Matka

Jesteś — moje gniazdo na pamięć, naszej ciemności trawa

wspólna, z siebie tajemnej dałaś mi wyjść, okruch mroczny

w wirowanie światła.

Ty nie znasz swej wielkości, twoje ziarno niepojęte, nam na

kiełek w głębi ciebie porzucone. Jesteś — między nasieniem

i głodem, jesteś — ogród przybywający tobą bez tchu.

Stworzenia twoje znaczysz żarem, w siebie nachylasz czarne

złoża, nimi spłonęłaś do sosen do sarny, teraz wybuchają

z ciebie, pierwszym ogniem liżą twoje ślady, w pióropuszach

stajesz i w skrzydłach.

Jesteś — drzewem w owocu zanim pąkiem, kwiatem jeszcze

korzeniem, zaczynem, pęknięciem w kamieniu, własnym

chwytem z dna. czy czułaś wszystko?

Jesteś wokół mnie, kiedy nazwać cię nie potrafię, pierwszy

liść pokazałaś, rozwarłaś lato na upał i cień a we mnie były

złączone, jesienie swoje dźwigasz, a mnie lęk o czerwie

o czerwienie, coraz ciaśniej w serce. I nie umiem ciebie

z mojej zimy wyprowadzić.

Biegło uwięzło Twoje w Tobie zaplątane. Ty Ciebie moje

w krąg swój rozpoczynasz, nieustający krąg swój zataczasz

we mnie, wieczny szelest.