381. Pluton (mit. rzym.) — bóg świata umarłych, odpowiednik Hadesa z mit. gr. [przypis edytorski]

382. grabla (z ukr.) — grabie. [przypis edytorski]

383. pargamin — własc. pergamin; wyprawiona skóra, służąca dawniej do zapisywania ważnych dokumentów; tu: dokument. [przypis edytorski]

384. te — dziś popr. forma B. lp r.n.: to. [przypis edytorski]

385. venit iudicium (łac.) — nadchodzi sąd. [przypis edytorski]

386. pan Różański — Michał Krasiński (1712–1784), podkomorzy różański, jeden z wodzów konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

387. Fabius — właśc. Quintus Fabius Maximus (ok. 280–203 p.n.e.), rzymski polityk i generał, słynny ze swej ostrożności, jako wódz podczas wojny punickiej otrzymał przydomek Cunctator, tj. zwlekający. [przypis edytorski]

388. Afrodyta (mit. gr.) — bogini miłości, jej atrybutem był rydwan zaprzężony w gołębie. [przypis edytorski]

389. tonsura (z łac.: strzyżenie, postrzyżyny) — kółko wygolone na czubku głowy, daw. charakterystyczna fryzura księży; łysina. [przypis edytorski]

390. nezabudka (z ukr.) — niezapominajka. [przypis edytorski]

391. dla niej każda smakuje trucizna — nawiązanie do słów z Hymnu do miłości Ojczyzny napisanego jako hymn dla Szkoły Rycerskiej, a ogłoszonego drukiem jako część Myszeidy Krasickiego: „Święta miłości kochanej Ojczyzny! /Czują cię tylko umysły poczciwe! /Dla ciebie zjadłe smakują trucizny (...)”. [przypis edytorski]

392. liszka (daw.) — lis. [przypis edytorski]

393. kruża (poet.) — czara, dzban, kielich. [przypis edytorski]

394. ogniów — dziś popr. forma D. lm: ogni. [przypis edytorski]

395. jelitów — dziś popr. forma D. lm: jelit. [przypis edytorski]

396. lutnią — dziś popr. forma B. lp: lutnię. [przypis edytorski]

397. szalony bard — prawdopodobnie nawiązanie do Ludovica Ariosta (1474–1533), włoskiego poety, autora poematu Orland szalony. [przypis edytorski]

398. Safona (VII–VI w. p.n.e.) — wybitna poetka starożytnej Grecji; opoka Safony: według legendy nieszczęśliwa w miłości Safona popełniła samobójstwo, rzucając się w morze ze Skały Leukadejskiej. [przypis edytorski]

399. mołodyca (z ukr.) — młoda dziewczyna. [przypis edytorski]

400. Delille, Jacques (1738–1813) — francuski poeta i tłumacz, autor poematu Ogrody, jego pompatyczny styl był wzorem dla polskich poetów klasycystycznych; poniższe strofy stanowią parodię tego stylu. [przypis edytorski]

401. sturczyć — przerobić na modłę turecką, udziwnić. [przypis edytorski]

402. ixy warszawskie — warszawskie towarzystwo literackie, hołdujące klasycystycznym gustom, jego członkowie gromadzili się w latach 1815–1819 w salonie Tadeusza Mostowskiego i swoje publikacje podpisywali wspólnym pseudonimem X. [przypis edytorski]

403. stereotyp — w poligrafii druk czcionek stałych; tu: gra cieni, odbicie, fotografia. [przypis edytorski]

404. dagerotyp — obraz fotograficzny utrwalony na płycie srebrnej; technika wynaleziona w 1839 r. przez Louisa Daguerre’a. [przypis edytorski]

405. tęczowie — dziś: tęczowo. [przypis edytorski]

406. Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w rosyjskim więzieniu. [przypis edytorski]

407. szacht — cięcie. [przypis edytorski]

408. czaprak (z tur.) — tkanina, niekiedy ozdobna, wkładana na konia pod siodło. [przypis edytorski]

409. olstro (z niem.) — skórzany futerał na pistolet, przytroczony do siodła. [przypis edytorski]

410. I gdyby krzemień był spadł i uderzył /W dekę... co skrami pryskając odskoczy — opis działania XVIII-wiecznej broni palnej. [przypis edytorski]

411. szturmak — strzelba z rozszerzającą się lufą. [przypis edytorski]

412. piso-rym — rymopis, poeta. [przypis edytorski]

413. empirycznie — doświadczalnie, praktycznie. [przypis edytorski]

414. wycelić — dziś popr. wycelować. [przypis edytorski]

415. korki — tu: obcasy. [przypis edytorski]

416. same — dziś popr. forma B. lp r.n.: samo. [przypis edytorski]

417. Irys (mit. gr.) — Iris a. Iryda, bogini jutrzenki, wysłanniczka bogów, tęcza. [przypis edytorski]

418. na ów koń — dziś popr. forma B. lp: na owego konia. [przypis edytorski]

419. rączęty — dziś popr. forma N. lm: rączętami. [przypis edytorski]

420. centaur (mit. gr.) — dzika istota o końskim ciele z ludzkim torsem i głową. [przypis edytorski]

421. Dejanira (mit. gr.) — ukochana Heraklesa, porwana przez centaura Nessosa. [przypis edytorski]

422. kosa (daw.) — warkocz. [przypis edytorski]

423. jaszczur — skóra końska lub ośla, wyprawiona chropowato, podobna do skóry jaszczurczej; oprawiano w nią pochwy i rękojeści szabel. [przypis edytorski]

424. wolą — dziś popr.: wolę. [przypis edytorski]

425. addio (wł.) — żegnaj. [przypis edytorski]

426. caro mio (wł.) — mój drogi. [przypis edytorski]

427. niewidoma — tu: niewidzialna. [przypis edytorski]

428. szkaplerz — dwa połączone ze sobą kawałki materiału z wizerunkiem Jezusa i (lub) Matki Boskiej, poświęcone, noszone na szyi, na piersiach. [przypis edytorski]

429. szatanu — dziś popr. forma C. lp: szatanowi. [przypis edytorski]

430. misją — dziś popr. forma B. lp: misję. [przypis edytorski]

431. Giraj właśc. Krym Girej (1699–1769) — chan tatarski, panował w latach 1758–1764 i 1768–1769, sojusznik konfederatów barskich, przeciwnik Rosji i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Za jego panowania doszło do ostatniego wielkiego najazdu Tatarów na Ukrainę polską i rosyjską. Ostatni wielki i wybitny wódz oraz wojownik tatarski. [przypis edytorski]

432. Chanisko — zgrubienie od słowa chan. [przypis edytorski]

433. wyraj (mit. słowiańska) — bajeczna kraina, do której na zimę odlatują ptaki i skąd przychodzi co roku wiosna. [przypis edytorski]

434. pliska — dziś popr.: pliszka, mały ptak z rzędu wróblowatych. [przypis edytorski]

435. Jowisz (mit. rzym.) — bóg dnia, nieba i burzy, najważniejszy w rzymskim panteonie, przedstawiany jako brodaty mężczyzna władający piorunem, odpowiednik greckiego Zeusa. [przypis edytorski]

436. chrzestem — forma użyta dla rymu, na prawach licencji poetyckiej, dziś popr. forma N. lp: chrztem. [przypis edytorski]

437. austeria (daw.) — karczma, zajazd. [przypis edytorski]

438. Dyjanna (mit. rzym., dziś: Diana) — bogini łowów, córka Jowisza i siostra Apollina, jej posąg był popularną ozdobą klasycystycznych ogrodów i pałaców. [przypis edytorski]

439. złota łódź Sorrentu — prawdopodobnie nawiązanie do czarodziejskiej łodzi, którą bohaterowie Jerozolimy wyzwolonej płynęli na Wyspy Szczęśliwe; Sorrento — popularna już w XIX w. miejscowość turystyczna w płd. Włoszech nad Morzem Śródziemnym, niedaleko Neapolu, miejsce urodzenia Torquato Tasso (1544–1595), wł. poety, autora poematu Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]

440. wino w twej Platońskiej czarze — nawiązanie do dialogu Uczta Platona. [przypis edytorski]

441. bursztyn — tu: fajka z bursztynu. [przypis edytorski]

442. muszę cierpieć, abym śpiewał — nawiązanie do legendy o łabędziu, który ma śpiewać tylko raz w życiu, tuż przed śmiercią. [przypis edytorski]

443. koralów — dziś popr. forma D. lm: korali. [przypis edytorski]

444. opal — minerał o różnorodnych barwach i mieniącej się, opalizującej powierzchni; opalów — dziś popr. forma D. lm: opali. [przypis edytorski]

445. różyca — rozeta, okrągłe okno wypełnione witrażem lub ażurowym ornamentem. [przypis edytorski]

446. czahar (reg.) — zarośla na podmokłych gruntach. [przypis edytorski]

447. krwawemi płomyki — dziś popr. forma N. lm: krwawymi płomykami. [przypis edytorski]

448. posępne lirniki — dziś popr. forma M. lm grup rzecz. m.-os.: posępni lirnicy. [przypis edytorski]

449. duma (z ukr.) — liryczno-epicka pieśń o życiu Kozaków, o tematyce historyczno-bohaterskiej lub obyczajowej. [przypis edytorski]

450. harfa Eola — harfa eolska, instrument muzyczny, z którego strun dźwięki wydobywa wiatr; Eol (mit.gr.) — bóg wiatrów. [przypis edytorski]

451. czumak (daw. ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły; włóczęga, koczownik. [przypis edytorski]

452. dróp — drop, ptak z rzędu żurawiowych, uważany za najcięższego na świecie ptaka latającego, dziś gatunek ginący, w Polsce objęty ścisłą ochroną. [przypis edytorski]

453. Hurony — dziś popr. forma M. lm: Huroni; plemię indiańskie, znane z okrucieństwa, zamieszkujące okolice jeziora Huron w Ameryce Północnej, opisane w powieści Jamesa Coopera Ostatni Mohikanin. [przypis edytorski]

454. butel (reg., daw.) — butla, flasza. [przypis edytorski]

455. malowanemi pióry — dziś popr. forma N. lm: malowanymi piórami. [przypis edytorski]

456. królowa Saba (bibl., XI w. p.n.e.) — własc. królowa Saby, przedmuzułmańskiego państwa na Półwyspie Arabskim, znana z Biblii pod imieniem Makeda; złożyła wizytę królowi izraelskiemu Salomonowi. [przypis edytorski]

457. pancernik — tu: rycerz w zbroi, towarzysz pancerny. [przypis edytorski]

458. czaj (ros.) — herbata. [przypis edytorski]

459. arka na Synaju — Arka Przymierza, skrzynia, w której Izraelici przechowywali tablice z przykazaniami; Synaj to półwysep i góra w Azji Zachodniej, dziś na terytorium Egiptu, miejsce, gdzie Bóg miał objawić się Mojżeszowi i przekazać mu Dekalog. [przypis edytorski]

460. Perkunas (mit. litewska) — bóg gromów i błyskawic. [przypis edytorski]

461. Znicz (mit. litewska) — święty ogień, bóg ognia. [przypis edytorski]

462. runy — dawne epickie pieśni ludowe fińskie i karelskie, często o treści mitycznej. [przypis edytorski]

463. żmujdzki — żmudzki, pochodzący ze Żmudzi, płn.-zach. części Litwy. [przypis edytorski]

464. kołdun — pieczony pieróg z ciasta drożdżowego z nadzieniem, tradycyjna potrawa litewska i białoruska. [przypis edytorski]

465. mina — starożytna jednostka masy, ok. 0,5 kg. [przypis edytorski]

466. O! boćwino! — boćwina a. botwina, tj. zupa z młodych liści buraczanych, była potrawą tak charakterystyczną dla Litwy, że w innych częściach kraju przezywano Litwinów (Polaków litewskich) boćwinkami; Słowacki nawiązuje tu ironicznie do opisów kulinarnych z „Pana Tadeusza”. [przypis edytorski]

467. Hipokrena (mit. gr.) — właśc. Hippokrene, źródło w Gaju Muz na Helikonie, symbol natchnienia poetyckiego. [przypis edytorski]

468. Kamena (mit. rzym.) — nimfa źródła, obdarzona darem wieszczym, odpowiednik Muzy z mit. gr. [przypis edytorski]

469. gazella — gazela, mała antylopa a. utwór poetycki w literaturze perskiej, oparty na jednym rymie, często o tematyce erotycznej, znany romantykom, zafascynowanym kulturą orientalną. [przypis edytorski]

470. ni piu ni meno (wł.) — ni mniej, ni więcej. [przypis edytorski]

471. z barszczowych uszów — z pierożków, por. barszcz z uszkami; uszów — dziś popr. forma D. lm: uszu. [przypis edytorski]

472. nie lża (starop.) — także w formie nie ldza, nie lza: nie można, nie da się. [przypis edytorski]

473. Dyjanna (mit. rzym.) — dziś: Diana; bogini łowów, córka Jowisza i siostra Apollina, tu: natchnienie. [przypis edytorski]

474. tryjolet — dziś: triolet; rodzaj wiersza o strofie ośmiowersowej i specyficznym układzie dwóch rymów, w którym czwarty i siódmy wers powtarza pierwszy, a ósmy jest taki sam jak drugi (ABaAabAB). [przypis edytorski]

475. pisałem prozą odjemną, mówi Tygodnik — w recenzji w „Tygodniku Literackim” w 1839 r. styl Anhellego został określony jako „odjemny”, tj. negatywny, ciemny. [przypis edytorski]

476. Pitagor — Pitagoras z Samos (ok. 572–500 p.n.e.), gr. matematyk i filozof. [przypis edytorski]

477. kukuruza (ros.) — kukurydza. [przypis edytorski]

478. czerwienny tuz — as kierowy. [przypis edytorski]

479. Odyn (mit. skand.) — najwyższe bóstwo nordyckie, bóg wojny i wojowników, mądrości, poezji i magii. [przypis edytorski]

480. Neptun (mit. rzym.) — bóg morza, odpowiednik gr. Posejdona, jego atrybutem był trójząb do połowu ryb. [przypis edytorski]

481. Brama Dytejska (właśc. Dantejska) — w Boskiej Komedii brama prowadząca do piekieł. [przypis edytorski]

482. Ariost — własc. Ariosto, Ludovico Giovanni (1474–1533), włoski poeta renesansowy, autor poematu rycerskiego Orland szalony. [przypis edytorski]

483. miętki (reg.) — dziś popr.: miękki. [przypis edytorski]

484. Arachne (mit. gr.) — prządka, która wyzwała na pojedynek tkacki boginię Atenę i za swą pychę została zamieniona w pająka. [przypis edytorski]

485. strycha — strzecha. [przypis edytorski]

486. Jan Czarnoleski — Jan Kochanowski z Czarnolasu. [przypis edytorski]

487. mżeć — drzemać; śnić (por.: mżonki). [przypis edytorski]

488. wiszar — urwisko, występ skalny. [przypis edytorski]

489. Coś na kształt Danta tercetów niejasnych, do których trzeba dodawać komentarz — Dante Alighieri (1265–1321) w Boskiej Komedii zamieścił wiele niejasnych nawiązań do znanych sobie osób. [przypis edytorski]

490. Dońcy — Kozacy znad Donu, w XVIII i XIX w. żołnierze na służbie rosyjskiej; oddziały kozackie były używane m.in. do pacyfikowania demonstracji patriotycznych w Warszawie w XIX w. [przypis edytorski]

491. Meleager (mit. gr.) — Meleagros, uczestnik wyprawy Argonautów po złote runo. Urządził polowanie na ogromnego dzika kalidońskiego, którego zabił, a skórę z niego podarował Atalancie za to, że pierwsza trafiła dzika ze swojego łuku. Na skutek tej decyzji Meleager skłócił się z rodziną, co przypłacił śmiercią. [przypis edytorski]

492. Michała Gra... — Michał Grabowski (1804–1863), pisarz, publicysta i krytyk, tworzył powieści o tematyce ukraińskiej, np. Koliszczyzna i stepy i Stannica hulajpolska. [przypis edytorski]

493. Ej ty na szybkim koniu — „Ej! Ty na szybkim koniu gdzie pędzisz kozacze?”, pierwsze słowa poematu Maria Antoniego Malczewskiego (1793–1826). [przypis edytorski]

494. Skąd, powiedz, wracają Litwini? — „Skąd Litwini wracali? Z nocnej wracali wycieczki”, pierwsze słowa Powieści Wajdeloty z Konrada Wallenroda Mickiewicza. [przypis edytorski]

495. That ist the question (ang.) — właśc. That is the question: oto jest pytanie; słowa z monologu Hamleta w tragedii Shakespeare’a. [przypis edytorski]

496. Komu ty jedziesz? jak mówią Żmudzini — właściwością reg. polszczyzny na Litwie i Podlasiu jest zastępowanie form C. konstrukcjami z przyimkiem „dla” lub „do” z D. i odwrotnie. [przypis edytorski]

497. metr — tu: metrum, wzorzec rytmiczny w poezji. [przypis edytorski]

498. heksametr — miara wierszowa, którą napisana jest m.in. Iliada (heksametr daktyliczny) i Pieśń Wajdeloty w Konradzie Wallenrodzie Mickiewicza (heksametr polski); pierwszą połowę heksametru reprezentuje wspomniane w tej strofie zdanie „Skąd Litwini wracali?”; heksametra: dziś popr. forma D. lp: heksametru. [przypis edytorski]

499. Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w rosyjskim więzieniu. [przypis edytorski]

500. strzemiono — forma użyta dla rymu, na prawach licencji poetyckiej, popr.: strzemię. [przypis edytorski]

501. ponizać — nawlec na nitkę. [przypis edytorski]

502. Styr — rzeka na Wołyniu, w pł.-zach. części Ukrainy, dopływ Prypeci; nad Styrem leży miasto Łuck. [przypis edytorski]

503. atencyje (z łac.) — tu: konkury, pretendowanie do ręki panny. [przypis edytorski]

504. Kałmucy — naród mongolski o ciekawej kulturze, mieszkający na granicy Europy i Azji nad Morzem Kaspijskim; nazwy tej używało się w polszczyźnie jako pogardliwego określenia dzikich i okrutnych mieszkańców azjatyckiej części Rosji (prawdopodobnie dlatego, że Kałmucy w armii carskiej, z którymi stykali się Polacy, pełnili często funkcję oprawcy). [przypis edytorski]

505. Ugolin — własc. Ugolino, postać z Boskiej Komedii Dantego, mściciel, który w Piekle gryzł czaszkę i wysysał mózg swojego dawnego prześladowcy, biskupa Ruggieri, za to, że ten skazał Ugolina i jego synów na śmierć głodową. [przypis edytorski]

506. egipski Bóg (mit. egip.) — Anubis, bóg pogrzebów i balsamistów, był przedstawiany w postaci ludzkiej z głową psa lub szakala. [przypis edytorski]

507. martwic — trup. [przypis edytorski]

508. antropofag (z gr.) — ludożerca. [przypis edytorski]

509. Osagowie — Indianie z Ameryki Płn. z rodziny Dakotów, posądzani o kanibalizm. [przypis edytorski]

510. błam — zszyte futerka na przykrycie lub do podszycia płaszcza; ognistemi błamy — dziś popr. forma N. lm: ognistymi błamami. [przypis edytorski]

511. łycho (ukr.) — licho, bieda, źle. [przypis edytorski]

512. spokojnica (z ros.) — nieboszczka. [przypis edytorski]

513. korowaj — weselny placek z mąki pszennej, tradycyjny w Rosji i na Ukrainie. [przypis edytorski]

514. Bojan — mityczny bard ruski, wnuk Welesa, bożka pieśniarzy i rycerzy, wspomniany w Słowie o wyprawie Igora, miał żyć na przełomie XI i XII w i należeć do drużyny Jarosława Mądrego; za wcielenie Bojana podawał się w swoich wierszach Józef Bohdan Zaleski (1802–1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej. [przypis edytorski]

515. przedać (daw.) — sprzedać. [przypis edytorski]

516. dumy piała (z ukr.) — śpiewała pieśni. [przypis edytorski]

517. jemiełuszka — jemiołuszka, niewielki ptak wędrowny. [przypis edytorski]

518. groszów — dziś popr. forma D. lm: groszy. [przypis edytorski]

519. hramota (ukr.) — gramota, dokument pisany na dawnej Rusi i Litwie. [przypis edytorski]

520. purpurowemi bałwany — dziś popr. forma N. lm: purpurowymi bałwanami. [przypis edytorski]

521. maszt łaciński — maszt z żaglem rozpiętym na długiej, ukośnej rejce. [przypis edytorski]

522. porze — rozpycha, przedziera się (por. uporać się). [przypis edytorski]

523. kruż (daw.) — kielich, czara. [przypis edytorski]

524. Malczewski, Antoni (1793–1826) — autor powieści poetyckiej Maria, poeta romantyczny tzw. szkoły ukraińskiej, pierwszy polski zdobywca Mont Blanc. [przypis edytorski]

525. tragedią — dziś popr. forma B. lp: tragedię. [przypis edytorski]

526. credo (łac.: wierzę) — wyznanie wiary, przekonania; poniższe strofy stanowią wyraźne nawiązanie do tekstu chrześcijańskiego wyznania wiary „Wierzę w Boga”. [przypis edytorski]

527. sfera Dantejska — nawiązanie do kręgów piekielnych, opisanych przez Dantego w Boskiej Komedii i wypełnionych przeciwnikami politycznymi autora. [przypis edytorski]

528. Danta — dziś popr. forma B.: Dantego. [przypis edytorski]

529. Mochnacki, Maurycy (1803–1834) — polski działacz, publicysta polit., jeden z teoretyków polskiego romantyzmu, uczestnik i kronikarz powstania listopadowego. [przypis edytorski]

530. kostera — hazardzista, ryzykant. [przypis edytorski]

531. snować (daw.) — snuć. [przypis edytorski]

532. postaci, arystokracji, braci — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ć półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

533. w książeczce sądził swoich braci — mowa o pracy publicystycznej Mochnackiego Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831. [przypis edytorski]

534. sejm pod Herodem obierany — sejm powstańczy i emigracyjny, obierany w Polsce znajdującej się pod panowaniem cara Mikołaja I. [przypis edytorski]

535. Makbetowe amen — bohater tragedii Makbet Shakespeare’a po dokonaniu królobójstwa bezskutecznie usiłuje się pomodlić. [przypis edytorski]

536. z kości rodzą się rycerze — nawiązanie do mitów i baśni, w których rycerze-mściciele wyrastają z kości, kamyków lub smoczych zębów. [przypis edytorski]

537. krzyżów — dziś popr. forma D. lm: krzyży. [przypis edytorski]

538. koście — dziś popr. forma B. lm: kości. [przypis edytorski]

539. pod górnemi grzbiety — dziś popr. forma N. lm: pod górnymi grzbietami. [przypis edytorski]

540. kiełzać — kiełznać, zmuszać konia do spokoju i uległości (za pomocą wkładanego w pysk metalowego wędzidła). [przypis edytorski]

541. Gdzież więc ten człowiek... co się Bogiem ze mną mierzył? — aluzja do Mickiewicza. [przypis edytorski]

542. żem skinął Ja i wieszcza wskrzesił — Mickiewicz na emigracji zaczął na nowo tworzyć po wyzwaniu, rzuconym mu przez Słowackiego w salonowej improwizacji. [przypis edytorski]

543. krwią i mlekiem płynna — parafraza związku frazeologicznego „kraina mlekiem i miodem płynąca”, nawiązująca do krwawej historii żyznej i pięknej Ukrainy, por. też określenie „krew z mlekiem”, odnoszące się pięknej twarzy kobiecej. [przypis edytorski]

544. Ikwa — rzeka na Wołyniu, w zach. części Ukrainy, prawy dopływ Styru. [przypis edytorski]

545. Znicz — w pogańskiej kulturze litewskiej święty ogień a. kapłan go pilnujący. [przypis edytorski]

546. Hektor (mit. gr.) — bohater Iliady Homera, królewicz i najdzielniejszy wojownik trojański, zginął z ręki Achillesa. [przypis edytorski]

547. Bogi — dziś popr. forma M. lm: Bogowie. [przypis edytorski]