Schnąca limba
U stóp mych dzika przepaść. W ciemnym niebie blady
Świeci księżyc, podobny wodnej białej lilii,
Co kielich swój nad ciemne głębiny wychyli.
Cicho — grzmot słychać tylko huczącej kaskady1.
Nad nurtem jej ze skalnej wyrosła posady
Limba2: zżółkłe konary smutno na dół chyli,
Czując, że dłużej walczyć na próżno się sili
I runie — wicher szumi jej hymny zagłady.
Nie ona jedna toczy tę walkę bolesną:
Są ludzie i narody całe na przedwczesną
Śmierć skazane przez losów okrutne przekleństwo...
I czyż warto jest walczyć, nie wierząc w zwycięstwo?
I czyż warci są życia, którym brak doń siły?
I cóż z tych łez wylanych na słabych mogiły?...
Przypisy:
1. kaskada — tu: wodospad. [przypis edytorski]
2. limba — drzewo iglaste, podobne do sosny, występujące w górach. [przypis edytorski]