Podczas wiatru z Tatr

Dumny, nieuskromiony, witaj mi, żywiole!

zawsze ciebie kochałem ze wszystkich najwięcej!

na twym łonie się duch mój kołysał dziecięcy,

tyś mi pierwszą muzyką był słyszaną w świecie,

kiedyś od Tatr przylatał przez lasy i pole — —

dumny, nieuskromiony, witaj mi, żywiole!

Kochałem ciebie zawsze! bo na twoim grzbiecie,

jako na oceanu powłoce rozdętej,

nie śmią siadać i płynąć żeglowne okręty;

bo niszczysz i niweczysz wszelką ludzką siłę,

dumny, nieuskromiony, pyszny elemencie1!

bo przeplatasz, jak demon, wielką ziemską bryłę

i nigdzie nie jest kres twój — i nigdzie poczęcie.

Wieczny i bezgraniczny, niczym nie zamknięty,

lecisz przez cichych niebios gwiezdne firmamenty,

i niczemu nie bratni, z niczym nie związany,

wszystkiemu wszędzie obcy, sam jeden dla siebie:

pustynie, miasta, sioła, góry, oceany,

wszystko masz u stóp swoich, wędrując po niebie!

Dumny, nieuskromiony, witaj mi, żywiole!

Ty jesteś dusz najsłodszą, najlepszą muzyką!

Jako na wolę marzeń, na twą zdana wolę

dusza leci: im więcej obcą się uczuje,

im będzie samotniejszą, im dalej lot chyży

poniesie ją w pustynię szeroką i dziką:

tym więcej jest królewską i tym leci wyżej!

Niechaj się tam na dole tłum ludu kotłuje,

niechaj wstają geniusze i w ducha mozole

podnoszą głuchy odmęt ludzkiej masy w górę,

aż runie w dół ich pracę zawalić, jak lawa;

niechaj się ludzkość cała jednym piekłem stawa,

lub dusze jak anioły świecą białopióre;

niech wojna grody niszczy, mór2 sioło po siole

obraca w pustkę cichą, lub niech kwitną sady

i złotym plonem lata świat się cały cieszy;

niech życie będzie świętem dla ludzkiej gromady;

niechaj się sam Duch zjawi pośród ludzkiej rzeszy

i rozwiesi nad światem swych rąk aureolę;

ty, z niczym niezwiązany i obcy wszystkiemu,

krążysz, li tylko Prawu podległy swojemu,

dumny, nieuskromiony, wspaniały żywiole!

Przypisy:

1. element — tu: żywioł. [przypis edytorski]

2. mór — zaraza. [przypis edytorski]