Zapewne

nie jest strategią pozostania przy życiu,

ani sposobem na hałas. Wytrwałość jest śmieszna,

kiedy wspomina się oczarowane jeziora,

głuche kampanie i brzęczące bory, w których głos

podąża za echem przez całe stulecia. Ząb

czarownicy? Ważne są kwiatki i jeszcze rym

„czas — las”, bo gdy lasy płoną, czas

poświęca też kwiaty na zmarnowanie.

Spróbuj je chronić! Tylko spróbuj je ukryć,

nim gumowe podeszwy przyprą je do ziemi,

możesz latać jak płaski księgowy do kierownictwa

wiele razy. Pięć, a nawet dwanaście. Tren wierszy

i odmian (wyksięgować tren z kwiatów),

jedwab wzniosły jak szron i biały kamień

niech występują w niepamiętnym porządku,

obliczają kolor figur i cyfrę Saturna

w samodzielnym pokoju. Ale ta miotełka!?

Widzisz, jak zdmuchuje płatki w niebo jak ranne confetti,

to wiatr, gdy otwierasz drzwi na niepogodę,

posyła swe najlepsze kwiaty na świat w podskokach.

Nie zbieraj ich potem z ziemi smutnymi rękami.

Patronka wilków i rosomak obrońca

wywróżą ci jeszcze słowny zapał. Nie odpisuj listom,

może maj zaśpiewa. Maj bez uprzedzenia?

Powie nagle, jaka jest rada na pokój i wojnę,

na uciążliwość lotu, na stałość stajennej drabiny,

i jak rozdanie kart, a jak handel rzeczy?